najlepszy zawdonik

Mimo że są najgorszą drużyną w lidze, Thunder w ostatnim czasie spisują się bardzo dobrze, wygrywając 3 z wcześniejszych 5 spotkań. Dlatego jadąc do Oakland liczyli na podtrzymanie zwycięskiej passy. Jednak gospodarze także w poprzednich meczach radzili sobie znacznie lepiej i po odnotowaniu 5 kolejnych porażek, wygrali 3 z 4 spotkań. Po tym pojedynku można było spodziewać się popisów ofensywnych i tak rzeczywiście było. Obie drużyny chciały go wygrać, dlatego byliśmy świadkami ciekawego i wyrównanego spotkania.
Już od samego początku było widać, że będzie to mecz zdominowany przez atak. Goście z Oklahomy rozpoczęli spotkanie bardzo dobrze i już po niespełna 5 minutach gry prowadzili przewagą 8 punktów (16-8). Jednak ofensywny styl gry to przede wszystkim znak rozpoznawczy Warriors, tak więc nie mieli oni problemów by ruszyć do ataku i szybko odrobić straty. Dlatego kwarta zakończyła się różnica tylko 4 punktów na korzyść Thunder, a obie drużyny zdobyły łącznie aż 71 punktów. Przez pierwsze minuty drugiej kwarty goście nadal utrzymywali swoją przewagę. Warriors doprowadzili do remisu na 8 minut przed końcem (po 49), kiedy punkty spod kosza zdobył Azubuike. Później, przez chwilę, przewaga była po stronie gospodarzy, ale połowa zakończyła się prowadzeniem Thunder (72-68). Drugie 12 minut także upłynęło pod znakiem ataku, obie drużyny zaliczyły ponad 30 punktów, a łącznie zdobyli ich 69. W trzeciej kwarcie świetna dyspozycja rzutowa Thunder została przerwana. Jeszcze na niecałe 8 minut przed końcem mieli na swoim koncie 5 punktów więcej (82-77), ale wtedy Warriors odnotowali serię 11-2 i wyszli na prowadzenie. Gospodarze nadal dobrze radzili sobie w ofensywie, natomiast Thunder przez ostatnie 7 minut i 50 sekund tylko raz trafili z gry i zdobyli 7 punktów. To pomogło zawodnikom z Golden State rozpocząć czwartą kwartę z przewagą 6 punktów. Jednak początek tej ostatniej części gry należał do Thunder, przez pierwsze 2 minuty zaliczyli 7 punktów przy zerowej zdobyczy gospodarzy i spotkanie zrobiło się bardzo wyrównane. W następnych minutach najwyższą przewagę osiągnęli Warriors i wyniosła ona 6 punktów, utrzymała się jednak tylko przez chwilę, a przez większość czasu różnica była nie większa niż 3. Równo na 2 minuty przed końcem, po skutecznej akcji 'and 1' w wykonaniu Crawforda, na tablicy wyników był remis po 116. Przez kolejną minutę dwa rzuty wolne trafił Westbrook, a Watson z 4 rzutów z linii wykorzystał 3. Na 41 sekund przed końcem, celny rzut z półdystansu wykonał Westbrook dając swojej drużynie jednopunktowe prowadzenie (120-119). W następnej akcji piłkę na rzecz Duranta, stracił Watson, ale Thunder nie wykorzystali tego i rzut Duranta zakończył się airballem. Kiedy piłkę zebrał Crawfrod, na zegarze pozostawało niecałe 9 sekund. Rozgrywający Warriors przebiegł całe boisko, wszedł pod kosz i zdobył punkty wyprowadzając swoją drużynę na prowadzenie 121-120. Thunder mieli już tylko 1.6 sekundy na zmianę tego niekorzystnego dla nich wyniku. Po podaniu z boku boiska od Westbrooka, piłkę dostał Green, który od razu rzucił z dalekiego półdystansu. Piłka wpadła do kosza i Thunder mogli cieszyć się trzecim w sezonie zwycięstwem na wyjeździe.
