najlepszy zawdonik
Nets - Pistons  103:96
Debiut Iversona w barwach drużyny z Detroit nie wyglądał tak jak się tego wszyscy spodziewali. Pistons grali ze słabymi Nets, dlatego miała to być łatwa wygrana i dobry początek dla Iversona w nowym zespole. Jednak to nie AI, a Harris był pierwszoplanową postacią tego spotkania. Rozgrywający Nets rozegrał najlepszy mecz w karierze prowadząc swoją drużynę do drugiego zwycięstwa w sezonie. Natomiast po czterech wygranych z rzędu, Pistons przegrali pierwsze spotkanie.

Po pierwszej kwarcie nic nie wskazywało na taki wynik. Pistons rozpoczęli bardzo dobrze i po początkowych 12 minutach pewnie prowadzili 27-14. W tym czasie AI zdobył aż 11 punktów i wydawało się, że będzie to jednostronny mecz. Jednak od kolejnej kwarty Nets zaczęli odrabiać straty, a następnie objęli prowadzenie i przejęli inicjatywę w tym spotkaniu.

Fantastyczną drugą połowę rozegrał Harris, zdobył wtedy aż 32 z 38 swoich punktów. Większość z nich miał dzięki rzutom wolnym. Jego aktywność w ataku sprawiła, że nawet AI nie potrafił go zatrzymać, czego efektem była duża ilość fauli Pistons. Dzięki temu Harris aż 24 razy stawał na linii rzutów wolnych, trafiając 20 z nich. Była to rekordowa noc dla tego zawodnika, jego poprzednia najwyższa zdobycz to 27 punktów.

W zespole Nets świetnie zaprezentował się również Boone, odnotowując 18 punktów i 14 zbiórek. Taką samą ilość punktów miał także gwiazdor drużyny z New Jersey, Carter, do tego dodał 6 zbiórek i 7 asyst. I to właśnie dobrej grze pierwszej piątki Nets zawdzięczają zwycięstwo. Ponieważ ich rezerwowi nie popisali się, ko
ńcząc spotkanie z 10 punktami (17.6% z gry).

Iverson zako
ńczył mecz z dorobkiem 24 punktów i 6 asyst. W ataku najlepiej wsparli go Hamilton (22pts) i Prince (19pts). Największym problemem dla drużyny z Detroit okazała się bardzo niska skuteczność z gry podstawowych zawodników. Czwórka: Prince, Hamilton, Wallace i Stuckey trafiła w sumie tylko 33.3% swoich rzutów.

Wiadomo było jednak, że wprowadzenie Iversona do Pistons nie będzie łatwe. Zanim dostosuje się on do gry Pistons, a pozostali zawodnicy nauczą współpracy z nowym gwiazdorem, minie trochę czasu. 
Devin
Harris
To był najlepszy mecz w karierze Harrisa. W dotychczasowych spotkaniach obecnego sezonu miał problemy ze skutecznością i nie zdobywał wielu punktów. Dopiero w starciu z Pistons pokazał swoje umiejętności strzeleckie i przyćmił debiut Iversona w nowej drużynie. A co najważniejsze, jego fantastyczny występ dał Nets drugie zwycięstwo.
Copyright Czwarta-Kwarta.com   Wszelkie prawa zastrzeżone
STRONA GŁÓWNA         KONTAKT         ARCHIWUM
autorem wszystkich tekstów jest Adam Szczepański
Debiut Iversona przyćmiony przez Harrisa
Podsumowanie dnia:  7.11
Knicks - Wizards  114:108
Praca D'Antoniego przynosi efekty, dlatego ofensywa Knicks wygląda coraz lepiej. W meczu z Wizards popisali się nie tylko świetną skutecznością w ataku i dużą ilością punktów, ale przede wszystkim dobrą grę zespołową. Na 46 celnych rzutów mieli aż 36 asyst, co pokazuje jak dobrze zawodnicy z Nowego Jorku współpracowali ze sobą.

