• Strona główna
  • 4kwarta News
  • Skarb Kibica 11/12
  • Redakcja
  • Współpraca
  • Archiwum
  • TRADE RUMORS

Kategoria: NBA 11/12

Comeback i buzzer-beater Wolves

lut23
2012
Dodaj komentarz Adam Szczepański

W Minneapolis gospodarze rozegrali fantastyczną czwartą kwartę, zanotowali imponujący comeback i zapewnili sobie zwycięstwo równo z końcową syreną.

Jeszcze na nieco ponad 9 minut przed końcem, Jazz prowadzili różnicą 16 punktów. Przez całe spotkanie utrzymywali pewne prowadzanie i wydawało się, że w tym meczu już nic nadzwyczajnego się nie wydarzy. Do tego, Kevin Love i Ricky Rubio spisywali się słabo, tak więc nie byli w stanie odmienić losów spotkania. Na szczęście dla Wolves, mogli oni liczyć na swoich zawodników drugiego planu. Na początku do ataku ruszyli JJ Barea i Luke Ridnour, a później dołączył do nich Derrick Williams. I to właśnie dzięki tej trójce, gospodarze zdołali odrobić straty. W sumie, w czwartej kwarcie zdobyli oni aż 32 z 35 punktów całej drużyny, o 11 więcej niż cały zespół Jazz.

Do remisu doprowadzili na 56 sekund przed końcem, po akcji and1 Williamsa. Chwilę później ponownie stanął on na linii rzutów wolnych i wyprowadził Wolves na prowadzenie. Kiedy na zegarze pozostawało już tylko 7 sekund, Al Jefferson trafił rzut nad Love’m i doprowadził do remisu. Ostatnie słowo należało jednak do Wolves. Trener Adelman rozrysował akcję, którą miał kończyć Barea. Obrońcy Jazz jednak skutecznie go zatrzymali, dlatego też Barea znalazł wolnego Ridnoura, który wszedł pod kosz, rzucił nad Jeffersonem i…

Wygrali mecz, przegrywając na początku czwartej kwarty 16 punktami. To był największy comeback w wykonaniu Wolves od 1997 roku.

Barea miał ostatecznie 22 punkty, co jest jego rekordem sezonu. Wyrównał też swój rekord kariery pod względem liczby celnych rzutów za trzy, których miał 5. W czwartej kwarcie zdobył 12 punktów trafiając 3/3 za trzy. Ridnour zanotował 17 punktów, z czego 11 w ostatniej kwarcie. Natomiast Williams w czwartej kwarcie miał  9 punktów i 6 zbiórek, a w sumie odpowiednio 13 i 9.

Dla Wolves to był ostatni mecz przed przerwą na All-Star Game. I po raz pierwszy od sezonu 2004/05 udają się na tą przerwę nie mając ujemnego bilansu. Mają na swoim koncie 17 zwycięstw i 17 porażek. Warto przypomnieć, że 17 wygranych zanotowali w całym poprzednim sezonie.

Tymczasem Love ostatecznie zaliczył double-double, ale było one minimalne, 10 punktów i tyle samo zbiórek. Do tego, spudłował 11 z 14 rzutów. Rubio też nie miał udanego meczu, 6 asyst i 6 strat.

W drużynie z Salt Lake City najlepiej zaprezentował się Paul Millsap, który miał 25 punktów i 9 zbiórek. Chociaż w czwartej kwarcie nie był w stanie uchronić Jazz przed porażką i zdobył tylko 4 punkty.


Kategoria: NBAcodziennie - Tagi: jazz, jj barea, kevin love, luke ridnour, wolves

Game-winner Ellisa, porażka Suns

lut23
2012
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Pod koniec drugiej kwarty Suns przegrywali już różnicą 21 punktów, ale w drugiej połowie powoli zaczęli odrabiać straty. Na niespełna 4 i pół minuty przed końcem spotkania wreszcie udało im się doprowadzić do remisu i byliśmy świadkami bardzo wyrównanej walki w ostatnich minutach. Jednak w tych decydujących akcjach, to zawodnicy Warriors okazali się lepsi. Mogli liczyć na Montę Ellisa. Mimo bardzo dobrej obrony ze strony Granta Hilla, Ellis zdołał trafić na sekundę przed końcem, wyprowadzając swoją drużynę na prowadzenie. Chwilę później Channing Frye spudłował za trzy i było po meczu.

Trzeba przyznać, że ten game-winner był naprawdę niesamowity, Hill zmusił Ellisa do trudnego rzutu, a on i tak trafił

Suns przegrali przede wszystkim przez fatalny początek. Po pierwszej kwarcie było 39-22 dla drużyny gości. Suns pozwolili swoim rywalom w tym czasie trafić aż 60% rzutów z gry. Przez to, później już przez resztę spotkania musieli gonić Warriors. Ostatecznie ich dogonili, ale już nie byli w stanie zapewnić sobie zwycięstwa. Alvin Gentry był bardzo niezadowolony z postawy swoich zawodników na początku tego spotkania:

„I’m disgusted with the way we played and I’m disgusted with the fact that we got a chance to enter the break on something upbeat and positive and instead we just walk through the first 10 minutes of the game.”

Suns tak naprawdę zaczęli grać dopiero po przerwie i wtedy też rozpoczęło się odrabianie strat. W tym comebacku swój znaczący udział miał Marcin Gortat. Na boisku spędził całą druga połowę, przez te 24 minuty zdobył 17 punktów (7/9 z gry) i zebrał 12 piłek. W czwartej kwarcie miał 8 punktów i był bezbłędny trafiając wszystkie swoje 4 rzuty. W sumie, trafił 6 ostatnich swoich rzutów w tym meczu. Bardzo dobrze grał wtedy również Fyre, który po przerwie zdobył 20 ze swoich 22 punktów. Niestety jego ostatni rzut nie wpadł do kosza (zresztą zza łuku wczoraj nie szło mu przez cały mecz i ostatecznie trafił tylko 2 trójki na 8 prób).

Gortat zakończył mecz mając na swoim koncie 21 punktów (69.2% z gry), 15 zbiórek (5 w ataku), asystę, przechwyt i blok. Przedłużył swoją najdłuższą w karierze serię meczów z dorobkiem co najmniej 20 punktów do 4. Natomiast po raz 3 z rzędu miał skuteczność na poziomie co najmniej 60%. Poza tym, już po raz 3 w ciągu ostatnich 4 spotkań zanotował statystyki na poziomie 20-15. W ostatnim czasie gra naprawdę rewelacyjnie. Szkoda, że tylko 2 z tych 4 jego świetnych występów przełożył się na zwycięstwa.

