najlepszy zawdonik

Ostatnim zawodnikiem, który zdobył 50 punktów i miał 10 asyst był Michael Jordan. Parker rozegrał najlepszy mecz w karierze by poprowadzić Spurs do pierwszego zwycięstwa w tym sezonie. Z jednej strony, pokazuje to fantastyczną formę francuskiego rozgrywającego, który w każdym z dotychczasowych meczów miał ponad 20 punktów. Z drugiej strony, dopiero 55 punktów Parkera pomogło Spurs pokonać słabych Wolves. Wydawało się, że w Minnesocie nie powinni mieć problemu z odniesieniem zwycięstwa, a udało się to dopiero po dwóch dogrywkach bardzo wyrównanego spotkania.
Parkerowi w tym meczu wychodziło prawie wszystko, trafiał nawet rzuty za trzy (2 na 3 próby). Z gry zdobył aż 46 punktów ze skutecznością 61.1% i jedynie 9 z linii rzutów wolnych. Dobry mecz miał również Duncan, kończąc spotkanie z dorobkiem 30 punktów i 16 zbiórek. Świetnie zagrał zwłaszcza w drugiej połowie, kiedy trafił 7 z 8 rzutów z gry zdobywając 18 punktów, poza tą częścią spotkania jego skuteczność była bardzo niska (27.8%). Ale gdy trzeba było, w ostatnich sekundach czwartej kwarty, celnym rzutem przedłużył mecz o dogrywkę. Parker natomiast nie dopuścił do porażki Spurs doprowadzając do drugiej dogrywki.
Trzecim liczącym się zawodnikiem ekipy z San Antonio był pozyskany przed sezonem Mason. Rozpoczynając mecz z ławki zdobył aż 26 punktów. Zawiedli natomiast pozostali gracze, zwłaszcza pierwszej piątki. Poza duetem gwiazdorów, reszta zawodników wyjściowego składu zdobyła zaledwie 6 punktów (2/10 z gry). W sumie cały zespół, nie licząc trójki najlepszych strzelców, zdobył jedynie 18 punktów.
Spurs, co prawda ostatecznie wygrali ten mecz, ale widać, że w tym sezonie nie są tak silni jak wcześniej. Jeśli pozostali zawodnicy nie zaczną grać lepiej, to nawet z Ginobilim nie będą w stanie znaleźć się w czołówce zachodu. Najbardziej niepokojąca w ich wypadku jest słaba defensywa, w czterech meczach tracili średnio aż 107.5 punktów.
W zespole Wolves świetnie zagrał Jefferson, który stoczył wyrównany pojedynek z Duncanem. Zakończył spotkanie z 30 punktami i 14 zbiórkami. Drugim strzelcem gospodarzy był Miller, dla którego był to najlepszy mecz w barwach Wolves. Co najważniejsze, wreszcie zaczął on trafiać za trzy. We wcześniejszych spotkaniach 8 razy rzucał zza linii trafiając tylko raz, teraz na 7 prób do kosza wpadło aż 5, a Miller miał na swoim koncie 25 punktów. Warto także odnotować dobry występ debiutanta Love'a, który zdobył 14 punktów i 9 zbiórek, chociaż jego skuteczność z gry była bardzo niska (30.8%).
Amare
Stoudemire
Rewelacyjny mecz Amare i zwycięstwo jego drużyny. Najbardziej imponująca była bez wątpienia skuteczność z gry. Trafił aż 17 z 21 rzutów, co nawet dla zawodnika grającego pod koszem jest świetnym wynikiem. Pokazał również, że poza zdobywaniem punktów potrafi robić na parkiecie jeszcze wiele innych rzeczy (11reb/ 6ast/ 5stl/ 2blk).
Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
autorem wszystkich tekstów jest Adam Szczepański
55 punktów Parkera dało Spurs zwycięstwo
Podsumowanie dnia: 5.11
Nawet bez Billupsa i Iversona, Pistons spisują się bardzo dobrze. Przed tym meczem Raptors byli niepokonani i mieli nadzieję, że przed własną publicznością wygrają z osłabioną ekipę z Detroit. Tak się jednak nie stało, a Pistons do zwycięstwa poprowadzili Prince i Hamilton. Pierwszy z nich rozegrał najlepszy mecz sezonu zdobywając 27 punktów i 9 zbiórek. Rip natomiast był drugim strzelcem, mając na swoim koncie 22 punkty. Skutecznie wspierał ich również Wallace (11pts/ 12reb), a także Stuckey (14pts/ 5ast).
Po raz kolejny w drużynie z Toronto bardzo dobrze zagrał Bosh. Zakończył mecz z dorobkiem 26 punktów i 13 zbiórek. Jednak w ataku pod koszem i w walce na tablicach był osamotniony, ponieważ słabe spotkanie miał O'Neal. Trafił jedynie 3 z 10 rzutów z gry i zebrał 3 piłki. Drugi mecz z rzędu ze zdobyczą ponad 20 punktów odnotował Calderon, na swoim koncie miał również 8 asyst. Ale dobre występy Bosha i Calderona nie wystarczyły by pokonać zespołowo grających Pistons.
Drużyna z Detroit w tym sezonie imponuje skuteczną ofensywą. We wszystkich czterech meczach zdobyli przynajmniej 100 punktów.

statystyki
Players
PTS 55 T.Parker vs.MIN
REB 17 A.Bynum vs.LAC
AST 11 S.Nash vs.IND
STL 9 M.Chalmers vs.PHI
BLK 5 A.Biedrins vs.DEN
Andre
Iguodala
Teoretycznie Sixers są silniejsi od Heat i powinni ten mecz wygrać. Jednak nie było to możliwe, podczas gdy ich drugi najważniejszy zawodnik gra tak słabo. AI zdobył tylko 2 punkty, trafiając 1 z 7 rzutów z gry. A najwyższą liczbą w jego statystykach były straty (4).
OJ
Mayo
Mayo pokazał swój talent strzelecki. Co prawda nie wygrał pojedynku z Martinem, ale jego 28 punktów jak na debiutanta, to imponująca zdobycz. Do tego miał wysoką skuteczność z gry, na 19 rzutów trafił 11. A jeszcze niedawno, podczas pierwszego meczu sezonu, do kosza wpadło tylko 5 jego rzutów z 20 oddanych.
najlepszy debiutant
najgorszy zawdonik

Kolejnym zawodnikiem, który wczoraj rozegrał fantastyczne spotkanie był Stoudemire. Podczas gdy Parker zdobył w regulaminowym czasie gry 43 punkty, silny skrzydłowy Suns miał ich 49. Amare miał rewelacyjną skuteczność z gry wynoszącą 81%. Jest to niesamowity wynik, pokazujący jak efektywna była jego gra w ataku. Jednak poza popisami ofensywnymi Stoudemire miał również fenomenalne pozostałe statystyki - 11 zbiórek, 6 asyst, 5 przechwytów i 2 bloki. Przez ostanie dwadzieścia lat tylko siedmiu zawodników może pochwalić się występem na poziomie 40-10-5-5.
Tym niesamowitym występem Amare pozbawił Pacers nadziei na kolejną niespodziankę i zwycięstwo z wyżej notowanym przeciwnikiem. Chociaż mecz zaczął się bardzo dobrze dla graczy z Indiany. Pierwszą kwartę wygrali 38-27 i tylko dzięki Amare, Suns nie przegrali tej części większą różnicą. Przez pierwsze 12 minut pozostali zawodnicy z Phoenix trafili jedynie 3 z 10 rzutów, podczas gdy ich skrzydłowy nie spudłował żadnego z 8 rzutów i zdobył 21 punktów. Od drugiej kwarty mecz wyglądał jednak zupełnie inaczej. Inicjatywę przejęli Suns wygrywając kolejne trzy kwarty 86-65.
Stoudemire'owi zabrakł jeden punkt do wyrównania rekordu kariery (50). Chociaż, gdy mecz się kończył był przekonany, że ma 51 punktów na swoim koncie. Okazało się, że błędnie zaliczono mu 2 punkty zdobyte przez Diawa w czwartej kwarcie. Po spotkaniu, poprawiono ten błąd, a Amare został pozbawiony nowego rekordu.
