najlepszy zawdonik

Celtics - Hawks 103:102
W poprzednich playoffs ich rywalizacja niespodziewanie była najciekawszą w pierwszej rundzie. Teraz wszyscy już wiedzieli, że w tym meczu można oczekiwać wielkiego spotkania. Hawks przed pojedynkiem w Bostonie odnotowali 6 kolejnych zwycięstw, ale było widomo, że Celtics są na tyle silną drużyną by ich pokonać, tym bardziej przed własną publicznością.
Mecz rozpoczął się bardzo dobrze dla gości z Atlanty. Nie tylko wygrali pierwszą kwartę, ale już po 5 minutach drugiej prowadzili 16 punktami (44-28). Wtedy Celtics ruszyli do odrabiana strat. Przez nieco ponad 5 minut odnotowali serię punktową 18 do 2, doprowadzając do remisu po 46. Od tego momenty spotkanie było już bardzo wyrównane aż do samego końca i żadna z drużyn nie była w stanie objąć znaczącego prowadzenia.
Na 90 sekund przed końcem Celtics prowadzili czterema punktami. Jednak w kolejnych dwóch akcjach drużyna z Bostonu najpierw straciła piłkę po złym podaniu Pierce'a, a następnie swój rzut spudłował Rondo. W tym czasie Johnson zdobył dwa punkty z rzutów wolnych, a po chwili trafił z półdystansu i na 33 sekundy przed końcem mieliśmy remis (99-99). Na dwa celne rzuty wolne Pierce'a odpowiedział Williams rzutem za trzy, po asyście Johnsona (102-101). Do końca pozostawało 7 sekund i piłkę mieli gospodarze. Tą okazję wykorzystał Pierce, trafiając decydujący rzut. Hawks mieli jeszcze 0.5 sekundy na wygranie meczu, ale nie zdążyli już oddać rzutu.
W Celtics świetnie zagrała wielka trójka: Pierce (34pts/ 6reb, trafił 15 z 16 rzutów wolnych), Garnett (25pts/ 12reb), Allen (17pts/ 7reb). Z pozostałych zawodników gospodarzy wyróżniał się także Rondo, kończąc spotkanie z 10 asystami na koncie.
Najlepszym strzelcem Hawks był Johnson, który zdobył 28 punktów. Co prawda miał nie najwyższą skuteczność z gry (39.1%), ale w najważniejszych momentach trafiał swoje rzuty. Dobrze zagrał również Bibby (16pts) i Williams (14pts), obaj nie pomylili się zza linii trzech punktów, trafiając w sumie 6 razy. Natomiast Horford, po fantastycznym poprzednim spotkaniu, tym razem był prawie niewidoczny (5pts/ 3reb). Przyczyną tego były przede wszystkim faule, które znacząco ograniczyły jego efektywność i czas gry. Hawks nie mogli liczyć także na swojego drugiego podstawowego podkoszowego Pachulię. Zastępujący Smitha zawodnik doznał kontuzji i nie pojawił się na parkiecie w drugiej połowie. Efektem tego była przegrana walka na tablicach, Celtics zebrali 11 piłek więcej.
Po raz kolejny bardzo dobrze spisał się duet rezerwowych Murray-Evans (w sumie 27 punktów). To dzięki nim gracze z ławki Hawks wygrali pojedynek punktowy ze zmiennikami Celtics, 30 do 13. Znacznie lepiej Hawks także radzili sobie z rzutami z dystansu, trafili 13 z 22 rzutów za trzy. Podczas gdy Celtics na 24 prób spudłowali aż 19 razy.
To był drugi mecz Howarda ze zdobyczą przynajmniej 30 punktów i 15 zbiórek w tym sezonie. Tym razem jednak center Magic zagrał jeszcze lepiej, dodając do swoich statystyk także 10 bloków. Zakończył spotkanie z dorobkiem 31 punktów (trafił 12 z 21 rzutów z gry), 19 zbiórek i 10 bloków.
Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
autorem wszystkich tekstów jest Adam Szczepański
Seria Hawks przerwana w Bostonie
Podsumowanie dnia: 12.11
Lakers - Hornets 93:86
Po porażce Hawks, Lakers pozostali jedyną niepokonaną drużyną w tym sezonie. Start rozgrywek z 7 zwycięstwami zespół z LA odnotował ostatnio w sezonie 2001/02.