Najlepszym strzelcem Knicks był Crawford z 23 punktami. Tylko o punkt mniej miał Randolph, który trzeci raz z rzędu zebrał 13 piłek i tym samym odnotował także trzecie double-double. Dobrze zagrał również występujący po praz pierwszy w wyjściowym składzie Chandler (17pts). Natomiast z spośród rezerwowych najlepiej zaprezentował się Robinson (17pts). Warto także zwrócić uwagę na 12 asyst Duhona i ani jednej straty.

54 punkty Butlera i Jamisona nie uchroniły Wizards przed 4 porażką w tym sezonie. Brak Arenasa bardzo negatywnie wpływa na wyniki drużyny z Waszyngtonu. Pocieszeniem dla fanów Wizards jest fakt, że rok temu rozpoczęli sezon jeszcze gorzej, mieli 5 porażek. A potem awansowali do playoffs, mimo, że grali bez swojego lidera. Tak więc teraz, po powrocie Areansa, jest jeszcze duża szansa by Wizards odbili się od dna.

Bardzo słabo zagrała trójka zawodników pierwszej piątki: Thomas, Stevenson i Daniels. To sprawiło, że trener szybko z nich zrezygnował na rzecz młodych rezerwowych, którzy nie zawiedli. Świetnie zagrał debiutant McGee, mający na swoim koncie double-double (12pts/ 10reb). Z 16 punktami Young był najlepszym strzelcem z ławki, natomiast Dixon popisał się 11 asystami. Teraz trener Jordan będzie musiał poważnie zastanowić się nad wyjściowym składem. Może postawienie na młodszych zawodników pozwoli im w ko
ńcu wygrać pierwsze spotkanie sezonu.
statystyki
Players

PTS
  
38 D.Harris vs.DET
REB  
14 J.Boone, J.Noah
AST  
9   3 zawodników
STL  
6   C.Paul vs.CHA
BLK  
7   K.Perkins vs.MIL
Jerry
Stackhouse
Stackhouse ma 34 lata i chyba powinie poważnie zastanowić się nad emeryturą. Mecz z Nuggets był kolejnym jego fatalnym występem i popisem nieskuteczności. W czterech meczach Stack grał średnio 15.5 minut zdobywając łącznie tylko 9 punktów, przy skuteczności z gry 16.7% (4/24), za trzy 0 na 9 rzutów.
Kevin
Love
Pierwszy występ w pierwszej piątce i bardzo dobry mecz. Kończąc spotkanie z 20 punktami i 8 zbiórkami, Love potwierdził, że jest jednym z najlepszych debiutantów. Musi tylko nauczyć się współpracować z Jeffersonem. Wtedy będzie bardzo trudno zatrzymać Wolves w polu trzech sekund. 
najlepszy debiutant
najgorszy zawdonik
free hit counter
Lakers - Rockets
Mecz na syczcie konferencji zachodniej. Lakers w tym sezonie grają rewelacyjnie i jeszcze nie przegrali. Drużyna z Houston natomiast kontynuuje swój dwumecz w Los Angeles i na pewno mają ochotę wyjechać stąd niepokonani.

To będzie pierwsze starcie drużyn, które mają w tym sezonie spore szanse by spotkać się w finale zachodu. Najciekawsze elementy tego spotkania: pojedynek strzelecki Bryanta z McGradym, rywalizacja Yao z Bynumem po koszem, a także gra Artesta w defensywie przeciwko Bryantowi.

Pistons - Celtics
Także na wschodzie będziemy mogli obejrzeć spotkanie na szczycie. Rok temu te drużyny walczyły o pierwsze miejsce w konferencji i w tym sezonie na pewno obie chciałby to powtórzyć. Poza tym, będzie to pierwszy występ Iversona w Detroit, co na pewno bardzo zmotywuje nie tylko samego zawodnika, ale także cały zespół. Celtics jednak mają spore szanse by wykorzystać brak zgrania graczy Pistons z nowym gwiazdorem i wygrać ten prestiżowy pojedynek.
zapowiedzi najciekawszych spotkań weekendu
Bobcats - Hornets  92:89
Mecz w Charlotte był okazją dla Paula do powrotu do swojego rodzinnego. Był to także powrót dla drużyny Hornets do miasta, w którym 20 lat temu debiutowali w NBA.