W Suns praktycznie niewidoczny był O'Neal. Zagrał w sumie tylko 12 minut, w tym czasie zdobywając 3 punkty i 6 zbiórek. Tak krótki czas gry spowodowany był bardzo szybko łapanymi faulami. Już po trzech początkowych minutach meczu Shaq musiał opuścić parkiet z powodu dwóch przewinień. Powrót w drugiej kwarcie także nie był udany, nie był na boisku nawet czterech minut i już kolejny faul wykluczył go z gry. W trzeciej kwarcie wytrzymał już znacznie dłużej, bo aż 6 minut, natomiast na ostatnią część gry już nie wyszedł.
W drużynie Pacers najlepiej zaprezentowali się Granger i Ford, obaj mieli po 23 punkty.
Sixers - Magic
Obie drużyny nie rozpoczęły tego sezonu tak jak by chciały. Wydawało się, że będą pewnie wygrywać i szybko zajmą miejsce w czołówce tabeli. Okazał się jednak, że nie jest to takie proste. Sixers są po dotkliwej porażce z Heat i bez dnia przerwy muszą stoczyć bój z kolejną drużyną z Florydy. Magic natomiast po dwóch porażkach na samym początku, poprawili swoją grę i odnieśli dwa zwycięstwa. Dlatego ekipa z Orlando jest w lepszej sytuacji przed tym meczem i ma większe szanse na zwycięstwo.
Rockets - Blazers
To mógłby być świetny pojedynek Yao-Oden. Niestety musimy jeszcze trochę poczekać by zobaczyć jak ci dwaj zawodnicy zagrają przeciwko sobie. Rockets po ostatniej porażce z Celtics będą chcieli się odbudować zwycięstwem w Portland. Blazers natomiast wracają do swojej hali po dwóch przegranych meczach wyjazdowych i na pewno nie są bez szans w tym meczu.
wyniki
Pacers - Suns 103:113
Raptors - Pistons 93:100
Heat - 76ers 106:83
Knicks - Bobcats 101:98
Cavs - Bulls 107:93
Bucks - Wizards 112:104 (OT)
Lakers - Clippers 106:88
Hornets - Hawks 79:87
Thunder - Celtics 83:96
Jazz - Blazers 103:96
Kings - Grizzlies 100:95
Warriors - Nuggets 111:101
Wolves - Spurs 125:129 (2OT)
Iverson w Detroit, Billups w Denver
Iverson w Detroit w zamian za Billupsa i McDyessa. Chyba nikt nie spodziewał się takiego transferu, a tym bardziej w tym momencie.
zapowiedzi najbliższych spotkań
Ranking drugoroczniaków
Którzy zawodnicy z zeszłorocznego draftu odegrają w tym sezonie największą rolę?
Heat rozegrali kolejny świetny mecz przed własną publicznością. Wcześniej pokonali Kings przewagą 26 punktów, teraz mieli znacznie bardziej wymagającego przeciwnika, ale mimo to łatwo pokonali Sixers różnicą 23 punktów. W Miami, Heat imponują zwłaszcza defensywą. W dwóch meczach tracili średni 80 punktów, pozwalając swoim rywalom na skuteczność z gry poniżej 40%. Zmusili także Sixers do 25 strat, odnotowując aż 18 przechwytów. Połowa z nich należała do debiutanta Chalmersa, czym ustanowił nowy rekord klubu.
Rewelacyjnie w tym meczu zaprezentował się Wade. Po ostatnich, słabszych występach zagrał jak przystało na lidera drużyny i prawdziwą gwiazdę NBA. Kończąc mecz miał na swoim koncie 29 punktów, 7 zbiórek, 6 asyst, 5 przechwytów i 3 bloki. Na wysokim poziomie zagrał również młody Beasley odnotowując 17 punktów i 9 zbiórek. Natomiast pozyskany przed rozgrywkami Diawara może być zadowolony ze swojego debiutu w barwach Heat. W swoim pierwszym meczu w tym sezonie zagrał 26 minut i trafiając między innymi 3 z 6 rzutów za trzy, zdobył 11 punktów.
