Nowi zawodnicy
Odeszli
Trener:
wynik sezonu 2005/06:
Mikki Moore (wolny agent, Nets)
Saer Sene (draft, numer 10)

Kareem Rush (wolny agent)
Możliwa pierwsza piątka
C    Johan Petro







PF  Chris Wilcox







SF  Rashard Lewis







SG  Ray Allen







PG  Luke Ridnour
35-47
Bob Hill
Sezon
2006/07
(przewidywania)
Dywizja: 4

Konferecja: 13

powrót do strony głównej Skarbu Kibica
Sezon 2004/05 był dla Sonics rewelacyjny. Wydawało się, że w Seattle powstała drużyna, która przez kolejne lata będzie w czołówce NBA. Jednak po odejściu trenera Natea McMillana wszystko się zawaliło. Bob Weiss nie był odpowiednim zmiennikiem, sytuacja trochę się poprawiła, gdy do drużyny dołączył trener Bob Hill i dynamiczny Chris Wilcox. Ale mimo to, Sonics zakończyli sezon jako najgorzej broniąca drużyną. Teraz czeka ich przebudowa i wprowadzenie nowych pomysłów trenera Hilla.

Aby mieć nadzieje, że nadchodzący rok może być lepszy, generalny manager, Rick Sund, musiał zatrzymać Wilcoxa. Nie było to jednak proste, bo Wilcox po świetnych występach w Seattle chciał kontraktu na miarę tego, co dostał Nene ($60 mln za 6 lat). Teoretycznie miał podstawy by tego żądać, grając w Sonics prze średnio 30 minut zdobywał 14 punktów i ponad 8 zbiórek. Jednak władze klubu nie chciały się na to zgodzić. Na szczęście dla drużyny, nikt inny nie zdecydował się na wydanie tak dużych pieniędzy na tego gracza. Ostatecznie obie strony poszły na kompromis i Wilcox podpisał kontrakt na 3 lata za $24 miliony.

W trakcie ubiegłego sezonu oddano niezadowolonych Vlado Radmanovica i Flipa Murraya, a także, Reggiego Evansa. To trochę zmieniło atmosferę w zespole, bo trzymanie zawodników, którzy nie chcą grać w drużynie nie było dobrym rozwiązaniem. W trakcie ubiegłorocznego sezonu transferowego Sonics robili wszystko, aby ich zatrzymać u siebie, jednak oni nie mieli ochoty dalej grać w Seattle. Ostatecznie pozostali tylko, dlatego, że byli zastrzeżonymi wolnymi agentami. Ponieważ nie dostali odpowiednich pieniędzy od innych klubów nie mieli szansy na zmianę barw klubowych. Natomiast Sonics także nie zdecydowali się zaoferować im satysfakcjonujących pieniędzy. Niezadowoleni zawodnicy, nie pomagali, dopiero ich odejście dało możliwość do budowy prawdziwego zespołu. Dlaczego zrobiono to tak późno, władze Sonics łudziły się, że mimo wszystko zatrzymanie tych graczy jest jedynym rozwiązaniem aby utrzymać grę drużyny na dotychczasowym poziomie.

Teraz podobnie sytuacja wyglądała z Wilcoxem, ale na szczęście dla zespołu udało im się dogadać. A do grupy zawodników niebędących do końca zadowolonymi grą w Seattle dołączył Luke Ridnour. Po sprowadzeniu do zespołu Earla Watsona, jego rola została zmniejszona. Mimo występów Ridnoura w pierwszej piątce, trener Hill skrócił czas jego gry na rzecz rezerwowego rozgrywającego. Z tego powodu Luke nie przedłużył kontraktu z Sonics i za rok może stać się wolnym agentem.

Nadzieją dla ekipy z Seattle są młodzi środkowi Robert Swift i Johan Petro, którzy jak na razie nie potwierdzają swojej przydatności w NBA. Zwłaszcza Swift powinien zacząć wnosić do gry swojej drużyny więcej niż w ubiegłych latach. Niestety nie ma na to szans, ponieważ kontuzja wykluczyła go z gry na cały sezon. Do tej dwójki GM drużyny dołączył kolejnego gracza wysokiego z draftu - Saera Sene. Po co akurat wybrali jego mając już tylu młodych graczy podkoszowych (nie można przecież zapominać, że w składzie jest jeszcze Nick Collinson), nie wiadomo. Mając numer dziesiąty mogli wziąć zawodnika, który wzmocniłby inne pozycje. Na przykład Redicka, mieliby uzdolnionego strzelca, czy chociażby Carneya, który może być przydatnym zmiennikiem na pozycje SF.

Najsłabszym elementem gry Sonics była w ubiegłym roku obrona, najgorsza w NBA. A fakt, że w ilości zdobywanych punktów uplasowali się na drugiej pozycji tuż za Suns, nie przyczynił się zwiększenia liczby zwycięstw. Trener Hill musi wymyślić coś, aby to zmienić. Jednak nie ma odpowiednich graczy defensywnych. Wiadomo, że będą stawiać na grę w ataku. W ofensywie mają naprawdę duży potencjał, tylko czy są wstanie wygrywać praktycznie bez obrony? Wygląda na to, że nie.

Władzom Sonics nie udało się wzmocnić zespołu i dać nadziei kibicom na polepszenie sytuacji zespołu. W składzie mają dwóch gwiazdorów Raya Allena i Rasharda Lewisa, mają także dla nich wsparcie, ale słabością jest krótka ławka rezerwowych i gracze defensywni. I niestety te negatywne aspekty przeważyły w ubiegłorocznych rozgrywkach. W nachodzącym sezonie dwójka liderów musi wspiąć się na szczyty swoich możliwości, aby dać szansę drużynie na walkę o playoffs. Po odejściu McMillana w Seattle nie ma prawdziwego zespołu, jest tylko grupa dobrych zawodników. Typ na sezon 2006/07 - miejsce koło dziesiątej pozycji na zachodzie jest prawdopodobnie maksimum ich możliwości. Chociaż jest mała szansa na niespodziankę, że Sonics swoim zabójczym atakiem będą potrafili znowu wygrywać.



Copyright Czwarta-Kwarta.com   Wszelkie prawa zastrzeżone
./index.html mailto:admin@czwarta-kwarta.com