./index.html mailto:admin@czwarta-kwarta.com

Rose wybierał między trzema drużynami: Suns, Heat i Pistons. Ostatecznie zdecydował się na przeprowadzkę do Phoenix. I chyba wybrał dla siebie najlepsze miejsce. W Suns oczywiście nie będzie zawodnikiem pierwszej piątki, ale u boku Nasha prawie każdy gra znacznie lepiej, i na to, na pewno liczy Rose. Mając 33 lata będzie na pewno jeszcze chciał pograć jeszcze kilka lat w NBA, występ w drużynie D’Antoniego da mu szanse, aby zaprezentować się z lepszej strony i zagwarantować sobie pracę w przyszłości. Ważny jest także fakt, że w tym roku Suns są poważnymi pretendentami do mistrzostwa.

Jeśli wybrałby Heat musiałby walczyć o czas gry z Poseyem i Walkerem, co nie byłoby dla niego dobrym rozwiązaniem. Chociaż w drużynie mistrzowskiej są duże szansę na obronę tytułu. Natomiast w Pistons byłby bardzo przydatny jako zmiennik, ponieważ w Detroit mają krótka ławkę rezerwowych. Ale na pewno byłoby mu trudniej dostosować do ich gry niż do ofensywnego stylu Suns.

Jeśli chodzi o Suns to drugi rok z rzędu podpisali kontrakt z graczem zwolnionym w trakcie sezonu. W poprzednim roku ściągnęli Tima Thomasa, po tym jak Bulls rozwiązali z nim kontrakt. I to w dużej mierze dzięki jego świetnej grze drużyna Suns doszła do finału konferencji. Czy teraz Rose będzie wstanie w takim samym stopniu pomóc zespołowi? Na pewno przyda się jako gracz z ławki, tym bardziej, że na trójkę z rezerwy mają młodego Jamesa Jonesa i Jumaine Jonesa. Są oni solidnymi zmiennikami, ale Rose jest jednak bardziej doświadczonym, wszechstronnym i znacznie lepszym zawodnikiem. Tego typu weteran będzie także przydatny na playoffs, w których Suns będą chcieli w końcu dojść do finałów ligi.

Ofensywna taktyka zespołu z Phoenix powoduje, że prawie każdy potrafi się do niej szybko i odpowiednio dostosować. Rose też nie powinien mieć z tym problemu, tym bardziej, że jest znany z wszechstronnej gry w ataku. A w odróżnieniu od Knicks, Suns nie wydadzą na niego tak dużych pieniędzy. Podpisanie tego kontraktu może wyjść na dobre obu stronom. A biorąc pod uwagę, że Suns wygrali tylko jeden z czterech pierwszych spotkań, nowy zawodnik, potrafiący zdobywać ponad 10 punktów w każdym meczu, to dobre wzmocnienie. Jego przybycie może być pozytywnym bodźcem, który spowoduje, że Suns zaczną zwyciężać.
Jalen Rose w połowie sezonu 2005/06 został oddany przez Raptors do Nowego Jorku. Raptors zrobili wtedy bardzo dobry ruch, pozbywając się jego ogromnego kontraktu ważnego do końca 2006/07 i słabo grającego Rose'a. Dzięki temu w czasie wakacji Colangelo mógł sprowadzić do Toronto nowych, lepszych zawodników. W odróżnieniu od Knicks, którzy Rose'a ściągnęli do siebie. To, że decyzja ta była zupełnie bezsensu pisałem już w analizie drużyny w Skarbie Kibica. Po niespełna pół
roku generalny manager, a teraz także trener Isiah Thomas uświadomił sobie, że  nie jest on mu potrzebny. Nie tylko ma on już najlepsze lata gry za sobą, ale także nie pasuje do młodej ekipy z Nowego Jorku. A po podpisaniu kontraktu z Jeffriesem, który został podstawowym niskim skrzydłowym, można było się spodziewać, że Rose'a zbyt często na parkiecie nie zobaczymy. Dlatego rozwiązano z nim umowę, dając szansę, aby znalazł sobie inny klub. Trochę czasu trwało zanim GM zdecydował się na to, ale dla Knicks ważne jest, że w końcu się to stało. Chociaż pieniądze wydane na jego kontrakt i tak się nie zwrócą, a gdyby został Antonio Davis (w zamian za którego dostali Rose'a) już po ubiegłym sezonie mieliby problem z głowy.
Copyright Czwarta-Kwarta.com   Wszelkie prawa zastrzeżone
Rose w Phoenix