W Sixers najlepszym strzelcem był Young, jednak 12 z 19 punktów zdobył już pierwszej kwarcie. W dalszej części nie był tak skuteczny. Gorzej niż jego młody przeciwnik z Heat zagrał Brand. Co prawda mecz zakończył z 12 zbiórkami, ale w ofensywie spisywał się znacznie poniżej oczekiwań (12 punktów przy 40% skuteczności). Najbardziej zawiódł jednak Iguodala, przez 23 minuty gry zdobył 2 punkty trafiając tylko 1 z 7 rzutów.
Powrót Browna do Nowego Jorku nie był udany. Jego Bobcats po wyrównanej walce ostatecznie przegrali z Knicks. Widać było mobilizacje w ekipie z Charlotte. Brown przez większość meczu wykorzystywał w rotacji tylko 6 zawodników. Poza tą szóstką, jeszcze pięciu graczy pojawiło się na parkiecie, ale były to bardzo krótkie, kilkuminutowe występy. Cała pierwsza piątka i wchodzący z ławki Augustin zdobyli ponad 10 punktów. Jednak nie wystarczyło to by pokonać skutecznie grających w ofensywie Knicks.
Najlepszy mecz w tym sezonie rozegrał Randolph, miał 25 punktów i 13 zbiórek, drugi raz z rzędu odnotowując double-double. Najbardziej zmotywowany był jednak Robinson. Kiedy był debiutantem, trener Brown nie był jego wielkim fanem i często sadzał go na ławce. Nate miał wiec coś do udowodnienia i rozegrał fantastyczną pierwszą połową, zdobywając wtedy wszystkie swoje punkty (24). W drugiej części był już niewidoczny i nawet nie oddał żadnego rzutu. Jednak w tym czasie dobrze zagrał Crawford, który w całym spotkaniu miał 16 punktów, a 14 z nich zdobył w drugiej połowie.
41 punktów Jamesa jest rewelacyjnym wynikiem, ale w dniu jeszcze lepszych występów Parkera i Stoudemire'a, nie robi aż takiego wrażenia. Po czterech dobrych meczach wreszcie LeBron pokazał w pełni swoje możliwości ofensywne i poprowadził Cavs do zwycięstwa. Obrońcy Bulls zupełnie nie potrafili go zatrzymać, a faulowany skutecznie wykorzystywał rzuty wolne. We wcześniejszych spotkaniach jego skuteczność z linii wynosiła jedynie 71.8%, przeciwko Bulls na 15 prób tylko raz spudłował.
W ekipie z Chicago pierwszym strzelcem był Gordon, dla którego był to również najlepszy występ w sezonie. W końcu trafiał z wysoką skutecznością za trzy (5 na 9) i w sumie miał skuteczność na poziomie 57.9%, kończąc mecz z 31 punktami. Po fatalnym spotkaniu z Magic, gdy spudłował wszystkie swoje rzuty z gry, dobrze zagrał Deng odnotowując 18 punktów i 7 zbiórek. Natomiast dla Rose'a był to drugi mecz, w którym zdobył 20 punktów, natomiast swój potencjał jako playmakera pokazał poprzez 7 asyst.
Mimo, że Bucks byli osłabieni brakiem kontuzjowanego Redda, nie mieli zamiaru przegrać drugiego z rzędu spotkania w Milwaukee. Ten mecz pokazał jak dużo opcji ofensywnych mają do dyspozycji. Świetnie zagrał Jefferson, zdobywając 32 punkty wziął na siebie ciężar poprowadzenia drużyny. Po dwóch opuszczonych spotkaniach, do gry wrócił Ridnour i od razu zaprezentował się bardzo dobrze (20pts). Chyba chciał udowodnić, że jest lepszym zawodnikiem, niż zastępujący go ostatnio w pierwszej piątce Sessions. Jednak ten drugi nie przejął się przesunięciem do roli rezerwowego i po raz kolejny pokazał swoje możliwości ofensywne (22pts). Drugim istotnym zmiennikiem był debiutant Mbah a Moute, który zdobył 17 punktów trafiając 80% swoich rzutów. Bucks w tym meczu zagrali bardzo zespołowo o czym świadczy aż 37 asyst. W największym stopniu do takiego wyniku przyczynili się rozgrywający Ridnour i Session, razem mieli 20 asyst. Ale również Jefferson skutecznie współpracował z partnerami, o czym świadczy 9 asyst.
