Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
autorem wszystkich tekstów jest Adam Szczepański
Cavs - Magic 2:4
MECZ 6
Magic - Cavs 103:90
Gracz meczu: Dwight Howard
Howard pobił swój rekord zdobyczy punktowych w playoffs gwarantując Magic drugi w ich historii występ w finale. Center gospodarzy zupełnie zdominował pole podkoszowe i nie dał Cavs szans na wywalczenie siódmego spotkania. W tak niesamowitym występie bardzo pomogli mu partnerzy, którzy znowu byli skuteczni na dystansie. Dzięki temu, goście nie mogli koncentrować swojej obrony na Howardzie, bojąc się trójek ze strony zawodników obwodowych. Tą sytuację rewelacyjnie wykorzystał lider Magic i zdobył aż 40 punktów ze skutecznością z gry wynoszącą 66.7%. Dobrze radził sobie również na linii rzutów wolnych trafiając 12 z 16. Do tego zebrał 14 piłek, z czego 6 w ataku. Na swoim koncie miał jeszcze 4 asysty i blok.
Decydujące elementy:
:: Druga kwarta - Magic świetnie zagrali w tej kwarcie i uciekli swoim rywalom. Ostatecznie wygrali ją 28-15, dzięki temu na przerwę schodzili mając 18 punktów więcej. To w drugiej kwarcie gospodarze przejęli kontrolę nad spotkaniem i w drugiej połowie mogli już spokojnie utrzymywać przewagę zapewniając sobie zwycięstwo. Cavs natomiast nie mieli pomysłu na zatrzymanie Magic, którzy albo rzucali za trzy, albo podwali do Howarda kończącego akcje rzutem spod kosza. Natomiast w ataku goście nie mogli liczyć na swojego lidera, James w tej kwarcie nie zdobył żadnego punktu.
:: Rzuty za trzy - Magic aż 12 razy trafiali za trzy, a ich skuteczność w tym elemencie wyniosła 41.4%. Co prawda Cavs także próbowali odpowiedzieć tą samą bronią i trafili 45% swoich trójek, mając ich w sumie 9. Jednak ostatecznie to gospodarze zdobyli 9 punktów więcej zza linii, a poza tym rzuty za trzy Magic pomogły im osiągnąć znaczącą przewagę, natomiast trójki Cavs były tylko desperackimi próbami zniwelowania strat, a nie efektem skutecznie rozegranych akcji.
:: James - w dotychczasowych meczach tej serii James imponował niesamowitymi zdobyczami punktowym, ale tym razem nie był w stanie poprowadzić swojej drużyny w ataku. To był jego najgorszy mecz pod względem strzeleckim w tych playoffs i miało to miejsce w spotkaniu, w którym powinien on zrobić wszytko, by uchronić Cavs przed wyeliminowaniem. Ostatecznie zaliczył 25 punktów ze słabą skutecznością 40%. Do tego w decydującej drugiej kwarcie był bez punktu, a w czwartej kwarcie, kiedy jego koledzy próbowali jeszcze odrobić straty, on zdobył tylko 4 punkty.
Magic
Gospodarze w tym meczu pokazali, że w pełni zasługują na występ w finale i nie przez przypadek pokonali ubiegłorocznych mistrzów, a teraz najlepszą drużynę sezonu zasadniczego. Magic zaprezentowali fantastyczną grę zespołową, dlatego w odróżnieniu od Cavs i Jamesa, 40-punktowa zdobycz Howarda dała jego drużynie zwycięstwo. Imponowali niesamowitym bilansem w ataku, zaliczając punkty zarówno spod kosza jak i z dystansu, dzięki czemu byli nie do zatrzymania przez rywali. Kiedy robiło się trochę miejsca pod koszem piłkę dostawał Howard, natomiast, gdy defensywa Cavs skupiała się na ich środkowym, na obwodzie był któryś z zawodników gospodarzy gotowych do oddania celnego rzutu za trzy. Ale ich silną stroną nie była tylko ofensywa, również w obronie radzili sobie bardzo dobrze i po raz drugi w tej serii nie pozwolili Cavs na zdobycie więcej niż 90 punktów. Tym razem udało im się także zatrzymać Jamesa, co było właściwie niemożliwe w poprzednich spotkaniach. Najlepszym defensorem LeBrona ponowie okazał się Pietrus i teraz jego pracę rzeczywiście było widać w statystykach rzutowych lidera gości. Francuz w tym meczu również był bardzo przydatny w ataku zaliczając 14 punktów, z czego za trzy trafił 4 z 7 rzutów. Bez wątpienia był on kluczową postacią Magic w tej rywalizacji i w dużej mierze dzięki niemu drużyna z Orlando zagra teraz z Lakers. Wchodząc z ławki Pietrus dużo wnosił do gry swojego zespołu, a w sytuacji gdy Cavs właściwie nie mieli wsparcia od rezerwowych, tym bardziej świetna gra zmiennika Magic pomogła im wygrać tą rywalizację. W tym spotkaniu bardzo dobrze zagrał także Lewis, który był drugim strzelcem gospodarzy zdobywając 18 punktów, do tego zebrał 8 piłek. Turkoglu natomiast zakończył spotkanie z dorobkiem 10 punktów, a z gry trafił tylko 25% swoich rzutów. Jednak pomagał on swojej drużynie w innych elementach, odnotowując 7 zbiórek i 5 asyst. Słabą skuteczność z gry miał również Alston - 31.3%, ale trafił 3 trójki i zdobył 13 punktów. Gortat grał tylko przez 7 minut, nie mógł liczyć na więcej gdy Howard spisywał się tak dobrze i nie miał problemów z faulami. Ostatecznie Marcin miał na swoim koncie 3 zbiórki.
