• Strona główna
  • 4kwarta News
  • Market
  • Redakcja
  • Współpraca
  • Archiwum
  • TRADE RUMORS

Tomasz Kordylewski

O Rajonie ciąg dalszy

kwi13
2012
31 komentarzy Tomasz Kordylewski

Po serii artykułów mojego redakcyjnego kolegi przyszła czas na moją odpowiedź, największego fana Rajona Rondo na Czwartej Kwarcie, a może i także w Polsce, choć tego nie zweryfikuje nikt. Karol w głównej mierze zarzuca Rajonowi, że jest przeceniany. Okej, ma do tego prawo, jednak zdecydowanie nie podoba mi się sposób, w który to przedstawia. Mówi także, że Rondo mimo średniej 11,4 asyst nie sprawdza się w roli lidera ofensywy Celtów i że prowadzi ją słabo. Spróbuje odpowiedzieć na te wszystkie zarzuty, tak aby z Czwartej Kwarty nie wiało tylko haterowaniem Rajona, a na sam początek jedynie zaznaczę: Karol wybrał złą drogę, postawił tezę i szuka tylko kolejnych statystyk, tak aby wyszło na jego. Dla mnie to jak szukanie dziury w całym. Rondo gra dobrze, teza obalona przez samego zawodnika.  Ale wracając do zarzutów.

Otóż – i nie jest to moja, ale wielu amerykańskich ekspertów opinia – Rajon Rondo jest w TOP5 rozgrywających tej ligi. Z kolei w mojej opinii zasługuje na stawianie go obok Chria Paula i Steve Nasha, czyli – jak dla mnie – najlepszej trójki rozgrywających w lidze. Mówiąc ściślej: playmakerów (Rose, Westbrook i cała reszta „rozgrywających” odpadają – ta dwójka to zdecydowanie first-score, podczas gdy playmaker to zdecydowanie first-pass). Dlaczego stawiam go tak wysoko? W głównej mierze to przez niesamowicie duże ręce Rajona, które są nieproporcjonalnie duże jak dla gracza o wzroście 185 cm. To właśnie dzięki nim Rondo rozdaje tak wiele podań i do tego większość, śmiem twierdzić, ze 90%, jest po prostu idealnych. Skąd moje twierdzenie? Od dwóch lat nie opuściłem spotkania Celtów. Podania Rajona idealnie trafiają do rąk Paula Pierce’a, Kevina Garnetta czy Ray’a Allena. Sprawdźcie sami – uważnie obserwujcie, że piłka po podaniu RR wpada idealnie w ręce, tak, że pozostaje już tylko oddać rzut. Pod tym względem Rajon jest po prostu najlepszy w lidze.

Stwierdzenie, że Rondo „nabija sobie asysty” na Big Three jest dla mnie po prostu stwierdzeniem śmiesznym. Nikt w lidze nie ma takiego przeglądu pola jak Rajon, mało kto może równać się z nim pod względem basketball IQ. Rondo zawsze wybierze idealną sytuację, zawsze idealnie wykreuje partnera. Przecież to on ma piłkę w większość akcji Celtów i to od niego zależy każda akcja. Czy fakt, że to od niego pochodzi większość podań jest podstawą do twierdzenia, że „nabija” asysty? W takim razie równie dobrze mogę powiedzieć, że asysty „nabija” Steve Nash czy Chris Paul. Steve w sezonach, kiedy zdobywał MVP, wykorzystywał i nabijał asysty m.in. na Stoudemirze. Poza tym szybka ofensywa znaczy więcej posiadań w spotkaniu, to przekłada się na liczbę akcji, a to na duże ilości asyst. Jakby tego było mało Nashowi asysty „nabijała” właśnie ta szybka gra Słońc, bo co to za sztuka podać dziesięć razy do gracza, który na 10 rzutów zza łuku trafi pięć. Podobnie jest z Chrisem Paulem, który także „nabija” sobie asysty – kiedyś pick&rolle z Davidem Westem czy dwójkowe zagrania z Tysonem Chandlerem, teraz wystarczy, że podrzuci piłkę, a do kosza wpakują ją Griffin czy DeAndre Jordan. Stockton do Malone’a – czy to też „nabijanie” asyst?  O wszystkich mógłbym powiedzieć, że „nabijają sobie asyst”, ale fakty są zupełnie inne – cała trójka (CP3, Nash, RR) ma po prostu wokół siebie dobrych graczy i cała trójka kreuje na bardzo wysokim poziomie: potrafi stworzyć dogodną okazję, open-looka czy świetnie dograć do KOGOKOLWIEK. A śmiem twierdzić, że wykonanie podania to 50% punktów, w szczególności że gracz kończący powinien jedynie złożyć się do rzutu czy wsadzić piłkę do kosza. Ułamek sekundy, podanie za mocne, za lekkie – to wszystko ma wpływ na zachowanie zarówno kończącego, jak i obrońcy. Poza tym we wszystkich trzech przypadkach stwierdzenie „nabijania asyst” mija się z celem, bo dla mnie w koszykówce nie „nabija” się niczego. Sporo asyst Rondo rozdaje w szybkich kontratakach. To jednak nie powinno służyć jako argument przeciw niemu, ale z kolei jako wielki plus. Rondo czuje się jak ryba w wodzie, gdy wyprowadza szybką kontrę. Osobiście, podobnie jak wielu komentatorów, sądzę, że Rajon grałby jeszcze lepiej, gdyby miał wokół siebie atletycznych i szybko biegających graczy, w typie Josha Smitha czy Andre Iguodala. W tej chwili ma wokół siebie Wielką Trójkę i większość akcji to ataki pozycyjne.

Karol zarzuca Rondo także to, że nie jest on dobrym liderem ofensywy Celtics. Tutaj zupełnie się nie zgodzę, bo ofensywa Celtów wygląda o niebo lepiej z Rondo, niż bez niego. Mała efektywność spowodowana jest faktem, że wokół niego grają trzydziestokilkulatkowie i większość akcji kończy się rzutem w 15-17 sekundzie akcji (nie znaczy to jednak, że RR nie ma wpływu na akcję, wręcz przeciwnie – to on niczym mały generał dowodzi całą sytuacją na boisku i znajduje najlepsze rozwiązanie). To przekłada się na tzw. pace, czyli liczbę posiadań drużyny w meczu – Celtics zajmują 20. lokatę, mając ich średnio 92.8. Poza tym nie zapominajmy o problemach Celtów na deskach, co również przekłada się na atak – brak zbiórek ofensywnych, brak punktów drugiej szansy. Przez to Boston  ma dopiero 25. miejsce w rankingu efektywności ofensywnej, przez co można uważać, że Rondo – mimo wielkiego wpływu na grę Celtics – tak naprawdę niewiele wnosi w ataku. Błąd. Celtowie zdobywając średnio 0,92 punktu na posiadanie są w tym względzie na 8. miejscu w lidze i dopiero ta statystyka w połączeniu z pace daje prawdziwy obraz ofensywy Celtów. Kontry stanowią 13,6%, z kolei 20,7% stanowią sytuacje spot-up. Bez Rondo offensive rating Celtów wynosi zaledwie 94.95, z nim na parkiecie już 103.02. Ta statystyka pokazuje ile do ofensywy Koniczynek wnosi Rajon Rondo. Jedynym mankamentem Rajona nadal pozostaje scoring, jednak tutaj nikt nie ma wątpliwości. Rodno nie jest i nigdy nie był dobrym shooterem. Można jedynie stwierdzić, że to właśnie przez rzut stawiane są zarzuty, że Rondo jest słabym liderem, ponieważ w głównej mierze to właśnie rzut znacząco osłabia ofensywny wpływ Rondo na grę. Nie można jednak powiedzieć, że RR nie jest liderem Celtów w ofensywie – po dwóch latach oglądania Celtics wiem jak niesamowicie Rajon nią dyryguje. Tutaj nie potrzeba jednak statystyk, wystarczy jedynie spojrzeć na mecz. Bezpodstawne wydają się także argumenty w typie zeszłorocznych playoffs, o tym jak to efektywność Rajona spadła w serii z Miami, po dobrej serii ze słabymi Knicks. Rondo grał przecież z kontuzją łokcia, która normalnie pozostawiałby go poza grą przez ponad miesiąc.