Teoretycznie Hornets są znacznie silniejsi od Bobcats i powinni ten mecz wygrać. Jednak to jest NBA i tu wszystko może się zdarzyć. Goście rozegrali fatalną drugą kwartę, którą przegrali 7 do 21. Słabo grał ich lider, Paul w pierwszej połowie nie zdobył punktu i miał tylko 1 asystę. Dopiero w drugiej cześć zaczął grać na swoim normalnym, wysokim poziomie, zdobywając 20 punktów i 9 asyst. Tym samym był to dla niego piąty mecz z rzędu z 20 punktami i 10 asystami. Tym samym dołączył do Oscara Robertsona, jako drugi gracz w historii, który rozpoczął sezon od pięciu spotka
ń z takimi statystykami. Niestety nie pomogło to Hornets w odniesieniu zwycięstwa.

Drużynę Bobcats poprowadzili Felton i Richardson, każdy z nich miał po 20 punktów. Rozgrywający gospodarzy z każdym meczem gra coraz lepiej. Sezon rozpoczął od 5 punktów, potem miał ich 6, następnie 10, w kolejnym meczu 18, a teraz 20. Widać, że jego forma rośnie. Z drugiej strony, musi tak grać jeśli nie chce stracić miejsca w pierwszej piątce na rzecz młodego Augustina. Debiutant spisuje się takaż bardzo dobrze, w meczu z Hornets wchodząc z ławki znacząco pomógł swojej drużynie (11pts/ 4ast).
Hawks - Raptors  110:92
Hawks rewelacyjnie rozpoczęli ten sezon i nie mają zamiaru przerywać swojej zwycięskiej passy. Tym razem ich ofiarą padli Raptors, którzy nie mieli pomysłu jak zatrzymać gospodarzy. Była to kolejna wygrana Hawks z drużyną mającą potencjał na grę w playoffs. Nie przeszkodziła im nawet nieobecność Smitha, który pod koniec pierwszej kwarty doznał kontuzji wykluczającej go z gry. Drużyna z Atlanty od początku, aż do samego ko
ńca kontrolowała wynik nie pozwalając Raptors na objęcie nawet minimalnego prowadzenia. Najlepiej zagrali Bibby (19pts/ 12ast) i Johnson (17pts/ 7reb/ 6ast). Na pochwałę zasługują również rezerwowi. Po raz kolejny podstawowych zawodników skutecznie wsparli Evans (15pts) i Murray (16pts), zaprzeczając przedsezonowym twierdzeniom, że ławka Hawks jest największą słabością drużyny.

W ekipie z Toronto dobrze grał duet podkoszowy. Bosh po raz piąty w tym sezonie zdobył 20 punktów i ponownie był pierwszym strzelcem swojej drużyny. Zako
ńczył spotkanie z 26 punktami i 8 zbiórkami. O'Neal natomiast miał na swoim koncie 17 punktów.

Po dwóch meczach z dorobkiem ponad 20 punktów, znacznie słabiej zagrał Calderon. Miał co prawda 12 asyst, ale zdobył tylko 6 punktów, trafiając zaledwie 2 z 10 rzutów z gry. W ofensywie zawodził również Parker - 4 punkty (2 na 9 z gry). Dlatego Raptos odnotowali drugą porażkę z rzędu, po trzech pierwszych zwycięstwach w sezonie.
Celtics - Bucks  101:89
W drugim meczu z rzędu Celtics przegrali pierwszą kwartę, pozwalając przeciwnikom na wysoką zdobycz punktową. I także tym razem po słabym początku, to oni przejęli inicjatywę i nie dali szans swoim rywalom w dalszej części. Mistrzowie ponownie pokazali swoją fantastyczna defensywę, dzięki czemu ciągle nie stracili jeszcze w jednym meczu 100 punktów. Najlepszym obro
ńcą okazał się tym razem Perkins blokując aż 7 rzutów. Świetne spotkanie rozegrał również Pierce i tylko 3 asyst zabrakły mu do osiągnięcia triple-double (18pts/ 10reb/ 7ast). Drugim strzelcem, z 16 punktami, był Garnett. Natomiast trzeci z wielkiej trójki, Allen, trafił zaledwie 3 z 11 rzutów z gry kończąc mecz z 9 punktami. Silną stroną drużyny z Bostonu była ich ławka. Rezerwowi zdobyli w sumie 44 punkty.

