• Strona główna
  • 4kwarta News
  • Market
  • Redakcja
  • Współpraca
  • Archiwum
  • TRADE RUMORS

Mateusz Trybulec

Jak Lakers mogli wygrać w OKC

maj18
2012
1 komentarz Mateusz Trybulec

W czwartkowym meczu Los Angeles Lakers – Oklahoma City Thunder niewiele dzieliło nas od zaskakującego rozstrzygnięcia, a dokładnie dwie minuty, w których to przyjezdni roztrwonili 8 punktową przewagę szybciej, niż Mike Brown potrafi krzyknąć HORNS! Jeziorowcy mają czego żałować, gdyż spotkanie układało się całkowicie po ich myśli, a wygrana w Chesapeake Energy Arena byłaby bezcenna w obliczu nadchodzącego back-to-back w Staples Center.

Najlepiej przegraną podsumował chyba Andrew Bynum (któremu nota bene znów, nie wiedzieć czemu, było do śmiechu):

We’re better than Santa Claus. We like giving out gifts. We give out games, contracts and rings.

O zwycięstwie gospodarzy w pierwszym starciu Półfinałów Konferencji Zachodniej zadecydowała przede wszystkim świetna postawa Russella Westbrooka, który zdobył 27 punktów trafiając 10-15 rzutów z gry. W 9 wypadkach, rozgrywający Thunder oddawał rzuty z półdystansu, a był skuteczny aż w 6 z tych prób. Stało się to możliwe głównie za sprawą ogromnej ilości przestrzeni, jaką dawali Westbrookowi Lakers w akcjach pick’n’roll, obawiając się zapewne jego atletyzmu i ciągu na kosz.

Zobaczcie ile miejsca w powyższej akcji dostaje rozgrywający Thunder. Wycofujący się Andrew Bynum, który chce odciąć możliwość penetracji, jest zdecydowanie za daleko, aby mieć jakiekolwiek szanse na utrudnienie rzutu zawodnikowi z Oklahoma City.

Podobne sytuacje powtarzały się praktycznie przez cały mecz, a Mike Brown nie decydował się na zmianę taktyki krycia Westbrooka.

Po druzgocącej porażce, sztab szkoleniowy Lakers wykonał jednak znakomitą robotę. Docenili w końcu ogromny postęp w skuteczności z półdystansu, jaki w tym sezonie zaliczył rozgrywający Thunder (z 36% do 43%), ale jednocześnie postanowili wykorzystać skłonność Westbrooka to zbyt dużej wiary w swój jumpshot. Przede wszystkim, zrezygnowano praktycznie z matchupu Westbrook – Bryant, a kryciem koszykarza z numerem 0 zajmował się przede wszystkim Ramon Sessions, który ma jeszcze wystarczająco sił w nogach, aby obiegać twarde zasłony Kendricka Perkinsa. Co więcej, wysocy Lakers wychodzili dużo wyżej w akcjach pick’n’roll, zakładając, że Westbrook pomimo wszelkich niesprzyjających okoliczności będzie i tak próbował swoich sił z półdystansu (co w większości wypadków się sprawdzało).

Dzięki temu, że Bynum i Gasol zaczynali krycie Westbrooka powyżej foul line extended, znajdowali się oni wystarczająco blisko rozgrywającego Thunder, aby poważnie utrudnić mu rzut.

Drużynie Lakers na pewno też pomogła postawa arbitrów, którzy postanowili z iście aptekarską skrupulatnością sędziować to spotkanie. Przed meczem pojawiło się wiele komentarzy, że Kendrick Perkins często stawiał niedozwolone zasłony w starciu numer 1, a sędziowie chyba wsłuchali się w te głosy, już w pierwszych sekundach czwartkowego meczu odgwizdując to przewinienie na wysokim gospodarzy.

Kontrowersyjne gwizdki szły na niekorzyść obydwu stron, ale Thunder byli w wyjątkowo ciężkiej sytuacji z powodu kłopotów z faulami Jamesa Hardena. Obrona Lakers mogła się zatem całkowicie skupić na ograniczaniu poczynań Kevina Duranta i Russella Westbrooka, przez co dużo częściej oddawali oni piłkę po podwojeniach do Kendricka Perkinsa, Nicka Collisona, Serge’a Ibaki czy Nazr Mohammeda. Drużyna Mike Browna tylko na to czekała, gdyż supporting cast Oklahomy jest słaby ofensywnie (dowód po kliknięciu).

(ten rzut za trzy został oddany pod koniec drugiej kwarty, Serge Ibaka stojący w rogu miał być chyba w tej zagrywce eksperymentem à la Pau Gasol za trzy. Wszak wicelider w wyścigu o DPOTY jest 33% strzelcem za trzy w tym sezonie, trafił 1 na 3, a całej karierze może popisać się tą samą skutecznością, dla wyjaśnienia 2-6).

