Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
20.03.2007
Tydzień temu było o najlepszych generalnych managerach obecnego sezonu. Teraz przyszedł czas na najgorszych. Po przeanalizowaniu sytuacji uznałem, że najlepszy GM według Forbesa w tegorocznych rozgrywkach nie popisał się niczym i jest jednym z najsłabszych.
Najgorsi GMs 2006/07
1. Rick Sund (Sonics)
Od czasu bardzo udanego sezonu 2004/05 z Sonics odeszło sporo ważnych zawodników, którzy tworzyli wtedy silną drużynę, odszedł również twórca tego sukcesu, trener McMillan. Dlatego od tamtego czasu drużyna z Seattle staje się coraz słabsza, a Sund nie potrafi tego zatrzymać. Przed obecnym sezonem po raz kolejny nie udało mu się wzmocnić zespołu. Dlatego Allen i Lewis nie mają odpowiedniego wsparcie by poprowadzić ekipę z Seattle do zwycięstw. Głównym celem Sunda w czasie wakacji było podpisanie nowego kontraktu z Wilcoxem. Nie były to łatwe negocjacje, trwały długo, ale ostatecznie zakończyły się podpisaniem umowy. Jednak poza tym GM nie pozyskał żadnego znaczącego wzmocnienia. A sam Wilcox gra słabiej niż oczekiwano. Tak intensywne starania o nowy kontrakt z jednym zawodnikiem nie powinny ograniczyć działań dążących do wzmocnień na pozostałych pozycjach. GM powinien pomyśleć także o ściągnięciu nowych graczy. Sonics nie mają głębi składu, a rolą generalnego managera była zmiana tej sytuacji. W drafcie 2006 Sund także nie podjął najlepszej decyzji. Po raz kolejny wybrał wysokiego zawodnika na pozycję cztery/ pięć. Sene jednak nie jest w tym momencie gotowy do gry w NBA. Jest, więc bezsensem czwarty rok z rzędu w drafcie wybierać gracza praktycznie na tą samą pozycję, który w najlepszym wypadku dopiero za kilka lat będzie przydanym dla drużyny. Tym bardziej, że na razie spośród tej czwórki jedynie Collison udowodnił swoją wartość. Natomiast, kiedy ma się takie gwiazdy jak Allen i Lewis trzeba im dać odpowiednich parterów, którzy od razu będą w stanie im pomóc. A teraz wszystko wskazuje na to, że Lewis zdecyduje się na zostanie wolnym agentem i opuści Seattle. Sam Allen jak widać w tym sezonie nawet rozgrywając swój życiowy sezon nie jest w stanie poprowadzić Sonics do wygranych, ponieważ nie ma wsparcia.
2. Kevin McHale (Wolves)
W poprzednim sezonie ruchy kadrowe GM Wolves nie były udane, chociażby wymiana Cassella za Jarica. I jego zła passa trwa nadal, przed obecnymi rozgrywkami także nie udało mu się pozyskać odpowiednich partnerów dla Garnetta. Podpisanie z Mike Jamesem wysokiego kontraktu (24mln/ 4 lata) ok.azało się dużym niewypałem. Ponieważ James w Minnesocie nie gra tak skutecznie jak w ubiegłym sezonie w Raptors. Oczywiście McHale nie mógł przewidzieć, że ten sezon będzie dla Jamesa tak widocznie słabszy. Jednak pozyskanie tego combo guarda od początku nie było idealnym rozwiązaniem. Ponieważ KG najbardziej potrzebuje klasowego playmakera, który będzie potrafi kreować grę jego i pozostałych partnerów. A poza Jamesem, GM nie ściągnął właściwie nikogo nowego, oprócz debiutantów. I jedynie dobre decyzje w drafcie mogą być plusem na jego koncie. Chociaż czy rzeczywiście były trafione okaże się dopiero za kilka lat. Nie najlepszą decyzją GM była także zmiana trenera. Kiedy zdecydował się na zwolnienie Caseya, Wolves byli na ósmym miejscu na zachodzie i nie było powodu, aby nagle zmieniać szkoleniowca. Tym bardziej, że w obecnym składzie lepszego wyniku mieć nie mogli. Teraz ciągle są w walce o playoffs, ale wydaje się, że bez tej zmiany mogliby, chociaż wygrać kilka spotkań więcej, ponieważ nie potrzebowaliby czasu, aby Wittman wprowadził swoje pomysły. Pod wodzą nowego szkoleniowca mają bilans 8-17, co nie jest najlepszym wynikiem dla zespołu chcącego zagrać w playoffs.
3. Geoff Petrie (Kings)
GM Kings przed obecnym sezonem właściwie nie zrobił nic, co znacząco wzmocniłoby zespół. Jego jedynymi istotnymi ruchami kadrowymi było podpisanie kontraktu z Salmonsem, wybór Douby'ego i mianowanie trenerem Musslemana. Poza tym nie udało mu się przedłużyć umowy z Wellsem, który ostatecznie odszedł do Rockets. A to właśnie podpisanie z tym zawodnikiem nowego kontraktu było chyba najważniejszym celem GM w przerwie między sezonowej. Natomiast wybrany z 19 numerem w drafcie Douby, na razie nie jest graczem, który mógłby zacznie pomóc Kings. W poprzednim sezonie zespół z Sacramento dopiero po bardzo dobrej drugiej części sezonu awansował do playoffs. Wiadomo było, że w tegorocznych rozgrywkach zajęcie miejsca w pierwszej ósemce będzie jeszcze trudniejsze. Nie tylko, dlatego, że zachód jeszcze bardziej się wzmocnił, ale także Kings zostali osłabieni odejście tak ważnego zawodnika jak Wells. Dlatego potrzebne były transfery, które chociażby przedłużyłyby ławkę rezerwowych. Niestety GM nie potrafił tego zrobić i przyczynił się do tego, że teraz drużyna z Sacramento ma trudną sytuacje i musi ostatni miesiąc rozgrywek mieć naprawdę rewelacyjny, aby dostać się do playoffs. A wystarczyłoby kilku solidnych rezerwowych, żeby Kings byli liczącą się drużyną. Ponieważ mają silną pierwszą piątkę, która jest w stanie wygrywać.