Cavs
W poprzednim meczu udało im się uniknąć eliminacji, ale w Orlando nie potrafili już tego powtórzyć i zakończyli walkę o mistrzostwo. Może byli najlepszą drużyną w fazie zasadniczej, ale już nie po raz pierwszy potwierdziło się, że playoffs to zupełnie inna bajka i tutaj nie liczy się wynik z wcześniejszej części sezonu. Cavs mieli w swoim składzie MVP, zawodnika, który zdobywał po 40 punktów, ale nie byli tak dobrym zespołem jak Magic, którzy swojej siły nie opierali wyłącznie na jedynym zawodniku. W tym meczu, co prawda West zdobył 22 punkty, Williams dołożył 17, a Varejao 14, ale znacznie gorzej w ataku spisywał się James. Poza tym, obrona Cavs zupełnie nie przypominała tego, co prezentowali wcześniej, gdy wygrywali przede wszystkim dzięki defensywie. Jednak odpowiedzi na skuteczną grę Magic zarówno pod koszem jak i na obwodzie nie znaleźli. W efekcie, w tak ważnym meczu, który okazał się ich ostatnim w tym sezonie, właściwie od samego początku pozwolili prowadzić ekipie gospodarzy, a gdy Magic mieli już 21 punktów więcej na początku czwartej kwarty Cavs musieli zacząć oswajać się z myślą, że siódmego meczu już nie będzie. Tak samo jak w poprzednich meczach, fatalnie spisywała się ławka Cavs. Co prawda 3 ich rezerwowych zdobywało punkty, ale mieli ich tylko 10 (36.4% z gry) i przegrali ze zmiennikami Magic, którzy zaliczyli 14 punktów, mimo że wszystkie należały do Pietrusa. W ten sposób, drużyna, która wygrał pierwsze 8 spotkań i szybko przebrnęła przez dwie pierwsze rudny, odpada po 6 meczach finału wschodu, a ci, którzy spodziewali się pojedynku LeBron-Kobe w finale muszą poczekać przynajmniej jeszcze jeden rok.
MECZ 1
Magic - Cavs 107:106
Gracz meczu: Rashard Lewis
W pierwszej połowie cała drużyna Magic, poza Howardem, spisywała się słabo, ale później zagrali o wiele lepiej i pokonali gospodarzy. Bardzo udane drugie 24 minuty zawdzięczają w dużej mierze świetnej dyspozycji Lewisa. Skrzydłowy gości w drugiej części meczu zagrał jak prawdziwy lider i poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa. Zdobył wtedy 17 punktów (z czego 12 w czwartej kwarcie) pudłując tylko jeden z ośmiu rzutów z gry. Do tego trafił 3 raz za trzy, w tym ten najważniejszy rzut, na 14 sekund przed końcem, który zapewnił Magic zwycięstwo. Warto odnotować, że w pierwszej połowie grał bardzo słabo, zaliczył tylko 5 punktów (2 na 5 z gry) i miał 3 straty (żadnej nie odnotował już w drugiej połowie). Ostatecznie Lewis miał na swoim koncie 22 punkty (69.2% z gry), 7 zbiórek i 3 asysty.
Decydujące elementy:
:: 8-0 Cavs i siedem spotkań Magic z Celtics - w dwóch pierwszych rundach Cavs nie mieli sobie równych, a przed własną publicznością zupełnie rozbijali przeciwników. Po pierwszej połowie, w której gospodarzom udawało się prawie wszystko, mogło się wydawać, że Cavs ponownie kroczą ku pewnej wygranej. Jednak Magic to nie Pistons czy Hawks i 15 punktów przewagi przed trzecią kwartą nie było różnicą, która gwarantowałaby Cavs zwycięstwo. Tym razem musieli walczyć do końca i skończyło się to dla nich porażką. Był to dopiero pierwszy ich tak trudny mecz w tych playoffs i nie zdali tego sprawdzianu. Magic natomiast już nie raz musieli odrabiać straty lub tracili swoją przewagę, dlatego są przygotowani na decydujące minuty. Zwłaszcza dwa ostatnie spotkania serii z Celtics pokazały, że Magic nauczyli się skutecznie grać w końcowych minutach i potwierdzili to w Cleveland.
:: Obrona Cavs - w dwóch pierwszy rundach Cavs imponowali defensywą, ich przeciwnicy zdobywali średnio poniżej 80 punktów, a największa liczba punktów jaką stracili w jednym meczu wyniosła 85. Natomiast Magic rzucili im ich aż 107, a do tego mieli bardzo dobrą skuteczność z gry 55.1% (w drugiej połowie na poziomie 59%).
:: Wsparcie dla liderów - w drużynie gospodarzy w ataku szalał przede wszystkim James, jednak nie mógł liczyć na duże wsparcie od swoich partnerów. Co prawda wszyscy zawodnicy pierwszej piątki mieli przynajmniej 10 punktów, ale tylko James i Varejao odnotowali skuteczność wyższą niż 50%. James także nie mógł liczyć na pomoc od rezerwowych, którzy zdobyli zaledwie 5 punktów. Znacznie większe wsparcie z ławki dostali podstawowi zawodnicy Magic, ich zmiennicy zaliczyli w sumie 25 punktów. Poza tym, atak gości nie opierał się wyłącznie na jednym zawodniku, Howard i Lewis zdobyli łącznie 52 punkty. Do tego jeszcze Turkoglu i Alston mogli się pochwalić dwucyfrowym dorobkiem punktowym.
Cavs
Gospodarze rozegrali świetną pierwszą połowę, którą zakończył niesamowity rzut Williamsa z własnej połowy. W tej części meczu ich gra przypominała to, co prezentowali we wcześniejszy rundach i to chyba ich zgubiło. Poczuli się zbyt pewnie, byli przekonani, że i tym razem uda im się odnotować zwycięstwo. Zapomnieli jednak, że to już finał konferencji i ich rywale są znacznie silniejsi. W końcówce zagrali słabo i stracili swoje prowadzenie. Nie mieli pomysłu zwłaszcza na kończenie akcji w ataku, oddawali piłkę Jamesowi i pozostawiali go samego. Dopiero w ostatniej minucie rozegrali dwie dobre akcje zespołowe, dzięki czemu jeszcze na kilkadziesiąt sekund przed końcem mieli jednopunktową przewagę. Jednak gra tylko i wyłącznie na Jamesa sprawiła, że nie miał on już sił w ostatnich sekundach, a jego wyczerpanie było widać po końcowej syrenie. Żeby awansować dalej, James musi dostać większe wsparcie do swoich partnerów, a Cavs muszą grać znacznie bardziej zespołowo. W efekcie, rekordowy występ Jamesa nie dał Cavs wygranej. LeBron zdobył aż 49 punktów trafiając 66.7% swoich rzutów, do tego miał 6 zbiórek i 8 asyst. Bardzo skutecznie grał również w obronie zaliczając 3 bloki, w tym 2 na Howardzie, i 2 przechwyty. Drugim strzelcem gospodarzy był Williams, który zaliczył 17 punktów. Jego skuteczność z gry była niska i wyniosła tylko 31.6%, a za trzy trafił tylko 2 z 8 rzutów, pudłując między innymi rzut w samej końcówce, który mógł zapewnić im wygraną. Celności zabrakło również Westowi, trafił tylko 4 z 13 rzutów i zdobył 11 punktów. To właśnie ta dwójka obwodowa powinna w największym stopniu pomóc Jamesowi, ale w tym meczu zawiedli. Poza tym, Ilgauskas zaliczył double-double: 10 punktów i zbiórek, a Varejao miał 14 punktów i 6 zbiórek. Warto dodać, że Varejao miał problemy z obroną Lewisa, który często wychodził na obwód, gdzie Brazylijczyk nie potrafił zapobiec jego celnym rzutom. Największym wyzwaniem dla trenera Browna będzie teraz znalezienie sposobu na zatrzymanie Lewisa.
