• Strona główna
  • 4kwarta News
  • Market
  • Redakcja
  • Współpraca
  • Archiwum
  • TRADE RUMORS

Kategoria: NBA 11/12

Nagrody 4kwarty za sezon 2011/12

kwi27
2012
13 komentarzy Adam Szczepański

Rookie of the Year

Tomasz Kordylewski: Kyrie Irving
Bezapelacyjnie i zdecydowanie najlepszy „żółtodziób” tego sezonu. Kyrie miał być jedynką, z jedynką został wybrany i absolutnie możemy go już postrzegać jako młodą gwiazdę tej ligi. Konkurencje zostawił w tyle i choć Kenneth Faried czy Ricky Rubio też dobrze weszli do ligi, to Irving poprowadził Cavs do zaskakującego dobrego sezonu i ma zadatki na to, by w przyszłość stać się kimś pokroju Chrisa Paula, do którego przecież często jest porównywany.

Karol Melaniuk: Kyrie Irving
Ze względu na kontuzję Rubio oraz zbyt późno okazane Fariedowi zaufanie (Karl zaczął nim grać regularnie +20 minut dopiero w marcu) wybór może być tylko jeden: Irving.

Adam Szczepański: Kyrie Irving
Irving bezsprzecznie był najlepszym debiutantem obecnego sezonu. Może gdyby Ricky Rubio nie doznał kontuzji i wprowadził Wolves do playoffs (co było możliwe), dyskusja o tej nagrodzie byłaby ciekawsza. W obecnej sytuacji, Irving jest automatycznym wyborem. Zresztą warto pamiętać, że jeszcze przed All-Star Weekend Cavs też liczyli się w walce o playoffs i to właśnie dzięki swojemu rozgrywającemu. Irving wygrywał mecze i nie raz robił to w imponującym stylu, dominując w czwartej kwarcie i trafiając game-winning shots. W sytuacjach clutch jego skuteczność z gry wyniosła aż 54.4% i była najwyższa w całej lidze spośród zawodników, którzy oddali w clutch co najmniej 50 rzutów. Dodajmy również, że Irving jest dopiero czwartym debiutantem, który w ciągu ostatnich 15 sezonów rozegrał minimum 1500 minut i zanotował PER na poziomie co najmniej 21 (pozostali to Duncan, Paul i Griffin).

Kamil Timoszuk: Kyrie Irving
Kolejny rok z rzędu nagroda trafia do gracza, który praktycznie w tej rywalizacji nie miał żadnej konkurencji. Być może gdyby kontuzji nie złapał Ricky Rubio to wtedy do ostatnich chwil ważyłyby się losy tej nagrody, a tak? Wybór jest tylko jeden.

Mateusz Trybulec: Kyrie Irving
Po obiecującym początku, Cavaliers nie wywalczyli w końcu imponującego bilansu w sezonie regularnym, ale bez Irvinga byliby pewnie gdzieś w okolicy Charlotte Bobcats.

Most Improved Player

Tomek: Avery Bradley
Tutaj miałem spory dylemat, ale jednak poszedłem za głosem serca i zamiast Andrew Bynuma z Los Angeles Lakers, który – w końcu zdrowy – rozegrał świetny sezon, postawiłem na „mojego” Avery Bradley’a. Jednak miałem ku temu podstawy, ponieważ Avery Bradley w swoim drugim sezonie w NBA stał się nieporównywalnie lepszy niż w sezonie debiutanckim, choć początek sezonu tego nie zapowiadał – Avery świetnie grał tylko w defensywie. I nic poza tym. Dopiero kontuzja kostki Allena otworzyła mu drogę do gry w pierwszej piątce na pozycji shooting guarda i wtedy ujrzeliśmy pewnego siebie Bradley’a, który oprócz bycia jednym z najlepszych obrońców w piłce na NBA przestał być też czarną dziurą w ataku. Dopiero playoffy zweryfikują moją decyzję, ale jeśli Avery wejdzie na poziom Tony’ego Allena z playoffów 2010 to rzeczywiście może okazać się x-factorem Celtów, a mój wybór obroni się sam.

Karol: James Harden
Rok temu był po prostu bardzo dobry, a teraz wskoczył na poziom All NBA. Brałem jeszcze pod uwagę Ilyasowę oraz Cousinsa. Ten pierwszy jest jednak w contract year, a z rezerwą podchodzę do graczy, którzy wznoszą się na „wyższy poziom” akurat w takich sezonach. DeMarcus natomiast ciągle jeszcze nie dojrzał wystarczająco mentalnie, choć i w tym aspekcie niewątpliwie poczynił pewien postęp.

Adam: Ersan Ilyasova
Jeremy Lin zrobił największy i najbardziej efektowny postęp w tym sezonie, ale rozegrał tylko 35 meczów, z czego Linsanity trwało niecałe 2 miesiące. Dlatego moim zdaniem nie powinien dostać nagrody, która jest za cały sezon. Aczkolwiek wydaje mi się, że ją zdobędzie i szczerze mówiąc nie mam nawet nic przeciwko, bo to co zrobił było naprawdę niesamowite. To jak z głębokiej rezerwy stał się gwiazdą drużyny i poprowadził ją do serii zwycięstw już przeszło do historii NBA. Dlatego jestem w stanie zrozumieć głosowanie na Lina, chociaż według moich kryteriów nie kwalifikuje się on do MIP ze względu na małą liczbę meczów.
W tej sytuacji moim głównym faworytem do MIP był Ryan Anderson, który zrobił bardzo duży postęp, ale w ostatnim momencie zmieniłem zdanie i stawiam na Ersana Ilyasovę. Wygrał Ilyasova przede wszystkim dlatego, że chociażby w odróżnieniu od Andersona, jego minuty gry nie poszyły znacząco w górę, ale o wiele efektywniej je wykorzystywał i dzięki temu rozegrał swój najlepszy sezon w karierze. Średnio grał tylko 2 i pół minuty dłużej niż rok temu, a zdobywał o 3.5 punktów więcej i zebrał 1.7 piłek więcej. W sumie zanotował rekordowe w swojej karierze średnie punktów, zbiórek, asyst i bloków, a także najwyższą skuteczność z gry i za trzy. Do tego miał PER na poziomie 20.5, czyli o 5.1 wyższy niż w poprzednim sezonie. To pokazuje jak duży zrobił postęp i jak poprawił swoją efektywność gry. Mimo wszystko łatwiej jest poprawić sobie statystyki, kiedy gra się 10 minut dłużej, jak Anderson. Dlatego ostatecznie moim MIP jest Ersan.

Kamil: Jeremy Lin
Historia Jeremiego Lina elektryzowała przez długi czas ludzi nie tylko w Stanach Zjednoczonych ale także i na całym świecie. Linsanity lub Linomania jaka ogarnęła wszystkich to coś o czym trudno zapomnieć. Sam zawodnik jednak dołożył bardzo dużo od siebie aby można było tak o nim mówić.

Mateusz: Jeremy Lin
Linsanity!!!

Defensive Player of the Year

Tomek: Kevin Garnett
Nie Howard, ani nie Chandler, ani nawet nie najlepiej blokujący w lidze Serge Ibaka w mojej opinii byli w tym sezonie najlepszymi obrońcami w NBA. Już kolejny sezon to Kevin Garnett dyryguje jedną z najlepszych defensyw w NBA. I to pomimo 35 lat na karku! Na dodatek przesunięcie go na pozycję centra przyniosło nieoczekiwany efekt lepszej gry w ataku. Mój wybór może nieco dziwić, ale Boston Celtics to zdecydowanie najlepiej broniący team w całej NBA i nie byłoby tego, gdyby nie KG.

Karol: Kevin Garnett
Uwielbiam Tysona, jeszcze bardziej Denga czy Iguodalę, ale DPOTY przyznam Garnettowi. Jest centralną postacią jednej z trzech najlepszych defensyw w NBA. Poza tym mam pewne wątpliwości co do tego, na ile postęp Knicks w obronie to zasługa Chandlera, a na ile Woodsona. W końcu Mavs prawie nie odczuli jego braku i ich obrona jest niemal tak samo dobra jak rok temu.

Adam: Tyson Chandler
Długo zastanawiałem się nad tą nagrodą i kilka razy zmieniałem swoje typy, ale ostatecznie uznałem, że w tym roku najbardziej na tytuł Defensive Player of the Year zasłużył Chandler. Przede wszystkim za to jak swoją obecnością odmienił defensywę Knicks, która rok temu właściwie nie istniała. W poprzednim sezonie tracili 105.7 punktów, a pod względem Defensive Rating byli na 22 pozycji w lidze. Tymczasem teraz mają piątą najefektywniejszą obronę i tracą tylko 94.8 punktów. Mało kto przypuszczał, że Knicks będą w stanie aż tak poprawić się w defensywie. Duża zasługa w tym także Mike’a Woodsona, ale to Chandler zmienił kulturę swojej nowej drużyny i sprawił, że jego koledzy zaczęli angażować się w obronę. Statystyki tego nie oddają, ale jego wpływ na Knicks jest ogromy. Potwierdziły to chociażby mecze, w których nie grał, a rywale rzucali im ponad 110 punktów. Chandler odmienił Knicks, podobnie jak w poprzednim sezonie Mavs. Rok temu był tym brakującym elementem, który pomógł Mavs sięgnąć po tytuł. Natomiast teraz udowodnił, że to nie był przypadek i, że nawet z Knicks potrafi zrobić dobrze broniącą drużynę.

Kamil: Tyson Chandler
To co zrobił z defensywą Knicks zasługuje na najwyższe słowa uznania. Zespół z Wielkiego Jabłka nigdy nie słynął z tego elementu gry, a po przyjściu tego gracza nagle znajdują się oni w 5 najlepszych zespołów w całej NBA w tym aspekcie gry. Imponujące.

Mateusz: Tyson Chandler
Jakie są najlepsze zespołu pod względem DRtg w NBA? Bulls, Celtics, 76ers, Heat i …. Knicks. Naprawdę? Naprawdę?

Sixth Man of the Year

Tomek: James Harden
Podobnie jak w przypadku Irvinga – Harden nie pozostawił żadnych wątpliwości i bezsprzecznie był najlepszym rezerwowym w całej lidze. Średnio 17 punktów, 4 zbiórki i 4 asysty w drużynie najlepszego strzelca NBA i najczęściej rzucającego rozgrywającego w lidze. To musi robić wrażenie. Broda daje niesamowitą siłę z ławki i wielokrotnie w tym sezonie to dzięki jego wpływowi na atak, Thunder wygrywali spotkania.

Karol: James Harden
Oczywisty wybór I w takiej formie ta nagroda nie ma za bardzo sensu. James gra przecież minuty startera.

Adam: James Harden
W tym roku wybór najlepszego rezerwowego jest prosty i chyba nikt inny nie zasługuje na tą nagrodę tak jak Harden. W większości drużyn Harden nie tylko byłby zawodnikiem pierwszej piątki, ale i pierwszoplanową postacią. W Oklahomie jest rezerwowym, gra w cieniu Duranta i Westbrooka, ale potrafił się świetniej odnaleźć w tej sytuacji i odgrywa kluczową rolę w Thunder. Bardzo dużo wnosi do gry, nie tylko zdobywając punkty, ale też kreując grę drużyny. Przy okazji ciekawa statystyka, Harden ma TS% (True Shooting) na poziomie 66% i jest to najwyższe TS% w historii NBA dla zawodnika, który w sezonie oddał co najmniej 600 rzutów z gry, z czego 200 za trzy, a także 300 wolnych. To pokazuje jak efektywnym jest strzelcem.
Mówiąc o najlepszym rezerwowym warto wspomnieć jeszcze o Taju Gibsonie. Gdyby nie Harden, to Gibson byłby moim faworytem do tej nagrody. Nie będę już rozpisywał się na jego temat, przytoczę tylko statystyki – 7.6 punktów, 5.2 zbiórek i 1.2 bloku przez 20.2 minut gry. A co najbardziej imponujące, Bulls tracą tylko 90.56 punktów (na 100 posiadań) kiedy on jest w grze, natomiast bez niego na parkiecie rywale zdobywają aż o 12 punktów więcej. Nikt w Chicago nie robi takiej różnicy w obronie jak on. Co więcej, jest to największa taka różnica w całej NBA w tym sezonie.

Kamil: James Harden
Jest to jeden z tych zawodników o których ciężko powiedzieć, że są rezerwowymi skoro grają więcej niż nie jeden pierwszopiątkowy gracz. Fakt jest jednak faktem i James wchodzi w zespole Oklahomy z ławki. Dlatego też ciężko pokazać innego kandydata, który byłby mu w stanie zagrozić w odebraniu tej nagrody w tym roku.

Mateusz: James Harden
Może i nie jest on typowym rezerwowym, bo gra średnio ponad 30 minut na mecz, ale w większości z nich nie było go w pierwszej piątce, dlatego spełnia on wymagania 6th Man of the Year award. Gdy go nie ma na parkiecie, OKC zupełnie nie potrafią znaleźć rytmu, ofensywa staje w miejscu, a akcje kończą się zwykle izolacjami dla Duranta lub Westbrooka.

Coach of the Year

Tomek: Gregg Popovich
Podobnie jak przy wyborze MIP – miałem spory dylemat między Popovichem a Dociem Riversem z Boston Celtics. Ostatecznie wybrałem Popovich, który kolejny sezon dowodzi weteranami ze Spurs, a ci po raz kolejny udowadniają, że są starzy, ale jarzy. Przed sezonem znów ich skreślano, jednak Spurs, podobnie jak w zeszłym sezonie, zadziwili wszystkich ponownie będąc najlepsi w swojej Konferencji. Pop umiejętnie rotował, zmniejszył minuty Duncana czy Ginobiliego, świetnie wprowadził do zespołu Danny Greena czy Stepha Jacksona i to wszystko zadecydowało, że Spurs – nie dość, że bez kontuzji – to wchodzą do playoff z pierwszej pozycji. Uznania także dla Riversa, który odwalił niesamowitą robotę ze składem, który miał (a przecież po drodze sypali się kolejno Green, O’Neal czy Wilcox). Celtowie jeszcze przed ASW ledwo co łapali się do playoffów. Rivers odmienił obliczę drużyny, która z miejsca ponownie stała się kandydatem do tytułu. Nie contenderem, ale kandydatem.

Karol: Tom Thibodeau
Rose opuścił 40% meczów, Deng grał z urazem nadgarstka, a mimo tego Bulls znowu mają najlepszy wynik w NBA. Niesamowite.

Adam: Gregg Popovich
Tom Thibodeau był bardzo bliski zostania pierwszym trenerem w historii, który dwa lata z rzędu dostał nagrodę COY. Drugi rok z rzędu Bulls pod jego wodzą uzyskali najlepszy wynik w lidze i dokonali tego mimo, że MVP ubiegłorocznego sezonu stracił aż 40% meczów. Ponownie Thibs wykonał kawał fantastycznej roboty. Niestety dla Toma, jest jeszcze Gregg i jego Spurs. To co Popovich zrobił w tym sezonie w San Antonio przebija kolejny niesamowity rok trenera Bulls.
Popovich poprowadził starych Spurs do pierwszego miejsca na zachodzie. Nie przeszkodziła mu w tym nieobecność kontuzjowanego Manu Ginobili’ego w 27 meczach czy najniższa w karierze średnia minut Tima Duncana. Popovich fantastycznie korzystał ze swoich zawodników, używał bardzo szerokiej rotacji, wycisnął z nich maksimum ich możliwości i sprawił, że nawet głębokie rezerwy były przydatne. Grający jaszcze niedawno w D-League Danny Green, TJ Ford tuż przed emeryturą, sprawiający problemy Stephen Jackson czy Boris Diaw z nadwagą, u Popovicha każdy z nich odegrał istotną rolę. Ostatecznie tylko Tony Parker spędzał na parkiecie średnio więcej niż 30 minut, a w sumie 11 zawodników notowało przynajmniej 20 minut. Dzięki temu Spurs mogli oszczędzać swoje gwiazdy, a nie odbiło się to na wyniku drużyny. Niesamowite jest również to jak Popovich przekształcił drużynę, która przez lata opierała się na defensywie, w najlepiej atakujący zespół w lidze. Pod względem efektywności ofensywny byli na pierwszym miejscu, ale też nie zapomnieli bronić i znaleźli się w dziesiątce najefektywniej broniących drużyn.

Kamil: Gregg Popovich
Tutaj miałem zgryz pomiędzy trenerem Chicago Bulls, a San Antonio Spurs. Czy postawić na trenera, który mają zespół typowany an finały NBA całe rozgrywki musi sklecać zespół z graczy, którzy jakimś cudem nie doznali kontuzji w przeciwieństwie do gwiazd zespołu. Czy też postawić na trenera, który z zespół, który miał się już kończyć zrobił jednego z głównych kandydatów do mistrzostwa. Pomimo wszystko na mnie większe wrażenie robi ta druga opcja.

Mateusz: Tom Thibodeau
Żaden trener nie musiał stawić czoła takiemu zdziesiątkowaniu składu przez kontuzje, a mimo tego Chicago Bulls znów są przed Miami Heat na pierwszym miejscu Konferencji Wschodniej ze znakomitym bilansem.

Most Valuable Player

Tomek: LeBron James
Choćbym nie wiem jak Jamesa nie lubił, to jednak trzeba oddać mu, że przez co najmniej 47 minut każdego spotkania jest najlepszym zawodnikiem na parkiecie. Ten sezon miał naprawdę rewelacyjny, szczególnie w pierwszej części sezonu niesamowicie zadziwiał, mówiło się o najlepszym indywidualnym sezonie gracza od wielu lat. James nieco „przysiadł” po All-Star Game, kiedy to demony crunch-time wróciły, ale nawet mimo już legendarnych problemów Jamesa w najważniejszych momentach spotkania pozostaje on najlepszym graczem NBA. Rok temu znikał w finale, w tym innego wyjścia chyba już nie ma – jeśli chce zachować twarz, musi zdobyć tytuł. W przeciwnym razie Pat Riley będzie się musiał mocno zastanowić czy w składzie nie są potrzebne jakieś większe zmiany (via oddanie Bosha). Z Jamsem ostro rywalizował Kevin Durant, wśród faworytów wymieniany był też Kobe, ale po jednorocznej przerwie statuetkę ponownie powinien odebrać LBJ.