Drużynę gości do wygranej poprowadziło trio młodych zawodników. Pierwszym strzelcem był Westbrook, który zdobywając 30 punktów wyrównał swój rekord kariery. Green miał ich 26, a Durant poza 27 punktami zebrał także 12 piłek, odnotowując kolejne w tym sezonie double-double. W sumie, do tej trójki należało aż 68% punktów całej drużyny. Poza nimi, jeszcze tylko Collison zaliczył dwucyfrowy dorobek punktowy (11).
Najwięcej punktów dla gospodarzy zdobył Jackson, miał ich 29. O trzy mniej odnotował rezerwowy Maggette. Trzecim graczem mającym ponad 20 punktów był Azubuike, który 21 zdobył ze skutecznością z gry aż 90% (na 10 rzutów tylko raz się pomylił). Crawford, który był bardzo bliski zapewnienia Warriors zwycięstwa, miał 12 punktów przy niskiej skuteczności wynoszącej 33.3%.
W derbach LA, Bynum dominował pod koszami i rozegrał najlepszy mecz w swojej karierze. Przed tym spotkaniem jego rekord punktowy wynosił 28, natomiast w starciu z Clippers zdobył ich aż 42. W ataku był nie do zatrzymania, trafiając aż 70.8% swoich rzutów z gry. Do tego dołożył aż 15 zbiórek i odnotował 3 bloki. Tym samym, jest dopiero drugim graczem Lakers od sezonu 86/87, który zaliczył mecz z dorobkiem na poziomie 40pts i 15reb (wcześniej takimi osiągnięciami mógł pochwalić się Shaq).
Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
autorem wszystkich tekstów jest Adam Szczepański
Mecz dnia: Thunder - Warriors 122:121
Podsumowanie dnia: 21.01
statystyki
PTS 42 A.Bynum vs.LAC
REB 16 D.Lee vs.PHX
AST 19 S.Nash vs.NYK
STL 5 R.Felton vs.MEM
BLK 5 R.Turiaf vs.OKC
Devin
Harris
Mogłoby się wydawać, że pojedynek z Paulem zmotywuje Harrisa do gry na najwyższym poziomie i będziemy świadkami bardzo ciekawego starcia rozgrywających. Tak się jednak nie stało, a CP3 zupełnie zatrzymał playmakera Nets. Harris zakończył spotkanie z 6 punktami, pudłując aż 10 z 11 rzutów z gry. Na parkiecie przebywał 27 minut, a w trzeciej kwarcie musiał opuścić go z powodu urazu żebra. Na swoim koncie miał jeszcze 6 asyst i 3 straty.
DeAndre
Jordan
Problemy zdrowotne podstawowych graczy Clippers, sprawiły, że okazję do gry w pierwszej piątce dostał Jordan. Co prawda nie zatrzymał Bynuma, ale sam w ataku także spisywał się rewelacyjnie. Po raz pierwszy w tym sezonie młody center zaliczył dwucyfrowy dorobek punktowy (23). Najbardziej imponujące jest jednak to, że na 12 oddanych rzutów z gry, aż 11 wpadło do kosza. Poza tym, zaliczył także pierwsze w karierze double-double zbierając rekordowe dla siebie 12 piłek. Nie można również pominąć jego 4 bloków.
najlepszy debiutant
najgorszy zawdonik
Andrew
Bynum
wyniki
Grizzlies - Bobcats 86:101
Raptors - Pistons 76:95
Celtics - Heat 98:83
Suns - Knicks 109:114
Nets - Hornets 92:102
Mavs - Bucks 99:133
Jazz - Rockets 99:108
Cavs - Blazers 104:98
Wizards - Kings 110:107
Thunder - Warriors 122:121
Lakers - Clippers 108:97
Wydarzenia dnia
Skazani na dziewiątą pozycję
Skróty spotkań
Mecz dnia: Celtics - Magic
Jeszcze niedawno Celtics rozgrywali mecz na szczycie wschodu w Cleveland. Teraz jednak, na drugą pozycję w konferencji przesunęli się Magic i tym razem w Orlando obejrzymy spotkania dwóch najlepszych drużyn wschodu. Oba zespoły w ostatnim czasie dominują nad rywalami i seryjnie wygrywają. Ale to Magic będą faworytami i to nie tylko dlatego, że zagrają u siebie. Pokonali oni już wszystkich najsilniejszych na zachodzie i teraz przychodzi czas, by pokazali to samo na wschodnim wybrzeżu. Natomiast drużyna z Bostonu, pomimo że zapomniała już o serii porażek, pokonywała ostatnio słabszych przeciwników. Dlatego mecz w Orlando będzie prawdziwym sprawdzianem dla obu stron. Celtics będą udowodnić, że już na dobre wrócili do wielkiej formy. Magic będą chcieli pokazać, że mogą pokonać wszystkich, również zeszłorocznych mistrzów.
