Copyright Czwarta-Kwarta.com   Wszelkie prawa zastrzeżone
STRONA GŁÓWNA         KONTAKT         ARCHIWUM
autorem wszystkich tekstów jest Adam Szczepański
free hit counter
Magic - Lakers  108:104
Gracz meczu: Rashard Lewis
W tym meczu cały zespół Magic grał bardzo dobrze i trudno wyróżnić jednego, najlepszego zawodnika. Ostatecznie zdecydowałem się przyznać to miano Lewisowi, ale równie dobrze mógłby to być któryś z czterech pozostałych zawodników gospodarzy mający dwucyfrowy dorobek punktowy. Lewis tym razem nie odnotował tak imponujących statystyk jak w poprzednim spotkaniu, ale zrobił co do niego należało pomagając Magic wygrać. Przez cały mecz grał  bardzo równo i w każdej kwarcie drużyna mogła na niego liczyć. Warto odnotować, że w drugiej odsłonie, którą Magic znacząco wygrali, zaliczył on 6 punktów trafiając 2 trójki na 2 próby. Natomiast w czwartej kwarcie, na minutę przed końcem, trafił z dystansu powiększając przewagę swojej drużyny do trzech punktów. W sumie zdobył 21 punktów, a jego skuteczność z gry wyniosła 57.1%, z czego zza linii oddał 3 celne rzuty na 6 oddanych. Poza tym, na swoim koncie miał jeszcze 5 zbiórek i 5 asyst.
Decydujące elementy:
:: atak Magic - gospodarzom w tym meczu udawało się właściwie wszystko w ofensywie. Ostatecznie ich skuteczność z gry wyniosła aż 62.5%, co jest nowym rekordem w historii finałów. Jednak jeszcze bardziej imponujące były ich osiągnięcia w tym elemencie w pierwsze połowie, kiedy ich skuteczność z gry była na poziomie 75%. Natomiast w samej drugiej kwarcie na 16 oddanych rzutów trafili aż 13 (81.3%). Poza tym, atak Magic nie opierał się już tylko na trzech graczach jak to miało miejsce ostatnio. Teraz aż trzech zawodników zdobyło przynajmniej 20 punktów, a w sumie pięciu miało ich co najmniej 18.

:: słaba końcówka Bryanta - Bryant fantastycznie rozpoczął to spotkanie zdobywając 17 punktów w pierwszej kwarcie. Trafił wtedy 7 z 10 rzutów z gry, w tym 2 na 2 za trzy. Niestety później nie udało mu się podtrzymać tej świetnej dyspozycji. Przez następne trzy kwarty zaliczył w sumie 14 punktów pudłując aż 11 z 15 rzutów (26.7%). Do tego w samej końcówce czwartej kwarty był nieskuteczny i popełniał błędy. Na minutę przed końcem, stanął na linii rzutów wolnych, kiedy Magic mieli 3 punkty więcej. W playoffs trafia 87.3% wolnych, jednak w tym meczu słabo spisywał się na linii i w tak ważnym momencie wykorzystał tylko jeden z dwóch. Natomiast w kolejnej akcji w ataku Lakers, Bryant na początku dał sobie wybić piłkę, którą uratował Gasol, ale oddał ją ponownie do Bryanta, który nie złapał jej i piłkę przejął Pietrus. Później jeszcze spudłował dwa rzuty za trzy, które mogły dać jego drużynie szanse na zwycięstwo.

:: dobra gra Alstona - po raz kolejnych w tych playoffs potwierdziło się, że gdy Alston rozgrywa dobry mecz, jego drużyna wygrywa. W pierwszych dwóch spotkaniach w Los Angeles spisywał się bardzo słabo w ataku i zdobył łącznie tylko 10 punktów pudłując aż 14 z 17 rzutów  gry. Teraz wystarczyło mu 12 rzutów, by zaliczyć 20 punktów (66.7%). Dzięki jego świetnej dyspozycji liderzy Magic mieli solidne wsparcie w ofensywie i mogli pokonać Lakers. Warto dodać, że najlepiej zagrał on w pierwszej kwarcie kiedy zdobył 11 punktów nie myląc się ani razu na 4 rzuty z gry, dając swojej drużynie impuls do ataku. W tegorocznych playoffs to był trzeci mecz, w którym Alston zaliczył przynajmniej 20 punktów i za każdym razem Magic wygrywali.