Nie wiem dlaczego, ale akurat tak się składa, że Karol publikuje teksty o Rajonie zaraz po tym, gdy ten znów na przekór Karolowi, w wielkim stylu poprowadzi Celtów do zwycięstwa – 10 punktów, 20 asyst i 10 zbiórek. 6 triple-double w sezonie, dość powiedzieć, że nikt inny nie zaliczył więcej niż jedno. Ktoś powie – co to za wielki styl, jak się ma skuteczność 3/16 z gry? Otóż o tym już wspominałem – Rajon nie jest shooterem, więc dla nikogo taka skuteczność zaskoczeniem być nie powinna, zdarzały mu się już takie mecze i będą zdarzać, póki nie poprawi swojego rzutu i tutaj jak najbardziej zgodzę się: Rondo nadal ma wiele do poprawiania w ataku. Dodajcie jednak brakujące ogniwo, czyli dobry rzut i dopiero wtedy zobaczymy jaki tak naprawdę wpływ na ofensywę mógłby mieć RR. Jak już pisałem – to właśnie rzut znacząco obniża ofensywny rating Rajona, który jest niższy od – posiadających bardzo dobry rzut – Paula czy Nasha. Jednak Rajon ponownie rozdał 20 asyst znów udowadniając jakim jest generałem i jak świetnie dowodzi atakiem. To już 19. spotkanie z rzędu Rajona, w którym zdobywa co najmniej 10 asyst. To nie może być przypadek i sami powiedzcie: Czy to nie jest wystarczający dowód? Czy to nie jest wystarczający fakt, by w końcu głośno i dobitnie powiedzieć: Rondo nie jest przeceniany. Rondo to gracz iście wybitny. Świadczy o tym nie tylko ten sezon, ale i wszystkie inne – mistrzowski, ten, w którym notował triple-double w jednej z najlepszych serii playoff ever, ten, w którym poprowadził Celtów do Finals i gdyby Celtowie je wygrali z pewnością zostałby MVP. Oczywiście: nikt nie wie co będzie za kilka lat, ale w chwili obecnej – gdy Rondo gra po prostu niesamowicie i ma już pierścień na swoim palcu – mówienie, że jest przeceniany jest wielkim błędem. Zrozumiałbym, gdyby grał źle. Ale gra fantastycznie i widzą to wszyscy począwszy od ekspertów, a na zwykłych kibicach kończąc. Doceniają go i wiedzą, że jego wpływ na grę Celtics jest ogromny. A ja mogę jedynie czekać na kolejne artykuły Karola, bo gdy zobaczę kolejny uśmiechnę się i po prostu powiem: mój Rondel po raz kolejny zanotował wielką noc.


NBA

Kategoria: Artykuły, Celtics, NBA 11/12 - Tagi: rondo rajon

Clyde the Glide

mar28
2012
1 komentarz Tomasz Kordylewski

Clyde Austin Drexler urodził się 22 czerwca 1962 w Nowym Orleanie. Uczęszczał do Ross Sterling High School w Houston. Jako student drugiego roku występował w uniwersyteckiej drużynie bejsbolowej na pozycji pierwszego basemana, ale szybko zdecydował się skupić tylko na koszykówce. To był bardzo dobry wybór. W Turnieju Świątecznym Drexler będąc jednym z najwyższych w drużynie grał na pozycji centra i w meczu przeciwko Sharpstown zanotował 34 punkty i 27 zbiórki. Po ukończeniu szkoły średniej w 1980 roku dostał propozycję od New Mexico State, Texas Tech oraz University of Houston. Drexler wybrał Houston z dwóch względów – po pierwsze nie musiał zmieniać miejsca zamieszkania i miał blisko do domu, a po drugie polecił go przyjaciel z dzieciństwa, Michael Young, który powiedział asystentowi trenera, Guy V. Lewisowi, że Drexler jest najlepszym graczem na jakiego natknął się w szkole średniej. Oprócz koszykówki młody Clyde studiował finanse, a latem pracował w banku.

Houston Cougars w 1982 dostali się do Final Four, jednak przegrali wysoko z późniejszym zwycięzcą, North Carolina. Drexler notował średnio 15,2 punktów i 10,5 zbiórek na mecz, a Houston zakończył sezon z bilansem 25-8. W kolejnym sezonie Cougars przystępowali do Final Four jako drużyna numer 1 w kraju. W półfinale Clyde spotkał się z Louisville i notując 21 punktów, 7 zbiórek i 6 asyst walnie przyczynił się do zwycięstwa 94-81. Podczas meczu zarówno on, jak i przeciwnicy wykonali parę fenomenalnych dunków, włączając w to double-pump Clyde’a. Jednak w finale zawodnicy Houston znów ulegli graczom z Północnej Karoliny – Drexler już przed przerwą złapał cztery faule, a w całym meczu zdobył tylko cztery punkty trafiając jeden z pięciu rzutów z gry i dwa wolne.

Grając w Houston razem z Youngiem tworzyli pewną grupę, nazywając się „Phi Slama Jama”. Do grupy tej włączono też Larry Micheauxa oraz Hakeema Olajuwona. Grupa ta charakteryzowała się swoimi zdolnościami akrobatycznymi w robieniu dunków. Co ciekawie „nowi” musieli przejść swego rodzaju chrzest, aby dołączyć do grupy – wykonywano nad nimi dunk tomahawk, a wykonującym był oczywiście Clyde.


Drexler opuścił Uniwersytet Houston jako junior przystępując do Draftu 1983. Przez trzy lata grania na uniwerku jego statystyki wyniosły przeciętnie 14,4 punktów, 3,3 asysty i 9,9 zbiórek na mecz. Oprócz tego został mianowany Southwest Conference Player of the Year oraz wybrany do NCAA All-American Fisrt Team. Drexler jest jedynym graczem w historii szkoły z co najmniej 1000 punktami, 900 zbiórkami, 300 asystami na koncie. Oprócz tego jest liderem University of Houston jeśli chodzi o przechwyty – zanotował ich 268.