pozostałe
Wizards - Lakers
Następne spotkania
TOP 10
:: Powrót do klasycznej pierwszej piątki drużyny Pistons, nie tylko dał im zwycięstwo, ale także bardzo dobrze wpłyną na Prince'a. Wrócił on na swoją naturalną pozycję niskiego skrzydłowego i rozegrał świetny mecz, zdobywając 25 punktów przy skuteczności z gry wynoszącej 68.8%.
:: Mecz z Heat był najlepszym w sezonie, w wykonaniu rezerwowego Celtics, House'a. W drugiej kwarcie zdobył on aż 20 punktów, a spotkanie zakończył z dorobkiem 25 (jego dotychczasowy rekord w tym sezonie to 15). Za trzy trafił aż 7 z 11 rzutów. Widać, że bardzo dobrze czuje się w Miami, gdzie rozpoczynał swoją karierę w NBA.
:: Po ostatniej porażce w Phoenix, tym razem D'Antoni'emu udało się pokonać byłą drużynę.
:: Mecz z Mavs nie rozpoczął się najlepiej dla Bucks. W pierwszej kwarcie zaliczyli 22 punkty, trafiając tylko 29% rzutów z gry. Ale już przez kolejne trzy kwarty zdobyli aż 111 punktów, a w drugiej kwarcie odnotowali skuteczność na poziomie 83%.
:: W spotkaniu z Mavs, Sessions był nieomylny, trafił wszystkie 7 rzutów z gry zaliczając 21 punktów.
:: W starciu z Jazz, Rockets trafili aż 27 z 28 rzutów wolnych, podczas gdy ich rywale oddali 19 celnych rzutów, na taka samą liczbę prób. Tak więc, z wolnych zdobyli 8 punktów więcej, a mecz zakończył się równicą 9 punktów na korzyść Rockets. To pokazuje jak ważne jest by wykorzystywać możliwość łatwego zdobycia punktów.
:: W meczu z Blazers, Mo Williams wyrównał swój rekord sezonu zdobywając 33 punkty, a trafiając 6 razy za trzy, pobił rekord kariery w ilości celnych rzutów zza linii.
:: W meczu z Cavs, Fernandez 3 razy trafiał za trzy. Tym samy, w 20 kolejnych meczach oddawał przynajmniej jeden celny rzut zza linii. W sumie, w 41 meczach sezonu, aż 40 razy miał na koncie celny rzut za trzy.
:: W meczu Thunder-Warriors, obie drużyny trafiły w sumie aż 93.2% rzutów wolnych (68/73). Jest to najwyższa łączna skuteczność z linii, w meczu, w którym obie drużyny oddały przynajmniej 70 rzutów, od połączenia się NBA z ABA, czyli sezonu 1976/77.
:: Bryant odnotował drugie triple-double w ciągu ostatnich 3 spotkań. W starciu z Clippers miał na swoim koncie 18 punktów, 12 zbiórek i 10 asyst.
:: Wygrana Lakers nad Clippers dała im pewne pierwsze miejsce w konferencji, tak więc już wiemy, że trenerem drużyny zachodu w zbliżającym się All-Star Game zostanie Jackson.
:: Po raz pierwszy w swojej karierze w Pistons, Hamilton rozpoczął spotkanie na ławce. Ostatni raz w roli rezerwowego wystąpił w lutym 2002, kiedy był jeszcze zawodnikiem Wizards. Widać było, że nie jest przyzwyczajony do tej roli i nie najlepiej zaprezentował się w meczu z Raptors, zdobywając tylko 7 punktów (3 na 9 z gry).