W poprzednim spotkaniu, czwórka ta oddała tylko 16 rzutów, z których aż 11 było skutecznych, a większość miała miejsce w polu trzech sekund. W meczu numer dwa, aż 12 z 21 rzutów wysocy Thunder oddawali z odległości 5-6 metrów, co przełożyło się na fatalną skuteczność.

Znakomita praca w obronie została jednak przez przyjezdnych zniweczona w dwie minuty, a Lakers pozwolili sobie wydrzeć wygraną, która mogła odmienić przebieg serii. W kolejnym spotkaniu, Scott Brooks i jego asystenci na pewno dokonają odpowiednich korekt i przygoda w playoffs byłych mistrzów z Los Angeles może bardzo szybko się zakończyć.


NBA

Kategoria: różne - Tagi: lakers, Playoffs, thunder

Kosztowna strata przypieczętowuje przegraną

maj07
2012
Dodaj komentarz Mateusz Trybulec

Chicago Bulls przegrali czwarte starcie z drużyną z Filadelfii i najprawdopodobniej staną się piątą drużyną w historii NBA, która, będąc najlepsza w konferencji po sezonie zasadniczym, odpadnie już w pierwszej rundzie (dotychczas ten niechlubny wyczyn mają na koncie Seattle Supersonics 1994 roku, Miami Heat 1999, Dallas Mavericks 2007 i zeszłoroczni San Antonio Spurs).

Gdy Derrick Rose i Joakim Noah pozostają poza grą, a Luol Deng zmaga się z kontuzją nadgarstka, ostatnim oparciem drużyny Toma Thibodeau jest Carlos Boozer i to właśnie jemu postanawia zaufać coach Bulls w dwóch kluczowych akcjach wczorajszego spotkania. W pierwszej, wysoki Byków nie zawodzi (a nawet zalicza and1), ale lekkomyślna strata w drugiej przypieczętowuje przegraną gości.

Na 3 i pół minuty przed końcem spotkania, 76ers prowadzili 80-73 i Bulls bardzo potrzebowali punktów w kolejnej akcji. Piłkę na połowę przeciwnika wyprowadza C.J. Watson i podaje do Kyle’a Korvera wybiegającego na obwód po downscreen od Carlosa Boozera. Swingman Bulls oddaje piłkę na elbow do Taja Gibsona i sam stawia downscreen dla Carlosa Boozera. To wystarcza, aby wprowadzić spore zamieszanie w obronie 76ers, a wysoki Bulls wychodzi na czystą pozycję, gdyż dwóch graczy utknęło przy Korverze. Boozer jest jednak zbyt zajęty poprawnym wykończeniem schematu akcji i nie decyduje się na rzut. Kyle Korver zbiega do rogu słabej strony odciągając swojego obrońcę, Jrue Holidaya, od pola trzech sekund. Carlos Boozer markuje zagranie handoff z C.J. Watsonem, po czym szybko ścina w stronę kosza. Setne sekundy nieuwagi Eltona Branda, który za bardzo skupił się na rozgrywającym Bulls, pozwalają Boozerowi wykończyć akcję z faulem.


Na nieco mniej niż minutę przed końcem, kiedy sytuacja była jeszcze bardziej dramatyczna dla Bulls, Tom Thibodeau zdecydował się rozpisać akcję, której założenie było niemal identyczne, jak w poprzedniej sytuacji. Znów trzech graczy Bulls (i bardzo dobrych strzelców dystansowych) stoi w daleko na słabej stronie, a wabikiem odciągającym help defender jest Taj Gibson. Thaddeus Young daje się nabrać na ten sam zwód, który wcześniej zaskoczył Eltona Branda, ale Carlos Boozer nie potrafi zapanować nad piłką. Akcja kończy się prostą stratą, a Bulls nie udaje się już dogonić 76ers.



NBA

Kategoria: różne - Tagi: carlos boozer, chicago bulls, philadelphia 76ers, taktyka

Auf wiedersehen, czyli dzień ósmy playoffs

maj06
2012
2 komentarzy Mateusz Trybulec
Koniec marzeń o obronie tytułu

No i stało się – Oklahoma City Thunder wzięli słodką zemstę za ubiegłoroczne Finały Konferencji eliminując w czterech spotkaniach aktualnych mistrzów NBA. Dallas Mavericks są trzecią broniącą tytułu drużyną w historii ligi, która odpadła w pierwszej rundzie przegrywając 0-4.

Trzeba jednak przyznać, że koszykarze Ricka Carlisle pokazali więcej ducha walki niż Los Angeles Lakers w ubiegłym roku, którzy także odchodzili w niesławie, zmieceni w drugiej rundzie. Dirk Nowitzki nieco poprawił swoją skuteczność (10-25) i zakończył spotkanie z 34 punktami na koncie, a Jason Kidd nie był daleko od triple-double (16 punktów, 8 asyst, 7 zbiórek). Mavericks prowadzili nawet na nieco ponad 9 minut przed końcem spotkania 86-73, ale wtedy James Harden zamienił się na chwilę w Dirka Nowitzkiego ubiegłorocznych Finałów Konferencji, zdobywając 11 punktów i prowadząc drużynę Thunder do runu 23-5, który zapewnił im zwycięstwo w Dallas.