Bucks ponownie musieli radzić sobie bez Redda, jednak Celtics to nie Wizards, dlatego tym razem nie udało im się wygrać.  Zastępujący Redda w pierwszej piątce Bell, po raz kolejny zagrał bardzo słabo. W dwóch spotkaniach w wyjściowym skaldzie zdobył w sumie tylko 8 punktów trafiając z gry 25% rzutów. Pierwszym strzelcem drużyny był Jefferson z 20 punktami. Ale było to znacznie za mało by móc chociaż nawiązać walkę z Celtics.
Cavs - Pacers  111:107
Po trzech kwartach Cavs byli bliscy pierwszej porażki we własnej hali w tym sezonie. Pacers bardzo dobrze rozpoczęli ten mecz, prowadząc po 12 minutach 29-20. Potem gospodarze zaczęli odrabiać starty, ale przed czwartą kwartą przewagę mieli zawodnicy z Indiany. Dopiero ostatnią część gry zdominowali Cavaliers. A impuls do wali o zwycięstwo dał Varejao, zdobywając na początku tej kwarty aż 7 punktów z rzędu. Potem ciężar prowadzenia drużyny w ofensywie wzięli na siebie James (9pts) i Williams (10pts). Dzięki temu w czwartej kwarcie drużyna z Cleveland zdobyła aż 40 punktów, zapewniając sobie czwarte zwycięstwo w tym sezonie.

Fantastyczny mecz rozegrał James, poza 29 punktami miał również 9 zbiórek, 8 asyst i 4 bloki. Najważniejsze jednak, że miał wsparcie od partnerów: Williams zdobył 21 punktów, Ilgauskas 17, a wchodzący z ławki Varejao 18 (jego rekord w karierze).

Trzeci mecz z rzędu bez punktu na koncie zaliczył Wallace. Tym razem nie zebrał także ani jednej piłki.

Drugie spotkanie ze zdobyczą 33 punktów w tym sezonie odnotował Granger. Ale w odróżnieniu od Jamesa, miał on znacznie mniejsze wsparcie. W ekipie Pacers dobrze zaprezentował się debiutant Hibbert. Po raz pierwszy w swojej profesjonalnej karierze przekroczył barierę 10 punktów, ko
ńcząc mecz z 11. Poza tym, miał także 9 zbiórek i 2 bloki.
Heat - Spurs  99:83
Pierwszy raz w historii Spurs rozpoczęli sezon od trzech porażek przed własną publicznością. Natomiast pierwszy raz od 2002 roku przegrali trzy mecze z rzędu rozgrywane w San Antonio. Chyba nikt nie spodziewał się tak słabego początku w wykonaniu Spurs. Brak Ginobiliego okazał się bardzo dużym osłabieniem, a teraz bez Parkera będzie im jeszcze trudniej wygrywać. Parker w ostatnim meczu zagwarantował Spurs zwycięstwo i z Heat miał to powtórzyć. Niestety już w pierwszej kwarcie skręcił kostkę i będzie musiał pauzować przynajmniej dwa tygodnie. W tym czasie można oczekiwać dalszych porażek drużyny z San Antonio.

W spotkaniu z Heat gospodarze grali słabo i szybko stracili szanse na zwycięstwo. Dlatego Popovich wykorzystał ten mecz do sprawdzenia swoich rezerwowych. Dzięki temu zawodnicy nie mający dotychczas okazji pokazania się dostali sporo minut gry. Niestety ten sprawdzian nie wypadł dobrze. Spurs nie mają solidnych rezerwowych, którzy mogliby zastąpić kontuzjowanych gwiazdorów. Najlepszym wsparciem dla Duncana w tym meczu był Mason, który dostał okazję gry w pierwszej piątce. Jest on w życiowej formie, w pięciu spotkaniach tego sezonu za każdym razem zdobywał ponad 10 punktów (obecnie ma średnią 16.2 punktów). Zawodzi natomiast Finley, którego zastąpił Mason. W ostatnich trzech meczach, grając średnio 28 minut zdobył zaledwie 6 punktów, mając skuteczność z gry wynoszącą 8.7%.