Z numerem 14 w drafcie wybrali go Portland Trail Blazers. Właśnie z tą ekipą dwukrotnie dochodził do finałów ligi, ale za każdym razem przegrywał. Najpierw w 1990 z Detroit Pistons, czyli sławnymi Bad Boys, którzy w tamtym okresie tworzyli naprawdę mocną paczkę, a następnie z Chicago Bulls w 1992, którzy prowadzeni przez Michaela Jordana zaprowadzali dynastię. Drexler oprócz Finals, które przegrał z Jordanem, musiał uznać Jego wyższość także w głosowaniu na MVP, gdzie zajął drugie miejsce. W sześciu meczach Finałów 1992 Drexler notował średnio 24,8 punktów, 7,8 zbiórek i 5,3 asyst na mecz, ale nie pomogło to powtórzyć sukcesu Trail Blazers z 1979 roku – Bulls zdobyli swój drugi tytuł z rzędu. Drexler był także członkiem legendarnego Dream Teamu, który na IO 1992 w Barcelonie nie miał sobie równych.

14 lutego 1995 roku Drexler, tuż przed trade-deadline, został wytransferowany do Houston Rockets w zamian za Otisa Thorpe. Mimo zakończenia sezonu regularnego z bilansem 47-35 i zajęcia 6 miejsca w Konferencji Zachodniej, Rockets prowadzeni przez Clyde’a i jego długoletniego przyjaciela Hakeema Olajuwona, zdołali dojść do finałów, mało tego – finały te wygrali i obronili rok wcześniej wywalczony tytuł. Pokonali wtedy Orlando Magic i młodego Shaqa O’Neala. W swoim trzecim występie w finałach ligi Clyde zdobywał średnio 21,5 punktów, 9,5 zbiórek i 6,8 asyst, ale MVP wybrany został Olajuwon. Podczas Playoffs 1995 w serii z Phoenix Suns miała też miejsce kontrowersyjna sytuacja z udziałem Drexlera oraz sędziego Jake’a O’Donnella, która wynikła z wzajemnej niechęci do siebie obu panów – sędzia wyrzucił z boiska Clyde’a. Okazało się, że mecz, w którym doszło do kłótni był ostatnim w karierze O’Donnella, ponieważ nie został już wyznaczony na żaden mecz tamtych playoffów, a kilka miesięcy później zakończył karierę sędziego. „Nie dałem Clyde Drexlerowi dużo swobody, ze względu na sposób w jaki reagował na mnie cały czas. Myślę, że czasem tandetnie docinał ludziom, a ja po prostu na to nie pozwoliłem.” skomentował całą sytuację sędzia.

Clyde podczas swojej kariery dziesięciokrotnie brał udział w All-Star Game. Raz został wybrany do All-NBA First Team (1992), a dwukrotnie do Second (1988, 1991) oraz Third (1990, 1995). The Glide, jak był nazywany, znany był jako bardzo uniwersalny gracz i stale był w czołówce punktów, zbiórek, asyst czy przechwytów. Szybki i atletyczny. W czasach gry na Uniwersytecie Houston bardzo dobrze blokował, czego dowodem jest trzecie miejsce pod tym względem wśród graczy obwodowych w historii NBA! Jest jednym z trzech graczy w historii NBA, którzy w karierze zdobyli ponad 20,000 punktów, 6000 zbiórek i 6000 asyst (dwaj pozostali to Oscar Robertson oraz John Havlicek). Jego niezwykłe umiejętności pozwoliły mu wystartować w kilku konkursach wsadów podczas All-Star Weekend pod koniec lat 80-tych.

W 2004 roku wraz z redaktorem Portland Tribune Kerry Eggersem oraz Jimem Nantzem, kolegą z University of Houston i komentatorem CBS Sports, wydał swoją biografię „Clyde the Glide”. Jest także autorem wstępu książki… dla dzieci, pod tytułem „Shrews Can’t Hoop”. 30 grudnia 1988 roku poślubił Gaynell, z którą ma trójkę dzieci – Austina, Elise, i Adama. Jest także ojcem Ericki, z innego małżeństwa. Uczestniczył w czwartej edycji amerykańskiego Tańca z Gwiazdami – odpadł jako czwarty. Ustanowił rekord organizacji Trail Blazers w 1989 dunkując na wysokości 3 metrów i 38 centymetrów! Po zakończeniu kariery w NBA wrócił do Cougars, ale jako trener. Jednak w tej profesji nie wiodło mu się zbyt dobrze – po dwóch sezonach (od 1998 do 2000) i ogólnym bilansie 19-37 postanowił zrezygnować i zająć się rodziną. Numer z jakim grał we wszystkich klubach w karierze, #22, została zastrzeżona przez Cougars, Trail Blazers oraz Rockets. 10 września 2004 roku został wprowadzony do Hall of Fame. Obecnie pracuje jako tzw. color commentator na meczach Houston Rockets.

Drexler, często mocno niedoceniany, zostanie jednak zapamiętany jako „ten, któremu się udało” – był jednym z niewielu zawodników w latach 90 ubiegłego wieku, którym udało się sięgnąć po tytuł w erze „bezkrólewia”, kiedy to Michael Jordan postanowił zająć się odbijaniem piłki w inny sposób. Ksywka „Clyde the Glide” pozostanie jedną z najlepiej obrazujących styl zawodnika w historii ligi – Drexler parę razy w spotkaniu naprawdę zamieniał się w Szybowca, a wsady, które wykonywał są zdecydowanie jego najlepszym znakiem rozpoznawczym.


NBA

Kategoria: Artykuły, Blazers, Rockets, różne - Tagi: clyde, drexler, houston

Jezus nie może rzucać inaczej

lut18
2012
4 komentarzy Tomasz Kordylewski

Ray spokojnie czekał. Z jedynką Allen Iverson. Dalej Marcus Camby, Shareef Abdur-Rahim. Ray chciał tylko, by wybrano go w pierwszej szóstce. Szósty pick mieli wtedy Boston Celtics. Jednak Minnesota i Milwaukee dogadały się inaczej – Ray wybrany z piątką przez T’Wolves został wymieniony na wybranego wcześniej z czwórką – Stephona Marbury’ego. Allen wtedy pewnie nie przypuszczał, że kiedyś jednak w Bostonie wyląduje.

Ray już na uczelni rywalizował z Allenem Iversonem. To właśnie na przeciwko niego stanął w swoim pierwszym meczu NBA. Trafił dwie trójki, w tym jedną bardzo ważną, dzięki której Bucks odskoczyli i wygrali 113-103. Licznik zaczął odmierzać.

1…2…

Ray już jako rookie zaczął grać w pierwszym składzie. Kozły z bilansem 33-49 nie dostały się do playoffs, ale Allen ze średnio 13 punktami na mecz znalazł się w NBA All-Rookie Team.

112…113…

W Milwaukee Allen spędził 6 i pół roku. Jego najlepszy sezon to 2000/2001 – wygrana w 3-point shootout podczas All-Star Weekend, wybranie do All-NBA Third Team oraz poprowadzenie Bucks, wraz z Samem Cassellem i Glennem Robinsonem, do Finałów Konferencji, gdzie niestety Bucks przegrali w siedmiu meczach z 76ers prowadzonymi przez… Iversona. Jeszcze w 2000 roku Ray zdobywa złoty medal olimpijski Igrzysk rozgrywanych w Sydney. Co ciekawe Allen brał udział nie tylko w konkursie rzutów z trzy, ale też w konkursie… wsadów! W roku 1997 wystąpił w konkursie tym wraz z Kobe Bryantem (zwyciężył jako rookie), Chrisem Carrem, Michaelem Finleyem, Darvinem Hamem oraz Bobem Surą.