W pierwszej kwarcie, Kendrick Perkins musiał opuścić parkiet z powodu naciągnięcia biodra i nie wrócił już do gry. W niedziele przejdzie dodatkowe testy medyczne, po których będzie wiadomo jak poważna jest ta kontuzja. Byłaby to ogromna strata dla drużyny z Oklahomy, gdyby zabrakło Perka w starciu z, jak można przypuszczać, Andrew Bynumem w drugiej rundzie playoffs.

Szczęście Clippers

Charles Barkley przepowiadał, że Staples Center wypełni się szalonymi, głodnymi playoffs kibicami Clippers i miał w zupełności rację. Trybuny zalały się kolorem czerwonym, a doping był nie raz podobny do tego, jaki widujemy w Chesapeake Energy Arena – coś, do czego nie jesteśmy przyzwyczajeni oglądając relację z hali w Los Angeles.

Spotkanie było, tak jak dotychczas przyzwyczailiśmy się w serii, niezwykle zacięte, ale tym razem do ostatnich sekund nie było wiadomo, kto wyjdzie zwycięsko z potyczki. Clippers znów przypomnieli, że byli drugą najmniej skutecznie egzekwującą rzuty wolne drużyną sezonu regularnego i mieli ogromne szczęście w końcówce.

Vinny Del Negro po raz kolejny nie popisał się zmysłem trenerskim – na 25 sekund przed końcem, rozpisał trzy zagrywki sideline out of bounds, z których żadna nie była przyzwoita (a pierwsza była wręcz kuriozalna – nie zobaczyliśmy ani jednej próby postawienia zasłony, 5 facetów biegających po parkiecie i próbujących się uwolnić jakby grali w ultimate frisbee). Na nieszczęście gości, OJ Mayo zdecydował się faulować Chrisa Paula, co zaprowadziło go na linię rzutów wolnych i dało Clippers w miarę bezpieczną, 6-punktową przewagę. Gdyby nie to, Rudy Gay mógłby być bohaterem ostatniej nocy – po dwóch trafionych trójkach w świetnie rozegranych akcjach, Grizzlies potrzebowali jeszcze dwóch punktów, aby wyprzedzić gospodarzy. W ostatniej akcji zawiodła jednak egzekucja i rzut Gaya z bardzo ciężkiej pozycji nie wpadł do kosza.

Ostatecznie, swingman Memphis zakończył spotkanie z dorobkiem 24 punktów. Do formy powoli wraca Zach Randolph, który zaliczył 17 punktów i 6 zbiórek. Drużynę Los Angeles do zwycięstwa poprowadził Chris Paul (24 punkty, 10 asyst).

Ostatnie podrygi Magic

W czwartej kwarcie wczorajszego spotkania wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że w Amway Center po raz kolejny zwyciężą goście. Koszykarze Franka Vogela prowadzili 19 punktami i kibice powoli godzili się z perspektywą porażki. W tamtej chwili, Stan Van Gundy zdecydował się jednak na ryzykowny ruch, który się opłacił – zdjął niedawna ogłoszonego MIP Ryana Andersona i przesunął Hedo Turkoglu na jego pozycję. Small-ball Magic, który dotychczas w serii spędził na parkiecie tylko 13 minut, doprowadził do dogrywki w starciu z Pacers.

Wszyscy, którzy spodziewali się podobnego scenariusza, jak w pierwszym starciu Clippers-Grizzlies słono się zawiedli. Magic padli w doliczonym czasie gry, a Glen Davis nie wykorzystał szansy na wyrównanie w ostatnich sekundach spotkania.

Mógł podać do (Glena) Davisa w pomalowanym, ale mimo tego, że się na to nie zdecydował, myślę, że podał idealnie w tempo. [Glen] ćwiczy to zagranie bardzo często, rzut z obrotu. Nie udało mu się po prostu odpowiednio ustawić nóg lub miał za mało siły, żeby dobrze unieść piłkę – miał jednak odpowiednio dużo miejsca, nie było wcale tak, że obrona na nim usiadła.

- Stan Van Gundy

Big Baby był jak zwykle najlepszym graczem Magic, zaliczając w tym meczu double-double 24 punktów i 11 zbiórek. Bardzo dobrze zagrał też Jason Richardson, który miał na koncie 25 punktów. W drużynie Pacers nie zawiedli Danny Granger (21 punktów) i David West (26 punktów i 12 zbiórek), a także George Hill (12 punktów), który utrzymywał przyjezdnych przy życiu w końcówce czwartej kwarty.

Wczorajsza przegrana bardzo oddaliła szanse Magic na wyjście do drugiej rundy, co także oznacza najprawdopodobniej smutny koniec Stana Van Gundy’ego w Orlando. Tym sposobem, najbardziej zwycięski trener w historii klubu po raz kolejny w ostatnich kilku latach będzie musiał odejść w wyniku konfliktu z zawodnikiem (patrz Jerry Sloan).

