Copyright Czwarta-Kwarta.com   Wszelkie prawa zastrzeżone
STRONA GŁÓWNA         KONTAKT         ARCHIWUM
15.06.2007
Finał NBA 2007

Spurs mistrzami
Spurs zdobyli swój czwarty tytuł w ciągu ostatnich dziewięciu lat. Był to dla nich najłatwiejszy i najkrótszy finał. Nie ma wątpliwości, że w pełni zasłużyli na to mistrzostwo swoją bardzo dobrą grą przez cały sezon. Chociaż w zasadniczej części nie dominowali, pozwalając Mavs i Suns przesunąć się na pozycje liderów. Dopiero w playoffs po raz kolejny potwierdzili swoje umiejętności wznoszenia się na najwyższy poziom w najważniejszych meczach sezonu.

W rywalizacji z Cavs pokazali, że w tym roku nie mieli sobie równych. Zupełnie rozbili najlepszą drużynę wschodu, nie dając im szans na podjęcie wyrównanej walki. Zawdzięczają to głównie swojej wielkiej trójce: Duncan, Parker i Ginobili to obecnie najsilniejsze trio w NBA. Ich skuteczna gra w ataku spowodowała, że defensywa Cavs została rozbita. Nawet, kiedy zespół z Cleveland w końcówkach spotkań bardzo dobrze bronił i wydawało się, że Spurs nie będą mieli szansy na oddanie celnego rzutu, któryś z tej trójki skutecznie kończył akcje. W dwóch meczach w Cleveland, kiedy o zwycięstwie decydowały ostatnie sekundy, to właśnie oni zapewniali drużynie z San Antonio zwycięstwa.

Ale drużyna z Texasu to nie tylko trzech wybitnych zawodników, ale przede wszystkim zespół. Spurs mieli w swoim składzie jeszcze 7 innych graczy, którzy znacząco przyczynili się do tego sukcesu. W meczu numer 3, kiedy nie najlepiej grali liderzy zespołu, zawodnicy drugiego planu odegrali znaczącą rolę. Dobrze wspierali gwiazdorów drużyny głównie w obronie, ale mieli także kilka ważnych zagrań w ofensywie.

Kluczowym graczem tego finału był Bowen, gracz od czarnej roboty na parkiecie. Świetnie spisywał się w obronie przeciwko tak trudnemu rywalowi, jakim jest James. A poza tym był również skuteczny w ataku, zwłaszcza w trzecim spotkaniu. Bowen nie jest typem gracza, o którym się dużo mówi, ponieważ jego gra nie jest ani efektowna, ani nie ma on wybitnych osiągnięć. Ale na pewno jest niezastąpionym i jednym z najważniejszych zawodników swojej drużyny.

Tytuł MVP finałów przyznano Parkerowi, który był pierwszym strzelcem tegorocznych finałów (24.5pts). Na pewno jest to sprawiedliwy wybór, bo Parker był najlepszym zawodnikiem swojej drużyny, a jego fantastyczna dyspozycja bardzo pomogła Spurs tak szybko zakończyć tą serię. Francuz udowodnił, że jest wybitnym graczem i potrafi pociągnąć za sobą zespół. Nie jest on typem play-makera, w ścisłym tego słowa znaczeniu, ponieważ nie koncentruje się na podawaniu do partnerów. Jego gra to bardziej zdobywanie punktów. Ale swoim występami pokazał, że bardzo dobrze potrafi łączyć rolę strzelca i asystującego. Jest on na pewno rozgrywającym nowej generacji, potrafi on zarówno zdobywać sporo punktów jak i kreować partnerów. A co najważniejsze to fakt, że jego zdobycze punktowe nie wpływają destrukcyjnie na grę zespołu. Nie zabiera on gry partnerom, co często zdarza się, gdy rozgrywający staje sie combo guardem.

Parker stał się pierwszym zawodnikiem z Europy, który dostał nagrodę MVP finałów. Tak samo jak w sezonie regularnym MVP przypadło Europejczykowi. To pokazuje, że NBA jest już w pełni liga międzynarodową, w której nie tylko amerykanie dominują. Także ilość zawodników pochodzących spoza USA (9) potwierdza to. W końcu każdy z wielkiej trójki Spurs jest przez amerykanów uznawany za zawodnika międzynarodowego, chociaż jeśli chodzi o Duncana to jest on graczem międzynarodowym tylko pod względem urodzenia.