Wizards robili co mogli, by wygrać ten mecz i byli tego bardzo blisko. Chociaż spotkanie zaczęli słabo, Bucks prowadzili już 30-12. Potem jednak zawodnicy gospodarzy przestali trafiać, a do odrabiania strat wzięli się Wizards. Do końca pierwszej połowy odnotowali serię 28-9. Jeszcze na siedem minut przed końcem prowadzili 13 punktami i wydawało się, że uda mi się odnieść pierwsze zwycięstwo. Jednak ostatecznie przegrali tą cześć aż 12 punktami, a w dogrywce zabrakło im sił.
W ofensywie, jak zawsze, dobrze zagrała dwójka gwiazdorów Butler (27pts) i Jamison (19pts). Chociaż ten drugi przez całe spotkanie nie imponował skutecznością (31.6%), to w decydującym momencie nie zawiódł i zdobył punkty, które doprowadziły do remisu. Największy problem Wizards mieli z rzutami za trzy, na 18 prób trafili zaledwie 2.
To był prawdziwy sprawdzian dla Hawks. Pierwsze dwa mecze wygrali, ale dopiero teraz mieli okazję sprawdzić się z naprawdę wymagającym przeciwnikiem. Hornets przed tym spotkanie także byli bez porażki.
Przez większość czasu mecz układał się po myśli Hornets. Trzecią kwartę pewnie wygrali, co dało im 4 punkty przewagi na początku ostatniej części gry. Jednak wtedy swoją determinację pokazali gracze z Atlanty, pewnie wygrywając czwartą kwartę (29-17). Jak zawsze Hawks mogli liczyć na swoją pierwszą piątkę i świetnego Johnsona (24pts). Ale tym razem mieli także wsparcie od niedawno pozyskanych rezerwowych Murray'a (14 punktów, w tym 7 w czwartej kwarcie) i Evansa (8 punktów).
Tym razem zdobycze Paula na poziomie 20 punktów i 10 asyst nie dały Hornets zwycięstwa. Imponujące jest jednak, że w każdym spotkaniu tego sezonu Paul odnotowuje takie statystyki. Słabo zaprezentował się natomiast wracający po kontuzji Stojakovic - 8 punktów (3/13 z gry).
Początek meczu był dla Thunder bardzo udany, wygrali pierwszą kwartę 29-21. Celtics jednak szybko przypomnieli sobie o swojej defensywie i przez kolejne 24 minuty ich przeciwnicy zdobyli zaledwie 26 punktów. Wykorzystali to gracze z Bostonu, obejmując 15 punktową przewagę przed czwartą kwartą. Wielkie trio zagrało bardzo dobrze zdobywając w sumie 55 punktów.
Natomiast młody tercet z Oklahomy (Durant, Green i Westbrook) zakończył mecz z dorobkiem 44 punktów.
Jazz po raz kolejny udowodnili, że przed własną publicznością nie mają sobie równych. Do zwycięstwa poprowadzili ich Boozer i Okur łącznie zdobywając 42 punkty i 17 zbiórek. Jazz mogli liczyć także na swoich rezerwowych, a zwłaszcza Kirilenkę (17pts), Millsapa (10pts) i Knighta (6ast), który okazuje się idealnym zmiennikiem na jedynkę, zwłaszcza pod nieobecność Williamsa.