Spurs na drodze do sweepu

Kontynuując a propos Jerry’ego Sloana, usiadł on na trybunach EnergySolutions Arena we wczorajszym starciu jego byłej drużyny z ekipą Gregga Poppovicha. Pomimo występu przed własną publicznością, koszykarze Utah Jazz nie potrafili zwyciężyć z najlepszą drużyną Konferencji Zachodniej. Spurs dużo ciężej przyszło zwycięstwo, a Tony Parker (27 punktów, 6 asyst) dopiero w drugiej połowie zaczął grać tak, jak nas do tego przyzwyczaił w sezonie zasadniczym. The Big Fundamental zdobył 17 punktów i 6 zbiórek.

W drużynie Jazz, najlepszym zawodnikiem był Al Jefferson (21 punktów, 11 zbiórek), a zdobrej strony pokazał się także (w końcu) Devin Harris (21 punktów, 5 asyst).

Część osób (w tym także ja) miało nadzieję, że atletyczność graczy z Utah pozwoli im nawiązać choć odrobinę walkę z koszykarzami z San Antonio. Okazuje się, że, jak na razie, ciężko znaleźć sposób, aby zatrzymać rozpędzoną machinę Gregga Poppovicha.


NBA

Kategoria: różne - Tagi: Playoffs

Krajobraz po bitwie, czyli siódmy dzień playoffs

maj05
2012
5 komentarzy Mateusz Trybulec
Vintage Mavericks

To, że Dallas Mavericks nie są już tą samą drużyną, która zeszłego czerwca sięgała po tytuł Larry’ego O’Briena wiadomo już od dawna. Mając jednak w pamięci słynne słowa wypowiedziane przez Rudy’ego Tomjanovicha nigdy nie lekceważ serca mistrza, wszyscy spodziewali się, że w playoffs zobaczymy znów Dirka Nowitzkiego w wersji unstoppable, a podpieczny Ricka Carlisle’a pokażą lwi pazur.

Nic z tych rzeczy. Thunder wygrywają już 3-0 w serii i jest praktycznie przesądzone, że aktualni mistrzowie NBA odpadną już w pierwszej rundzie. Nigdy w historii ligi nie zdarzyło się, aby drużyna przegrywająca 3-0 wyszła zwycięsko z serii. W decydującym meczu numer trzy, gospodarze pokazali fatalną koszykówkę rzucając 34,2% rzutów z gry (najlepszy strzelec Mavericks, Dirk Nowitzki, był skuteczny tylko w 6 na 15 prób), tracąc 16 posiadań i dając się zupełnie zniszczyć drużynie Oklahoma City Thunder. Kevin Durant zdobył 31 punktów na niesamowitej skuteczności 11 na 15, Russell Westbrook dołożył do tego swoje 20, Serge Ibaka zaliczył double-double, a wchodzący z ławki Derek Fisher i James Harden mieli po 10 punktów. Sweeeet.

Oglądając tę serię czuję się, jakbym przeżywał swoiste déjà vu z poprzedniego roku, kiedy to broniący tytułu w podobny sposób pożegnali się z rogrywkami – dwa zacięte spotkania, w których wygrana była na wyciągnięcie ręki i fatalne pozostałe. Dirk Nowitzki na pomeczowej konferencji prasowej zapewniający z uporem Kobego Bryanta, że powalczą w meczu numer 4. Zwycięzca tamtej serii triumfował także w Finałach. Czy podobnie będzie w tym roku?

Bulls padają jak muchy

Decyzje personalne Toma Thibodeau wzbudzają ostatnio ogromne kontrowersje. Najpierw kontuzja Derricka Rose’a, który niepotrzebnie pozostawał na parkiecie w momencie, gdy wygrana w United Center była już pewna. Tym razem, w meczu numer 3 wpuścił na parkiet Joakima Noah, który w 8 minucie trzeciej kwarty doznał jednego z najbardziej drastycznych skręceń kostki, jakie kiedykolwiek widziałem na parkietach NBA (efekt dźwiękowy dodaje jeszcze większego dramatu), przez co center Byków jeszcze pogorszył swoją kontuzję.

Bulls przegrywają 2-1 w starciu ze skazywaną wcześniej na pożarcie drużyną z Filadelfii, a sensacja staje się coraz bardziej prawdopodobna. Wielu już skreśliło Byki po kontuzji Derricka Rose’a, a sami podopieczni Toma Thibodeau grają często tak, jakby podzielali tę opinię. W sezonie zasadniczym, mniej lub bardziej udanie zastępowali jednak lidera Chicago CJ Watson i John Lucas III. Trudno znaleźć kogoś, kto byłby w stanie zapełnić lukę po Francuzie. Jeżeli nie stanie się cud i Noah, najlepszy zawodnik Bulls w tej serii, nie wróci do gry, możemy spodziewać się sensacyjnego rozstrzygnięcia na Wschodzie.

