najlepszy zawdonik

Nets - Kings 116:114 (OT)
Po ostatniej dotkliwej porażce z Lakers, Nets nie mieli zamiaru drugi raz z rzędu przegrywać. Chociaż na 34 sekundy przed zakończeniem meczu to Kings mieli 6 punktów więcej (103-97). Jednak gospodarze pozwolili swoim przeciwnikom odrobić straty. Na początku faul poza grą, z dala od piłki, odnotował Jackson za co Kings zostali ukarani rzutem wolnym, który skutecznie wykonał Carter. Następnie przy rzucie za trzy faulowany został Simmons i trafił 2 z 3 wolnych (103-100). W kolejnych dwóch akcjach w obronie, Nets wiedzieli kogo faulować. Salmons cztery raz stawał na linii rzutów wolnych, z czego celne były tylko dwa jego rzuty. Wykorzystał to Harris, najpierw trafił za dwa, a na 7 sekund przed końcem zdobył trzy punkty rzutem z dystansu, który doprowadził do dogrywki (105-105). W doliczonym czasie gry, w ostatnich sekundach znowu prowadzili Kings. Po rzucie wolnym Millera wynik wynosił 114-113 na 17 sekund przed końcem. Jednak Nets ponownie mogli liczyć na Harrisa, który trafił bardzo ważny rzut za 2. Do końca pozostawało 12 sekund, ale gospodarzom nie udało się skutecznie odpowiedzieć, za trzy spudłował Jackson i było po meczu.
Mimo, że Harris zdobywał najważniejsze punkty, to jednak Carter był pierwszym strzelcem drużyny. Vince zdobył 25 punktów, podczas gdy rozgrywający Nets miał ich 18, w tym 9 w czwartej kwarcie i dogrywce. Bardzo dobrze zagrali również debiutanci. Lopez na swoim koncie miał 20 punktów i 8 zbiórek, natomiast urodzony w Sacramento Anderson zaliczył 13 punktów i również 8 zbiórek. Słabo zaprezentowała się dwójka Simmons-Yi, razem zdobyli 17 punktów trafiając tylko 6 z 17 rzutów z gry.
Rekordową zdobycz punktową w swojej karierze zanotował Salmons, który miał 38 punktów. Jednak w końcówce zawiódł i nie poprowadził swojej drużyny do zwycięstwa. W ostatnich sekundach czwartej kwarty i w dogrywce spudłował 3 z 8 rzutów wolnych, które mogły zadecydować o wygranej. Natomiast ostatnie punkty z gry zdobył na 2 minuty przed zakończeniem regulaminowego czasu gry. Skutecznie pomagali mu Miller (20pts/ 13reb/ 6ast) i Udrih (16pts/ 10ast). Z ławki największe wsparcie dali Hawes (15pts/ 9reb) i Jackson (12pts/ 6reb). Zawiodła natomiast dwójka podstawowych graczy Moore i Thompson. Ich łączna zdobycz punktowa wyniosła zaledwie 7 przy skuteczności z gry 33.3%.
Bosh po raz kolejny w ostatnim czasie rozegrał fantastyczne spotkanie. Wcześniej jednak jego popisy nie przekładały się na zwycięstwa, teraz udało mu się zapewnić Raptors wygraną. Zdobył 39 punktów, w tym aż 30 z gry. Trafiając 15 rzutów z gry pobił swój rekord kariery, a jego skuteczność wyniosła aż 75%. Do tego zebrał jeszcze 11 piłek i miał 2 bloki.
Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
autorem wszystkich tekstów jest Adam Szczepański
Nets po raz kolejny wygrywają w dogrywce
Podsumowanie dnia: 26.11
Pacers - Rockets 91:90
Oba zespoły grały bardzo nierówno, dlatego pierwszą i trzecią kwartę wygrali Rockets w sumie 20 punktami, a pozostałe dwie Pacers, przewagą 21. Po pierwszej połowie trzema punktami prowadzili goście z Indiany. W trzech wcześniejszych meczach, za każdym razem także wygrywali pierwsze 24 minuty, a potem przegrywali mecze. Tym razem było inaczej, ponieważ świetnie zagrali w czwartej kwarcie, w której odrobili dziesięciopunktową stratę. Gospodarze prowadzili jeszcze na 14 sekund przed końcem. Wtedy skuteczną akcję w ataku przeprowadził Granger. Wszedł pod kosz i co prawda pierwszego rzutu nie trafił, ale dobił wypadającą z kosza piłkę dając swojej drużynie jednopunktową przewagę. Rockets mieli jeszcze sporo czasu by zdobyć decydujące punkty, ale spod kosza nie trafił Yao, a po zbiórce ofensywnej spudłował Artest. Przez ostatnie 6 minut i 28 sekund czwartej kwarty gospodarze nie trafili z gry ani razu. W tym czasie Pacers odnotowali serię 17-6, dlatego udało im się wygrać ten mecz.
