Copyright Czwarta-Kwarta.com   Wszelkie prawa zastrzeżone
STRONA GŁÓWNA         KONTAKT         ARCHIWUM
autorem wszystkich tekstów jest Adam Szczepański
free hit counter
Lakers - Rockets   4:3
Mecz 7

Lakers - Rockets  89:70


Gracz meczu: Pau Gasol
Tym razem Lakers nie potrzebowali niesamowitych popisów strzeleckich Bryanta, by łatwo pokonać Rockets. Zagrali bardzo zespołowo, a ich najlepszym zawodnikiem był Gasol. Skrzydłowy gospodarzy zdobył 21 punktów trafiając 52.6% swoich rzutów. Poza tym, zebrał aż 18 piłek i miał 3 bloki. Był to siódmy mecz Gasola w tegorocznych playoffs, w którym zaliczył double-double.

Decydujące elementy:
:: zbiórki - Lakers 55 (13 w ataku), Rockets 33 (5)
:: skuteczność z gry - Lakers 46.7%, Rockets 36.8%
:: punkty z 'trumny' - Lakers 46, Rockets 30

Lakers
W spotkaniu numer 7 Lakers zagrali bardzo skuteczną, zespołową koszykówkę, pokazując, że kiedy chcą i są skoncentrowani, potrafią świetnie bronić i bezwzględnie niszczyć swoich rywali. Ich ostatnie dwa występy w Houston były słabe, ale przed własną publicznością nie dali szans Rockets na wyrównaną walkę. Drużyna chcąca zdobyć mistrzostwo nie powinna mieć takich wahań formy, jednak w tym momencie najważniejsze jest dla nich to, że w meczu numer 7 zagrali tak jak trzeba i awansowali do kolejnej rudny. Poza Gasolem jeszcze trzech zawodników zdobyło co najmniej 10 punktów. Bryant miał ich 14 przy niskiej skuteczności z gry wynoszącej 33.3%, do tego zaliczył 7 zbiórek, 5 asyst, 3 przechwyty i 2 bloki. Natomiast Ariza miał w swoim dorobku 15 punktów, a Bynum 14 (6 na 7 z gry) i 6 zbiórek.  Rywalizacja z Rockets na pewno nie przebiegła po myśli ekipy z LA. Mimo że ich przeciwnicy byli osłabieni, Lakers nie potrafili tego wykorzystać i musieli rozegrać maksymalną liczbę spotkań. Jednak mają to już za sobą i teraz zmierzą się z rewelacyjnymi Nuggets.

Rockets
Zawodnicy Rockets na wyjazdach spisują się znacznie gorzej niż w Houston. Przed własną publicznością udało im się pokonać Lakers, ale w LA nawet przez chwilę nie mogli mieć nadziei, że uda im się wygrać. Mecz numer 7 rozpoczęli od serii 0-8, a pierwsze punkty z gry zdobyli dopiero po ponad siedmiu minutach. I tak jak we wcześniejszych spotkaniach, także teraz zwycięzcy pierwszej kwarty wygrali cały mecz. Co prawda druga połowa był znacznie bardziej wyrównana, ale gospodarze mieli już wtedy dwucyfrową przewagę i jedynym sukcesem Rockets było to, że Lakers nie powiększali znacząco swojego prowadzenia. Goście fatalnie spisywali się w ataku zaliczając zaledwie 70 punktów i tylko trzech ich zawodników miało przynajmniej 10 punktów. Scola zaliczył ich 11 (33.3% z gry), do tego dołożył 6 zbiórek. Brooks miał 13 punktów trafiając 30.8% swoich rzutów, poza tym odnotował 3 asysty i 5 strat. Nie spisali się również Artest i Battier, którzy w sumie zdobyli 10 punktów pudłując aż 12 z 16 rzutów. Na pewno Rockets przed tym meczem wierzyli, że jeszcze uda im się zagrozić gospodarzom, ale ostatecznie nie mieli z nimi szans. Mogą być jednak zadowoleni ze swojej gry w tej serii. Mimo że kontuzja wykluczyła z gry Yao, Rockets pokazali swój charakter i udało im się dwukrotnie pokonać Lakers zmuszając ich od rozegrania siedmiu meczów.
___________________________________________________