Karol: LeBron James
To jest nagroda ze regular a nie finały, więc LeBron. Jest on nie tylko znacznie lepszy defensywnie od Duranta, ale dorównuje mu pod względem jego największej zalety: jest tak samo efektywnym scorerem. Poza tym Thunder bez Kevina grają lepiej niż Heat bez Jamesa. Efficiency differentia (ortg – drtg) Miami z LJ na parkiecie wynosi +10,7, bez niego -0,5. W przypadku Oklahomy i KD jest to odpowiednio +7,7 oraz +4,7.

Adam: LeBron James
Kevin Durant i Chris Paul rozegrali świetny sezon i zasługą, żeby wziąć ich pod uwagę w dyskusji o MVP, ale to jeszcze nie jest ich czas, ponieważ LeBron bardzo wysoko postawił poprzeczkę i był najlepszym zawodnikiem fazy zasadniczej. Najwyższa w karierze skuteczność rzutów z gry (53.1%), rekordowa średnia zbiórek (7.9) i przechwytów (1.9), a do tego trzecia pozycja na liście najlepszych strzelców NBA (27.1). Poza tym, James ma najwyższy PER w całej lidze 30.7 (drugi pod tym względem Paul był o 3.7 gorszy), a trzeba pamiętać, że ten wskaźnik nic nie mówi o jego defensywie, która ponownie była jedną z najlepszych. To jeszcze dodajmy coś o jego ‘wartości’ dla drużyny. Heat byli 11.87 punktów na plusie (w przeliczeniu na 100 akcji) z LeBronem w grze i jest on pod tym względem najlepszy w swojej drużynie. Można również przypomnieć, że pod nieobecność Wade’a, LeBron poprowadził ich do wyniku 13-1. Na niekorzyść Jamesa przemawia jedynie druga pozycja Heat w tabeli. Biorąc pod uwagę, jak długo Bulls grali bez Rose’a, Heat powinni bez większych problemów wygrać wschód, a jednak im się to nie udało. Ale akurat pod tym względem Durant nie wypadł lepiej, nie mówiąc już o CP3.

Kamil: LeBron James
W tym roku gracz Miami nie miał sobie równych. parł jak taran do tej nagrody i raczej nikt nie mógł go powstrzymać. Nawet król strzelców Kevin Durant nie był blisko. LeBron w sezonie regularnym, a LeBron w Playoffs to jednak dwie różne historie i to z tej drugiej części sezonu będzie przede wszystkim rozliczany.

Mateusz: Lebron James
Byłoby dla mnie ogromnym zaskoczeniem, gdyby ktoś inny dostał tę nagrodę (Kevin Durant?). Nie do zatrzymania w ofensywie i genialny w defensywie – PER na poziomie 30 mówi wszystko.

[składy poniższych drużyn powstały na podstawie redakcyjnego głosowania]

All-NBA 1st Team
Chris Paul, Kobe Bryant, LeBron James, Kevin Durant, Dwight Howard

All-NBA 2nd Team
Dwyane Wade, Steve Nash, Kevin Love, Blake Griffin, Andrew Bynum

All-NBA 3rd Team
Russell Westbrook, Tony Parker, James Harden, Kevin Garnett, Marc Gasol

All-Defensive NBA 1st Team
Rajon Rondo, Tony Allen, Andre Iguodala, Kevin Garnett, Tyson Chandler

All-Defensive NBA 2nd Team
Chris Paul, Kobe Bryant, Luol Deng, LeBron James, Dwight Howard

All-Rookie 1st Team
Kyrie Irving, Ricky Rubio, Kenneth Faried, Kawhi Leonard, Isaiah Thomas

All-Rookie 2nd Team
Iman Shumpert, MarShon Brooks, Chandler Parsons, Brandon Knight, Bismack Biyombo


NBA

Kategoria: Artykuły, nagrody, podsumowanie sezonu - Tagi: avery bradley, ersan ilyasova, gregg popovich, jams harden, jeremy lin, kevin garnett, kyrie irving, lebron james, tom thibodeau, tyson chandler

NBAcodziennie: koniec sezonu

kwi27
2012
1 komentarz Adam Szczepański

Tak jak można było się spodziewać, ostatni dzień rozgrywek nie był zbytnio porywający, mimo że czkaliśmy jeszcze na kilka ważnych rozstrzygnięć. Kobe mógł nam dodać nieco emocji gdyby zagrał i starał się wyprzedzić Durnata, ale do tego nie doszło. Byliśmy tylko świadkami tworzenia się historii w Charlotte i wielu bardzo jednostronnych spotkań. W sumie rozegrano 13 meczów, z czego aż 7 zakończyło się różnicą przynajmniej 20 punktów, a tylko 3 mniejszą niż 10. W ten sposób zakończyła się faza zasadnicza skróconego sezonu 2011/12. Zapraszam na ostatnie NBAcodziennie:

Najgorsza drużyna w historii
To już pewne, Bobcats uzyskali najgorszy procentowy wskaźnik zwycięstw w historii NBA. Oficjalnie zostali najgorszą drużyną w historii: 7-59, .106

Wczoraj przegrali po raz 23 z rzędu. To był chyba swego rodzaju hołd dla Michaela Jordana. Właściciel Bobcats grając z numerem 23 na koszulce poprowadził Bulls do najlepszego wyniku w historii ligi, a teraz oglądał jak jego drużyna przegrywa 59 meczów w tym sezonie. Na pewno w taki sposób Jordan nie chciał zapisać się w historii, ale jest jedyną osobą, która miała swój udział w najlepszym i najgorszym wyniku wszech czasów.

A jak się teraz czują Raptors, których Bobcats pokonywali dwukrotnie w tym sezonie?

Bobcats nie potrzebowali aż tylu porażek, aby zapewnić sobie najwięcej piłeczek w loterii draftowej. Ale jeśli uda im się wylosować jedynkę, dostaną Anthony’ego Davisa i za kilka lat dzięki niemu będą czołową drużyną wschodu, w Charlotte szybko zapomną o tym fatalnym sezonie. O ile rzeczywiście będą mieć szczęście w drafcie, ponieważ historia pokazuje, że ta najgorsze drużyny wcale go nie miały.

Bobcats są szóstą drużyną w historii NBA , która w jednym sezonie wygrała mniej niż 15% swoich spotkań. I tylko Sixers z 1972 roku, którzy dotychczas byli tą najgorszą drużyną w historii (.110), po osiągnięciu tak fatalnego wyniku dostali jedynkę w drafcie. Jednak w tamtych czas decydował o tym rzut monetą. Natomiast od kiedy wprowadzono loterię, żadna z 4 drużyn z bilansem gorszym niż .150, nie wybierała jako pierwsza. Clippers w 1987 (.146) mieli 4 numer w drafcie, tak samo Mavs w 1993 (.134), natomiast Nuggets w 1998 (.134) i Nets w 2010 (.146) wylosowali 3 numer.

Czy Bobcats będą mieć więcej szczęścia?

7. Knicks, 8. Sixers
Evan Turner przed rozegraniem ostatniego meczu sezonu mówił, że Sixers woleliby spotkać się w pierwszej rundzie z Bulls niż z Heat. Aby tak się stało wystarczyło przegrać mecz w Detroit, albo liczyć na zwycięstwo Knicks w Charlotte. To drugie było właściwie pewne, ale mimo to Sixers woleli się zabezpieczyć i mieć 100% pewności, że zajmą ósme miejsce. Grając z takim nastawieniem, nie mogło to się skończyć inaczej niż zdecydowaną porażką. Pistons pokonali ich różnicą 22 punktów i wszyscy byli zadowoleni. Sixers zagrają z Bulls i nie musieli oglądać się na Knicks, a Pistons na zakończenie dali swoim kibicom efektowną wygraną.

Ben Gordon – 26 punktów, 8/10 za trzy

Dla Pistons było to pożegnanie z Benem Wallace’m. Big Ben (we wrześniu skończy 38 lat) już wcześniej zapowiadał, że po tym sezonie zakończy karierę, tak więc wczorajszy mecz był jego ostatnim. Rozpoczął go w pierwszej piątce, na parkiecie spędził 23 minuty, zaliczając w tym czasie 7 punktów i 12 zbiórek.

Wallace trafił do NBA pominięty w drafcie i grał przez 16 sezonów, z czego 9 w Detroit. W 2004 sięgnął po mistrzostwo z Pistons, 4 razy był wybierany najlepszym obrońcą sezonu i też 4 razy wystąpił w All-Star Game.

W Charlotte obyło się bez niespodzianki. Knicks byli bez Carmelo Anthony’ego i Tysona Chandlera, ale to nie przeszkodziło im w odniesieniu łatwego zwycięstwa, w końcu grali z najgorszą drużyną w historii NBA. Knicks wygrali, zakończyli sezon na siódmej pozycji i w pierwszej rundzie zmierzą się z Heat.

Amare Stoudemire zdobył 21 punktów, JR Smith 22, a Mike Bibby zanotował 12 asyst (najwięcej od ponad 2 lat).

6. Nuggets, 7. Mavs
Mavs mieli szansę awansować na szóstą pozycję jeśli wygraliby w Atlancie, a Nuggets przegraliby z Wolves. Ale zawodnicy z Dallas chyba już nie wierzyli w taki obrót sytuacji i zamiast walczyć o zwycięstwo, myślami byli w serii z Thunder.

I rzeczywiście Mavs mieli rację, że nie tracili sił walcząc z Hawks, ponieważ Nuggets zrobili co do nich należało, roznieśli Wolves i zapewnili sobie pozycję numer 6. Zdobyli 131 punktów, trafili 62.7% swoich rzutów z gry i wygrali różnicą 29 punktów. Nikt w ekipie gości nie zdobył 20 punktów, ale 6 graczy miało ich co najmniej 15.

Hawks z przewagą własnego parkietu
Hawks świetnie rozpoczęli mecz przeciwko Mavs. W pierwszej kwarcie trafili aż 69.6% swoich rzutów z gry, zdobyli 38 punktów i uzyskali dużą przewagę. I właściwie na tym można zakończyć opis tego spotkania. Później już nic się nie zmieniało, gospodarze kontrolowali przebieg meczu, utrzymywali pewne prowadzanie i zapewnili sobie zwycięstwo. Dzięki temu nie musieli już patrzeć na wynik meczu w Bostonie, to oni mają lepszy wynik niż Celtics i w pierwszej rundzie będą mieć przewagę własnego parkietu.

Josh Smith – 23 punkty, 71.4% z gry, 9 zbiórek i 7 asyst w 28 minut

Przy okazji warto wspomnieć, że Hawks w pierwszej rundzie jednak nie wzmocni wracający do zdrowia Al Horford. Jeszcze na początku tygodnia mówiło się o tym, że Horford będzie grał w ograniczonym zakresie minut, ale okazało się, że jeszcze nie jest gotowy do powrotu. Poza tym, Hawks są również osłabieni nieobecnością kontuzjowanego Zazy Pachuli. Opuścił on już 7 spotkań i nie wiadomo kiedy wróci, na pewno na początek playoffs jeszcze nie. Tak więc Hawks pozostają do dyspozycji tylko Jason Collins i Eric Dampier, ale na szczęście dla nich, Celtics też brakuje centrów. Szanse w walce pod koszami będą wyrównane.

Celtics kończyli sezon meczem z Bucks na własnym parkiecie i rozpoczęli go swoją normalną pierwszą piątką. Z najważniejszych zawodników nie wystąpił jedynie Ray Allen. Gwiazdy grały jednak niewiele. Paul Pierce spędził na boisku tylko 7 minut, a Kevin Garnett 11. Pierce w pierwszej kwarcie doznał urazu palca stopy, ale nie było to nic poważnego i potem jeszcze wrócił na końcówkę drugiej kwarty. Pierce dobrze wykorzystał te 7 minut i był drugim strzelcem drużyny w tym meczu z 12 punktami. Tymczasem Rajon Rondo zakończył spotkanie bez punktu, ale miał 15 asyst, przedłużając swoją serię meczów z co najmniej 10 do 24. Celtics pokonali Bucks.

Bulls najlepsi w całej lidze
Bulls w bardzo efektowny sposób zapewnili sobie pierwsze miejsce w całej NBA i nie potrzebowali do tego Derricka Rose’a i Luola Denga, którzy odpoczywali. Na własnym parkiecie pokonali Cavs różnicą aż 32 punktów i nie musieli już czekać na wynik spotkania Spurs. Bulls wygrali jedyne bezpośrednie starcie z drużyną z San Antonio, dlatego w przypadku uzyskania takiego samego bilansu, to oni są na jedynce.

John Lucas ustanowił swój rekord kariery zdobywając 25 punktów.

Spurs 13×50
Spurs ponownie zagrali rezerwowym składem, ale po raz kolejny nie przeszkodziło im to w odniesieniu zwycięstwa. Chociaż trzeba przyznać, że tankujący Warriors z pierwszą piątką złożoną wyłącznie z debiutantów nie byli zbyt wymagającym rywalem. Spurs wygrali po raz 10 z rzędu i kończą rozgrywki z takim samym bilansem jak Bulls. A najbardziej imponujące jest to, że po raz 13 z rzędu zanotowali 50 zwycięstw. W przedłużeniu tej niesamowitej serii nie przeszkodziło im nawet skrócenie sezonu.

Do zwycięstwa w Oakland poprowadził Patrick Mills, który rozegrał swój najlepszy mecz w karierze. Zdobył 34 punkty (56% z gry), zanotował 12 asyst i 5 zbiórek. Pod względem punktów i asyst są to jego rekordowe osiągnięcia.

Grizzlies na 4 pozycji
Grizzlies musieli pokonać Magic, aby zapewnić sobie 4 miejsce w tabeli i przewagę własnego parkietu w serii z Clippers. Pierwszą kwartę wygrali 27-9, ale mimo tak efektownego startu nie zanotowali blowoutu i rezerwy Magic zmusiły ich do wysiłku. Ostatecznie jednak nie mogło to się zakończyć inaczej niż zwycięstwem Grizzlies.

Marc Gasol zdobył 22 punkty, Rudy Gay miał 20, a Zach Randolph wrócił do pierwszej piątki i zanotował 13 punktów i 12 zbiórek.

Kobe oddał Durantowi króla strzelców
Kobe Bryant mówił, że nie zależy mu na kolejnym tytule króla strzelców i rzeczywiście mu nie zależało, bo nie zagrał w meczu z Kings i nie gonił Kevina Duranta. Znając Bryanta, trudno sobie wyobrazić, aby wystąpił w tym meczu i zdobył mnij niż 38 punktów. To nie byłoby w jego stylu. Dlatego miał do wyboru, albo zagrać i wyprzedzić KD, albo sobie odpuścić to spotkanie. Wybrał to drugie i Durant po raz 3 z rzędu został królem strzelców.

Dla Lakers mecz w Sacramento nie miał już znaczenia, czekali tylko na rozstrzygnięcie spotkań z udziałem Mavs i Nuggets, aby dowiedzieć się z kim zmierzą się w pierwszej rundzie. Dlatego wczoraj odpoczywał nie tylko Kobe, ale też Pau Gasol, Andrew Bynum i Matt Barnes, podczas gdy Metta World Peace rozpoczął swoją 7-meczową karę zawieszenia.

Kings wykorzystali fakt, że grają przeciwko rezerwom Lakers i zakończyli sezon zwycięstwem.

DeMarcus Cousins – 23 punkty i 19 zbiórek

Rezerwy Jazz lepsze od Blazers
Dla Jazz ostatni mecz z Blazers nie miał już znaczna, widzieli, że i tak zajmą ósmą pozycję, dlatego dali pograć swoim rezerwowym, ale mimo to udało im się zakończyć fazę zasadniczą serią 5 kolejnych zwycięstw. Ozdobą spotkania były wsady tegorocznego mistrza dunków Jeremy’ego Evansa, a także JJ Hicksona, które na pewno zobaczymy w Top10.

Jonny Flynn zanotował 18 punktów i 11 asyst, jest to dopiero jego pierwsze double-double w 3-letniej karierze, a warto przypomnieć, że Wolves wybrali go w drafcie z numerem 6.

Koniec ‘New Jersey’ Nets, triple-double Uzoha
New Jersey Nets w swoim ostatnim meczu jako ‘ekipa z New Jersey’ doznali bardzo dotkliwej porażki w Toronto. Zdobyli tylko 67 punktów ze skutecznością 30% i przegrali różnicą 31.

Raptors do zwycięstwa poprowadził Ben Uzoh, który zanotował pierwsze w swojej karierze triple-double: 12 punktów, 12 asyst i 11 zbiórek. Jest to pierwsze triple-double zawodnika Raptors od 2001 roku, kiedy takim osiągnięciem mógł pochwalić się Alvin Williams. Ale nie tylko Uzoh z drużyny gospodarzy wykorzystał ten ostatni mecz, aby dobrze się zaprezentować. Ed Davis ustanowił swój rekord kariery zdobywaj 24 punkty i zebrał też 12 piłek, a Salomon Alabi miał najwięcej w karierze 11 punktów i 19 zbiórek (jego pierwsze double-double).

Seria Wizards
Wizards kończą obecny sezon serią 6 zwycięstw z rzędu. Na pożegnanie ze swoimi kibicami w Verizon Center zniszczyli rezerwy Heat i pokonali ich różnicą 34 punktów. Jest to najwyższa porażka Heat od stycznia 2010 roku.

