najlepszy zawdonik

Robinson przed przerwą na All-Star Weekend rozegrał dwa świetne mecze, potem wygrał konkurs wsadów, a wczoraj podtrzymał swoją wysoką formę i poprowadził Knicks do wygranej. Wcześniej jego imponujące popisy nie przekładały się na zwycięstwa drużyny z NY i dopiero w meczu ze Spurs, przerwali serię 6 kolejnych porażek.
Spotkanie już od pierwszych minut było bardzo wyrównane i przez 9 początkowych minut żadna ze stron nie miała wyższej przewagi niż 2 punkty. Wtedy Robinson trafił z półdystansu, chwilę później za trzy i Knicks wyszli na 6-punktowe prowadzenie (27-21). Jednak przez ostatnie 2 minuty gospodarze nie zdobyli punktu i Spurs doprowadzili do remisu, po 27. Druga kwarta rozpoczęła się od dwóch skutecznych akcji gospodarzy, ale po chwili Mason oddał trzy celne rzuty za trzy i to goście mieli 3 punkty więcej (36-33). Na 5 minut przed końcem, Knicks wyszli na 7-punktowe prowadzenie (49-42), jak się później okazało, była to najwyższa przewaga jaką udało się osiągnąć w tym meczu. Ale ponownie Spurs skutecznie odpowiedzieli i na przerwę schodzili przegrywając tylko jednym punktem (56-57).
Trzecia część meczu była nadal bardzo wyrównana i ostatnia kwarta rozpoczęła się od remisu, po 77. W czwartej kwarcie nadal żadna ze stron nie potrafiła objąć znaczącego prowadzenia. Na minutę przed zakończeniem regulaminowego czasu gry, po punktach Parkera, było 100-99 dla Spurs. Chwilę później faulowany Lee wykorzystał tylko jeden rzut wolny i doprowadził do remis. Na 30 sekund przed końcem trafił Duncan, ale bardzo szybko odpowiedział Robinson i wchodząc pod kosz zdobył dwa punkty. Tym samym, gościom pozostawało 20 sekund na oddanie zwycięskiego rzutu. Knicks mieli jeszcze w zapasie jeden faul bez konsekwencji rzutów wolnych dla gości. Wykorzystali to kiedy Parker próbował wejść pod kosz. Niestety było to szóste przewinienie Lee, ale Spurs mieli już tylko 3 sekundy na oddanie decydującego rzutu. Duncan spudłował z półdystansu i potrzebna była dogrywka.
Przez pierwsze 3 minuty doliczonego czasu gry, dla gospodarzy punkty zdobywał wyłącznie Robinson, miał ich 6. Ze strony Spurs do kosza trafił tylko Finley. Na niecałe półtorej minuty przed końcem Duncan spudłował jeden z dwóch wolnych, a przewaga Knicks wynosiła 5 punktów (110-105). Natomiast na 27 sekund przed końcem z dalekiego dystansu trafił Mason, zmniejszając stratę do 3. Miał on dobrą pozycję do rzutu za trzy, ale stopę miał na linii i o trzech punktach nie było mowy. W kolejnej akcji Spurs próbowali wymusić stratę gospodarzy, ale sędziowie odgwizdywali faul Hilla na Chandlerze. Zawodnik Knicks wykorzystał tylko jeden wolny, co dawało gościom 25 sekund na odrobienie 4 punktów straty. Niestety dla gracze z San Antonio, nie potrafili znaleźć strzelca na dobrej pozycji do rzutu z dystansu i za trzy rzucał Duncan. Tym razem nie powtórzyła się sytuacja z poprzednich playoffs, kiedy Tim trafił zza linii i spudłował, a jego drużyna przegrała.
Nate zakończył spotkanie z dorobkiem 32 punktów, co było jego trzecim meczem z rzędu, w którym zdobył co najmniej 30 punktów. Jest to najdłuższa taka seria w jego karierze. Poza tym zaliczył również 10 zbiórek. Jeszcze dwóch zawodników Knicks odnotowało double-double: Lee 13pts/ 12reb i Harrington 11pts/ 10reb. Natomiast Duhon i Chandler zdobyli po 17 punktów.
