najlepszy zawdonik

Celtics - Pacers 114:96
Pacers w ciągu dwóch dni spotkali się z zeszłorocznymi finalistami, Lakers udało im się pokonać, ale w Bostonie nie potrafili już powtórzyć tak dobrego występu. Celtics u siebie bardzo rzadko przegrywają, a poza tym wiedzieli, że nie mogą zlekceważyć swojego przeciwnika.
Po pierwszej połowie gospodarze prowadzili 6 punktami (57-51) i dopiero w trzeciej kwarcie pokazali swoją wyższość nad rywalami z Indiany. Przez pierwsze 8 minut drugiej połowy odnotowali serię 26-8 zwiększając swoją przewagę do 24 punktów. Tak dobrą kwartę zawdzięczają przede wszystkim postawie Allena i Ganretta, którzy w tym czasie zdobyli 14 punktów. Pacers przez 9 minut zdołali trafić z gry tylko 4 razy. Jednak po tym dotkliwym początku goście pozbierali się i skutecznie odpowiedzieli. Przez ostatnie minuty tej kwarty i początek czwartej zdobyli 21 punktów, podczas gdy gospodarze mieli ich tylko 5. Tym samym strata gości zmniejszyła się do 8 punktów. To mogła być tak dobra seria, jak ta w meczu z Lakers, kiedy dzięki świetnej czwartej kwarcie udało im się ostatecznie w wygrać. Jednak Celtics wiedzieli, że nie mogą sobie na to pozwolić i bardzo szybko ponownie przejęli inicjatywę. Po chwili odnotowali serię 10-0, co przesądziło o losach spotkania.
Po raz pierwszy w karierze triple-double na swoim koncie miał Rondo. Zdobył 16 punktów, zebrał 13 piłek i zaliczył aż 17 asyst. Najlepszym strzelcem Celtics był Allen, miał 31 punktów, trafiając 6 rzutów za trzy na 9 oddanych. Bardzo dobrze grał również KG, który zakończył spotkanie dorobkiem 26 punktów i 14 zbiórek. Natomiast po 16 punktów zdobyli Pierce i Perkins. I tylko dla Pierce'a ten mecz nie był zbyt udany, ponieważ trafił jedynie 5 z 17 rzutów z gry.
W meczu nie wystąpił Tony Allen, którego wykluczyła skręcona kostka. Bez najlepszego rezerwowego, ławka Celtics wypadła słabo, mieli tylko 9 punktów, ale ich większy udział nie był potrzebny przy tak rewelacyjnej postawie pierwszej piątki.
Celtics mieli aż 23 zbiórki więcej niż Pacers (54-31).
Pierwszym strzelcem drużyny z Indiany był Granger, ale tym razem nie był to dla niego aż tak udany mecz jak poprzedni, zakończył go z 20 punktami. Poza nim jeszcze trzech graczy miało na koncie dwucyfrowe zdobycze punktowe: Ford (15), Daniels (14) i Murphy (10).
Rodno rozegrał fantastyczne spotkanie, odnotowując pierwsze w karierze triple-double. Po raz piąty w tym sezonie i trzeci w ostatnich pięciu meczach miał dwucyfrowe statystki asyst. Tym razem aż 17. Po raz pierwszy sezonie zebrał ponad 10 piłek (13). Do tego dorzucił jeszcze 16 punktów.
Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
autorem wszystkich tekstów jest Adam Szczepański
Rondo pokazał na co go stać
Podsumowanie dnia: 3.12
Blazers - Wizards 98:92
Przed meczem w Waszyngtonie Blazers wygrali 5 kolejnych spotkań, Wizards natomiast są jedną z najgorszych drużyn w lidze i nie zmieniła tego wysoka wygrana z Nets. Teoretycznie powinien to być jednostronny mecz i łatwe zwycięstwo drużyny z Portland. Jednak Wizards we własnej hali nie mieli zamiaru po raz kolejny przerywać i prowadzili wyrównaną walkę z silniejszym rywalem.
