Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
15.03.2008
Zwycięska seria Rockets
Rockets wygrywając 20 spotkań z rzędu przeszli do historii. Zostali drugą drużyną, której się to udało, wcześniej byli to Buks ponad 30 lat temu. Jest to wielkie osiągniecie, tym bardziej dla drużyny, która w pierwszej części rozgrywek nie spisywała się zbyt dobrze. Po rozegraniu 31 meczy ich bilans wynosił 15-16, znajdowali się w tabeli poza pierwszą ósemką i nic nie wskazywało, że uda im się to zmienić. Od tamtego momentu odnieśli 29 zwycięstw w 33 rozegranych meczach.
Co prawda większość z tych 20 spotkań grali przeciwko drużynom z ujemnym bilansem. 12 spotkań rozegrali przeciwko dziesięciu gorszym zespołom. Na pierwszy rzut oka może to trochę obniżyć rangę tej passy, ale tak nie jest. W końcu bardzo często okazuje się, że nawet ze słabszymi przeciwnikami zdarzają się porażki. Tym bardziej w tak długiej serii. Ale bez wątpienia w pewnym stopniu ułatwiło im to tak wiele zwycięstw z rzędu.
Poza tym wygrali także z 6 silnymi drużynami mającymi dodatni bilans. W tym dwa razy z Hornets, a także z Mavs, Warriors i Cavs. A to są już rywale, którzy często nie przegrywają. Rockets pomógł także, fakt iż 13 z tych spotkań grali przed własną publicznością. Ale z drugiej strony wygrali 7 na wyjeździe. O tym, że na obcych parkietach radzą sobie bardzo dobrze świadczy fakt, że przed tą serią wygrali 5 kolejnych meczów wyjazdowych. Tak, więc w sumie mają na swoim koncie 13 zwycięstw w spotkaniach wyjazdowych z rzędu.
Pokazali, że ciężka praca i skuteczna gra zespołowa, może przyczynić się do seryjnych wygranych. To najważniejsze elementy, które wpłynęły na sukces drużyny z Houston:
Liderzy
Można powiedzieć, że T-Mac i Yao podzielili się tym sukcesem. W ciągu pierwszych 12 spotkań to Ming był raczej główną gwiazdą zespołu. Natomiast, gdy kontuzja wykluczyła go z gry, cały ciężar bycia liderem wziął na siebie McGrady. Przez 12 pierwszych meczy tej serii Yao miał średnie 21.5pts (52.8%)/ 11.1reb/ 2ast/ 1.2blk. Potem niestety stało się najgorsze, co mogło spotkać centra Rockets. Po raz kolejny doznał poważnej kontuzji, która wykluczyła go z gry w tym sezonie. Na szczęcie dla ekipy z Houston mają oni jeszcze T-Maca. Zwłaszcza w ostatnich sześciu spotkaniach rozegranych w marcu, grał on na najwyższym poziomie odnotowując średno 27.7pts (48.9%)/ 5.7reb/ 5.8ast/ 1stl (jego statystyki w 19 meczach serii, w pierwszym nie grał, 22.3pts (44.3%)/ 6.3reb/ 5.3ast/ 1.2stl). W jego statystykach oprócz punktów bardzo dobrze wyglądają osiągnięcia w asystach i zbiórkach. Jest on wszechstronnym graczem, nie skupia się wyłącznie na swoich zdobyczach, ale także skutecznie kreuje partnerów (w 7 meczach tej serii był liderem asyst swojej drużyny).
Role players
O sile Rockets decyduje świetnie współpracujący ze sobą zespół. Każdy wie, że gwiazdy, aby odnieść sukces potrzebują odpowiedniego wsparcia. Zawodników, którzy pogodzą się z tym, że to nie oni są najważniejsi, skupią się na swoich zadaniach i będą uzupełniać lidera. I właśnie takich graczy zebrali w swoim składzie Rockets.
Alston (14.9pts/ 4.3reb/ 6.8ast/ 1.5stl, 20 meczy) - spisuje się bardzo dobrze jako pierwszy rozgrywającym, dobrze kreuje partnerów, a gdy trzeba zdobywa punkty. Był trzecim strzelcem zespołu, a od momentu kontuzji Yao, stał się drugą opcją w ataku. Jako playmaker może pochwalić się tym, że w 12 meczach było on liderem zespołu pod względem największej ilości asyst.
Scola (11.5pts (56%)/ 6.7reb/ 1.5ast, 20 meczy) - co prawda jest debiutantem, ale ma duże doświadczenie z parkietów Europejskich. Dlatego już w pierwszym roku w NBA jest w stanie skutecznie pomóc Rockets. Zwłaszcza, gdy pod koszem zabrakło Yao, Scola okazał się niezbędny. Dzięki jego dobrej grze, drużyna z Houston mimo straty swojego centra nadal może kontynuować fantastyczną passę.
Battier (10.5pts/ 5.5reb/ 2.4ast/ 1.4stl, 20 meczy) - jest on chyba najlepszym przykładem zawodnika zadaniowego. Jest idealnym graczem u boku T-Maca. W statystykach meczowych nie jest zbyt widoczny, ale na parkiecie robi bardzo dużo. To on jest najmocniejszym punktem defensywy drużyny. W tych 20 meczach, 16 razy miał na swoim koncie przynajmniej jeden przechwyt. Ale także w ataku się przydaje, zwłaszcza do rozciągnięcia obrony przeciwników. W ciągu tej serii jego skuteczność rzutów za trzy wyniosła 41.4% i tylko w jednym z tych spotkań nie trafił ani jednego rzutu zza linii.