Mecz 1


Rockets - Lakers  100:92


Gracz mecz: Yao Ming
W czwartej kwarcie po zderzeniu z Bryantem, mogło się wydawać, że Ming doznał poważnego urazu kolana. Na szczęście dla Rockets ich center chwilę poleżał na parkiecie, przeszedł się w stronę szatni i wrócił szybko na parkiet, by poprowadzić ich do wygranej. W czwartej kwarcie zdobył 12 punktów, nie pozwalając Lakers na wyrwanie zwycięstwa jego drużynie. Całe spotkanie Yao zakończył z dorobkiem 28 punktów, a na linii rzutów wolnych nie pomylił się ani razu na 10 prób. Poza tym, zebrał 10 piłek i miał 2 bloki. To był najlepszy występ Chińczyka w tegorocznych playoffs i dzięki temu Rockets zaskoczyli gospodarzy wygrywając ważny mecz otwarcia.

Decydujące elementy:
:: rzuty wolne - Rockets 25-29 (86.2%), Lakers 12-19 (63.2%)
:: fatalna skuteczność Lakers za trzy - na 18 rzutów trafili zaledwie 2, Rockets także nie imponowali w tym elemencie, ale na tyle samo prób mieli o 3 celne więcej
:: czwarta kwarta - w sezonie zasadniczym Lakers za każdym razem pokonywali drużynę z Houston rozbijając ich w czwartej kwarcie, tym razem to Rockets byli lepsi w tej części spotkania (30-25)

Rockets
Goście od pierwszych minut spisywali się bardzo dobrze i narzucili swój defensywny styl gry. W ataku o wiele większy potencjał mają Lakers, ale skuteczną obroną Rockets mogli ich pokonać i to wykorzystali. Poza Mingiem, świetnie zagrał Artest, który zdobył 21 punktów, a zza trzy trafił 3 z 6 rzutów. Na swoim koncie miał jeszcze 7 asyst, będąc najlepiej podającym gości. Kluczową rolę w drugiej połowie odegrał również Brooks, zaliczył wtedy aż 14 ze swoich 19 punktów. W pierwszej rundzie Lakers prezentowali tak wysoką formę przed własną publicznością, że trudno było oczekiwać, iż dadzą sobie wyrwać przewagę własnego boiska i to już w pierwszym meczu. Rockets jednak zaskoczyli swoich rywali i pokazali, że są znacznie silniejsi niż Jazz i mogą sprawić im sporo kłopotów.

Lakers
Bryant przystąpił do tego spotkania mając problemy zdrowotne, z powodu których opuścił ostatni trening. W efekcie, w pierwszej połowie spisywał się bardzo słabo, ale w drugiej wziął na siebie ciężar gry, prowadził Lakers i dał im nadzieje na zwycięstwo. Przez drugie 24 minuty lider gospodarzy zdobył aż 24 punkty, natomiast z 42 ostatnich punktów Lakers aż 22 należało właśnie do niego. To dzięki niemu na początku czwartej kwarty gospodarze osiągnęli prowadzenie. Jednak nie wystarczyło to na bardzo skuteczną grę Rockets. Ostatecznie Braynt miał 32 punkty, 8 zbiórek i 4 asysty. Niestety jego partnerzy spisywali się znacznie gorzej, byli zatrzymywani przez defensywę gości i nie byli w stanie pomóc mu na tyle, by Lakers mogli wygrać. Gasol zaliczył double-double mając 14 punktów i 13 zbiórek, ale z gry trafił tylko 42.9% rzutów. Ariza zakończył mecz z 10 punktami, tyle samo miał Bynum, jednak nie był on w stanie zatrzymać Yao. Zawiódł także Odom, miał 9 punktów i 5 zbiórek, a z linii wolnych spudłował aż 5 z 6 rzutów.
___________________________________________________


Mecz 2


Lakers - Rockets  111:98


Gracz meczu: Kobe Bryant
Tak samo jak w pierwszej rundzie, kiedy w następny meczu po porażce zdobył 38 punktów, także tym razem Bryant zagwarantował Lakers zwycięstwo, nie pozwalając przeciwnikom na drugą wygraną. Lider gospodarzy był nie do zatrzymania zaliczając aż 40 punktów przy skuteczności z gry wynoszącej 59.3%. Już 13 punktów miał w pierwszej kwarcie, co pomogło Lakers bardzo dobrze rozpocząć to spotkanie i objąć dwucyfrową przewagę po 12 minutach gry. Ostatecznie Kobe miał na swoim koncie jeszcze 6 zbiórek, 3 asysty i przechwyt.