Kolejny rewelacyjny występ miał Wade. Zako
ńczył mecz z 33 punktami i tylko jedna asysta zabrakła mu do triple-double (10reb/ 9ast). Drugim strzelcem Heat był Beasley - 20 punktów, maił także 8 zbiórek. Spośród rezerwowych najskuteczniejszy okazał się Quinn, trafiając 5 z 6 rzutów za trzy.

Słabo zagrał natomiast Marion (4pts). W tym sezonie zupełnie nie przypomina siebie z wcześniejszych lat. Został przesunięty do roli trzeciego strzelca i widać, że nie potrafi odnaleźć się w tej roli. Jest to zawodnik, który ma możliwości by zdobywać średnio blisko 20 punktów, powinien być gwiazdą zespołu. Niestety w Heat jego umiejętności nie są w pełni wykorzystywane. Marion stał się role playerem i chyba tylko odejście z Miami pomoże mu wrócić do dawnej gry na wysokim poziomie.
Bulls - Suns  100:83
Po trzech kolejnych zwycięstwach, Suns gładko przegrali w Chicago. Drużyna z Phoenix była osłabiona brakiem O'Neala i Barnesa, ale to nie usprawiedliwia tak słabego meczu.  Shaq zgodnie z koncepcją Portera, by oszczędzać doświadczonego centra, odpoczywał. Barnes natomiast został ojcem i spędza czas z rodziną.

Bez swojego podstawowego środkowego, Suns znacząco przegrali walkę na tablicach (Bulls zebrali 14 piłek więcej). W drużynie z Phoenix ponownie najlepiej zaprezentował się Amare, jednak 25 punktów i 7 zbiórek było dalekie od ostatniego występu. Nie popisał sie natomiast Nash, ko
ńcząc mecz z 6 punktami i 5 astatami.

Słabo w tym sezonie spisuje się pierwszy rezerwowy Suns. Barbosa po sześciu meczach ma średnią 5.2 punktów, co jest znacznie poniżej jego możliwość.

W spotkaniu z Bulls okazję do gry w pierwszej piątce dostał Lopez. Przez 30 minut spędzonych na parkiecie zaprezentował się bardzo dobrze, mając na swoim koncie 14 punktów, 7 zbiórek i 2 bloki.

W ekipie Bulls w świetnej formie strzeleckiej jest Gordon, zdobył 23 punkty przy 61.5% z gry. Natomiast osłabienie Suns pod koszem wykorzystał Noah. Przez ostatnie trzy mecze miał spore problemy ze zbiórkami (w sumie tylko 4), teraz miał ich 14.

Swoją klasę udowadnia Rose. Miał 18 punktów i 6 asyst, co było kolejnym meczem ze zdobyczą przynajmniej 18 punktów (tylko w jednym z pięciu spotka
ń miał mniej).
Jazz - Thunder  104:97
Po tym meczu Sloan przeszedł do historii. 1000 zwycięstw z jedną drużyną. To fantastyczny wynik i na pewno długo nikt nie zbliży się do niego.

Thunder rozpoczęli mecz od serii 10-3, potem jednak Jazz wzięli sprawy w swoje ręce i zdobyli 21 kolejnych punktów, przy zeru ich rywali. Od tego momentu drużyna z Utah pewnie prowadziła i zako
ńczyła pierwszą połowę z 29 punktowym prowadzeniem. Przed drugą częścią Jazz poczuli się zbyt pewnie i chyba uznali, że mecz mają wygrany. Wykorzystali to Thunder wygrywając drugą połowę 22 punktami. Było to jednak za mało by wygrać, ale swoją determinacją zmusili przeciwników do walki do końcowych minut.

Liderem Jazz jak zawsze był Boozer, 21 punktów. Z ławki świetnie wspierał go Kirilenko, drugi raz w tym sezonie miał na swoim koncie double-double (16pts/ 12reb). Świetnie zagrał również rezerwowy Knight, odnotowując 11 asyst.