:: W pierwszej połowie meczu z Knicks, Shaq zdobył 18 punktów. Jednak swojej dobrej dyspozycji nie potrafił utrzymać w dalszej części i przez drugie 24 minuty spotkania, tylko raz trafił z gry. Ostatecznie zakończył mecz z 21 punktami, a jego drużyna przegrała.
:: W meczu z Jazz, rezerwowy Rockets, Brooks, zdobył 5 punktów ze skutecznością z gry 11.1%. Tym samym, w ostatnich czterech spotkaniach trafił zaledwie 7 z 33 rzutów (21.2%).
Wczoraj Mavs odnotowali kolejną dotkliwą porażkę. W Milwaukee zostali zupełnie rozbici przez gospodarzy i nie potrafili znaleźć sposobu na zatrzymanie ich ataku lub dorównanie im skuteczną ofensywą. Ostatecznie przegrali różnicą aż 34 punktów i nie pomogła nawet zdobycz 30 ze strony Nowitzkiego. Była to już ich trzecia porażka w tym miesiącu różnicą przynajmniej 20 punktów. Wcześniej ulegli Grizzlies w Memphis 20 punktami, a później mieli o 29 mniej w pojedynku w Phoenix. I tylko Suns z tej trójki mają dodatni bilans. Pozostaje więc pytanie, czy drużyna, której zdarzają się takie wpadki z teoretycznie słabszymi rywalami, jest w stanie wywalczyć miejsce w najlepszej ósemce zachodu.
Rok temu dostali się do playoffs będąc dopiero siódmą drużyną konferencji, mimo że wygrali ponad 50 spotkań. W tym roku będzie bardzo trudno im to powtórzyć. Nie tylko mają minimalne szanse na osiągnięcie bariery 50 wygranych, ale także wydaje się, że konkurencja jest znacznie silniejsza. W tym momencie ich bilans to 24-18. Jeśli z taką samą częstotliwością będą wygrywając w drugiej części sezonu, mogą liczyć na przynajmniej 46 zwycięstw. Jednak może to być za mało, ponieważ osiem drużyn będący obecnie w tabeli nad nimi, ma większe możliwości na odnotowanie lepszej drugiej części rozgrywek.
Po pierwsze, w dotychczasowych 42 spotkaniach, aż 24 razy Mavs zmierzyli się z drużynami mającymi obecnie ujemny bilans. I to właśnie w meczach ze słabszymi rywalami odnotowali większość ze swoich 24 zwycięstw (dokładnie 18). Natomiast znacznie gorzej radzą sobie z zespołami mającymi więcej wygranych niż porażek. W starciu z takimi drużynami odnotowali rezultat 6-12. Nawet fakt, że 10 z tych 18 spotkań grali w Dallas, nie pomogło im w odniesieniu większej liczby zwycięstw. Przed własną publicznością, w starciu z rywalem mającym dodatni bilans, wygrali tylko 3 razy. A to właśnie z nimi walczą o miejsce w playoffs, te mecze powinny są dla nich najważniejsze. Pokonując zespół z pierwszej ósemki zachodu, nie tylko dodają sobie wygraną, ale także sprawiają, że bilans ich przeciwników się pogarsza, co zbliża Mavs do miejsca w czołówce. W drugiej części rozgrywek więcej spotkań czeka ich właśnie z silniejszymi drużynami, co może dać w rezultacie mniej zwycięstw niż w pierwszych 42 meczach.
Po drugie, drużyny, które obecnie zajmują pozycje numer 7 i 8 mają znacznie większe szanse, by druga część sezonu była dla nich lepsza niż pierwsza. Suns, po dodaniu do swojego składu Richardsona nie stali się czołową siłą zachodu, ale trochę częściej wygrywają niż wcześniej. Przed tym transferem zwycięsko wychodzili z 56% spotkań, natomiast po nim, z 59%. Nie jest to ogromny postęp, ale jeśli utrzymają taką formę w dalszych meczach, zbliżą się do granicy 50 zwycięstw. Jazz natomiast, w pierwszej części rozgrywek mieli duże problemy z kontuzjami podstawowych zawodników (żaden z ich graczy nie wystąpił we wszystkich spotkaniach). Przede wszystkim, w ich 43 pierwszych meczach, tylko 12 razy mogli skorzystać z Boozera. Jego powrót, który prawdopodobnie nastąpi na początku lutego, znacząco wzmocni siłę drużyny. W takiej sytuacji Mavs nie mogą liczyć, że Jazz będą rzadziej wygrywać niż w pierwszej części.
