najlepszy zawdonik

Drugie starcie zeszłorocznych finalistów w tym sezonie, było jeszcze bardziej wyrównane i ciekawsze niż pierwsze. Ostatnim razem kiedy Lakers grali w Bostonie, ulegli różnicą 39 punktów w meczu numer 6. Jednak o tym już można zapomnieć, teraz jest nowy sezon, a drużyna z LA spisuje się znacznie lepiej niż rok temu. W poprzednich rozgrywkach, w części zasadniczej, dwa razy wygrywali Celtics, tym razem jest odwrotnie.
Spotkanie było bardzo wyrównane już od pierwszej kwarty, która zakończyła się wynikiem 23-20 dla gości z LA. Na początku drugiej części spotkania, Lakers wykorzystali rezerwową piątkę Celtics i powiększyli swoją przewagę do 8 punktów. Dopiero na 3 i pół minut przed końcem, gospodarzom udało się doprowadzić do remisu, po wsadzie Garnetta (po 44). Natomiast ostatnie akcje pierwszej połowy już wyłącznie należały do graczy Celtics, którzy zdobyli 6 kolejnych punktów i schodzili na przerwę mając jeden punkt więcej (52-51).
Trzecia kwarta rozpoczęła się od punktów Garnetta, dwóch wolnych Pierce'a i trójki Allena. Tak więc po dwóch minutach było już 59-51. Przewagę udało im się utrzymać przez całą kwartę. W jej połowie Lakers zbliżyli się na jeden punkt, ale wtedy za trzy trafił House i uchronił swoją drużynę przed utratą prowadzenia. House w tej części zdobył w sumie 8 punktów oddając dwa celne rzuty za trzy. Na czwartą kwartę Lakers wchodzili przegrywając 77-81. Goście długo nie potrafili wyrównać stanu meczu. Na 5 minut i 24 sekundy przed końcem, Bryant trafił zza linii, a na tablicy wyników było 95-93 dla Celtics. Chwilę później Fisher sprytnie sprowokował Garnetta do faulu i silny skrzydłowy gospodarzy musiał usiąść na ławkę, ponieważ było to już jego szóste przewinienie. Na 3 i pół minuty przed końcem regulaminowego czasu gry, do remisu doprowadził Kobe ponownie trafiając za trzy (po 96). Dzięki dwóm wolnym i skutecznemu rzutowi z półdystansu Pierce'a, Celtics szybko odzyskali swoją przewagę (100-96). W odpowiedzi dwa punkty zdobył Gasol, chwilę później trzeci raz z dystansu trafił Kobe i było 101-100 dla gości, a do zakończenia spotkania pozostawało półtorej minuty. W następnych dwóch akcjach gospodarzy, z półdystansu rzucał Davis. Okazało się to złym rozwiązaniem, ponieważ dwa razy spudłował, ale pozakazywało to jak bardzo brakuje im Garnetta. Lakers również mieli problemy ze skutecznym zakończeniem swoich akcji. Na 29 sekund przed końcem, na linii rzutów wolnych stanął Pierce. Niestety dla Celtics pierwszy rzut był niecelny i dopiero drugim doprowadził do remisu, po 101. Prowadzenie Lakers mógł dać Bryant, ale był skutecznie broniony przez Pierce, który przeszkodził mu na tyle, by lider gości nie trafił. Celtics pozostało 7 sekund na wygranie tego meczu, jednak rzut House'a z dystansu nie wpadł do kosza i trzeba było rozegrać dodatkowe 5 minut.
W dogrywce nadal utrzymywał się wyrównany wynik. Dla gości punkty zdobywali Odom i Gasol, natomiast dla Celtics, Allen i Rondo. Na minutę i 10 sekund przed końcem, Lakers prowadzili jednym punktem (108-107). W następnej akcji gospodarze ponownie znaleźli Davisa na wolnej pozycji, a on po raz kolejny nie zawahał się i rzucił. Tym razem to się opłaciło i po raz pierwszy w tym meczu piłka po jego rzucie wpadła do kosza (109-108). Chwilę później, po raz czwarty w dogrywce, spudłował Bryant i Celtics mieli szansę powiększyć swoją przewagę. Jednak ponownie, nie potrzebnie, rzucał Davis, został zablokowany przez Gasola, a akcja Lakers zakończyła się faulem na Odomie. Mimo że wcześniej trafił on tylko 5 z 9 rzutów wolnych, tym razem nie pomylił się (110-109). Tak więc, gospodarze mieli 16 sekund na odwiercenie losów spotkania. Na rzut zdecydował się Pierce, ale był on niecelny. Na szczęście dla gospodarzy, piłkę zebrał Rondo. Nie mógł jednak znaleźć dobrej pozycji do rzutu ani wolnego partnera, dlatego faul Fishera na 3 sekundy przed końcem (Lakers mogli jeszcze faulować bez konsekwencji rzutów wolnych), dał im szansę ponownego ustawienia decydującej zagrywki. W ostatnich sekundach za trzy rzucał Allen, jednak nie miał do tego dobrej pozycji i spudłował.