Denver wraca do gry

Po zaciętym meczu numer dwa wiadomo było, że Los Angeles Lakers nie będzie łatwo wywieźć kolejne zwycięstwo w starciu z Denver Nuggets. Choć Bryłki przed wczorajszym spotkaniem ani razu nie prowadzili w serii, w drugim starciu Jeziorowcom dużo ciężej przyszła wygrana w Staples Center.

Mecz numer trzy rozpoczął się, jak zwykle, pod dyktando zawodników Mike’a Browna, ale końcówka pierwszej kwarty i początek drugiej należały w pełni do podopiecznych George’a Karla. Ty Lawson rzucał lights out i wchodził w złoto-purpurowe pole trzech sekund jak w masło, a Lakers dopiero w przerwie doszli do wniosku, że lepiej będzie dać mu więcej przestrzeni i zmusić do jumpshotów. Kenneth Farried był bestią na desce atakującej, a Nuggets wygrali pojedynek zbiórek z dużo masywniejszymi przeciwnikami w stosunku 54-44. JaVale McGee zaliczył double-double wchodząc z ławki (16 punktów, 15 zbiórek).

Koszykarze Bryłek prowadzili w pewnym momencie nawet 24 punktami, ale od połowy drugiej kwarty Jeziorowcy konsekwentnie zmniejszali przewagę, głównie dzięki przebudzeniu się Andrew Bynuma, który był zupełnie niewidoczny w pierwszych dwóch ćwiartkach. Lakers narzucili swój styl gry i zmuszali Nuggets do ataku pozycyjnego, w którym nie czują się najlepiej – w pewnym momencie, dystans zmalał nawet do 4 punktów. Do sensacyjnego zwycięstwa zabrakło jednak podopiecznym Mike’a Browna odrobiny konsekwencji, a Andre Miller i Danillo Gallinari dobili przeciwników w końcówce czwartej kwarty.

W niedzielę kolejne starcie w Pepsi Center. Historia jest przeciwko Nuggets, gdyż tylko 3 razy w historii drużyna wygrywająca 2-0 przegrywała serię (z czego tylko raz przytrafiło się to Los Angeles Lakers). Jeśli jednak zawodnikom George’a Karla udałoby się powstrzymać Andrew Bynuma tak, jak robili to w pierwszej połowie wczorajszego meczu (choć nie do końca wiadomo, czy to nie brak determinacji był przyczyną słabej dyspozycji, o czym mówił Mike Brown w przerwie spotkania) mają jeszcze szanse wyjść zwycięsko z tej serii.

Remis

Starcie Memphis Grizzlies i Los Angeles Clippers wyrasta nam na jeden z najciekawszych pojedynków pierwszej rundy playoffs – każde ze spotkań jest niezwykle zacięte, a koszykarze nie oszczędzają swoich przeciwników w fizycznych. starciach Po rekordowym powrocie i zwycięstwie w pierwszym meczu, tym razem gracze z Memphis nie zawiedli własnej publiczności, pokonując podopiecznych Vinny’ego Del Negro w FedExForum.

Los Angeles Clippers dali sobie odebrać 16 zbiórek na bronionej tablicy (to zdanie bardziej oddaje sytuację niż to, że Grizzlies zdobyli 16 zbiórek ofensywnych) i stracili 21 piłek, co przełożyło się na 39 punktów drugiej szansy (naprawdę), które właściwie zadecydowały o wygranej gospodarzy.

Blake Griffin zakończył spotkanie z przyzwoitą zdobyczą punktową (22 punkty przy skuteczności 9-15), ale często miał problemy w izolacjach i musi poprawić się w tym elemencie, jeżeli Clippers chcą odnieść zwycięstwo w Staples Center.

Defense first

W serii Atlanta Hawks-Boston Celtics żadna z drużyn nie potrafiła jak dotąd przekroczyć progu 90 punktów (choć w ostatnim meczu miała miejsce dogrywka). Po słabym pierwszym spotkaniu, Paul Pierce zniszczył (i sTebowował, cóż za piękny neologizm) Jastrzębie w drugim starciu i potwierdził swoją formę w trzecim, trafiając 21 punktów. Do wygranej przyczynili się także powracający po zawieszeniu Rajon Rondo (20 w karierze triple double 17 punktów, 14 zbiórek i 12 asyst) i po kontuzji Ray Allen (13 punktów).

Celtics mogli uniknąć dogrywki, ale pozwolili Hawks na run 8-0 w końcówce czwartej kwarty, który pozwolił gospodarzom zachować nadzieję na wygraną. W doliczonym czasie gry, koszykarze Jastrzębi rzucali jednak z fatalną skutecznością 2-11, co oczywiście nie mogło dać im zwycięstwa w starciu z weteranami w zielonych strojach.

To nie było piękne, ale kto mówi, że miało być. Ostatecznie musimy wygrać cztery mecze i dziś w nocy znaleźliśmy na to sposób.

