Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
autorem wszystkich tekstów jest Adam Szczepański
Podsumowanie tygodnia : 30.03 - 5.04

najlepsza drużyna - Nuggets
W tym tygodniu Nuggets wygrali 4 mecze, przedłużając swoją serię zwycięstw do 7. Dzięki temu awansowali na druga pozycję na zachodzie. Do tego uzyskali przewagę dwóch spotkań nad Spurs. Biorąc pod uwagę, że do końca sezonu zasadniczego obu tym drużynom pozostało już tylko po kilka meczów, może to być przewaga, która pozwoli im utrzymać się na dwójce. Najważniejszym spotkaniem dla Nuggets w ciągu ostatnich dni był pojedynek z Jazz. Pokonując ich umocnili się na prowadzeniu w dywizji Northwest. Poza tym, pewnie pokonali Knicks, a na koniec tygodnia rozgromili Clippers i Wolves łącznie różnicą 39 punktów. W ekipie z Colorado najlepiej spisywał się ich lider, Anthony, który w tym tygodniu odnotowywał średnio 23.3pts/ 6.5reb/ 4ast. W ataku bardzo skutecznie wspierał go Smith, zwłaszcza jego rzuty za trzy były zabójcze dla rywali. W czterech ostatnich spotkaniach Smith trafił aż 22 razy zza linii (48.9%), co pomogło mu uzyskać średnią 22.8 punktów. Nuggets do zakończania części regularnej pozostały już tylko 4 mecze, jeśli wygrają 3 z nich, nawet seria 6 zwycięstw Spurs nie pozbawi ich miejsca numer dwa.
najgorsza drużyna - Hawks
Minione siedem dni nie były udane dla Hawks. Zmierzyli się z trzema drużynami znajdującymi się w czołowej ósemce na wschodzie i za każdym razem przegrywali. Na szczęście dla nich, są oni już prawie pewni czwartego miejsca w konferencji, a Heat właściwie tylko teoretycznie mają jeszcze szansę im zagrozić. Na początku Hawks zostali zupełnie rozbici w Filadelfii, mimo że Smith rozgrywał najlepsze spotkanie w sezonie, kończąc je z dorobkiem 33 punktów. Jednak pozostali zawodnicy Hawks spisywali się znacznie gorzej i w rezultacie ulegli Sixers różnicą 13 punktów. Potem pojechali do Bostonu i ponownie nie poradzili sobie z gospodarzami. Fatalnie zagrali zwłaszcza w ataku. Skuteczna defensywa Celtics pozwoliła im trafić tylko 35.6% rzutów z gry. Na koniec tygodnia Hawks wrócili do Atlanty, ale po raz kolejny nie mieli łatwego zadania i zmierzyli się z drugą drużyną walczącą o pozycję numer 2, Magic. Z ekipą z Orlando toczyli wyrównaną walkę, ale nie potrafili powstrzymać Howarda, który zupełnie zdominował grę pod koszami i musieli pogodzić się z trzecią porażką z rzędu.
najlepszy zawodnik - Dwight Howard
Howard rozegrał 4 świetne mecze prowadząc Magic do 3 zwycięstw. W ostatnim spotkaniu tygodnia, w Atlancie, miał w swoim dorobku statystyki na poziomie 20-20 (21 punktów i 23 zbiórki). Był to już dziewiąty mecz w tym sezonie, w którym mógł pochwalić się takim osiągnięciem. Natomiast w całej karierze zaliczył 23 takie spotkania. Warto dodać, że od sezonu 04/05, kiedy Howard dołączył do NBA nikt inny nie zaliczył w sumie nawet dziesięciu meczów ze statystykami na poziomie 20-20. Drugi na liści Garnett, przez ostatnie pięć sezonów tylko 8 spotkań zakończył z takim dorobkiem. To pokazuje jak rewelacyjnym graczem jest Howard i jak bardzo dominuje pod tablicami. To dzięki niemu Magic mogą walczyć z Celtics o drugą pozycję na wschodzie i bez wątpienia powinno się go brać pod uwagę w rozważaniach na temat MVP. W tym roku raczej nie dostanie tej nagrody, ale jest faworytem do miana najlepszego defensora ligi.