Gospodarze dobrze rozpoczęli spotkanie wygrywając pierwszą kwartę 26-19. Przez kolejne 12 minut lepiej zaprezentowali się Blazers i to oni schodzili na przerwę z dwupunktowym prowadzeniem (45-43). Czwarta kwarta rozpoczęła się od wyniku 77-72 dla gości, ale wtedy dobrą serię odnotowali Wizards i po niespełna 4 minutach to oni mieli przewagę (81-77). Pierwsze punkty w ostatniej kwarcie dla drużyny z Portland zdobył Roy na 7 minut i 37 sekund przed końcem. Wcześniej zawodnicy gości spudłowali 6 kolejnych rzutów z gry. Przez następne 5 minut sytuacja odwróciła się i to gracze gospodarzy nie mogli trafić do kosza, w tym czasie zdobyli tylko 2 punkty z wolnych. Blazers natomiast odpowiedzieli serią punktową i odzyskali prowadzenie (86-83). Przez ostatnie minuty spotkania Wizards ciągle byli bardzo blisko swoich rywali, ale goście nie oddali już prowadzenia. Dobry finisz Blazers zawdzięczają świetnie grającemu Roy'owi, który w czwartej kwarcie zdobył 12 punktów (trafił 4 z 6 rzutów z gry) z 21 całego zespołu.
Roy zakończył spotkanie z dorobkiem 22 punktów, będąc pierwszym strzelcem Blazers. Na swoim koncie miał także 8 zbiórek i 4 asysty. Poza nim, jeszcze 4 zawodników drużyny z Portland miało ponad 10 punktów: Aldridge (16), Blake (15), Oden (13) i Fernandez (13). Oden zaliczył także 10 zbiórek, co dało mu kolejne double-double, w ostatnich 5 meczach, w co drugim ma właśnie takie osiągnięcie.
Liderzy Wizards nie odnotowali niesamowitych występów, Jamison miał 22 punkty, Butler 16. W decydującej, czwartej kwarcie obaj zdobyli w sumie tylko 6 punktów, co przyczyniło się do porażki ich drużyny. W największym stopniu gwiazdorów drużyny wsparli Young i Blatche, każdy z nich miał po 11 punktów.

statystyki
PTS 32 K.Bryant vs.PHI
REB 16 D.Lee vs.CLE
AST 17 R.Rondo vs.IND
STL 5 L.James vs.NYK
BLK 6 D.Howard, M.Camby
Drew
Gooden
Gooden był co prawda najlepszym zbierającym drużyny (9). Jednak jego dyspozycja w ofensywie była fatalna. W ciągu 23 minut gry oddał 11 rzutów i spudłował aż 10 z nich. Zakończył spotkanie z 2 punktami na koncie, a jego drużyna przegrała.
Courtney
Lee
Wybrany z numerem 22 zawodnik dotychczas nie imponował. Dopiero kontuzje Pietrusa i Bogansa dały mu znacznie więcej minut gry. W meczu z Wolves wykorzystał swoją szansę i pokazał na co go stać. Zdobył 19 punktów będąc prawie nieomylnym w ataku. Trafił aż 8 z 10 rzutów i nie spudłował zza linii trzech punktów (3 rzuty). Do tego miał także 4 zbiórki, 3 asysty i 3 przechwyty.
najlepszy debiutant
najgorszy zawdonik
Suns - Mavs: Suns przegrali już 3 mecze z rzędu, w Dallas prawdopodobnie zagra Shaq, ale występ Nasha jest nie pewny, a Mavs są ostatnio coraz silniejsi
Spurs - Nuggets: Spurs mimo obecności trójki gwiazdorów przegrali 2 kolejne mecze, Nuggets natomiast są po imponującym zwycięstwie nad Raptors
zapowiedzi najbliższych spotkań
Rajon
Rondo
Rockets - Clippers 103:96
Rockets w trzecim kolejnym meczu musieli radzić bez T-Maca, który nie zagra w sumie przez 3 tygodnie. Tyle samo spotkań opuścił także środkowy Clippers, Kaman, jednak on ma wrócić do gry znacznie szybciej, bo już za około tydzień. Bez swoich czołowych zawodników, lepiej zaprezentowali się Rockets, ale także dlatego, że jest to znacznie silniejsza drużyna niż Clippers.
Czwarta kwarta rozpoczęła się od bardzo wyrównanego wyniku, 77-76 dla Rockets. O zwycięstwie drużyny z Houston zadecydowały rzuty wolne. Zawodnicy gospodarzy przez ostatnie 12 minut stawali na linii rzutów wolnych 18 razy, wykorzystali 14 z nich. W tym czasie gracze Clippers ani razu nie mieli okazji zdobyć punktów w ten sposób. Przez ostatnie 5 minut Rockets tylko raz trafili z gry, a punkty zdobywali dzięki rzutom wolnym.