Eddy Curry zagrał w pierwszej piątce gości i spędził na boisku 24 minuty. Po raz pierwszy od ponad 4 lat grał co najmniej 20 minut. Zdobył 10 punktów i zebrał 4 piłki.

Rockets wygrywają na zakończenie
Rockets zamarynowali w tym sezonie szansę na awans do playoffs i jadą na wakacje. Natomiast wczoraj byli bliscy zakończenia tego rozczarowującego dla nich sezonu porażką z najgorszymi na zachodzie Hornets i to przed własną publicznością. Przegrywali już 17 punktami, ale dzięki świetnej czwartej kwarcie (21-6) ostatecznie udało im się wygrać.

Chase Budinger zdobył najwięcej w tym sezonie 27 punktów, Goran Dragic miał 13 asyst, a Marcus Morris trafił na finiszu kluczową trójkę (było to dopiero jego drugie trafienie zza łuku w NBA, sezon kończy z wynikiem 2/17 w rzutach za trzy).


NBA

Kategoria: NBAcodziennie - Tagi: ben wallace, bobcats, Bucks, bulls, celtics, grizzlies, hawks, kevin durant, kings, knicks, kobe bryant, michael jordan, nets, patrick mills, pistons, rajon rondo, raptors, rockets, sixers, spurs, wizards

NBAcodziennie: Gortat jedzie na wakacje

kwi26
2012
5 komentarzy Adam Szczepański

Suns zakończyli obecny sezon i jadą na wakacje. Mecz ze Spurs nie miał już znaczenia, po porażce w Salt Lake City i na pożegnanie Suns przed własną publicznością przegrali z rezerwami najlepszej drużyny zachodu. Co prawda trener Alvin Gentry w większości też grał zmiennikami, ale jednak podstawowi zawodnicy spędzili na parkiecie około 20 minut i dlatego gospodarze powinni wygrać z rezerwowym składem Spurs. W ekipie z San Antonio nie tylko nieobecna była trójka liderów, ale też nie było Gregga Popovicha, który opuścił mecz z powodów osobistych. Mimo to Spurs potrafili wygrać i nadal walczą z Bulls o najlepszy wynik w całej lidze.

Gości do zwycięstwa poprowadzili Patrick Mills i Tiago Splitter. Obaj ustanowili swoje nowe strzeleckie rekordy kariery, Millsa miał 27 punktów, a Splitter 26.

Steve Nash w tym meczu, który może się okazać jego ostatnim w barwach Suns, grał przez 17 minut, zaliczył 8 punktów i 7 asyst. Najlepszym strzelcem gospodarzy był Shannon Brown z dorobkiem 21 punktów, a 20 dołożył wchodzący z ławki Sebastian Telfair.

Marcin Gortat miał na swoim koncie 9 punktów, 10 zbiórek, 2 przechwyty i 3 bloki. Dzięki temu udało mu się zakończyć rozgrywki z średnimi na poziomie double-double: 15.4 punktów i 10 zbiórek (chociaż dokładnie jest to 9.985). To był udany sezon dla Gortata, ale nie da się ukryć, że końcówkę miał słabą. Kiedy Suns walczyli o playoffs, Gortat w ostatnich 5 meczach notował średnio tylko 10.4 punktów. Na pewno nie tego oczekiwano od najlepszego strzelca drużyny w tak ważnym momencie sezonu. Do tego, trafiał z bardzo kiepską skutecznością z gry wynoszącą 40.4%. Jest to fatalne osiągniecie jak na zawodnika będącego w ścisłej czołówce najskuteczniejszych zawodników w całej lidze. Taką postawą Gortat na pewno nie ułatwił Suns walki o playoffs i w pewnym stopniu przyczynił się to tego, że ostatecznie nie udało im się awansować.

Magic bez Howarda
Magic wykorzystali starcie z najgorszymi w lidze Bobcats i przerwali swoją serię 3 kolejnych porażek. JJ Redick ustanowił swój rekord kariery zdobywając 31 punktów (6/10 za trzy), Ryan Anderson zanotował 24 punkty i 13 zbiórek, a Jameer Nelson był bardzo bliski triple-double: 11 punktów, 9 zbiórek i 9 asyst.

Jednak biorąc po uwagę, że zmierzyli się z tak fatalnie grającą drużyną jak Bobcats, ta wygrana nie była zbyt imponująca. Swoje poprzednie 2 mecze drużyna z Charlotte przegrywała różnicą ponad 20 punktów, a wczoraj w Orlando na 7 minut przed końcem czwartej kwarty mieli tylko 5 punktów straty. Po raz kolejny potwierdziło się, że bez Dwighta Howarda obrona Magic nie funkcjonuje jak należy. Wczoraj swoim rywalom pozwolili zdobyć 95 punktów, co jest najlepszym ofensywnym osiągnięciem Bobcats od prawie 3 tygodni.

To był już 11 mecz Magic bez Howarda i w obronie bardzo widać jak im go brakuje. W 54 meczach z Howardem w składzie Magic zatrzymywali swoich rywali na 92.2 punktach, pozwalając im na skuteczność 43.8% z gry. Tymczasem bez Howarda tracą 99.6 punktów ze skutecznością 50%. Różnica jest ogromna. Ale w końcu stracili najlepszego obrońcę poprzednich trzech sezonów, który również w tym roku mógłby sięgnąć po ten tytuł, gdyby mniej myślał o tym czy chce zostać w Orlando, czy może jednak woli odejść.

Howard nie zostanie pierwszym zawodnikiem w historii, który cztery razy z rzędu zgarnie nagrodę Defensive Player of the Year. Na pewno nie może też liczyć na miano Player of the Year w Orlando (gdyby taka nagroda była przyznawana). A coraz bardziej jest prawdopodobne, że to był jego Last Year na Florydzie. Relacje Dwighta z klubem są coraz gorsze i według Stephena A. Smitha z ESPN, po zakończeniu sezonu poprosi on o transfer. Tyle zrobił zamieszania, w końcu zdecydował, że zostaje na jeszcze jeden sezon, a teraz znowu chce odejść. Dwightmare w czystej postaci.

To, jakie relacje panują obecnie na linii Howard – Magic najlepiej pokazuje fakt, iż nie będzie on wspierał swoich kolegów podczas playoffs. Nie będzie siedział na ławce, kibicował i dawał rady, jak to niedawno robił Kobe. Kiedy Magic będą walczyć, żeby nie odpaść już po 4 meczach, ich lider będzie w Los Angeles, gdzie przeszedł operację. Wczoraj poinformował o tym Stan Van Gundy, tłumacząc, że loty w tą i z powrotem nie są dobre dla Dwighta i jego zdrowia. I może rzeczywiście takie loty byłby problemem, ponieważ według informacji Stephena A., Magic rozważali wysłanie swojego gwiazdora do LA na operację tanimi liniami lotniczymi. Wygląda na to, że oni też mają już go dosyć… Czeka nas gorące lato w Orlando.

22 porażki z rzędu
Bobcats przedłużyli swoją serię porażek do 22. Jeśli przegrają również ostatni mecz, wyrównają trzecią najdłuższą serię porażek w historii NBA. A co więcej, zostaną też najgorszą drużyną w historii. Przegrywając swój ostatni mecz, Bobcats zakończą rozgrywki z wynikiem 10.6% zwycięstw w sezonie. Tak słabej drużyny jeszcze nie było. Obecny rekord należy do Sixers, którzy w sezonie 1972/73 wygrali tylko 11% swoich meczów.

Clippers tracą przewagę własnego parkietu, Knicks walczą o siódemkę
Clippers jeszcze niedawno mieli realne szanse aby pierwszy raz historii wygrać Pacific Division. Ale nie tylko to im się nie udało. Na finiszu przegrali 3 z 4 meczów, przez co stracili też czwartą pozycję w tabeli i playoffs rozpoczną na wyjeździe (co prawda Grizzlies muszą jeszcze wygrać z Magic, aby tak się stało, ale trudno sobie wyobrazić, żeby zmarnowali okazję do uzyskania czwartej pozycji w starciu z osłabionymi przez kontuzje Magic). Clippers mieli serię 5 kolejnych zwycięstw, ale końcówkę sezonu zawalili.

Wczoraj przegrali w Nowym Jorku, gdzie grali bez Chrisa Paula, który doznał lekkiego urazu w poprzednim meczu i odpoczywał, żeby nie narażać swojego zdrowa przed playoffs. Bez swojego lidera Clippers w czwartej kwarcie przegrywali już 18 punktami, ale udało im się jeszcze odrobić straty i do samego końca walczyli o zwycięstwo. Po raz kolejny świetnie spisywał się Blake Griffin, zaliczył 29 punktów (78.6% z gry), 10 zbiórek i 6 asyst.

Knicks dzięki tej wygranej utrzymali się na siódmej pozycji, ale dopiero dzisiejsze spotkania rozstrzygną czy w pierwszej rundzie spotkają się z Heat czy Bulls. W tym momencie mają taki sam bilans jak Sixers i mogą spaść na ósmą pozycję w sytuacji gdy przegrają swój ostatni mecz, a Sixers wygrają. Knicks grają jednak z Bobcats i nie mogą nie przywieźć zwycięstwa z Charlotte. Tymczasem Sixers jadą do Detroit.

Miejmy nadzieję, że w Charlotte nie będzie niespodzianki i Knicks i Sixers utrzymają swoje obecne pozycje. To będzie najlepsze rozwiązanie, które zapewni nam ciekawe serie w pierwszej rudzie. Z jednego strony będziemy mieli pojedynek gwiazd w rywalizacji Heat z Knicks, a z drugiej starcie dwóch najlepiej broniących drużyn w lidze. Będzie co oglądać i powinno być ciekawie, mimo że będzie to rywalizacja dwóch najlepszych drużyn z dwoma najsłabszymi.

Sixers lepsi w Milwaukee
Jeszcze kilka dni temu Bucks mieli nadzieję, że mecz z Sixers będzie decydujący w walce o ósmą pozycję. Jednak drużyna z Philly do tego nie dopuściła, zapewnili sobie playoffs w poprzednim spotkaniu i dlatego też wczorajszy mecz w Milwaukee zamiast być wielką bitwą o playoffs, był starciem rezerw obu drużyn.

Wygrali goście z Filadelfii, których poprowadził Evan Turner. Zdobył on 29 punktów, co jest jego nowym rekordem kariery, a do tego dołożył 13 zbiórek, 6 asyst i 2 bloki. Bardzo dobrze zagrał też Jodie Meeks i miał 27 punktów (jeden więcej niż łącznie w 5 poprzednich meczach). Dla Sixers było to 4 zwycięstwo z rzędu, po tym jak kwiecień rozpoczęli od bilansu 2-7.

Durant czeka na odpowiedź Bryanta
Mecz w Oklahomie był bardzo ważny dla Nuggets, ponieważ nadal nie są pewni swojej ostatecznej pozycji i walczą, aby nie spotkać się z Thunder ponownie już w pierwszej rundzie. Dzięki wczorajszej wygranej, mają już pewność, że nie spadną na ósme miejsce, ale żeby utrzymać się na szóstym, muszą jeszcze dzisiaj pokonać Wolves. Nie wydaje się to być trudnym zadaniem, ale gdyby jakimś cudem przegrali, a Mavs wygrają w Atlancie, to obrońcy tytułu awansują na szóstą pozycję.

Thunder zakończyli fazę zasadniczą przegrywając na własnym parkiecie, ale dla nich ten mecz i tak nie miał już znaczenia. Ponownie grali bez Jamesa Hardena, a nie pomogły im 32 punkty Kevina Duranta i świetne statystyki Russella Westbrooka – 30 punktów, 9 asyst, 6 zbiórek, 3 przechwyty i 4 bloki.

Durant zakończył sezon z średnią 28 punktów i teraz czeka na dzisiejszy występ Kobe’go Bryanta, aby dowiedzieć się czy po raz 3 z rzędu będzie królem strzelców. Kobe potrzebuje co najmniej 38 punktów, aby go wyprzedzić. Dzisiaj Lakers zagrają z Kings i trener Mike Brown planuje dać odpocząć swoim podstawowym zawodnikom, ale Bryant niedawno miał kilka meczów przerwy ze względu na kontuzje, dlatego w tym spotkaniu raczej zagra. Ostateczną decyzję podejmie sam Kobe, który powiedział wczoraj, że tytuł króla strzelców nie jest dla niego ważny. Może sam tytuł nie jest ważny, ale znając Bryanta, niewykluczone, że mimo to w tym ostatnim meczu będzie chciał pokazać Durantowi kto jest lepszy.

Czego można oczekiwać od Rose’a?
Bulls mają pewną pozycję numer jeden na wschodzie, ale mimo to wczoraj w Indianie nie zagrali rezerwowym składem. Jednak biorąc pod uwagę, że w drugiej części sezonu tak mało mieli okazji grać z Derrickiem Rose’m i Ripem Hamiltonem, może rzeczywiście warto wykorzystać te ostatnie mecze sezonu, aby przed playoffs przyzwyczaić się do występów w pełnym składzie.

Bulls pokonali Pacers i walczą ze Spurs o pozycję numer jeden w całej lidze, ale nadal nie mają odpowiedzi na najważniejsze pytanie – czy Rose będzie zdrowy w playoffs i będzie w stanie grać na najwyższym poziomie? Wczoraj przez 27 minut zanotował 7 asyst i popełnił tylko jedną stratę, ale pod względem strzeleckim się nie popisał. Miał 10 punktów trafiając tylko 3 z 11 rzutów. W sumie, w kwietniu Rose wystąpił w 5 meczach i zanotował w nich bardzo słabą skuteczność z gry wynoszącą tylko 32.9%. Czy za kilka dni, kiedy rozpoczną się playoffs, będzie trafiał częściej?

W drużynie gospodarzy z podstawowych zawodników nie grał tylko Danny Granger, ale bardzo dobrze w pierwszej piątce zastąpił go Lance Stephenson. Był to jego pierwszy w karierze występ w wyjściowym składzie i zakończył go z dorobkiem 22 punktów, ustanawiając swój rekord kariery. Warto dodać, że był to dopiero jego 3 mecz w karierze z dwucyfrową zdobyczą, a poprzedni rekord wynosił 12 punktów. Stephenson dostał okazję, aby się pokazać i świetnie ją wykorzystał. Spędził na parkiecie aż 35 minut, podczas gdy wcześniej w tym sezonie tylko w 3 razy grał co najmniej 20 minut.

Wizards po raz piąty
John Wall zanotował 21 punktów, 13 asyst, 7 zbiórek i 7 przechwytów, a Wizards przedłużyli swoją serię zwycięstw do 5, pokonując gospodarzy w Cleveland. Ale to nie zmienia faktu, że i tak będą drugą najgorszą drużyną obecnego sezonu.

Ostatni dzień sezonu
Dzisiaj rozegranych zostanie 13 ostatnich meczów sezonu zasadniczego 2011/12. To już ostatni dzień, ale nadal jest jeszcze kilka niewiadomych:

- kto uzyska najlepszy wynik w całej lidze? (Bulls czy Spurs)
- kto zostanie królem strzelców? (Durant czy Bryant)
- kto zajmie 6 pozycję na zachodzie? (Nuggets czy Mavs)
- kto zajmie 7 pozycję na wschodzie? (Knicks czy Sixers)
- kto będzie miał przewagę własnego parkietu w serii Celtics-Hawks?
- kto będzie miał przewagę własnego parkietu w serii Grizzlies-Clippers?
- kto będzie trzecią najgorszą drużyną w całej lidze? (Hornets, Kings czy Cavs)


NBA

Kategoria: NBAcodziennie - Tagi: Bucks, bulls, clippers, derrick rose, dwight howard, kevin durant, knicks, kobe bryant, Magic, marcin gortat, nuggets, pacers, sixers, spurs, suns, thunder, wizards

NBAcodziennie: Jazz w playoffs, Suns jadą na wakacje

kwi25
2012
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Jazz są drużyną lepszą do Suns i wczoraj to pokazali. Wygrali ten decydujący mecz, zapewniając sobie miejsce w playoffs. Od pierwszej minuty tego spotkania gospodarze prezentowali się znacznie lepiej i mimo że zawodnicy Suns się nie poddawali i nawet w czwartej kwarcie objęli prowadzenie, to ostatecznie musieli uznać wyższość swoich rywali.

Jazz świetnie wykorzystali swój największy atut jakim są ich podkoszowi. To oni odegrali kluczową rolę w tym meczu i zapewnili gospodarzom zwycięstwo. Paul Millsap był ich najlepszym strzelcem z dorobkiem 26 punktów. Al Jefferson przypieczętował wygraną zdobywając 8 punktów z rzędu w czwartej kwarcie, powiększając przewagę z 5 do 13 punktów na 2 minuty przed końcem. Natomiast Derrick Favors był najlepszym rezerwowym Jazz i zanotował aż 5 bloków. To właśnie Favors wraz z Jeffersonem na początku meczu zupełnie wyeliminowali Marcina Gortata i sprawili, że zdobył on zaledwie 2 punkty. Ta dwójka w pierwszej połowie aż 5 razy blokowała centra Suns. Poza tym, dzięki swoim podkoszowym, Jazz wygrali też walkę na tablicach, co miało duże znaczenie, bo obie drużyny miały problem z celnością. Jazz zebrali ostatecznie 14 piłek więcej, a Jefferson, Millsap i Favors mieli w sumie 42 zbiórki, dokładnie tyle samo co cała drużyna Suns.

Przede wszystkim trzeba wyróżnić Jeffersona, który bardzo długo czekał na występ w playoffs. To jest jego ósmy sezon w NBA, a w fazie posezonowej dotychczas wystąpił tylko raz, jako debiutant. Dlatego bardzo zależało mu, aby wygrać ten mecz i znaleźć się w najlepszej ósemce. I wczoraj w decydującym momencie wziął na siebie ciężar gry i poprowadził Jazz. Na samym finiszu był nie do zatrzymania, Gortat i Lopez byli zupełnie bezradni. W czwartej kwarcie miał 8 punktów i 8 zbiórek, a w całym meczu zanotował odpowiednio 18 i 16. Dzięki temu, po 7 latach wcześniejszych wakacji, teraz w końcu wraca do playoffs.

