najlepszy zawdonik

Suns - Kings 97:95 (OT)
Oba zespoły w tym meczu musiały radzić sobie bez swoich podstawowych zawodników. W Suns nie wystąpili Nash i Barnes, którzy zostali zawieszeni za ostatnią przepychankę w meczu z Rockets, a także Barbosa, który wyjechał do Brazylii po widomości o śmierci matki. Kings natomiast nie mogli skorzystać ze swojego pierwszego strzelca Martina, kolejny mecz opuścił także Garcia.
Suns rozegrali bardzo słabą drugą połowę, zdobyli wtedy zaledwie 33 punkty, co pomogło Kings odrobić straty z pierwszej części i doprowadzić do dogrywki. Dodatkowy czas gry był bardzo wyrównany i do ostatnich sekund ważyły się losy meczu. Bohaterem tej części okazał się Stoudemire. W ciągu regulaminowego czasu gry Amare spisywał się bardzo słabo, zdobywając tylko 6 punktów. Jednak gdy trzeba było, zagrał jak przystało na gwiazdora drużyny. Przez dodatkowe 5 minut dorzucił kolejne 6 punktów z 11 całego zespołu. I to on trafił rzut na 4 sekundy przed końcem, który dał Suns prowadzenie 97-95. Ale to nie ten rzut okazał się kluczowy. Kings mieli jeszcze okazję zdobyć punkty i doprowadzić do kolejnej dogrywki. Piłkę dostał Salmons i z łatwością znalazł się pod koszem. Na szczęście dla drużyny z Phoenix był tam także Amare, który zablokował jego rzut. Piłkę zebrał jeszcze Hawes i mógł zdobyć dwa punkty, jednak ponownie na miejscu był Stoudemire odnotowując kolejny blok i zapewniając zwycięstwo swojej drużynie.
W osłabionej drużynie Suns ciężar poprowadzenia gry wzięli na siebie weterani, a zwłaszcza O'Neal. Shaq rozegrał najlepszy mecz w barwach Suns, po raz pierwszy zdobywając ponad 25 punktów i 10 zbiórek. Ostatecznie center drużyny z Phoenix zakończył spotkanie z 29 punktami, 13 zbiórkami i 6 asystami. Najskuteczniej pomagał mu Hill odnotowując 22 punkty, 9 zbiórek i 4 przechwyty.
Było to pierwszy wygrany mecz Suns, w którym nie zdobyli 100 punktów.
W ekipie Kings najlepiej zagrał Miller, który stoczył równorzędny pojedynek z Shaqiem, zdobywając 20 punktów, 11 zbiórek i 7 asyst był czołowym graczem swojej drużyny. Pierwszym strzelcem był natomiast Salmons z 21 punktami. Z ławki najskuteczniejszy był młody Hawes, który zdobył 14 punktów (w tym 4 w dogrywce) i 10 zbiórek.
Nieobecność Nasha dała szansę gry w podstawowym składzie debiutantowi Dragicowi. Dzięki temu oglądaliśmy pojedynek dwóch słoweńskich rozgrywających. Lepszy okazał się bardziej doświadczony Udrih. Playmaker Kings ponownie zagrał bardzo dobrze kończąc mecz z 18 punktami i 4 asystami. Jego rywal z Suns mógł pochwalić się taką samą liczbą asyst, natomiast miał znacznie gorsze statystyki punktowe - 5 (2 na 7 z gry), poza tym miał jeszcze 3 przechwyty.
O'Neal zrobił to co do niego należało. Jego drużyna była osłabiona nieobecnością trójki ważnych zawodników, słabo spisywał się Stoudemire, dlatego ktoś musiał wziąć na siebie ciężar poprowadzenia zespołu. Shaq po raz kolejny pokazał, że jest świetnym liderem i nawet w wieku 36 lat potrafi rozegrać fantastyczny mecz. Na swoim koncie miał 29 punktów (66.7% z gry), 13 zbiórek i 6 asyst.
Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
autorem wszystkich tekstów jest Adam Szczepański
2 bloki Amare dały Suns zwycięstwo
Podsumowanie dnia: 14.11
Sixers - Pacers 94:92
Pacers fantastycznie rozpoczęli ten mecz, wygrywając pierwszą kwartę 38-13. Zawodnikom z Indiany w tym czasie prawie wszystko się udawało, trafiali z gry ze skutecznością 59% i bardzo szybko objęli prowadzenie, już po 4 minutach było 9-0. Tak dobry start Pacers był także efektem fatalnej gry Sixers, którzy w ciągu pierwszych 12 minut spudłowali aż 16 z 21 rzutów. Jednak już w drugiej kwarcie gracze z Philly wzięli się do pracy i zaczęli odrabiać straty. Dzięki temu pierwszą połowę zakończyli ze stratą tylko 8 punktów. Ciągle jednak Pacers kontrolowali mecz i nie tracili swojej przewagi. Dopiero na 3 minuty i 14 sekund przed końcem spotkania rzutem wolnym Iguodala doprowadził do remisu. A niecałe 30 sekund później 76ers objęli pierwsze prowadzenie w tym meczu, którego już nie oddali. Pomogła im w tym dobra obrona, przez ostatnie 8 minut czwartej kwarty pozwolili swoim rywalom tylko na 2 celne rzuty z gry.
W ekipie Sixers najlepszy mecz w tym sezonie rozegrał Young, zdobył 25 punktów i 10 zbiórek. Poza nim, jeszcze dwóch zawodników drużyny z Filadelfii miało na swoim koncie double-double: Brand (14pts/ 15reb) i Iguodala (10pts/ 10reb). Drugim strzelcem Sixers był Miller z 19 punktami.
Do drużyny Pacers, po jednym opuszczony spotkaniu, wrócił Granger. I ponownie był najlepszym zawodnikiem swojej drużyny, kończąc mecz z dorobkiem 18 punktów i 6 zbiórek.
Był to pierwszy pojedynek braci Rush w NBA, ale nie odegrali oni znaczącej roli w tym spotkaniu. Lepiej zaprezentował się debiutant, Brandon, który zakończył mecz z 5 punktami (1 celny rzut na 5 oddanych) i 2 zbiórkami. Jego starszy brat, Kareem, tylko raz rzucał z gry i spudłował, a na swoim koncie miał po jednej asyście i zbiórce.

statystyki
PTS 32 J.Johnson vs.NJN
REB 19 Z.Randolph vs.OKC
AST 9 C.Paul vs.POR
STL 7 R.Rondo vs.DEN
BLK 5 K.Koufos vs.CHA
Tracy
McGrady
T-Mac w dużej mierze przyczynił się do porażki swojej drużyny w derbach Texasu. Był to jego trzeci mecz z czterech ostatnio rozegranych, w którym miał poniżej 10 punktów. W całym spotkaniu 12 razy próbował trafić z gry i spudłował aż 10 razy (7pts). Jego wahania formy sprawiają, że Rockets nie potrafią odnotować serii zwycięstw po tym jak rozpoczęli sezon od trzech wygranych.
Brook
Lopez
Lopez rewelacyjnie wykorzystał swoją szansę, którą dostał po tym jak kontuzji doznał Boone. Ostatnie występy tego debiutanta nie były najlepsze i jako rezerwowy nie wnosił dużo do gry Nets. Jednak będąc podstawowym zawodnikiem zagrał znakomicie. Przez 34 minuty zdobył 26 punktów, 9 zbiórek i 4 bloki (w każdym z tych elementów były to jego rekordowe osiągnięcia).
najlepszy debiutant
najgorszy zawdonik

Spurs - Rockets 77:75
Przed tym meczem wydawało się, że Rockets są znacznie silniejsi i powinni łatwo pokonać osłabionych przez kontuzje Spurs. Jednak jak przystało na derby Texasu oglądaliśmy wyrównane spotkanie i twardą walkę przez cały czas. Obie drużyny koncentrowały się na obronie czego efektem była bardzo niska zdobycz punktowa. Ostatecznie okazało się, że skuteczniejszą defensywę mieli doświadczeni weterani z San Antonio.
Po trzech kwartach Rockets prowadzili 7 punktami (62-55), a przez pierwsze 4 minuty czwartej kwarty powiększyli swoją przewagę do 14. Dopiero w tym momencie Spurs pokazali co znaczy siła ich obrony. Przez ostatnie 7 i pół minuty goście z Houston zdołali zdobyć zaledwie 5 punktów. Natomiast Spurs w tym czasie mieli ich 21, co pomogło im objąć prowadzenie w samej końcówce i wygrać ten mecz. Jak zawsze w ekipie z San Antonio czołową postacią w decydujących akcjach był Duncan. Najpierw, na minutę przed końcem, trafił rzut dający Spurs prowadzenie 76-75. Natomiast w ostatnich sekundach, kiedy Rockets mogli jeszcze doprowadzić do dogrywki, PF Spurs zablokował wchodzącego pod kosz Brooksa. Po bloku piłka wpadła na aut i goście mieli jeszcze jedną okazję na decydujący rzut, ale Artest nie trafił za trzy.