Wczoraj słabsze spotkanie rozegrał Steve Nash. Zdobył tylko 7 punktów, miał 9 asyst i 5 strat. Tym samym, zakończył serię 10 kolejnych spotkań, w których zaliczył co najmniej 10 asyst.

Dla Warriors była to druga wygrana z rzędu i druga, którą zapewnili sobie na samym finiszu. Po raz kolejnych ich najlepszym zawodnikiem był Ellis. Nie tylko trafił game-winnera, ale też był ich najlepszym strzelcem i podającym. Miał 26 punktów i 6 asyst. 17 ze swoich punktów zdobył w drugiej połowie, kiedy musiał wziąć na siebie ciężar prowadzenia zespołu pod nieobecność Stephena Curry’ego.

Curry po raz kolejny doznał kontuzji i został wykluczony z gry po zaledwie 10 minutach. Była to znacząca strata dla gości, bo to w dużej mierze dzięki niemu, tak dobrze rozpoczęli to spotkanie (zdobył 9 punktów).

Na szczęście dla Warriors, poza Ellisem bardzo dobrze spisali się także David Lee (22 punkty) i Dorrell Wright (23 punkty). Warto dodać, że Wright trafił wczoraj 7 z 11 rzutów, podczas gdy w dwóch poprzednich meczach zanotował 0/13 z gry.


Kategoria: NBAcodziennie - Tagi: channing frye, marcin gortat, monta ellis, stephen curry, steve nash, suns, warriors

Zamieszanie w LA

lut22
2012
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Po wygranym meczu z Blazers, Kobe Bryant i Derek Fisher zebrali swoich kolegów w szatni. Takie spotkania zawodników przeważnie organizuje się po dotkliwych porażkach, abo serii kolejnych niepowodzeń, kiedy gracze muszą sobie wyjaśnić co się dzieje, dlaczego nie wychodzi im współpraca. Natomiast spotkanie po zdecydowanej wygranej, kiedy zatrzymali swoich rywali na 7 punktach w pierwszej kwarcie, było dość nietypowe. Wydawałoby się, że Lakers nie mają w tym momencie problemów, które muszą sobie wyjaśnić. Może na boisku ich nie mieli, ale w LA już od dłuższego czasu panuje duże zamieszanie. Dlatego liderzy Lakers chcieli dać swoim kolegom wyraźny sygnał, aby skupili się na grze, a nie na tym co dzieje się w klubie, co słyszą w mediach.

Oczywiście chodzi przede wszystkim o spekulacje transferowe związane z Lakers, a zwłaszcza te dotyczące Pau Gasola. Rozpoczęły się one już przed sezonem, kiedy NBA zablokowała wymianę Chrisa Paula, w ramach której Gasol miał trafić do Houston. Od tamtego momentu nieustannie jego nazwisko wymieniane jest w różnych plotkach transferowych, a jako że zbliża się trade deadline, spekulacje się nasilają. Gasol zdaje sobie sprawę, że w każdym momencie może zostać oddany do innego klubu i przyznaje, że ma to na niego wpływ. Jak na razie na szczęście nie wpływa to negatywnego na jego grę, ale psychicznie Gasol coraz bardziej to odczuwa. Stara się tym nie przejmować, ale jest to trudne, gdy co chwilę słyszy o jakimś nowym scenariuszu możliwej wymiany. Tym bardziej, że nie ma kontaktu z generalnym managerem i nie wie tak naprawdę, jakie są plany władz drużyny.

Za Gasolem wstawił się ostatnio Bryant, który powiedział, że władze klubu powinny jak najszybciej podjąć decyzję w sprawie przyszłości Hiszpana. Kobe uważa, że ta przedłużająca się niepewność źle wpływa na zespół. Dodał też, że chciałby, żeby Pau został w LA, ale w tej sprawie nie zamierza naciskać na GM’a, to on podejmuje decyzję. Kobe naciska tylko na to, żeby jak najszybciej ta sytuacja została wyjaśniona.

Lakers jednak nie spełnią oczekiwań swojego lidera i prawdopodobnie do samego trade deadline nie podejmą żadnych decyzji. Dlatego też możemy przygotować się na jeszcze ponad 3 tygodnie spekulacji transferowych.

Ta obecna sytuacja, niepewność i brak informacji, wynika przede wszystkim z bałaganu jaki panuje we władzach klubu. Odkąd w LA rządzi Jim Buss, syn właściciela, Lakers nie są już jedną z najlepiej zarządzanych drużyn w lidze. Wręcz przeciwnie. Sytuację w LA opisał ostatnio Ken Berger z CBSSports.

Jim Buss przed tym sezonem przede wszystkim pozbył się z klubu ludzi związanych z Philem Jacksonem. Dlatego też chociażby nowym trenerem Lakers nie miał szans zostać Brian Show, były asystent Jacksona, którego Kobe widział na stanowisku head coacha. Obecne władze Lakers chcą zupełnie odciąć się od wszystkiego, co było związane z Philem. Nawet Jeanie Buss (partnerka życiowa Jacksona), która w klubie pełni bardzo ważną funkcję Executive Vice President of Business Operations, w tym sezonie bardzo rzadko pojawia się na trybunach Staples Center. Sama przyznaje, że w drużynie wiele się zmieniło i jest to dla niej trudna sytuacja, do której stara się dostosować.


Ale też przy okazji Jim pozbył się wielu zasłużonych dla Lakers specjalistów, którzy pracowali w klubie od wielu lat. Pracę stracił między innymi asystent generalnego managera, equipment manager i właściwie wszyscy skauci. Tymczasem ich miejsca zajęli członkowie rodziny Buss i  koledzy Jima. Niektórzy nawet nigdy wcześniej nie mieli do czynienia z profesjonalnym sportem. Jednym z nowych skautów jest między innymi Charles Osborne, były barman, który od wielu lat przyjaźni się z Jimem. Wygląda na to, że teraz bardziej we władzach Lakers liczą się znajomości niż umiejętności.

