Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
autorem wszystkich tekstów jest Adam Szczepański
Rezerwowy Marbury
W tym tygodniu trener Knicks postanowił, że musi coś zmienić w zespole, który zaczął te rozgrywki znacznie poniżej oczekiwań. Padło na Marbury'ego i usunięciu jego z pierwszej piątki. Ten zawodnik, zarabiający ponad $20 milionów za sezon, już od kilku lat udowadnia jak bardzo przepłacanym jest graczem. Nie jest playmakerem mogącym poprowadzić drużynę do sukcesów. A to właśnie on miał być największą gwiazdą drużyny, gdy do Nowgo Jorku prawie cztery lata temu ściągnął go Thomas. Kiedy go pozyskiwano zdobywał średnio ponad 20 punktów i 8 asyst, będą jedną z czołowych gwiazd ligi. Ale grając w Knicks stracił tą pozycję. Jego transfer z Suns był bez wątpienia jedną z najgorszych decyzji Thomasa. Co prawda, w zamian za niego nie oddał żadnego znaczącego gracza, ale pozyskanie ogromnego kontraktu Marbury'ego jest teraz dużym problemem dla drużyny i jej budżetu. Tym bardziej, że gra on znacznie poniżej swoich zarobków. Poza pierwszym pełnym sezonem rozegranym w Nowym Jorku, gdy jego statystyki wyniosły 21.7 punktów i 8.1 asyst, następne dwa lata były w jego wykonaniu słabe. Zdobycze Marbury'ego poszły znacznie w dół, miał średnio koło 16 punktów i 5 asyst. Nie są to osiągnięcia jakich można oczekiwać od trzeciego najlepiej zarabiającego gracza NBA. Ale najważniejsze jest to, że nie pomógł on Knicks wywalczyć awansu do playoffs. Gdyby jego statystyki były gorsze, a drużyna by wygrywała na pewno nie byłby on tak negatywnie oceniany.
Jednak Marbury nie jest graczem, który pociągnie za sobą zespół. W barwach Knicks raz wystąpił w playoffs, ale było to w sezonie gdy został tam wytransferowany. Zagrał wtedy w NY tylko pół sezonu i awans do rozgrywek posezonowych nie był w pełni jego zasługą. Co potwierdza fakt, że w pozostałych latach już nie udało się tego powtórzyć. Ale Marbury ze swoimi wcześniejszymi zespołami (Wolves, Nets i Suns) także nie potrafił odnieść znaczącego sukcesu. Kiedy już udało się awansować do playoffs, to drużyna Marbury'ego zawsze odpadała w pierwszej rundzie. Natomiast dla każdej z drużyn mających go w składzie momentem przełomowym było jego odejście. Tak się stało zwłaszcza w przypadku Nets i Suns. Niestety dla Knicks wymian z udziałem tego zawodnika jest obecnie niemożliwa, bo nikt nie weźmie jego wielkiego kontraktu.
Wróćmy jednak do decyzji Thomasa o posadzeniu go na ławce. Po tym jak Marbury usłyszał, że będzie zmiennikiem nie pojawił się w ogóle na meczu z Suns. Wrócił do Nowego Jorku mimo, że był już z drużyną w Arizonie. Jest to zachowanie, które najlepiej pokazuje podejście tego zawodnika do gry i zespołu. Jednak za tak nieprofesjonalne zachowanie nie został zawieszony, co wydawałoby się naturalne. Został jedynie ukarany finansowymi konsekwencjami. Knicks grają tak słabo, że prawdopodobnie nie chcieli pozwolić sobie na dłuższą nieobecność Marbury'ego. Na kolejnym meczu, który odbył się dzień później w Los Angeles, rozgrywający NY już się stawił i zaczął spotkanie z ławki. Ale mimo, że był rezerwowym to rozegrał ponad 30 minut, więc jego nowa rola nie spowodowała skrócenia czasu gry. A to właśnie o ograniczenie czasu na parkiecie, które miało wiązać się z pozycją zmiennika, spowodowało podobno największe pretensje Marbury'ego. Nowy pomysł Thomasa jednak nic nie zmienił i Knicks po raz kolejny przegrali.
Mecz z Kings był drugim, który Marbury zaczął jako rezerwowy. Ale tym razem ponownie zagrał bardzo długo, będąc trzecim najdłużej przebywającym na parkiecie zawodnikiem swojej drużyny. Pomimo, że grał słabo. Przez 44 minuty zdobył zaledwie 15 punktów trafiając 4 z 10 rzutów i miał 4 asysty. To pokazuje, że nic się w Knicks nie zmieniło. A Thomas nie ma pomysłu jak ustawić zespół by odnieść zwycięstwo, nawet z niezbyt wymagającymi rywalami jak Kings.
Konflikt w drużynie jest już poważny i raczej szybko się nie zakończy. Bo nic nie wskazuje na to, że Knicks zaczną nagle wygrywać, także nie pozbędą się Marbury'ego, chyba, że wykupią jego kontrakt. Normalnie wykupienie takiej umowy raczej nie wchodziłoby w grę, ale jak wiadomo w Nowym Jorku możliwe jest wszystko. A tym bardziej jeśli właścicielem klubu jest tak łatwo i niepotrzebnie wydającym pieniądze człowiek jak Dolan. Możliwe również, że zdecyduje się on na zmianę trenera, bo jak na razie nie widać by Thomas był w stanie stworzyć tu silną drużynę. I to chyba pozbycie się Thomasa i Marbury'ego dopiero mogłoby coś zmienić w tej drużynie.
Ale bez względu na to, co się stanie możemy być pewni, że problemy drużyny z Nowego Jorku będą trwać nadal, a w takiej atmosferze trudno myśleć o sukcesach. Wszystko wraca do normalności w Nowym Jorku, jest tu za dużo gwiazd i nie potrafią oni stworzyć silnego zespołu. Znak rozpoznawczy Knicks w ostatnich latach - ciągłe problemy, w tym sezonie nie zniknie. A przed rozgrywkami wydawało się, że w końcu w NY będą mieli silną drużynę, zwłaszcza po pozyskaniu Randolpha. Póki co kibicom Knicks nadal pozostaje czekać na lepsze lata. Na pocieszenie można powiedzieć, że kontrakt Marbury'ego kończy się już po sezonie 2008/09, najpóźniej za dwa lata Knicks będą mieli z nim spokój.