- The Truth

Miami na drodze do Finałów

Wobec kłopotów Chicago Bulls, to Miami Heat są teraz głównym faworytem do wygrania Konferencji Wschodniej. Ostatnie spotkanie w Madison Square Garden jeszcze bardziej przybliżyło ich do tego celu – choć dużo bardziej zacięte niż dwa pierwsze, zakończyło się tak, jak zwykle. Lebron James był clutch zdobywając 17 z 32 punktów w czwartej kwarcie. Chris Bosh przyleciał niedługo przed rozpoczęciem spotkania samolotem z Miami, gdzie chwilę wcześniej urodził mu się syn, Jackson. To radosne doświadczenie nie zmotywowało go jednak do lepszej gry – CB1 zdobył tylko 9 punktów i 10 zbiórek.

Carmelo Anthony bez większych problemów radził sobie z Shanem Battierem, ale był zupełnie nieskuteczny, gdy krył go Lebron James (przez cały mecz zastanawiałem się, dlaczego Spoelstra tak często delegował Battiera do krycia Melo). Jego 20 punktów na skuteczności 7-22 to było jednak zdecydowanie za mało, żeby zagrozić Wielkiej Trójce.

Liczyłem na to, że głupia kontuzja Amare Stoudemire’a okaże się zbawienna dla Knicks, gdyż ustawienie z Melo i Statem przekłada się fatalnie na skuteczność drużyny z Nowego Jorku. Wygląda jednak na to, że podopieczni Mike’a Woodsona nie dysponują po prostu wystarczającą siłą ognia, aby chociaż drasnąć koszykarzy z South Beach.

Kłopoty Magic

Po dość zaskakującej przegranej w pierwszym starciu z Magic, Indiana Pacers odzyskali wigor i zwyciężyli w kolejnych dwóch spotkaniach z podopiecznymi Stana Van Gundy’ego. W drugim spotkaniu, koszykarze Franka Vogela zatrzymali swoich przeciwników na skuteczności 35%, a w trzecim udało im się zatrzymać Ryana Andersona na zerowym dorobku aż do czwartej kwarty.

Orlando Magic coraz gorzej spisują się zza łuku (5-15 w trzecim spotkaniu) i dobra postawa Glena Davisa może nie wystarczyć do awansu do drugiej rundy.

San Antonio Spurs prowadzą 2-0

To właściwie wszystko, co należy wiedzieć o tej serii. Utah Jazz w żaden sposób nie są w stanie zagrozić San Antonio Spurs, prawdopodobnie skończy się na 4-0.


NBA

Kategoria: różne - Tagi: heat, jazz, knicks, lakers, Magic, Mavericks, nuggets, pacers, Playoffs, spurs, thunder

Plusy ujemne i dodatnie minusy: straty

kwi18
2012
1 komentarz Mateusz Trybulec

W poprzednim artykule z serii Plusy ujemne i dodatnie minusy pisałem o statystyce, która wygląda dobrze w boxscore, ale nie zawsze jest równie korzystna dla drużyny – bloki. Dziś zajmiemy się przypadkiem zupełnie odwrotnym, to jest wskaźnikiem, który w ogólnych statystykach drużynowych razi niczym cierń, ale nie zawsze jest aż tak destrukcyjny dla zespołu, jak to się wydaje na pierwszy rzut oka – straty.

Zwrot bad turnovers jest bardzo często używany przez wielu analityków sportowych (choć jego nazwa jest dość chybiona – czy możemy, w opozycji, mówić o good turnovers?). Każdy domyśla się, że chodzi w tym wypadku o straty, które dają okazję do kontrataku drużynie przeciwnej. Oczywiście stratę należy zawsze rozpatrywać w kontekście negatywnym, ale każda ekipa wolałaby (zwłaszcza w meczach z zespołami, które są mordercze w kontratakach jak Miami Heat czy Oklahoma City Thunder), aby ich przeciwnicy rozpoczynali darmowe posiadanie z linii bocznej, niż żeby ich strata kończyła się tak:

Jako bad turnover można zatem uznać każdą stratę, która kończy się przechwytem drużyny przeciwnej. Definicja wydaje się prosta i klarowna, ale problemem pozostaje to, jak przekuć tę wiedzę w statystyki? Oglądanie i ocenianie każdej z 29868 strat, które miały miejsce w tym sezonie jest zadaniem, które przerasta ludzkie możliwości. Skąd zatem wziąć tego typu dane?

Jedynym portalem, który wyróżnia w zaawansowanych statystykach drużynowych typy strat jest 82games.com. Do dyspozycji dostajemy jednak tylko cztery rodzaje (faule w ataku, niecelne podanie, błąd w dryblingu i inne), a żaden z tych wskaźników nie powie nam, czy drużyna przeciwna miała okazję do kontrataku. Ponadto, biorąc pod uwagę różnorodność sposobów, w jakie zawodnicy NBA potrafią stracić piłkę, cztery rodzaje strat wyszczególnione przez 82games.com są jedynie muśnięciem tematu.