Magic
W pierwszej połowie imponowali przede wszystkim gospodarze, ale Magic przez cały czas nie pozwolili im na znaczące powiększenie ich przewagi i utrzymywała się ona w okolicach 10 punktów. Dzięki temu w drugiej połowie mogli ruszyć do ataku i odrobić tą stratę. Warto dodać, że utrzymanie kontaktu z Cavs w pierwszej połowie zawdzięczają Howardowi, który zdobył wtedy 18 punktów. W drugiej połowie Magic pokazali, że nie przez przypadek pokonali ubiegłorocznych mistrzów. Może na początku playoffs mieli problemy z Sixers, może kilka meczów przegrali przez słabą końcówkę, ale wyciągnęli z tego wnioski i byli o wiele lepiej przygotowani na decydujące minuty niż Cavs, którzy przeważnie w czwartej kwarcie już odpoczywali. Magic nie byli w stanie zatrzymać Jamesa, ale skutecznie utrudniali grę jego partnerom, którzy mieli problemy ze zdobywaniem punktów. Ostatecznie Howard zakończył spotkanie mając 30 punktów, które zaliczył ze skutecznością z gry na poziomie 70%, a do tego po raz kolejny zaliczył double-double zbierając 13 piłek. Poza nim i Lewisem, świetnie zaprezentował się również Turkoglu. Co prawda nie był najlepiej dysponowany w ataku, trafiając tylko 36.4% rzutów zdobył 15 punktów, ale rewelacyjnie spisywał się w roli kreatora gry. W siódmym meczu z Celtics pobił swój rekord asyst w playoffs mając ich 12, a teraz jeszcze poprawił to osiągnięcie odnotowując aż 14. Natomiast z ławki dobrą zmianę dał Pietrus, który zdobył 13 punktów. Gortat przebywał na parkiecie przez 10 minut, w tym także w samej końcówce, kiedy Howardowi odgwizdano szósty faul. I w ostatniej akcji Cavs, gdy James próbował zdobyć decydujące punkty wchodząc pod kosz, Gortat zajął dobrą pozycję, przez co lider Cavs nie zdecydował się na oddanie rzutu. Całe spotkanie Marcin zakończył z dorobkiem 4 punktów i 2 zbiórek.
MECZ 2
Cavs - Magic 96:95
Gracz meczu: LeBron James
Do końca meczu pozostawała już tylko sekunda, a Cavs przegrywali jednym punktem będąc o krok od drugiej porażki z Magic. Jednak siłą drużyny z Cleveland jest King James i tym razem ponownie pokazał swoją wielkość. W tym bardzo trudnym momencie James oddał niesamowity rzut za trzy nad broniącym go Turkoglu i uchronił swoją drużynę przed klęską. Bilans 0-2 po meczach w Q Arena byłby dla gospodarzy fatalnym wynikiem i właściwie do minimum ograniczyłby ich szanse na awans do wielkiego finału. Na szczęście James uratował Cavs i teraz jadą do Orlando z remisowym wynikiem 1-1. We wcześniejszych dwóch rundach LeBron nie miał okazji oddawać rzutów w ostatnich sekundach, które decydowałyby o zwycięstwie. W poprzednim spotkaniu nie udało się zapewnić Cavs wygranej, ale w meczu numer 2 zrobił co do niego należało. Tym razem nie zdominował w aż tak dużym stopniu ofensywy swojej drużyny jak w poprzednim meczu, ale także i teraz miał niesamowite zdobycze punktowe. Zakończył spotkanie z dorobkiem 35 punktów, które zaliczył ze skutecznością 52.2%. Natomiast za trzy trafił tylko raz na 3 próby i to był rzut meczu. Poza tym, miał na swoim koncie 5 asyst i 4 zbiórki, ale nie można też pominąć 6 strat.
Decydujące elementy:
:: Zbiórki - co prawda Howard ponownie odnotował imponujące statystyki zbiórek, mając ich 18, ale tym razem jego drużyna przegrała walkę na tablicach. Ostatecznie Magic mieli 30 zbiórek, natomiast Cavs o 8 więcej. Dzięki temu gospodarze mogli trafić o jeden rzut więcej z gry niż goście (i to właśnie on dał im zwycięstwo), mimo że mieli gorszą skuteczność.
:: Punkty z 'trumny' - Cavs tak samo jak w poprzednim meczu, także teraz mieli problemy z obroną Magic przeciwko ich rzutom za trzy, ale udało im się powstrzymać gości pod koszem. Ostatnio więcej punktów spod kosza zdobyli Magic, tym razem lepsi w tym elemencie byli Cavs. Z 'pomalowanego' zdobyli 44 punkty, a goście tylko 28. Głównym powodem tak małej liczby punktów spod kosza dla Magic był bardzo słaby wysęp Howarda w ataku.