Równie dobrze można było przyznać nagrodę MVP Duncanowi. Nie miał on tak dobrych statystyk jak Francuz, ale to on był liderem zespołu i grał na bardzo wysokim poziomie. Duncan tak samo jak O'Neal zdobył swój czwarty tytuł i tak samo jak Shaq za czwartym razem już nie został MVP. Shaq w ubiegłym roku przekazał pałeczkę Wade'owi. Teraz podobnie zrobił Tim, pozwalając Parkerowi przesunąć się na pierwszą pozycje w drużynie. Taka postawa charakteryzuje właśnie wielkich zawodników i prawdziwych liderów. Potrafią oni odsunąć się na bok, pozwolić swoim partnerom stać sie gwiazdami, ponieważ najważniejsze jest dla nich by zespół wygrywał.


Dla Cavs pierwszy finał w historii był bolesnym doświadczeniem. Spurs pokazali im jak daleka jest jeszcze przed nimi droga by stać się zespołem mistrzowskim.

Największą słabością drużyny z Cleveland w tych finałach była gra w ataku. Dlatego nawet skuteczna obrona nie przyniosła oczekiwanych efektów. Spurs natomiast mają świetny bilans pomiędzy obroną i atakiem. Do tego muszą dążyć Cavs, jeśli w przyszłości chcą po raz kolejny walczyć o tytuł.

Cavs mogli przedłużyć tą rywalizację chociażby do pięciu spotkań, ponieważ w trzecim meczu mieli spore szansę na wygraną. W tym spotkaniu poprawili większość elementów gry, które przyczyniły się do ich dwóch porażek w San Antonio. Wygrali walkę na tablicach, zbierając 7 piłek więcej, lepiej współpracowali ze sobą w ataku, czego wynikiem było 19 asyst, Spurs także im pomogli, ponieważ ich wielkie trio grało słabo, a Ginobili nie trafił żadnego rzutu z gry.  Jednak Cavs nie potrafili tego wykorzystać i w decydujących minutach popełniali fatalne błędy.

Chociaż bardzo dobrze grali w obronie i nie pozwalali Spurs na zdobywanie punktów, to sami także nie umieli skutecznie zakończyć akcji w ofensywie. W najważniejszych akacjach oddawali niepotrzebne rzuty z dystansu, mimo, że w całym meczu nie mogli się wstrzelić (za 3 trafili 3-19). Zamiast próbować wejść pod kosz lub rzucać z półdystansu. Poza tym mieli kilka głupich i niewymuszonych strat. Ale chyba decydującą o ich porażce była akcja Varejao, który niepotrzebnie próbował na siłę zdobyć punkty zamiast odegrać piłkę do Jamesa. W tym czasie, gdy Cavs nie potrafili trafić do kosza przeciwników, doświadczeni Spurs wykorzystali najważniejsze akcje, świetnym przykładem tego był rzut za trzy Parkera. W ostatniej akcji meczu James był faulowany i powinien stanąć na linii rzutów wolnych. Ale moim zdaniem powinny to być dwa rzuty, co i tak nie dawałoby im zwycięstwa. Można powiedzieć, oczywiście, ze gdyby nie ten faul to James nie próbowałby wymusić na sędziach decyzji o faulu przy rzucie i mógłby rzucać z lepszej pozycji. Ale jest to bez znaczenia, ponieważ Cavs mogli wygrać ten mecz znacznie wcześniej, ale nie potrafili tego zrobić. Zabrakło im doświadczenia i odpornej psychiki, która jest niezbędna by nie popełniać łatwych błędów i kończyć najważniejsze akcje.

James swojego pierwszego występu w finałach na pewno nie zaliczy do udanych. W tej serii grał bardzo słabo. A najgorzej wyglądała jego skuteczność rzutów z gry, która wyniosła zaledwie 35.6%. LeBron musi się jeszcze sporo nauczyć, żeby poprowadzić swoją drużynę do mistrzostwa. Jego słaba postawa była w dużej mierze zasługą świetnej obrony Spurs, ale na pewno znaczącą rolę odegrała także psychika. James w tych finałach miał wiele akcji, które powinien skończyć celnym rzutem, ale nie trafiał, miał także sporo niewymuszonych strat. Było to wynikiem tego, że nie był on jeszcze gotowy do gry o najwyższą stawkę i nie wytrzymał tej ogromnej presji. Ale na pewno dużo go ta rywalizacja nauczyła i w przyszłości będzie wiedział jak grać w finałach.