926…927…928

Najlepszy mecz w barwach Bucks: Hornets @ Bucks, 14.04.2002
Allen trafia wtedy rekordowe w karierze 10 rzutów zza łuku, z czego 8 już w pierwszej połowie. Trafia ponad 70% zza łuku, jest bezbłędny na linii rzutów wolnych (7/7), a mecz kończy z dorobkiem 47 punktów – Kozły wygrywają z Charlotte Hornets 98-91.

Allen w połowie sezonu 2002/03 przeszedł do Seattle SuperSonics w wymianie, po której w Bucks wylądował m.in. Gary Payton. W swoim pierwszym pełnym sezonie Allen doznał kontuzji i rozegrał tylko 56 spotkań. W kolejnym sezonie, w którym po świetnej współpracy wraz z Rashardem Lewisem poprowadził Sonics do Półfinałów Konferencji wybrany został do All-NBA 2nd Team.

1275…1276…1277

Po tym właśnie sezonie Ray podpisał z Seattle 5-letni kontrakt na sumę 80 dolarów. To podziałało na niego mobilizująco – Ray trafił aż 269 trójek w sezonie i pobił rekord Dennisa Scotta w ilości trójek trafionych w jednym sezonie. Rekord „pękł” 19 kwietnia w meczu kończącym sezon – z Nuggets Ray trafił 7 trójek, a SuperSonics wygrali spotkanie. Co ciekawe wcześniej także miały miejsce ważne wydarzenia – 12 marca 2006 Ray zdobył swój 15,000 punkt, a 7 kwietnia przesunął się na drugie miejsce w ilości trafionych trójek w historii. 22 stycznia 2006 roku Allen rozegrał niesamowity mecz w Phoenix – trafił 8 arcyważnych trójek (ogółem 42 punkty), w tym buzzer-winnera dającego SuperSonics zwycięstwo 152-149 po dwóch dogrywkach. Co ciekawe tego samego dnia fenomenalny występ zanotował Kobe Byrant (81 punktów) i zepchnął genialną postawę Ray’a na drugi plan.

1544…1545…1546…

Jednak najlepszy sezon w karierze Allena miał dopiero nadejść. Mimo straty 27 spotkań z powodu operacji obu kostek – Allen grał najlepszy sezon. Przez 55 spotkań, w których zagrał notował średnio carrer-high 26.4 punkty, do tego w każdym meczu dostarczał średnio 4.5 zbiórek oraz 4.1 asyst. To również podczas tamtego sezonu Allen zagrał najlepsze spotkanie w swojej karierze. 18 marca Allen rozegrał ostatni mecz dla Seattle SuperSonics – zdobył tylko 12 punktów, we wcześniejszych 7 spotkaniach notując 7 meczy +20 (w tym dwa, w których zdobywał 34 i 36 „oczek”).

Najlepszy mecz w barwach Sonics: Jazz @ Sonics, 12.01.2007
Allen rzuca carrer-high 54 punkty prowadząc Supersonics do zwycięstwa nad mocnymi Utah Jazz. Allen trafia 8 trójek, dokłada 12 punktów (12/12!) z linii rzutów wolnych, a do tego zbiera 10 piłek i notuje 5 asyst. SuperSonics wygrywają po dogrywce 122-114, a Allen rozgrywa najlepsze spotkanie w swojej karierze.

Jeden z najważniejszych dni w życiu Allena to 28 czerwiec 2007. To właśnie wtedy realne stają się marzenia o pierwszym tytule. Allen, mimo 32 lat, nadal uważany jest za czołowego gracza NBA. Danny Ainge w ciągu kilku dni robi dwa trade’y i sprowadza do Bostonu Ray’a oraz Kevina Garnetta. Ray wraz z Glenem Davisem zostali wymienieni za Delonte Westa, Wally Szczerbiaka oraz Jeffa Greena.

4 listopada Allen zdobywa 17,000 punkt w karierze, a Celtowie po dogrywce wygrywają z Toronto Raptors 98-95. Oczywiście najważniejsze rzuty trafia Allen (7 trójek), jego autorstwa jest także trójka game-winner.

1715…1718…1719…

Celtics i Big Three osiągają najlepszy w NBA bilans, w playoffach nie dają szans kolejno Hawks, Cavs, Pistons, a w Finals – Lakers. Ray świetnie gra w Finałach, to dzięki niemu Celtowie notują największy „powrót” w historii Finals – przewaga Lakersów po pierwszej kwarcie wynosiła 20 punktów, a w pewnym momencie drugiej nawet 24. Allen eksploduje w ostatnim meczu – trafia 7 trójek (dzięki czemu bije rekord Dana Majerle i Dereka Harpera, którzy w serii finałowej rzucali 17 trójek – Allen zdobył ich 22), a Celtowie gromią Lakersów 131-92. W trakcie sezonu Allen gra w swoim 8 All-Star Game – zdobywa 28 punktów, z czego 14 w przeciągu 2 minut i 30 sekund co pozwala wygrać ekipie Wschodu, ale MVP zostaje LeBron James.

1888…1889…1890…

Kolejny sezon to nieudana próba obrony tytułu – Celtics bez Garnetta nie dają rady Orlando Magic, jednak 7-meczowa seria z Chicago Bulls przechodzi do historii jako jedna z najlepszych. A jej głównym bohaterem oczywiście Ray Allen. Pierwszy mecz tego nie zapowiadał – Allen trafił tylko jeden rzut na 11 prób, a Celtics przegrali dwoma punktami. W Game2 Allen trafia trójkę game-winnera, a w całym meczu notuje 30 punktów. Jednak najlepsze spotkanie to mecz numer 6 – o tym niżej. W drugiej rundzie Allen spotyka byłego kolegę z Seattle, jednak Celtowie osłabieni brakiem KG przegrywają 3-4. W trakcie sezonu Ray zostaje po raz 9 wybrany do ASG, a 22 lutego bije rekord Larry’ego Birda – 72 – najwięcej wolnych trafionych z rzędu.

W następnym sezonie Koniczynki znów docierają do Finals, ale tym razem muszą uznać wyższość Lakers. Do historii przechodzi wyczyn Ray’a w Game2 – Allen trafia 8 trójek – bije wspólny rekord Scottie Pippena i Kenny’ego Smitha, 7 do przerwy – bije rekord Michaela Jordana.

Niestety w kolejnym meczu Allen nie trafia żadnego z 13 oddanych rzutów, w tym 8 zza łuku. Celtics przegrywają w Finałach 3-4. 10 grudnia 2009 roku Ray zdobywa 20,000 punkt w NBA. Genialne podania Rajona Rondo otwierają drogę do kolejnych trójek. Wszyscy już wiedzą, że to będzie ten sezon – nie wiedzą tylko kiedy. I wtedy przychodzi ten dzień. Ten mecz. 10 luty 2011. Boston, TD Garden. Celtics grają z Los Angeles Lakers. Najpierw pierwsza trójka. Potem szybka kontra. Podanie Rondo…

2560…

2561…

Trafił. Cała hala oszalała. Tego się nie da opisać. Pierwsze gratulacje – koledzy z drużyny, Reggie Miller, rodzina. Przepiękne, wzruszające, niezapomniane chwile.