Najlepszym zawodnikiem gości był Duncan, mający na swoim koncie 26 punktów, 15 zbiórek i 5 asyst, ale zaliczył też aż 7 strat. Drugim strzelcem był Mason z 20 punktami. 14 odnotował Parker, a jego skuteczność z gry wyniosła zaledwie 25%. Spurs bardzo brakowało Ginobili'ego, który opuścił spotkanie z powodów zdrowotnych. W takiej sytuacji najskuteczniejszym rezerwowym okazał się Thomas, miał 12 punktów (trafił 6 z 7 rzutów z gry) i 6 zbiórek.
W meczu z Bobcats, Howard był nie do zatrzymania i rozegrał fenomenalne spotkanie prowadząc Magic do zwycięstwa. Zdobył rekordowe w swojej karierze 45 punktów ze skutecznością z gry wynoszącą 69.6%. Do tego zaliczył 18 z rzędu double-double zbierając aż 19 piłek. Tym samym, wyrównał rekord Magic należący do Shaqa w ilości kolejnych double-doubles. Poza tym, zaliczył 8 bloków. Jest pierwszym zawodnikiem od czasów gdy w NBA zaczęto odnotowywać statystyki bloków, który na sowim koncie miał tak imponujące zdobycze punktów, zbiórek i bloków w jednym meczu.
Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
autorem wszystkich tekstów jest Adam Szczepański
Mecz dnia: Knicks - Spurs 112:107 OT
Podsumowanie dnia: 17.02
statystyki
Rodney
Stuckey
Pistons przegrali po raz czwarty z rzędu, a najsłabiej zaprezentował się Stuckey. Kilka dni temu, w meczu debiutantów, spisywał się bardzo dobrze trafiając 5 z 6 rzutów (12pts) i odnotowując 9 asyst. Jednak w spotkaniu sezonu regularnego z Bucks zagrał fatalnie. Przez 31 minut zdobył tylko 3 punkty, pudłując aż 5 z 6 rzutów z gry. Poza tym, miał zaledwie jedną asystę, a parkiet musiał opuścić przed czasem z powodu sześciu przewinień.
Brook
Lopez
Podczas gdy Nets łatwo ulegli Rockets, drużyna gości mogła liczyć na solidny występ tylko dwóch zawodników - Cartera i Lopeza. Młody center dobrze radził sobie w walce z Yao pod koszami. Przez 29 minut na parkiecie zdobył 21 punktów, trafiając 64.3% rzutów z gry. Poza tym, zabrakło mu tylko jednej zbiórki, by odnotować double-double. Zaliczył także 4 bloki, z czego 2 na środkowym Rockets.
najlepszy debiutant
najgorszy zawdonik
Dwight
Howard
wyniki
Sixers - Pacers 91:100
Bobcats - Magic 102:107 OT
Wolves - Wizards 103:111
Bucks - Pistons 92:86
Spurs - Knicks 107:112 OT
Hornets - Thunder 100:98
Nets - Rockets 88:114
Clippers - Suns 100:140
Grizzlies - Jazz 99:117
Hawks - Lakers 83:96
Wydarzenia dnia
Skróty spotkań
Mecz dnia: Lakers - Warriors
Co prawda, dwa pierwsze mecze pomiędzy tymi drużynami pewnie wygrywali Lakers, ale wtedy ekipa z Golden State była osłabiona przez kontuzje. Natomiast ostatnio Warriors spisują się rewelacyjnie. Wygrali trzy spotkania we własnej hali przed ASW, a teraz spróbują przedłużyć tą serię w starciu z Lakers. Drużyna z LA natomiast imponuje możliwościami kadrowymi i nawet przy słabej grze Bryanta nie mają problemów ze zwycięstwami. Bez wątpienia będzie to spotkanie zdominowane przez ofensywę, ponieważ naprzeciwko siebie staną dwie najlepsze drużyny w lidze pod tym względem.
pozostałe
Nuggets - Sixers
Cavs - Raptors
Pacers - Bobcats
Wolves - Heat
Magic - Hornets
Bulls - Bucks
Nets - Mavs
Grizzlies - Blazers
Hawks - Kings
Suns - Clippers
Następne spotkania
TOP 10
:: Po raz pierwszy w tym sezonie w pierwszej piątce Pistons wyszedł McDyess. Zagrał bardzo dobrze odnotowując 24 punkty i 14 zbiórek, ale był jednym wyróżniającym się zawodnikiem drużyny z Detroit.