Blazers nie wygrali jeszcze w tym sezonie na wyjeździe i chcieli w Utah zmienić tą niekorzystną sytuację. Jeszcze na 47 sekund przed końcem, po tym jak Roy zmniejszył przewagę Jazz do jednego punktu (96-97), mieli na to spore szanse. Niestety od tego momentu żaden zawodnik z Portland nie potrafił już trafić do kosza. Najlepiej w ekipie Blazers zagrali Roy i Aldridge, obaj mieli po 18 punktów. Pod taliami bardzo dobrze spisywał się Przybilla, zbierając aż 16 piłek.
Pierwszy mecz przed własną publicznością i pierwsza wygrana. Przed tym meczem Kings mieli 4 porażki i byli najgorszą drużyną ligi. Ich fatalną passę przerwał rewelacyjny występ Martina. Lider Kings zdobył 33 punkty, trafiając 61% swoich rzutów. Wyzwanie pojedynku strzeleckiego podjął Mayo. Debiutant z Memphis rozegrał najlepszy mecz w sezonie odnotowując 28 punktów (52.6%). Jednak nie miał on takiego wsparcia jak Martin, dlatego to Kings wyszli z tego pojedynku zwycięsko.
W Grizzlies słabo zagrali przede wszystkim Arthur (1 na 7 z gry), a także Gasol. Po ostatnim rewelacyjnym występie, Hiszpan miał teraz tylko 5 punktów i 6 zbiórek. Natomiast w Kings, swojemu liderowi skutecznie pomógł Salmons, zdobywając 21 punktów. Na równym poziomie grają nadal Hawes (13pts) i Thompson (11pts/ 6reb), który za każdym razem zdobywa przynajmniej 10 punktów.
Przed meczem Anthony zapowiadał, że na cześć nowo wybranego, 44-tego prezydenta, zdobędzie 44 punkty. Tak się nie stało, ale Melo był bardzo zdeterminowany by to osiągnąć, oddając aż 30 rzutów (dla porównania Parker rzucał 36 razy). Niestety trafił tylko 43% z nich i zakończył spotkanie z dorobkiem 28 punktów. Po raz pierwszy w tym sezonie na wysokim poziomie zagrał Nene (19pts/ 15reb/ 3blk). Pierwsza piątka nie miała jednak odpowiedniego wsparcia w ataku od rezerwowych. Smith i Kleiza zdobyli razem 13 punktów, przy fatalnej skuteczności 25%.
W ekipie z Golden State, Biedrins po raz kolejny miał na swoim koncie double-double (12pts/ 11reb). Warriors musieli radzić sobie bez Maggette'go, mimo to nie mieli problemów w ataku, ponieważ bardzo dobrze zagrali Jackson (29pts) i Azubuike (22pts).
Kolejny słaby występ odnotował Harrington (3pts). Zagrał zaledwie 14 minut, potem Nelson postawił na młodego Wrighta. Trener uznał, że chcący odejść Harrington nie daje z siebie wszystkiego, dlatego najlepszym rozwiązaniem będzie jak najszybsze oddanie go. Tą sytuację wykorzystał Wright, który rozegrał bardzo dobry mecz, 18 punktów i 13 zbiórek.
Drugie derby LA nie był już tak zdominowany przez Lakers jak pierwszy, ale ponownie było widać różnicę poziomów pomiędzy tymi drużynami. Na 7 minut do końca czwartej kwarty był remis i Clippers mogli mieć nadzieję na wygraną. Jednak wtedy Lakers pokazali swoją wielkość i od tego momentu zdobyli 25 punktów, pozwalając rywalom jedynie na 7.
Ten mecz to przede wszystkim starcie duetów podkoszowych. Gasol-Bynum zagrali bardzo dobrze, razem zdobyli 18 punktów, 28 zbiórek i zablokowali 5 rzutów. W tym czasie Camby i Kaman mieli 8 punktów, 18 zbiórek i 5 bloków.
Lakers mieli ogromną przewagę rzutów wolnych, stawali na linii aż 45 razy (trafili 32). Podczas gdy Clippers zaledwie 15 razy mieli okazję zdobyć łatwe punkty (trafili 10). Pokazuje to jak skutecznie bronili Lakers i jak ich ataki był trudny do powstrzymania przez Clippers.
Najlepszymi strzelcami meczu byli Bryant (27 punktów) i Thornton (22).