Najlepszy w mecz w barwach Celtics: Celtics @ Bulls, 30.04.2009
Niesamowite i genialne spotkanie numer 6 tej niesamowitej i genialnej serii. Po trzech dogrywkach wygrywają Bulls, ale Ray Allen robił co mógł by do tego nie dopuścić. 9 trójek, 51 punktów, po prostu clutch – Ray rozgrywa najlepszy mecz jak Celt.

Allen to niedościgniony wzór profesjonalizmu. Jego rzut już dziś jest legendą. Tamten dzień, mimo porażki Celtów z Lakers, był jednym z najpiękniejszych momentów w życiu nie tylko Allena, ale także wielu kibiców. Bicie rekordów takich jak ten nie zdarza się codziennie. SugarRay w Hall-of-Fame miejsce ma już pewne. Pomimo wieku nadal potrafi być efektowny, nadal potrafi zapakować piłkę do kosza, nadal zachwyca wszystkich swoim idealnym rzutem. „He Got Game”, w którym zagrał jako Jesus Shuttlesworth,  to dziś już klasyka gatunku. Podobnie jest z Allenem. Przecież Jesus nie mógł rzucać inaczej.


NBA

Kategoria: Artykuły, Bucks, Celtics, różne - Tagi: Bucks, celtics, ray allen, sonics

Reggie Lewis. Za wszelką cenę.

sty31
2012
1 komentarz Tomasz Kordylewski

Historia gracza, który pokochał koszykówkę zbyt mocno.

Upadek pierwszy.

Celtics przegrali siódme spotkanie 104-122. Być może to dzięki przewadze parkietu Cavaliers. Być może to Hot Rod Williams, który rozegrał swój najlepszy mecz tamtejszych playoffów, pozbawił Celtics zwycięstwa. Być może to przez Brada Daugherty’ego, który nie dość, że dostarczył swojej drużynie punktów, zbiórek oraz bloków to jeszcze powstrzymał Roberta Parisha i Kevina McHale’a. Reggie Lewis nie miał sobie nic do zarzucenia. Rozgrywał najlepsze jak do tej pory playoffy w swoim życiu. I to właśnie przez ten fakt przeżył swój pierwszy, tak bolesny upadek. Celtics wygrali 51 spotkań, kończąc sezon wynikiem 15-1, zaliczając kolejny dobry rok. Lewis wyrastał na nową gwiazdę ligi, miał za sobą najlepszy sezon w karierze. Po raz pierwszy został wybrany do All-Star Game, po raz pierwszy rozegrał wszystkie 82 spotkania, po raz pierwszy także miał skuteczność na poziomie 50%. Jakby tego było mało stał się pierwszym w historii graczem Boston Celtics, który zanotował sezon mając na koncie ponad 100 zbiórek, asyst, przechwytów i bloków! Był to dla niego naprawdę wyjątkowy sezon – wiele wzlotów i ten jeden bolesny upadek.

Celtics mieli więc jeszcze szansę, aby zdobyć tytuł mając w składzie Birda, Parisha oraz McHale’a, i nie zmieniał tego fakt, że na fali wznoszącej byli Bulls z Jordanem na czele. W pierwszej rundzie gładko pokonali Indiana Pacers. Reggie już w meczu otwarcia zaprezentował się znakomicie notując 36 punktów oraz 4 zbiórki, 4 asysty i 4 przechwyty. W spotkaniu numer 3 powtórzył swój wyczyn i ponownie zapisał na swoim koncie ponad 30 punktów. Jednak to nie było wszystko. W trzecim spotkaniu drugiej rundy z Cavaliers poprowadził on Celtów do zwycięstwa i objęcia prowadzenia w serii – znów zdobył 36 „oczek”, a do tego dołożył 7 asyst. Prawdziwy wybuch nastąpił jednak dwa dni później. Pomimo ostatecznej porażki Celtów, Reggie rozegrał jedno z najlepszych spotkań w karierze. Zdobył 42 punkty, czym pobił swój punktowy rekord w playoffs oraz wyrównał swój carrer-high. Celtics zdołali doprowadzić do dogrywki, w której jednak nieznacznie lepsi okazali się Kawalerzyści. Gdyby Bostończycy wygrali prowadziliby już 3-1 – los chciał inaczej. Lewis zakończył fazę posezonową ze średnią 28 punktów w każdym spotkaniu.

Upadek drugi.

Celtics wygrali pierwsze spotkanie 112-101. Xavier McDaniel po raz kolejny dał świetną zmianę. Tyle, że tym razem chciałby, aby takiej zmiany nie musiał dawać w ogóle. Reggie Lewis miał za sobą kolejny dobry sezon. Wybrano go na kapitana drużyny, co było wielkim zaszczytem – przecież wcześniej tę funkcję pełniły legendy Celtics jak Havlicek, Cousy czy Russell. Drugi sezon z rzędu utrzymał średnią przekraczającą 20 punktów. Boston, już bez swojego byłego kapitana Larry’ego Birda, zakończył sezon na drugim miejscu w dywizji z bilansem 48-34. W pierwszej rundzie trafił na Charlotte Hornets i był zdecydowanym faworytem tej serii. Pomimo zwycięstwa swojej drużyny Reggie przeżył kolejny upadek. Tym razem bardzo dosłowny. Celtics prowadzili 1-0, ale dalej musieli grać bez swojego lidera, kapitana, największej gwiazdy. Lewis świetnie zaczął spotkanie, co chwila dopisywał kolejne punkty na swoje konto. Zdobył 17 „oczek” w 13 minut. Nagle upadł na parkiet – zemdlał. Powodem były problemy z sercem. Nigdy więcej na parkiecie już się nie pojawił. Celtics bez Lewisa dzielnie walczyli w drugim spotkaniu jednak przegrali po dogrywce 98-99. Dwa kolejne mecze w Charlotte padły łupem gospodarzy i Celtics odpadli.

W ostatnim spotkaniu towarzyszyli mu nie tylko koledzy z ekipy Celtics, ale także dwóch ‘starych kumpli’. Mowa o Muggsy Boguesie oraz Davidzie Wingate, którzy razem z dwoma Panami R (Reggie Lewis oraz Reggie Williams) święcili sukcesy w szkole średniej. Podczas dwóch sezonów, jakie Lewis spędził w Dunbar High School, drużyna nie przegrała spotkania! Jako junior wraz z drużyną osiągnął bilans 29-0, by w kolejnym, seniorskim roku poprawić go o dwa zwycięstwa. Poeci byli wtedy drużyną No.1 w kraju, według USA Today.

Upadek trzeci.

Reggie został zabrany do bostońskiego szpitala na obserwacje. Kardiologiczny „Dream Team” złożony z 12 kardiologów na czele z lekarzem Celtów, Arnoldem Schellerem, postawił diagnozę – kardiomiopatia. Choroba ta powoduje nieregularne bicie serca, co może doprowadzić do śmierci, jeśli podczas intensywnych ćwiczeń serce bije tak szybko, że krew w ogóle do niego dochodzi. Kardiolodzy ze szpitala New England Baptist podkreślili jednak, że to tylko diagnoza, a serce Lewisa – większe niż u przeciętnych ludzi – może maskować pewne problemy. Doktorzy byli jednak zgodni w jednej kwestii – Lewis nigdy więcej nie może zagrać w koszykówkę. Lewis został postawiony przed brutalnym wyborem. Ze szpitala w Nowej Anglii wyszedł już po trzech dniach, a następnie żona Donna zabrała go do Brigham and Women’s Hospital, w którym kiedyś pracowała. Wszystko po to, aby zasięgnąć innej opinii. Lewis ponownie został zbadany – tym razem przez zespół, którym kierował dr Gilbert Mudge, szef oddziału kardiologicznego w szpitalu. Mudge swoją diagnozę przedstawił na konferencji prasowej – nie zagrażająca życiu arytmia oraz omdlenie przez nerwy w trakcie lub po wysiłku.