Generalny manager Mitch Kupchak musiał mocno walczyć o zachowanie swojej autonomii, ale według źródeł z klubu, jest w tym momencie osamotniony i nie ma dużego zaplecza. Pracuje teraz w bardzo trudnych warunkach, nie tylko nie ma swoich ludzi, ale też nie do końca wiadomo, kto w klubie za co odpowiada. Poza tym nie może działać samodzielnie, bo wszystkie decyzje kadrowe musi konsultować z Jimem.

Mówiąc w skrócie, we władzach Lakers panuje teraz duży burdel i to właśnie ta sytuacja zmusiła Bryanta do ostatnich wypowiedzi. Według osoby z jego otoczenia, jeśli Kobe decyduje się wypowiedzieć publicznie w takiej sprawie, jak ewentualny transfer Gasola, to znaczy, że dzieje się źle. Oznacza to, że Bryanta nikt z władz klubu nie informuje co się dzieje, jakie Lakers mają plany. Nikt z nim nie rozmawia, dlatego zamiast załatwiać takie sprawy za kulisami, Kobe i Kupchak kontaktują się przez media.

Ale już przy okazji transferu Lamara Odoma było widać, że władze klubu nie funkcjonują jak należy. Odom był bardzo niezadowolony, że Lakers chcieli go wysłać do Nowego Orleanu za Paula i zarządza wymiany. Zabrakło wtedy komunikacji na linii władze klubu – zawodnik i również teraz jej brakuje. W rezultacie, Lakers bardzo szybko oddali Odoma do Mavs. Pozbyli się jednego ze swoich czołowych zawodników i nie dostali nic w zamian. Trener Mike Brown dowiedział się o tej wymianie dopiero po fakcie. Natomiast później nikt nie wyjaśnił Brownowi i Bryantowi dlaczego zdecydowali się na taką wymianę i jakie są ich dalsze plany. Może trener i lider zespołu nie powinni się mieszać w kompetencje managera, ale gdy dokonuje się tak kluczowej zamiany w składzie, chyba dobrze byłoby się skonsultować, albo chociaż poinformować ich, jakie ruchy zamierza podjąć GM, aby drużyna nadal liczyła się w walce o tytuł.

Dlatego też zrozumiałe jest niezadowolenie Braynta z obecnej sytuacji. Jest liderem tej drużyny od wielu lat i powinien wiedzieć jakie są plany władz klubu. Ma już 33 lata i coraz mniej czasu na zdobycie upragnionego 6 tytułu. Teraz nie może już sobie pozwolić na stracenie sezonu, w każdym musi chociaż mieć szansę na walkę o mistrzostwo. Tymczasem władze drużyny wcale nie ułatwiają mu zadania. Lakers w tym momencie są drużyną znacznie słabszą niż w ostatnich latach i do trade deadlinie mają czas, aby to zmienić i wzmocnić skład.

Na ten moment nie wygląda to dobrze, ale może Kupchak ponownie nas zaskoczy (o ile Jim Buss mu nie przeszkodzi) i tak jak w 2008 dokona transferu, który spowoduje, że Lakers znowu staną potęgą. I może ponownie będzie to wymiana z udziałem Gasola, tyle tylko, że teraz powędruje on w odwrotnym kierunku.


Kategoria: Artykuły, Lakers - Tagi: jim buss, kobe bryant, lakers, mitch kupchak, pau gasol

NBAcodziennie (21.02)

lut22
2012
2 komentarzy Adam Szczepański

♦ Kyrie Irving znowu zapewnił swojej drużynie zwycięstwo, fantastycznie grając w końcówce spotkania. W ekipie z Detroit kroku starał mu się dotrzymać Brandon Knight. Poza tym, warto jeszcze zwrócić uwagę na osiągnięcia Grega Monroe, który wczoraj ustanowił swój rekord kariery pod względem asyst – 19 punktów, 11 zbiórek, 7 asyst i 3 przechwyty.

♦ Blazers wykorzystali osłabienie Spurs i zniszczyli ich różnicą 40 punktów.

♦ Heat wygrali po raz 7 z rzędu pewnie pokonując u siebie Kings. Teraz to oni mają najdłuższą serię zwycięstw w lidze. Dwyane Wade zdobył 30 punktów (68.8%) i zaliczył 10 asyst. Po raz 11 z rzędu miał skuteczność na poziomie co najmniej 50% i tym samym wyrównał najdłuższą taką serię w swojej karierze. Tymczasem Chris Bosh zakończył swoją najdłuższą w karierze serię meczów ze skutecznością nie wyższą niż 40%, która trwałą 5 spotkań. Wczoraj trafił połowę swoich rzutów i zdobył 20 punktów, a do tego dołożył 10 zbiórek. 20 punktów miał również Mario Chalmers, natomiast LeBron James zaliczył ich 18 i 8 asyst.

W drużynie z Sacramento trzech zawodników miało ostatecznie ponad 20 punktów, a najwięcej zdobył Isaiah Thomas, który z meczu na mecz coraz bardziej się rozkręca.

♦ Roy Hibbert rozegrał jeden ze swoich najlepszych meczów w karierze i pomógł Pacers pokonać Hornets po dogrywce. Center gospodarzy zdobył 30 punktów (64.7% z gry), co jest jego nowym rekordem kariery. Warto dodać, że wcześniej w tym sezonie tylko dwa razy udało mu się osiągnąć poziom 20. Na swoim koncie miał jeszcze 13 zbiórek, z czego aż 7 na atakowanej tablicy (tyle samo co cała drużyna Hornets), a także 3 bloki. Ostatecznie każdy z zawodników pierwszej piątki Pacers zanotował co najmniej 14 punktów.

Do dogrywki doprowadził Trevor Ariza trafiając na 5 sekund przed końcem czwartej kwarty. Ale już w doliczonym czasie gry Pacers nie dali szans swoim rywalom. Dogrywkę rozpoczęli serią 13-2 i przesądzili o swojej wygranej. Była to dopiero ich pierwsza wygrana w meczu, w którym stracili ponad 100 punktów.

♦ Grizzlies świetnie rozpoczęli mecz z Sixers i już po pierwszej kwarcie prowadzili różnicą 20 punktów. Ale podobnie jak wcześniej w spotkaniach z Nuggets i Warriors, pozwolili rywalom odrobić większość strat. To ostatnio typowy przebieg meczów Grizzlies. Już pod koniec drugiej kwarty Sixers tracili tylko 3 punkty. Jednak wczoraj na tym się skończyło i po przerwie gospodarze kontrolowali już przebieg spotkania, zapewniając sobie pewną wygraną. Bardzo dobry mecz rozegrał Marc Gasol, któremu tylko 3 asyst zabrakło do triple-double: 15 punktów, 14 zbiórek, 7 asyst i 5 przechwytów.