Oczywiście liderem Spurs był Duncan, który zdobył 22 punkty i 5 zbiórek. Świetnie zaprezentował się debiutant Hill. Zastępując Parkera w pierwszej piątce, zakończył mecz z 17 punktami, 6 zbiórkami i 5 asystami. Swoją znaczącą rolę w tym zwycięstwie odegrał również Bonner. Rezerwowy Spurs trafił w czwartej kwarcie dwa ważne rzuty za trzy, w sumie zdobył 11 punktów.
Waleczność i determinację Spurs pokazują punkty drugiej szansy, w tym elemencie ekipa z San Antonio pokonała swoich rywali 17 do 3.
Do niskiej skuteczności z gry wrócił McGrady. W poprzednim meczu, z Suns, grał bardo dobrze i wydawało się, że odzyskał swoją dobrą dyspozycję. Jednak w San Antonio ponownie miał problemy z celnością, trafiając tylko 2 z 12 rzutów (7pts). Swoimi zdobyczami punktowymi nie imponował także Yao (13), a pierwszy strzelcem był Artest (18).
Kolejny dobry mecz rozegrał Brooks, zdobył 14 punktów i 8 zbiórek. W tym spotkaniu zastępował w pierwszej piątce wykluczonego za ostatnie przepychanki Alstona.
Nets - Hawks: Hawks bardzo szybko mają okazję zrewanżować się Nets za ich drugą porażkę w sezonie, a może Harris ponownie zagwarantuje swojej drużynie zwycięstwo
Warriors - Clippers: to będzie pierwszy mecz Davisa przeciwko byłej drużynie, można oczekiwać, że odnotuje świetny występ by pokonać Warriors
Pistons - Suns: po zatrzymaniu Lakers, Pistons spróbują przedłużyć swoją zwycięską serię w Phoenix, natomiast w Suns, Amare będzie musiał wziąć na siebie ciężar gry, bo drugi z rzędu fantastyczny występ Shaqa nie można raczej liczyć
Jazz - Cavs: Cavs jeszcze nie przegrali przed własną publicznością, dlatego dla mających ostatnio problemy Jazz może to być bardzo trudne spotkanie
Hornets - Rockets: możemy być pewni, że Paul znowu zagra bardzo dobrze i poprowadzi Hornets, ale od tego jak będzie wyglądał ten mecz w dużej mierze zależy nierówna forma liderów Rockets
zapowiedzi najciekawszych spotkań weekendu
Shaquille
O'Neal
Knicks - Thunder 116:106
Knicks rewelacyjnie rozpoczęli to spotkanie i po pierwszej kwarcie prowadzili już 17 punktami. Natomiast drugą połowę rozpoczynali mając na swoim koncie aż 68 punktów przy 44 ich rywali. W trzeciej kwarcie kontynuowali swoją imponującą grę i już po pięciu minutach osiągnęli 30 punktową przewagę (84-54). Niestety tak ogromne prowadzenie negatywnie wpłynęło na ich dalszą grę. Uznali, że mają ten mecz wygrany, nie mieli już takiej motywacji i zwolnili tępo. Przez ostatnie 5 minut trzeciej kwarty zawodnicy z Nowego Jorku nie trafili żadnego rzutu z gry. Wykorzystali to Thunder, którzy szybko zaczęli zmniejszać tą ogromną stratę. Jeszcze w tej części odnotowali serię 23-5 i na czwartą kwartę wychodzili ze stratą tylko 16 punktów (77-93). Knicks słabo rozpoczęli ostatnią kwartę i na nieco ponad 4 minuty przed końcem prowadzili tylko 102-97. Wtedy do ataku ruszył duet Crawford-Randolph, który zdobył 10 kolejnych punktów swojej drużyny. To dało Knicks dwunastopunktową przewagę na półtora minuty przed końcem. Dzięki temu uniknęli nerwowych ostatnich sekund, odnotowując 6 zwycięstwo z rzędu.