Rockets musieli radzić sobie bez McGady'ego, ale do gry wrócił natomiast Battier. Było to dopiero jego pierwsze spotkanie w tym sezonie i od razu wyszedł w pierwszej piątce zastępując T-Maca. Battier nie był jednak w stanie znacząco pomóc drużynie, zwłaszcza w ataku. Trafił tylko 2 z 6 rzutów z gry zdobywając 5 punktów. Jednak po zawodniku, który opuścił wcześniejsze 15 spotkań nic więcej nie można było oczekiwać.
Już pod 6 minutach gry boisko musiał opuścić Yao. Wchodzący pod kosz Murphy uderzył go łokciem czego wynikiem była rozcięta skóra nad okiem Chińczyka. Yao musiał udać się do szatni, ale już na początku pierwszej kwarty był gotowy do gry. Chociaż jego nieobecność nie wpłynęła negatywnie na Rockets, którzy pierwszą kwartę zakończyli serią 11-6.
Yao razem z Artestem był najlepszym strzelcem drużyny, obaj zdobyli po 19 punktów. Ming miał na swoim koncie także 10 zbiórek. Natomiast Artest mimo, że zdobył sporą ilość punktów to dokonał tego przy fatalnej skuteczności z gry wynoszącej 28.6%. Świetnie zagrali dwaj silni skrzydłowi Rockets, Scola zakończył spotkanie z dorobkiem 15 punktów i aż 18 zbiórek, double-double miał również rezerwowy Landry (15pts/ 10reb).
Rockets co prawda dominowali na tablicach, zebrali 13 piłek więcej (57-44), ale nie potrafili tego wykorzystać ponieważ ich skuteczność z gry była na bardzo niskim poziomie (34.8%).
Najskuteczniejszym zawodnikiem Pacers był Murphy. Zdobył 21 punktów w całym spotkaniu, w tym aż 14 w decydującej ostatniej kwarcie. Poza zdobyczami punktowymi miał także 14 zbiórek. Dobrze zagrał również Granger, a na swoim koncie miał 16 punktów, 6 zbiórek, 5 asyst i aż 6 bloków. 10 punktów zdobył Ford, ale trafił tylko 3 z 10 rzutów z gry i odnotował 5 asyst. Z ławki, podstawowych graczy dobrze wsparli Rush (11pts) i Jack (10pts).

statystyki
PTS 40 C.Bosh vs.CHA
REB 18 L.Scola vs.IND
AST 15 D.Williams vs.MEM
STL 5 D.Wade, R.Westbrook
BLK 6 D.Granger, S.Hawes
Daequan
Cook
Heat bez wątpienia byli najgorszą drużyną minionego dnia. Słabo zagrali wszyscy zawodnicy drużyny z Miami, ale rezerwowego Cooka wybrałem na najodpowiedniejszego reprezentanta Heat. W meczu z Blazers zagrał 23 minuty, w tym czasie oddał 8 rzutów z gry, w tym 4 za trzy i wszystkie spudłował. Poza zerowym dorobkiem punktowym na swoim koncie miał jeszcze 1 asystę, 2 przechwyty i zero zbiórek.
George
Hill
Hill w czwartym kolejnym meczu grał na najwyższym poziomie. Świetnie wykorzystuje nieobecność Parkera i już stał się jednym z najważniejszych zawodników w drużynie. W meczu z Bulls odnotował pierwsze w karierze double-double zdobywając 19 punktów i zbierając 11 piłek. W czwartej kwarcie zdobył 12 z 22 punktów całego zespołu. Warto przypomnieć, że w drafcie został wybrany dopiero z numerem 26.