Decydujące elementy:
:: punkty z kontrataku - Lakers 20, Rockets 5 (drugą kwartę, w której Rockets nie pozwoli Lakers na zdobycie żadnego punktu z kontrataku, wygrali goście)
:: straty - Lakers 11, Rockets 20

Lakers
Trener Jackson zdecydował się na zmienię w pierwszej piątce i tak jak w serii z Jazz, także teraz Odom zastąpił Bynuma. Środkowy Lakers ciągle jeszcze nie jest w formie i w poprzednim meczu nie był w stanie zatrzymać Yao. Natomiast w tym spotkaniu od samego początku Gasol rywalizował pod koszami z środkowym Rockets i przyniosło to efekty. Ruchliwy Gasol sprawił, że Ming szybko złapał faule i musiał długo siedzieć na ławce. Natomiast Hiszpan rozegrał bardzo dobry mecz, zdobył 22 punkty, zebrał 14 piłek i zaliczył 4 bloki. Odom nie imponował w ataku, spudłował 5 z 7 rzutów i zaliczył tylko 7 punktów, ale dobrze radził sobie w walce na tablicach mając 11 zbiórek. Znacznie lepiej niż poprzednio spisywał się także Fisher (12pts), ale pod koniec trzeciej kwarty odepchnął Scolę uderzając go łokciem w twarz, za co został wyrzucony z boiska. Warto także dodać, że po opuszczeniu dwóch poprzednich spotkań do gry wrócił Walton i okazał się bardzo przydatny, miał 6 punktów i 5 asyst.

Rockets
W poprzednim meczu goście od samego początku grali bardzo dobrze, tym razem pierwsza kwartę znacząco przegrali. Pozwolili Lakers zdobyć aż 39 punktów, w tym 11 z kontrataku (w spotkaniu numer 1, Lakers zaliczyli tylko 10 tego typu punktów). Jednak w drugiej kwarcie rezerwowi pomogli Rockets wzmocnić obronę i odrobić straty, dzięki czemu pierwsza połowa zakończyła się remisem. Niestety w drugiej połowie nie znaleźli odpowiedzi na świetną grę ofensywną Lakers. Kluczową rolę w drugiej kwarcie odegrał Landry, dla którego był to najlepszy mecz w playoffs w karierze, na swoim koncie miał 21 punktów (77.8% z gry) i 10 zbiórek przez 24 minuty spędzone na parkiecie. Świetnie grał również Artest, trafił 4 z 7 rzutów za trzy i zdobył 25 punktów, odnotował również 5 asyst, 3 zbiórki i 2 przechwyty. Niestety w końcówce Rockets nie mogli na niego liczyć. W połowie czwartej kwarty Artest został wyrzucony z boiska, po tym jak wdał się w dyskusję z sędziami i Bryantem, gdy lider Lakers uderzył go łokciem w gardło podczas walki pod koszem. Największym osłabieniem dla gości był jednak fatalny występ Minga. Bardzo szybko odgwizdywano mu przewinienia, w efekcie czego znaczącą część meczu spędził na ławce przyglądając się tylko poczynaniom swoich kolegów. Ostatecznie oddał zaledwie 4 rzuty z gry, zdobył 12 punktów i zaliczył 10 zbiórek. Dwucyfrowy dorobek punktowy mieli jeszcze Scola (12pts) i Brooks (13), ale byli bardzo nieskuteczni w ataku i w sumie trafili tylko 34.5% swoich rzutów z gry. Battier natomiast robił co mógł, by utrudnić życie Bryantowi, ale nie był w stanie go zatrzymać.
___________________________________________________


Mecz 3


Lakers - Rockets  108:94


Gracz meczu: Kobe Bryant
Tak jak w poprzednim meczu, także i tym razem Bryant miał bardzo dobrą pierwszą kwartę, zdobył wtedy 11 punktów. Natomiast w czwartej zaliczył 12, nie pozwalając Rockets odrobić strat. Ostatecznie nie miał najlepszej skuteczności z gry (39.3%, chociaż za trzy trafił 4 z 6 rzutów), co wynikało z dobrej defensywy zawodników gospodarzy, ale nie przeszkodziło mu to w odnotowaniu 33 punktów. Tym samym, na liście najlepszych strzelców playoffs w historii wyprzedził Larry'ego Birda i przesunął się na szóstą pozycję. Kobe także świetnie spisywał się w obronie, potwierdzając, że jego wybór do pierwszej piątki najlepszych defensorów nie był przypadkowy - miał 3 bloki i 2 przechwyty. Poza tym, zaliczył jeszcze 6 zbiórek i 3 asysty.