Kategoria: NBAcodziennie - Tagi: blazers, cavs, dwyane wade, greg monroe, grizzlies, heat, isiah thomas, kyrie irving, marc gasol, pacers, roy hibbert, sixers

Blazers rozjechali Spurs

lut22
2012
3 komentarzy Adam Szczepański

W poniedziałek Blazers zostali upokorzeni w Los Angeles. Gospodarze zatrzymali ich na zaledwie 7 punktach przez pierwsze 15 minut spotkana. Ostatecznie nie było wcale aż tak źle i Blazers zakończyli mecz mając ich 93, ale to nie zmienia faktu, że była to dla nich kolejna bolesna porażka. W związku z tym trener McMillan postanowił dokonać kolejnej zmiany w wyjściowym składzie i po tym jak ostatnio wstawił do piątki Nicolasa Batuma, teraz wymienił rozgrywającego. Raymond Felton rozgrywa najgorszy sezon w swojej karierze i już od dawna mówiło się, że może zostać przesunięty na ławkę. Wczoraj w końcu to się stało. W pierwszej piątce na jedynce pojawił się Jamal Crawford. Co prawda nie jest on typowym playmakerem, ale przy fatalnej grze Feltona i tak wydaje się być dużo lepszym rozwiązaniem.

Ta zmiana przyniosła  niesamowite efekty. W Los Angeles po pierwszych 15 minutach mieli tylko 7 punktów, natomiast w spotkaniu ze Spurs już w pierwszej kwarcie zdobyli aż 41. Crawford w tym czasie trafił wszystkie swoje 4 rzuty za trzy, zanotował 15 punktów, a do tego dołożył jeszcze  5 asyst i 4 zbiórki. Blazers byli zupełnie inną drużyną niż dzień wcześniej i absolutnie zdominowali swoich rywali, przerywając ich imponującą serię 11 zwycięstw…

No dobra, pięknie to wygląda, ale prawda jest taka, że Blazers rozegrali tak imponujące spotkanie ponieważ grali z rezerwami Spurs. Trener Popovich postanowił dać odpocząć swoim gwiazdom, dlatego Tim Duncan i Tony Parker przesiedzieli całe spotkanie na ławce. Poza tym, nie grali też kontuzjowani Manu Ginobili i Tiago Splitter, a Matt Bonner, który w poprzednim meczu miał 20 punktów, spędził na parkiecie tylko 6 minut. Nic więc dziwnego, że gospodarze w Rose Garden tak ich roznieśli.

W efekcie, Spurs zakończyli swoją serię 11 zwycięstw z rzędu 40-punktową porażką. Jest to ich najwyższa porażka w erze Duncana, ostatni raz przegrali tak wysoko w Chicago w marcu 1997, kiedy było 111-69 dla Bulls.

Przeważnie gdy drużyna ma tak imponującą serię zwycięstw, jaką ostatnio zanotowali Spurs, stara się ją utrzymać jak najdłużej i mało który trener zdecydowałby się w tej sytuacji posadzić swoich dwóch najważniejszych zawodników na ławce. To mógł zrobić tylko Popovich. Dla niego najważniejsze było, aby dać swoim zawodnikom odpocząć. Spurs rozgrywali 3 mecz w ciągu 4 dni, to było ich drugie spotkanie back-to-back i trener nie chciał narażać zdrowia swoich gwiazd.

A przecież Popovich mógł przejść do historii. Gdyby Spurs wygrali po raz 12 z rzędu, byłaby to już jego piąta taka seria w karierze. Zostałby dopiero trzecim trenerem w historii NBA (pozostali dwaj to Phil Jackson i Red Auerbach), który zaliczył 5 oddzielnych co najmniej 12-meczowych serii zwycięstw. Ale to nie miało znaczenia dla Gregga. W końcu nie długość jednej serii zwycięstw decyduje o ostatecznej pozycji w tabeli i późniejszym sukcesie w playoffs. Jeśli można, lepiej oszczędzać swoich zawodników.

Ale w związku z tym Spurs musieli pogodzić się z dotkliwą porażką. Blazers chcieli sobie poprawić nastroje po ostatnich słabszych występach i wykorzystali osłabienie rywali. Byli dla nich bezlitośni i prowadzili już nawet różnicą 48 punktów, aż siedzący na ławce Duncan i Parker już mogli patrzeć na to, co dzieje się na boisku.


Ostatecznie gospodarze zdobyli 137 punktów ze skutecznością 59.3%, z czego za trzy trafili 53.6% swoich rzutów. Tymczasem goście zakończyli spotkanie z dorobkiem 97 punktów, które zanotowali ze skutecznością 38.1%.

W drużynie Blazers właściwie każdy rozegrał wczoraj dobre spotkanie. Najlepszym strzelcem był LaMarcus Aldridge, zdobył 21 punktów, a do tego dołożył 7 zbiórek. Crawford miał 20 punktów i 8 asyst. Po 19 punktów zanotowali Batum i Gerald Wallace. Wallace miał też 10 zbiórek i 6 asyst. Nawet Felton zaprezentował się nadzwyczaj dobrze. Wchodząc z ławki grał przez 21 minut, w tym czasie zdobył 16 punktów trafiając między innymi 4 z 8 trójek i zaliczył 4 asyst. Tymczasem głęboki rezerwowy Elliot Williams ustanowił swój rekord kariery mając 17 punktów.

Aż 6 zawodników Blazers miało co najmniej 16 punktów, po raz pierwszy od 1992 roku.

W drużynie gości najlepiej zaprezentował się Kawhi Leonard. Wykorzystał nieobecność gwiazd i rozegrał swój najlepszy mecz w karierze – 24 punkty (64% z gry), 10 zbiórek i 5 przechwytów.


Kategoria: NBAcodziennie - Tagi: blazers, gregg popovich, jamal crawford, lamarcus aldridge, raymond felton, spurs, tim duncan, tony parker

Numer 60 draftu coraz bardziej zadziwia

lut22
2012
2 komentarzy Adam Szczepański

Kings przegrali w Miami i była to już ich 6 porażka z rzędu, podczas gdy wcześniej wygrali 4 z 5 swoich meczów. Pokonali nawet Thunder na własnym parkiecie, ale od tamtego czasu tylko jeden mecz grali w Sacramento, a obecnie są w trakcie 6-meczowej serii wyjazdowej (zakończą ją dzisiaj w Waszyngtonie). A jako, że są drugą najsłabszą drużyną w lidze jeśli chodzi o wyjazdy, ich problemy z wygrywaniem w ostatnim czasie nie mogą dziwić.