Mecz w Nowym Orleanie od początku układał się po myśli Lakers. Hornets nawet przez chwilę nie prowadzili, przez całe spotkanie goniąc swoich rywali. Czwartą kwartę gospodarze rozpoczynali ze stratą 19 punktów, ale nie poddawali się i do końca walczyli o zwycięstwo. Efektem tego, była tylko trzypunktowa przewaga Lakers na minutę i 30 sekund przed końcem. To dało nadzieję Hornets, że jeszcze mogą ten mecz wygrać. Jednak po raz kolejny swoją umiejętność trafiania najważniejszych rzutów pokazał Bryant. W całym spotkaniu nie była bardzo widoczny (20pts), ale gdy Hornets niebezpiecznie się zbliżyli oddał trudny, ale celny rzut za trzy, który postawił kropkę nad i.
Hornets świetnie prowadził Paul, który zakończył mecz z dorobkiem 32 punktów, 13 asyst i 7 zbiórek. Tym samym przedłużył serię spotkań z 20 punktami i 10 asystami do siedmiu. Niestety poza Westem (21pts/ 12reb) nikt nie dał mu odpowiedniego wsparcia. Stojakovic w pierwszej połowie spudłował wszystkie 8 rzutów. Potem, na rozpoczęcie drugiej połowy trafił 2 kolejne rzuty za trzy, ale na nic więcej nie było go stać. Zakończył spotkanie z 10 punktami przy 23.1% skuteczności z gry. Natomiast najlepszy rezerwowy Hornets w tym roku, Posey, przez trzy pierwsze kwarty nie wniósł nic do gry swojej drużyny. Dopiero w ostatniej części pomógł w odrabianiu strat trafiając 3 raz za trzy, ale było to już zbyt późno by wygrać ten mecz.
W ekipie z LA najlepszy mecz sezonu rozegrał Fisher. Zdobył 20 punktów trafiając 4 rzuty za trzy na 6 prób. Swoje zrobił także duet podkoszowy, Gasol i Bynum razem odnotowali 28 punktów i 14 zbiórek.

statystyki
Players
PTS 36 D.Wade vs.POR
REB 19 D.Howard vs.OKC
AST 13 C.Paul vs.LAL
STL 4 L.Aldridge vs.MIA
BLK 10 D.Howard vs.OKC
Raja
Bell
Suns łatwo przegrali z Rockets, a Bell w dużej mierze przyczynił się do słabego występu swojej drużyny. Przez 23 minuty gry nie trafił żadnego z 6 rzutów z gry i zakończył spotkanie bez punktu. Był to najgorszy jego występ w tym sezonie.
JaVale
McGee
Wizards pierwszy raz wygrali, a McGee wchodząc z ławki znacząco przyczynił się do tego. W całym spotkaniu zdobył 13 punktów (4 na 5 z gry), zebrał 11 piłek i miał 3 bloki. Było to drugie double-double w jego karierze. W sytuacji gdy kontuzjowany jest Haywood, a słabo gra Thomas dobra dyspozycja McGee może bardzo pomóc Wizards.
najlepszy debiutant
najgorszy zawdonik

Wizards - Jazz 95:87
To był trzeci mecz w Waszyngtonie w tym sezonie i jak się okazało dopiero ten trzeci mecz udało im się wygrać. Dzięki temu uniknęli najgorszego startu w historii klubu, jaki miałby miejsce gdyby przegrali 6 spotkań z rzędu. Czwartą kwartę gospodarze rozpoczęli z jednopunktową stratą (65-66) i dopiero ich świetna gra w tej części dał im ostateczne zwycięstwo. Czwartą kwartę Wizards wygrali 9 punktami, a do tego wyniku poprowadził ich oczywiście duet Butler-Jamison. Zdominowali oni grę ofensywną swojej drużyny w ciągu ostatnich 12 minut spotkania, zdobywając razem aż 20 punktów z 30 całego zespołu. Ostatecznie Bulter zakończył mecz z 27 punktami i 9 zbiórkami, natomiast Jamison z 21 punktami i 8 zbiórkami. Poza tą dwójką, pierwsza piątka Wizards zagrała bardzo słabo, zdobyli łącznie 8 punktów (2/7 z gry), 3 zbiórki i 4 asysty. Na szczęście dla gospodarzy, ponownie mogli liczyć na swoich młodych rezerwowych. Debiutant McGee zdobył 13 punktów i pomógł im wygrać rywalizację na tablicach zbierając 11 piłek. Natomiast trójka Young-Dixon-Blatche dorzuciła 25 punktów.