W całym meczu gospodarze zdobyli 31 punktów z rzutów wolnych, na 39 prób. Podczas gdy goście z LA na linii stawali tylko 16 razy, trafili 11.
Tym razem nieobecność McGrady'ego i brak jego zdobyczy punktowych, skutecznie zminimalizował Alston, który bardzo dobrze wsparł Yao i Artesta. Rozgrywający Rockets na swoim koncie miał 21 punktów (trafił 5 z 9 rzutów za trzy), 7 asyst i 8 zbiórek. Ming był najlepszym strzelcem drużyny z 24 punktami, z rzutów wolnych zdobył 12, czyli więcej niż cała drużyna z LA. Poza tym zebrał także 10 piłek. Artest zakończył mecz z 19 punktami. Największe wsparcie z ławki dał Landry, który miał 12 punktów i 8 zbiórek. Słabo w ataku zagrali natomiast Scola i Battier, którzy łącznie zdobyli 10 punktów trafiając tylko 4 z 15 rzutów z gry.
W Clippers wszyscy zawodnicy pierwszej piątki zdobyli przynajmniej 10 punktów. Ponownie w ofensywie najlepiej zagrał duet Randolph-Thornton, razem zaliczyli 47 punktów i zebrali 20 piłek. Davis natomiast po raz kolejny miał spore problemy ze skutecznością w ataku, tym razem z gry trafił tylko 33% swoich rzutów. Na swoim koncie miał 13 punktów i 9 asyst.
Hawks - Grizzlies 105:95
Po 12 opuszczonych meczach do gry wrócił Smith. Zagrał 28 minut, w tym czasie zdobył 14 punktów trafiając 6 z 9 rzutów z gry, miał także 6 zbiórek i 5 asyst. Pozostali zawodnicy wyjściowego składu Hawks również zdobyli ponad 10 punktów. Najwięcej miał ich Johnson - 26, tym samym przerwał serię 4 spotkań, w których miał na swoim koncie mniej niż 20 punktów. Double-double zaliczył Bibby - 20 punktów i 10 asyst. Obaj, Johnson i Bibby, trafili po 4 rzuty za trzy. Pozostali zawodnicy wyjściowej piątki: Williams miał 16, a Horford 15 punktów.
Po niedawnym meczu, w którym zmiennicy Grizzlies dotkliwie przegrali pojedynek z rezerwowymi Spurs, tym razem wypadli znacznie lepiej. Zawodnicy z ławki drużyny z Memphis zdobyli 43 punkty, przy zaledwie 14 ze strony Hawks.
Najlepszym strzelcem Grizzlies był rezerwowy Warrick, który zdobył 20 punktów. Drugi w tym elemencie był również gracz wchodzący z ławki, Lowry - 17. Najwięcej punktów z zawodników pierwszej piątki odnotował Gay - 16. Mayo natomiast zakończył mecz z dorobkiem 11 punktów, tym samym przerwał swoją serię 5 spotkań z ponad 20 punktami. Bardzo słabo zagrał Gasol, który na swoim koncie miał tylko po 4 punkty i zbiórki.
Cavs - Knicks 118:82
Ponad tydzień temu Cavs także łatwo pokonali Knicks, jednak przed własną publicznością jeszcze bardziej pokazali swoją wyższość nad drużyną z Nowego Jorku. Po pierwszej połowie gospodarze prowadzili już 61-35.
Szybko rozstrzygnięte spotkanie sprawiło, że ponownie James mógł odpoczywać w czwartej kwarcie. Ale przez 28 minut spędzonych na parkiecie zdążył zanotować dobre statystyki - 21 punktów, 6 asyst, 5 zbiórek i 5 przechwytów. Poza LeBronem, jeszcze 4 zawodników Cavs miało dwucyfrową zdobycz punktową: Williams (16), Ilgauskas (14), Gibson (13) i West (12).
Było to kolejne spotkanie, w którym na boisku pojawili się wszyscy zawodnicy Cavs będący w składzie meczowym i każdy z nich zdobył punkty.
Knicks nadal grają w ograniczonym składzie, ale mają nadzieję, że już w piątek wrócą Robinson i Jeffries. Ilość zawodników z Nowego Jorku zmniejszyła się jeszcze bardziej pod koncie drugiej kwarty kiedy po drugim przewinieniu technicznym z parkietu został wyrzucony Richardson. On, Duhon, Thomas i Rose byli najgorszymi zawodnikami w Knicks, zdobyli łącznie 15 punktów trafiając zaledwie 4 z 25 rzutów z gry. Najwięcej punktów zdobył Harrington - 20. Natomiast Lee zakończył spotkanie mając na koncie po 16 punktów i zbiórek.