:: Zwycięstwo Suns nad Clippers różnicą 40 punktów, jest najwyższym w pierwszym meczu po zmianie trenerskiej w historii NBA.
:: W meczu z Hornets, Durant podtrzymał wysoką formę strzelecką z Weekendu Gwiazd i pobił swój indywidualny rekord zdobywając 47 punktów. Natomiast w drużynie Hornets świetnie zagrał West, który zaliczył 37 punktów i 13 zbiórek. Paul tym razem miał mniej imponujące statystyki (21pts/ 8 ast), ale to on oddał zwycięski rzut na 2.7 sekundy przed końcem.
:: W meczu z Hawks, Gasol zaliczył trzecie w karierze triple-double, miał 12 punktów, 13 zbiórek i 10 asyst. Natomiast Odom imponował walką na tablicach, zbierając aż 20 piłek. Dzięki tej dwójce Lakers pewnie pokonali sowich rywali, mimo słabego meczu Bryanta, który miał zaledwie 10 punktów (najniższa jego zdobycz w tym sezonie).
:: W meczu z Bobcats, Howard spisywał się tak dobrze, że praktycznie nie schodził z parkietu (47 minut). Dlatego Gortat nie mógł liczyć na długą grę. Na boisku przebywał przez 6 minut, w tym czasie zdobył 2 punkty i zebrał jedną piłkę.
:: Po raz pierwszy od początku stycznia na parkiecie pojawił się Yi (grał 15 minut - 5pts/ 6 reb). Stało się to w meczu z Rockets, czyli w kolejnym pojedynku z Yao.
:: McGrady powiedział wczoraj, że jego problemy z kolanem są na tyle poważne, że nie zagra on już w tym sezonie.
:: Porażka Pistons z Bucks przed własną publicznością, była już ich 14 w tym sezonie. Rok temu w Detroit przez całe rozgrywki przegrali o połowę mniej spotkań (7).
:: W spotkaniu z Hawks zadebiutowali zawodnicy pozyskani przez Lakers w wymianie z Bobcats. Jednak obaj zagrali słabo i niczym się nie wyróżnili. Morrison przez 7 minut oddał dwa niecelne rzuty z gry, a na swoim koncie miał jeden punkt, zbiórkę i asystę. Natomiast Brown na boisku był o minutę krócej, także spudłował dwa rzuty i miał 2 zbiórki.
:: Pod koniec pierwszej kwarty starcia z Suns, Randolph uderzył Amundsona i został wyrzucony z parkietu.
| PTS |
47 |
K.Durant vs.NOH |
| REB |
20 |
L.Odom vs.ATL |
| AST |
15 |
D.Williams vs.MEM |
| STL |
5 |
3 zawodników |
| BLK |
8 |
D.Howard vs.CHA |
Hornets i Thunder nie czekali na deadline i już wczoraj dokonali transferu, w wyniku którego do Oklahomy trafi Chandler w zamian za Wilcoxa i Smitha.
Hornets zdecydowali się na ten ruch wyłącznie ze względów finansowych. W przyszłym sezonie zacznie obowiązywać nowy kontrakt Paula i jego zarobki, w porównaniu z tym rokiem, wzrosną o prawie $10 milionów. W sytuacji światowego kryzysu władze klubu uznały, że nie mogą sobie pozwolić na tak duże wydatki. Oczywiście oddanie ich podstawowego centra, który u boku Paula spisuje się bardzo dobrze nie było tym czego chcieli, ale nie mieli innego wyjścia. Wiadomo było, że nie uda im się przekonać nikogo do przejęcia ogromnego kontraktu Stojakovica czy trochę mniejszej umowy nieprzydatnego Petersona. Jako, że Paul i West są nietykalni, padło na Chandlera. W tym sezonie jego średnie są niższe niż rok temu, poza tym opuścił sporo spotkań z powodów zdrowotnych. Dlatego było go znacznie łatwiej oddać, niż gdyby grał tak jak rok temu, gdy miał średnią na poziomie double-double. Ale nie zmienia to faktu, że jest to świetny defensor i pewny punkt pod koszami. Nie ma on imponujących zdobyczy punktowych, ale w polu trzech sekund jest bardzo skuteczny i z Westem tworzył świetny duet. Chandler sprawiał, że Hornets mogli toczyć wyrównane boje ze Spurs w zeszłym roku, ponieważ skutecznie walczył z Duncanem. Dlatego jego brak sprawia, że szansa na dobry wynik w tegorocznych playoffs wydaje się coraz bardziej oddalać.