Najlepszymi zawodnikami spotkania byli Crawford (29pts/ 7ast) i Randolph (29pts/ 19reb). Dla silnego skrzydłowego Knicks było to siódme z rzędu double-double. Natomiast z ławki, pierwszą piątkę najskuteczniej wsparli Lee (18pts/ 6reb) i Robinson (15pts/ 5ast).
Po jedno meczowej przerwie do gry wrócił Durant i ponownie był najlepszym strzelcem swojej drużyny - 23 punkty. Poza nim, jeszcze czterech graczy Thunder zdobyło ponad 10 punktów. Jednym z nich był debiutant Westbrook, dla którego 19 punktów było najlepszym osiągnięciem w tym roku. Na swoim koncie miał również 10 zbiórek i 6 asyst.
Thunder w całym spotkaniu trafili tylko 1 rzut za trzy (na 7 prób).
Bobcats - Jazz 104:96
To był pojedynek dwóch obecnie najbardziej doświadczonych trenerów.
W spotkaniu nie wystąpili: Williams (problemy z lewą kostką), Kirilenko (uraz palca), Okur (wyjechał do Turcji do chorego ojca), Richardson (kontuzja kolana).
W Jazz najlepiej zagrał Boozer - 26 punktów i 15 zbiórek. Najgorzej zaprezentował się natomiast Brewer, który trafił tylko 4 z 16 rzutów z gry (10pts).
To był trzeci występ w pierwszej piątce Jazz debiutanta Koufosa; zdobył 9 punktów, 10 zbiórek i miał 5 bloków.
Po rozpoczęciu sezonu od 5 zwycięstw, Jazz odnotowali bilans 1-3 w kolejnych spotkaniach.
Drużynę Bobcats do zwycięstwa poprowadził duet Felton (23pts/ 6ast) - Wallace (22pts/ 9reb).
Do pierwszej piątki drużyny z Charlotte powrócił May. Wystąpił on w wyjściowym składzie w meczu otwarcia, jednak zagrał wtedy bardzo słabo. W efekcie tego, Brown usunął go z listy aktywnych zawodników uznając, że nie jest on odpowiednio przygotowany do sezonu. Widać, że ten czas May dobrze wykorzystał i jest już w znacznie lepszej formie. Przez 19 minut gry zdobył 8 punktów i miał 4 zbiórki.
Drugi mecz z rzędu na dobrym poziomie zagrał Morrison. Zdobywając 15 punktów (trafił 3 z 5 rzutów za trzy) był najlepszym rezerwowym Bobcats.
Heat - Wizards 97:77
Po ostatnim zwycięstwie, Wizards wrócili do fatalnej gry z wcześniejszych spotkań. Zawiódł przede wszystkim Butler, który trafił tylko 3 z 10 rzutów z gry, kończąc spotkanie z 6 punktami (najniższa zdobycz w tym sezonie). Trochę lepiej zaprezentował się Jamison odnotowując double-double (15pts/ 10reb), ale było to znacznie za mało by nawiązać walkę z Heat.
Ponownie w ekipie z Waszyngtonu dobrze zagrali młodzi rezerwowi: Young (13pts) i McGee (13pts/ 4reb).
W trzeciej kwarcie Wizards przegrywali tylko 6 punktami (50-56). W tym momencie serię 20-1 odnotowali Heat, pozbawiając swoich rywali szans na wygranie tego spotkania.
Po dwóch opuszczonych meczach, do gry wrócił Marion, starcie z Wizards zakończył z double-double (12pts/ 12reb). Podwójną zdobycz miał także Haslem - po 13 punktów i zbiórek.
Wade po ostatnich występach z 30 punktową zdobyczą, tym razem miał mniej punktów. Ale tylko dlatego, że grał, znacznie krócej, ponieważ Heat pewnie prowadzili w czwartej kwarcie ich lider już nie pojawił się na parkiecie. Wade trafił aż 8 z 10 rzutów z gry i miał 24 punkty.
Swoje zrobił również Bealsey - 19 punktów i 6 zbiórek.
Heat znacząco wygrali pojedynek z Wizards w zbiórkach, 52-33.
Heat mają bilans 5-0, gdy dobrze grają w defensywie i nie pozwalają przeciwnikom przekroczyć bariery 100 punktów.
Nets - Hawks 115:108
Po sześciu początkowych zwycięstwach, Hawks odnotowali dwie kolejne porażki.