Rockets nawet bez swoich gwiazd radzą sobie całkiem nieźle i jeśli w drugiej części nie stracą Yao, mogą być spokojni o miejsce w playoffs. Blazers także nie powinni wypaść z ósemki, bo mimo że są młodą drużyną, to utrzymują bardzo równą formę i nic nie wskazuje na to, żeby miało to się zmienić. Tak więc, wszystko wskazuje na to, że Mavs zajmą najgorsze możliwe miejsce, czyli dziewiąte.
Oczywiście w ich wypadku też można powiedzieć, że kontuzjowany był Howard i jego powrót do regularnej gry może wzmocnić Mavs. Ale statystki pokazują, że z nim w składzie, drużyna wcale nie prezentuje się znacznie lepiej. Mają wtedy bilans 14-11.
Wybrany z numerem 39 w drafcie 2005, Wafer długo musiał czekać by weszce stać się zauważonym w NBA. Pierwsze dwa sezony spędził w Los Angeles, najpierw w Lakers, potem w Clippers. Chociaż nie były to dwa pełne sezony, ponieważ Clippers dali mu tylko 10-dniowy kontrakt, po którego zakończeniu został zwolniony. Na boiskach NBA nie pojawiał się zbyt często i większość czasu spędził w D-League, pracując nad swoją grą. Przed poprzednim sezonem umowę podpisali z nim Nuggets. Jednak w Denver także nie potrafił przebić się do rotacji i grał bardzo mało. W połowie rozgrywek Nuggets oddali go do Blazers i tam także był tylko głębokim rezerwowym. Tak więc, przez pierwsze 3 sezony zagrał w sumie tylko w 46 meczach, na parkiecie spędził łącznie 228 minut (średnio niecałe 5 w spotkaniu) i zdobył 66 punktów.
Natomiast w tym miesiącu wystąpił w 10 spotkaniach, będąc na boisku przez 314 minut i zaliczył 169 punktów. Tym samym, w styczniu na parkiecie przebywał dłużej niż przez całe 3 pierwsze lata. Jest to bez wątpienia przełomowy moment w jego karierze. Wreszcie dostał okazję dłuższej gry i pokazał co potrafi. Jednak jeszcze niedawno, także w Houston miał problemy z wywalczeniem sobie miejsca w rotacji. Przed styczniem, wystąpił w zaledwie 14 meczach i grał w sumie przez 200 minut, zaliczając 81 punktów. Wtedy mogło się wydawać, że Wafer po raz kolejny będzie musiał pogodzić się ze sporadycznymi występami. Pomogły mu dopiero problemy zdrowotne podstawowych graczy Rockets, T-Maca i Artesta.
Decymujący okazał się mecz w Toronto, który był pierwszym dla Rockets w nowym roku. Wtedy drużyna z Houston łatwo uległa gospodarzom, a gdy spotkanie było już rozstrzygnięte okazję do zaprezentowania się dostał Wafer. Grał w sumie 18 minut, w tym czasie zdobył 18 punktów, trafiając 7 z 9 rzutów z gry. Już w kolejnym spotkaniu trener dał mu miejsce w pierwszej piątce i w tej roli rozpoczynał 9 kolejnych meczów.
Od początku stycznia, w ostatnich 10 meczach, Wafer za każdym razem miał na swoim koncie ponad 10 punktów. Warto w tym momencie dodać, że przez wcześniejsze 3 sezony, tylko raz udało mu się zakończyć spotkanie z dwucyfrowym dorobkiem punktowym. Jego średnie w tych meczach to 16.9 punktów (51.9% z gry), co daje mu pozycję drugiego strzelca Rockets w styczniu. Teraz już nawet powrót T-Maca i Artesta do gry, nie powinien pozbawić go regularnych występów. Wreszcie pokazał, że jest świetnym strzelcem i zasługuje na grę w NBA.
Przełomowy miesiąc
Wafera