Decydujące elementy:
:: rzuty za trzy - Lakers 11-20 (55%), Rockets 6-19 (31.6%)
:: straty - Lakers 6, Rockets 17
:: defensywa Lakers - 11 przechwytów i 9 bloków (Rockets odpowiednio 2 i 3)

Lakers
Mimo że Lakers byli bez swojego podstawowego rozgrywającego, mimo że grali na wyjeździe, od początku kontrolowali przebieg spotkania, a w drugiej połowie zdominowali Rockers zapewniając sobie zwycięstwo. Kluczowym elementem w grze Lakers była ich obrona. We wcześniejszych meczach to przede wszystkim Rockets imponowali defensywą, ale teraz lepsi w tym elemencie okazali się goście. Zawodnikom z LA bardzo trudno zdobywa się punkty w starciu z drużyną z Houston, dlatego nie mogą ich pokonywać imponującą grą w ataku, ale mogli zrewanżować się tym samym i niszczyć ofensywę Rockets. W rezultacie gospodarze popełnili aż 17 strat, a ich skuteczność z gry wyniosła tylko 41.7%. W ataku Bryant mógł liczyć na duże wsparcie od swoich partnerów. Każdy zawodnik pierwszej piątki zdobył ponad 10 punktów, a rezerwowi mieli ich w sumie 21. Najlepszym zawodnikiem poza Kobe'm był Odom, który zaliczył double-double: 16 punktów i 13 zbiórek. Natomiast Farmar wykorzystał okazję jaką dostał pod nieobecność Fishera. Dotychczas grał dość słabo w playoffs, a jego rolę pierwszego zmiennika na jedynkę przejął Brown. Tym razem jednak Farmar pokazał, że jest świetnym zawodnikiem i potrafi prowadzić grę Lakers, zdobył 12 punktów, miał 7 asyst, 5 zbiórek i 2 przechwyty. Dzięki temu zwycięstwu Lakers odzyskali przewagę własnego boiska. Poza tym, pokazali Rockets, że wyrównana rywalizacja w LA, nie oznacza, że w Houston to gospodarze będą górą.

Rockets
Najlepszym zawodnikiem Rockets ponownie był Artest. Zdobywając 25 punktów był ich pierwszym strzelcem, jednak w ataku miał znacznie mniejsze wsparcie niż lider Lakers. Ming zagrał lepiej niż w poprzednim spotkaniu i nie miał już problemów z faulami, ale nie był w stanie poprowadzić Rockets tak jak to zrobił w meczu numer 1. Ostatecznie zaliczył 19 punktów, 14 zbiórek i 2 bloki. Double-double na swoim koncie miał również Scola, 10 punktów i 12 zbiórek. Natomiast z ławki najskuteczniejszym zawodnikiem był Landry, który odnotował 10 punktów i 6 zbiórek. Gospodarze najgorzej zagrali w trzeciej kwarcie, w której Lakers pozwolili im zdobyć tylko 14 punktów. W efekcie goście z LA objęli dwucyfrową przewagę przed ostatnimi 12 minutami, a gospodarze nie byli już w stanie jej zniwelować.
___________________________________________________


Mecz 4


Rockets - Lakers  99:87


Gracz meczu: Aaron Brooks
Pod nieobecność Yao, ciężar poprowadzenie drużyny wziął na siebie młody Brooks i poprowadził Rockets do zwycięstwa. W tegorocznych playoffs pokazał on już, że potrafi zdobywać dużo punktów i w meczu numer 1 z Blazers miał ich 27. Teraz zagrał jeszcze lepiej i pobił swój rekord fazy posezonowej zaliczając 34 punkty ze skutecznością 60%, z czego za trzy trafił 4 razy na 9 prób. Aż 16 z nich zdobył w trzeciej kwarcie, którą gospodarze objęli 29-punktowe prowadzenie. Poza tym, rozgrywający Rockets na swoim koncie miał jeszcze 4 asysty, 3 zbiórki i blok.