Harris okazuje się kluczowym zawodnikiem Nets. Drużyna z New Jersey przegrała trzy ostatnie mecze, w który nie grał ich podstawowy rozgrywający. Jego powrót przyczynił się do przerwania tej złej passy. Harris zakończył spotkanie jako najlepszy strzelec drużyny (30pts), dokładając do tego także 8 asyst i 6 zbiórek.
Rekordowy mecz w karierze odnotował debiutant Lopez. Zastępując w pierwszej piątce kontuzjowanego Boone'a, zagrał rewelacyjnie, będąc czołową postacią Nets. Spotkanie zakończył z dorobkiem 25 punktów, 9 zbiórek i 4 bloków.
Dobrze zagrał również Carter. W sumie zdobył 26 punktów, ale kluczowa była jego postawa w czwartej kwarcie, w której miał ich 12. Poza tym, zaliczył także 8 zbiórek i 7 asyst.
Pozostali zawodnicy pierwszej piątki Nets zagrali bardzo słabo. Yi i Simmons zdobyli razem 3 punkty, trafiając 1 z 6 rzutów z gry.
Warto zwrócić także uwagę na świetny występ innego debiutanta w drużynie z New Jersey. Anderson wchodząc z ławki zdobył 15 punków i 5 zbiórek.
W drużynie Hawks najlepiej zagrał Johnson. Chociaż mecz rozpoczął bardzo słabo i po pierwszej połowie na swoim koncie miał zaledwie 2 punkty. Jednak w drugiej części wziął na siebie ciężar poprowadzenia drużyny w ataku i zdobył 30 z 58 punktów całego zespołu.
Po 21 punktów mieli Williams i bardzo skuteczny rezerwowy Murray.
Hawks trafili aż 15 z 27 rzutów za trzy. Najwięcej Johnson 5/8 i Bibby 4/7.
Nets wygrali pojedynek na tablicach zbierając 11 piłek więcej.
Nuggets - Celtics 94:85
Pojedynek pomiędzy Celtics i Hawks okazał się bardzo wyczerpujący dla obu drużyn, przegrały one swoje dzisiejsze spotkania. Dla zespołu z Bostonu był to znacznie gorszy mecz niż ten poprzedni. W drugiej kwarcie zdobyli zaledwie 13 punktów, trafiając 5 na 18 rzutów z gry. Sił zabrakło im także w ostatnich minutach czwartej kwarty. Na 3 minuty i 10 sekund przed końcem spotkania mieliśmy remis po 84. Od tego momentu Celtics nie trafili już z gry, a ich rywale odnotowali serię 10-1 i zostali pierwszą drużyną, która pokonała Celtics na ich parkiecie.
Gospodarze trafiali ze skutecznością zaledwie 39.7%. Jednak pomimo słabego występu całego zespołu, wielka trójka zagrała na dobrym poziomie: Allen - 26pts/ 6reb, Pierce - 19pts/ 7reb, Garnett - 16pts/ 9reb.
Nuggets rozpoczęli sezon od bilansu 1-3, a od momentu przyjścia Billupsa wygrali 4 z 5 spotkań.
W ekipie z Denver najlepiej zagrali Anthony i Billups, każdy miał po 18 punktów. Poza tym, rozgrywający Nuggets mógł pochwalić się jeszcze 7 asystami, natomiast Melo 13 zbiórkami.
Hornets - Blazers 87:82
To był pierwszy mecz w tym sezonie, w którym Paul nie miał przynajmniej 20 punktów i 10 asyst. Jednak jego 17 punktów, 9 asyst i 4 przechwyty wystarczyły by zapewnić Hornets zwycięstwo. Chociaż jego skuteczność z gry była na bardzo niskim poziomie (33.3%).
Kluczowym zawodnikiem drużyny z Nowego Orleanu okazał się Posey. Podczas gdy jego partnerzy pudłowali wszystkie rzuty w ostatnich minutach czwartej kwarty, on 2 razy trafił za trzy, to dało Hornets prowadzenie, a w rezultacie zwycięstwo. Posey zakończył spotkanie z 14 punktami (trafił 4 rzuty za trzy na 8 prób).
W drużynie gospodarzy jeszcze tylko West (18pts) miał ponad 10 punktów.
Przez ostanie 7 minut czwartej kwarty obie drużyny trafiły z gry w sumie tylko 4 razy. Były to rzuty za trzy, dwa Posey'a i dwa Roy'a. Poza tym, punkty zdobywali tylko z wolnych.