Jednak osłabienie Hornets nie musi być wcale aż tak duże jakby mogło się wydawać na pierwszy rzut oka. Oczywiście ani Wilcox, ani Smith nie są tak dobrymi graczami, ale współpracując z Paulem, mogą okazać się bardzo skuteczni. Wiadomo, że wybitny playmaker potrafi sprawić, by jego partnerzy spisywali się znacznie lepiej. Wilcox jest lepszy w ataku niż Chandler, chociaż nie jest tak dobrze zbierającym i defensorem. Dlatego w tej sytuacji zespół z Nowego Orleanu może zyskać w ofensywie. Paul będzie miał dwóch zawodników pod koszem, mogących kończyć akcje. Jednak tu pojawia się problem współpracy nowego centra z Westem. Duet West-Chandler działał bez problemu, ale zgranie nowej dwójki może być znacznie trudniejsze i to przede wszystkim w ataku. Paul będzie musiał tak rozdzielać piłki, by ci zawodnicy sobie nie przeszkadzali, jednak jego zdolności dają duże nadzieje, że z tym sobie poradzi. Smith natomiast jest weteranem, który wie jak gra się w najważniejszych meczach, a co ważniejsze, wzmocni ławkę Hornets. Ostatnie spotkania, w których nieobecny był Chandler pokazały jak ogromny problem mają ze zmiennikami na pozycje podkoszowe. Smith wchodząc na kilkanaście minut w każdym spotkaniu, może sporo dać swojej drużynie. Tak więc, Hornets w zamian za bardzo dobrego centra dostali dwóch dobrych podkoszowych. Poza tym, dał bym szansę Wilcoxowi, że kreowany przez Paula może on grać tak, jak w drugiej połowie sezonu 05/06, kiedy przeszedł do Sonics (14pts/ 8.2reb). Niestety nawet wtedy, Hornets nie zniwelują straty po Chandlerze w obronie w polu trzech sekund.
Najważniejszym aspektem dla Hornets jest fakt, że obaj zawodnicy mają kontrakty ważne do końca obecnego sezonu. Tak więc, po tych rozgrywkach zwolni im się z salary cap ponad $11 milionów. Chandlerowi musieliby płacić prawie $13 milionów jeszcze w sezonie 2010/11 (gdyby wykorzystał opcję na ostatni rok). Tak więc, oszczędności są na pewno znaczne. Poza tym, jeśli Wilcox okaże się dobrym rozwiązaniem, zatrzymanie go w drużynie będzie znacznie tańsze. Podsumowując, można powiedzieć, że decydując się na oddanie podstawowego centra i cięcie kosztów, Hornets zrobili dobrą wymianę.
Thunder natomiast dostali kolejny ważny element do swojej drużyny, która za kilka lat ma zawojować ligę. W Oklahomie mają już trójkę młodych, świetnych zawodników na pozycje od jeden do trzy, ale najbardziej brakowało im solidnego środkowego. W ostatnich draftach wybierali wielu wysokich graczy, ale żaden z nich nie spełnił oczekiwań i nie można wiązać z nimi nadziei na przyszłość. Chandler może bardzo dobrze wkomponować się do tego zespołu. Po pierwsze, jako wybitny defensor zapewni Thunder barierę trudną do przejścia pod koszem. Po drugie, nie jest on graczem, który chce odgrywać ważną rolę w ofensywie. Dlatego nie będzie miał problemu z tym, że przez większość czasu piłkę będą mieli w rękach młodzi liderzy i to oni będą oddawać znaczną większość rzutów. On zagwarantuje Durantowi i spółce, że po tym jak oni spudłują, będą mieli duże szanse, by po jego zbiórce ponowić atak. Ten ruch potwierdza, że GM Thunder, Sam Presti, ma wizję tego zespołu, wie co robi i konsekwentnie buduje przyszłościową drużynę. Dla samego Chandlera przejście z Hornets, będących w najlepszej ósemce, do ekipy z samego dołu nie jest na pewno tym, czego chciałby zawodnik marzący o sukcesach drużynowych. Ale za rok czy dwa, może pomóc im odbić się od tego dna i sprawić, że Thunder zaczną liczyć się w NBA. Jeśli do formy sprzed kontuzji wróci Krstic, mogą z Chandlerem stworzyć świetny duet podkoszowy.