Decydujące elementy:
:: brak Yao - nieobecność gwiazdora Rockets sprawiła, że pozostali zawodnicy byli bardzo zmotywowani do jak najlepszej gry. Natomiast Lakers przystąpili do tego meczu ze spokojem, ponieważ poprzednie dwa dość pewnie wygrali, a teraz ich rywale byli osłabieni. Poza tym, bez swojego centra gospodarze grali zupełnie inaczej, byli szybsi, bardziej ruchliwi, a defensywa Lakers nie była na to przygotowana.
:: słaby występ Bryanta - w poprzednich 5 meczach Kobe za każdym zdobywał ponad 30 punktów, tym razem miał ich tylko 15, a jego skuteczność z gry wyniosła 41.2%
:: zbiórki - Rockets 43, Lakers 37

Rockets
W dłuższej perspektywie kontuzja Minga i jego nieobecność do końca playoffs jest bez wątpienia dużym osłabieniem dla Rockets. Jednak w tym meczu, ta sytuacja pomogła im wyrównać stan rywalizacji. Zaskoczyli Lakers świetną grą, znacznie lepszą niż można było od ich oczekiwać. Każdy z zawodników gospodarzy robił co mógł, by udowodnić swoim rywalom, że bez Yao także mogą ich pokonać. Spotkanie rozpoczęli od rewelacyjnej serii 19-4, dzięki czemu przejęli kontrolę nad jego przebiegiem i nie pozwolili gościom na odebranie im tego zwycięstwa. Drugim strzelcem Rockets był Battier, już w pierwszej kwarcie zdobył 12 punktów trafiając wszystkie swoje 4 rzuty z gry, w tym 3 trójki. Mecz zakończył z dorobkiem 23 punktów, a za trzy trafił 5 z 10 rzutów. Poza tym nie można zapomnieć o jego świetnej pracy w obronie przeciwko Bryantowi. Bardzo dobrze spisywali się również Scola, mający double-double (11pts/ 14reb) i wchodzący z ławki Lowry, który zdobył 12 punktów, z czego 5 w czwartej kwarcie. Natomiast Artest po dwóch meczach, w których bardzo dobrze radził sobie w ataku, tym razem miał bardzo niską skuteczność z gry, zaledwie 21.1%. Jednak nawet to nie przeszkodziło Rockets,  a Artest pomógł swojej drużynie w innych elementach, odnotowując 10 zbiórek i 6 asyst. Ten mecz pokazał charakter drużyny z Houston, która w bardzo trudnym momencie potrafiła rozegrać świetne spotkanie, zaskoczyć Lakers i wygrać po raz drugi w tej serii.

Lakers
Goście poczuli się chyba zbyt pewnie po informacji o kontuzji Minga. Chińczyk to w końcu czołowa postać Rockets, a nawet z nim w składzie Lakers pokonywali swoich przeciwników w dwóch poprzednich meczach dwucyfrową różnicą punktową. Teoretycznie teraz powinni bez problemu poradzić sobie z osłabionymi Rockets i zbliżyć się do awansu do finału zachodu. Tak się jednak nie stało. Goście zostali zaskoczeni przez gospodarzy w pierwszej kwarcie, a potem nie potrafili odrobić strat. Na samym początku tylko Bryant zdobywał dla nich punkty, ale później on także zaczął mieć problemy z przebijaniem się przez defensywę gospodarzy. Czwartą kwartę rozpoczynali mając aż 29 punktów mniej. Co prawda, później udało im się znacząco zmniejszyć tą stratę, ale Rockets cały czas utrzymywali dwucyfrowe prowadzenie i Lakers tak nawet przez chwilę nie mogli myśleć o tym, że uda im się wygrać. Najlepszym zawodnikiem gości był Gasol, który bardzo dobrze radził sobie pod koszami z niższymi rywalami. Ostatecznie zdobył 30 punktów (64.7%), zaliczył 9 zbiórek i 2 bloki. Poza nim i Bryantem, jeszcze tylko Brown miał na swoim koncie ponad 10 punktów (dokładnie 14). Reszta prezentowała się bardzo słabo i nie potrafiła przeciwstawić się ekipie gospodarzy.
___________________________________________________


Mecz 5


Lakers - Rockets  118:78


Gracz meczu: Kobe Bryant
Tak jak można było się spodziewać, Bryant zagrał znacznie lepiej niż w poprzednim meczu. Nie pozwolił Lakers na kolejną porażkę i ponownie był najlepszym strzelcem swojej drużyny mając 26 punktów. Jego skuteczność z gry wyniosła 52.6%, na swoim koncie miał jeszcze 4 zbiórki, 3 asysty, a także jeden blok i przechwyt. Warto dodać, że w czwartej kwarcie, kiedy spotkanie było już rozstrzygnięte, Kobe odpoczywał na ławce, dlatego grał tylko 31 minut.