„Może wrócić do zawodowej koszykówki bez żadnych ograniczeń.”

Upadek czwarty.

Jak bardzo mylił się Mudge okazało się trzy miesiące później. 23 lipca 1993 roku, podczas kolejnego treningu w hali Uniwersytetu Brandeis, Reggie ponownie upadł. Tym razem już się nie podniósł. Lewisa próbowali ratować dwaj policjanci, którzy znajdowali się na hali w czasie rutynowego patrolu. Metoda usta-usta okazała się nieskuteczna, Reggie zmarł w szpitalu 2 i pół godziny później. Dopiero po śmierci Lewisa wyszedł na jaw fakt, że Lewis zasięgnął kolejnej – trzeciej – opinii lekarskiej. W czerwcu 1993 roku został ponowie przebadany, tym razem w Los Angeles. Jeden z lekarzy, William Stevenson, nie wykluczył diagnozy Mudge’a, jednak zaznaczył, że trudno było postawić prawidłową. Pojawiły się także pogłoski, jakoby Lewis miał spożywać kokainę przed śmiercią, jednak autopsja wykluczyła taką opcję. Opinia publiczna szybko dowiedziała się o diagnozie postawionej przez bostońskiego lekarza. Zdecydowana większość była oburzona. Mudge’owi dwukrotnie grożono śmiercią. Był oskarżonym w sprawie Lewisa, jednak ostatecznie, w maju 2000 roku, został oczyszczony z zarzutów.

Upadek piąty.

Cały Boston mocno przeżył śmierć Lewisa. Pomimo tego, że nie urodził się w Massachusetts, to był postrzegany jako lokalny chłopak. Grał przecież w Northeastern University, właśnie w Bostonie. Odnosił spore sukcesy jako kapitan drużyny. Już na swoim pierwszym roku poprowadził drużynę do najlepszego bilansu w historii szkoły. W kolejnych było jeszcze lepiej. W ciągu czterech lat spędzonych na uczelni rozegrał 128 spotkań (102-26), Huskies cztery lata z rzędu zdobywali tytuł North Atlantic Conference, a także kwalifikowali się do March Madness. Lewis trzy razy został wybrany najlepszym graczem swojej konferencji, szkołę opuszczał jako najlepiej punktujący gracz w historii uniwersytetu.

Poza tym mieszkańców Bostonu dotknęła kolejna taka tragedia. Kilka lat wcześniej swoje nadzieje pokładali w pewnym innym graczu z Maryland. Len Bias i Reggie Lewis pochodzili z tego samego miasta, obaj mieli być nowymi liderami Celtics, obaj w pełni nie pokazali swojego talentu. Bias nie zagrał nawet spotkania w zielonych barwach, zmarł z przedawkowania narkotyków dzień po drafcie, w którym wybrali go właśnie Zieloni. Obaj mieli zbawić Celtics, którzy przez ich śmierć na długie lata zapomnieli o czymś takim jak „Celtic Pride”. Zapomnieli co to znaczy wygrywać. Zaliczali coraz boleśniejsze upadki, mistrzostwo odzyskali dopiero po 15 latach od śmierci Reggiego. 21 stycznia 1989 roku jego numer – #35 – został przez uczelnię zastrzeżony (co ciekawe odbyło się to w hali Matthews Arena, czyli w pierwszej hali Celtics). Podobnie jak uczelnia postąpili Celtowie – zawiesili koszulkę Reggiego pod dachem w Ogródku 22 marca 1995.


Dostąpił tego zaszczytu, pomimo faktu, że jest jedynym graczem Celtics z zastrzeżonym numerem, który nie ma na koncie mistrzostwa NBA. Reggie wybrał koszykówkę pomimo tego, że wiedział z jak wielkim ryzykiem się to wiąże. Wiedział w jakim stanie jest jego serce. Jak na ironię to właśnie serce pomogło mu wybrać. Poszedł za głosem serca wybierając koszykówkę.


NBA

Kategoria: Archeobasketologia, Artykuły, Celtics - Tagi: Archeobasketologia, boston, celtics, Lewis, Reggie

The Human Highlight Film

sty24
2012
2 komentarzy Tomasz Kordylewski

Jacques Dominique Wilkins urodził się 12 stycznia 1960 roku w stolicy Francji, Paryżu. Jego ojciec, członek U.S. Air Force stacjonował właśnie tam, gdy Dominique przyszedł na świat. Rodzina Wilkinsa powróciła do Stanów osiedlając się w Waszyngtonie, w stanie North Carolina. Dominique zaczął uczęszczać do Washington High School. Tam był MVP back-to-back zdobywając razem ze swoją szkołą dwa mistrzostwa Class 3-A State w latach 1978-79. Następnie wstąpił do University of Georgia już z wyrobioną marką. W pierwszym sezonie notował średnio 18.6 punktów i  6.5 zbiórek, jednak w kolejnych podniósł swoje średnie do 23.6 punktów i 7.5 zbiórek, a w kolejnym roku 21.3 i 8.1. W 1981 roku grając jako junior został wyróżniony nagrodą SEC Men’s Basketball Player of the Year. Po tym sezonie opuścił college i przystąpił do Draftu 1982. Wybrany jako trzeci przez Utah Jazz za Jamsem Worthy i Terry Cummingsem.

Przez problemy z pieniędzmi i ogólną niechęcią Wilkinsa grania w Utah spędził tam zaledwie kilka miesięcy po czym został wytransferowany do Atlanta Hawks za Johna Drew, Freemana Williamsa i pieniądze. Pomimo tego, że to Wilkins nie chciał grać w Nutkach wymiana ta uważana jest za jedną z najbardziej nierównych w NBA.

Wilkins udowodnił swoją dobrą grą w Hawks, że jest wartościowym graczem, ale wszyscy zobaczyli to dopiero na jego drugim Slam Dunk Contest w Indianapolis w 1985 roku. Także w tym sezonie Wilkins zdobywał przeciętnie 27.4 punktów na mecz, co było szóstym wynikiem w NBA. Do tego dokładał 6.9 zbiórek, przechwycił także 135 piłek – drugi wynik w Hawks. W latach 1984-1986 rzucał najwięcej w NBA – podsumowując próbował 3968 razy (1981+1987), za każdym razem trafiając ponad połowę! Gdy w pierwszych dwóch latach oddał dwa celne rzuty za 3 na 22 próby, w kolejnym roku poprawił się trafiając z 30% skutecznością. Nie licząc dwóch pierwszych sezonów w NBA, Wilkins przez kolejne dziesięć lat rzucał także z ponad 80% skutecznością rzuty wolne. Pomimo jego wysiłków Atlancie nie udało się awansować do playoffs. Jednak w sezonie 1985/86 Wilkins wręcz eksplodował – średnia 30.3 punktów na mecz uczyniła go najlepszym strzelcem w NBA. Po raz pierwszy w karierze wybrany został do All-NBA First Team, a także do All-Star Game. Był pierwszym graczem Jastrzębi w Meczu Gwiazd od występu Eddie Johnsona w 1981 roku. Następnie przyszło mu bronić tytułu Najlepszego Dunkera, jednak został pokonany przez swojego kolegę, mierzącego  170 cm Anthony’ego „Spud” Webba. W sezonie tym season-high Wilkinsa w punktach wynosiło 57 „oczek”, a w Hawks liderował także pod względem zbiórek (średnio 7.9), stealów (138) i skuteczności FT (81%). Atlanta ówczesny sezon zakończyła bilansem 50-32 i pierwszej rundzie playoffs trafiła na Pistons, których gładko pokonała 4-0. Jednak w kolejnej nie było już tak łatwo – role się odwróciły i Hawks łatwo przegrali 1-4 z Boston Celtics. Wilkins w dziewięciu meczach notował średnio 28.6 punktów.

