najlepszy zawdonik

Nets - Raptors 129:127 (OT)
Ten mecz miał chyba jeden z najciekawszych finiszów w tym sezonie. Byliśmy świadkami wielu fantastycznych zarań i skutecznych rzutów w decydujących sekundach. Chociaż po pierwszej połowie nic na to nie wskazywało, a Raptors pewnie prowadzili 61-47. W drugiej części jednak sytuacja odwróciła się na rzecz Nets, którzy wygrali ją 64-50.
Na niespełna minutę przed końcem czwartej kwarty goście z New Jersey przegrywali 99-106. Wtedy dwa punkty zdobył Carter, faulowany Calderon wykorzystał dwa rzuty wolne i nadal utrzymywała sie przewaga 7 punktów Raptors. Na 24 sekundy przed końcem trafił za trzy Carter i na tablicy wyników widniało 104-108. Piłka była po stronie Raptors, Bargnani miał problem z rozpoczęciem gry z boku boiska i popełnił błąd 5 sekund. Tą stratę gospodarzy w pełni wykorzystali Nets i ponownie skutecznym rzutem akcje zakończył Carter (106-108). Faulowany Calderon po raz kolejny nie pomylił się na linii rzutów wolnych (106-110). Vince zdobył kolejne 2 punkty i do końca pozostawały 4 sekundy. Tym razem Nets udało się sfaulować odpowiedniego gracza, Parker spudłował pierwszy rzut wolny. Trzypunktowa strata dawała szanse Nets na doprowadzenie do remisu i wykorzystał to Carter trafiając za trzy.
Na półtorej minuty przed zakończeniem dogrywki celny rzut Bosha dał Raptors prowadzenie 121-118. Wtedy dwiema skutecznymi akcjami w ataku odpowiedzieli Nets, Hayes trafił za trzy, a Harris za dwa i goście uzyskali dwupunktową przewagę. W kolejnych akcjach udało im się powiększyć ją do 4 punktów i na 13 sekund przed końcem wynik wynosił 125-121 dla gości. Wtedy niesamowitym rzutem za trzy popisał się Bosh przywracając swojej drużynie nadzieję na wygraną. Do końca pozostawało 5 sekund, a faulowany Hayes trafił 2 rzuty wolne (127-124). Wtedy Raptors odpowiedzieli celnym rzutem za trzy Parkera i doprowadzili do remisu (127-127) na 2.1 sekundy przed końcem. Ten czas wystarczył Nets na wygarnie meczu. Simmons rozpoczynając grę z boku boiska świetnie znalazł Cartera i podał mu piłkę nad kosz. Vince wykorzystał to kończąc alley oppa wsadem dającym Nets zwycięstwo.
Najlepszym zawodnikiem Nets był oczywiście Carter. Zakończył spotkanie z dorobkiem 39 punktów. W czwartej kwarcie zdobył ich 12, z czego wszystkie w ostatniej minucie. Poza zdobyczami punktowymi miał także 9 zbiórek i 6 asyst. Drugim strzelcem był Harris z 30 punktami na koncie.
Raptors prowadzeni byli przez Bosha, który zaliczył drugi mecz z dorobkiem 40 punktów w ciągu ostatnich trzech spotkań. Zdobył 42 punkty, w tym pierwszy raz w sezonie trafił za trzy. Miał także 9 zbiórek i 4 asysty. Niestety po raz kolejny, gdy on zdobył 40 punktów jego drużyna przegrała.
Rekord kariery w zdobyczach punktowych odnotował Bargnani, miał ich 29 punktów, zebrał także 10 piłek. Trzecim rewelacyjnie spisującym się graczem Raptors był Calderon. Na swoim koncie miał 26 punktów i 15 asyst. Gorzej w ofensywie zaprezentował się Parker, który w całym meczu spudłował 6 z 9 rzutów. Za trzy trafił tylko raz na 6 prób, ale był to bardzo ważny rzut w ostatnich sekundach dogrywki.
Na samym początku czwartej kwarty kontuzji kolana doznał O'Neal. Kiedy próbował zdobyć punkty spod kosza został ostro ściągnięty w dół przez Williamsa. Skrzydłowemu Nets odgwizdano flagrant foul, ale znacznie gorzej skończyło się to dla środkowego gospodarzy. JO musiał opuścić parkiet i już nie wróciło gry. Zakończył spotkanie z 7 punktami i zbiórkami.