Cavs
Mecz numer 2 bardzo przypominał to, co wydarzyło się w pierwszym starciu finału wschodu. Ponownie Cavs dobrze grali w pierwszej połowie, tym razem nawet udało im się osiągnąć jeszcze większą przewagę i w drugiej kwarcie mieli 23 punkty więcej niż Magic. Ale tak samo jak poprzednio, goście zaczęli odrabiać straty i od połowy drugiej kwarty systematycznie zbliżali się do Cavs. Gospodarzom udało się utrzymać prowadzenie do połowy czwartej kwarty, ale w tym ważnym momencie Magic ich dogonili i Cavs stanęli przed wizją drugiej porażki. Tym razem James aż tak nie zdominował ofensywy swojej drużyny, miał trochę większe wsparcie od swoich partnerów, ale nadal ich atak w drugiej połowie pozostawiał wiele do życzenia. Cavs oddawali piłkę Jamesowi i czekali co on zrobi, a on albo sam próbował zakończyć akcję, albo podawał do swoich kolegów, którzy jednak często pudłowali. Na szczęście, kiedy Magic po raz pierwszy wyszli na prowadzenie, Cavs trochę się obudzili, a James dostał wsparcie od Williamsa. Rozgrywający gospodarzy w ciągu nieco ponad 5 ostatnich minut zdobył 7 punktów trafiając między innymi swój jedyny rzut za trzy w tym meczu (w sumie miał 6 prób). Wtedy zrobił co do niego należało, ale wcześniej spisywał się słabo w ataku i ponowie odnotował niską skuteczność z gry - 33.3%. Ostatecznie na swoim koncie miał 19 punktów, 5 asyst i 5 zbiórek. Natomiast Ilgauskas dobrze radził sobie pod koszami i prowadził z Howardem wyrównaną walkę. Zebrał 15 piłek i to dzięki niemu Cavs mieli w całym spotkaniu więcej zbiórek. Poza tym, zaliczył 12 punktów co dało mu kolejne double-double. Dwucyfrowy dorobek punktowy miał jeszcze West (12), a z ławki Cavs mogli liczyć na Pavlovica, który w poprzednim meczu nawet na chwilę nie pojawił się na parkiecie. Tym razem trener postawił na niego i przyniosło to dobry efekt, zdobył on 9 punktów ze skutecznością 57.1%. Trzeba także zwrócić uwagę na lepszą obronę gospodarzy w porównaniu do poprzedniego spotkania. Udało im się ograniczyć zdobycze gości i zmusić ich do gorszej skuteczności, a przede wszystkim sprawili, że w ataku niewidoczny był Howard. Natomiast ciągle nie znaleźli pomysłu na zatrzymanie Lewisa i Turkoglu, obaj zagrali bardzo dobrze i niszczyli defensywę Cavs skutecznymi rzutami z dystansu. Ostatecznie Cavs udało się wygrać, ale było to bardzo szczęśliwe zwycięstwo. Muszą jeszcze poprawić się w wielu elementach jeśli naprawdę chcą zagrać w wielkim finale. W Orlando na pewno nie będzie łatwo pokonać Magic, którzy prezentują zaskakująco dojrzałą koszykówkę, dlatego Cavs będą musieli w następnych meczach zagrać o wiele lepiej jeśli nie chcąc wracać do Cleveland z bilansem 1-3.
Magic
Magic imponują w tej serii swoim spokojem i dojrzałością. Nawet 23 punkty straty nie wybiły ich z rytmu. Cały czas grają swoje i przynosi to dobre efekty. Trudne pojedynki we wcześniejszych rundach sprawiły, że nabrali charakteru i woli walki do ostatnich sekund. Przez prawie całe spotkanie to Cavs mieli przewagę, ale Magic systematycznie przejmowali kontrolę nad tym co dzieje się na parkiecie. W efekcie, na niespełna 5 i pół minuty przed końcem objęli pierwsze prowadzenie. W ostatniej minucie mogli liczyć przede wszystkim na Turkoglu, który na 48 sekund przed końcem trafił za trzy doprowadzając do remisu, a później oddał celny rzut z półdystansu dając Magic prowadzenie na sekundę przed końcem. To on byłby bohaterem tego meczu, gdyby nie fantastyczny rzut Jamesa. Ostatecznie Turek zaliczył 21 punktów (9 w czwartej kwarcie) ze skutecznością 52.9%, do tego miał jeszcze 4 asysty. Natomiast najlepszym strzelcem gości był Lewis, który ponownie był nie do zatrzymania dla Varejao i zdobył 23 punkty trafiając między innymi 4 razy za trzy. To ta dwójka prowadziła Magic, dlatego nawet bardzo mały udział Howarda w ataku nie przeszkodził im w odrobieniu 23 punktów straty. Center gości odnotował zaledwie 10 punktów, ale miał też 18 zbiórek i 2 bloki. Dwucyfrowy dorobek punkty zaliczyli jeszcze Lee (11) i wchodzący z ławki Pietrus (10, 4 na 5 z gry). Słabo zaprezentował się natomiast Alston, spudłował 6 z 7 rzutów i zdobył tylko 4 punkty, a do tego miał zaledwie 2 asyst. Nie można również pominąć kolejnego dobrego występu Gortata. Polak przebywał na boisku przez 10 minut będąc silnym punktem swojej drużyny pod koszami. Zakończył mecz mając 4 punkty, 3 zbiórki i blok. Magic byli bardzo blisko pokonania Cavs po raz drugi na ich parkiecie. Gdyby im to się udało, byliby w fantastycznej sytuacji przed spotkaniami we własnej hali. Ostatecznie muszą zadowolić się tylko jedną wygraną, ale jest to i tak bardzo dobry wynik, zwłaszcza biorąc pod uwagę jak silni przez cały sezon byli Cavs w Q Arena.
MECZ 3
Magic - Cavs 99:89
Gracz meczu: Dwight Howard
Magic grali w tym meczu bardzo zespołowo i właściwie żaden z ich zawodników nie wyróżniał się niesamowitymi osiągnięciami. Ostatecznie pierwszym strzelcem gospodarzy był Howard, który przez problemy z faulami grał tylko przez 28 minut i w tym czasie zdążył zdobyć 24 punkty. Większość z nich zaliczył z linii rzutów wolnych. W całym spotkaniu oddał aż 19 wolnych i trafił 14 z nich, co dało mu skuteczność 73.7%. Warto dodać, że dotychczas w playoffs jego skuteczność z linii był na poziomie 60%. Dlatego tak dobra dyspozycja była dla niego sporym osiągnięciem i okazała się istotnym elementem w sukcesie gospodarzy. W czwartej kwarcie trafił 8 wolnych na 10 prób, pomagając Magic wygrać ten mecz. Poza tym, Howard miał na swoim koncie 9 zbiórek i 2 asysty.