W drużynie z Oklahomy najlepszym strzelcem był oczywiście Durant - 24 punkty. Po raz pierwszy w tym sezonie barierę 20 punktów przekroczył Green (22pts). Słabo zagrał natomiast trzeci z młodego trecentu, Westbrook, trafił tylko 1 z 8 rzutów z gry (6pts).
Kings - Wolves  121:109
Kings we własnej hali są zupełnie inną drużyną niż na wyjazdach. W meczu z Wolves popisali się świetną grą ofensywną zdobywając aż 121 punktów. Natomiast dla ich rywali było to drugie spotkanie z rzędu, w którym stracili ponad 120 punktów.

Drużyna z Minnesoty zagrała z dwójką nowych zawodników w pierwszej piątce. Po raz pierwszy w swojej karierze w tej roli wystąpił debiutant Love. I był to bardzo udany mecz w jego wykonaniu, miał 20 punktów i 8 zbiórek. Niestety gra u boku Love'a w wyjściowym skaldzie wpłynęła negatywnie na występ Jeffersona. Po ostatnich świetnych meczach, gwiazdor Wolves zagrał słabo, ko
ńcząc spotkanie z 14 punktami i 9 zbiórkami. Był to jego najgorszy mecz w sezonie. Dobrze zaprezentował się natomiast Telfair, który zastąpił Foye'a w pierwszej piątce. Foye w dotychczasowych meczach zawodził, Telfair natomiast w poprzednim spotkaniu, wchodząc z ławki odnotował aż 10 asyst, udowodniając, że warto na niego postawić. W meczu z Kings zagrał dobrze, zdobył 15 punktów, miał także 7 asyst, przy czym nie odnotował żadnej starty.

Po pięciu meczach kary do Kings wrócił Miller. W swoim pierwszym spotkaniu tego sezonu zaprezentował się całkiem nieźle, odnotowując double-double (11pts/ 10reb). Jego powrót przesunął dobrze grającego dotychczas Hawesa do roli rezerwowego. Jednak nie przeszkodziło mu to by ponownie rozegrać doby mecz (13pts/ 8reb). Gorzej wyszedł na tym silny skrzydłowy Thompson. W czterech pierwszych spotkaniach był pierwszym rezerwowym i za każdym razem miał przynajmniej 10 punktów. Teraz jego minuty zostały ograniczone do 11, co przyczyniło się do dorobku zaledwie 2 punktów.

Przed meczem niepewny był występ Martina, który miał problemy z kostką. Ostatecznie jednak wystąpił i ponownie był najlepszym strzelcem Kings (26pts). Chociaż jego problemy zdrowotne trochę odbiły się na skuteczności z gry (39.1%). Kolejny raz w ataku lidera Kings dobrze wspierał Salmons, zdobywając 23 punkty.
Nuggets - Mavs  108:105
Billups w swojej nowej/ starej drużynie miał gorszy debiut niż Iverson pod względem statystyk, ale mimo wszystko był on bardziej udany bo Nuggets wygrali. Przez 30 minut gry Billups zdobył 15 punktów, przy słabej skuteczności 29.4%, poza tym miał również 3 asysty, 3 przechwyty i 4 zbiórki. Drugi mecz z rzędu ze zdobyczą 28 punktów odnotował Anthony, trafiając wszystkie 14 rzutów wolnych. Na swoim koncie miał też 8 zbiórek i 6 asyst. Również Nene miał taki sam dorobek punktowy jak w poprzednim spotkaniu (19pts). Natomiast z ławki podstawowych zawodników skutecznie wsparli Smith i Klezia, razem zdobyli 29 punktów.

Coraz bliżej swojego pierwszego w tym sezonie triple-double jest Kidd. W meczu ze Spurs zabrakło mu jednego punktu i dwóch zbiórek, tym razem już tylko jednej asysty. Miał również najwyższą zdobycz punktową w dotychczasowych meczach - 22. Poza nim jeszcze dwóch graczy Mavs zako
ńczyło to spotkanie z 20 punktami na koncie, Nowitzki (23) i Terry (20). Spośród rezerwowych ponownie fatalnie zagrał Stackhouse, trafił tylko 1 z 8 rzutów. Dobrze natomiast zaprezentował się Bass, odnotowując double-double (12pts/ 10reb) i Green (13pts), chociaż nie trafił rzutu w ostatniej sekundzie, który mógłby doprowadzić do remisu.

