5/ 3.11.09
Po pierwszych 3 meczach wydawało się to niemożliwe, ale jednak stało się - Bobcats znaleźli gorszych od siebie w ataku. Osłabieni brakiem najlepszego strzelca, Harrisa, a także kontuzją Yi w trackie spotkania, Nets zaprezentowali fatalną ofensywę i zdobyli tylko 68 punktów. Dzięki temu, Bobcats mający na swoim koncie 79 punktów, odnotowali drugie zwycięstwo w sezonie. Warto przypomnieć, że tyle samo punktów zdobyli w poprzednim meczu, ale na Cavs to nie wystarczyło. Bobcats potrafią bronić i pokazali to w tym meczu. Jednak defensywa nie wystarcza, jeśli zdobywa się średnio mniej niż 80 punktów. Trzeba jeszcze trafić na tak słabą drużynę jak Nets, która będzie miała jeszcze większe problemy ze zdobywaniem punktów.
Kluczowa okazała się trzecia kwarta, w której goście z New Jersey zdobyli zaledwie 7 puntów. Nets nie trafili do kosza przez ostatnie 6 minut i 40 sekund tej części gry, a swoją niemoc strzelecką kontynuowali w czwartej kwarcie zdobywając punkty dopiero po 3 minutach i 23 sekundach. Spudłowali wtedy 11 rzutów z gry i popełnili 9 strat. Natomiast gospodarze w tym czasie odnotowali "wybuch" swojej ofensywny. W drugiej połowie zdobyli aż 46 punktów. Były to ich najlepsze 24 minuty pod względem ofensywnym w tym sezonie. Do tak świetnego rezultatu poprowadziła ich dwójka Wallace-Augustin. Pierwszy z nich był najlepszym strzelcem Bobcats z 24 punktami, a DJ wchodząc z ławki dołożył 21. Warto odnotować, że we wcześniejszych 3 spotkaniach tylko jeden zawodnik drużyny z Charlotte, w jednym meczu przekroczył barierę 20 punktów (Felton miał 22 w starciu z Knicks).
Teraz krótkie podsumowanie ofensywny Bobcats w 4 pierwszych meczach sezonu:
3 razy nie przekroczyli granicy 80 punktów
3 razy ich skuteczność z gry była niższa od 39% (w tym 2 razy niższa od 33%)
w sumie oddali 56 rzutów za trzy, trafili 10 z nich, co daje im skuteczność 17.9%
średnia punktów 79.8
średnia punktów w regulaminowym czasie gry (nie licząc dogrywek z Knicks) 74.8
średnia asyst 14.8
najlepszy strzelec: Wallace 15.8 punktów (33.3% z gry)
Kings pierwsze 3 mecze rozgrywali na wyjeździe i wszystkie przegrali. Dopiero wczoraj mieli okazję po raz pierwszy zagrać w Sacramento, a Martin postarał się żeby kibice byli świadkami dobrego widowiska.
We wcześniejszych spotkaniach Martin za każdym razem miał na swoim koncie co najmniej 20 punktów, ale nie imponował skutecznością. Przeciwko Thunder zdobył 27 punktów trafiając zaledwie 5 z 19 rzutów (26.3%), a w Nowym Orleanie spudłował aż 20 z 29 rzutów (31%) zaliczając 20 punktów. Natomiast w starciu z Grizzlies był nie do zatrzymania i zaprezentował fantastyczną dyspozycję strzelecką.
Już w regulaminowym czasie gry miał 41 punktów, a po dogrywce mógł pochwalić się dorobkiem 48. Jest to rekordowa zdobycz obecnego sezonu. Tylko 2 punkty dzieliły Martina od wyrównania swojego rekordu kariery. Lider Kings przede wszystkim popisał się rzutami z dystansu, w sumie trafił 7 trójek oddając tylko 10 rzutów zza linii. Jego skuteczność z gry wyniosła ostatecznie 51.9%. Poza tym, na swoim koncie miał jeszcze 5 zbiórek, 4 asysty i 4 przechwyty.
Warto zauważyć, że Martin prowadząc Kings do pierwszego zwycięstwa największe wsparcie dostał od zawodników rezerwowych. Pierwsza piąta zdobyła łącznie 60 punktów, tylko 12 z nich nie należało do Marina.