Carter pokazał w Toronto na co go stać. Rozegrał najlepsze spotkanie sezonu prowadząc Nets do zwycięstwa. To on zdobywał najważniejsze punkty w meczu, w tym te doprowadzające do dogrywki i te dające ostateczne zwycięstwo jego drużynie. Na swoim koncie miał 39 punktów (60.7% z gry), 9 zbiórek i 6 asyst.
Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
autorem wszystkich tekstów jest Adam Szczepański
Niesamowity występ Cartera w Toronto
Podsumowanie dnia: 21.11
Magic - Pacers 100:98 (OT)
Przez trzy kwarty mecz w Indianie układał się po myśli gospodarzy. Przez większość czasu prowadzili, a czwartą kwartę rozpoczęli z przewagą 7 punktów. Dopiero wtedy Magic wzmocnili obronę i zaczęli odrabiać straty. Po niespełna 8 minutach tej kwarty goście doprowadzili do remisu, po 85. Ostatnie minuty regulaminowego czasu gry były bardzo wyrównane i nikt nie był wstanie objąć znaczącego prowadzenia. Gdy do końca pozostawało 6 sekund (91-91) okazję do zdobycia decydujących punktów mieli gracze Pacers. Piłkę dostał Nesterovic, który próbował trafić spod kosza, jednak na jego drodze stanął Howard. Center Magic zablokował rzut środkowego gospodarzy, co doprowadziło do dogrywki. Przez ostatnie 12 minut Magic pozwolili Pacers zdobyć zaledwie 14 punktów, podczas gdy oni mieli ich 21.
W doliczonym czasie gry utrzymywała się wyrównana walka na całym parkiecie. Na 29 sekund przed końcem Lewis trafił z półdystansu wyprowadzając gości na dwupunktowe prowadzenie. Ponownie drużyna z Indiany miała ostatnią akcję dla siebie, a punkty doprowadzające do drugiej dogrywki miał zdobyć Ford. I znowu na swoim miejscu był Howard, tym razem nie odnotował bloku, ale zmusił Forda do trudnego rzutu nad jego rękami co spowodowało, że był on niecelny.
To był kolejny fantastyczny występ Howarda w tym sezonie. Poza skuteczną defensywą w decydujących akcjach, center Magic mógł pochwalić się także świetnymi statystykami: 24 punkty, 17 zbiórek i 5 bloków. Oprócz niego, jeszcze dwóch zawodników gości miało ponad 20 punktów: Lewis (23) i Nelson (22). Ten drugi odnotował także 9 asyst, Lewis natomiast miał aż 6 przechwytów. Do drużyny z Orlando, po jedno meczowej absencji, wrócił Pietrus, jednak nie był w najwyższej formie. Zakończył spotkanie z 10 punktami przy 30% skuteczności z gry. Ale jeszcze gorzej zaprezentował się Turkoglu. W całym spotkaniu spudłował aż 12 z 13 rzutów z gry, w tym aż 7 razy niecelnie rzucał za trzy. Na swoim koncie miał 3 punkty, tym samym po raz pierwszy w sezonie nie przekroczył bariery 10 punktów.
W drużynie z Indiany najlepszy mecz w tym roku rozegrał Daniels. Zdobył 25 punktów przy skuteczności z gry wynoszącej 57.9%. Dobrze zaprezentowali się również Ford (22pts/ 6reb) i Granger (21pts/ 6reb). Natomiast doświadczony środkowy, Nesterovic, nie był skuteczny w ataku, trafiając tylko 3 z 14 rzutów, ale pomógł swojej drużynie w innych elementach odnotowując 9 zbiórek i 8 asyst.

statystyki
PTS 42 C.Bosh vs.NJN
REB 17 D.Howard, A.Bogut
AST 15 J.Calderon vs.NJN
STL 6 R.Lewis vs.IND
BLK 5 D.Howard, E.Brand
Carmelo
Anthony
Melo miał okropny występ w starciu z Lakers. Co prawda, zakończył mecz z double-double (10pts/ 10reb), ale punkty zdobywał z fatalną skutecznością. Trafił tylko 5 z 19 rzutów z gry. Ani razu przez cały mecz nie stanął na linii rzutów wolnych, co pokazuje jak łatwo było go zatrzymać obrońcom Lakers. Tak dobry zawodnik jakim jest Anthony nawet w słabszym spotkaniu powinien umieć wejść pod kosz i wymusić faule przeciwników by zdobyć łatwe punkty.