Suns dzisiaj zagrają ze Spurs przed własną publicznością i w ten sposób zakończą obecne rozgrywki. To może być ostatni mecz Steve’a Nasha w drużynie z Phoenix. Suns drugi raz z rzędu nie zakwalifikowali się do playoffs i żeby przekonać Nasha do pozostania, muszą znacząco wzmocnić drużynę. Muszą mu zagwarantować, że tu będzie miał o co grać. Chociaż trzeba przyznać, że druga połowa sezonu pokazała, że Suns mają duży potencjał. Przed All-Satr Weekend mieli 6 porażek więcej niż zwycięstw i nikt nie przypuszczał, że będą w stanie realnie włączyć się w walkę o playoffs. Tymczasem oni do samego końca walczyli o ósemkę. Oczywiście w pewnym stopniu pomogły im problemy ich rywali, Wolves i Rockets, ale przede wszystkim zawdzięczają to swojej świetnej grze. Nawet kontuzja Granta Hilla ich nie spowolniła. Dlatego mimo że ostatecznie nie udało im się awansować, mają powody do zadowolenia.

Gortat wczoraj rozegrał bardzo słaby mecz w ataku, nadziewając się co chwilę na bloki rywali i ostatecznie pudłując aż 7 z 8 rzutów. W walce pod koszami robił co mógł i zebrał 12 piłek, ale to było za mało. Suns bardzo brakowało kontuzjowanego Channinga Frye’a. Najwięcej punktów dla Suns zdobyli Jared Dudley i Michael Redd, po 15. Natomiast Nash zakończył mecz mając 14 punktów i 11 asyst.

Pojedynek rezerw
Gdyby ten mecz rozgrywany był chociażby tydzień temu, byłby zapewne kolejnym wielkim widowiskiem. Jednak na kilka dni przed playoffs, kiedy zarówno Heat, jak i Celtics są już pewni swoich pozycji i przygotowują się do fazy posezonowej, oglądaliśmy mało interesujący pojedynek rezerwowych. Co prawda drużyna z Bostonu nadal jeszcze ma szansę uzyskać lepszy wynik niż Hawks i wywalczyć przewagę własnego parkietu, ale Doc Rivers uznał, że ważniejszy od HCA jest odpoczynek. Tak więc Heat grali bez Wielkiej Trójki, a w zespole gospodarzy wystąpił tylko Paul Pierce, ale nie odegrał w tym meczu znaczącej roli. Na parkiecie spędził tylko 18 minut, zdobył 8 punktów i popełnił aż 6 strat.

Początek spotkania należał do rezerw gości i Celtics po pierwszej kwarcie mili ledwie 10 punktów. Jednak ostatecznie zanotowali pewne zwycięstwo dzięki świetniej drugiej połowie, którą wygrali 50-32. Na finiszu poprowadził ich Sasha Pavlovic, który zdobył najwięcej w tym sezonie 16 punktów, z czego aż 12 w czwartej kwarcie.

W tym meczu bardzo dobrze było widać jak słabi ławkami dysponują obie drużyny. Teoretycznie lepszych zmienników mają Heat, ale wczoraj nie potrafili tego potwierdzić i rezerwy zaprezentowały się fatalnie. Heat zakończyli mecz mając tylko 66 punktów, trafili 38.4% swoich rzutów z gry i popełnili aż 25 strat, najwięcej w tym sezonie.

Walka o home court advantage
Hawks i Clippers nie mogą sobie pozwolić na odpoczynek. Obie drużyny walczą o przewagę własnego parkietu w pierwszej rundzie, dlatego też wczorajszy mecz był dla nich bardzo ważny.

Blake Griffin i Chrisa Paul robili co mogli, aby pokonać gospodarzy i zapewnić sobie czwartą pozycję w tabeli. Obaj grali bardzo dobrze. Griffin ciągnął drużynę w pierwszej połowie, kiedy zdobył 22 punkty, a Paul w drugiej, mając wtedy 20 punktów. Niestety popis gwiazd nie wystarczył gościom. Griffin i Paul zdobyli razem 70 punktów, ale nie dostali wystarczającego wsparcia od swoich partnerów. Chociażby Randy Foye, który w poprzednim meczu miał 24 punkty, teraz zakończył spotkanie z zerowy dorobkiem (0/3 z gry). W sumie, poza dwójką liderów, zawodnicy Clippers trafili tylko 35.1% swoich rzutów z gry. Tymczasem Griffin ustanowił rekord sezonu zdobywając 36 punktów (73.9% z gry), a do tego dołożył 8 zbiórek, podczas gdy Paul zaliczył 34 punkty (50%), 8 asyst i 5 zbiórek.

Clippers przegrali po wyrównanej walce, przez co stracili szanse na wyprzedzenie Lakers i muszą wygrać dzisiaj w Nowym Jorku, aby zapewnić sobie czwarte miejsce.

Hawks do zwycięstwa poprowadził Joe Johnson. Zdobył 28 punktów, trafiając aż 6 razy za trzy, w tym niesamowitą trójkę na 38 sekund przed końcem, która przypieczętowała wygraną. Hawks mieli wtedy 4 punkty przewagi, ich akcja się kończyła, JJ był zmuszony do oddania dalekiego rzutu… i trafił, dobijając rywali.

Drugim strzelcem gospodarzy był Jeff Teague z dorobkiem 21 punktów (drugi raz z rzędu osiągnął poziom 20, po tym jak wcześniej w dwóch meczach miał w sumie tylko 8 punktów), natomiast Josh Smith zanotował 18 punktów, 10 zbiórek i 5 asyst.

Hawks utrzymali swoją przewagę nad Celtics, ale ich rywale nie ułatwili im zadania pokonując Heat, dlatego nie mogą być jeszcze pewni HCA w pierwszej rundzie. Aby playoffs rozpocząć w Atlancie, muszą wygrać w ostatnim meczu z Mavs, albo liczyć na porażkę Celtics z Bucks.

Durant 3 raz z rzędu królem strzelców?
Thunder wiedzą już, że zajmą drugie miejsce w tabeli, ale nie zamierzają jeszcze odpuszczać i grają normalnym składem, a podstawowi zawodnicy odpoczywali dopiero w czwartej kwarcie. Te ostatnie mecze mają jedynie znaczenie dla Kevin Duranta, który toczy bardzo wyrównany pojedynek o tytuł króla strzelców z Kobe’m Bryantem. Wczoraj wykorzystał mecz z Kings, aby nieco powiększyć swoją przewagę. Co prawda trafił tylko 36.8% swoich rzutów z gry, ale wykorzystał 15 z 16 wolnych i ostateczni zdobył 32 punkty. Dzięki temu, w tym momencie jego średnia punktów wynosi 27.97, podczas gdy w przypadku Bryanta jest to 27.86. Jest to jednak bardzo niewielka różnica i o tym, kto wygra ten wyścig, zdecydują ostatnie mecze. Jeśli Durant zostanie po raz trzeci z rzędu królem strzelców, będzie pierwszym zawodnikiem od czasu Michaela Jordana, któremu się to udało.

James Harden nie był jeszcze w stanie grać po uderzeniu World Peace’a, ale bardzo dobrze zastąpił go Daequan Cook, który zdobył wszystkie swoje 19 puntów w czwartej kwarcie.

Mistrzowie tankowania
Warriors tankują ile się da, chcą zakończyć rozgrywki na jak najniższej pozycji, aby dostać jak najwyższy numer w drafcie. A przede wszystkim chcą pick w pierwszej siódemce, bo wtedy nie będą musieli oddawać go do Jazz. Dlatego bardzo zależy im żeby przegrać jak najwięcej spotkań. Wczoraj udało im się zanotować kolejną porażkę, ale nie było to łatwe i może dlatego, żeby mieć pewność, że Hornets wygrają, Chris Wright w ostatniej sekundzie pomógł Marco Belinelli ‘emu zdobyć te decydujące punkty.


NBA

Kategoria: NBAcodziennie - Tagi: al jefferson, blake griffin, celtics, chris paul, clippers, hawks, heat, jazz, joe johnson, kevin durant, marcin gortat, suns, thunder, warriors

NBAcodziennie: znamy ósemkę na wschodzie

kwi24
2012
1 komentarz Adam Szczepański

Sixers zrobili co do nich należało, pokonali gospodarzy w New Jersey i zapewnili sobie miejsce w playoffs. Długo musieli o to walczyć, jak na drużynę, która rozpoczęła sezon wynikiem 20-9, ale w końcu się udało. Teraz mogą ze spokojem jechać do Milwaukee, bo ten mecz nie będzie miał już znaczenia.

Sixers nie mieli problemów z pokonaniem Nets grających kolejny mecz bez Derona Williamsa i ostatecznie wygrali różnicą 18 punktów. Elton Brand, Jrue Holiday i Thaddeus Young zdobyli po 15 punktów, o jeden mniej miał Andre Iguodala, który zaliczył też 9 asyst i 7 zbiórek.

W tym momencie Sixers mają taki sam bilans jak Knicks i mogą jeszcze ich wyprzedzić, ale Doug Collins zamierza w ostatnich 2 meczach dać odpocząć swoim najważniejszym zawodnikom, dlatego raczej zakończą sezon na ósmej pozycji.

Tymczasem Bucks pokonali Raptors, ale to już nie miało większego znaczenia. Wczorajsza wygrana Sixers oznacza, że Bucks po raz drugi z rzędu zajmą dziewiątą pozycję i po czwartkowym spotkaniu w Bostonie jadą na wakacje. Teraz pozostało im tylko dobre pożganie się z kibicami w Milwaukee i poprawienie sobie humoru przez pokonanie drużyny z Philly.

Monta Ellis nie zapewnił Bucks playoffs. Odkąd trafił do Milwaukee jego nowa drużyna wygrała 13 z 22 spotkań, co jest dużo lepszym wynikiem niż 18-24, jaki mieli przed transferem, ale było to za mało aby przebić się do ósemki. Wczoraj Ellis po raz kolejny miał problem z celnością, trafił tylko 4 z 14 rzutów i zdobył 17 punktów. Trzeba jednak dodać, że grał z urazem ręki. Poza tym zaliczył 6 zbiórek, 5 asyst i 4 przechwyty. Najlepszym strzelcem Bucks był Brandon Jennings, który zdobył 25 punktów. Natomiast Ersan Ilyasova zanotował 19 punktów i 15 zbiórek, dwa dni po tym jak miał 17-17 w starciu z Nets.

#1
Spurs zapewnili sobie pierwszy numer na zachodzie. Drugi rok z rzędu zostali najlepszą drużyną swojej konferencji, po tym jak w 2010 byli dopiero na 7 pozycji. Wczoraj roznieśli Blazers, pokonując ich różnicą 35 punktów i przedłużyli swoją serię zwycięstw do 8 spotkań. Natomiast z ostatnich 25 meczów wygrali aż 22.

Tim Duncan zanotował 18 punktów i 8 zbiórek, Tony Parker 13 punktów, 7 zbiórek i 6 asyst, a Manu Ginobili dołożył 6 punktów. To był prawdopodobnie ostatni występ liderów Spurs w fazie zasadniczej. Ich drużynie pozostały jeszcze 2 mecze do rozegrania, ale skoro jedynkę mają już zapewnioną, trener Popovich na pewno da odpocząć swoim gwiazdom. W San Antonio wszyscy dobrze pamiętają jak rok temu na samym finiszu rozgrywek kontuzji doznał Manu i jak to potem wpłynęło na nich w playoffs. Teraz nikt nie chce żeby to się powtórzyło. Nie ma co ryzykować ewentualnym urazem w meczach, które nie mają już żadnego znaczenia. Tym bardziej, że playoffs startują już za kilka dni i maksymalnie trzeba wykorzystać czas na odpoczynek i przygotowanie się do walki o tytuł.

Pewne pierwsze miejsce Spurs jest dobrą informacją dla Suns. Jeśli dzisiaj pokonają Jazz, z rezerwami Spurs nie powinni mieć problemów. Tak więc zwycięstwo w Salt Lake City oznaczać będzie, że nie tylko zmierzą się ze Spurs dzień później, ale i w pierwszej rundzie playoffs. Ale najpierw trzeba wygrać z Jazz…

Bobcats idą na rekord
Bobcats zmierzyli się z drugą najgorszą drużyną ligi i była to dla nich najlepsza możliwa okazja, aby wreszcie przerwać swoją serię porażek. Jeśli z kimś mieli teraz wygrać, to Wizards teoretycznie są najbardziej w ich zasięgu. Ale nawet w meczu z drugą najgorszą drużyną, Bobcats nie mieli szans na walkę o zwycięstwo. Jak zawsze zostali łatwo rozbici i doznali kolejnej dotkliwej porażki. Tym razem różnicą 28 punktów.

Bobcats przegrali po raz 21 pierwszy z rzdęu i są coraz bliżej uzyskania najgorszego wyniku w historii ligi. Do tego historycznego osiągnięcia potrzebują jeszcze tylko 2 porażek. Zostały im mecze z Magic i Knicks.

Tymczasem Wizards wykorzystali to starcie, aby jeszcze poprawić swój udany finisz. Może w tabeli są lepsi tylko od Bobcats, ale w ostatnim czasie spisują się bardzo dobrze. To była już ich 4 wygrana z rzędu. Tak długiej serii nie mieli od grudnia 2007. Do tego, 73 punkty Bobcats są najniższą zdobyczą rywali Wizards od 2006 roku, a 28-punktowe zwycięstwo jest ich najwyższym w sezonie. Warto dodać, że w ostatnich 5 meczach Bobcats zdobywają średnio 75.2 punktów.

John Wall zaliczył 16 punktów i 14 asyst, tyle samo punktów miał Jan Vesely trafiając 8/8 z gry, a Nene zdobył 18 punktów.

Grizzlies nadal gonią Clippers
Tony Allen poprowadził Grizzlies do zwycięstwa z Cavs. Zdobył 13 punktów, zebrał 8 piłek i zanotował aż 8 przechwytów, co jest nowym rekordem klubu z Memphis. Popisał się też zagraniem niczym z ulicznych boisk wykonując efektowny fake pass (chociaż wyszło mu to raczej przez przypadek):

Dla Grizzlies była to 5 wygrana z rzędu i do zakończenia sezonu został im jeszcze tylko mecz z Magic. Są już pewni, że nie spadną z piątej pozycji, a mają jeszcze teoretyczne szanse, aby wyprzedzić Clippers i wskoczyć do czołowej czwórki. Jednak żeby tak się stało, nie wystarczy im tylko zwycięstwo z Magic, równocześnie Clippers musieliby przegrać swoje 2 ostatnie spotkania (grają w Atlancie i Nowym Jorku).

W drużynie z Cleveland dobry mecz rozegrał Kyrie Irving, który już niedługo zostanie uhonorowany nagrodą dla najlepszego debiutanta. Już w pierwszej kwarcie miał 13 punktów, a całe spotkanie zakończył z dorobkiem 25.

Pacers już odpoczywają
Pacers mają już pewną trzecią pozycję, dlatego Frank Vogel mógł dać odpocząć swoim najważniejszym zawodnikom. Z podstawowych graczy Pacers w starciu z Pistons wystąpili tylko David West i Paul George i to oni poprowadzili drużynę do zwycięstwa. George w czwartej kwarcie zdobył 12 ze swoich 27 punktów, a do tego dołożył jeszcze 10 zbiórek. West miał 20 punktów.

West zagrał mimo że trener też chciał dać mu wolne. David uznał jednak, że to jest dla niego lepszy sposób na przygotowanie się do playoffs niż opuszczenie meczu i odpoczynek przez ograniczenie minut w zupełności mu wystarczy. West jest ostatnio w bardzo wysokiej formie i najwidoczniej nie chce wypaść z rytmu. W ostatnich 5 meczach 4 razy miał na swoim koncie co najmniej 20 punktów, a jego średnie w tym czasie wyniosły 21.6 punktów i 8.8 zbiórek.

Bardzo słabo natomiast zaprezentował się wczoraj Darren Collison, który nie czuje się chyba najlepiej w roli rezerwowego. Rozpoczął mecz na ławce mimo że George Hill nie grał. Wygląda na to, że Vogel już zdecydował, że playoffs w pierwszej piątce rozpocznie właśnie Hill i teraz daje czas Collisonowi, aby przyzwyczaił się do roli zmiennika. Wczoraj zagrał fatalnie, spudłował 7 z 8 i popełnił aż 6 strat, a mecz zakończył z dorobkiem 4 punktów i 4 asyst.


NBA

Kategoria: NBAcodziennie - Tagi: bobcats, Bucks, cavs, darren collison, david west, grizzlies, kyrie irving, monta ellis, pacers, sixers, spurs, tony allen, wizards

NBAcodziennie: przed Suns mecz o wszystko

kwi23
2012
1 komentarz Adam Szczepański

Suns vs. Jazz (już w wtorek)
Po zwycięstwie z Clippers, w Phoenix pojawiły się bardzo duże nadzieje, że uda im się wywalczyć miejsce w pierwszej ósemce. Ale w piątek czekał ich trudny mecz z Nuggets. Był to kolejny mecz, który trzeba było wygrać, aby zbliżyć się do playoffs. Niestety, Nuggets nie są dla Suns wygodnym rywalem, przegrali z nimi dwa wcześniejsze spotkania i również w tym piątkowym okazali się gorsi. Dla Nuggets ten mecz również był bardzo ważny, ponieważ zwycięstwo oznaczało zagwarantowanie sobie miejsca w playoffs.