Z pomocą przychodzi nam portal Basketballvalue.com. W sekcji Downloads odnajdziemy link do archiwum zawierającego dane play-by-play wszystkich dotychczas rozegranych spotkań. Po kilku godzinach sortowania otrzymujemy pełen przekrój sposobów, w jaki drużyny NBA dają darmowe posiadanie swoim przeciwnikom.

Kilka uwag do analizy tabel:

  1. Tabele można sortować klikając na etykietę kolumny.
  2. Różnorodność sposobów, w jaki koszykarze NBA tracą piłki przerosła moje oczekiwania – nie dało się wszystkiego ustawić w jednej linii i dane trzeba było rozbić na kilka tabel.
  3. Początkowo drużyny uporządkowane są w kolejności malejącej według liczby strat.
  4. Złe straty są osobnym wskaźnikiem – część z nich zawiera się także w niecelnych podaniach.
  5. Rubryki tabeli są uporządkowane zaczynając od najbardziej znaczących, a kończąc na najbardziej absurdalnych stratach.
Nazwa drużyny TO Bad TO Bad pass OOB Shot clock Foul Traveling 3s
Oklahoma City Thunder 1130 500 379 134 44 157 58 12
New York Knicks 1119 501 419 122 82 135 63 20
Detroit Pistons 1092 523 413 88 122 115 56 15
Toronto Raptors 1087 451 317 134 76 170 70 19
New Jersey Nets 1078 500 383 118 82 113 59 17
Cleveland Cavaliers 1064 466 363 140 90 133 56 13
Washington Wizards 1063 482 365 108 78 141 58 3
New Orleans Hornets 1060 484 342 94 98 151 67 18
Minnesota Timberwolves 1059 525 402 116 50 117 64 23
Boston Celtics 1057 484 411 132 94 118 48 7
Denver Nuggets 1043 483 396 120 46 150 61 15
Orlando Magic 1042 477 389 82 82 116 59 18
Sacramento Kings 1021 491 362 66 68 106 68 13
Memphis Grizzlies 1006 479 368 116 64 100 43 15
Miami Heat 997 498 423 102 50 105 48 18
Indiana Pacers 992 410 321 84 86 136 76 22
Chicago Bulls 973 456 361 120 64 98 48 26
Charlotte Bobcats 972 446 381 74 98 117 50 16
Houston Rockets 968 447 356 58 70 126 75 19
Atlanta Hawks 966 451 384 92 80 100 47 16
Utah Jazz 962 457 375 42 74 111 70 11
Dallas Mavericks 960 520 408 92 62 79 45 11
Milwaukee Bucks 949 446 386 98 46 82 51 11
Los Angeles Lakers 931 477 385 54 62 91 61 23
Golden State Warriors 919 449 371 50 38 99 49 14
Los Angeles Clippers 917 359 277 84 110 124 59 28
Phoenix Suns 913 462 396 78 62 90 51 11
Portland Trail Blazers 900 423 331 78 42 127 57 12
San Antonio Spurs 874 442 377 68 42 100 55 18
Philadelphia 76ers 754 352 275 70 50 74 51 12

 

Nazwa drużyny Offens int 5s Backcourt 8s Disc dribble Palming Lane
Oklahoma City Thunder 5 1 4 0 10 14 4
New York Knicks 3 0 2 1 1 10 2
Detroit Pistons 4 0 6 0 1 6 1
Toronto Raptors 2 0 14 0 2 4 1
New Jersey Nets 4 0 14 1 6 2 0
Cleveland Cavaliers 4 0 6 0 4 8 0
Washington Wizards 3 0 8 1 6 10 1
New Orleans Hornets 5 0 8 0 3 6 2
Minnesota Timberwolves 5 0 4 0 4 2 0
Boston Celtics 3 0 6 1 3 2 0
Denver Nuggets 6 0 4 0 1 0 0
Orlando Magic 6 0 14 1 8 2 0
Sacramento Kings 3 0 8 0 2 14 1
Memphis Grizzlies 4 0 0 1 2 10 0
Miami Heat 3 0 0 0 3 0 0
Indiana Pacers 11 1 12 1 4 2 0
Chicago Bulls 7 0 4 0 3 4 1
Charlotte Bobcats 4 0 8 0 2 4 1
Houston Rockets 6 0 10 0 6 6 0
Atlanta Hawks 0 0 8 0 6 6 0
Utah Jazz 6 0 6 0 1 0 0
Dallas Mavericks 4 0 6 1 1 6 0
Milwaukee Bucks 4 0 4 0 2 10 1
Los Angeles Lakers 6 0 6 0 1 0 0
Golden State Warriors 1 0 12 0 3 10 0
Los Angeles Clippers 7 0 4 0 1 0 0
Phoenix Suns 2 0 6 1 2 2 0
Portland Trail Blazers 4 0 6 0 1 14 0
San Antonio Spurs 2 0 2 1 2 0 0
Philadelphia 76ers 4 0 6 0 1 16 0

 