W następnym sezonie Dominique po raz drugi wystąpił w All-Star Weekend jako gracz. Oprócz tego Wilkins skończył sezon jaki drugi strzelec (29 punktów na mecz) zaraz po Jordanie, który notował wtedy ponad 37 punktów na mecz! 16 kwietnia 1987 w meczu przeciwko Bulls Wilkins zdobył swój 10,000 punkt w dość krótkiej karierze. Na zakończenie sezonu został mianowany do All-NBA Second Team. Atlanta poprawiła bilans z zeszłego sezonu, bijąc stary rekord – koszykarze Hawks odnieśli rekordowe 57 zwycięstw. Jednak w playoffach odpadli już w drugiej rundzie pokonani przez Detroit Pistons. Wilkins w fazie posezonowej notował 26.8 punktów na mecz.

W roku 1987/88 Wilkins znów był drugi jeśli chodzi o średnią zdobywanych punktów na mecz i znów za Jordanem. Notował 30.7 punktów na mecz, ale MJ był lepszy o ponad 4 punkty na mecz (średnia 35). W konkursie Slam-Dunków także lepszy okazał się Jordan, choć po kontrowersyjnej decyzji – wygrał 147 do 145.

Mimo tego Wilkins i tak mógł być zadowolony – wyróżnienie w All-NBA Secon Team, pierwszy gracz Hawks nagradzany NBA Player of the Week trzy razy w sezonie, dobry występ w Meczu Gwiazd (29 punktów i wygrana East 138-133, jednak MVP dostał… Jordan, który zdobył 40 punktów). Hawks po raz trzeci z rzędu wygrali 50 lub więcej meczy w sezonie, jednak w playoffach po raz kolejny odpadli już w Półfinałach Konferencji – tym razem po siedmiu meczach z Celtami. Jednak ta seria dała NBA jeden z najlepiej pamiętanych meczów w historii playoffów. Mecz numer 7 rozgrywany 22 maja – Wilkins i Bird, liderzy swoich teamów dali widzom genialny thriller, na przemian zdobywając punkty, od kosza do kosza. Ostatecznie Celtics wygrali 118-116, a Bird 20 ze swoich 34 punktów zdobył w emocjonującej ostatniej kwarcie. Nique zakończył mecz z dorobkiem 47 punktów. Tak spotkanie wspomina Wilkins:

Ja nie mogłem spudłować. On nie mógł spudłować. I to wszystko sprowadzało się do ostatniego rzutu w meczu. Kto miał go wykonać? To był najwspanialszy mecz w jakim kiedykolwiek grałem albo widziałem. Dwóch gości, którzy nie chcą przegrać.

W kolejnym sezonie Wilkins odzyskał miano Najlepszego Dunkera w NBA wygrywając z Kennym Smithem (Kings), pokonując też m.in. Shawna Kempa czy Scottie Pippena, jednak jeśli chodzi o punkty w sezonie regularnym to trochę obniżył swe loty – średnio 26.2 punktów (7 miejsce w NBA). Po raz kolejny wystąpił w All-Star Game, rzucał najlepiej w karierze wolne (ponad 84%), zanotował 117 przechwytów i został wybrany do All-NBA Third Team. Hawks poczynili duże wzmocnienia w postaci Mosesa Malone’a (średnie 20.2 punktów i 11.8 zbiórek) i Reggie Theusa (średnio 15.8 punktów), jednak to nie pomogło – Atlanta bez Kevina Willisa przegrała w pierwszej rundzie z Bucks 1-4. Wilkins zdobywał 27.2 punktów na mecz.

Następny rok nie był udany jeśli chodzi o drużynę – Hawks zanotowali bilans 41-41 i nie zdołali nawet awansować do playoffs. Wilkins notował średnio 26.7 punktów na mecz, co uczyniło go piątą strzelbą NBA. W końcu był najlepszy w zespole Jastrzębi jeśli chodzi o przechwyty (126), a jego skuteczność z gry była najlepsza od czasu debiutanckiego sezonu. Szósty sezon z rzędu Wilkins nie zszedł z parkietu za faule.

W sezonie 1990/91 Wilkins po raz pierwszy od dziewięciu lat w Hawks liderował jeśli chodzi o zbiórki – średnio 9 na mecz. Oczywiście był też najlepszy w punktach notując 25.9 co spotkanie – siódmy wynik w lidze. Jednak w tamtym sezonie Wilkins rozdał aż 265 asyst (średnia 3), najwięcej w karierze, a także więcej zaczął rzucać zza łuku – 85 trafionych przy 34% skuteczności. Szósty raz zagrał w Meczu Gwiazd, zdobywając 12 punktów, a Wschód pokonał Zachód 116-114.Trzeci raz w karierze znalazł się w All-NBA Third Team. Hawks po roku nieobecności powrócili do rundy posezonowej, ale już na początku musieli zmierzyć się z obrońcami tytułu, Bad Boys z Detroit. Pistons wygrali w pięciu meczach, a Wilkins o tej serii chciałby jak najszybciej zapomnieć – 20.8 punktów na mecz przy marnej 37% skuteczności z gry i tylko 13% za trzy.

Wielu zadawało pytania czy po takiej serii Wilkins nie załamie się, jednak w kolejnym sezonie znów wykręcał świetne statystyki. Do czasu… 28 stycznia 1992 roku po ponad połowie spotkań w domowym meczy przeciwko 76ers w drugiej kwarcie Wilkins odniósł jedną z najgorszych i najbardziej bolących kontuzji w sporcie – zerwanie ścięgna achillesa. 30 stycznia przeszedł operację i wielu zadawało pytanie czy Wilkins w ogóle wróci do uprawiania sportu, czy to wydarzenie nie zakończyło jego kariery. Nique nie poddał się i siedem tygodni po odniesieniu kontuzji wrócił i od razu ustanowił rekord NBA – w meczu z Chicago trafił 23 rzuty wolne, nie pudłując żadnego. Zdobył także 20,000 punkt stając się wtedy 16 zawodnikiem w historii NBA, który przekroczył tą barierę. W dniu kontuzji został wybrany do All-Star Game jako rezerwowy. Jego średnia punktowa była najlepsza od pięciu lat (28.1), a 52 punkty jakie rzucił po dwóch dogrywkach w meczu z New York Knicks były najlepszym wynikiem w sezonie.