Derrick
Rose
Wartość klasowego gracza widać po tym jak prowadzi swoja drużynę. Rose już w swoim debiutanckim sezonie jest liderem drużyny i to jemu Bulls zawdzięczają zwycięstwo w Golden State. Zdobywając w drugiej połowie 23 ze swoich 25 punktów poprowadził drużynę do pierwszego wyjazdowego zwycięstwa. Miał także 5 asyst i 2 przechwyty.
najlepszy debiutant
najgorszy zawdonik
Hawks - Cavs: Cavs przerwali swoją serie zwycięstw w ostatnim meczu i teraz będą chcieli wrócić do wygrywania w starciu z osłabionymi Hawks, ale gracze z Atlanty na pewno łatwo się nie poddadzą
Blazers - Suns: pierwsze starcie Odena z O'Nealem
Bulls - Nuggets: Bulls wygrali pierwszy mecz wyjazdowy i będą chcieli podtrzymać dobrą serię, Nuggets natomiast będą chcieli szybko zapomnieć o porażce z Lakers, bardzo ciekawy będzie pojedynek Billupsa z Rose'm
Celtics - Raptors: Bosh jest w fantastyczne formie, ale nie przekłada się to na wyniki zespołu, teraz CB4 stanie naprzeciwko KG i na pewno będzie ciekawie
zapowiedzi najciekawszych spotkań weekendu
Vince
Carter
Sixers - Clippers 89:88
To było pierwsze starcie Branda z jego byłą drużyną. Przez większość meczu nie zachwycał i nie był dominującą postacią na boisku. Jednak gdy na minutę przed końcem jego drużyna przegrywała 88-87, to jego celny rzut za dwa przesądził o zwycięstwie Sixers. Spotkanie zakończył z 17 punktami (33% z gry), 8 zbiórkami i 5 blokami.
Sixers rozpoczęli ten mecz od bardzo dobrej pierwszej kwarty, którą wygrali 28-16. Ale chyba za szybko poczuli się zbyt pewnie i wykorzystali to Clippers. Goście z LA przez kolejne 12 minut odrobili straty i objęli prowadzenie po pierwszej połowie 49-46. W trzeciej krawacie żadna z drużyn nie dominował, ale ostatecznie Clippers utrzymali swoją przewagę. Gdy do końca pozostawały niespełna 4 minuty Sixers ciągle przegrywali (78-85). Jednak od tego momentu gospodarze przejęli inicjatywę i odebrali Clippers zwycięstwo. Wynik został ustalony już na 57 sekund przed końcem po celnym rzucie Branda. Później już nikt nie zdobył punktów. W ostatecznym zwycięstwie, Sixers pomogła bardzo słaba końcowa ich przeciwników. Drużyna z Los Angeles przez ostanie 5 minut czwartej kwarty zdobyła tylko 3 punkty.
Dla Sixers minimalna wygrana ze słabymi Clippers nie jest dobrym rezultatem. Tym bardziej, że w drużynie z LA nie był Mobley'a i Thomasa, którzy zostali oddani do Nowego Jorku. Daltego zespół z Philly na własnym parkiecie powinien to wykorzystać i odnieść łatwe zwycięstwo.
To była pierwsza wygrana Sixers w tym sezonie w meczu, w którym zdobyli poniżej 90 punktów, ich bilans w tych spotkaniach wynosi teraz 1-5.
Wszyscy zawodnicy pierwszej piątki gospodarzy mieli na swoim koncie ponad 10 punktów. Poza Brandem najlepiej zagrali Young (17pts) i Iguodala (14pts/ 12ast).
W drużynie z LA każdy z trójki: Kaman, Camby, Thornton, zebrał po 9 piłek. Najlepszym strzelcem drużyny był Thornton z 22 punktami. Davis zakończył spotkanie z 18 punktami i 6 asystami.
Rockets - Wizards 103:91
Wizards wygrali pierwszą kwartę 29-17. W drugiej, goście z Houston zmniejszyli straty i pierwsza połowa zakończyła się jednopunktowym powadzeniem gospodarzy. Trzecia kwarta i początek czwartej należał do Wizards. Na 8 minut i 30 sekund przed końcem spotkania Rockets przegrywali 76-85. W tym momencie drużyna z Houston odnotowała serię 27-6 (przez ostatnie 4 minuty 13-0).
W Rockest najlepiej zagrał McGrady, który zdobył 14 ze swoich 20 punktów w ostatniej kwarcie i w dużej mierze przyczynił się do świetnego finiszu jego drużyny. Po jednym opuszczonym meczu do gry wrócił Yao (18pts/ 5reb). Solidnie zagrał również Artest, kończąc spotkanie z dorobkiem 14 punktów, 9 zbiórek i 6 asyst. Pierwszą piątkę bardzo skutecznie wsparli Landry (19pts/ 6reb) i Brooks (18pts/ 4reb).