najlepszy debiutant
najgorszy zawdonik
Magic - Wizards: Wizards są po najlepszym meczu w sezonie, ale z Magic będzie im znacznie trudniej zagrać tak dobrze jak ze słabymi Knicks
Hornets - Nuggets: oba zespoły wygrały swoje ostatnie mecze, dlatego powinien to być bardzo wyrównany pojedynek, a najciekawsze w nim będzie starcie rozgrywających
zapowiedzi najbliższych spotkań
Chris
Bosh
Nuggets - Clippers 106:105
To było pierwsze starcie Camby'ego z jego byłą drużyną. Center drużyny z LA zagrał bardzo dobrze zaliczając 17 punktów i 11 zbiórek, ale nie wystarczyło to by pokonać Nuggets. Natomiast dla Randolpha był to pierwszy mecz w barwach Clippers. Wchodząc z ławki zagrał 26 minut, ale nie mógł zaliczyć tego występu do udanych. Zdobył tylko 7 punktów trafiając 3 z 11 rzutów i miał 4 zbiórki.
Po 35 minutach gry goście z Denver prowadzili siedmioma punktami (77-64). W tym momencie Clippers ruszyli do odrabiana strat, ale minęło dużo czasu zanim udało im się dogonić rywali. W tej części gry gospodarzy prowadziła czwórka zawodników, która zdobyła 35 (Camby 10, Davis i Grodon po 9, Taylor 7) z ostatnich 41 swojej drużyny. Do remisu (103-103) doprowadzili dopiero na minutę i 35 sekund przed zakończeniem meczu, po celnym rzucie za trzy Gordona. Szybko odpowiedział jednak Anthony i ponownie prowadzenie mieli goście. W kolejnej akcji spudłował Davis, a faulowany Martin wykorzystał tylko jeden rzut wolny. Na 34 sekundy przed końcem dwa punkty spod kosza zdobył Randolph i Clippers mieli jeszcze szansę na zwycięstwo, tym bardziej, że w następnej akcji Nuggets, airballem 'popisał się' Carter. Gospodarze mieli 10 sekund by wygrać ten mecz. Jednak źle rozegrali ostatnią akcję, w efekcie czego decydujący rzut oddawał Camby zza linii trzech punktów i tak jak można było sie spodziewać był on niecelny.
Najwięcej punktów w zespole Clippers, drugi raz z rzędu, zdobył debiutant Gordon. Tym razem miał ich 24, trafiając z gry 57.1% swoich rzutów. Bardzo dobrze zagrał też inny debiutant w zespole z LA. Taylor wchodząc z ławki zaliczył 12 punktów, w tym 7 na przełomie trzeciej i czwartej kwarty. Double-double odnotował Davis z 18 punktami i 10 asystami. Clippers natomiast nie mogli liczyć na Kamana. Wystąpił on tylko w pierwszej kwarcie, a w kontynuowaniu gry przeszkodził mu uraz stopy.
Clippers w tym meczu prowadził asystent trenera, Kim Hughes. Dunleavy był nieobecny z powodu pogrzebu teścia.
Nuggets do zwycięstwa poprowadził Anthony zdobywając 30 punktów i 11 zbiórek. Bardzo dobrze zagrał też duet podkoszowy. Martin i Nene razem mieli na koncie 34 punkty i 19 zbiórek. Zawiódł natomiast Billups, który miał skuteczność z gry na poziomie 18% i zakończył mecz z dorobkiem 7 punktów. Jednak zrobił co do niego należy w kreowaniu gry odnotowując 11 asyst. Z ławki świetną zmianę dali Carter i Kleiza zdobywając 28 punktów.
Hawks - Bucks 102:96
Hawks po raz 10 w tym sezonie grali bez Smitha, Bucks natomiast już od 12 spotkań muszą sobie radzić bez Redda, a w tym meczu do nieobecnych dołączył także kontuzjowany Bogut.
Mimo znaczącego osłabienia Bucks do końca walczyli o zwycięstwo dzięki świetnej grze trójki zawodników: Jefferson (25pts/ 6reb), Sessions (21pts/ 8ast/ 7reb) i Villanueva (19pts). Gracze pierwszej piątki, poza Jeffersonem, zdobyli tylko 19 punktów.
W Hawks świetnie zagrała podstawowa czwórka zawodników (Bibby, Horford, Johnson i Williams), a także ich najważniejszych rezerwowy Murray, każdy z nich miał przynajmniej 15 punktów. Najwyższą zdobyczą mógł pochwalić się Horford z 21 punktami. Dopiero piątym strzelcem był Johnson z 15 punktami na knocie, ale słabą dyspozycję rzutową nadrobił skutecznie kreując partnerów w ataku (9ast).
Haws trafili 10 razy za trzy (na 24 próby), Bucks tylko 2 razy (na 12).