Myślano, że po kontuzji jakiej doznał, Wilkins zdecyduje odwiesić buty na kołek. Za swój powrót został nagrodzony NBA Comeback Player of th Year. Już w pierwszym miesiącu nowego sezonu pokazał, że po kontuzji nie ma śladu zdobywając 27.7 punktów na mecz. 15 grudnia doznał kontuzji palca i pauzował przez 11 meczy, jednak gdy powrócił, w styczniu notował 29.4 punktów na mecz przy ponad 48% skuteczności, by w lutym notować świetne 31.5 przy prawie 52 procentach. Ostatecznie jego średnia punktów na koniec sezonu wyniosła 29.9, co dało mu drugie miejsce za Jordanem (32.6). 2 lutego Wilkins zdobywając 31 „oczek” pokonał Boba Pettita w ilości zdobytych punktów w historii Hawks – wtedy miał już ich na koncie 20,881. Świetnie rzucał w tamtym sezonie za trzy, trafiając 120 rzutów na 316 prób. Został wybrany do All-NBA Second Team.

Kolejny sezon przyniósł zmiany – po 11 latach w Atlancie został wytransferowany do Los Angeles Clippers za Danny’ego Manninga. Wszystko stało się podczas sezonu – Wilkins notował średnio 24.2 punkty, 6.2 zbiórki i 2.3 asysty, a Hawks mieli bilans 36-16. Jeszcze w barwach Hawks wystąpił w swoim dziewiątym All-Star Game. Nowy trener Atlanty, Lenny Wilkens uznał, że Manning bardziej przyda się zespołowi. Wilkins w koszulce Jastrzębi zdobył 23,292 punktów. Do Atlanty wrócił 25 marca… ale jako gracz Clippers. Swojej byłej drużynie rzucił 36 punktów i zebrał 10 piłek. W barwach drużyny z Los Angeles dokończył sezon ze średnimi 29.1 punktów i 7 zbiórek, co ostatecznie dało średnią 26 punktów na mecz w przekroju całego sezonu (czwarty wynik w lidze), a ogółem 24,019 punkty, co przeniosło go na dziewiąte miejsce na liście wszech czasów. Po sezonie stał się wolnym agentem i zdecydował podpisać umowę z Boston Celtics. Krótko po podpisaniu pomógł reprezentacji USA (Dream Team II) zdobyć złoty medal na Mistrzostwach Świata.

Niezadowolony ze swojej roli w Bostonie postanowił spróbować sił za granicą i wyjechał do rodzimej Europy. Tam podpisał kontrakt z greckim Panathinaikosem. Poprowadził go do sukcesu w Eurolidze samemu zdobywając Euroleague Final Four MVP (średnio 20.9 punktów i 7 zbiórek), która rozgrywana była w… Paryżu. W Grecji udało mu się zdobyć także Puchar Grecji i kolejną statuetkę MVP. Powrócił do NBA na sezon 1996/97 podpisując umowę z San Antonio Spurs. Zgodził się być Sixth Manem, jednak mimo to liderował jeśli chodzi o punkty, notując średnio 18.2 na mecz. Po jednym sezonie Wilkins raz jeszcze udał się do Europy i związał się z Teamsystem Bologna we Włoszech. Wrócił po jednym roku by zagrać ostatni sezon w karierze. Dołączył do swojego brata Geralda Wilkinsa grającego w Orlando Magic. Rozegrał tylko 27 spotkań notując 5 punktów i 2.6 zbiórek na mecz.

Od 2004 roku pełni funkcję Wiceprezydenta Atlanty Hawks. Wilkins to jeden z najbardziej niedocenianych graczy w historii NBA. Oprócz ostatnich trzech sezonów w NBA nigdy nie zszedł poniżej 20 punktów na mecz. Ostatecznie zakończył dziurawienie kosza na 26,668 punktach, zbierając także 7,169 zbiórek. Nadal zajmuje dziewiąte miejsce na liście wszech czasów i jest jednym z tylko 14 graczy, którzy w swojej karierze zdobyli więcej niż 25,000 „oczek”. Jeden z największych dunkerów w historii, nie bez przypadku nadano mu nickname „The Human Highlight Film” – ze jego niesamowity atletyzm i dunki przypominające akrobatyczne wyczyny. Jego najpopularniejszy wsad to niezwykle silny jedno- bądź też dwuręczny windmill. 13 stycznia 2001 dwudziestka jedynka z jaką grał w Jastrzębiach została zastrzeżona, a Wilkins stał się dopiero czwartym graczem w historii klubu z Atlanty, któremu udzielono takiego zaszczytu. W 2006 roku Dominique Wilkins został wprowadzony do Naismith Memorial Basketball Hall of Fame.


NBA

Kategoria: Archeobasketologia, Artykuły

4kwarta NEWS

  • NBA playoffs Top 5 (21.05)
  • NBA playoffs Top 5 (20.05)
  • NBA playoffs Top 5 (17.05)
  • NBA playoffs Top 5 (16.05)
  • NBA playoffs Top 10 (15.05)
  • Small Market, Big Heart
  • NBA playoffs Top 5 (14.05)
  • Przed drugą rundą – zachód
  • NBA playoffs Top 5 (13.05)
  • NBA playoffs Top 5 (12.05)
  • Przed drugą rundą - wschód
  • NBa playoffs Top 5 (11.05)

Blog

  • NBAcodziennie
  • Archeobasketologia
  • Power Ranking
  • NCAA
  • Podcast
  • TRADE RUMORS
  • Airball spod kosza
  • NCAA od podstaw
  • Skarb Kibica NBA 2011/12
  • Overtime
  • Archiwum

Warto przeczytać

  • Idzie lato czas na zmiany
  • Airball spod kosza: 44 mecze pierwszej rundy
  • Smaczki i krzaczki – pierwsza runda
  • O Drafcie, NCAA i limicie wiekowym
  • Airball spod kosza: Mistrzowie na wakacjach, myślą o przyszłości
  • Przygotowania Olka Czyża do Draftu
  • Rookie Ranking vol.4
  • Nagrody 4kwarty za sezon 2011/12
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: straty
  • O Rajonie ciąg dalszy

W halach NBA (galeria)

Wyniki

Dołącz do nas

Współpraca

Linki

  • about NCAA
  • MVP Magazyn
  • NBA & NCAA na DVD
  • PolskiKosz.pl
  • RotoStrefa. Nasz Punkt Widzenia.
  • Sport24.pl
  • Typy NBA
  • widziane z półdystansu
  • wyniki na żywo

Szukaj

buttony

blog Czwarta Kwarta - to co najważniejsze o NBA Cavs.e-nba.pl - serwis poświęcony Cleveland Cavaliers Daveknot Enbiej.pl - NBA, koszykówka HORNETS.PL IVERSON.probasket.pl Nasz Kosz NBA Every Day - NBA, NCAA, koszykówka NBAonline Denver Nuggets poprostubasket.bloog.pl – Koszykarski blog Slamdunk League ToplistaNBA Typer - zabawa bukmacherska Wysoko nad obręczą – Koszykówka w szerokiej perspektywie Zawsze po pierwsze Koszykówka

EvoLve theme by Theme4Press  •  Powered by WordPress Czwarta-Kwarta.com
to co najważniejsze o NBA

Switch to our mobile site