Decydujące elementy:
:: skuteczność z gry - Lakers 51.2%, Rockets 32.6%
:: punkty z kontrataku - Lakers 24, Rockets 7
:: defensywa Lakers - ograniczyli Rockets do 78 punktów, zmusili ich do fatalnej skuteczności z gry, wymusili 18 strat i nie pozwolili żadnemu z liderów gości na popisy w ataku

Lakers
W ostatnim meczu Lakers zostali zaskoczeni przez Rockets, ale wracając do LA wiedzieli, że nie mogą sobie już pozwolić na zlekceważenie osłabionych przeciwników. Od początku byli bardzo zmotywowani, by objąć prowadzenie w tej rywalizacji i potwierdzili swoją wyższość. W porównaniu do poprzedniego meczu znacznie poprawili swoją obronę dostosowując ją do nowego stylu gry Rockets pod nieobecność Minga. Natomiast w ataku nie tylko Bryant spisywał się bardzo dobrze, poza nim aż 6 zawodników gospodarzy zdobyło przynajmniej 10 punktów. Na początku pierwszej kwarty to goście mieli prowadzenie, ale Lakers zakończyli tą część gry serią 23-6 i potem już tylko powiększali swoją przewagę. Gasol miał double-double na swoim koncie, zaliczył 16 punktów i 13 zbiórek. Natomiast Bynum rozegrał najlepsze spotkanie tegorocznych playoffs. Wreszcie był skuteczny w ataku trafiając 5 z 6 rzutów (14pts) i dobrze walczył pod tablicami zbierając 6 piłek. Nie są to jeszcze statystyki na miarę jego możliwości, ale przebywał na parkiecie tylko 20 minut. Może ten mecz okaże się dla niego przełomowym i od teraz zacznie grać jak przystało na podstawowego środkowego drużyny walczącej o mistrzostwo.

Rockets
Tym razem Brooksowi i jego kolegom nie udało się zagrać już tak dobrze jak ostatnio. Nie byli w stanie zatrzymać rozpędzonych Lakers, natomiast w ataku bardzo się męczyli i seryjnie pudłowali. Pierwszym strzelcem gości był Brooks, który zdobył tylko 14 punktów ze skutecznością 36.4%. Tyle samo punktów mieli także Artest i Battier, ale łącznie, a z gry w sumie trafili zaledwie 27.3% rzutów. Najlepszym zawodnikiem gości był Scola, który zaliczył double-double: 12 punktów i 13 zbiórek. Poza nim i Brooksem jeszcze tylko Wafer miał na swoim koncie dwucyfrowy dorobek punktów - 13. Ten mecz pokazał Rockets, że w pojedynku ze skoncentrowanymi i zmotywowanymi Lakers są właściwie bezsilni. Co prawda ostatnio zaskoczyli swoich rywali, ale powtórzyć to będzie bardzo trudno.
___________________________________________________


Mecz 6


Rockets - Lakers  95:80


Gracz meczu: Luis Scola
W 12 dotychczasowych meczach playoffs rozegranych przez Rockets wygrywał ten, kto miał prowadzenie po pierwszej kwarcie. To pokazuje jak ważny jest dla nich początek spotkania. W tym meczu gospodarze rozpoczęli rewelacyjnie, pokonując Lakers 27-15 w pierwszej kwarcie. Tak udany start zawdzięczali przede wszystkim świetnie grającemu Scoli. Argentyńczyk w pierwszej kwarcie zdobył aż 14 punktów i zebrał 6 piłek. W dalszej części nadal był czołową postacią Rockets, dopiero w czwartej kwarcie trener postawił na Landry'ego, ale nie zmienia to faktu, że Scola był najlepszym zawodnikiem swojej drużyny. Ostatecznie zaliczył 24 punkty ze skutecznością 58.8%, do tego miał 12 zbiórek i 2 asysty. To już czwarty mecz z rzędu, w którym miał on double-double.