W ekipie gospodarzy najwyższą zdobycz punktową w sezonie odnotował Jamison - 27. Do tego dołożył 10 zbiórek. Podczas gdy on bardzo dobrze radził sobie w ataku, zawodził drugi lider Wizards. Butler zakończył mecz z 12 punktami trafiając tylko 5 z 15 rzutów za trzy.
W drugim występie w pierwszej piątce trochę lepiej zaprezentował się młody środkowy McGee (8pts/ 4reb/ 2blk), mimo, że miał znacznie bardziej wymagającego przeciwnika niż w starciu z Hawks.
Rockets wygrali walkę na tablicach 44-35.
Wizards trafili tylko 3 razy zza linii rzutów za trzy na 15 prób.
Hawks - Bobcats 88:83
W drugim kolejny meczu Hawks mieli bardzo słaby początek. Przeciwko Wizards rozpoczęli od rezultatu 4-13, teraz 8-21. W obu spotkaniach udało im się ostatecznie wygrać.
Johnson po raz 4 w tym sezonie miał na swoim koncie 30 punktów. Pomogła mu w tym nieomylność na linii rzutów wolnych, trafił wszystkie 11 prób. Na swoim koncie miał także 8 asyst. Największe wsparcie w ataku dostał od Williamsa, który zdobył 22 punkty i odnotował drugie z rzędu double-double zbierając 10 piłek. Bibby zakończył spotkanie z 14 punktami, z czego aż 10 zdobył w czwartej kwarcie. Wtedy trafił także swoje trzy rzuty za trzy.
Do gry wrócił Horford, ale nie zaprezentował się dobrze, miał 4 punkty, 4 zbiórki i 2 bloki.
W drużynie z Charlotte świetnie zagrał debiutant Augustin, dla którego był to pierwszy występ w wyjściowym składzie. Zdobył 26 punktów, trafiając aż 7 z 11 rzutów za trzy, miał także 7 asyst. Jeszcze tylko Wallace zaliczył dwucyfrową zdobycz punktową spośród zawodników Bobcats (17pts/ 10reb). Najsłabiej zagrał Felton pudłując aż 12 z 15 rzutów z gry (6pts).
Był to kolejny meczu Bobcats, w którym byli pozbawienie swojego najlepszego strzelca, Richardsona.
Celtics - Wolves 95:78
To był pierwszy występ Garnetta w Minnesocie od transferu do Celtics. W poprzednim sezonie kiedy jego nowa drużyna grał w Target Center, KG był kontuzjowany. Garnett nie musiał się bardzo wysilać by pokonać drużynę, w której spędził większość swojej kariery i zakończył mecz 17 punktami i 4 zbiórkami.
Decydująca była trzecia kwarta, którą Celtics wygrali 35-10. Wolves w tej części trafili z gry tylko 2 razy.
W ekipie z Bostonu czołowi zawodnicy zrobili swoje, ale jako, że mecz został szybko rozstrzygnięty nie musieli pokazywać pełni sowich możliwości. Pierce miał z double-double (12pts/ 11reb), natomiast Allen zaliczył 11 punktów i 6 asyst.
Bardzo dobrze zagrała dwójka rezerwowych Celtics: Allen (14pts) i Powe (10pts/ 11reb), dla którego było to pierwsze double-double w sezonie.
Wolves mieli fatalną skuteczność z gry - 31.3%.
Najlepszym zawodnikiem gospodarzy był Jefferson z 23 punktami i 4 zbiórkami na koncie. Bardzo słabo zagrali pozostali czterej zawodnicy pierwszej piątki. Trafili w sumie 6 rzutów z gry na 29 oddanych (19pts). Tylko rezerwowy Telfair, poza Jeffersonem, miał dwucyfrową zdobycz punktową (13pts).
Mavs - Grizzlies 91:76
To było pierwsze zwycięstwo Mavs przed własną publicznością, a zarazem czwarta wygrana z rzędu.
