Copyright Czwarta-Kwarta.com   Wszelkie prawa zastrzeżone
STRONA GŁÓWNA         KONTAKT         ARCHIWUM
1.06.2007
W finałowej serii na zachodzie Spurs potwierdzili swoją ogromną siłę i nie dali szans młodym Jazz. Drugi rok z rzędu mieliśmy sytuację, w której najciekawsza rywalizacja na zachodzie miała miejsce w drugiej rundzie (Spurs - Suns), a w finale konferencji właściwie dominowała już tylko jedna drużyna (w ubiegłorocznych playoffs siedmio-meczowa seria Spurs - Mavs była niewątpliwie najbardziej interesująca). Po tym jak ekipa z Texasu pokonała po fantastycznej walce Suns było już prawie pewne, że w tym sezonie to właśnie oni zagrają w wielkim finale.

Spurs zupełnie zniszczyli to, co było siłą Jazz we wcześniejszej fazie rozgrywek - grę zespołową i dobre zbilansowanie ataku z obroną. W zespole z Utah tylko Williams i Boozer byli wyróżniającymi sie zawodnikami. Postawa pozostałych zawodników była dużym rozczarowaniem. Najsłabiej grał Okur, który zdobywał średnio tylko 7.2 punktów przy skuteczności 28.3% i 4.6 zbiórki (w serii z Warriors: 17.4pts/ 10.4reb). Słabo grał również Kirilenko, którego dobra dyspozycja bardzo pomogła Jazz zajść aż do tej fazy playoffs. Duet gwiazd nie mógł także liczyć na skuteczne wsparcie z ławki. Główną przyczyną tak nieefektywnej gry zawodników Jazz była fantastyczna i wręcz zabójcza defensywa Spurs. Od pierwszych minut ich obrona sprawiła, że zawodnicy Jazz bardzo męczyli się w ataku. A skuteczna egzekucja w ofensywie drużyny z San Antonio powodowała, że Jazz tracili mobilizacje do walki.

Tak samo jak w serii z Suns, Spurs pozwolili dwóm gwiazdom drużyny przeciwników grać bardzo dobrze. Nash i Stoudemire robili, co mogli, ale zostali pozbawieni pomocy od partnerów i przegrali. Teraz podobną sytuację mogliśmy oglądać w Jazz.

Spurs grali rewelacyjnie i wszystko im wychodziło.  Duncan i Parker rozegrali fantastyczną serię, prowadząc drużynę do pewnych zwycięstw. Ale mieli także duże wsparcie od pozostałych graczy, zwłaszcza Ginobiliego, Oberto i Finley'a. Największą niespodzianką tegorocznych finałów zachodu była gra Oberto, który swoją dobrą postawą bardzo pomógł Duncanowi w grze pod koszami. Przeciwko Jazz zdobywał średnio 10.2 punktów (70% z gry) i 7.8 zbiórek, podczas gdy w poprzedniej rundzie jego statystyki wynosiły zaledwie 3pts/ 2.5reb. Spurs narzucili swój styl gry, a ich siłą była gra zespołowa i świetna gra zarówno w ataku jak i w obronie. Czyli właśnie to, czego zabrakło Jazz.

W każdym z wygranych meczów Spurs mieli jedną kwartę, w której widocznie dominowali i obejmowali pewne prowadzenie. W pierwszym spotkaniu drugą kwartę wygrali 31-16, ta sama część gry zadecydowała o meczu numer dwa, Spurs wygrali ją 32-17. W czwartym spotkaniu zapewnili sobie zwycięstwo w czwartej kwarcie, 28-17. Natomiast w ostatnim i decydującym o awansie drużyny San Antonio meczu, już w pierwszej kwarcie wyszli na 19 punktowe prowadzenie (34-15). Przed tym spotkaniem Jazz mieli jeszcze nadzieje, że mają szansę powalczyć i przedłużyć tą rywalizację. W pierwszej kwarcie Spurs sprawili, że zawodnikom z Utah odechciało się grać, zdali sobie sprawę, że nie mają już szans na wyrównany pojedynek.

Jedyne zwycięstwo drużyny z Salt Lake City było wyjątkiem. Podczas tego meczu, gracze Jazz po prostu mieli lepszy dzie
ń, a Spurs trochę gorszy. Do tego Duncan szybko złapał faule, które zmusiły go do siedzenia na ławce, a w całym meczu spędził tylko 26 minut na parkiecie. Ten mecz był wypadkiem przy pracy i na pewno nie pokazał, że Jazz mogą być równorzędnym przeciwnikiem. W długich seriach playoffs słabsze mecze po prostu się zdarzają, a jeśli są one raz na pięć spotkań to Spurs nie mają się, czym przejmować.

Spurs w każdym wygranym meczu, oprócz spotkania numer cztery, zdobywali punkty ze skutecznością ponad 50%. Wykorzystywali właściwie każdą okazję, gdy błąd popełniła obrona Jazz. Natomiast zawodnicy z Utah nawet, gdy rzucali z wolnej pozycji to piłka nie trafiała do kosza.

Po tej serii Spurs bardzo zbliżyli się do czwartego mistrzostwa w ich historii. I to nie tylko, dlatego, że są już w finale. Ale trudno sobie wyobrazić, że po tym jak wygrali na zachodzie, nie poradzą sobie ze zwycięzcą rywalizacji Pistons - Cavs.

Dla Jazz łatwa porażka w finale konferencji na pewno jest sporym rozczarowaniem. Nie można jednak zapominać, że gra w tej fazie playoffs była dla nich już dużym osiągnięciem. Nikt nie spodziewał się, że zajdą oni aż tak daleko. Potwierdzili, że mają ogromny potencjał. Są młodą drużyną i w przyszłości mogą stać się jednymi z pretendentów do tytułu. Ta seria pokazał, że wokół Williamsa i Boozera można zbudować silny zespół. Zawłaszcza świetna gra rozgrywającego Jazz (25.8pts/ 7.8ast) pokazała jak wybitnym jest on zawodnikiem. Potrafi być liderem zespołu, zdobywać dużo punktów i świetnie asystować.

W ogólnym rozrachunku Jazz ten sezon mogą zaliczyć do bardzo udanych.
Spurs mistrzami zachodu