Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
autorem wszystkich tekstów jest Adam Szczepański
Lakers - Magic 101:96 OT
Gracz meczu: Pau Gasol
Tym razem Bryant nie zdobył już 40 punktów, ale Lakers tego nie potrzebowali, by odnieść drugie zwycięstwo, ponieważ ich lider miał świetne wsparcie, między innymi od Gasola. Hiszpan przez całe spotkanie spisywał się bardzo dobrze, a kluczową rolę odegrał w dogrywce. W doliczonym czasie gry zdobył 7 z 13 punktów całej drużyny i zebrał 2 piłki. Bardzo ważnym momentem, który przesądził o ostatecznym zwycięstwie Lakers była akcja 'and 1' w wykonaniu Gasola, po podaniu od Bryanta. Wtedy gospodarze objęli 6-punktowe prowadzenie na nieco ponad minutę przed końcem. Warto zauważyć, że w drugiej połowie i dogrywce zaliczył on w sumie 11 punktów trafiając wszystkie 3 rzuty z gry i nie myląc się na linii ani razu na 5 prób. Ostatecznie cały mecz zakończył z dorobkiem 24 punktów (50%), miał również 10 zbiórek, 3 asysty i 2 przechwyty. Nie można też pominąć jego skutecznej gry w defensywie przeciwko Howardowi.
Decydujące elementy:
:: zmarnowana szansa Lee - na tablicy wyników był remis, 0.6 sekund przed końcem regulaminowego czasu gry Magic wybijali piłkę z boku boiska, Turkoglu wykonał świetne podanie nad kosz do Lee, debiutant złapał piłkę i wykorzystując tego alley-oopa mógł przesądzić o wygranej Magic. Niestety spudłował i trzeba było rozegrać dodatkowe 5 minut, w których goście nie byli już w stanie pokonać Lakers. Tym samym, drużyna z Orlando zmarnowała swoją szansę na pierwsze w ich historii zwycięstwo w finale. Tak jak w 1995 w meczu numer 1 Nick Anderson spudłował wolne i Magic przegrali nie tylko tamto spotkanie, ale całą serię, tak teraz równie kluczową zmarnowaną akcją może być ten niecelny rzut Lee. Niewykorzystane okazje się mszczą i tak było tym razem.
:: straty - Magic w całym meczu popełnili 20 strat, w tym 3 w dogrywce, podczas gdy Lakers mieli ich w sumie 12.
:: Lewis, Turkoglu, Howard i kto? - po ostatnim słabym meczu świetnie zagrali Lewis i Turkoglu, to dzięki nim Magic byli tak blisko zwycięstwa. Razem ta dwójka zdobyła 56 punktów ze skutecznością z gry wynoszącą 52.6%. Dwucyfrowy dorobek punktowy miał jeszcze Howard (17), chociaż ponownie grał on poniżej oczekiwań i był mało aktywny w ataku. Poza tą trójką, żaden inny zawodnik gości nie miał więcej niż 5 punktów. W sumie pozostała siódemka graczy, która wystąpiła w tym spotkaniu zaliczyła łącznie tylko 23 punkty trafiając zaledwie 25.8% rzutów. Bez wsparcia liderzy nie byli w stanie wygrać tego meczu, tym bardziej, że Howard ciągle nie dominuje w ofensywie tak jak powinien.
X-factor: Derek Fisher
W poprzednim meczu Lakers opierali się przede wszystkim na Bryancie, tym razem Kobe miał znacznie większe wsparcie. Przede wszystkim pomagali mu Gasol i Odom, ale także ważną rolę odegrał Fisher. Na niespełna dwie minuty przed końcem dogrywki rozgrywający gospodarzy przechwycił piłkę Redickowi, przeprowadził kontratak i wymusił faul Turkoglu, po czym wykorzystał dwa wolne dając Lakers 3-punktową przewagę. Natomiast pod koncie czwartej kwarty, to po jego podaniu Gasol doprowadził do remisu po 88. Ostatecznie Fisher miał na swoim koncie 12 punktów, a za trzy trafił 2 z 3 rzutów. Poza tym, zaliczył 3 asysty i 3 przechwyty, w tym 2 w doliczonym czasie gry. W najważniejszym momencie zrobił co do niego należało i skutecznie wsparł liderów Lakers, czego bardzo zabrakło najlepszym zawodnikom Magic.
