Copyright Czwarta-Kwarta.com   Wszelkie prawa zastrzeżone
STRONA GŁÓWNA         KONTAKT         ARCHIWUM
18.05.2007
Pistons w finale wschodu
Bulls byli już o krok od odpadnięcia, kiedy przegrali trzy pierwsze spotkania. Udało im się uniknąć klęski i przedłużyli serię do sześciu meczów. Jednak Pistons to zbyt doświadczona drużyna by mogła pozwolić sobie na wyrównanie stanu rywalizacji. Gracze z Detroit wiedzieli, że mecz numer sześć muszą wygrać i zrobili to.

Po tym jak Bulls bardzo łatwo i pewnie wygrali z mistrzami 2006 wydawało się, że są oni w stanie powalczyć także z najlepszą drużyną wschodu. Jednak ta rywalizacja pokazała, że nie są oni na tyle silnym zespołem by przeciwstawić się zgranej i doświadczonej ekipie Pistons.

Największym problemem zespołu z Chicago był atak. To właśnie skuteczna gra w ofensywie bardzo pomogła im pokonać Heat. Zdobywali wtedy 99.8 punktów, głównie dzięki fantastycznej dyspozycji Gordona (25.5, przy skuteczności z gry 44.3%) i Denga (26.3 - 57.9%). W serii z Pistons ci dwaj zawodnicy zostali zatrzymywani przez obronę drużyny z Detroit. Średnia punktowa całego zespołu Bulls spadła do 87.5. Gordon zdobywał zaledwie 17 punktów ze skutecznością 38.9%. Deng spisywał się trochę lepiej i nadal był pierwszym strzelcem drużyny, ale już ze znacznie niższą średnią - 19.5 (47.8%).

Oczywiście gorsze statystyki ofensywne były spowodowane znacznie lepszą obroną Pistons, niż miało to miejsce w przypadku Heat. Ale to właśnie skuteczny atak był dla Bulls kluczowy by myśleć o zwycięstwie. W każdym z pierwszych trzech spotkaniach zespół z Chicago zdobywał punkty ze skutecznością poniżej 35%. Kiedy wygrywali ich skuteczność z gry wynosiła odpowiednio 49.3% i 57.3%, w czwartym i piątym meczu. W szóstym ponownie nie potrafili przebić się przez defensywę rywali i trafiali ze skutecznością 37.3%. Fatalnie wyglądały także rzuty za trzy, w przegranych meczach zza linii trzech punktów trafiali ze skutecznością poniżej 30%.

Obrona Bulls była jak zawsze na dobrym poziomie i Pistons również nie mogli pozwolić sobie na efektowną grę w ataku. Ale mimo wszystko konsekwentnie realizowali swoją taktykę i grali skutecznie.

Bulls nie mieli zawodnika, który mógłby zdobywać punkty w trudnej sytuacji, gdy reszta drużyny miała z tym problemy. Potwierdziło się, że Gordon nie jest typem lidera, a jedynie dobrym strzelcem. I na pewno nie jest pewnym punktem zespołu w długich seriach playoffs.

W odróżnieniu od Bulls, Pistons potrafili grać swoja grę. Na pewno pomogło im doświadczenie. Jest to drużyna, która wie jak trzeba grać by wygrywać serie w tej części sezonu. Pokazali, że Bulls mają jeszcze dużo słabych punktów, a tak łatwe rozprawienie się Heat nie oznaczało, że są gotowi by w tegorocznych playoffs grać równie skutecznej w późniejszej fazie.

Widać, że Pistons są dobrze przygotowani do rozgrywek posezonowych. Nie mają już problemów ze zmęczeniem po sezonie zasadniczym, jak rok temu. I udowadniają, że numer jeden na wschodzie nie był przypadkowy.

Ich jedyną widoczną słabością w tej rywalizacji był fakt, że wygrywając 3-0 nie potrafili postawić kropki nad i, w aż dwóch kolejnych meczach. Pozwolili Bulls na przedłużenie rywalizacji, do sześciu meczy, mogąc zakończyć ją już po czterech. W playoffs każdy dodatkowy przegrany mecz to nie tylko zmęczenie, ale również oddalenie od awansu do kolejnej rundy. W dalszej fazie, z bardziej wymagającymi rywalami, nie wykorzystanie momentu do zakończenia serii może w rezultacie zakończyć się dotkliwą porażką. Znając jednak Pistons i ich doświadczenie, w przyszłości wyciągną z tego konsekwencję i nie pozwolą już na powtórzenie takiej sytuacji.