temat dnia
Bobcats znaleźli gorszych od siebie
bohater dnia
48 punktów Martina
prosto z parkietów
Rockets nie potrzebują Yao i T-Maca
giełda NBA
zdjęcie dnia
Debiut Iversona w Grizzlies
najlepsze akcje
co ciekawego w sieci?
zdjęcie: yahoo.com, Kent Smith/NBAE
zdjęcie: yahoo.com, Rocky Widner/NBAE
 |
Gerald Wallace
Prowadząc Bobcats do zwycięstwa Wallace nie tylko był ich najlepszym strzelcem (24 punkty), równocześnie ustanowił swój rekord zbiórek odnotowując ich aż 20. To był pierwszy mecz w jego karierze z double-double na poziomie 20-20. Na swoim koncie miał jeszcze 4 przechwyty i blok. |
 |
Chris Kaman
Kaman po raz drugi z rzędu zakończył spotkanie mając na koncie ponad 20 punktów i 10 zbiórek. W meczu z Wolves zdobył 25 punktów (66.7%) i zebrał 11 piłek, prowadząc Clippers do pierwszego zwycięstwa w sezonie. Środkowy drużyny z LA od początku rozgrywek prezentuje wysoką formę. W 5 spotkaniach 4 razy miał ponad 20 punktów, 3 razy zbierał ponad 10 piłek, a w 4 meczach odnotował co najmniej 2 bloki.
|
 |
Spencer Hawes
Hawes w drugim meczu z rzędu zdobył co najmniej 20 punktów i zebrał 10 piłek. Przeciwko Spurs miał 22 punktów i 10 zbiórek, natomiast wczoraj zaliczył 21 punktów i 11 zbiórek. Dodatkowo, w starciu z Grizzlies miał jeszcze 7 asyst i 2 bloki. Tak świetne występy odnotował będąc rezerwowym.
|
 |
Nets
Nets są pierwszą drużyną w tym sezonie, która rozegrała 4 mecze i wszystkie przegrała. |
 |
Chris Paul
Paul do początku sezonu prezentuje rewelacyjną grę, jednak jak na razie jego popis na parkiecie nie przekładają się na zwycięstwa. W meczu z Knicks zdobył 32 punkty, po raz drugi przekraczając barierę 30 w dotychczasowych 4 spotkaniach. Z gry trafił 66.7% swoich rzutów, a za trzy pomylił się tylko raz na 5 prób. Miał też 13 asyst, co dało mu pierwsze double-double w sezonie. Niestety, ponownie jego drużyna okazała się słabsza od rywali.
|
 |
Zach Randolph
Randolph wczoraj po raz drugi w tym sezonie zdobył 30 punktów, poza tym miał też 16 zbiórek. Jego forma w dotychczasowych 4 meczach jest bardzo nierówna, zwłaszcza jeśli chodzi o punkty. W pierwszym meczu miał ich 14, potem 30, następnie 12 i teraz znowu 30. |
Rockets rozpoczęli sezon od porażki z Blazers. Później po wyrównanej walce pokonali jednym punktem Warriors. Następnie wrócili do Houston, by rozegrać pierwszy mecz przed własną publicznością i zrewanżować się drużynie z Portland za pierwszy mecz. Tym razem Rockets okazali się lepsi od Blazers i dzięki fantastycznej grze duetu Ariza-Brooks zapewnili sobie zwycięstwo. Wczoraj, po raz trzeci w tym sezonie grali na wyjeździe. W Salt Lake City gospodarze są przeważnie bardzo silni, ale Rockets znaleźli na nich sposób. Zaprezentowali bardzo zespołową koszykówkę, każdy zawodnik pojawiający się na parkiecie wnosił coś pozytywnego do ich gry. W rezultacie aż ośmiu graczy Rockets zdobyło co najmniej 10 punktów. Jednym, który przebywał na parkiecie ponad 10 minut i nie osiągnął granicy 10 punktów był Andersen (3pts). Pierwszym strzelcem gości okazał się Brooks z 19 punktami, natomiast najlepszy występ odnotował Scola, który miał na swoim koncie 14 punktów i 15 zbiórek.
Rockets po 4 meczach mają bilans 3-1. Wygrali 3 spotkania z rzędu. A przecież nie ma Yao i McGrady'ego. Tylko raz grali u siebie. Nie mieli łatwych rywali (Blazers i Jazz to drużyny, które pewnie powinny awansować do playoffs). To pokazuje charakter drużyny z Houston. Ich niesamowitą wolę walki. Może zostali pozbawieni gwiazd, ale w swoim składzie mają grupę bardzo dobrych zawodników, którzy potrafią ze sobą świetnie współpracować zarówno w obronie jak i w ataku. Udowadniają, że nie potrzebują wielkich nazwisk żeby wygrywać, przede wszystkim liczy się zespół.
zdjęcie: yahoo.com, Rocky Widner/NBAE
zdjęcie: yahoo.com, Melissa Majchrzak/NBAE/Getty Images
Debiutu w barwach Grizzlies Iverson nie zaliczy do bardzo udanych. Wchodząc z ławki na parkiecie spędził 18 minut, w tym czasie zdobył 11 punktów trafiając 5 z 9 rzutów i odnotował jedną asystę. Natomiast jego nowa drużyna przegrała z teoretycznie najsłabszymi na zachodzie Kings.