Mecz słabo rozpoczął Nowitzki, w pierwszej połowie trafił tylko 4 z 11 rzutów z gry. W drugiej połowie było już znacznie lepiej, nie tylko jego skuteczność wzrosła (6 na 9), ale także zdobył 11 z 13 pierwszych punktów drużyny w trzeciej kwarcie. Spotkanie zakończył z dorobkiem 25 punktów i 10 zbiórek. Z ławki bardzo dobrze wspierał go Terry, mając na swoim koncie 20 punktów, 5 asyst i 6 zbiórek. Swoją drugą najwyższą zdobycz punktową w tym sezonie odnotował Kidd - 18. Poza tym miał także 13 zbiórek i 6 asyst.
Najlepszym strzelcem Grizzlies był Mayo, który zdobył 19 punktów. Jednak trafiał z bardzo niską skutecznością z gry wynoszącą 34.8%. Poza nim, jeszcze trzech zawodników drużyny z Memphis miało ponad 10 punktów: Gay (14), Gasol (12) i Conley (14).
Rezerwowi Mavs wygrali ze zmiennikami Grizzlies 42-17.
Bucks - Knicks 104:87
Knicks po wcześniejszych transferach mieli bardzo ograniczony skład, w efekcie czego tylko 7 zawodników wystąpiło w meczu z Bucks. Szanse mógł dostać także Marbury, ale nie miał zamiaru grać.
Drużyna z Nowego Jorku była pozbawiona sowich dwóch najlepszych strzelców sezonu, których oddano kilkanaście godzin przed meczem. Dlatego Knicks zdobyli jedynie 87 punktów przy skuteczności z gry 34.4%.
Pierwszym strzelcem gości był Duhon z 20 punktami. Natomiast zastępujący oddanych Randolpha i Crawforda w pierwszej piątce, Lee (13pts/ 12reb) i Robinson (19pts/ 10reb) odnotowali double-double.
Bucks wykorzystali osłabienie Knicks i odnieśli łatwe zwycięstwo.
Drużyna z Milwaukee wygrała walkę na tablicach zbierając aż 14 piłek więcej (60-46). Najlepszymi zawodnikami w tym elemencie byli Bogut (17) i Mbah a Moute (13). Debiutant Bucks aż 10 zbiórek miał już po pierwszej kwarcie.
Dobrze zagrał wracający po kontuzji Villanueva. Nie wystąpił w pierwszej piątce gdzie jego miejsce zajął Moute, ale jako rezerwowy zdobył 20 punktów. Spośród zmienników wyróżniał się także Session z double-double na koncie (15pts/ 10ast).
Słaby występ odnotował natomiast Jefferson. Zakończył mecz z 11 punktami, trafiając 4 z 16 rzutów z gry.
Spurs - Jazz 119:94
To był dopiero drugi mecz w tym roku, w którym Spurs zdobyli ponad 100 punktów.
Obie drużyny grały bez swoich podstawowych zawodników. Jazz bez Williamsa, Boozera i Korvera, Spurs bez Ginobiliego i Parkera. Brak czołowych graczy fatalnie wpłynął na postawę Jazz. Podczas gdy Spurs chyba już się przyzwyczaili i nauczyli grać bez dwójki liderów.
Drużyna z Utah najsłabiej zagrała w defensywie. 119 punktów jest ich największą stratą w tym sezonie.
Najlepiej w Jazz zaprezentowali się Brewer (17pts) i Miles (16pts/ 10reb).
W ekipie gospodarzy świetny mecz rozegrał Mason. W całym spotkaniu trafił aż 7 raz za trzy na 10 prób, zdobywając 29 punktów. Bardzo dobry występ miał także debiutant Hill, który po dwóch występach w pierwszej piątce wrócił do roli rezerwowego. Zaliczył 23 punkty i 4 asysty.
Spurs trafili 15 z 25 rzutów za trzy.
Hornets - Thunder 105:80
Hornets wrócili do Oklahomy gdzie jeszcze niedawno występowali przez cześć dwóch sezonów. I chyba czuli się jakby grali u siebie łatwo pokonując Thunder. Natomiast fani z Oklahomy mogą żałować, że w ich mieście nie grają już Hornets.
Goście wygrali pierwszą kwartę 26-17 i już do końca spotkani utrzymywali pewne prowadzenie.
W drużynie z Nowego Orleanu, jak prawie zawsze, najlepiej zagrali West (19pts/ 8reb) i Paul (17pts/ 6reb/ 6ast). Szybko rozstrzygnięty mecz dał możliwość rezerwowym do dłuższej gry. Dzięki temu Armstrong (13pts) i Brown (16pts/ 4ast) rozegrali najlepsze spotkania w sezonie. Dla Browna był to trzeci mecz z rzędu ze zdobyczą przynajmniej 10 punktów.