W pierwszej połowie mieliśmy bardzo wyrównaną rywalizację, ale w trzeciej kwarcie goście uciekli na 21 punktów i mimo że Suns jeszcze starali się odrobić te straty, już im się to nie udało. Przede wszystkim rozstrzelał ich Ty Lawson, który w tej kluczowej trzeciej kwarcie zdobył 11 punktów trafiając 3 razy za trzy. W całym spotkaniu miał 29 punktów i 5/5 za trzy.

Marcin Gortat zanotował 18 punktów, 11 zbiórek i 3 bloki. Shannon Brown zdobył 26 punktów i ustanowił swój rekord kariery trafiając 6 razy za trzy. Natomiast Steve Nash już w pierwszej kwarcie miał 9 asyst, ale potem dołożył tylko 4. Do tego, w drugiej kwarcie Suns stracili Channinga Frye’a, który doznał urazu barku i nie wiadomo czy będzie zdolny do gry przeciwko Jazz.

Po tej porażce Suns czekali na rozstrzygnięcie meczu Jazz. Do Salt Lake City przyjechali Magic i byli koledzy Gortata byli bardzo blisko zwycięstwa, co niezwykle pomogłoby Suns. Jednak gospodarze bardzo dobrze zagrali na samym finiszu, doprowadzili do dogrywki i w niej byli już znacznie lepsi. Przez cały mecz Magic zasypywali ich trójkami i w sumie 15 razy trafili zza łuku, ale w doliczonym czasie gry to gospodarze lepiej radzili sobie na dystansie. Jazz 2 razy rzucali wtedy za trzy i 2 razy trafili (w całym meczu 4/8), podczas gdy Magic 3 razy spudłowali i to przesądziło o ostatecznym wyniku. Jazz wygrali i wyprzedzili Suns w tabeli.

Jazz mają teraz pół meczu przewagi, ale nadal jeszcze nie mogą być pewni awansu. Wszystko rozstrzygnie się w bezpośrednim starciu z Suns we wtorek. To będzie jak game 7 dla obu drużyny. Najważniejszy mecz sezonu. Mecz o życie.

Jeśli Jazz wygrają, zagwarantują sobie miejsce w ósemce. Jeśli natomiast wygrają Suns, to oni będą bliżej playoffs. Suns wygrali 2 pierwsze spotkania z Jazz w tym sezonie, dlatego jeśli zakończą rozgrywki z takim samym bilansem, to oni awansują. Dlatego Suns potrzebują teraz dwóch wygranych. Najpierw w Salt Lake City, a nastąpienie u siebie ze Spurs. Jazz kończą sezon spotkaniem z Blazers, tak więc nie można liczyć, że go przegrają. Oczywiście nawet jeśli Suns wygrają wtorkowy mecz, zostanie im jeszcze pokonanie Spurs. Normalnie byłby to bardzo trudne, ale drużyna z San Antonio ma coraz większą przewagę nad Thunder i jeśli do czasu meczu z Suns zapewnią sobie jedynkę, w Phoenix na pewno ich gwiazdy nie zagrają. Ale o tym będziemy myśleć dopiero w drugiej kolejności, bo ten mecz nie będzie miał większego znaczenia jeśli Suns nie przywiozą zwycięstwa z Utah.

Artest is back
Metta World Peace od ponad dwóch tygodni prezentuje się znakomicie, gra o wiele lepiej niż we wcześniejsze fazie rozgrywek i miał swój duży udział w tym, że Lakers bez Bryanta przegrali tylko 2 z 7 meczów. Wczorajsze starcie z Thunder było kolejnym jego dobrym występem, niestety tylko od czasu. Przez 18 minut gry zdobył 12 punktów będąc najlepszym strzelcem Lakers w pierwszej połowie, a do tego dołożył 5 zbiórek i 3 przechwyty. Mógł pomóc Lakers wygrać ten ważny mecz, ale znowu odezwał się w nim stary, zły Ron Artest. Na niespełna 2 minuty przed końcem drugiej kwarty uderzył łokciem Jamesa Hardena w głowę i został wyrzucony z boiska. Tylko Artest mógł zrobić coś takiego i do tego w takiej sytuacji. Gdyby to miało miejsce w walce pod koszem, kiedy obaj by się przepychali, można by jakoś to zrozumieć, że poniosło go w ferworze walki. Ale on uderzył go świętując swój wsad, a potem udawał, że to przez przypadek. Cieszył się tak bardzo, a Harden po prostu niefortunnie natkną się na jego łokieć. Na szczęście mamy powtórki i był widać, że Ron zrobił to celowo.

Wiedział, czuł, że Harden jest tuż obok niego i z całej siły uderzył go w głowę. Po prostu Artest. To nic nie ma wspólnego z pokojem na świecie. Szkoda, że znowu do tego wracamy. I to w momencie gdy MWP zaczął grać tak dobrze… Idiota, łagodnie mówiąc. Mimo jego wielu wybryków, w pewien sposób lubię MWP, ale po tym co zrobił w inny sposób nie można go określić. On chyba inaczej nie potrafi, zawsze musi narobić sobie jakiś kłopotów.

Na wyrzuceniu z boiska na pewno to się nie skończy, nie za uderzenie w głowę. Na pewno dostanie karę kilku meczów. Andrw Bynum dostał 5 za uderzenie JJ Barei w zeszłorocznych playoffs (też z łokcia, ale nie w głowę), dlatego można przypuszczać, że w przypadku Rona 5 to będzie minimum. Przez jego głupie zachowanie, Lakers będą osłabieni na początku playoffs.

Harden też miał bardzo dobrą pierwszą połowę, zdobył 14 punktów w 13 minut. MWP wyeliminował go z gry, co mimo wszystko pomogło Lakers w ich comebacku, bo Thunder bardzo brakowało go w czwartej kwarcie. Miejmy nadzieje, że uraz główny nie jest poważny i już w kolejnym meczu zobaczymy Hardena w grze.

Kobe vs. Kevin
Wczoraj w LA mieliśmy na parkiecie trzech z pięciu najlepszych strzelców NBA, w tym dwóch znajdujących się na samym szczycie, jednak każdy z nich w tym meczu miał duże problemy ze zdobywaniem punktów. Najwięcej zdobył Kevin Durant 35, ale potrzebował aż 34 rzutów, z których trafił tylko 11. Jeszcze gorzej spisywał się Russell Westbrook, miał ledwie 3 celne rzuty na 22 oddanych i zdobył 14 punktów. Natomiast Kobe Bryant trafił tylko 9 z 26 i zanotował 26 punktów. Tak więc łącznie spudłowali aż 59 rzutów, a ich skuteczność z gry wyniosła w sumie 28%. Kiepski popis strzelecki najlepszych strzelców. Ale mimo to, mecz był niesamowitym widowiskiem.

Cała trójka bardzo męczyła się ze zdobywaniem punktów, ale na finiszu Kobe pokazał swoim rywalom co znaczy clutch. Przez trzy kwarty zdobył on tylko 9 punktów, tyle samo miał w czwartej kwarcie, a w dogrywkach dołożył 8. Lakers na początku czwartej kwarty przegrywali 16 punktami, ale zanotowali świetny comeback, który Bryant rewelacyjnie wykończył trafiając dwie kolejne trójki przez ostatnie 80 sekund spotkania. Liderzy Thunder nie potrafili się tak przełamać, do tego brakowało im wsparcia Hardena i dlatego to Lakers ostatecznie wyszli z tego pojedynku zwycięsko.

Bryant wygrał wczorajszy mecz, ale w pojedynku strzeleckim z Durantem wypadł nieco gorzej i zdobył mniej punktów. Dzięki temu gwiazdor Thunder wyprzedził go na liście najlepszych strzelców ligi. Durant ma w tym momencie średnią 27.91, podczas gdy w przypadku Bryanta jest to 27.86. Tak więc KD jest coraz bliżej zdobycia trzeciej z rzędu korony króla strzelców, ale różnica między nimi jest tak niewielka, że dopiero ostatnie mecze zdecydują o tym. Lakers zostało jeszcze tylko jedno spotkanie, Thunder rozegrają dwa. Zobaczymy jak Durant i Bryant je wykorzystają.

Rezerwowi Lakers, czyli Hill i spółka
Thunder stracili swojego kluczowego rezerwowego, którego bardzo brakowało im w czwartej kwarcie i dogrywkach. Tymczasem gospodarze dostali zaskakująco duże wsparcie ze strony zmienników. Jordan Hill rozgrywał wczoraj dopiero swój 6 mecz w barwach Lakers. Wcześniej grał łącznie tylko 17 minut, natomiast wczoraj spędził na boisku aż 35 minut nie schodząc z niego od końca trzeciej kwarty. Grał znakomicie i zanotował swoje pierwsze double-double od końca stycznia mając 14 punktów i 15 zbiórek. Kiedy był na parkiecie, Lakers byli aż 27 punktów na plusie, co jest najwyższym wskaźnikiem +/- w jego karierze i najwyższym w tym sezonie przeciwko Thunder. Hill był wczoraj tak dobry, że kiedy Andrew Bynum zszedł na ławkę na koniec trzeciej kwarty, nie wrócił już na boisko, z czego na pewno nie był zadowolony. Przez całą czwartą kwartę i dwie dogrywki grali również Steve Blake i David Ebanks. Blake trafił wtedy 3 ważne trójki, a w sumie miał 13 punktów, natomiast Ebanks dobrze spisywał się w obronie, a do tego zdobył w tym czasie wszystkie swoje 8 punktów. Już dawno Lakers nie dostali tak dużego wsparcia od swoich rezerwowych i to w tak ważnym meczu.

Rywalizacja w Los Angeles
Dla Lakers zwycięstwo z Thunder było niezwykle ważne, zwłaszcza po ostatniej porażce ze Spurs, ponieważ pomogło im utrzymać pierwszą pozycję w dywizji. Clippers są tuż za nimi i gdyby Lakers przegrali, to druga drużyna z LA byłaby na pozycji lidera. Natomiast teraz Lakers potrzebują jeszcze tylko zwycięstwa z Kings i będą mogli świętować kolejne mistrzostwo dywizji.

Wygląda na to, że Clippers będą musieli pogodzić się z miejscem za plecami Lakers, ale są coraz bliżej zapewnienia sobie czwartej pozycji w tabeli. Poza tym, wiadomo już, że zanotują najwyższy odsetek zwycięstw w swojej historii. W tym momencie jest to 62.5% wygranych spotkań i nawet jeśli ostatnie 2 przegrają, ustanowią nowy rekord w historii klubu. Dotychczas ani razu nie uzyskali 60%, najbliżej byli w sezonie 1974/75, kiedy wygrali 49 meczów, czyli 59.8%.

Ten historyczny wynik zapewnili sobie wczoraj pokonując Hornets. Długo męczyli się z najgorszą drużyną zachodu, ale dzięki Chrisowi Paulowi i świetnej czwartej kwarcie obyło się bez niespodzianki. Paul rzucił swojej byłej drużynie 33 punkty, z czego 13 w ostatniej kwarcie. Poza tym, na swoim koncie miał jeszcze 13 asyst i aż 8 przechwytów.

Numer 1 na zachodzie
Spurs są coraz bliżej zapewnienia sobie pierwszego miejsca na zachodzie. W ten weekend w fantastycznym stylu pokonali Lakers w LA, a później bez problemu podziali sobie z Cavs mimo nieobecności Tima Duncana. W ten sposób Spurs przedłużyli swoją serię zwycięstw do 7 meczów i mają półtora meczu przewagi nad drugimi Thunder. Teraz wystarczy im już tylko jedna wygrana w 3 pozostałych spotkaniach, aby zagwarantować sobie jedynkę. Najbliższa okazja już dzisiaj w meczu z Blazers.

Będąc przy Spurs trzeba jeszcze wspomnieć o ich występie przeciwko Lakers. W tym meczu pokazali, że nie przez przypadek są na pierwszym miejscu w konferencji. Zagrali rewelacyjnie i po raz drugi bardzo pewnie pokonali Lakers na ich parkiecie. Przede wszystkim świetnie zaprezentowała się trójka gwiazdorów Spurs. Tim Duncan miał 21 punktów i 8 zbiórek, Tony Parker 20 punktów i 10 asyst, a Manu Ginobili 20 punktów, 7 asyst i 6 zbiórek. Razem zdobyli 61 punktów, połowę punktów całej drużyny, a żaden z nich na boisku nie spędził więcej niż 28 minut. Udowodnili, że są w formie i jeśli tylko nie przeszkodzą im kontuzje, w playoffs będą niezwykle groźni.

Numer 1 na wschodzie
Również na wschodzie jest już bardzo blisko wyłonienia najlepszej drużyny sezonu zasadniczego. Po czwartkowej porażce Bulls w Miami, Heat mieli jeszcze szansę przegonić drużynę z Chicago, ale zmarnowali ją przegrywając z Wizards. Bulls tymczasem pokonali Mavs u siebie i powiększyli swoją przewagę nad Heat do 2 meczów. I tak samo jak w przypadku Spurs, wystarczy im już tylko jedna wygrana, aby zagwarantować sobie pierwsze miejsce. A do rozegrania zmotał im jeszcze mecz w Indianie i u siebie z Cavs.

Heat prowadzeni przez LeBrona Jamesa pokonali wczoraj Rockets. LeBron zanotował 32 punkty, 8 zbiórek, 5 asyst i 2 bloki, podczas gdy nieobecni byli Wade, Bosh i Chalmers. W piątek to James odpoczywał i Heat przegrali z Wizards. Wtedy zwycięstwo miał zapewnić im Wade, ale już na samym początku doznał kontuzji palca i gospodarze bez swoich gwiazd ulegli drugiej najgorszej drużynie wschodu. Stracili przez to szansę na jedynkę w tabeli, ale najważniejsze dla nich w tej sytuacji jest to, że kontuzja Wade’a nie jest poważna i na playoffs powinien być gotowy do gry.

Melo i Amare znowu razem
Po opuszczaniu 13 meczów, w piątek do gry wrócił Amare Stoudemire. Jego powrót jednak nie pomógł Knicks i przegrali ze słabymi Cavs. Stoudemire zdobył 15 punktów, podczas gdy Carmelo Anthony miał ich tylko 12. Wrócił Amare i Melo przestał błyszczeć. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że Melo spisuje się znacznie gorzej, kiedy razem z nim na parkiecie jest Amare.

W kolejnym spotkaniu w Atlancie było już znacznie lepiej i po bardzo wyrównaj walce Knicks wygrali, a dwójka gwiazd zdobyła łącznie 61 punktów i zebrali też 22 piłki. Zrobili to, czego się od nich oczekuje i poprowadzili swój zespół. Nie zmienia to jednak faktu, że kiedy razem byli na boisku, Knicks byli 2 punkty na minusie. Natomiast +8, kiedy Anthony był w grze bez Stoudemire’a. Kiedy Melo był bez niego na boisku, zdobył 16 punktów trafiając połowę swoich rzutów. Grając u boku Amare zdobył 23 punkty, ale jego skuteczność była niższa i wyniosła 40%.

Warto dodać, że Knicks mają jeszcze teoretyczne szanse wyprzedzić Magic i wskoczyć na szóstą pozycję. Magic przegrali 3 razy z rzędu, w tym doznali wczoraj bardzo dotkliwej porażki w Denver i jeśli przegrają też 2 ostatnie swoje mecze, a Knicks 2 razy wygrają, to drużyna z Nowego Jorku będzie na szóstym miejscu. Chociaż trudno oczekiwać, żeby Magic przegrali z Bobcats, dlatego prawdopodobnie ni zmienią już swojej pozycji. Ale gdyby Knicks nie odpuścili meczu z Cavs, może wyprzedziliby Magic.

Hawks vs. Celtics
Hawks przegrali z Knicks, ale wcześniej wygrali ważny mecz z Celtics. Co prawda drużyna z Bostonu grała w rezerwowym składzie, a Hawks mimo to musieli się namęczyć, żeby ich pokonać, ale najważniejsze dla nich jest, że są coraz bliżej osiągnięcia lepszego bilansu niż drużyna z Bostonu. Jest już właściwie pewne, że Hawks spotkają się z nimi w pierwszej rundzie playoff i mając lepszy bilans, to oni będą mieć przewagę własnego parkietu, mimo że Celtics zajmą czwarte miejsce jako mistrzowie dywizji.

Brak Chandlera, brak obrony
Knicks w Atlancie grali bez Tysona Chandlera, który odpoczywał. Jego nieobecność była widoczna w defensywie drużyny gości. Knicks pozwolili sobie rzucić 112 punktów ze skutecznością 54%. To był ich 3 mecz w tym sezonie bez Chandlera i za każdym razem tracili ponad 110 punktów. W sumie, w tych 3 meczach średnia ich rywali wyniosła 116.3 punktów, a skuteczność z gry 52%. Widać dużą różnicę w porównaniu z ich osiągnięciami w całym sezonie, w którym tracą średnio tylko 94.6 punktów, a ich rywale trafiają 44% rzutów z gry. Chandler robi bardzo dużą różnicę w obronie. Warto też zwrócić uwagę na punkty spod kosza. W sezonie tracą ich tylko 32.3 i są pod tym względem najlepszą drużyną w lidze, ale w tych 3 meczach bez swojego centra pozwalali rywalom na aż 48.7 punktów z pomalowanego. Patrząc na te statystyki i wpływ Chandlera na grę Knicks, trzeba przyznać, że ma on duże szanse na zdobycie tytułu najlepszego obrońcy.

8 miejsce na wschodzie
Knicks zapewnili już sobie miejsce w playoffs, tak więc teraz o ósemkę walczą jaszcze tylko Sixers i Bucks. W piątek Sixers rozgrywali bardzo ważny mecz w Indianie i udało im się zatrzymać rozpędzonych Pacers, którzy wygrali 7 kolejnych spotkań. Pokonali ich po dogrywce, w której Lou Williams trafił 2 razy za trzy i zdobył 9 ze swoich 19 punktów. Dzięki temu Sixers mają 3 mecze przewagi nad Bucks i jeśli dzisiaj wygrają z Nets, zapewnią sobie awans, a spotkanie w Milwaukee w środę nie będzie już miało znaczna.