Decydujące elementy:
:: Rzuty wolne - tak jak już pisałem przed chwilą bardzo ważna była wysoka skuteczność Howarda w tym elemencie, ale także jego koledzy często stawali na linii. W sumie Magic oddali aż 51 rzutów wolnych, z czego wykorzystali 39. Tym samym, Magic zdobyli 13 tych łatwych punktów więcej niż Cavs (26-35). Natomiast w czwartej kwarcie gospodarze trafili 19 z 24 rzutów wolnych, a goście tylko 10 z 16. W tym miejscu trzeba również dodać, że częste wysyłanie swoich rywali na linię, oznaczało problemy z faulami dla graczy Cavs, co także miało swoje znaczenie dla przebiegu tego spotkania.
:: Punkty z kontrataku - Magic zdobyli 14 punktów z szybkiego ataku, podczas gdy znani z tego typu gry Cavs, którzy dążą do jak najczęstszych kontr, mieli zaledwie 3 punkty zaliczone w ten sposób.
:: Defensywa Magic - obie drużyny występujące w finale wschodu już nie raz pokazywały swoje duże umiejętności defensywie. Jednak jak na razie w tej rywalizacji obrona Cavs nie jest w stanie zatrzymać Magic, podczas gdy ekipa z Orlando spisuje się bardzo dobrze w tym elemencie. W trzecim meczu pozwolili gościom na zaliczenie tylko 89 punktów ze skutecznością 37.2%. Co prawda LeBron ponownie przekroczył barierę 40 punktów, ale większość z jego rzutów z gry była niecelna, a jego partnerzy zupełnie nie potrafili przebić się przez obronę Magic.
:: Magic vs. James - w ekipie gospodarzy 5 zawodników zdobyło przynajmniej 13 punktów, a pierwsza piątka miała w ataku wsparcie z ławki (w sumie 20pts). W Cavs, poza Jamesem, tylko 2 graczy zaliczyło dwucyfrowy dorobek punktowy, a rezerwowi dołożyli zaledwie 8.
Magic
Gospodarze od samego początku przejęli kontrolę nad tym spotkaniem. Przez znaczącą większość czasu to oni byli na prowadzeniu, tylko w drugiej kwarcie i na początku trzeciej Cavs udało się na chwilę ich wyprzedzić. W ataku Magic grali bardzo zespołową koszykówkę i mogli liczyć na kilku swoich zawodników, którzy kończyli ich akcje. Natomiast w obronie pozbawili Jamesa wsparcia, a osamotnionego lidera Cavs zmusili do bardzo słabej skuteczności. Drugim strzelcem gospodarzy był Alston, mający 18 punktów, do tego dołożył jeszcze po 3 asysty i przechwyty. Lewis dorzucił 15 ze skutecznością 62.5%. 13 punktów miał na swoim koncie Turkoglu, ale z gry trafił zaledwie raz na 11 prób. Dobrze natomiast spisywał się na linii trafiając 11 z 12 wolnych, do tego imponował wszechstronnością odnotowując 10 zbiórek i 7 asyst. Z ławki świetną zmianę ponownie dał Pietrus, który zdobył 16 punktów, a poza tym zaliczył 6 zbiórek, 2 bloki i 2 przechwyty. Bardzo przydatny był również Gortat, który dzięki przewinieniom Howarda, mógł przebywać na parkiecie aż 24 minuty. Polak na swoim koncie miał 4 punkty, 5 zbiórek i 2 bloki, które odnotował na Jamesie. Może drużyna z Cleveland przed tą serią nie przegrała ani jednego spotkania, ale jak na razie to ekipa z Orlando prezentuje o wiele lepszą grę. Tym meczem potwierdzili swoją wyższość i jeśli podtrzymają obecną dyspozycję będą mieli duże szanse na zwycięstwo także w następnym spotkaniu.
Cavs
Fantastyczny buzzer beater Jamesa w poprzednim meczu nie zainspirował drużyny z Cleveland i nadal mieli oni bardzo duże problemy. LeBron ponownie miał niesamowite statystyki (41pts/ 9ast/ 7reb), ale to nic nie znaczy, bo jego drużyna przegrała. Największym problemem Cavs była gra w ataku. Wszyscy zawodnicy gości seryjnie pudłowali, nawet z dogodnych pozycji. James zaliczył 41 punktów ze skutecznością tylko 39.3%, a za trzy trafił zaledwie jeden z 8 rzutów. Natomiast trójka jego partnerów, która powinna mu najbardziej pomóc (Williams, West i Ilgauskas) zaliczyła w sumie 36 punktów ze skutecznością 35.1%. Jeśli tak grają najlepsi zawodnicy drużyny, Cavs nie mogli liczyć na pokonanie zespołowo grających Magic. James był zupełnie osamotniony, a nie mogąc trafić z gry próbował wymuszać faule, które kilka razy niesłusznie były odgwizdywane zawodnikom gospodarzy. Jednak to także nie pomogło, ponieważ w obronie Cavs również nie spisywali się najlepiej. Co prawda zmusili Magic do skuteczności z gry wynoszącej 42.9%, ale nie potrafili czysto zatrzymywać swoich rywali, dlatego gospodarze co chwilę stawili na linii rzutów wolnych i powiększali swoją przewagę. W rezultacie kilku podstawowych graczy Cavs miało problemy ze zbyt dużą ilością przewinień. Trzeba również wspomnieć, że LeBron poza tym, że nie mógł liczyć na swoich kolegów z pierwszej piątki, nie dostał także wsparcia od zmienników. Rezerwowi jedynie nieźle wypadli w walce pod koszami zaliczając 14 zbiórek, ale zdobyli tylko 8 punktów. Cavs znaleźli się obecnie w bardzo trudnej sytuacji. Nie tylko przegrywają 1-2, ale także ich gra nie daje nadziei na poprawę tego bilansu. W meczu numer 2 udało im się szczęśliwie wygrać, ale fakt, że niemal przegrali dwa spotkania u siebie nie pomógł im zmobilizować się do świetnego występ w Orlando. Cavs są właściwie ograniczeni tylko do Jamesa i jeśli szybko pozostali zawodnicy nie zaczną odgrywać większej roli, Cavs mogą szybko zakończyć swoje marzenia o wielkim finale.