W Thunder bardzo dobrze zagrał Collison odnotowując 16 punktów i 13 zbiórek. Swoje zrobili także Durant (17pts) i Westbrook (15pts). Poza tą trójką nikt w ekipie gospodarzy się nie wyróżniał. Najsłabszy występ miał Green pudłując wszystkie 6 rzutów z gry (3pts).
Blazers - Kings 117:96
Blzaers wygrali trzecią kwartę 37-18.
Trzech zawodników Blazers miało świetny mecz pod względem rzutów za trzy: Blake trafił 6 z 10, Fernandez 4 z 6, Outlaw 3 z 4.
Najlepszym strzelcem drużyny z Portland był Blake z 20 punktami, tuż za nim był Aldridge z 19.
Oden miała na swoim koncie 7 punktów i 8 zbiórek, natomiast grający w wyjściowym składzie Przybilla zaliczył double-double (10pts/ 10reb).
Kings wygrali pierwsze trzy mecze w Sacramento, od tego momentu odnotowali serię 4 porażek przed własną publicznością.
W zespole gospodarzy najlepiej zaprezentował się Thompson. Zdobył 19 punktów trafiając z gry 6 z 9 rzutów, zebrał także 12 piłek. Dobrze zagrał również inny debiutant, Brown. Wchodząc z ławki miał na swoim koncie 13 punktów i 7 zbiórek. Trzecim młodym zawodnikiem odgrywającym znaczącą rolę w Kings był Hawes (15pts).
Pod koniec trzeciej kwarty Udrih doznał kontuzji łokcia i nie wrócił już do gry, jednak wszystko wskazuje na to, że nie jest to poważny uraz.
Bulls - Warriors 115:110
To był mecz Rose'a. W pierwszej połowie co prawda był niewidoczny (tylko 2 punkty), ale przez kolejne dwie kwarty poprowadził Bulls do zwycięstwa. W drugiej połowie zdobył aż 23 punkty, w tym 12 w czwartej kwarcie. Do niego należało także 8 z 12 ostatnich punktów drużyny zdobytych w meczu. Spotkanie zakończył z dorobkiem 25 punktów i 5 asyst.
Bardzo dobrze w ekipie z Chicago zagrał występujący kilka lat temu w Warriors, Hughes. Zdobył 26 punktów, trafiając 5 z 7 rzutów za trzy. Skuteczną grą popisał się także urodzony w Oakland, Gooden - 18 punktów i 16 zbiórek. Natomiast weteran Hunter rozegrał najlepsze spotkanie w barwach Bulls zdobywając 10 punktów.
Było to pierwsze zwycięstwo Bulls na wyjeździe.
W drużynie Warriors z 32 punktami pierwszym strzelcem był Jackson. Poza tym, miał także 6 asyst, ale też i 8 strat. Najskuteczniej wspierali go Maggette i Biedrins, którzy razem zdobyli 47 punktów. Zawiódł natomiast Morrow. Po dwóch świetnych występach nie zagrał już tak dobrze i zakończył spotkanie z 7 punktami (2 na 9 z gry).
W ekipie gospodarzy warto zwrócić uwagę na debiutanta Randolpha. Przez 13 minut gry zaliczył 10 punktów, 9 zbiórek i 4 bloki.
Lakers - Nuggets 104:90
Lakers odnotowali kolejną łatwą wygraną. Już po pierwszej połowie prowadzili 67-47.
To był fatalny występ Anthony'ego. W całym spotkaniu trafił tylko 5 z 19 rzutów z gry (26.3%) i ani razu nie stawał na linii rzutów wolnych. Ostatecznie udało mu się zdobyć 10 punktów i przedłużyć serię spotkań z dwucyfrową zdobyczą do 218, ale osiągnął to w bardzo słabym stylu.
Z zawodników pierwszej piątki Nuggets dobrze zagrali Billups (15pts/ 9ast) i Nene (18pts/ 5reb). Z ławki najlepiej zaprezentowali się Smith (18pts/ 6reb) i Kleiza (13pts).
Lakers do tak pewnego zwycięstwa poprowadził Bryant. Zdobył 29 punktów przy skuteczności 66.7% i to przez trzy kwarty, w czwartej mógł odpoczywać ponieważ mecz był już rozstrzygnięty. Poza nim, jeszcze czterech zawodników miało ponad 10 punktów: Gasol (12), Bynum (13), Odom (13) i Ariza (11). Center Lakers poza zdobyczami punktowymi mógł się pochwalić także 13 zbiórkami i kolejnym double-double.