Knicks odnotowali aż 26 strat.
Magic - Wolves 100:89
Decydująca okazała się trzecia kwarta, w której drużyna z Orlando odnotowała serię 20-8, a ostatecznie zakończyła ją z 20 punktowym prowadzeniem (70-50).
Trzech zawodników gospodarzy zdobyło ponad 20 punktów: Howard (23), Lewis (23) i Turkoglu (22). Center Magic miał na swoim koncie także 14 zbiórek i 6 bloków. Słabo zaprezentowali się obrońcy zastępujący kontuzjowanych podstawowych zawodników, Redick i Johnson zdobyli razem tylko 7 punktów. Świetnie zagrał natomiast zmiennik na pozycję rzucającego obrońcy, debiutant Lee. Rozegrał najlepszy mecz w swojej karierze zdobywając 19 punktów ze skutecznością z gry 80%, a za trzy trafił 3 z 3 rzutów. Zaliczył także 4 zbiórki, 3 asysty i 3 przechwyty.
W drużynie Wolves najlepszym strzelcem był Jefferson z 19 punktami, miał również 8 zbiórek. Bardzo dobrze spisywał się także Love, który wchodząc z ławki zanotował 16 punktów i 12 zbiórek. Słabe spotkanie rozegrał Miller, który zakończył mecz z 4 punktami. Chociaż w pewnym stopniu może być usprawiedliwiony urazem, który wykluczył go z gry przez sporą część trzeciej kwarty.
Gracze gości tylko 2 razy trafili za trzy (na 9 rzutów), podczas gdy Magic mieli aż 10 celnych rzutów zza linii.
Lakers - Sixers 114:102
Mecz rozpoczął się bardzo dobrze dla Sixers, którzy po pierwszych minutach prowadzili 15-5. Ale już chwilę później Lakers odnotowali serie 18-6 i to oni mieli przewagę po pierwszej kwarcie. Do końca spotkania goście z LA nie stracili już swojego prowadzenia.
Bryant, w swoim rodzinnym mieście zagrał bardzo dobrze i poprowadził Lakers do zwycięstwa. Zdobył 32 punkty (60% z gry), 6 zbiórek i 4asysty. Dobry mecz rozegrał również Gasol, który miał na swoim koncie double-double (22pts/ 13reb). Poza nimi jeszcze dwóch graczy Lakers zdobyło ponad 10 punktów, byli to Bynum (18) i Radmanovic (11).
W Sixers dobrze zagrali Miller (26pts/ 8reb/ 5ast) i Iguodala (19pts/ 5reb/ 5ast). Natomiast dla Branda nie był to udany mecz, trafił z gry tylko raz na 7 prób, miał 5 zbiórek, a co najgorsze w trzeciej kwarcie musiał opuścić parkiet z powodu kontuzji. Natomiast znacznie lepiej niż ostatnio zaprezentowali się Young (17pts/ 8reb) i Dalembert (11pts/ 8reb).
Bobcats - Thunder 103:97
Pierwszy raz w tym sezonie Bobcats mogli liczyć na swój duet podkoszowy. Okafor w drugim meczu z rzędu grał bardzo skutecznie w ataku i zdobył ponad 20 punktów. Na swoim koncie miał 26 punktów i 13 zbiórek. Natomiast May po raz pierwszy w tym sezonie zanotował double-double (10pts/ 11reb). Ciągle jeszcze nie jest on dobrze przygotowany kondycyjnie i szybko się męczy, ale w końcu znacznie efektywniej wykorzystał minuty spędzone na parkiecie.
Drugim strzelcem drużyny z Charlotte był Wallace mając 21 punktów. Richardson zdobył ich 18, a z ławki najwięcej punktów miał Augustin - 10. Natomiast podstawowy rozgrywający Bobcats mógł pochwalić się 12 asystami.
W drużynie gości bardzo dobrze zagrali Durant (24pts) i Green (18pts), obaj trafili z gry z ponad 75% skutecznością. Dwucyfrową zdobycz punktową zanotowali jeszcze: Wilcox (12), Westbrook (10) i Smith (13).