Jazz w tym sezonie jeszcze nie grali w pełnym składzie. W ostatnim meczu dołączył do nich Williams, jednak kontuzji doznał Okur, który opuścił drugie kolejne spotkanie. Dlatego Jazz ciągle nie mogą pokazać pełni swojej siły i zdarzają im sie porażki ze znacznie słabszym rywalem, jak ta w Waszyngtonie. W Jazz ponownie najlepiej zagrał Boozer (20pts/ 7reb). Natomiast Williams miał co prawda 7 asyst i 6 zbiórek, ale nie odzyskał jeszcze swojej formy strzeleckiej, kończąc mecz z dorobkiem 8 punktów. Drugi mecz z rzędu w pierwszej piątce wystąpił debiutant Kufos, zastępujący Okura. Zagrał całkiem nieźle odnotowując 12 punktów i 4 zbiórki. Zawiódł jednak dotychczas najskuteczniejszy rezerwowy Jazz. Kirilenko zdobył tylko 3 punkty trafiając jedynie 1 z 7 rzutów z gry.
Co ciekawe, ofensywni Wizards mieli lepsze statystyki defensywne niż przeważnie dobrze broniący Jazz: przechwyty 11-5, bloki 10-3.
Sixers - Raptors 106:96
Sixers wygrali pierwszą kwartę 26-13. Rapotrs najbardziej zbliżyli się do swoich rywali pod koniec drugiej kwarty, przegrywali wtedy jednym punktem. Ale drużyna z Philly szybko powiększyła swoje prowadzenie i do końca już kontrolowała przebieg spotkania.
Najlepszy mecz w barwach Sixers rozegrał Brand, na swoim koncie miał 25 punktów (57.1%), 8 zbiórek i 3 bloki.
Tylko jedna zbiórka zabrakła Iguodali do osiągnięcia triple-double - 18pts/ 10ast/ 9reb. Z dorobkiem 18 punktów mecz zakończył również Miller, mając także po 5 asyst i zbiórek.
Bardzo dobrze zagrał debiutant Sixers - Speights, zdobył 12 punktów i zbierał 7 piłek.
Było to trzecie zwycięstwo drużyny z Filadelfii w tym sezonie. Za każdym razem, gdy zdobywają ponad 100 punktów wygrywają.
W drużynie z Toronto świetnie zagrał Bosh, miał 30 punktów i 12 zbiórek, co było jego piątym double-double w tym roku. Dobrze zaprezentowali się również O'Neal (10pts/ 11reb) i Bargnani (15pts/ 5reb).
Poza duetem podkoszowym, pozostali zawodnicy pierwszej piątki mieli bardzo słabą formę strzelecką. Parker, Moon i Calderon trafili zaledwie 7 z 29 rzutów, w tym 1 na 12 za trzy.
Pacers - Nets 98:87
Nets w kolejnym meczu grali bez Harrisa, Pacers nie mogli natomiast skorzystać ze swojego najlepszego strzelca Grangera.
W fantastycznej formie jest Ford. Ponownie był bardzo bliski triple-double, tym razem zabrakło mu 2 zbiórek i asysty, mecz zakończył zdobywając 18 punktów, miał także 3 przechwyty. W trzech ostatnich spotkaniach statystyki Forda wyglądają imponująco: 18.3pts/ 9.3ast/ 8reb, a Pacers wszystkie te mecze wygrali.
6 zawodników Pacers zdobyło przynajmniej 10 punktów.
Pacers mają obecnie bilans 4-3, co jest bardzo dobrym rezultatem biorąc pod uwagę problemy ze zdrowiem podstawowych zawodników: Dunleavy jeszcze nie zagrał w tym roku, Nesterovic opuścił 4 spotkania, natomiast Granger i Murphy nie zagrali w jednym meczu.
Z 28 punktami najlepszym strzelcem Nets i całego spotkania był Carter. Na swoim koncie miał także 7 asyst.
Debiutant Nets, Lopez, zakończył mecz bez celnego rzutu z gry, było to trzecie spotkanie z czterech ostatnio rozegranych, które Lopez zakończył bez celnego rzutu z gry.
Nuggets - Cavs: Cavs wygrali 5 ostatnich spotkań, Nuggets 3, któraś seria się teraz zakończy
Mavs - Bulls: obie drużyny rozpoczęły sezon nienajlepiej i teraz muszą walczyć o każde zwycięstwo
Pistons - Warriors: Pistons rozpoczęli swoją serię meczów na zachodzie od zwycięstwa, w Golden State będą mieli sporą szansę by wygrać kolejny raz
zapowiedzi najbliższych spotkań
Dwight
Howard
Blazers - Heat 104:96
Była to pierwsza porażka Heat we własnej hali. Po raz pierwszy w Miami stracili także ponad 100 punktów.