Bryant był co prawda najlepszym strzelcem Lakers z dorobkiem 26 punktów, ale jego skuteczność z gry wynosiła zaledwie 34.5%, chociaż za trzy trafił 4 razy na 8 prób. W dogrywce spudłował wszystkie swoje rzuty, natomiast w drugiej i trzeciej kwarcie oddał w sumie tylko 2 celne. Na szczęścia dla jego drużyny, pozostali zawodnicy grali na tyle dobrze, że gorsza dyspozycja Bryanta nie wpłynęła negatywnie na wynik. Warto dodać, że Kobe na swoim koncie miał jeszcze 10 zbiórek i 5 asyst. Double-double odnotował również Gasol, 24 punkty i 14 zbiórek. Bardzo dobrze zagrał Odom, który zakończył spotkanie z 20 punktami i 6 zbiórkami.
Najwięcej punktów dla gospodarzy zdobył Allen - 22. Pierce odnotował tylko o jeden mniej, a na swoim koncie miał także 8 zbiórek i 5 asyst. Dobrze grał również Garnett (16pts/ 6reb), jednak w końcówce bardzo go zabrakło. Kibice Celtics mogą sobie tylko wyobrazić o ile łatwiej byłoby ich drużynie, gdyby zamiast Davia, rzuty oddawał KG. Rondo zakończył spotkanie z 16 punktami i 12 asystami. Natomiast House i Powe dali bardzo dobrą zmianę zdobywając razem 26 punktów przy skuteczności z gry 64.7%, a House 4 razy trafił za trzy (na 6 prób).
Williams rozegrał rewelacyjne spotkanie w bezpośredniej rywalizacji ze swoim idolem z młodości - Kiddem. Zdobył aż 34 punkty ze skutecznością z gry na poziomie 55%, w tym 5 razy trafiał za trzy na 8 rzutów. Był to drugi mecz z rzędu rozgrywającego Jazz, w którym zaliczył ponad 30 punktów. Tym razem jednak zagrał jeszcze lepiej, zaliczając też 12 asyst i 5 zbiórek. Dzięki tak skutecznej grze, Williams zapewnił swojej drużynie pewne zwycięstwo i pokazał swoją wyższość nad coraz starszym Kiddem.
Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
autorem wszystkich tekstów jest Adam Szczepański
Mecz dnia: Lakers - Celtics 110:109 OT
Podsumowanie dnia: 5.02
statystyki
PTS 34 D.Williams vs.DAL
REB 20 S.Dalembert vs.IND
AST 12 3 zawodników
STL 5 T.Young vs.IND
BLK 4 K.Perkins vs.LAL
Dirk
Nowitzki
Mavs przerwali serię 4 zwycięstw z rzędu, łatwo przegrywając z Jazz. Cała drużyna grała bardzo słabo, ale najbardziej zawiódł ich lider, który powinien w takim trudnym meczu wziąć na siebie ciężar poprowadzenia zespołu. Nowitzki przez 33 minuty gry zdobył 14 punktów pudłując aż 14 z 20 rzutów z gry. Poza tym, tylko dwa razy stawał na linii rzutów wolnych, co pokazuje, że nie był zbyt aktywny w ataku i rywale łatwo go zatrzymywali.