X-factor: Courtney Lee
Patrząc na statystyki Lee z tego meczu - 4 punkty (2 na 4 z gry) i jeden przechwyt, nie widać jego znaczącego udziału w zwycięstwie Magic. Jednak wykonał on świetną pracę w rywalizacji z Bryantem. Lidera Lakers właściwie nie da się zatrzymać, ale można mu bardzo utrudnić życie i spowodować, że będzie mu trudno wyjścia na wolne pozycje do rzutu lub otworzyć się na podanie. Lee w pierwszej kwarcie nie był w stanie zatrzymać Bryanta, ale w drugiej i trzeciej kwarcie zrobił co do niego należało. W tych dwóch kwartach, kiedy Lee grał przeciwko gwiazdorowi gości, Kobe musiał ciężko pracować w ataku, w efekcie czego spudłował 5 rzutów i popełnił 2 straty. Dzięki temu Bryant nie był w stanie pociągnąć swojej drużyny w ataku, a Magic mogli utrzymywać swoją przewagę. Ten występ w pewnej części zrehabilitował Lee za jego niecelny rzut z poprzedniego meczu.
Magic
Gospodarze zrobili to co musieli, zagrali na najwyższym poziomie i zagwarantowali sobie pierwsze w ich historii zwycięstwo w finale. Ostateczny sukces zawdzięczają fantastycznej dyspozycji rzutowej, to dzięki skuteczności w ataku udało im się wygrać. Po raz pierwszy w rywalizacji z Lakers, Magic zagrali w ofensywie tak jak we wcześniejszych rundach, kiedy pokonywali kolejnych rywali. Do tego grali bardzo zespołowo, aż pięciu zawodników zaliczyło przynajmniej 18 punktów, tym bardziej Lakers było trudno ich zatrzymać. Po 21 punktów zdobyli Lewis i Howard. Środkowy gospodarzy nadal nie dominował w ataku i w sumie oddał tylko 6 rzutów trafiając aż 5 z nich. Ale będąc faulowanym skutecznie wykorzystywał rzuty wolne zdobywając z linii 11 punktów na 16 prób. Poza tym, po raz kolejny miał double-double zbierając 14 piłek, odnotował również 2 bloki. 20 punktów zdobył Alston, a po 18 mieli Turkoglu i Pietrus. Turek trafił 58.3% swoich rzutów z gry, a do tego ponownie grał wszechstronnie zaliczając 7 asyst i 6 zbiórek. Natomiast wchodzący z ławki Pietrus odegrał kluczową rolę w czwartej kwarcie, kiedy zdobył 10 punktów i w ważnym momencie zabrał piłkę Bryantowi. Ostatecznie trafił 7 z 11 rzutów z gry, a do tego spisywał się bardzo dobrze w obronie zaliczając 3 przechwyty. To on razem z Lee skutecznie utrudnił grę liderowi gości i zmusił go do ciężkiej pracy w ataku. Magic udało się wreszcie wygrać, dzięki czemu nawiązali walkę z Lakers i mogą mieć jeszcze nadzieję na sukces w całej rywalizacji. Jednak z drugiej strony, gospodarze w tym meczu mieli fantastyczną skuteczność w ataku, której raczej nie uda im się już powtórzyć w następnych starciach, a wygrali tylko czterema punktami. Mimo że tak rewelacyjnie sobie radzili w ataku, do końca musieli walczyć o zwycięstwo, ponieważ równocześnie pozwolili swoim rywalom trafić ponad 50% ich rzutów. Dlatego można sobie wyobrazić, że w następnym meczu, gdy nie będą już tak skuteczni w ofensywie, ponownie będą mieli duże problemy z Lakers. Oczywiście najbardziej liczy się zwycięstwo, ale Magic nie mogą być w pełni usatysfakcjonowani ze swojej gry w tym meczu. Żeby odnieść kolejne zwycięstwa będę musieli zagrać jeszcze lepiej, zwłaszcza w obronie.