Wizards – pogromcy liderów wschodu
Wizards wygrali dotychczas tylko 17 meczów i jest już właściwie pewne, że zakończą sezon jako druga najgorsza drużyna w lidze. Dlatego też nie muszą już tankować i w ostatnim czasie zaskakująco często wygrywają. W swoich ostatnich 7 meczach zanotowali aż 5 zwycięstw. I do tego, pokonywali nie byle kogo – Heat, Bulls, Magic i walczących o ósemkę Bucks. Bez wątpienia jest to duże osiągnięcie dla tak słabej drużyny. A co jeszcze ciekawsze, zarówno Heat jak i Bulls pokonywali na wyjeździe i są jedyną drużyną w całej lidze, która w tym sezonie wygrała i w Miami, i w Chicago.

W tej zaskakująco dobrej serii Wizards swój duży udział ma bardzo dobrze grający Kevin Serpahin. W kwietniu notuje on średnio 16.1 punktów (53% z gry), 7.3 zbiórek i 1.8 bloków. Spisuje się tak dobrze, że mimo powrotu Nene do gry, to on pozostał w pierwszej piątce.

20 porażek z rzędu
Tymczasem Bobcats nie przejmują się, że nie muszą już tankować i że i tak będą najgorszą drużyną tego sezonu. Oni mają w końcu ważniejszy cel – pobić rekord NBA i zostać najgorszą drużyną w historii. W piątek przegrali z Grizzlies tylko 5 punktami, marnując 8-punktowe prowadzenie jaki mieli na początku czwartej kwarty. Natomiast wczoraj już w typowym dla siebie stylu ulegli Kings. Zostali łatwo rozbici i przegrali różnicą 26 punktów. Kings przegrali 9 ze swoich wcześniejszych 10 meczów, ale w Charlotte wyglądali jak czołowa drużyna ligi.

W ten sposób Bobcats przedłużyli swoją serię porażek do 20. Do końca rozgrywek pozostały im 3 mecze – w Waszyngtonie, w Orlando i u siebie z Knicks.


NBA

Kategoria: NBAcodziennie - Tagi: bobcats, bulls, carmelo anthony, heat, jazz, jordan hill, kevin durant, knicks, kobe bryant, lakers, marcin gortat, metta world peace, spurs, suns, thunder, wizards

NBAcodziennie: Suns nadal w grze o ósemkę

kwi20
2012
1 komentarz Adam Szczepański

Dla Suns każdy mecz jest teraz na wagę złota i każdy muszą wygrać, jeśli chcą awansować do playoffs. Wczoraj do Phoenix przyjechali Clippers, którzy mieli na swoim koncie serię 5 kolejnych zwycięstw i było wiadomo, że nie będzie to łatwy mecz dla gospodarzy. Rywala mieli trudnego, ale nie mogli sobie pozwalać na porażkę, ponieważ to istotnie zmniejszyłoby ich szanse na pierwszą ósemkę zachodu. Do samego końca toczyła się bardzo wyrównana walka o zwycięstwo i ostatecznie się udało. Suns wygrali, dzięki czemu mają taki sam bilans jak Jazz i wrócili na ósmą pozycję w tabeli. Teraz przed nimi dwa kluczowe spotkania, przeciwko siódmym Nuggets, a następnie z Jazz. One zdecydują o tym, kto zagra w playoffs.

W pojedynku rozrywających pod względem indywidualnych osiągnięć lepiej wypadł wczoraj Chris Paul, który zanotował 19 punktów i 10 asyst. Do tego, lider Clippers 8 punktów zdobył w ostatnich minutach czwartej kwarty. Tymczasem Steve Nash zaliczył 13 punktów, 6 asyst i 6 strat, ale to on poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa. On również odegrał kluczową rolę w końcówce i miał wtedy 6 punktów.

Najlepszym strzelcem gospodarzy był Jared Dudley z 18 punktami na koncie, natomiast Marcin Gortat bardzo skutecznie walczył pod koszami. Zebrał 14 piłek, z czego 5 na atakowanej tablicy i dołożył do tego też 14 punktów.

Blake Griffin zakończył spotkanie z dorobkiem 16 punktów i 11 zbiórek, ale to nie był dla niego udany występ. Świetnie rozpoczął ten mecz i już w pierwszej kwarcie miał 14 punktów, później jednak zupełnie zniknął. Przez kolejne trzy kwarty zdobył tylko 2 punkty pudłując wszystkie 4 rzuty z gry.

Warto jeszcze wyróżnić Sebastiana Telfaira, który w ostatnim czasie stał się najlepszym rezerwowym Suns. Telfair miał słaby początek sezonu i wtedy trener Gentry częściej niż z niego korzystał z Ronnie’go Price’a. Natomiast teraz jest kluczowym zawodnikiem drużyny z Phoenix. Wczoraj miał 13 punktów, 3 asysty i ważny blok na Paulu w ostatnich sekundach. Już po raz 6 w ostatnich 8 meczach zdobył co najmniej 10 punktów, a jego średnie w kwietniu to 9.3 punktów i 3.7 asyst przez 18.2 minut gry.

Rockets znowu przegrywają
Podczas gdy Suns są coraz bliżej playoffs, z wyścigu o pierwszą ósemkę powoli usuwają się Rockets. Co prawda mają oni tylko mecz straty do Suns i Jazz, ale wczoraj przegrali ze słabymi Hornets i była to już ich 6 porażka z rzędu. W tym decydującym momencie rozgrywek Rockets grają bardzo słabo, mają najdłuższą serię niepowodzeń w sezonie i już raczej nie będą w stanie się podnieść.

Rockets teoretycznie mają całkiem łatwy kalendarz na finiszu rozgrywek i właśnie jednym z takich łatwych rywali mieli być Hornets. Okazało się jednak, że nawet z najgorszą drużyną zachodu nie potrafią sobie poradzić i przegrali w Nowym Orleanie po dogrywce.

Gorand Dragic zdobył 23 punkty, z czego 8 w dogrywce, ale to nie wystarczyło. Hornets do zwycięstwa poprowadzili Eric Gordon i Carl Landry. Razem zdobyli 12 punktów w doliczonym czasie gry, tyle samo co cała drużyna gości. Ostatecznie Gordon miał 27 punktów, a Landry 20 i 10 zbiórek.

Po raz kolejny Hornets wygrali, prowadzeni przez Gordona. Z nim w składzie mają bilans 6-2 i jeśli wystąpi on również w kolejnych meczach mogą nawet jeszcze uniknąć ostatniego miejsca na zachodzie i wyprzedzić Kings.

Bucks coraz dalej za ósemką
Od playoffs oddalają się również Bucks. Ich szanse na zalezienie się w najlepszej ósemce są już naprawdę minimalne. Po porażce w Indianie, która była ich 3 z rzędu, mają 3 mecze straty do Sixers. Musieliby teraz wygrać wszystkie pozostałe 4 spotkania, w tym bezpośrednie starcie z Sixers i liczyć na to, że drużyna z Philly przegra co najmniej 3 ze swoich ostatnich 4 meczów.

Brandon Jennings zdobył 27 punktów, ale z kiepską skutecznością 34.7% z gry. Jeszcze większe problemy z celnością miał Monta Ellis, który zdobył tylko 12 punktów, a potrzebował do tego 14 rzutów.

Dla Pacers była to już 7 wygrana z rzędu, a po raz 12 w ostatnich 13 meczach zdobyli co najmniej 100 punktów. Są wyśmienitej formie i mogą być już pewni trzeciej pozycji na wschodzie. Danny Granger zdobył 29 punktów, David West miał 21 punktów, 14 zbiórek i 7 asyst, a George Hill zaliczył 22 punkty i 8 asyst.

Heat lepsi w pojedynku na szczycie
Tydzień temu Bulls nie przeszkodziło 1/13 z gry Derricka Rose’a i pokonali Heat na własnym parkiecie. Teraz obie drużyny zmierzyły się w Miami, a Bulls po raz 26 w tym sezonie musieli radzić sobie bez swojego lidera. Tym razem brak Rose’a był odczuwalny, goście mieli duże problemy w ataku i bardzo przydałby im się Rose, który zdobyłby punkty i postarał się nieco rozkręcić ofensywę. Heat zatrzymali ich na 11 punktach w czwartej kwarcie, a w cały meczu Bulls mieli 72. Ich najlepszym strzelcem był John Lucas, ale swoje 16 punktów zanotował ze słabą skutecznością wynoszącą 31.3%. Trafiał tylko Joakim Noah (15 punktów), miał 5/5 z gry, poza nim reszta drużyny zanotowała skuteczność 30.8%. Heat też nie imponowali w ataku, ale radzili sobie nieco lepiej niż Bulls, przede wszystkim mogli liczyć na LeBrona Jamesa.

James po raz kolejny rozegrał bardzo dobry mecz i poprowadził Heat do zwycięstwa. Zdobył 27 punktów (44.4% z gry), a na swoim koncie miał jeszcze 11 zbiórek i 6 asyst. Dwyane Wade dołożył 18 punktów, a Mario Chalmers 16 i Heat nadal mogą jeszcze myśleć o zakończeniu sezonu na pierwszym miejscu w tabeli wschodu. W tym momencie tracą do Bulls półtora meczu.

Kontuzje i playoffs, czyli Howard poza grą
Kontuzje w tym sezonie skomplikowały sytuację wielu drużyn i zapewne również w playoffs będą miały spore znacznie w niejednej serii.

Jednym z najważniejszych pytań przed playoffs pozostaje zdrowie Rose’a. Lider Bulls przez cały sezon zmaga się z kontuzjami i do tego, ma problemy z różnymi częściami swojego ciała. Wczoraj opuścił czwarty mecz z powodu urazu kostki, wcześniej nie grał już przez problemy z plecami, pachwiną i palcem stopy. Czy w playoffs jego kontuzje się skończą? Trudno sobie wyobrazić, aby nagle ozdrowiał, ale może jakimś cudem mu się to uda. Pewne jest, że Bulls potrzebują go w playoffs, bez niego mogą przejść pierwszą rundę, ale nic więcej nie osiągną. Dlatego nie tylko musi on wrócić do gry, ale też musi odzyskać swoją wysoką formę, bo rzucając 1/13 za bardzo nie pomoże.

Natomiast Magic już wiedzą, że w playoffs nie będą mogli liczyć na swojego lidera. Wczoraj podano informację się, że Dwight Howard nie tylko nie zagra już do końca sezonu, ale też opuści playoffs. Kontuzja pleców okazała się poważniejsza i Howard podda się operacji.

Przez 7 lat gry w NBA opuścił tylko 7 meczów, a teraz nie zagrał już w 8 i zostawił osłabionych Magic w najważniejszej części sezonu. Bez Howarda Magic są skazani na porażkę i mogą zapomnieć o dobrym wyniku w playoffs. Mogą już zacząć myśleć o offseason, bo to będą dla nich niezwykle trudne i ważne wakacje. Muszą posprzątać bałagan jaki zrobił się w drużynie i zdecydować co z przyszłością Howarda, a także Stana Van Gundy’ego.

Kilka dni temu lokalna telewizja WKMG podała informację, że Howard nie zamierza już grać dla Stana Van Gundy’ego. Podobno Howard miał zadzwonić do właściciela Magic i mu o tym powiedzieć podczas meczu z Hawks, który odbył się tydzień temu. Według tych doniesień, Howard ma za złe Stanowi, że potwierdził on informacje o tym, że Dwight chce jego zwolnienia. W związku z takimi informacjami, można było spekulować czy Howard symuluje kontuzje, ale skoro musi poddać się operacji, trudno podejrzewać go, że udaje. Zresztą wczoraj ESPN podało, że ich źródła nie potwierdzają informacji WKMG. Nie zmienia to jednak faktu, że w Magic panuje duże zamieszanie, a Dwight i Stan nie będą już w stanie normalnie współpracować.

Atmosfera  nadchodzących playoffs…
Playoffs rozpoczynają się już za 8 dni i na parkietach coraz bardziej czuć atmosferę playoffs. Twarda walka była w meczu na szczycie konferencji wschodniej, byłby przepychanki, brudne zagrania i faule techniczne. Ze sobą starli się między innymi Rip Hamilton i Dwyane Wade, John Lucas i LeBro James, a James Jones został wyrzucony z boiska za faul na Joakimie Noah. Tymczasem w Phoenix wyrzucono Robina Lopeza, który twardo sfaulował Blake’a Griffina. Również w Indianie nie obyło się bez spięć. Tyler Hansbrough starł się z Mike’m Dunleavy’m, a Larry Sanders z Davidem Westem i było już blisko bójki

Wolves przerywają serię porażek
Wolves w końcu zanotowali swoje pierwsze kwietniowe zwycięstwo od 2009 roku. Przerwali serię 27 porażek w tym miesiącu. Do zwycięstwa w Detroit poprowadzili ich Nikola Pekovic (23 punkty i 9 zbiórek) i JJ Barea (13 punktów, 12 asyst i 6 zbiórek).


NBA

Kategoria: NBAcodziennie - Tagi: blake griffin, Bucks, bulls, clippers, derrick rose, dwight howard, eric gordon, heat, hornets, lebron james, Magic, marcin gortat, pacers, rockets, steve nash, suns, wolves

NBAcodziennie: niezwykle wyrównana walka o ósemkę na zachodzie

kwi19
2012
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Wczoraj rozegrano aż 14 spotkań (wolne mieli tylko Pacers i Wolves), a w 4 z nich wystąpiły drużyny walczące o ostatnie miejsca na zachodzie gwarantujące występ w playoffs. Na początek w skrócie o tym, co wydarzyło się w tych spotkaniach, a na koniec o sytuacji w tabeli:

Thunder-Suns: James Harden studiował na uczelni Arizona State i dlatego też chyba lubi grać przeciwko Suns. W poprzednim meczu rzucił im 30 punktów, a wczoraj w Phoenix rozegrał jeden z najlepszych meczów w swojej karierze. Był najlepszym strzelcem Thunder i ustanowił swój rekord kariery zdobywając 40 punktów. Ostatnim zawodnikiem w NBA, który miał 40 punktów wchodząc z ławki był Rodrigue Beaubois, który dokonał tego ponad dwa lata temu. Harden trafił aż 70.6% rzutów z gry, w tym 5 z 8 za trzy. Poza tym, na swoim koncie miał jeszcze 7 zbiórek, 3 asysty i 4 przechwyty. Był nie do zatrzymania i pozbawił Suns złudzeń, że może im się udać pokonać Thunder.

W Suns słabo zagrali Marcin Gortat i Steve Nash. Gortat trafił tylko 2 ze swoich 13 rzutów i zdobył 9 punktów, natomiast Nash miał tylko 5 asyst, a tyle samo strat. Chociaż Gortat przynajmniej dobrze spisywał się w walce na tablicach i zebrał 12 piłek. I tyle samo przynajmniej musiałby zbierać średnio w 4 ostatnich meczach, jeśli chce zakończyć ten sezon ze statystykami na poziomie double-double. W tym momencie jego średnia zbiórek to 9.87.

Mavs-Rockets: Po dwóch porażkach po dogrywkach, wczoraj Mavs postarali się, aby starcie z Rockets zakończyło się w regulaminowym czasie i żeby zakończyło się ich zwycięstwem. Dirk Nowitzki rozegrał kolejny wielki mecz. W Salt Lake City jego 40 punktów nie wystarczyło, teraz miał ich 35 i Mavs wygrali. Dirk był nie do zatrzymanie w drugiej połowie, kiedy zdobył aż 31 ze swoich punktów, natomiast w samej czwartej kwarcie miał ich 21. Dzięki niemu gospodarzy wygrali ostatnie 12 minut 39-26. Dla Rockets była to już 5 porażka z rzędu, czym wyrównali swoją najdłuższą serię niepowodzeń w tym sezonie.

Clippers-Nuggets: Clippers przedłużyli swoją serię zwycięstw do 5, pokonując gospodarzy w Denver. Kluczową rolę na samym finiszu odegrał były zawodnik Nuggets Kenyon Martin. Na 27 sekund przed końcem po niecelnym rzucie Chrisa Paula zanotował swoją jedyną zbiórkę w tym meczu, dobił piłkę i dał Clippers prowadzenie. Natomiast już w kolejnej akcji zablokował Ty’a Lawsona. W całym spotkaniu K-Mart miał tylko 7 punktów, zbiórkę, asystę i 2 bloki przez 30 minut, ale w końcówce przyczynił się do zwycięstwa gości. Najlepszym zawodnikiem Clippers był Paul, który zaliczył 21 punktów i 8 asyst.

Nuggets świetnie rozpoczęli ten mecz i po pierwszej kwarcie prowadzili 12 punktami, ale ostatecznie przegrali i nadal nie mogą być pewni występu w playoffs. Do tego, dowiedzieli się, że w tym sezonie nie będą już mogli liczyć na wsparcie Wilsona Chandlera. Dopiero co w połowie marca wrócił on do NBA po pobycie w Chinach, wystąpił w ledwie 8 meczach i teraz okazuje się, że musi poddać się operacji biodra. Chandler miał być dla nich ważnym wsparciem na finiszu fazy zasadniczej, a przede wszystkim w playoffs, ale będą musieli poradzić sobie bez niego. Tymczasem Danilo Gallinari rozegrał wczoraj fatalne spotkanie i spudłował wszystkie swoje 7 rzutów. W takich sytuacjach Chandlera będzie im bardzo brakowało.