najlepszy debiutant - Anthony Randolph
Randolph przez większość debiutanckiego sezonu nie miał dużo okazji do dłuższej gry. Dopiero w ostatnim czasie trener Nelson wystawia go w pierwszej piątce i daje mu możliwość pokazania na co go stać. Randolph bardzo dobrze wykorzystuje tą szansę i świetnie spisuje się w walce po tablicami. W minionym tygodniu Warriors rozegrali 4 mecze, a on za każdym razem miał przynajmniej 10 zbiórek na koncie. W sumie jego seria z dwucyfrowym dorobkiem zbiórek trwa od pięciu spotkań, tyle samo razy zbierał co najmniej 10 piłek w swoich wcześniejszych 53 występach. Najlepszy mecz rozegrał w starciu z Hornets. Był to dla niego rekordowy mecz pod względem zarówno punktów (20, wyrównany rekord), jaki i zbiórek (15). Tymi występami udowadnia on swój talent i jeśli w przyszłym sezonie trener częściej będzie na niego stawiał, wydaje się, że może stać się on bardo dobrym graczem podkoszowym.
Marcin Gortat
W tym tygodniu Gortat tylko w jednym meczu miał okazję dłużej pograć. W łatwo wygranym przez Magic spotkaniu z Cavs, spędził na parkiecie 21 minut. W tym czasie zdobył 7 punktów ze skutecznością z gry wynoszącą 75%, natomiast w ostatnich sekundach oddał pierwszy w swojej karierze w NBA rzut za trzy, który trafił. Poza tym, zebrał 8 piłek, zaliczył aż 3 bloki i przechwyt. W pozostałych 3 meczach za każdym razem grał krócej niż 10 minut w sumie zaliczył 6 punktów, 9 zbiórek i jeden blok.

piątka tygodnia
piątka tygodnia - debiutanci
| C |
Dwight Howard |
23.3pts/ 15.3reb/ 1.8ast/ 2.3blk |
| PF |
David West |
28.3pts/ 9.5reb/ 3.8ast |
| SF |
LeBron James |
30pts/ 9.3reb/ 5ast/ 1.3stl |
| SG |
Dwyane Wade |
31.3pts/ 4reb/ 7ast/ 2.5stl |
| PG |
Chris Paul |
26.8pts/ 4.8reb/ 12.5ast/ 2.8stl |
| C |
Brook Lopez |
15.5pts/ 8.8reb/ 0.3ast/ 1.5blk |
| C |
Marc Gasol |
16pts/ 8reb/ 1ast/ 1.3stl |
| PF |
Anthony Randolph |
13.3pts/12.5reb/ 0.8ast/ 1.5blk |
| SG |
Anthony Morrow |
16.8pts/ 3reb/ 2ast |
| SG |
OJ Mayo |
18.3pts/ 3.3reb/ 6.5ast/ 1stl |
wydarzenie tygodnia - Co dalej z Iversonem?
Kiedy pod koniec marca Iverson doznał kontuzji pleców i opuścił 16 meczów, drużyna bez niego radziła sobie znacznie lepiej. Wygrali 6 z pierwszych 8 spotkań i prezentowali się jak dawni Pistons, którzy swoje sukcesy zawdzięczali skutecznej grze zespołowej. Podczas przedłużającej się absencji Iversona często mówiono, że w Detroit nie potrzebują go i lepiej będzie jeśli szybko nie wróci on do zespołu. AI pojawił się na parkiecie dopiero pod koniec marca, a jako, że Pistons grali tak dobrze z Hamiltonem w pierwszej piątce, trener Curry posadził Iverosna na ławce. Na początku oficjalnie twierdził, że przede wszystkim liczy się dobro drużyny i jeśli to jej pomoże, on może być rezerwowym. Jednak w trzech meczach w roli zmiennika spisywał się bardzo słabo i w ogóle nie przypominał wybitnego strzelca jakim był jeszcze rok temu. Po porażce w New Jersey, kiedy grał tylko 17 minut, już nie wytrzymał i stwierdził, że prędzej zakończy karierę niż ponownie będzie rezerwowym. Kilka dni później Pistons powiadomili, że Iverson nie zagra już do końca sezonu. Oficjalnym powodem są jego problemy z plecami, jednak wiadomo, że wpływ na tą decyzję miało nieprzystosowanie się Iverosna do drużyny. Przed playoffs Pistons potrzebują spokoju i gry dobrej gry zespołowej, a z niezadowolony gwiazdor im tylko przesadzał. Sam zawodnik także miał już dość tej sytuacji. Przez całą karierę był pierwszoplanową postacią, dlatego rola rezerwowego zupełnie mu nie odpowiada i nie potrafi się z nią pogodzić. Widać było, że chce jak najszybciej zakończyć ten fatalny dla siebie sezon.