Roy
Hibbert
Wczoraj bardzo mało debiutantów pojawiło się na parkiecie. Dlatego miano najlepszego przypadło Hibbertowi. Center Pacers rozegrał dobre spotkanie w pełni wykorzystując swój czas gry. Przez 12 minut zdążył zdobyć 8 punktów (40% z gry), zebrać 7 piłek i zablokować 2 rzuty. Jak na tak krótki występ, są to bardzo dobre statystyki.
najlepszy debiutant
najgorszy zawdonik
Deron
Williams
wyniki
Pacers - Sixers 94:99
Lakers - Celtics 110:109 OT
Mavs - Jazz 87:115
Wydarzenia dnia
Koniec sezonu dla Branda
Skróty spotkań
Mecz dnia: Blazers - Thunder
To będzie pierwszy mecz w NBA, w którym naprzeciw siebie staną numer jeden i dwa draftu 2007. Teoretycznie znacznie silniejsi są Blazers i to oni powinni wygrać ten mecz. Jednak zmotywowany do dobrego występu Durant może sprawić, że szanse Thunder znacznie wzrosną, tym bardziej, że spotkanie rozgrywane będzie w Oklahomie. W słabszej formie jest ostatnio Oden, ale pojedynek z Durantem może przyczynić się do znacznie lepszej gry młodego środkowego, który będzie chciał poprowadzić Blazers do zwycięstwa.
pozostałe
Magic - Pacers
Hawks - Bobcats
Celtics - Knicks
Raptors - Hornets
Nuggets - Wizards
Clippers - Grizzlies
Jazz - Kings
Warriors - Suns
Następne spotkania
TOP 5
:: W meczu z Pacers, 3 zawodników Sixers miało double-double: Dalembert (18pts/ 20reb), Iguodala (20pts/ 11ast) i Miller (13pts/ 12ast).
:: Kontuzjowanego Nelsona w Meczu Gwiazd zastąpi Allen. Tym samym, w trzecim kolejnym roku gracz Celtics zostaje wybierany do ASG w zastępstwie. Rok temu w Nowym Orleanie zdobył 28 punktów, trafiając 5 razy za trzy.
:: Damon Stoudamire dołączy wkrótce go Grizzlies. Nie będzie jednak grał w barwach drużyny z Memphis, a zostanie asystentem trenera Hollinsa. Head coachowi pomagać będzie także ojciec Mike'a Bibby'ego, Henry.
:: Mavs wygrali 4 wcześniejsze spotkania średnią różnicą 13.5 punktów, a Jazz pokonali ich zdobywając aż 28 punktów więcej.
W NBA panuje ostatnio plaga kontuzji i to wśród czołowych zawodników. Wszystko zaczęło się od kontuzji wykluczającej do końca sezonu Redda, potem poważnego urazu doznał Bynum, później okazało się, że w tegorocznych rozgrywkach nie zobaczymy już Nelsona i nie można też nie wspomnieć o przedłużającej się absencji Boguta. Natomiast wczoraj okazało się, że kontuzja ramienia Branda będzie wymagała operacji, która nie pozwoli mu wrócić na parkiet w tym sezonie. Zdążył on rozegrać zaledwie 29 spotkań w Sixers i w drugim roku z rzędu kontuzja nie pozwala mu grać. Trzeba przypomnieć, że stracił on prawie całe poprzednie rozgrywki z powodu zerwania ścięgna Achillesa. Przez całe wakacje pracował by wrócić do pełni formy, podpisał ogromny kontrakt z Sixers i miał teraz pomóc im tworzyć w Philly silną drużynę. Niestety w tym roku pozostanie mu już tylko wspieranie zespołu z ławki.
Od początku przygoda Branda z Sixers nie była tak udana jak wszyscy tego oczekiwali. Kiedy władze klubu z Filadelfii dały mu pięcioletni kontrakt na $80 milionów, wierzono, że jego przyjście znacząco wzmocni drużynę. Sixers mieli stać się jedną z najsilniejszych ekip wschodu, ale tak się nie stało. W rezultacie zwolniono trenera Cheeksa, a Sixers zaczęli dopiero wygrywać, gdy Brad doznał kontuzji. Ostatnio ich nowy gwiazdor próbował wrócić do gry, w 6 meczach wychodził jako rezerwowy, ale był daleki od swojej normalnej dyspozycji. Teraz wiadomo co było przyczyną gorszej gry, jego ramie nie było w pełni wyleczone i jedynym wyjściem tej sytuacji okazała się operacja.