Kings grają słabo, ale w ich szeregach coraz bardziej wyróżnia się debiutant Isaiah Thomas. Na początku lutego pisałem już o Thomasie, o tym, że jest wyjątkowym przypadkiem zawodnika wybranego z ostatnim numerem w drafcie. Natomiast w ostatnim czasie jego kariera nabrała jeszcze większego rozpędu (zupełnie inaczej niż w przypadku Jimmera Fredette, który wczoraj cały mecz przesiedział na ławce, a w poprzednim grał tylko 5 minut). Od 4 spotkań za każdym razem zdobywa ponad 10 punktów i zalicza co najmniej 4 asysty, a ostatnio nawet jest graczem pierwszej piątki.

Tydzień temu w Nowym Jorku był nieustannie wygwizdywany, kiedy tylko miał piłkę w rękach. Dostało mu się od kibiców w MSG tylko za to, że imię i nazwisko ma prawie takie samo jak Isiah Thomas, który przez kilka lat niszczył koszykówkę w Nowym Jorku. Kibice nie chcieli zaważyć, że różni ich jedno ‘a’, a do tego, młody rozgrywający Kings nie ma nic wspólnego z byłbym trenerem i GM’em Knicksów. Ale Thomasowi za bardzo to nie przeszkadzało. Zrobił swoje, zdobył 14 punktów i zaliczył 4 asyst. W kolejny meczu w Detroit, gdzie akurat jego nazwisko kojarzy się kibicom bardzo dobrze, po raz pierwszy w karierze rozpoczął mecz w pierwszej piątce. Tym razem miał 13 punktów i 4 asysty. Natomiast w niedzielę czekał go pojedynek w Cleveland z Kyrie’m Irvingiem. Rywalizacja z pierwszym zawodnikiem ostatniego draftu bardzo go zmobilizowała, w końcu on w tamtym naborze został wybrany jako ostatni. Thomas rozegrał najlepszy mecz w swojej krótkiej karierze i ustanowił swoje rekordy pod względem punktów, asyst i zbiórek. Zdobył 23 punkty (50% z gry), zaliczył 11 asyst, zebrał 8 piłek i dołożył do tego jeden blok. I był nawet bliski zapewnienia Kings zwycięstwa, ale na finiszu musiał jednak uznać wyższość Irvinga. Ostatecznie to numer jeden był górą, ale Thomas też może być bardzo zadowolony ze swojego występu. W dzień draftu byli po na dwóch przeciwległych biegunach, a teraz toczyli bardzo wyrównaną walkę.

Wczoraj w Miami, Thomas ponownie był wyróżniającym się zawodnikiem i ponownie był też najlepszym strzelcem Kings. W drugim meczu z rzędu osiągnął 20 punktów i poprawił swój rekord kariery zdobywając ich 24 (50% z gry). Ale najbardziej imponujące jest to, że aż 20 z nich zanotował w trzeciej kwarcie. Przez te 12 minut trafił 5 z 6 rzutów za trzy i wszystkie 5 wolnych. W tym czasie miał tylko punkt mniej niż Wielka Trójka Heat. Poza tym, całe spotkanie zakończył mając jeszcze 5 asyst i 3 zbiórki.

W tych ostatnich 4 meczach średnie Thomasa wyglądają naprawdę bardzo dobrze: 18.5 punktów, 51% z gry, 6 asyst i 4.5 zbiórek. Nie jest o nim tak głośno jak o Jeremy’m Linie, ale on też jest objawieniem tego sezonu. Jest to kolejny zawodnik, który spisuje zaskakująco dobrze, mimo że przed sezonem wydawało się, że raczej nic nie wniesie do gry swojej drużyny i jeśli już dostanie się do NBA, to większość czasu spędzi siedząc na końcu ławki rezerwowej. A będąc już przy Linie, warto dodać, że w porównaniu z nim, Thomas popełnia znacznie mniej strat. W ostatnich 5 meczach miał w sumie tylko 7 strat, czyli tyle co Lin w jednym.


Kategoria: NBAcodziennie - Tagi: heat, isaiah thomas, kings

Niesamowity Kyrie

lut22
2012
2 komentarzy Adam Szczepański

Kyrie Irving jest naprawdę wyjątkowym zawodnikiem. Debiutuje w NBA, rozegrał dopiero połowę sezonu, a już udowodnił, że jest graczem wielkiego formatu. I nie chodzi tu wcale o jego dobre statystyki, o to, że jest najlepszym strzelcem wśród pierwszoroczniaków. Wielkość Irvinga to przede wszystkim to jakim jest liderem, jak potrafi pociągnąć za sobą drużynę i jak potrafi zapewniać jej zwycięstwa fantastyczną grą w końcówkach.

Już po 27 jego występach na parkietach NBA nie ma wątpliwości, że Irving jest clutch playerem.

W niedzielę w spotkaniu z Knigs trafił dwa decydujące wolne na 0.4 sekundy przed końcem i zapewnił Cavs zwycięstwo. Wcześniej trafiał już game-winnera w starciu z Celtics i kluczowy rzut na finiszu przeciwko obrońcom tytułu. Tymczasem wczoraj rozegrał fantastyczną czwartą kwartę przeciwko Pistons, pomógł Cavs odrobić straty i poprowadził ich do kolejnego zwycięstwa.

Po pierwszych trzech kwartach Irving miał na swoim koncie mało imponujące statystyki – 8 punktów, 2/6 z gry i aż 6 strat. Wydawało się, że będzie to jeden z niego najgorszych występów w tym sezonie, jednak w czwartej kwarcie wszystko się zmieniło.

W trzeciej kwarcie Cavs tracili do Pistons 15 punktów, ale jeszcze przed zakończeniem tej części spotkania udało im się odrobić kilka punktów i na ostatnie 12 minut wychodzili mając 11 mniej niż goście z Detroit. Natomiast w czwartej kwarcie sprawy w swoje ręce wziął Irving. Dał swojej drużynie sygnał do ataku trafiając już na samym początku dwa razy za trzy. Na niespełna 6 minut przed końcem po jego podaniu Antawn Jamison dał gospodarzom prowadzenie. Chwilę później Irving ponownie trafił zza łuku, w kolejnej akcji rzucił spod kosza, a w następnej asystował przy punktach Alonzo Gee i Cavs uzyskali 6-punktową przewagę. Pistons później jeszcze doprowadzili do remisu, ale gospodarze już nie pozwolili sobie wyrwać tego zwycięstwa.

