Copyright Czwarta-Kwarta.com   Wszelkie prawa zastrzeżone
STRONA GŁÓWNA         KONTAKT         ARCHIWUM
2.03.2007
Po co Pippen chce wrócić?
 
Od czasu All-Star Weekend wiadomo, że była gwiazda Bulls, Scottie Pippen, chciałby wrócić do NBA. Po trzech latach przerwy, w wieku 41 lat uznał, że jest w formie, aby spokojnie grać w każdym meczu po 20 minut i pomóc swojej drużynie wygrywać. W tym momencie przypomina się powrót Jordana w 2001, również po trzech latach po oficjalnym zakończeniu kariery.

Michael Jordan drugi raz zakończył swoją karierę w pięknym stylu, wygrywając dla Bulls szósty tytuł mistrzowski. Jednak nie wiadomo, po co wrócił, aby zagrać w barwach Wizards. I była to błędna decyzja. Mając 38 lat Air nie był już tym dawnym i wybitnym graczem, co wcześniej. Oczywiście nie można powiedzieć, że grał słabo, bo tak nie było, ale to nie był już wielki MJ. W barwach drużyny z Waszyngtonu zdobywał średnio nieco ponad 20 punktów, co było jego najgorszą średnią w karierze. A do tego nie pomógł drużynie w wywalczeniu miejsca w playoffs. Tu znowu można powiedzieć, że takie statystyki jak na zawodnika mającego już ponad 38 lat to bardzo dobry wynik, a do playoffs nie dostał się, bo nie miał odpowiednich partnerów. Jednak pozostaje pytanie, po co w ogóle się na to zdecydował. Było bardzo prawdopodobne, że lepszych osiągnięć mieć nie będzie. Jordan zdobył wszystko w NBA, co mógł i nic nie musiał już udowadniać. Ale wrócił i zakończył karierę jako stary MJ, który w ostatnich latach nie był już w stanie pomóc drużynie w odniesieniu sukcesu. A mógł być tym, który odszedł w chwili największej chwały, jako mistrz.

Pippen był jeszcze za młody, żeby myśleć o końcu kariery, gdy zespół z Chicago wygrywał szósty tytuł. Jego próby wywalczenia mistrzostwa bez Jordana u boku, niestety nie powiodły się, chociaż w Blazers wydawało się, że miał na to realne szanse. Ostatecznie zdecydował się zakończyć swoją koszykarska karierę w Chicago. W sezonie 2003/04 rozegrał w barwach Bulls 23 spotkania odnotowując średnio 5.9 punktów w 17.9 minut gry. Dlatego trudno sobie wyobrazić, aby po latach przerwy mógł on wrócić do gry w lepszej formie niż wtedy. Tak, więc znowu nasuwa się pytanie, po co chce on wrócić.

Jeśli ostatecznie Pippen zdecyduje się, aby powrócić na parkiety NBA, na pewno podpisze kontrakt z drużyną, która ma spore szansę na walkę o mistrzostwo. Czyli dołączy do zespołu, który już ma stabilny i silny skład. Dlatego 41 letni weteran nie będzie dla nich znaczącym wzmocnieniem. Co spowoduje, że Scottie nawet jeśli będzie w stanie grać po 20 minut, nie będzie przebywał tyle czasu na parkiecie. Trener drużyny walczącej o najwyższe pozycje w lidze nie będzie ryzykował częstym wystawianiem weterana. Zdecyduje się na pewniejszego zawodnika pod względem przygotowania fizycznego. Natomiast rola Pippena ograniczy się do siedzenia na ławce i wychodzenia tylko w momencie, kiedy mecz będzie już rozstrzygnięty. A o dłuższej grze będzie mógł tylko myśleć, gdy kontuzje zmuszą trenera do korzystania z jego usług. Dlatego nawet, jeśli będzie w dobrej formie nie będzie miał okazji tego udowodnić, bo będzie się na niego patrzyć jak na 41 letniego gracza, a nie dawnego Pippena. Czy warto tak wybitnemu zawodnikowi wracać do NBA, aby siedzieć na ławce i tylko śladowo pojawiać się na parkiecie? Jeśli Pippen wróci to będzie to błędna decyzja. Może także się okazać, że podpisze wstępny kontrakt na 10 dni, a potem zostanie zwolniony, co będzie wręcz kompromitacją. I w pełnym pokaże bezsensowność jego powrotu.

Jeśli Pippen nie chce być zapamiętany jako świetny zawodnik, który w wieku 41 lat niepotrzebnie wraca to powinien sobie odpuścić. Bo jedyna korzyść to zainteresowanie mediów, pieniądze i korzyści marketingowe. Potem zainteresowanie mediów ograniczy się już tylko do pytania: po co wrócił, skoro tylko siedzi na ławce.