Hayes (2.9pts/ 4.7reb/ 1.2ast, 17 meczy) - jeden z najbardziej nietypowych silnych skrzydłowych w NBA, ma niespełna 2 metry wzrostu i waży 108 kg. Teoretycznie tak niski zawodnik, nie powinien mieć szans ze znacznie wyższymi i cięższymi rywalami. Jednak Hayes już nie raz pokazał, że potrafi walczyć pod koszami. A swoją skuteczność zawdzięcza ciężkiej pracy i zaangażowaniu w każdym meczu. Jego zdobycze punktowe są bardzo skromne, jednak wynika to nie z jego braku skuteczności, która wynosi 71.4%, lecz małej ilości oddawanych rzutów. Od zdobywanie punktów są inni gracze, a on skupia się na walce na tablicach i na zbiórkach. A w marcu jego występy są jeszcze lepsze - 4.2pts/ 7.3reb.
Landry (9.9pts/ 5.2reb/ 0.5ast, 17 meczy) - bez wątpienia jest on jednym z najbardziej niedocenionych graczy w dniu draftu 2007. Nie został wybrany przez żadną drużynę, ale Rockets ostatecznie zdecydowali się postawić na niego. I okazało się to świetną decyzją, bo Landry spisuje się bardzo dobrze. W 8 meczach miał na swoim koncie ponad 10 punktów, a w starciu przeciwko Pacers był nawet pierwszym strzelcem z 22 punktami. Natomiast w spotkaniu z Hornets był najlepszym zbierającym Rockets (11).
Head (9.2pts/ 1.9reb/ 2.5ast, 16 meczy) - jest on świetnym graczem, który wchodząc z ławki potrafi zdobyć sporo punktów. Trzeba zwrócić uwagę na jego wysoką skuteczność z gry 49.5% i 45.3% zza linii trzech punktów. Najbardziej pomógł Rockets w pierwszym zwycięstwie serii, przeciwko Warriors, zdobył wtedy 20 punków i miał 6 asyst. Także w meczu z Pacers jego skuteczna gra bardzo się przydała, zdobył 14 punktów trafiając wszystkie 4 rzuty za trzy.
Mutombo (2.7pts/ 5.5reb/ 2blk, 9 meczy) - zaczął grać, gdy Rockets stracili Yao. I pokazał, że jest ciągle w stanie pomóc swojemu zespołowi. Chociaż jego statystyki nie są imponujące to wchodząc na kilka minut w każdym meczu jest ważnym graczem pod koszami. A co najważniejsze, nie stracił swoich fantastycznych umiejętności w blokowaniu rywali (w meczu z Nets miał 5 bloków, natomiast przeciwko Grizzlies oprócz 4 bloków miał także 13 zbiórek).
Trzeba jeszcze wspomnieć o Jacksonie, który przyszedł z Nowego Orleanu już w trackie tej serii i bardzo szybko okazał się przydanym zawodnikiem dla swojej nowej drużyny (5.7pts/ 2.7reb/ 2.7ast). Także oddany do Hornets Wells przyczynił się do części z tych 20 zwycięstw. Zagrał w 9 pierwszych meczach odnotowując średnio 7.2pts/ 5.3reb/ 2.3ast.
Jest to grupa zawodników świetnie uzupełniających się i skutecznie ze sobą współpracujących. Każdy robi to, co do niego należy tworząc zgrany zespół, który jest nie do pokonania.
Obrona
Większość zwycięstw Rockets zawdzięczają właśnie skutecznej obronie. Tracili średnio zaledwie 88.6 punktów, pozwalając przeciwnikom tylko trzy razy w ciągu tej serii przekroczyć barierę 100 punktów. Natomiast aż w 8 meczach zmusili rywali do fatalnej skuteczności w ataku, poniżej 40%. Warto dodać, że najlepiej broniąca drużyna tego sezonu, Celtics, traci średnio 90.2pts. To pokazuje siłę defensywy drużyny z Teksasu w trakcie tej serii. Najskuteczniejszą obroną popisali się w starciu z Wizards, gdy stracili jedynie 69 punktów.
Atak
Mając bardzo skuteczną defensywę Rockets nie zapomnieli o ataku. Ich średnia punktowa wyniosła 101.1. W 11 z 20 spotkań zdobyli ponad 100 punktów, a w 16 trafiali ze skutecznością ponad 45% (w tym w 7 ponad 50%). Po raz kolejny potwierdza się, że na sukces mogą liczyć tylko drużyny mające dobrze zbilansowaną grę między atakiem i obroną.
Zbiórki
Gdy w Rockets grał zdrowy Yao można był się spodziewać, że będą dominować na tablicach. Okazało się, że również bez niego są znacznie lepsi od rywali w zbiórkach. Mimo, że pod koszami mają starego Mutombo i niskiego Hayesa. Jednak ich wola walki i zaangażowanie sprawiają, że są lepsi od przeciwników pod koszami. Tym bardziej, że mają duże wsparcie w tym elemencie od Scoli, Landry'ego i McGrady'ego. Ich średnia wyniosła 46.6 zbiórek na mecz, o 6.4 więcej od rywali.
Asysty
Jest to statystyka bardzo dobrze pokazująca zespołową grę Rockets, to, że wszyscy współpracują ze sobą kreując się nawzajem. Średnia asyst w tych 20 meczach wyniosła 24.7 (najlepsi w tym względzie w tym sezonie Suns - 26.7).
W piątek Rockets pokonali Bobcats i już samodzielnie objęli miejsce numer dwa na liście najdłuższych zwycięskich serii. Do 33 wygranych Lakers będzie im trudno się zbliżyć, ale na pewno spróbują jeszcze polepszyć swój fantastyczny rezultat.