W całej czwartej kwarcie Irving zdobył aż 17 punktów trafiając 6 z 9 rzutów z gry, w tym 3/3 za trzy. Do tego dołożył 2 asysty, 3 zbiórki i nie popełnił ani jednej straty. Zagrał fantastycznie, ale trzeba też od razu dodać, że miał świetnie wsparcie od Gee. W dwójkę zdobyli aż 30 z 35 punktów Cavs w czwartej kwarcie (Pistons mieli wtedy 23).

Ostatecznie Irving zanotował 25 punktów, 8 asyst, 5 zbiórek, 2 przechwyty i 2 bloki. Wchodzący z ławki Gee miał 16 punktów i 11 zbiórek (6 w czwartej kwarcie), a najlepszym strzelcem gospodarzy był Jamison z dorobkiem 32 punktów.

4 ze swoich ostatnich 6 zwycięstw, Cavs zawdzięczają Irvingowi i jego fantastycznej grze na finiszu. A przecież to dopiero rookie, który nawet nie skończył jeszcze 20 lat. Niesamowite.

Pistons przez większość meczu prowadzili i wydawało się, że są na najlepszej drodze do wygrania swojego 4 spotkania z rzędu. Ostatecznie musieli jednak uznać wyższość Cavs i ich debiutanta, chociaż w ekipie z Detroit rookie też zaprezentował się bardzo dobrze. Brandon Knight przez większość spotkania wygrywał rywalizację pomiędzy rozgrywającymi z draftu 2011, a zakończył je mając 24 punkty (66.7% z gry) i 3 asysty.

Pierwszoroczniak Pistons nie jest takim finiszerem jak Irving, ale też spisuje się bardzo dobrze i zdarzają mu się imponujące występy. Niedawno w meczu z Kings poprowadził Pistons do zwycięstwa zaliczając 23 punkty i 10 asyst. Do tego, nie popełnił żadnej straty przez 39 minut gry. Tym samym jest pierwszym debiutantem od 1999 roku, który miał 20 punktów, 10 asyst i 0 strat. 13 lat temu takim osiągnięciem mógł pochwalić się Steve Francis.


Kategoria: NBAcodziennie - Tagi: Alonzo Gee, brandon knight, cavs, kyrie irving

NBAcodziennie (20.02)

lut21
2012
5 komentarzy Adam Szczepański

♦ Deron Williams zrewanżował się Jeremy’emu Linowi za ich poprzedni pojedynek, który rozpoczął Linsanity. Biorąc pod uwagę jak rozpoczęła się ich rywalizacja, w kolejnych latach możemy być świadkami bardzo interesujących pojedynków na jedynce w derbach Nowego Jorku (jeśli oczywiście D-Will zostanie w Nets, kiedy przeniosą się oni na Brooklyn, a Lin nie wróci do roli głębokiej rezerwy).

♦ Spurs pokonali Jazz i zanotowali 11 wygraną z rzędu. Tymczasem dla ekipy z Salt Lake City była to już 9 porażka w w dotychczasowych 12 meczach, jakie rozegrali w lutym. Nie pomógł im kolejny bardzo dobry występ Ala Jeffersona, który po raz trzeci z rzędu zaliczył statystyki na poziomie 20-10. Miał 20 punktów i 11 zbiórek.

♦ Suns pokonali Wizards i po raz drugi w sezonie wygrali oba mecze rozgrywane back-to-back. Tymczasem Marcin Gortat po raz 3 z rzędu zdobył 20 punktów.

♦ Po ostatnich fantastycznych występach w czwartych kwartach, wczoraj Chris Paul zupełnie nie istniał w najważniejszych minutach meczu i Warriors pokonali Clippers.

♦ 15-15 Ersana Ilasovy nie wystarczyło i Bucks przegrali po raz 6 z rzędu na własnym parkiecie. Magic zapewnili sobie zwycięstw kończąc spotkanie serią 12-4. Dwight Howard ponownie miał imponujące double-double, zaliczył 28 punktów i 16 zbiórek. Natomiast w końcówce kluczową rolę odegrał Ryan Anderson. Nie był to jego najlepszy mecz i ostatecznie miał tylko 9 punktów, ale to jego trójka na 18 sekund przed końcem dała Magic prowadzenie.

♦ Na minutę i 39 sekund przed końcem czwartej kwarty Al Harrington rzutem za trzy doprowadził do remisu. Później już ani Nuggets, ani Wolves nie udało się trafić do kosza i potrzebna była dogrywka, w której obie drużyny kontynuowały niemoc strzelecką. Na przełomie czwartej kwarty i dogrywki obie drużyny przez około 5 minut nie zdobyły punktów, pudłując w tym czasie w sumie 18 rzutów (plus 2 wolne). Tą niemoc przełamał Harrington, który całe spotkanie zakończył mając 31 punktów. W sumie w dogrywce obie drużyny trafiły tylko 4 rzuty z gry na 21 oddanych.

Na 4.9 sekundy przed końcem Nuggets mieli 3 punkty przewagi, a piłka była po ich stronie. Wtedy popełnili duży błąd przy wyprowadzaniu piłki z autu i przechwycił ją Martell Webster. Mógł doprowadzić do kolejnej dogrywki, ale na szczęście dla gospodarzy, popełnił jeszcze większy błąd. Zamiast rzucać za trzy, wszedł pod kosz i zakończył akcję wsadem (sądził, że ktoś go sfauluje i będzie and1). Nie było już czasu na kolejne akcje i Wolves zakończyli swoją serię 3 zwycięstw z rzędu, podczas gdy Nuggets przerwali serię 3 porażek.

♦ Dirk Nowitzki naprawdę wrócił już do swojej normalnej dyspozycji. Wczoraj zdobył 26 punktów i ustanowił swój rekord sezonu zbierając 16 piłek. Poprowadził Mavs do pewnego zwycięstwa z osłabionymi Celtics i awansował do pierwszej dwudziestki najlepszych strzelców w historii NBA. Wyprzedził Roberta Parisha i zajmuje obecnie 20 miejsce. Tymczasem Jason Kidd wyprzedził Michaela Jordana. Zanotował 3 przechwyty i jest teraz drugi na liście najlepiej przechwytujących w historii. Drugie miejsce zajmuje również jeśli chodzi o liczbę asyst.