Jazz-Blazers: Po ostatnim bardzo długim meczu z Mavs, tym razem Jazz mieli znacznie łatwiejsze zadanie. Pojechali do Portland i tam łatwo rozprawili się z gospodarzami, którzy w pierwszej piątce mieli Hasheema Thabeeta. Jazz do zwycięstwa poprowadzili Devin Harris (27 punktów) i Gordon Hayward (23).

W efekcie wygranej Jazz i porażki Suns, drużyna z Salt Lake City wskoczyła do ósemki i to oni zajmują teraz ostatnie miejsce gwarantujące występ w playoffs. Suns i Rockets są tuż za nimi, mając pół meczu straty. Tak więc nadal nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte i przez ostatnie dni fazy zasadniczej te drużyny jeszcze kilka razy mogą wymieniać się pozycjami.

Tymczasem Mavs awansowali na szóstą pozycję i wyprzedzają Nuggets o pół meczu.

Mistrzowie Atlantic Divison
Celtics zapewnili sobie mistrzostwo dywizji pokonując Magic przed własną publicznością. Drużyna z Orlando ponownie grała bez Dwighta Howarda, ale gospodarze musieli się namęczyć, aby ich pokonać. Zresztą Celtics też byli osłabieni nieobecnością Rajona Rondo i Ray’a Allena.

Paul Pierce, dzień po tym jak zdobył 43 punkty, wczoraj zajął się kreowaniem partnerów zastępując w tej roli Rondo. Zanotował 14 asyst, co jest jego nowym rekordem kariery i w sumie przyczynił się aż do 57 punktów swojej drużyny, sam zdobył ich 29 (64.3% z gry). Avery Bradley dołożył 24, a Brandon Bass 21. Tymczasem w drużynie gości najlepiej zaprezentował się były zawodnik Celtics. Glen Davis zastępując Howarda w pierwszej piątce zanotował 27 punktów (75%) i 7 zbiórek.

Pistons rozbici, Hawks umacniają się na piątce
Dzień po imponującej wygranej z Cavs, kiedy pokonali ich różnicą aż 39 punktów, Pistons zostali zupełnie rozbici w Atlancie i doznali bardzo bolesnej porażki. Przegrali różnicą 32 punktów. Jeden dzień są +39, następny już -32. Hawks do zwycięstwa poprowadzili rezerwowi, którzy zdobyli aż 72 punkty, tylko 12 mniej niż cała drużyna gości. Najlepszym strzelcem był Tracy McGrady ze swoją najwyższą w sezonie zdobyczą 17 punktów. Ta wygrana umacnia Hawks na piątej pozycji i daje im mecz przewagi nad Magic.

Kolejny świetny mecz Melo
Knicks wygrali w New Jersey i utrzymują swoją przewagę jednego meczu nad Sixers. Carmelo Anthony 21 punktów miał już po pierwszej kwarcie, którą goście wygrali 38-22. Całe spotkanie Melo zakończył z dorobkiem 33. Po raz trzeci z rzędu zdobył co najmniej 30 punktów, a w ostatnich 9 meczach już po raz 6 osiągnął ten pułap. Melo w ostatnim czasie naprawdę gra rewelacyjnie, jak przystało na jedną z największych gwiazd ligi. Bardzo długo w tym sezonie zawodził, ale odkąd Stoudemire’a i Lina wyeliminowały kontuzje, Melo odzyskał swój blask, stał się prawdziwym liderem Knicks i prowadzi ich do playoffs, których są coraz bliżej. W tym miesiącu w 9 meczach jego średnie wyglądają imponująco: 32.1 punktów, 51.3% z gry, 7.9 zbiórek i 3.8 asyst. Dla porównania, w marcu notował on 19.4 punktów, 41.5% z gry, 6.3 zbiórek i 3 asysty.

Sixers bliżej playoffs
Sixers wykorzystali starcie ze słabymi Cavs i pewnie wygrali w Cleveland, przerywając swoją serię 3 kolejnych porażek. Do zwycięstwa poprowadził ich Jrue Holiday, który w trzeciej kwarcie trafił 5 trójek i zdobył 19 ze swoich 24 punktów, podczas gdy cała drużyna gospodarzy miała ich 17. W całym meczu Holiday miał 6/6 za trzy.

Równocześnie Bucks przegrali z Wizards, dzięki czemu Sixers powiększyli swoją przewagę nad drużyną z Milwaukee do 2 i pół meczu.

Dla Bucks jest to bardzo bolesna porażka. Podczas gdy Sixers zakończyli właśnie serię 3 spotkań w 3 dni, Bucks 3 dni odpoczywali. Mieli dużo czasu na nabranie sił i przygotowanie się do meczu ze słabymi Wizards. Wydawało się, że mają świetną sytuacją żeby gonić Sixers, ale jej nie wykorzystali. Zanotowali drugą porażkę z rzędu i ich marzenia o playoffs się oddalają. Nie pomogły im wczoraj 32 punkty Monty Ellisa i 25 Brandona Jenningsa. Fatalnie zagrali w obronie i pozwolili swoim rywalom na 121 punktów ze skutecznością 55.7% z gry. Najlepszym strzelcem gości był Jordan Crawford z dorobkiem 31 punktów, co jest jego wyrównanym rekordem sezonu.

Kolejne 3 dni, 3 mecze i 3 wygrane Spurs
W Sacramento Spurs grali bez Tima Duncana, który odpoczywał, ale to nie przeszkodziło im w odniesieniu łatowego zwycięstwa. Zakończyli serię 3 spotkań w 3 dni z kompletem zwycięstw, pokonując Kings różnicą 25 punktów. Warto dodać, że w każdym z tych 3 ostatnich spotkań Spurs mieli ponad 20 punktów więcej niż ich rywale. Naprawdę imponujące osiągniecie. Spurs są jedyną drużyną, która w tym sezonie wygrała wszystkie mecze w dwóch seriach back-to-back-to-back. I dokonała tego drużyna prowadzona przez starzejących się gwiazdorów, która miała nie wytrzymać intensywności skróconego sezonu.

Jeden z Wielkiej Trójki wystarczy, aby pokonać Raptors
LeBron James samodzielnie poprowadził Heat do zwycięstwa z Raptors, podczas gdy Dwyane Wade i Chris Bosh dostali wolne. Jego koledzy mogą odpoczywać, on tymczasem ma ostatnie mecze, aby potwierdzić, że zasługuje na tytuł MVP obecnego sezonu. Tym razem James nie musiał już zdobywać aż 17 punktów na samym finiszu, zapewnił Heat pewną wygraną i miał 28 punktów (80% z gry) w 30 minut, a w czwartej kwarcie też mógł odpocząć. Heat w drugiej połowie pozwolili swoim rywalom zdobyć zaledwie 23 punkty. Jest to wyrównany rekord klubu z Toronto pod względem najmniejszej liczby punktów w jednej połowie.

Grizzlies w playoffs
Grizzlies zagwarantowali sobie drugi z rzędu występ w playoffs pokonując Hornets na własnym parkiecie. Rudy Gay zdobył 26 punktów i był to już jego 4 mecz z rzędu, w którym zanotował ich co najmniej 24.

Triple-double Gasola
Kobe Bryant opuścił 7 mecz z rzędu, ale dzięki swoim podkoszowym Lakers bez problemów pokonali Warriors i utrzymali swoją przewagę nad Clippers w wyścigu po mistrzostwo dywizji. Pau Gasol zanotował swoje 5 triple-double w karierze mając 22 punkty, 11 zbiórek i 11 asyst, a do tego dołożył jeszcze 3 bloki. Andrew Bynum zdobył 31 punktów trafiając 12 z 14 rzutów z gry i zebrał 9 piłek.

Najgorsza drużyna w historii?
Bobcats są coraz bliżej uzyskania najgorszego wyniku w sezonie zasadniczym w historii NBA. Wczoraj przegrali już po raz 18 z rzędu. Tymczasem dla rywali Bobcats, mecz z nimi jest nie tylko okazją do łatwej wygranej, ale też możliwością, aby dać odpocząć swoim najważniejszym zawodnikom. Bulls w poprzednim spotkaniu z Wizards grali bez Derricka Rose’a i Luola Denga i przegrali. Teraz ponownie musieli sobie radzić bez tych dwóch zawodników, ale w starciu w Charlotte ich nieobecność zupełnie im nie przeszkadzała. I tak wygrali różnicą 32 punktów, zatrzymując gospodarzy na 68 punktach. Każdy teraz chciałby grać z Bobcats, aby pomóc im w wyśrubowaniu ich rekordu porażek.


NBA

Kategoria: NBAcodziennie - Tagi: bobcats, Bucks, carmelo anthony, celtics, dirk nowitzki, heat, james harden, jazz, knicks, lakers, lebron james, marcin gortat, mavs, nuggets, paul pierce, sixers, spurs, suns, thunder, wilson chandler

NBAcodziennie: rezerwowi Knicks rozstrzelali Celtics

kwi18
2012
8 komentarzy Adam Szczepański

Knicks rozstrzelali Celtics w Nowym Jorku. W pierwszej połowie trafili aż 14 razy za trzy i do szatni schodzili mając 72 punkty na koncie i 19-punktową przewagę. Ogromną różnicę zrobili rezerwowi gospodarzy. To oni przede wszystkim fantastycznie spisywali się na dystansie i rozstrzelali drużynę z Bostonu. Zawodnicy z ławki Knicks absolutnie zmiażdżyli zmienników Celtics. Zdobyli aż 55 punktów, podczas gdy rezerwowi gości ledwie 2. Aż 16 razy trafiali za trzy, podczas gdy zmiennicy Celtics w całym meczu mieli tylko jeden celny rzut z gry. Dlatego też ostatecznie goście przegrali, mimo że ich pierwsza piątka spisywała się bardzo dobrze, a Paul Pierce rozegrał najlepszy mecz w tym sezonie.

Steve Novak i JR Smith zdobyli po 25 punktów. Obaj oddali po 10 rzutów za trzy, Novak trafił 8, Smith 7. Dla Novaka 25 punktów to najwyższa zdobycz w karierze, natomiast Smith dołożył do tego jeszcze 6 asyst. Ta dwójka zupełnie rozbiła Celtics w drugiej kwarcie, kiedy razem zdobyli 28 punktów i wyprowadzili Knicks na ponad 20-punktowe prowadzenie. Ale wczoraj nawet Mike Bibby był przydatnym wsparciem z ławki. Miał jedną celną trójkę, a także 6 asyst i 5 zbiórek.

Tymczasem o żadnym z rezerwowych Celtics nie można powiedzieć, że wczoraj w jakiś pozytywny sposób pomógł swojej drużynie. Na pewno bardzo brakowało im Ray’a Allena. W meczu, w którym tak ważną rolę odgrywały trójki, jego brak był odczuwalny. Chociaż nawet bez niego Celtics bardzo dobrze radzili sobie za łukiem. Ostatecznie trafili 11 razy za trzy ze skutecznością 52.4%. I byłby to bardzo dobry wynik, gdyby nie fakt, że Knicks byli jeszcze lepiej dysponowani rzutowo. Wyrównali swój rekord sezonu mając 19 celnych trójek i zanotowali je z niesamowitą skutecznością 59.4%.

W drugiej połowie dzięki fantastycznej grze Paula Pierce’a goście odrobili część strat i nie pozwolili Knicks na szybkie rozstrzygnięcie tego meczu. Pod koniec czwartej kwarty zbliżyli się nawet na 6 punktów, ale wtedy dwie trójki pod rząd trafił Novak i Celtics musieli pogodzić się z porażką.

Pierce ustanowił swój rekord sezonu zdobywając 43 punkty, z czego aż 31 miał w całej drugiej połowie. W sumie trafił 57.9% rzutów z gry, w tym 4 z 5 za trzy, a na linii pomylił się tylko raz na 18 rzutów wolnych. Warto dodać, że Pierce po raz pierwszy od ponad 6 lat osiągnął granicę 40 punktów. Poprzednim razem udało mu się to w lutym 2006, kiedy miał 50 punktów w meczu z Cavs, a jego drużyna też wtedy przegrała. Zresztą było to już 5 spotkanie z rzędu przegrane przez Celtics, w którym Pierce miał co najmniej 40 punktów. Tymczasem w pierwszych 15 meczach w swojej karierze, w których osiągnął ten pułap, jego drużyna uzyskała bilans 12-3.

Fantastyczny popis strzelecki Pierce’a nie wystarczył, aby zapewnić Celtics zwycięstwo w Nowym Jorku, ponieważ jeszcze lepsze spotkanie rozegrał Carmelo Anthony. Lider Knicks nie pozwolił, aby jego drużyna zmarnowała ten niesamowity występ swoich rezerwowych i poprowadził gospodarzy do wygranej. Melo też świetnie spisywał się w ataku i zdobył 35 punktów (54.2% z gry), a do tego zanotował swoje drugie w karierze triple-double. Zebrał 12 piłek i zaliczył 10 asyst.

To zwycięstwo i kolejna porażka Sixers umocniły Knicks na siódmej pozycji. Mają teraz mecz przewagi nad drużyną z Filadelfii i nadal jeszcze teoretyczne szanse, aby wyprzedzić Celtics i wygrać dywizję, choć to bardzo mało prawdopodobne. Natomiast coraz większe szanse są, że w pierwszej rundzie będziemy mieli serię Knicks z Heat. W tym pojedynku, tak samo jak w starciu z Celtics, drużyna z Nowego Jorku ma bardzo dużą przewagę jeśli chodzi o ławkę. Wczoraj po raz kolejny przekonaliśmy się jakie strzelby trzymają na swojej ławce. Ich rezerwowi naprawdę potrafią być zabójczy. Heat mogą tylko marzyć o takim wsparciu ze strony zmienników, dlatego też Knicks w rywalizacji z nimi nie są zupełnie bez szans i ten pojedynek może być naprawdę interesujący.

Ten mecz pokazał też, dlaczego Celtics nie mają szans na długą grę w playoffs w tym roku. Z taką ławką rezerwowych druga runda to szczyt ich możliwości i powrót Ray’a Allena dużo tu nie zmieni [dziwnie pisze się o Allenie w kontekście rezerwowych].

Sixers walczą o playoffs, Pacers wygrywają po raz 40
Zwycięstwo w Filadelfii było dla Pacers 40 w tym sezonie. Po raz pierwszy od rozgrywek 2005/06 osiągnęli poziom 40 wygranych i nie przeszkodził im w tym skrócony sezon. Pacers są ostatnio w rewelacyjnej formie i chyba są już gotowi do walki w playoffs. Zwycięstwo w Philly było ich 5 z rzędu na wyjeździe, a w sumie wygrali już po raz 10 w ostatnich 11 meczach. Dzięki tej świetnej serii umocnili się na trzeciej pozycji. Do końca fazy zasadniczej pozostały im 4 mecze, mają też 4 mecze przewagi nad czwartymi Celtics, tak więc mogą być już właściwie pewni, że zakończą rozgrywki jaki trzecia siła wschodu.

W znacznie gorszej sytuacji są Sixers. To był ich ostatni mecz przed własną publicznością w fazie zasadniczej i nadal nie wiadomo czy w tym sezonie kibice w Filadelfii zobaczą jeszcze swoją drużynę w akcji. Sixers przegrali 3 ostatnie mecze i mają już tylko półtora meczu przewagi nad goniącymi ich Bucks, dlatego ciągle nie mogą być pewni występu w playoffs. Tym bardziej, że nie mają łatwego kalendarza i rozgrywki zakończą 5 meczami na wyjeździe.

Sixers do samego końca będą walczyć o pierwszą ósemkę, a jeszcze dwa miesiące temu wydawało się, że zakończą sezon wygrywając swoją dywizję i zajmując czołową pozycję w tabeli wschodu. Jeszcze w połowie lutego mieli bardzo dobry bilans 20-9, ale od tego momentu przegrali aż 21 z 32 spotkań. Sixers przede wszystkim mają duży problem w pojedynkach z silnymi drużynami. Aż 19 ze swoich 31 zwycięstw zanotowali w starciach z zespołami mającymi ujemny bilans, podczas gdy w rywalizacji z drużynami będącymi na plusie mają bilans 12-23. Nie jest to dobry wynik dla drużyny poważnie myślącej o playoffs.

W Sixers coś się zacięło i nie funkcjonują oni już tak dobrze jak na początku rozgrywek. W tej sytuacji nie dziwiły pojawiające się plotki, że trener Doug Collins ‘stracił’ swój zespół, ale zawodnicy temu zaprzeczyli. Nie zmienia to jednak faktu, że coś w Sixers przestało działać. Może Collins nie ‘stracił’ zespołu, ale stracił wyczucie zespołu i nie potrafi już tak skutecznie prowadzić ich jak w pierwszej części sezonu.

W kwietniu Sixers mają bilans 2-7. Najbardziej widać pogorszenie ich obrony, która jest jedną z najlepszych w lidze w tym sezonie. W ostatnich 9 meczach Sixers tracili średnio 95.8 punktów, podczas gdy wcześniej zatrzymywali rywali na ledwie 87.8. W sumie z średnią traconych punktów wynoszącą 88.97 i tak są drugą najlepszą drużyną w lidze, ale widać, że ta świetna defensywa, która przez długi czas zapewniała im zwycięstwa, teraz nie jest już tak skuteczna. Widać to również po skuteczności ich rywali, w kwietniu drużyny grające przeciwko Sixers trafiają 44.6% rzutów z gry, wcześniej było to tylko 42.1%.

Wczoraj Pacers rzucili im 102 punkty, tym samym dopiero po raz trzeci w sezonie Sixers stracili 100 punktów na własnym parkiecie. Ich żelazna defensywa ponownie zawiodła, a całkiem dobra gra w ataku nie była w stanie uchronić ich przed porażką. Nie pomogły im nawet 23 punkty Andre Iguodali, który po raz pierwszy od połowy stycznia osiągnął poziom 20.