MECZ 4
Magic - Cavs 116:114 OT
Gracz meczu: Dwight Howard
Magic przez cały mecz świetnie rzucali z dystansu, ale w najważniejszym momencie potrzebowali punktów spod kosza, a to najlepiej potrafi Howard. Lider gospodarzy w dogrywce zagrał tak jak powinien i poprowadził Magic do zwycięstwa. Zdobył pierwsze 6 punktów dla swojej drużynie właśnie z pola trzech sekund. Natomiast na 21 sekund przed końcem, kiedy stanął na linii rzutów wolnych, ręka mu nie zadrżała i powiększył prowadzenie Magic do 4 punktów. Chwilę później, świetnie zagrał w defensywie blokując wchodzącego pod kosz Jamesa i wymusił jumpball. Ostatecznie przez dodatkowe 5 minut Howard zdobył 10 punktów, a w sumie miał ich 27. Jego skuteczność z gry wyniosła 62.5%, natomiast z linii trafił 7 z 9 wolnych. Do tego, ponownie dominował na tablicach zbierając 14 piłek. Na swoim koncie miał jeszcze 3 bloki i 4 asysty.
Decydujące elementy:
:: Rzuty za trzy - Magic pobili rekord klubu w playoffs trafiając aż 17 trójek. Natomiast cała drużyna Cavs oddała tylko 6 celnych rzutów za trzy, tyle co sam Alston. W rezultacie gospodarze zdobyli aż o 33 punkty więcej z dystansu. Skuteczność w tym elemencie Magic wyniosła 44.7%, a Cavs tylko 27.3%.
:: Wsparcie dla Jamesa - może tym razem jego partnerzy trochę bardziej mu pomogli, ale nadal było to niewystarczające. W pierwszej połowie rzeczywiście James miał spore wsparcie i zdobył tylko 17 z 58 punktów całej drużyny (jego udział w punkach drużyny wyniósł 29.3%), a Cavs tą część wygrali. Ale w drugiej połowie było już znacznie gorzej. LeBron musiał ponownie wziąć na siebie ciężar zdobywania punktów i Cavs przegrali po raz trzeci, gdy miał on 40 punktów. W drugiej połowie i dogrywce Cavs zdobyli w sumie 56 punktów, z czego 27 należało do ich lidera (48.2%).
:: Brak timeout'u - na 6 sekund przed końcem dogrywki Cavs przegrywali 4 punktami, ale mogli liczyć na swojego gwiazdora. James potrzebował dwóch sekund, by trafić za trzy i dać swojej drużynie jeszcze nadzieje na zwycięstwo. Chwilę później faulowany Lewis zaskakująco spudłował jeden z dwóch wolnych. Tym samym, Magic mieli 2 punkty przewagi, a do końca pozostawały 3 sekundy. Niestety dla gości, nie mieli oni już czasu i musieli rozpocząć swoją ostatnią akcję z końca boiska. Udało im się podać piłkę do LeBrona, on zdążył oddać rzut za trzy, ale było to za daleko i spudłował. Teraz kibice Cavs mogą tylko wyobrażać sobie co byłoby, gdyby goście mogli rozpocząć akcję z połowy, a James byłby trochę bliżej linii rzutów za trzy.
Magic
Zawodnicy gospodarzy byli w tym meczu rewelacyjnie dysponowani rzutowo. W tegorocznym sezonie już nie raz imponowali wysoką skutecznością rzutów za trzy i w tym bardzo ważnym meczu właśnie trójki pomogły im zwyciężyć. Najwięcej celnych rzutów zza linii oddał Alson - 6 na 12 i Pietrus - 5 na 11. Jednak w końcówce regulaminowego czasu gry za bardzo postawili na rzuty z dystansu. Wtedy powinni grać pod kosz, co robili Cavs, a Magic pudłowali i pozwolili gościom odrobić straty. Jednak gospodarze szybko wyciągnęli z tego wnioski i w dogrywce grali już pod kosz do Howarda, co przyniosło bardzo dobry efekt. W doliczonym czasie gry kluczową rolę odegrał Howard, wcześniej natomiast pierwszoplanową postacią był Alston. Rozgrywający Magic pobił swój rekord playoffs mając 26 punktów (58.8%). Decydująca była trzecia kwarta w jego wykonaniu. Drugą połowę gospodarze rozpoczynali z 8-punktową stratą, ale dzięki Alstonowi szybko ją odrobili. Zdobył on pierwsze 10 punktów w tej kwarcie dla swojej drużyny. W sumie zaliczył wtedy 15 punktów, a za trzy trafił 3 razy. W czwartej kwarcie też okazał się bardzo przydatny i to po jego dwóch akcjach z rzędu Magic objęli prowadzenie, które utrzymywali do ostatnich sekund. Natomiast w samej końcówce regulaminowego czasu gry gospodarze mogli liczyć na Lewisa. Ich skrzydłowy przez pierwsze trzy kwarty zdobył zaledwie 4 punkty, ale kiedy trzeba było nie zawiódł i dołożył 10 w czwartej odsłonie spotkania. Kiedy Magic przegrywali jednym punktem Lewis trafił za trzy na 4 sekundy przed końcem. Ostatecznie zdobył on 17 punktów. Turkoglu zaliczył 15 punktów, a do tego miał jeszcze 7 zbiórek i 8 asyst. Nie można także pominąć kolejnego świetnego występu Pietrusa, który po raz kolejny bardzo pomógł swojej drużynie wchodząc z ławki - 17 punktów. Gortat przebywał na parkiecie tylko przez 4 minuty, niestety dla niego tym razem Howard nie miał problemów z przewinieniami, ale Polak skutecznie wykorzystał ten czas odnotowując 4 zbiórki i 2 punkty. Dzięki tej wygranej Magic są już tylko o krok od awansu do wielkiego finału. W serii z Cavs prezentują się na tyle dobrze, że mają duże szanse, by już w następnym meczu zapewnić sobie drugi w historii występ w ostatecznej walce o tytuł.