Co dalej?
Iverson zostanie po tegorocznych rozgrywkach wolnym agentem i będzie musiał poszukać sobie nowego miejsca do gry, co na pewno nie będzie łatwe. Oto kilka możliwych scenariuszy:
Iverson może podpisać umowę z drużyną z dołu tabeli, która będzie miała wolne pieniądze i gdzie on ponownie będzie gwiazdą. Oczywiście wtedy nie miałby szans na sukces drużynowy, ale na pewno jego statystyki indywidualne wyglądałyby imponująco. Pozostaje jednak pytanie, czy słabe drużyny będą go chciały. Pod względem marketingowym pomoże on każdemu klubowi. Zespoły wiecznie przegrywające mają problemy z zapełnieniem swoich hal, a postać taka jak Iverson z pewnością przyciągnie dużą liczbę kibiców. Ale z drugiej strony, tak wybitna postać w zespole zabierze grę młodym zawodnikom. Większość drużyn z dołu tabeli opiera swoją przyszłość na młodych gwiazdach, które za kilka lat mają ich poprowadzić do zwycięstw. Przyjście Iversona zupełnie zmieniłoby sytuacje, to on miałby przez większość czasu piłkę w rękach, na niego grałaby cała drużyna, zmniejszając rolę młodych graczy. Dlatego pozyskanie go przez słabą drużynę byłoby działaniem krótkoterminowym i wręcz mogłoby opóźnić budowanie przyszłościowego, silnego zespołu. Trudno powiedzieć czy ktokolwiek zaryzykuje, by zarobić trochę więcej na biletach i sprzedaży koszulek z nazwiskiem Iversona.
Dołączenie do silnej drużyny, walczącej o tytuł wydaje się mało prawdopodobne po ostatnich wypowiedziach Iverosna. W takich ekipach nie mógłby liczyć na znaczącą pozycję i musiałby pogodzić się z rolą rezerwowego. Nawet gdyby już pojawiał się w wyjściowym skaldzie, na pewno nie mógłby liczyć na dużą ilość rzutów i grę drużyny pod niego. Natomiast istniałoby duże prawdopodobieństwo, że zakończyłoby się to takim samym niepowodzeniem jak w Detroit. Dlatego też tego typu drużyny mogą być niechętne pozyskaniu Iversona, nawet za minimalną stawkę. Kwestia pieniędzy jest także ważnym elementem. Wiadomo, że AI nie może liczyć na takie zarobki jak w tym sezonie (ponad $20 milionów), ale ten 33-letni zawodnik ciągle jeszcze jest na tyle dobry, że zasługuje na przynajmniej kilka milionów.
W efekcie, na pewno do agenta Iversona nie ustawi się długa kolejka drużyn chcących go pozyskać. Z drugiej strony jednak, jest to tak wybitny gracz, że sporo zespołów będzie gotowych zaryzykować, by spróbować powalczyć z nimi o mistrzostwo.
Pozostaje jeszcze opcja emerytury, czym groził Iverson lub gry w Europie. Występy na starym kontynencie mogłyby być poważnie brane pod uwagę, pamiętając zeszłoroczne wakacje, kiedy mówiło, że nawet LeBron James czy Kobe Bryant mogą zrezygnować kiedyś z NBA na rzecz ogromnych pieniędzy. Jednak od tamtego czasu dużo się zmieniło, przede wszystkim z powodu kryzysu. Teraz już chyba nikt nie zapłaci ponad 30 milionów za sezon nawet gwiazdorowi NBA. Natomiast za niższą stawkę trudno sobie wyobrazić, by tak wybitny gracz pojechał do Europy.
Zakończenie kariery jest możliwe jeśli Iverson rzeczywiście nie pogodzi się ze znacznie mniej znaczącą rolą. Ale jest to najgorsze rozwiązanie dla wszystkich kibiców. Miejmy nadzieję, że jakoś uda mu się zaakceptować obecną sytuację, nie spełni sowich zapowiedzi o emeryturze i nadal będziemy oglądać go na parkietach NBA. Można nie lubić Iversona, można krytykować go za samolubność i nieumiejętność podporządkowania się zespołowi. Ale nie ma wątpliwości, że pod względem indywidualnym jest to wielki zawodnik i jego utrata byłaby dla NBA znaczącym ciosem.