Magic
To był szósty mecz finałowy w historii Magic i szósta porażka. Po pierwszym meczu z Lakers, w którym nie udało im się nawiązać wyrównanej walki i gładko przegrali, teraz byli bliscy zwycięstwa. Dlatego tym bardziej mogą żałować niewykorzystania okazji do pokonania gospodarzy w LA. Ich ostatnia akcja czwartej kwarty została bardzo dobrze zaplanowana przez Van Gundy'ego i dobrze rozegrana przez jego zawodników. Turkoglu wykonał świetne podanie, a Lee zgubił na zasłonie broniącego go Bryanta i mógł zapewnić gościom zwycięstwo. Niestety spudłował, a doświadczeni Lakers wykorzystali to, że ich rywalom nie udało się wykończyć tej akcji i pokazali swoją wyższość w dogrywce. Ale Magic w ogóle słabo zagrali w końcówce w ataku. Przez ostatnie minuty regulaminowego czasu gry nie tylko pudłowali, ale także popełniali straty, a potem kontynuowali tą słabą grę w dogrywce, w efekcie czego jadą do Orlando przegrywając 0-2. Najlepszym gości zawodnikiem był Lewis, który zdobył 34 punkty. Skrzydłowy przede wszystkim utrzymał Magic w grze w drugiej kwarcie, kiedy zaliczył aż 18 punktów (7-10 z gry, w tym 4-5 za trzy) z 20 całej drużyny, dzięki czemu tym razem gospodarze nie uzyskali w tej części znaczącego prowadzenia, co miało miejsce w pierwszym spotkaniu. Później Lewis dobrze zagrał również w czwartej kwarcie, gdy miał 9 punktów, ale w dogrywce trafił tylko raz za trzy rzuty. Poza imponującymi zdobyczami punktowymi, był on również blisko osiągnięcia triple-double mając 11 zbiórek i 7 asyst. Turkoglu natomiast kluczową rolę odegrał w trzeciej kwarcie, pomógł Magic wygrać tą część spotkania zdobywając 14 punktów (5-6 z gry, 2-2 za trzy). Warto dodać, że w pierwszej połowie miał on na swoim koncie zaledwie 3 punkty, a z gry spudłował 6 razy na 7 rzutów. W czwartej kwarcie mógł zostać bohaterem meczu (wraz z Lee, jeśli trafiłby on ostatni rzut). To Turek dał Magic prowadzenie na 47 sekund przed końcem, potem zablokował Bryanta nie pozwalając mu na zwycięski rzutu, a na koniec wykonał świetne podanie na alley-oop. Niestety w dogrywce nie grał już tak dobrze i oddał tylko jeden niecelny rzut. Ostatecznie w swoim dorobku miał 22 punkty, 6 zbiórek, 4 asyst, ale też 5 strat. Howard zdobył 16 punktów ze skutecznością na poziomie 50%, jednak tak samo jak w meczu numer 1, także teraz był mało widoczny w ataku. W pierwszej połowie zdobył 10 punktów, ale w drugiej łącznie z dogrywką dołożył 7, a do tego w tym czasie zebrał tylko 5 piłek. W sumie miał na swoim koncie 17 punktów i 16 zbiórek. Warto natomiast zwrócić uwagę na jego świetne statystyki defensywne: 4 bloki i 4 przechwyty. Ciągle jednak nie był to występ na miarę poprowadzenia drużyny do zwycięstwa, lider powinien grać znacznie lepiej w tak ważnym momencie sezonu, a Howard w tym meczu zaliczył aż 7 strat. Po raz kolejny bardzo słabo zaprezentował się Alston, który zaliczył 4 punkty pudłując 7 z 8 rzutów z gry i wszystkie swoje 4 próby za trzy. I tak samo jak we wcześniejszych rundach, także teraz potwierdza się, że gdy rozgrywający Magic gra słabo w ataku, jego drużyna przegrywa. W tym meczu Magic udowodnili wszystkim, że są w stanie zagrozić Lakers i pierwsze spotkanie było wypadkiem przy pracy. Jednak nie zmienia to faktu, że po raz kolejny przegrali, tym razem zabrakło im w końcówce doświadczenia i wyrachowania, a także szczęścia. Teraz wracają do Orlando i mecz numer 3 muszą wygrać, jeśli chcą jeszcze powalczyć o tytuł.
2:0
Polak w Finale
Gortat tym razem nie miał już tak dobrych statystyk jak ostatnio i grał trochę gorzej, ale nie zmienia to faktu, że ponownie był pewnym punktem w pod koszem w obronie. Pokazał, że gdy trzeba również może grać jako silny skrzydłowy tworząc z Howardem silny duet podkoszowy. Niestety pomysł z 'twin towers' nie przyniósł oczekiwanego efektu i kiedy ta dwójka była równocześnie na boisku Magic byli tylko na remisie z Lakers. W całym spotkaniu Gortat przebywał na parkiecie w sumie przez 15 minut i 29 sekund, a jako, że grał długi czas równocześnie z Howardem, nie miał tylu okazji co ostatnio do zbierania piłek. Ostatecznie zdobył 4 punkty trafiając tylko jeden z 4 rzutów z gry, do tego zebrał 3 piłki, ale miał też 2 straty.
Lakers
Lakers zrobili co do nich należało, po tym jak szczęśliwie udało im się uniknąć porażki, wykorzystali tą sytuację, zagrali bardzo dobrze i rozsądnie w dogrywce. Tym samym, po raz pierwszy od pierwszej rundy wygrali dwa pierwsze mecze przed własną publicznością, co stawia ich w bardzo komfortowej sytuacji. Tym razem Bryant nie był już tak rewelacyjnie dysponowany jak w poprzednim meczu, ale ponownie zdobył najwięcej punktów dla Lakers. Ostatecznie miał ich 29 (45.5% z gry), z czego 11 zaliczył w czwartej kwarcie, a w pierwszej połowie zdobył tylko 6. Jednak teraz mógł liczyć na swoich partnerów i świetnie ich wykorzystywał znajdując na wolnych pozycjach. W rezultacie, odnotował 8 asyst. Nie można jednak pominąć faktu, że miał też aż 7 strat. Największe wsparcie dostał od Gasola, a także od Odoma. Wchodząc z ławki Odom rozegrał rewelacyjne spotkanie. Na swoim koncie miał 18 punktów trafiając aż 8 z 9 rzutów z gry. Do tego miał również 8 zbiórek i 3 bloki. Natomiast Ariza po raz kolejny nie imponował w ataku, ale wykonał bardzo dobrą pracę w pozostałych elementach. Zaliczył 8 punktów pudłując 3 z 13 rzutów z gry, ale poza tym miał 7 zbiórek i 3 przechwyty. Poza tym, gospodarze po raz kolejny bardzo skutecznie zagrali w obronie, przede wszystkim w ostatnich minutach czwartej kwarty i w dogrywce. Udało im się także ponownie ograniczyć popisy Howarda pod koszem, co przy świetnej dyspozycji Lewisa i Turkoglu bardzo pomogło im w ostatecznym sukcesie.