Po kontuzji jakiej doznał w meczu otwarcia, do gry powrócił Oden. Mecz rozpoczął z ławki, na parkiecie przebywał 16 minut, zdobył 3 punkty (trafił 1 z 4 rzutów z gry, był to jego pierwszy celny rzut z gry w NBA), miał także 2 zbiórki i 2 bloki.
Jednak gwiazdą Blazers nie był wracający do zdrowia Oden, a debiutant Fernandez. Mecz zakończył z rekordową dla siebie zdobyczą 25 punktów, przy świetniej skuteczności z gry 63.6%.
Ponownie dobry mecz rozegrali Roy (22pts/ 5reb) i Aldridge (14pts/ 7reb).
Heat od porażki nie uchronił kolejny fantastyczny występ Wade'a. Był to jego czwarty mecz z rzędu, w którym zdobył przynajmniej 30 punktów (36pts), jest to jego najdłuższa taka seria w karierze.
Bealsey był drugim strzelcem gospodarzy, zdobył 14 punktów.
Bucks - Spurs 82:78
Zwyżka formy Spurs trwała bardzo krótko i wystarczyła tylko na jedno zwycięstwo.
Mecz w Milwaukee zaczął się dla Spurs całkiem dobrze. Po pierwszej połowie prowadzili 12 punktami, głównie dzięki skutecznej defensywie - pozwolili rywalom zdobyć zaledwie 31 punktów.
Na niespełna minutę przed końcem trzeciej kwarty goście prowadzili 59-48. Od tego momentu Bucks odnotowali serię punktową 21-2. Spurs od początku ostatniej części gry, przez prawie 8 minut trafili tylko jeden rzut z gry. W czwartej kwarcie obrona Spurs nie była juz tak skuteczna, a Bucks zdobyli 29 punktów.
Przez ostanie 12 minut spotkania Spurs zdobyli 19 punków, w tym aż 14 należało do Duncana. Robił on co mógł by wygrać ten mecz dla swojej drużyny, jednak miał zbyt małe wsparcie by poprowadzić ich do zwycięstwa. Mecz zakończył z dorobkiem 24 punktów, 5 zbiórek i 3 bloków.
W drużynie gości dobrze spisywał się jeszcze Finley, 19 punktów. W sumie Duncan i Finley zdobyli 43 punkty, natomiast reszta drużyny (8 zawodników) tylko 35.
Bucks do zwycięstwa poprowadził Jefferson, zdobył 16 ze swoich 19 punktów w drugiej połowie. Natomiast w walce z Duncanem bardzo dobrze spisywał się Bogut - 10 punktów i 17 zbiórek.
Magic - Thunder 109:92
Rewelacyjny występ Howarda i jego pierwsze triple-double w karierze - 30 punktów, 19 zbiórek i 10 bloków.
Każdy z zawodników pierwszej piątki Magic zdobył przynajmniej 13 punktów.
Dzięki łatwej wygranej okazję do pokazania się dostał Gortat. Trzeci raz w tym sezonie pojawił się na parkiecie. Grając 3 minuty oddał jeden niecelny rzut, miał 3 bloki, 2 zbiórki, przechwyt, a także faul i stratę. Tym samym Marcin ma obecnie na swoim koncie aż 7 bloków, a na boisku przebywał tylko 12 minut.
Thunder musieli radzić sobie bez kontuzjowanego Duranta, co bardzo ułatwiło Magic wygranie tego spotkania.
Najlepiej w ekipie z Oklahomy zaprezentował się Green. Rozegrał najlepszy mecz w sezonie odnotowując 25 punktów i 10 zbiórek.
Kolejne fatalne spotkanie pod względem rzutowym miał Westbrook. Trafił tylko 3 z 19 rzutów z gry (13pts). W ostatnich dwóch meczach spudłował aż 25 z 29 rzutów.
Knicks - Grizzlies 132:103
Knicks poprawili sobie samopoczucie po ostatnim słabym meczu ze Spurs, grając fantastycznie w ataku. Ich skuteczność rzutów z gry wyniosła 59.1%, za trzy - 55.9%. Trafiając 19 rzutów za trzy ustanowili rekord klubu w tym elemencie.
Knicks za każdym razem wygrywają, gdy przekroczą barierę 100 punktów.