2:1
Polak w Finale
Tym razem trener Van Gundy zrezygnował z pomysłu wystawiania Howarda razem z Gortatem i zmieniając Lewisa postawił na bardziej klasyczny duet podkoszowy z silnym skrzydłowym Battie'm. Natomiast podstawowy center Magic nie miał problemów z faulami i trener bardzo długo trzymał go na parkiecie. W efekcie, Gortat grał w tym meczu tylko 4 minuty i 42 sekundy (od początku finału wschodu krócej przebywał na boisku tylko w czwartym meczu serii z Cavs). W tym krótkim czasie Marcin nie zdążył odnotować nic znaczącego i w swoich statystykach miał jedynie niecelny rzut i faul.
Lakers
Bryant rewelacyjnie rozpoczął to spotkanie, prowadząc Lakers w pierwszej kwarcie. Ostatecznie w tej części gry zdobył on aż 17 z 31 punktów całej drużyny, a goście mogli cieszyć się 4-punktowym prowadzeniem. Jednak w kolejnych kwartach ich lider spisywał się znacznie słabiej i Lakers nie potrafili utrzymać swojej przewagi. Ostatecznie Bryant zaliczył 31 punktów ze skutecznością 44%, do tego miał 8 asyst i 3 zbiórki. Najbardziej zawiódł on na linii rzutów wolnych, gdzie spudłował aż połowę z 10 prób. Natomiast największe wsparcie dostał od Gasola, który miał na sowim koncie 23 punkty trafiając 9 z 11 rzutów z gry. Niestety dla niego również nie był to do końca udany mecz, ponieważ nie najlepiej radził sobie w walce pod koszami i zebrał zaledwie 3 piłki. Trzecim strzelcem gości był Ariza, miał 13 punktów, ale jego skuteczność z gry wyniosła tylko 38.5%. Lakers mogli natomiast liczyć na jego dobrą grą w pozostałych elementach, zaliczył 7 zbiórek i 2 przechwyty. Spośród rezerwowych najlepiej zaprezentowali się Odom i Farmar, obaj zdobyli po 11 punktów, jednak od Odoma goście oczekiwali znacznie więcej po tym, co pokazał on w poprzednich dwóch meczach. W tym spotkaniu najbardziej zawiodła defensywa Lakers, chociaż trudno się dziwić, że nie mogli zatrzymać rywali, którzy trafiali właściwie z każdej pozycji, a do tego mieli kilku zawodników kończących skutecznie akcje. Dlatego całkiem dobry atak gości nie wystarczył i musieli pogodzić się z pierwszą porażką w tegorocznych finałach. Jednak mimo wszystkich problemów ze skutecznością Braynta w końcówce i słabą obroną, Lakers do końca walczyli o zwycięstwo. Niestety w ostatniej minucie nie trafiali i popełniali błędy, pozwalając gospodarzom wygrać. Na niespełna 29 sekund przed końcem czwartej kwarty przegrywali czterema punktami, a piłka był po ich stornie. Próbowali wtedy rzutem za trzy zmniejszyć stratę, ale nie mogli trafić. Co prawda udawało im się zbierać piłki po niecelnych rzutach, ale kolejne próby były niecelne. W sumie przez ostatnie 28 sekund Lakers oddali 4 rzuty za trzy (2 razy Braynt, Ariza i Fisher), ale trafił dopiero Kobe na 0.5 sekundy przed końcem i to za dwa. W tym momencie było już za późno, by móc wygrać ten mecz. Jednak ta porażka nie stawia ich jeszcze w trudnej sytuacji, w końcu ciągle to oni mają przewagę zwycięstw. Pozytywnym aspektem tego spotkania dla drużyny z LA jest fakt, że Magic musieli aż pobić rekord skuteczność rzutów z gry, by ich pokonać. Teraz Lakers pozostaje popracować nad obroną, by w kolejnym meczu nie pozwolić sowim przeciwnikom na tak łatwe zdobywanie punktów.