Cavs - Thunder 117:82
Cavs nadal pozostają niepokonani na własnym parkiecie (8-0).
Gospodarze rozpoczęli mecz od serii 13-0 i z każdą kolejną minutą powiększali swoje prowadzenie. Po pierwszej połowie ich przewaga wyniosła 34 punkty (66-32), co jest najwyższym prowadzeniem po pierwszych 24 minutach w historii klubu z Cleveland.
James wyrównał swój rekord kariery w najmniejszej liczbie minut spędzonych na parkiecie. Grał tylko 17 minut (w pierwszej kwarcie i na początku trzeciej), w tym czasie zdobył 14 punktów. Z zawodników pierwszej piątki tylko West i Williams przebywali na boisku więcej niż 20 minut, a z całego zespołu tylko Hickson grał ponad 30 minut.
W drugim meczu z rzędu wszyscy zawodnicy Cavs będący w składzie meczowym zdobyli punkty.
Cavs mieli skuteczność rzutów z gry na poziomie 60%, Thunder 35%.
Gracze z Oklahomy zagrali fatalnie, tylko trzech z nich zdobyło ponad 10 punktów (Durant 13, Westbrook 13, Wilcox 14). Ale również w Thunder wszyscy zawodnicy mieli na swoim koncie punkty.
Raptors - Bobcats 93:86
Kolejny fantastyczny występ Bosha. Trafił swoje pierwsze 8 rzutów z gry, spudłował dopiero pod koniec drugiej kwarty. Zakończył spotkanie z 39 punktami trafiając rekordowe w swojej karierze 15 rzutów z gry. Jego skuteczność wyniosła 75%. Z linii rzutów wolnych pomylił się tylko raz na 10 prób. Do tego miał także 11 zbiórek, co dało mu 8 w sezonie double-double.
Raptors grali bez kontuzjowanego O'Neala. Jego nieobecność zminimalizował świetny mecz wchodzącego z ławki Grahama, który zdobywając 17 punktów po raz pierwszy w tym sezonie przekroczył barierę 10 punktów. Dwucyfrową zdobycz punktową mieli jeszcze Bargnani (11) i Calderon (10). Włoch zebrał także 9 piłek, natomiast podstawowy rozgrywający Raptors zaliczył 9 asyst.
Na niespełna 3 minuty przed końcem spotkania Bobcats przegrywali tylko jednym punktem 86-87. Od tego momentu nie trafili już do kosza rywali.
Duet rozgrywających Augustin-Felton, który ostatnio poprowadził drużynę z Charlotte do zwycięstwa, tym razem zdobył tylko 17 punktów (6 z 17 z gry). Najlepiej zagrali Wallace (23pts/ 8reb) i Okafor (16pts/ 14reb), a spośród rezerwowych najskuteczniejszy był Dudley z 13 punktami. Zawiedli natomiast teoretycznie najlepsi strzelcy, Morrison i Carroll razem trafili tylko 2 z 12 rzutów z gry.
Celtics - Warriors 119:111
Warriors rozegrali świetną drugą kwartę, którą wygrali aż 20 punktami (39-19). Celtics przez pierwszą połowę tej kwarty nie trafili ani razu z gry. Jednak po przerwie gospodarze wrócili do swojej normalnej dyspozycji. Zdobyli 32 punkty pozwalając swoim rywalom z Golden State na jedynie 16, dzięki czemu na czwartą kwartę wychodzili z trzypunktowym prowadzeniem. W ostatniej części przez pierwsze 6 minut toczyła się wyrównana walka, potem Cletics objęli prowadzenie i do końca kontrolowali przebieg spotkania.
W drużynie gości świetnie zagrali Maggette - 32 punkty (60% z gry) i Jackson - 30 punktów (61% z gry). Zacznie lepiej niż w swoim debiucie w ekipie Warriors zaprezentował sie Crawfrod kończąc mecz z dorobkiem 18 punktów, 6 zbiórek i 6 asyst.
W Celtics aż 4 zawodników miało ponad 20 punktów: Allen (25), Rondo (22), Garnett i Pierce (po 21). KG zebrał także 13 piłek odnotowując double-double. Poza tą czwórką nikt inny nie miał dwucyfrowych zdobyczy punktowych, ale trzech graczy zdobyło po 9 punktów.