Cavs
Cavs w sezonie zasadniczym zajęli pierwsze miejsce, potem ekspresowo przebrnęli przez dwie pierwsze rundy, ale w tym momencie to nic nie znaczy, bo są o krok od eliminacji z walki o mistrzostwo. Goście bardzo dobrze prezentowali się w pierwszej połowie, ale w drugiej ponownie polegali tylko na Jamesie. Przez pierwsze 24 minuty LeBron zaliczył 17 punktów, a trójka: Williams, West i Gibson miała ich w sumie 27. Natomiast w drugiej połowie James dołożył 27, podczas gdy trójka obwodowych zawodników tylko 16. Najbardziej zawiódł Williams, który zakończył spotkanie z dorobkiem 18 punktów (33.3% z gry), ale tylko 6 miał w drugiej połowie i dogrywce. To właśnie on gwarantował wygraną Cavs, ale nie był w stanie odpowiednio pomóc Jamesowi i spełnić obietnicy zwycięstwa. Najlepiej z 'dworzan' Króla Jamesa wypadł West, zdobył on 17 punktów trafiając 46.7% swoich rzutów z gry. Warto także przypomnieć, że to on oddał ważny rzut spod kosza na minutę i 23 sekundy przed końcem czwartej kwarty doprowadzając do remisu. Poza tym, West miał na swoim koncie także 5 zbiórek i 7 asyst. LeBron zakończył mecz mając aż 44 punkty, ale ponownie jego popisy ofensywne nie przełożyły się na wygraną. Dobrze radził sobie również pod koszami zbierając 12 piłek, do tego próbował kreować swoich partnerów odnotowując 7 asyst, ale też miał aż 8 strat. Od początku drugiej połowy przez cały czas był na boisku, co pokazuje jak bardzo znowu los Cavs był w jego rękach. Pozostali zawodnicy grali zbyt słabo, żeby ich lider mógł chociaż chwilę odpocząć. W końcówce James robił co mógł, by zapewnić swojej drużynie zwycięstwo i był tego bliski. Na początek udało mu się uchronić Cavs przed porażką w regulaminowym czasie gry. W ostatniej akcji wszedł pod kosz i wymusiła faul Pietrusa, a następnie mimo że wszyscy kibice w hali Amway Arena próbowali mu przeszkodzić, trafił dwa wolne doprowadzając do remisu. Natomiast w dogrywce po raz kolejny pokazał, że umie trafiać ważne rzuty, zmniejszając straty gości od jednego punktu na 4 sekundy przed końcem. Niestety potem miał za mało czasu, by zapewnić swojej drużynie zwycięstwo ostatnim rzutem, jak to miało miejsce w drugim meczu. Trzeba także zwrócić uwagę na błąd trenera Browna pod koniec czwartej kwarty. Kiedy na 6 sekund przed końcem, Cavs prowadzili jednym punktem, a piłka była po stronie gospodarzy, desygnował on Wallace'a do pilnowania Lewisa. Big Ben jest oczywiście bardzo dobrym defensorem, ale nie na dystansie, a do tego jest znacznie wolniejszych niż Lewis. W efekcie, gracz Magic łatwo zgubił go na zasłonie i trafił za trzy. Ale w tym meczu w ogóle zawodnicy Cavs nie potrafili uchronić się przed ogromną ilością trójek ze strony Magic. Teraz znaleźli się pod ścianą. Następna porażka oznacza dla nich koniec sezonu i koniec marzeń o mistrzostwie. Dotychczasowe mecze pokazały, że indywidualne popisy Jamesa nie wystarczają, potrzebuje on wsparcia. Jednak jego partnerzy w tym bardzo ważnym momencie rozgrywek, nie potrafią grać tak dobrze jak wcześniej.
MECZ 5
Cavs - Magic 112:102
Gracz meczu: LeBron James
Przed tym spotkaniem było wiadomo, że James zrobi wszystko co w jego mocy, by uchronić Cavs przed czwartą porażka. Jednak już nie raz jego imponujące statystyki nie przekładały się na sukces drużyny, dlatego niezbędne było wsparcie. I rzeczywiście partnerzy LeBrona zagrali znacznie lepiej, a on wykorzystał to, prowadząc gospodarzy do zwycięstwa. Tym razem przez większość meczu atak Cavs nie opierał się wyłącznie na ich gwiazdorze. Dzięki temu, James miał znacznie więcej sił na ostatnie 12 minut. W czwartej kwarcie zagrał jak przystało na prawdziwego lidera, zdobył wtedy 17 punktów i zaliczył 4 asysty. Ostatecznie zakończył spotkanie z dorobkiem 37 punktów, a do tego zaliczył pierwsze w tegorocznych playoffs triple-double. Wreszcie jego podania, po których zawodnicy Cavs znajdowali się na wolnych pozycjach były przez nich wykorzystywane, co dało Jamesowi 12 asyst. Poza tym, świetnie radził sobie pod koszami zbierając 14 piłek.
Decydujące elementy:
:: Wsparcie dla Jamesa - po raz pierwszy w tej serii inny zawodnik Cavs niż James zdobył ponad 20 punktów. Williams przez cały sezon był bardzo dobrym partnerem dla LeBrona, ale w rywalizacji z Magic spisywał się dotychczas znacznie poniżej oczekiwań i pudłował nawet rzuty z dobrych pozycji, które normalnie trafiał. W poprzednim meczu Mo gwarantował zwycięstwo i bardzo dobrze grał na początku, jednak w drugiej połowie było już znacznie gorzej. Tym razem przez całe spotkanie prezentował wysoką formę i zdobył 24 punkty. Po raz pierwszy w tej serii jego skuteczność z gry była wyższa niż 34% i wyniosła 50%. Warto również dodać, że trafił 6 razy za trzy na 9 prób, tyle samo celnych rzutów z dystansu miał w sumie w 4 pierwszych spotkaniach (na 27 prób). Poza tym, jeszcze trzech zawodników zdobyło ponad 10 punktów i każdy z nich miał skuteczność z gry ponad 50%.
:: Rzuty za trzy - w poprzednim meczu Magic zniszczyli swoich rywali rzutami z dystansu, ale tym razem nie byli już tak skuteczni. Zawodnicy gości trafili 8 trójek oddając 25 rzutów (32%). Natomiast Cavs trafili za trzy tylko raz więcej, ale potrzebowali na to znacznie mniej prób, bo tylko 18, co dało im skuteczność na poziomie 50%.
:: Fatalny mecz Alstona - było wiadomo, że rozgrywający Magic nie będzie w stanie powtórzyć tak rewelacyjnego występu jaki miał miejsce w poprzednim spotkaniu i nie zdobędzie w drugim kolejnym meczu ponad 20 punktów. Jednak goście mogli oczekiwać, że będzie on przydatnym zawodnikiem i pomoże im powalczyć o zwycięstwo. Niestety forma Alstona diametralnie się obniżyła w porównaniu z czwartym spotkaniem. Zaliczył zaledwie 4 punkty pudłując 9 z 10 rzutów z gry, z czego za trzy miał tylko jeden celny rzut na 7 prób.