Największą przewagę Nuggets mieli w rzutach wolnych. W całym spotkaniu 40 razy stawali na linii i 37 razy trafiali. Podczas gdy ich przeciwnicy z wolnych zdobyli aż 23 punkty mniej (14/16).
Grizzlies - Warriors  109:104
Warriors od początku sezonu muszą sobie radzić bez Ellisa, w ostatnich spotkaniach nie gra również kontuzjowany Maggette, a teraz dołączył do nich Harrington. Bez trójki podstawowych zawodników szanse Warriors na zwycięstwa znacząco maleją. I jedynie ze słabszymi drużynami, takimi jak Grizzlies, mogą powalczyć o wygraną. Ale jedynie powalczyć, do ostatecznego zwycięstwa są zbyt słabi. Poza trójką Jackson, Biedrins i Azubuike w Golden State nie ma w tym momencie klasowych zawodników. Ta trójka zdobyła w sumie 71 punktów, podczas gdy reszta drużyny (7 graczy) jedynie 33.

Dla Biedrinsa był to kolejny mecz z double-double (23pts/ 12reb), co daje mu serię 13 spotka
ń z rzędu (licząc z poprzednim sezonem) z takimi statystykami. Jest to obecnie najdłuższa taka seria w NBA. Słabo zagrał Wright (6pts/ 2reb), zastępujący Harringtona w pierwszej piątce. Po tym jak dobrze zaprezentował się w poprzednim spotkaniu wydawało się, że może wreszcie zacząć realizować swój talent w NBA. Ale widać, że nie jest jeszcze gotowy by rozegrać kilka kolejnych spotkań na wysokim poziomie. Warto zwrócić uwagę na dobry występ rozgrywającego Watsona (9pts/ 8reb/ 8ast), a także pierwszy dłuższy pobyt na boisku debiutanta Randolpha (8pts/ 7reb).

Grizzlies ponownie poprowadził Gay, tym razem miał 23 punkty. W ataku świetnie uzupełniał go Mayo, który w decydującej trzeciej kwarcie zdobył aż 11 punktów, ko
ńcząc mecz z 20. Zebrał także 9 piłek i miał 4 asysty (w obu elementach były to jego najwyższe zdobycze w tym sezonie). Po trzech, mniej udanych, spotkaniach wreszcie dobrze zagrał także inny debiutant, Arthur. Miał 13 punktów, 12 zbiórek i 3 bloki, było to jego drugie double-double w karierze. Natomiast najlepszym rezerwowym w ekipie z Memphis okazał się Warrick, odnotowując 19 punktów i 10 zbiórek. Dzięki tak dobrej grze na tablicach, Grizzlies zebrali w sumie 14 piłek więcej niż ich przeciwnicy.
Rockets - Clippers  92:83
Clippers przegrali swój 6 mecz w tym sezonie, a o ich słabości świadczy fakt, że było to najlepsze spotkanie w ich wykonaniu. Po raz pierwszy przegrali różnicą mniejszą niż 10 punktów. Ale mimo, to nie byli nawet przez chwilę bliscy wygania tego meczu (ani razu nie prowadzili). W drużynie Clippers najlepiej zagrał Kaman, zako
ńczył mecz z dorobkiem 23 punktów i 11 zbiórek. W walce na tablicach skutecznie pomagał mu Camby (13reb), ale w ofensywie nie wniósł nic znaczącego (6pts). Najlepszy mecz w tym sezonie rozegrał Davis (23pts/ 8ast).

W drużynie Rockets rolami zamienili się Yao i T-Mac. W dwóch ostatnich spotkaniach to Yao miał problemy ze skutecznością, podczas gdy McGrady był pierwszym strzelcem drużyny. Tym razem rzucający obro
ńca Rockets nie trafił żadnego z 5 rzutów z gry, kończąc mecz tylko z 2 punktami. Natomiast Ming wreszcie zagrał na dobrym poziomie zdobywając 16 punktów (50%), 9 zbiórek i 5 bloków. Najwięcej punktów zdobył Artest (23), mimo, że rozpoczął mecz od 4 celnych rzutów na 13 oddanych (ostatecznie 8/21). Bardzo dobrą znamię dał Landry, zdobywając 20 punktów i 9 zbiórek.