Magic -Sixers 96:94
Po pierwszej połowie Magic prowadzili 10 punktami (55-45). Trzecią kwartę wygrali Sixers i ostatnie 12 minut to oni rozpoczynali z jednopunktową przewagą. Na 14 sekund przed końcem, po dwóch rzutach wolnych Iguodali gospodarze prowadzili 94-93. Magic wykorzystali swoją ostatnią akcję, którą skutecznym rzutem za trzy zakończył Lewis.
W ekipie z Orlando bardzo dobrze zagrali Howard (21pts/ 14reb) i Lewis (19pts). Spośród graczy rezerwowych rewelacyjny występ odnotował Battie. Przez 20 minut gry trafił wszystkie swoje z gry (9/9), zdobywając 20 punktów.
Najlepszymi zawodnikami Sixers byli Brand (21pts/ 6reb) i Iguodala (17pts/ 7ast/ 6reb). Słabo zagrał Miller trafiając tylko 3 z 13 rzutów. Z ławki, podstawowych zawodników dobrze wspierali Williams (13pts) i debiutant Speights (12pts).
Pistons - Knicks 110:96
Po dwóch fatalnych meczach, w których zdobyli łącznie zaledwie 160 punktów, zawodnicy z Detroit wreszcie zagrali skutecznie w ofensywie.
Po pierwszej połowie Pistons prowadzili 59-43.
Aż 8 zawodników Pistons miało na koncie dwucyfrową zdobycz punktową, takie osiągnięcie gracze z Detroit zanotowali ostatnio w 1990 roku. Najwięcej punktów, 17, zdobył Hamilton. Świetne występy, z double-double na koncie, mieli młodzi gracze: Styckey (13pts/ 11ast) i Johnson (12pts/ 13reb). Dla rozgrywającego Pistons był to rekord kariery w ilości asyst, natomiast dla silnego skrzydłowego najwyższa liczba zebranych piłek w karierze.
Knicks ponownie mieli do dyspozycji tylko 8 zawodników. Chociaż D'Antoni korzystał właśnie z 7, bo Rose na parkiecie pojawił się tylko na 5 minut. Po raz kolejny także Marbury nie miał zamiaru grać. Drużyna z Nowego Jorku musiała radzić sobie bez Robinsona, który w ostatnim meczu doznał kontuzji i bez Mobley'a, który jeszcze nie zadebiutował w nowej drużynie. Natomiast Richardson grał mimo urazu ramienia, ale przez to był bardzo nieskuteczny i trafił tylko 2 z 10 rzutów z gry (6pts). Pod koniec trzeciej kwarty sfrustrowany Chandler został wyrzucony z boiska i skład drużyny jeszcze bardziej się ograniczył.
W swoim drugim meczu w barwach Knicks, w pierwszej piątce wystąpił Harrington i z 25 punktami był pierwszym strzelcem zespołu. Drugim najlepszy zawodnikiem w drużynie z Nowego Jorku był Lee, który po raz kolejny miał na koncie double-double (17pts/ 15reb). Nieźle zaprezentował się także drugi nowy zawodnik Knicks, Thomas zakończył mecz z 12 punktami i 6 zbiórkami.
Rezerwowi Pistons wygrali z krótką ławką Knicks 49-20.
Suns - Wolves 110:102
Wolves wygrali pojedynek na tablicach 49-36, dzięki temu mieli znacznie więcej okazji do zdobycia punktów. Oddali aż 92 rzuty z gry, ale trafili jedynie 39 z nich (42.4%). Suns wystarczyło 69 rzutów by trafić 37 (53.6%). Gracze z Phoenix znacznie częściej stawali na linii rzutów wolnych niż ich rywale (32/40), podczas gdy Wolves z 28 rzutów wolnych spudłowali 11.
Po jednym meczu odpoczynku dobre spotkanie rozegrał Shaq, miał 18 punktów i 10 zbiórek. Wszyscy zawodnicy pierwszej piątki Suns mieli na koncie dwucyfrową zdobycz punktową, a najskuteczniejszy okazał się Nash z 20. Z graczy rezerwowych znacznie lepiej niż ostatnio zaprezentował się Barbosa (9pts), natomiast debiutant Singletary zaliczył rekordowe w karierze 8 punktów i wyrównał swój rekord zbierając 5 piłek.
W zespole Wolves fantastycznie spisywał się Jefferson. Zdobył 28 punktów i zebrał 17 piłek. Dobrze grali także Foye (17pts/ 5ast) i Gomes (16pts).
Spurs - Bulls 98:88
Po pierwszej wyrównanej połowie, w drugiej Spurs przejęli kontrole i wygrali tą część dziesięcioma punktami.