Jednak w odróżnieniu od Bucks, Lakers czy Magic nieobecność Branda w Sixers nie będzie dla nich aż tak dotkliwa. Już od jakiegoś czasu coraz częściej mówiło się, że ściągniecie go do drużyny nie było dobrym pomysłem, ponieważ znacznie lepiej grają oni niższym, szybszym składem. W obecnej sytuacji trener DiLeo nie musi już martwić się jak pogodzić zespół z wybitnym silnym skrzydłowym, by wszyscy na tym skorzystali. Bez Branda odnotowali bilans 11-8, a z nim w składzie zaledwie 13-16. Z jednej strony może być to efektem pracy nowego trenera, ponieważ dopiero niedawno drużyna zaczęła częściej wygrywać i akurat wtedy Brand był nieobecny. Jednak gdy grał on jako rezerwowy, w 6 spotkaniach odnotowali tylko 3 zwycięstwa, co pokazuje, że znacznie lepiej radzą sobie bez tego zawodnika. Kiedy Brand jest na boisku, pozostali zawodnicy muszą grać wolniej w ataku i taktykę podporządkować obecności tego świetnego gracza pod koszem. To jednak im nie wychodziło. Rok temu wygrywali nie mając takiego zawodnika i teraz także lepiej radzą sobie gdy nie muszą współpracować w ofensywie z Brandem. Dlatego w obecnej sytuacji powinni utrzymać poziom, który prezentowali ostatnio i pozostać w granicach równego bilansu zwycięstw i porażek (teraz mają 24-24). A pod nieobecność Brand może wreszcie zacznie lepiej grać Dalembert. Rok temu miał średnio 10.5 punktów i 10.3 zbiórek, teraz tylko 6 punktów i 8.5 zbiórek. Już w pierwszym meczu po informacji o stracie reszty sezonu przez Branda, Dalembert zaliczył 18 punktów i aż 20 zbiórek, co było jego najlepszym występem w tym sezonie.
GM Magic, Otis Smith, długo nie szukał wzmocnień na pozycję rozgrywającego, po tym jak okazało się, że kontuzja wykluczy Nelsona z dalszej gry. Wczoraj dokonał transferu z Bucks, pozyskując doświadczonego Lue w zamian za Bogansa. Dla obu zawodników nie jest to udany sezon, ale mogą przydać się w swoich nowych drużynach.
Lue w Bucks nie był zbyt często wykorzystywany, będąc dopiero trzecim rozgrywającym. Właściwie nie wiadomo po co w ogóle władze klubu z Milwaukee zdecydowały się go pozyskać w offseason. Mieli już w swoim składzie Ridnour'a i Sessionsa, nie potrzebowali kolejnego zawodnika na jedynkę. Dlatego teraz bez problemu mogli oddać Lue, tym bardziej, że w głębokiej rezerwie mają jeszcze Damona Jonesa. Natomiast w Orlando będzie on bardzo potrzebnym zmiennikiem dla Johnsona. Z tym duetem doświadczonych rozgrywających Magic nie będą tak silni jak z Nelsonem, ale mają spore szanse, by nadal dominować nad swoim rywalami. Lue jest weteranem, dla którego obecne rozgrywki są 11 w karierze. Poza tym, był członkiem mistrzowskiej drużyny Lakers w 2001, dlatego może okazać się ważnym zawodnikiem w playoffs. Wtedy Magic najbardziej będą potrzebowali, by ktoś mądrze poprowadził ich grę. Johnson ma już 34 lata i nie będzie w stanie przebywać na parkiecie ponad 30 minut w każdym meczu, rezerwowy na jedynkę jest niezbędny, a Lue powinien sprawdzić się w tej roli.
Bucks natomiast dostali gracza na pozycję, na której mają największe braki po kontuzji Redda. Na dwójkę w ich składzie był tylko Bell, teraz dołączy do niego Bogans. On w Magic dostał okazję gry w pierwszej piątce, ale się nie sprawdził i w ostatnim czasie trener rzadko wystawiał go na parkiet. W Milwaukee raczej nie liczą, że u niech będzie spisywał się on znacznie lepiej, ale i tak nie mają nic do stracenia. Bogans przynajmniej teoretycznie jest lepszym strzelcem niż Lue, a tego im brakuje, dlatego warto było dokonać tego transferu.
Poza tym, obaj zawodnicy mają kontrakty ważne tylko do końca obecnych rozgrywek. Tak więc, pozyskanie ich nie jest ryzykiem dla żadnej z drużyn. Mają oni tylko pomóc im zapełnić luki w składzie po kontuzjach podstawowych graczy.
Lue w Magic