Tylko pół sezonu przetrwał Porter na stanowisku głównego trenera Suns. Drużyna, która ma swoim składzie kilku wybitnych zawodników miała być czołową siłą zachodu, jednak przed przerwą na ASW nie mieścili się nawet w pierwszej ósemce. Jest to bardzo słaby wynik. Porter miał sprawić, że ta drużna będzie bardziej zbilansowana i zacznie wreszcie dobrze radzić sobie również w defensywie. Jednak nie sprostał temu zdaniu. Suns pod jego wodzą grali znacznie poniżej oczekiwań i nie potrafili wykorzystać potencjału swojego składu, który bez wątpienia mają.
Po nieudanym początku rozgrywek władze zespołu z Arizony zdecydowały się na transfer z Bobcats i ściągnięcie kolejnego świetnego gracza, Richardsona. Ten strzelec miał sprawić, że Suns ponownie będą bardzo groźni na dystansie, a Nash będzie miał dużo możliwości rozdzielenia piłek w ataku. Ten ruch niestety nie pomógł. Na początku wygrali kilka spotkań, ale później było już tylko coraz gorzej. Jak zawsze w takiej sytuacji największą odpowiedzialność za wyniki ponosi trener, dlatego musiał stracić swoją posadę.
Trener Gentry nigdy nic w NBA nie osiągnął, ale ma znacznie większe doświadczenie niż Porter. Czy jednak będzie potrafił poprowadzić tą drużynę i wykorzystać jej ogromne możliwości. Mówi się, że jest to tak zwany player's coach, tak więc przynajmniej na początku nie powinien mieć problemów z dogadaniem się z zawodnikami i przekonaniem ich do swoich pomysłów. Ale jeśli nie przełoży się to na znacznie lepsze wyniki, tak wybitni gracze jak Shaq czy Nash zaczną mieć swoje zdanie na temat jak powinna grać drużyna, co tylko może skończyć się katastrofalnym bilansem dla Suns i nieobecnością w playoffs. To był jednak pesymistyczny scenariusz. Można przecież założyć, że zmiana szkoleniowca dobrze wpłynie na zespól, będzie pozytywnym impulsem, który zmobilizuje zawodników do gry na najwyższym poziomie, by druga połowa sezonu była dla drużyny znacznie lepsza. Poza tym, pozostaje jeszcze kwestia ewentualnego transferu Amare. To od tego czy do niego dojdzie, a jeśli tak to kogo dostaną w zamian, będzie zależało jakie szanse będą mieli Suns.
Pierwszy mecz pod wodzą nowego trenera był dla ekipy z z Phoenix rewelacyjny. Zdobyli aż 140 punktów przy skuteczności z gry ponad 62%. Tak grający Suns przypominali drużynę prowadzoną przez D'Antoniego. Na pewno tak udane spotkanie sprawia, że w Phoenix mogą mieć nadzieję, że wreszcie poprawi się ich słaba pozycja w tabeli. Jednak trzeba pamiętać, że grali przeciwko słabym Clippers. Biorąc to pod uwagę, 40-punktowe zwycięstwo jest bardzo dobrym wynikiem, ale to nie to, co pokonanie naprawdę silnego rywala. Chociaż nie można zapominać, że dokonali tego pod nieobecność Richardsona. Już niedługo zmierzą się z Cletics i Lakers, dopiero wtedy zobaczymy jak naprawdę wygląda postęp Suns prowadzonych przez Gentry'ego.
Chandler za Wilcoxa i Smitha
Zmiana trenerska w Phoenix