Drużynę z San Antonio do zwycięstwa poprowadziła trójka Duncan-Ginobili-Hill. Duncan zdobył 21 punktów, w tym aż 18 w pierwszej połowie. W drugiej części nie był widoczny w ataku, oddał tylko dwa rzuty z gry (trafił raz). W swoim drugim meczu w tym sezonie Ginobili miał 15 punktów przy 63.5% skuteczności z gry. Natomiast Hill kontynuuje swoją fantastyczną postawę. Był najlepszym strzelcem drużyny z ławki z 19 punktami. Zebrał także 11 piłek, co dało mu pierwsze double-double w karierze.
Dzięki świetnym występom Ginobili'ego i Hilla z ławki, zmiennicy Spurs zdobyli w sumie 54 punkty, a rezerwowi Bulls tylko 25.
Dla trenera drużyny gości, Del Negro, mecz w San Antonio był powrotem do miasta, w którym grał przez 6 lat swojej kariery. Niestety w roli szkoleniowca nie udało mu się tu wygrać. W zespole gości najlepiej zagrał Gordon (23pts) i Gooden (20pts/ 12reb). Rose natomiast nie był w stanie pomóc Bulls w ofensywie tak, jak w ostami meczu i zdobył tylko 10 punktów. Na swoim koncie miał także po 6 zbiórek i asyst. Z graczy pierwszej piątki bardzo słaby mecz rozegrał Hughes, który trafiał z gry ze skutecznością 28.6% i zdobył 8 punktów.
Jazz - Grizzlies 117:100
Jazz przegrali ostatni mecz u siebie, ale tym razem z Williamsem w składzie nie mieli problemów by pokonać Grizzlies.
Wracający do gry Williams rozegrał świetny mecz i poprowadził drużynę do zwycięstwa. Rozgrywający Jazz miał aż 15 asyst i 11 punktów. Trzech zawodników gospodarzy zdobyło ponad 20 punktów, w tym dwóch odnotowało także double-double: Millsap (24pts/ 16reb), Okur (21pts/ 10reb) i Brewer (21pts). Z ławki bardzo dobrze zagrał Kirilenko kończąc mecz z dorobkiem 17 punktów i 4 asyst.
Jazz w całym spotkaniu mieli 31 asyst, podczas gdy Grizzlies zaliczyli ich tyle co sam Williams (15).
Po ostatnim słabym występie do dobrej dyspozycji strzeleckiej powrócił Gay. Zdobył 27 punktów trafiając 10 z 18 rzutów z gry. W ataku skutecznie pomagał mu Mayo, który miał 22 punkty. Poza tą dwójką tylko Gasol miał jeszcze dwucyfrową zdobycz punktową (12), zebrał też 8 piłek.
Blazers - Heat 106:68
Blazers byli pierwszą drużyną w tym sezonie, która pokonała Heat na ich parkiecie. W Portland, Heat nie udało się zrewanżować.
Blazers zupełnie rozbili swoich przeciwników. Heat w czwartej kwarcie zdobyli zaledwie 11 punktów, w pierwszej i trzeciej 17, najwięcej mieli w drugiej i było to 23. Ich skuteczność z gry w całym spotkaniu wyniosła 34.5%, za trzy spudłowali aż 17 z 19 rzutów.
Pierwszy raz od sezonu 1998/99, Blazers rozpoczęli od 6 zwycięstw na własnym parkiecie.
Drużyna gospodarzy pewnie wygrała mimo, że ich najlepszy strzelec, Roy, zdobył tylko 8 punktów trafiając 2 z 8 rzutów. Najwięcej punktów mieli silni skrzydłowi, Aldridge - 16, a rezerwowy Frye - 17. Bardzo dobrze zagrali także debiutanci, Oden zaliczył double-double (10pts/ 10reb), Fernandez zdobył 13 punktów, a Batum rozegrał najlepsze spotkanie sezonu mając na koncie 15 punktów i 6 zbiórek.
W drużynie z Miami najniższą zdobycz punktową w tegorocznych rozgrywkach zaliczył Wade (12). Pierwszym strzelcem był Beasley z 14 punktami. Heat grali bez Mariona, który opuścił spotkanie z powodów osobistych. Jednak nie jest to usprawiedliwienie dla tak fatalnej postawy zespołu.
Blazers wygrali walkę na tablicach zbierając aż 27 piłek więcej (55-28). Mieli również znacznie więcej asyst, 31-14.