Thunder bardzo dobrze radzili sobie w rzutach za trzy, na 11 rzutów trafili aż 7.
Hornets - Suns 104:91
Pod nieobecność Shaqa i Nasha, Stoudemire robił co mógł by poprowadzić swoją drużynę do zwycięstwa, jednak Hornets grali zbyt dobrze by ten mecz przegrać. Amare zakończył spotkanie z 26 punktami i zaledwie 4 zbiórkami. I to właśnie porażka w walce na tablicach była w dużej mierze przyczyną niepowodzenia Suns w Nowym Orleanie. Hornets wykorzystali nieobecność O'Neala i zebrali aż 16 piłek więcej (46-30). W ekipie z Phoenix wyróżniającymi się zawodnikami byli jeszcze zastępujący Nasha, Barbosa z 19 punktami i Hill, który zdobył 17 punktów, 6 asyst i 6 zbiórek. Z ławki natomiast dobrze zagrał Barnes, zaliczył 13 punktów i 7 zbiórek.
Zarówno bez Shaqa jak i bez Nasha, Suns mają bilans 1-2.
W drużynie gospodarzy trójka zawodników miała ponad 20 punktów: Sotjakovic - 24 (trafił 5 z 9 rzutów za trzy), West -23 (zebrał także 14 piłek) i Paul - 24 (odnotował kolejne w sezonie double-double mając 15 asyst). Poza nimi jeszcze tylko Chandler zdobył ponad 10 punktów na koncie (14).
Bucks - Bulls 97:90
Bucks wreszcie zagrali w pełnym w składzie, z Reddem i Bogutem w pierwszej piątce. Jednak to nie oni odegrali najistotniejszą rolę w tym, zwycięskim dla Milwaukee, meczu. Nadspodziewanie dobrze zagrali zmiennicy Villanueva i Gadzuric. Dla rezerwowego centra Bucks był to najlepszy występ w sezonie, zdobył 11 punktów i zebrał 14 piłek, a do tego dołożył jeszcze 3 bloki. Charlie V natomiast był pierwszym strzelcem drużyny z 23 punktami, zaliczył także 10 zbiórek. Wracający po kontuzji Redd zakończył mecz z 13 punktami, a Bogut na swoim koncie miał ich zaledwie 5 i 4 zbiórki. Bardzo dobrze zagrali Jefferson, który zdobył 21 punktów i Ridnour, mający double-double (12pts/ 10ast).
W drużynie z Chicago najlepiej zaprezentowali się Gordon (22pts/ 6reb) i Deng (21pts/ 6reb). Swoje zrobił także Rose, który zdobył 18 punktów, 9 asyst i 4 przechwyty. Jednak po raz kolejny miał również problemy ze stratami, tym razem odnotował ich 5. Fatalny mecz pod względem skuteczności w ataku rozegrał Gooden, spudłował 10 z 11 rzutów z gry i zakończył spotkanie z 2 punktami. Najlepszym rezerwowym okazał się Hughes z 13 punktami.
Heat - Jazz 93:89
Wade mimo migreny zagrał dobre spotkanie, ale to dzięki skutecznemu wsparciu partnerów mógł poprowadzić Heat do zwycięstwa w Salt Lake City. Gwiazdor drużyny z Miami zdobył 23 punkty, na swoim koncie miał też po 5 asyst i zbiórek. Poza nim, jeszcze 5 zawodników miało dwucyfrową zdobycz punktową: Marion (15), Beasley (12), Haslem (11), Chalmers i Cook (po 10).
Starciem w Utah, Heat zakończyli 5 meczową serię wyjazdową na zachodzie, ich bilans wyniósł 3-2. Jazz natomiast przegrali drugi mecz z rzędu przed własną publicznością. A od czasu gdy wygrali 6 pierwszych spotkań w Salt Lake City, odnotowali bilans 2-3.
Heat wygrali drugą i trzecią kwartę 55-41.
Osłabieni przez kontuzje Jazz tym razem nie potrafili wygrać na własnym parkiecie. Najlepszym graczem był Millsap, który zdobył 20 punktów i 13 zbiórek. Drugim strzelcem był Brewer z 18 punktami. Słabo zagrali natomiast czołowi zawodnicy Jazz. Williams zdobył 13 punktów trafiając 4 z 12 rzutów z gry, miał tylko 5 asyst i aż 6 strat. Okur natomiast miał tylko 6 punktów przy skuteczności z gry na poziomie 22%.