Decydujące elementy:
:: skuteczność z gry - Rockets 50.7%, Lakers 35.7%
:: asysty/ straty - Rockets 19/ 12, Lakers 11/ 10
:: własny parkiet - Rockets w meczu numer 4 i 6 byli zupełnie inną drużyną niż w LA w piątym spotkaniu. Tak samo jak Lakers, świetnie spisują się we własnej hali, a na wyjeździe grają bardzo słabo.

Rockets
Poprzedni mecz był dla Rockets jednym z najgorszych w historii ich występów w playoffs. Jednak powrót do Houston sprawił, że stali się zupełnie inną drużyną niż w tym wcześniejszym, fatalnym spotkaniu. U siebie są bardzo silni i ponownie zagrali tak dobrze jak w meczu numer 4. Gospodarze rozpoczęli to spotkanie od serii 17-1 przejmując inicjatywę. Dwucyfrowe prowadzenie utrzymywali przez całą drugą kwartę i dopiero w trzeciej Lakers ruszyli do ataku odrabiając straty. W pewnym momencie przewaga Rockets zmniejszyła się do dwóch punktów i mogło się wydawać, że już za chwilę goście doprowadzą do remisu. Jednak gospodarze szybko się obudzili i odpowiedzieli serią 8-2, odzyskując kontrolę nad przebiegiem spotkania. W dalszej części Rockets nie pozwolili już swoim rywalom na ponownie zbliżenie się do nich i zapewnili sobie zwycięstwo, doprowadzając do meczu numer 7. Poza Scolą, świetnie grał Brooks. W poprzednim spotkaniu, tak samo jak cała drużyna prezentował się słabo, ale w Houston spisuje się o wiele lepiej i ponownie poprowadził i swój zespół do wygranej. Zdobył 26 punktów ze skutecznością 61.5%, a za trzy pomylił się tylko raz na 4 rzuty. Artest odnotował 14 punktów i razem z Battierem wykonał fantastyczną pracę w obronie. Natomiast Landry odegrał istotną rolę w czwartej kwarcie. Rezerwowy gospodarzy w ostatniej części pomógł Rockets utrzymać znaczące prowadzenie zdobywając 8 punktów i 5 zbiórek. W całym meczu miał 15 punktów (6 na 6 z gry), 9 zbiórek i 2 bloki. Rockets pokazali w tym meczu, że zwycięstwo w czwartym spotkaniu nie było przypadkowe, a dotkliwa porażka w LA ich nie zniechęcała do walki. Przed własną publicznością są bardzo groźni nawet pod nieobecność Minga.

Lakers
W meczu numer 4 Lakers nie byli przygotowani na nowy, szybszy styl gry Rockets bez Yao. Ale już w piątym spotkaniu zupełnie zdominowali swoich rywali i rozbili ich w Los Angeles. Rozegrali wtedy fantastyczne spotkanie i mogło się wydawać, że także w kolejnym meczu nie dadzą swoim rywalom większych szans. Stało się jednak inaczej i na wyjeździe ponownie okazali się słabsi. Pozwolili Rockets na rewelacyjny początek, potem musieli gonić przeciwników, ale Rockets byli na fali i nie pozwolili im odebrać sobie tego zwycięstwa. Przez większość spotkania Bryant był osamotniony w ataku, jedynie Gasol trochę pomagał mu w zdobywaniu punktów. Ostatecznie Kobe zaliczył 32 punkty, jednak miał niską skuteczność z gry wynoszącą 40.7%. Zwłaszcza na początku często pudłował, potem było już lepiej, ale brakowało mu wsparcia. Gasol odnotował double-double mając 14 punktów i 11 zbiórek. Pod tablicami bardzo dobrze spisywał się również Odom, który zebrał 14 piłek, ale poza tym dołożył tylko 8 punktów. Kolejny fatalny występ odnotował Fisher, seryjnie pudłował i zdobył zaledwie 2 punkty ze skutecznością 14.3%. Natomiast Bynum po ostatnim dobrym występie, tym razem ponownie zawiódł, spudłował 3 rzuty kończąc mecz bez punktu. Lakers w poprzednim spotkaniu wyglądali jakby pewnie kroczyli do finału zachodu. Teraz jednak wracają do LA i muszą wspiąć się na wyżyny swoich możliwości, by tym razem Rockets ich już nie zaskoczyli.