Celtics grali bez kontuzjowanych Brandona Bassa i Chrisa Wilcoxa, nieobecnego z powodów osobistych  Kevina Garnetta, a także zawieszonego na 2 mecze Rajona Rondo (dostał karę za rzucenie piłką w sędziego w meczu z Pistons). W rezultacie, Celtics nie byli w stanie podjąć walki z gospodarzami, a ostatecznie zdołali zdobyć tylko 73 punkty. Już po raz 3 z rzędu nie przekroczyli granicy 81 punktów, natomiast w ostatnich 7 spotkaniach tylko raz mieli więcej niż 90.

♦ Derrick Rose wrócił do gry po opuszczeniu 5 spotkań i poprowadził Bulls do zwycięstwa z Hawks. Zanotował 23 punkty, 6 asyst i 5 zbiórek. Wreszcie w Chicago mają swojego lidera. Co prawda, Bulls całkiem nieźle radzili sobie pod jego nieobecność, ale w poprzednim meczu, kiedy doznali kompromitującej porażki z Nets było widać, jak go brakuje.

♦ Po niesamowitym meczu ze statystykami na poziomie 50 i 40 punktów, wczoraj Kevin Durant i Russell Westbrook nie dali żadnych szans Hornets. Zdobyli po 31 punktów i zapewnili Thunder 10 zwycięstwo z rzędu na własnym parkiecie.

♦ Rockets przerwali serię zwycięstw Grizzlies. Kolejny bardzo dobry mecz rozegrał Kyle Lowry. W poprzednim spotkaniu z Jazz trafił aż 7 razy za trzy, zdobył 32 punkty i miał 9 asyst. Tym razem zanotował 24 punkty, 9 asyst, 7 zbiórek i 4 przechwyty. Natomiast Kevin Martin, który tydzień temu w Memphis zakończy mecz z zerowym dorobkiem punktów, teraz miał ich 22.

♦ Lakers zupełnie zniszczyli Bazers w pierwszej kwarcie. Przez pierwsze 12 minut spotkania goście z Portland zdołali zdobyć tylko 7 punktów, pudłując 14 z 17 rzutów z gry. Lakers w tym czasie mieli 29 punktów, a po pierwszych minutach drugiej kwarty na tablicy wyników było już 36-7. Gospodarze uzyskali dużą przewagę i do samego końca kontrolowali przebieg tego meczu, chociaż Blazers później grali już dużo lepiej. Kobe Bryant zdobył 26 punktów,  Andrew Bynum zaliczył 14 punktów i 19 zbiórek, a Pau Gasol 16 punktów i 12 zbiórek. Natomiast z ławki świetną zmianę dał Steve Blake, który w drugiej kwarcie trafił wszystkie 4 rzuty za trzy i miał 14 punktów.


Kategoria: NBAcodziennie - Tagi: celtics, chris paul, dirk nowitzki, dwight howard, jeremy lin, lakers, Magic, marcin gortat, martell webster, nets, nuggets, spurs

11 zwycięstwo z rzędu

lut21
2012
2 komentarzy Adam Szczepański

Spurs wygrali po raz 11 z rzędu i są na drugim miejscu konferencji zachodniej.

Który to już raz przed sezonem skazujemy Spurs na porażkę, na to, że się rozsypią i wypadną z czołówki zachodu, a później oni mimo wszystko są jedną z najlepszych drużyn?

Nie przeszkadza im, że są starą drużyną, że przed sezonem właściwie nie dokonali żadnych znaczących wzmocnień, a jeden z ich gwiazdorów stracił większość pierwszej połowy sezonu.   Gregg Popovich po raz kolejny pokazuje jak wybitnym jest trenerem. Potrafi ze swoich zawodników wycisnąć to, co najlepsze. I kiedy wydaje się, że dysponuje za słabym składem, żeby nadal dominować, on udowodnia nam jak bardzo się mylimy. Pod jego wodzą nawet Matt Bonner czy Danny Green są bardzo przydatnymi role playerami. Popovich świetnie wie jak prowadzić swój zespół i wie jak wygrywać. Ale też może liczyć na ogromne wsparcie ze strony swoich liderów.

Tony Parker we wcześniejszych dwóch meczach zanotował 34 punkty i 14 asyst w Toronto, a później 30 punktów i 10 asyst w Los Angeles. Po raz pierwszy od prawie 3 lat miał dwa mecze z rzędu ze statystykami na poziomie 30-10. Natomiast w całej swojej karierze zanotował już 11 takich występów, w których Spurs mają bilans 11-0.

Wczoraj w Salt Lake City ponownie zagrał bardzo dobrze, zdobył 23 punkty (43.8% z gry), a do tego dołożył 11 asyst, 6 zbiórek i 3 przechwyty.

W dotychczasowych 10 meczach w lutym, Parker średnio odnotowywał 25.5 punktów i 8.2 asyst. W całej swojej karierze nie miał jeszcze tak udanego miesiąca.

Tony znowu jest w wielkiej formie i tak jak w finałach 2007, ponownie jest liderem drużyny z San Antonio. A jeszcze nie tak dawno temu mówiło się, że Spurs powinni go wytransferować i rozpocząć przebudowę drużyny…

Również Tim Duncan mający już prawie 36 lat, w ostatnim czasie jakby odmłodniał i prezentuje się znacznie lepiej niż chociażby w poprzednim sezonie. W ostatnim meczu z Clippers wyrównał swój rekord sezonu zbierając 17 piłek, a wczoraj w starciu z Jazz zaliczył 20 punktów (50%) i 7 zbiórek.

Dla TD ten miesiąc także jest nadzwyczaj udany. W lutym ma średnio 16.2 punktów i 10.9 zbiórek. Jest to jego pierwszy miesiąc z statystykami na poziomie double-double od dwóch lat.

W Salt Lake City, Spurs ponownie musieli radzić sobie bez Manu Ginobili’ego, który ledwo co wrócił do gry i znowu doznał kontuzji. Do tego, byli także bez swojego kluczowego rezerwowego Tiago Splittera. Obaj będą poza grą prawdopodobnie przez około 2 tygodnie.