Rewanż Spurs w LA
Tydzień temu w Spurs doznali bolesnej porażki z Lakers na własnym parkiecie. Zostali wtedy zniszczeni w walce pod tablicami, a Andrew Bynum zebrał aż 30 piłek. Teraz liderzy zachodu przyjechali do Los Angeles i zrewanżowali się Lakers. Tym razem zebrali tyle samo piłek co ich rywale, a Bynuma zatrzymali na 7. Co prawda center gospodarzy zdobył 21 punktów, ale nie był w stanie uchronić swojej drużyny przed porażką. Tym razem to Spurs kontrolowali przebieg spotkania i pewnie pokonali Lakers. I tak jak tydzień temu Spurs zniszczył Bynum, tak teraz Lakers zostali rozbici przez Tony’ego Parkera. Francuz zdobył 29 punktów (70% z gry), zanotował 13 asyst i w czwartej kwarcie mógł już ze spokojem przyglądać się grze swoich kolegów. Bardzo dobrze zagrał również Tim Duncan, który zliczył 19 punktów i 8 zbiórek.

Wygrywając w LA, Spurs umocnili się na pierwszej pozycji na zachodzie. Natomiast Lakers przerwali swoją serię 4 kolejnych zwycięstw i w tym momencie tylko o pół meczu wyprzedzają Clippers. Po raz kolejny grali bez Kobe’go Bryanta, ale prawdopodobnie wróci on do gry na następne starcie ze Spurs, do którego dojdzie już w piątek w San Antonio.

Jednostronny mecz w Detroit
Pistons zniszczyli Cavs w Detroit i po trzech kwartach prowadzili aż 50 punktami (mieliśmy wtedy bardzo ładny wynik 100:50). W całym meczu gospodarze zdobyli 116 punktów trafiając 60% swoich rzutów z gry i wygrali różnicą aż 39. To był chyba najbardziej jednostronny mecz obecnego sezonu. Najlepszym zawodnikiem Pistons był Brandon Knight, który zanotował 28 punktów (11/12 z gry) i 7 asyst. Tymczasem Antawn Jamison spudłował wszystkie swoje 10 rzutów i był to jego trzeci mecz w karierze, w którym nie miał celnego rzutu, oddając ich co najmniej 10.

Grizzlies umacniają się na piątce
Rudy Gay zdobył 28 punktów i zebrał 9 piłek prowadząc Grizzlies do zwycięstwa w Minnesocie. Dzięki tej wygranej Grizzlies umocnili się na piątej pozycji w tabeli i mają 2 mecze przewagi nad Nuggets. Natomiast zdziesiątkowani przez kontuzje Wolves kontynuują swoją serię porażek i nadal pozostają bez zwycięstwa w kwietniu.

Pod nieobecność Kevina Love więcej minut gry dostaje Anthony Randolph. Początkowo bardzo dobrze wykorzystywał tą okazję do dłuższej gry, w pierwszych 3 meczach (odkąd Love doznał kontuzji) zdobywał średnio 22 punkty i zbierał 8.7 piłek. Jednak w kolejnych 2 spotkaniach zagrał już bardzo słabo, trafił w sumie tylko 2 ze swoich 15 rzutów, a łącznie zanotował 10 punktów i 8 zbiórek.


NBA

Kategoria: NBAcodziennie - Tagi: carmelo anthony, cavs, celtics, grizzlies, jr smith, knicks, lakers, pacers, paul pierce, pistons, sixers, spurs, steve novak, tony parker, wolves

NBAcodziennie: Suns w ósemce, tuż za nimi Rockets i Jazz

kwi17
2012
1 komentarz Adam Szczepański

Suns nie mieli wczoraj trudnego zadania. Do Phoenix przyjechali Blazers, którzy przegrali 2 wcześniejsze swoje mecze, a do tego w ich pierwszej piątce wyszli Luke Babbitt i Jonny Flynn. To był mecz, który gospodarze musieli wygrać i to zrobili. Wykorzystali słabości swoich rywali i zdobyli 125 punktów z niesamowitą skutecznością 60% z gry. Jest to dla nich bardzo ważne zwycięstwo, a co jeszcze istotne, nie musieli się za bardzo namęczyć w tym meczu i podstawowi zawodnicy nie grali dłużej niż 30 minut. Najlepszym zawodnikiem Suns był Marcin Gortat, który zdobył 20 punktów (61.5% z gry) i zebrał 10 piłek. 19 punktów miał Channing Frye, jeden mniej zanotował Jared Dudley, a Steve Nash zaliczył 13 asyst.

Wygrana z Blazers dała Suns awans na ósme miejsce w tabeli, ponieważ równocześnie Rockets przegrali u siebie z Nuggets. Rockets i Nuggets rozgrywali między sobą 2 mecze w 2 dni i Rockets oba przegrali, przedłużając swoją serię porażek do 4 spotkań. Warto przypomnieć, że przed tą serią niepowiedzeń, mieli serię 4 kolejnych wyjazdowych wygranych.

Suns i Rockets mają w tym momencie identyczny bilans i ostatnie 5 meczów rozstrzygnie, kto z nich awansuje do playoffs, a kto już za chwilę pojedzie na wakacje. Tak wyglądają ich terminarze:

Suns:
vs. Thunder
vs. Clippers
vs. Nuggets
@ Jazz
vs. Spurs

Rockets:
@ Mavs
@ Hornets
vs. Warriors
@ Hat
vs. Hornets

Rockets mają więcej meczów wyjazdowych, ale łatwiejszych rywali. Z Warriors i Hornets nie mogą sobie pozwolić na żadne potknięcie i muszą te mecze wygrać. Tymczasem najsłabszymi przeciwnikami Suns będą Nuggets i Jazz, dla których te ostatnie mecze będą równie ważne. Dlatego jedynym silnym atutem dla Suns w tych ostatnich spotkaniach jest własny parkiet i to muszą wykorzystać. Mogą też liczyć, że w ostatnim meczu Spurs będą grać rezerwowym składem i wtedy powinni mieć szanse na łatwą wygraną, ale żeby to spotkanie miało jeszcze dla nich jakieś znaczenie, muszą wygrywać wcześniej. Czy uda im się awansować? Trudno powiedzieć, bo stawka jest bardzo wyrównana. Ale jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe, że znajdą się w ósemce, teraz w niej są i mają realne szanse, aby się w niej utrzymać, choć na pewno nie będzie to łatwe.

To byłoby zbyt proste, gdyby walka o ósmą pozycję na zachodzie miała się rozstrzygnąć tylko miedzy tymi dwoma drużynami. Suns i Rockets ciągle muszą też uważać na Jazz, którzy są tuż za ich plecami.

Jazz długo męczyli się wczoraj z Mavs, ale ostatecznie pokonali ich po 3 dogrywkach i jest to dla nich bardzo ważna wygrana. Dzięki niej mają tylko pół meczu straty do Suns i Rockets.

Mecz w Salt Lake City był naprawdę niesamowitym widowiskiem. Obie drużyny bardzo chciał wygrać i robiły co mogły, aby to spotkanie zakończyło się po ich myśli. Jazz jeszcze na 5 minut przed końcem prowadzili 9 punktami, ale goście rozstrzelali się na dystansie i po dwóch z rzędu trójkach Vince’a Cratera, to oni prowadzili na 8 sekund przed końcem. Do dogrywki doprowadził Paul Millsap, który dobił niecelny rzut Gordona Haywarda

Do drugiej dogrywki doprowadził Dirk Nowitzki trafiając za trzy

Jazz do tej wygranej poprowadził fantastycznie grający Al Jefferson. Zdobył on 28 punktów (56% z gry), z czego 8 w dwóch ostatnich dogrywkach, a do tego dołożył aż 26 zbiórek. Dzięki jego dominacji pod koszami, Jazz zebrali w sumie 12 piłek więcej niż Mavs. Hayward miał 24 punkty, Harris 23, a Millsap 16, z czego 12 od czwartej kwarty.

W drużynie z Dallas rewelacyjnie zagrał Nowitzki, na swoim koncie miał 40 punktów (50%), 9 zbiórek i 6 asysty. A najlepiej wspierał go Terry z dorobkiem 27 punktów (14 w dogrywkach). To jednak nie wystarczyło. Mavs w trzeciej dogrywce mieli już trochę mniej sił niż gospodarze, ale trzeba pamiętać, że oni dzień wcześniej grali w Los Angeles i tam też mecz przedłużył się o dogrywkę.

Po tej porażce Mavs spadli na siódme miejsce i zostali wyprzedzeni przez Nuggets.

Po wygraniu dwumeczu z Rockets, Nuggets mają 2 mecze przewagi nad walczącymi o ósemkę Rockets i Suns, co w tym momencie daje im bardzo duże szanse na występ w playoffs. Choć nadal jeszcze nie mogą być tego pewni. Rywalizacja na zachodzie jest tak wyrównana, że Nuggets mogą jeszcze równie dobrze awansować na piątą pozycję, co wypaść poza ósemkę. Tym bardziej, że w 5 ostatnich meczach tylko na sam koniec spotkają się z drużyną mającą ujemny bilans (Wolves).

Clippers w playoffs, Thunder tracą pozycję lidera
W meczu na szczycie konferencji zachodniej Clippers zupełnie zniszczyli Thunder. Zatrzymali ich na zdobyczy 77 punktów, podczas gdy w poprzednim meczu z Wolves Kevin Durant i Russell Westbrook sami mieli 78 punktów. Wczoraj obaj gwiazdorzy gości zagrali fatalnie. Durant miał co prawda 24 punkty, ale aż 19 z nich zanotował w pierwszej połowie. W drugiej trafił tylko jeden ze swoich 8 rzutów, kończąc mecz ze skutecznością 38.9%, w tym 0/7 za trzy. Westbrook grał jeszcze gorzej i został upokorzony przez Chrisa Paula w pojedynku rozgrywających. W cały meczu miał tylko 9 punktów, a wszystkie z nich zdobył już w pierwszej kwarcie. Jego skuteczność z gry wyniosła 25%, poza tym miał 3 zbiórki i 3 asysty, a także 5 strat.

Clippers po pierwszej połowie przegrywali 9 punktami, ale drugą wygrali różnicą 24. Przez te drugie 24 minuty pozwolili Thunder zdobyć ledwie 25 punktów (29% z gry). Chris Paul zanotował 12 punktów i 10 asyst, Blake Griffin miał 17 punktów, 11 zbiórek i 6 asyst, a wchodzący z ławki Nick Young dołożył 17 punktów trafiając 7 z 10 rzutów.

Ta wygrana daje Clippers pewne miejsce w playoffs. Po raz pierwszy od 2006 roku zagrają w fazie posezonowej. Mają też już znaczną przewagę nad Grizzlies, która wynosi obecnie 2 i pół meczu. Są na pewnej czwartej pozycji, ale nadal też są tylko mecz za Lakers i mogą jeszcze marzyć o mistrzostwie dywizji.

Jeśli Thunder zakończą rozgrywki na pierwszej pozycji, a Clippers na czwartej, mogą oni spotkać się w drugiej rundzie playoffs i byłby to z pewnością niezwykle ciekawy pojedynek. Ale na początek Thunder musieliby wygrać zachód, a po tej porażce w LA spadli na drugie miejsce. Wyprzedzili ich Spurs, którzy wczoraj łatwo rozprawili się z Warriors.

Sixers na granicy playoffs
Magic po raz kolejny grali bez Dwighta Howarda, do tego nieobecni byli również Hedo Turkoglu i Glen Davis, ale udało im się pokonać Sixers. Do zwycięstwa poprowadził ich Ryan Anderson, zanotował 26 punktów i 16 zbiórek. Dobrze spisał się też rezerwowy Earl Clark, który miał 14 punktów i 11 zbiórek, co dało mu pierwsze double-double w karierze. Natomiast zastępujący Howarda w pierwszej piątce Daniel Orton zaliczył po 6 punktów i zbiórek.

Magic pozostają na szóstej pozycji za Hawks. Hawks wczoraj pokonali Raptors i nadal mają taki sam bilans jak ekipa z Orlando.

Dla Sixers była to druga porażka z rzędu, a już 6 w ostatnich 8 meczach. W tym momencie mają taki sam bilans jak Knicks i znajdują się na ósmej pozycji w tabeli. Do dziewiątych Bucks mają 2 mecze przewagi, ale biorąc pod uwagę to w jakiej są formie, prawdopodobnie do ostatniego spotkania będą walczyć o awans do playoffs. Swój przedostatni mecz w tym sezonie będą grać właśnie z Bucks i to może dopiero wtedy dowiemy się kto zajmie ósmą pozycję. Póki co Sixers rozpoczęli właśnie serię 3 spotkań w 3 dni, dzisiaj grają u siebie z Pacers, a później jadą do Cleveland. Ten mecz z Pacers będzie ich ostatnim na własnym parkiecie, rozgrywki zakończą 5 meczami na wyjeździe. Nie jest to komfortowa sytuacja dla drużyna walczącej o utrzymanie się w ósemce i dlatego też jeszcze wszystko może się zdarzyć.

Stat line: LeBron James 37 punktów (57.9% z gry), 7 asyst, 6 zbiórek i 2 przechwyty

Mecz na ‘szczycie’
Do Charlotte przyjechali wczoraj Hornets i mecz dwóch najgorszych drużyn obu konferencji spełnił pokładane w nim oczekiwania. Tak jak można było się spodziewać, był to straszny mecz na bardzo niskim poziomie. Obie drużyny zdobyły łącznie 142 punkty trafiając 32% swoich rzutów z gry. Natomiast największy popis swoich umiejętności obie drużyny zaprezentowały w trzeciej kwarcie, kiedy zdobyły łącznie 20 punktów trafiając 15.4% rzutów z gry. Niesamowite. Pokazali co potrafią.

Ten emocjonujący pojedynek wygrali ostatecznie Hornets i była to już ich 4 wygrana z rzędu. Tymczasem Bobcats ponownie potwierdzili, że nie mają sobie równych jeśli chodzi o tytuł najgorszej drużyny ligi. Ustanowili swój nowy rekord klubu przegrywając po raz 17 z rzędu. Brawo.

A jeśli drużyna z Charlotte nie wygra w tym sezonie już żadnego meczu, uzyskają najniższy procent zwycięstw w historii ligi. Nie dość, że i tak są już pewni, że będą mieć największe szanse na jedynkę w drafcie, to jeszcze mogą zapisać się w historii.

Hornets szanse na numer jeden będą mieć nieco mniejsze, ale mimo tych 4 ostatnich wygranych nadal są trzecią najgorszą drużyną, tak więc też mogą liczyć, że los się do nich uśmiechnie i będą mogli wybrać Anthony’ego Davisa. Poza tym, trzeba pamiętać, że Hornets mają też pick Wolves, którzy bardzo stają się, aby był to wysoki numer i wczoraj przegrali po raz 10 z rzędu. Dzięki temu Hornets nawet jeśli nie wylosują jedynki to i tak będą mieć dwa bardzo wysokie numery.


NBA

Kategoria: NBAcodziennie - Tagi: al jefferson, bobcats, clippers, dirk nowitzki, hornets, jazz, kevin durant, lebron jams, Magic, marcin gortat, mavs, paul millsap, rockets, russell westbrook, sixers, suns, thunder
« Older Entries

4kwarta NEWS

  • NBA playoffs Top 5 (22.05)
  • NBA playoffs Top 5 (21.05)
  • NBA playoffs Top 5 (20.05)
  • NBA playoffs Top 5 (17.05)
  • NBA playoffs Top 5 (16.05)
  • NBA playoffs Top 10 (15.05)
  • Small Market, Big Heart
  • NBA playoffs Top 5 (14.05)
  • Przed drugą rundą – zachód
  • NBA playoffs Top 5 (13.05)
  • NBA playoffs Top 5 (12.05)
  • Przed drugą rundą - wschód

Blog

  • NBAcodziennie
  • Archeobasketologia
  • Power Ranking
  • NCAA
  • Podcast
  • TRADE RUMORS
  • Airball spod kosza
  • NCAA od podstaw
  • Skarb Kibica NBA 2011/12
  • Overtime
  • Archiwum

Warto przeczytać

  • Airball spod kosza: Lavoysanity
  • Idzie lato czas na zmiany
  • Airball spod kosza: 44 mecze pierwszej rundy
  • Smaczki i krzaczki – pierwsza runda
  • O Drafcie, NCAA i limicie wiekowym
  • Airball spod kosza: Mistrzowie na wakacjach, myślą o przyszłości
  • Przygotowania Olka Czyża do Draftu
  • Rookie Ranking vol.4
  • Nagrody 4kwarty za sezon 2011/12
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: straty

Podcasty

  • Krajobraz po pierwszej rundzie
  • Dźwiękowe podsumowanie rozgrywek
  • Przed Sweet 16
  • Podsumowujemy własnymi słowami
  • pozostałe podcasty

W halach NBA (galeria)

Wyniki

Dołącz do nas

Współpraca

Linki

  • about NCAA
  • MVP Magazyn
  • NBA & NCAA na DVD
  • PolskiKosz.pl
  • RotoStrefa. Nasz Punkt Widzenia.
  • Sport24.pl
  • Typy NBA
  • widziane z półdystansu
  • wyniki na żywo

Szukaj

buttony

blog Czwarta Kwarta - to co najważniejsze o NBA Cavs.e-nba.pl - serwis poświęcony Cleveland Cavaliers Daveknot Enbiej.pl - NBA, koszykówka HORNETS.PL IVERSON.probasket.pl Nasz Kosz NBA Every Day - NBA, NCAA, koszykówka NBAonline Denver Nuggets poprostubasket.bloog.pl – Koszykarski blog Slamdunk League ToplistaNBA Typer - zabawa bukmacherska Wysoko nad obręczą – Koszykówka w szerokiej perspektywie Zawsze po pierwsze Koszykówka

EvoLve theme by Theme4Press  •  Powered by WordPress Czwarta-Kwarta.com
to co najważniejsze o NBA

Switch to our mobile site