Cavs
Gospodarze przetrwali mecz numer 5 i nadal są w grze. Wreszcie Cavs zagrali tak jak trzeba, nie opierali się tylko i wyłącznie na Jamesie, prezentując najbardziej zespołową koszykówkę jaką grali w tej serii. Niesamowite zdobycze punktowe LeBona nie dawały im zwycięstw i było wiadomo, że walcząc o przetrwanie reszta zespołu musi mu pomóc. Na wysokości zadania stanął przede wszystkim Williams. To on w tym sezonie jest drugim strzelcem Cavs i w dużej mierze to przez jego słabą dyspozycję przegrali już 3 mecze z Magic. Natomiast w tym spotkaniu potwierdziło się, że jeśli James ma wsparcie, Cavs mogą pokonać każdego. Gospodarze rewelacyjnie rozpoczęli ten mecz, tak samo jak dwa poprzednie rozgrywane w Cleveland. Jednak tak samo jak wcześniej, również teraz szybko stracili swoją ogromną przewagę. Pod koniec pierwszej kwarty prowadzili już 22 punktami, a przed drugą połową mieli zaledwie jeden punkt więcej niż ich przeciwnicy. Wtedy mogło się wydawać, że Magic ponownie przejmują inicjatywę. Jednak teraz Cavs zagrali znacznie spokojniej, gdy znaleźli się w trudnej sytuacji i prowadzili wyrównaną walkę z gośćmi. W trzeciej kwarcie największe wsparcie James dostał od Ilgauskasa, który zaliczył wtedy 6 punktów. Natomiast czwartą kwartę rozpoczęli od serii 8-1, dzięki rzutom za trzy Williamsa i Gibsona. To pomogło im kontrolować grę. W dalszej części Cavs świetnie spisywali się w obronie pozwalając Magic przez ostatnie 8 minut meczu trafić zaledwie 3 rzuty z gry. Natomiast w ataku skutecznie egzekwowali swoje akcje. Tym samym, wreszcie wykorzystali świetną defensywę i pokazali swoją prawdziwą siłę. Poza Jamesem i Williamsem, bardzo dobrze prezentował się Ilgauskas, który zdobył 16 punktów pudłując tylko 2 z 8 rzutów, a do tego miał 6 zbiórek. West odnotował 13 punktów, a wchodzący z ławki Gibson miał ich 11, trafiając 3 z 4 rzutów za trzy. Swoje zrobił również Varejao, co prawda miał on tylko 7 punktów, ale dobrze radził sobie pod koszami zbierając 8 piłek i w obronie mając 2 bloki. Teraz Cavs jadą do Orlando i ponownie muszą walczyć o przetrwanie. We własnej hali Magic będą na pewno o wiele groźniejsi, ale jeśli James dostanie takie wsparcie jak w tym meczu, drużyna z Cleveland będzie miała szanse przedłużyć serię. Ten mecz był pierwszym, w którym Cavs zagrali na prawdę dobrze, ale trudno powiedzieć, czy będą w stanie to powtórzyć, zwłaszcza czy Williams i pozostali zwodnicy wytrzymają presję i ponownie uda im się zagrać tak dobrze.
Magic
Po bardzo słabej pierwszej kwarcie, w której nie potrafili znaleźć sposobu na zatrzymanie rozpędzonych Cavs, Magic po raz kolejny pokazali swój charakter. Nie przejęli się ponad 20-punktową stratą i szybko zaczęli niwelować przewagę swoich rywali. Fantastycznie zagrali w drugiej kwarcie, którą wygrali aż 37-21. Warto dodać, że ich skuteczność z gry w tej części wyniosła 56%, podczas gdy swoją obroną pozwolili Cavs trafić tylko 37.5% rzutów. Do tego świetnie rozpoczęli trzecią kwartę i po nieco ponad dwóch minutach prowadzili 8 punktami. Warto dodać, że na przełomie drugiej i trzeciej kwarty Magic odnotowali serię 20-2. Jednak później nie potrafili utrzymać tak świetnej gry i rozpoczęła się bardzo wyrównana walka. W końcówce tym razem znacznie lepiej spisywali się gospodarze, goście natomiast mieli problemy w ataku, a do tego nie potrafili zatrzymać Jamesa. W efekcie musieli pogodzić się z porażką i wracają do Orlando, by tam spróbować zagwarantować sobie awans do finału. Najlepszym zawodnikiem Magic był Turkoglu, który zdobył 28 punktów ze skutecznością 55.6%, poza tym zebrał 6 piłek. Natomiast Howard ponownie zaliczył double-double mając 24 punkty i 10 zbiórek. Bardzo dobrze radził sobie w ofensywie trafiając 8 z 10 rzutów, jednak w czwartej kwarcie nie był już tak przydatny. Dołożył wtedy tylko 4 punkty, a do tego musiał opuścić parkiet przed zakończeniem spotkania z powodu 6 fauli. Nie można również nie wspomnieć o Pietrusie, który po raz kolejny wchodząc z ławki zaliczył ponad 10 punktów, tym razem miał ich 13. Słabo zagrał nie tylko Alston, ale również Lewis. Skrzydłowy gości zdobył 15 punktów, ale zaledwie 4 miał w drugiej połowie. Jego skuteczność z gry wyniosła 30.8%, a za trzy trafił tylko raz na 5 prób. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że dobrze spisał się on obronie odnotowując 4 przechwyty, zaliczył także 8 zbiórek. Nie ma wątpliwości, że Magic będą potrzebowali o wiele lepszej gry ze strony Lewisa, jeśli chcą zagrać w finale. Gortat w cały meczu przebywał na boisku przez 11 minut, w tym czasie zdobył jeden punkt z wolnych, zebrał 4 piłki i zaliczył 2 bloki, w tym jeden na Jamesie. Zakończenie serii nigdy nie jest łatwe, zwłaszcza na wyjeździe. Magic jednak ciągle są w lepszej sytuacji niż ich rywale. Teraz zagrają u siebie, a zwycięstwo oznacza dla nich grę o mistrzostwo.