Bez Manu już przyzwyczaili się grać w tym sezonie, natomiast Splittera świetnie zastąpił Matt Bonner, który wchodząc z ławki zdobył 20 punktów (5/6 za trzy), najwięcej w tym sezonie.

Natomiast kluczowe punkty w samej końcówce zdobył Richard Jefferson. Wcześniej przez cały mecz trafił tylko jeden rzut z gry na 5 prób, w tym 3 razy pudłował zza łuku, ale kiedy na 6 sekund przed końcem dostał piłkę w rogu boiska, ręka mu nie zadrżała. Trafił za trzy powiększając prowadzenie Spurs do 5 i przesądzając o ich zwycięstwie.


Kategoria: NBAcodziennie - Tagi: jazz, manu ginobili, spurs, tim duncan, tony parker

Erasnity

lut21
2012
1 komentarz Adam Szczepański

Teraz każdy chce mieć swojego Jeremyu’ego Lina i wystarczy, że ktoś z drugiego szeregu rozegra fantastyczny meczy, żeby od razu porównać go do zawodnika, który jest największym objawieniem tego sezonu. Dlatego też po niesamowitym występie Ersana Ilyasovy przeciwko Nets,  w Milwaukee już zaczęto mówić o Ersanity.

Nie ma wątpliwości, że tamten mecz w wykonaniu Turka był rzeczywiście wybitny, 29 punktów i 25 zbiórek. Pobił swoje rekordy kariery w punktach i zbiórkach, zanotował pierwsze 25-25 dla Bucks od 1976 roku, a do tego, osiągnął je grając tylko 36 minut. Ostatnim zawodnikiem w całej NBA, który zaliczył 25-25 grając tak krótko, był Robert Parish w 1979 roku. I co najważniejsze, Bucks wygrali (co ostatnio nie zdarza im się zbyt często).

Wczoraj w starciu z Magic, Ilyasova ponownie zagrał bardzo dobrze. Miał 15 punktów i 15 zbiórek, z czego aż 9 na atakowanej tablicy.  Jednak tym razem zanotował kiepską skuteczność z gry na poziomie 40%, a Bucks przegrali po raz 6 z rzędu przed własną publicznością. Jest to ich najdłuższa seria porażek w Milwaukee od 2000 roku.

Erasnity (jeśli w ogóle o takim czymś można mówić) nawet w części nie równa się Linsanity. Ale w ogóle nie ma co porównywać tych dwóch zawodników, są oni zupełnie inni, grają na innych pozycjach i zupełnie inaczej toczą się ich kariery. Łączy ich tylko to, że można być pod wrażeniem ich gry.  Te dwa ostatnie mecze w wykonaniu Ersana nie są wyjątkami, on już od dłuższego czasu prezentuje wyśmienitą formę.  Niedawno w meczu z Hornets miał 23 punkty, a nieco ponad tydzień temu w starciu z Magic zanotował 16-17 wchodząc z ławki, natomiast już od 12 meczów nie zszedł poniżej poziomu 5 zbiórek.

W dotychczasowych 11 meczach w lutym jego średnie wynoszą 14.1 punktów i 11.6 zbiórek przez 30.5 minut. Tymczasem w poprzednim miesiącu jego statyki był na poziomie 8 punktów i 7 zbiórek. Nie da się ukryć, że Ersan rzeczywiście się rozkręcił.

Po 31 meczach obecnego sezonu ma na swoim koncie już 10 spotkań z dwucyfrowym dorobkiem zbiórek, Natomiast w 60 meczach poprzedniego sezonu co najmniej 10 piłek zbierał tylko 8 razy.  Obecnie ma też już 6 double-doubles, tylko 2 mniej niż w całych poprzednich rozgrywkach.


Kategoria: NBAcodziennie - Tagi: Bucks, ersan ilyasova
« Older Entries

4kwarta NEWS

  • NBA Top 10 (21.02)
  • Shumpert nie wystąpi w SDC
  • NBA Top 10 (20.02)
  • Znamy uczestników Skills Challenge
  • NBA Top 10 (19.02)
  • NBA Top 5 (18.02)
  • NBA Top 10 (17.02)
  • NBA Top 5 (16.02)
  • Lamar śpiewa, zatkać uszy!
  • Shaq i Barkley wybrali swoje drużyny
  • Shaq i dunk z trampoliny
  • Znamy uczestników SDC

Trade Rumors

ostatni update: 22.02, 11:43
Williams zaprzecza plotkom, Warriors szykują się do transferu, Lakers, Przybilla

CZYTAJ

Partnerzy



NBA

Blog

  • NBAcodziennie
  • Archeobasketologia
  • Power Ranking
  • NCAA
  • Podcast
  • TRADE RUMORS
  • Airball spod kosza
  • NCAA od podstaw
  • Skarb Kibica NBA 2011/12
  • Overtime
  • Archiwum

Warto przeczytać

  • Jezus nie może rzucać inaczej
  • W Halach NBA: Nets-Bulls
  • Zatrzymać Lina
  • Jeszcze raz o Linie
  • Historia Jimmy’ego Butlera
  • Dlaczego Anthony Davis zostanie wybrany z #1
  • Jeremy Lin – z Harvardu do Nowego Jorku
  • Triangle’s not dead
  • Nagrody 4kwarty za 1/3 sezonu
  • Ostatni nie znaczy najgorszy

W halach NBA (galeria)

Reklama

Dołącz do nas

Współpraca

Linki

  • about NCAA
  • Która to kwarta?
  • MVP Magazyn
  • NBA & NCAA na DVD
  • PolskiKosz.pl
  • RotoStrefa. Nasz Punkt Widzenia.
  • Sport24.pl
  • Typy NBA
  • where news happens
  • widziane z półdystansu
  • wyniki na żywo

Szukaj

buttony

Cavs.e-nba.pl - serwis poświęcony Cleveland Cavaliers Daveknot Enbiej.pl - NBA, koszykówka HORNETS.PL IVERSON.probasket.pl michael jordan Nasz Kosz NBA Every Day - NBA, NCAA, koszykówka NBAonline Denver Nuggets poprostubasket.bloog.pl – Koszykarski blog Slamdunk League ToplistaNBA Typer - zabawa bukmacherska Wysoko nad obręczą – Koszykówka w szerokiej perspektywie Zawsze po pierwsze Koszykówka

EvoLve theme by Theme4Press  •  Powered by WordPress Czwarta-Kwarta.com
to co najważniejsze o NBA

Switch to our mobile site