Najlepszy mecz w karierze rozegrał Chandler. Zdobył 27 punktów trafiając 11 z 12 rzutów z gry, w tym zza linii trzech punktów nie pomylił się ani razu na 4 próby. Poza nim jeszcze dwóch zawodników przekroczyło barierę 20 punktów: Crawford (25pts) i Robinson (21pts).
Piąte z rzędu double-double miał Randolph - 18 punktów i 10 zbiórek.
Warto zwrócić uwagę na dobry występ głębokiego rezerwowego Knicks, Anthony'ego Robertsona. Przez 6 minut gry oddał 3 rzuty za trzy i wszystkie trafił, kończąc mecz z 9 punktami.
Dla Grizzlies była to pierwsza porażka w Memphis.
Po dwóch kolejnych spotkaniach z 30 punktami, Mayo tym razem już tak nie błyszczał w ataku i zakończył spotkanie zdobywając 17 punktów.
Szósty raz w tym roku barierę 20 punktów osiągnął Gay.
Dobrze zagrał Gasol, miał 16 punktów (7/11 z gry) i 4 zbiórki.
Kings - Clippers 103:98
Pozbawieni Martina, Kings mogli liczyć na swojego rozgrywającego. Udrih rozegrał najlepszy mecz w karierze zdobywając 30 punktów (13/20 z gry), 7 asyst i 5 zbiórek.
Po ostatnim słabszym występie do gry na poziomie double-double wrócił Miller, odnotowując 16 punktów i 11 zbiórek. Był także bardzo bliski osiągnięcia triple-double, zabrakło mu 2 asyst.
Bardzo równo gra debiutant Thompson. Mecz w LA zakończył z dorobkiem 16 punktów i 11 zbiórek.
Była to pierwsza wygrana Kings na wyjeździe.
Przez całe spotkanie Kings utrzymywali prowadzenie. Dopiero w czwartej kwarcie do odrabiana strat ruszyli Clippers. Tą cześć gry rozpoczęli od serii 11-4, niwelując przewagę Kings do 5 punktów. Jednak przez kolejne minuty ponownie dominowali gracze z Sacramento i na niespełna 5 minut przed końcem objęli 11 punktowe prowadzenie. Wtedy znowu przyszedł czas na serię Clippers, 13-4. Dlatego po nieco ponad 10 minutach czwartej kwarty mieliśmy wynik 99-97 dla gości. Końcówka należała już do Kings.
W ekipie Clippers double-double odnotował Davis (12pts/ 11ast), jednak swoje punkty zdobywał z bardzo niską skutecznością - 26.7%. Najlepszym strzelcem drużyny z LA był Thornton - 20 punktów. W czwartej kwarcie dobrze zagrał Ricky Davis zdobywając wtedy 12 z 16 swoich punktów.
Nie popisał się natomiast duet podkoszowy Camby-Kaman, razem zebrali tylko 10 piłek. Co przyczyniło się do przegranej Clippers w tym elemencie 30 do 40.
Rockets - Suns 94:82
Pierwszy raz w tym sezonie oglądaliśmy przepychankę kilku zawodników na parkiecie. Gdy do końca trzeciej kwarty pozostawały niespełna 2 minuty, Barnes odepchnął stawiającego zasłonę Alstona, co przerodziło się w znacznie większe zamieszanie. W efekcie Barnes i Alston zostali wyrzuceni z boiska, natomiast O'Neal, Nash i McGrady dostali po przewinieniu technicznym.
Po trzech kwartach Rockets prowadzili 74-55, w ostatniej części Suns tylko zmniejszyli stratę, ale już nie mieli szans na walkę o zwycięstwo.
W odróżnieniu od całego spotkania, pojedynek centrów był wyrównany O'Neal (18pts/ 13reb/ 4blk) - Yao (17pts/ 15reb/ 2blk).
Zdobywając 18 punktów Shaq zajął 10 pozycję na liście zawodników z największą ilością punktów w historii NBA.
Po dwóch słabych meczach, z fatalną skutecznością, dobrze zagrał T-Mac. Zakończył mecz z 27 punktami (11/18 z gry) i 5 zbiórkami.
Drugi raz z rzędu czołowym rezerwowym Rockets był Brooks - 19 punktów.
W ekipie Suns, poza Shaqiem, dobrze zagrał Barbosa (18pts). Amare natomiast miał najgorszy mecz sezonu (11pts/ 9reb), Bell nie trafił żadnego rzutu z gry (na 6 prób), nie popisał się również Nash - 10 punktów (40%) i 3 asysty.