Najlepszym strzelcem Blazers był Roy z 21 punktami, miał on także 6 asyst.
Pierwsze w karierze double-double odnotował Oden - 11 punktów i 11 zbiórek. Trafił wszystkie swoje 3 rzuty z gry, miał także 4 bloki.
Bucks - Grizzlies 101:96 (OT)
Po niespełna 5 minutach trzeciej kwarty Grizzlies prowadzili 15 punktami (57-42). Jednak druga część tej kwarty należała już do Bucks, którzy odnotowali serię 22-7, co dało remis przed rozpoczęciem ostatnich 12 minut.
Na 20 sekund przed końcem regulaminowego czasu gry, po rzutach wolnych Gay'a, Grizzlies prowadzili 87-84. Celnym rzutem za trzy do dogrywki doprowadził Sessions, było to jego jedyne trafienie z dystansu na 3 próby.
Przez 3 ostatnie minuty dogrywki żadna z drużyn nie trafiła rzutu z gry.
Trzech graczy Bucks miało double-double: pierwszy strzelec Jefferson (26pts/ 10reb), grający drugi mecz z rzędu na wysokim poziomie Bogut (12pts/ 15reb), a także Mbah a Moute (19pts/ 17reb), dla którego był to najlepszy występ w karierze.
Z ławki, podstawowych graczy Bucks świetnie wsparł Sessions, kończąc mecz z dorobkiem 20 punktów, 6 zbiórek i 4 asyst.
Bucks mieli aż 26 zbiórek więcej niż Grizzlies (62-36).
Oba zespoły miały skuteczność z gry poniżej 40%, a rzutów za trzy niższą od 30%.
Duet Gay-Mayo zdobył 49 punktów. Dobrze zagrał również Gasol - 18 punktów i 7 zbiórek.
Pistons - Lakers 106:95
Lakers zostali w końcu pokonani i to przed własną publicznością. Tym samym nie ma już w NBA drużyny bez porażki.
To był najsłabszy występ Lakers w obronie w tym sezonie. Po raz pierwszy ich rywale zdobyli ponad 100 punktów. Lakers pozwolili Pistons na bardzo wysoką skuteczność rzutów z gry (50.7%).
Drużynę z Detroit do zwycięstwa poprowadzili Wallace (25pts/ 13reb) i Iverson (25pts/ 4ast/ 4stl).
Wszyscy gracze pierwszej piątki Pistons mieli przynajmniej 10 punktów.
Przeciwno swojej byłej drużynie dobrze zagrał Brown, występujący drugi mecz w wyjściowym skaldzie. Odnotował pierwsze w tym sezonie double-double - 10pts/ 10reb.
Poza słabszą obroną, Lakers mieli także problemy w ataku. Bryant trafił tylko 12 z 30 rzutów (29pts), Radmanovic na 6 prób spudłował 5 razy, a Fisher miał skuteczność 25% (4/16).
Najskuteczniejszym zawodnikiem gospodarzy okazał się Odom, wchodząc z ławki zdobył 10 punktów nie myląc się ani razu na 5 rzutów.
Magic - Mavs 102:100
Ostatni raz Magic wygrali w Dallas w 1997.
Mavs przez większość meczu prowadzili, ale źle zagrali w czwartej kwarcie, co przesadziło o ich porażce.
Na 26 sekund do końca Nowitzki trafił rzut z półdystansu, dając Mavs jednopunktowe prowadzenie (100-99). Niestety gospodarze nie potrafili wykorzystać dwóch fatalnych decyzji Nelsona i jego dwóch niecelnych rzutów, by zwiększyć swoją przewagę. Kiedy Magic prowadzili 101-100, a do końca meczu pozostawało 9 sekund Mavs mieli okazję zdobyć decydujące punkty. Wtedy jednak błąd popełnił Howard i rozpoczynając grę źle podał, a piłka trafiła do Nelsona.
W ekipie z Dallas dobrze zagrał duet Nowitzki-Howard, razem mieli 49 punktów i 15 zbiórek.
W pierwszej piątce Mavs na pozycji rzucającego obrońcy wystąpił Green. Natomiast do rezerwy został przesunięty Terry. W pewnym sensie wzmocniło to ławkę Mavs, bo Terry zdobył 20 punktów.
W Magic wszyscy zawodnicy pierwszej piątki mieli ponad 10 punktów, w tym trójka przynajmniej 20.