Nazwa drużyny Inbound Illegal assist Jump ball Kicked ball Excess Tim N/A
Oklahoma City Thunder 3 0 1 0 0 20
New York Knicks 0 2 0 1 0 6
Detroit Pistons 2 0 0 1 0 14
Toronto Raptors 9 0 0 1 0 18
New Jersey Nets 1 0 1 0 2 18
Cleveland Cavaliers 1 0 0 1 0 10
Washington Wizards 3 2 0 1 0 23
New Orleans Hornets 4 0 0 2 0 6
Minnesota Timberwolves 1 0 1 0 0 16
Boston Celtics 1 0 0 2 0 4
Denver Nuggets 4 4 0 1 0 6
Orlando Magic 5 0 0 0 2 4
Sacramento Kings 2 0 0 0 0 49
Memphis Grizzlies 7 4 1 2 0 19
Miami Heat 0 0 0 0 0 10
Indiana Pacers 1 0 1 0 0 16
Chicago Bulls 2 0 0 0 0 6
Charlotte Bobcats 2 0 0 1 0 12
Houston Rockets 2 0 0 0 0 20
Atlanta Hawks 1 4 0 1 0 8
Utah Jazz 4 2 0 2 0 58
Dallas Mavericks 1 2 0 1 0 15
Milwaukee Bucks 2 0 0 0 0 25
Los Angeles Lakers 0 0 0 0 0 25
Golden State Warriors 2 0 0 0 0 66
Los Angeles Clippers 2 2 0 1 0 23
Phoenix Suns 0 0 0 1 0 7
Portland Trail Blazers 1 0 2 0 0 18
San Antonio Spurs 1 0 0 1 0 28
Philadelphia 76ers 2 0 0 0 0 12

 

Legenda:
TO – straty.
Bad TO – złe straty (zgodnie z definicją zamieszczoną powyżej).
Bad pass – straty będące konsekwencją niedokładnego podania.
OOB – straty będące konsekwencją podania, po którym piłka wylatuje poza parkiet (podkategoria dla Bad pass).
Shot clock – straty będące konsekwencją wyczerpania się czasu na zegarze akcji.
Foul – straty wynikające z fauli w ataku.
Traveling – straty po błędzie kroków.
3s – straty będące konsekwencją błędu trzech sekund w ataku.
Offens int – straty wynikające z tzw. offensive interference (zwanego także offensive goaltending).
5s – straty będące konsekwencją błędu pięciu sekund.
Backourt – straty wynikające z błędu przekroczenia linii środkowej (backcourt violation).
8s – straty będące konsekwencją błędu pięciu sekund.
Disc dribble – (discontinued dribble) straty w sytuacji, gdy zawodnik drybluje, zatrzymuje się, a następnie wznawia drybling (podkategoria dla Traveling).
Palming – straty po niesieniu piłki przez zawodnika.
Lane – straty będące konsekwencją wejścia jednego z zawodników w niedozwolony obszar w trakcie rzutu wolnego.
Inbound – straty przy wznowieniu gry.
Illegal assist – według przepisów, zawodnik nie może podciągać się na tablicy lub obręczy, aby pomóc sobie w zdobyciu punktów, ani podnosić swojego partnera pomagając mu zdobyć punkty. Nie bardzo wiem, jak ten drugi przypadek miałby wyglądać w realiach NBA.
Jump ball – straty w sytuacji, gdy obrońca wymusza rzut sędziowski.
Kicked ball – straty po kopnięciu piłki przez zawodnika.
Excess Tim – (excessive timeout) straty będące konsekwencją prośby o czas dla drużyny w sytuacji, gdy wyczerpany został limit czasów. Pozdrawiamy tutaj Chrisa Webbera.
N/A – straty, których charakter (z niewiadomych powodów) nie został określony w danych play-by-play. Obejrzałem kilka z nich na Mysynergysports.com i okazuje się, że może to być każdy rodzaj straty. Były niestety aż 562 takie przypadki.

 

Poniżej zamieszczam kilka luźnych obserwacji wynikających z analizy danych:

  1. Minnesota Timberwolves okazali się drużyną, która najczęściej zalicza bad turnovers. Jeśli po waszych głowach krążą teraz myśli ten Ricky Rubio musi się jeszcze dużo nauczyć, aby być rozgrywającym z prawdziwego zdarzenia, to macie tylko częściowo rację. Hiszpański rozgrywający był co prawda winowajcą w 84 z 525 tego typu przypadków, co jest najwyższym wynikiem w całej drużynie, ale złe straty stanowią tylko 59% ogólnej ilości straconych przez niego piłek. W przypadku Luke’a Ridnoura i J.J. Barei, wskaźnik ten wynosi odpowiednio 60% i 65%. Drugim najczęściej zaliczającym bad turnovers Wilkiem jest Kevin Love, a stanowią one tylko 49% ogólnej liczby jego strat.
  2. Miami Heat są drużyną, która najczęściej traci piłkę przez niecelne podania, a winowajcą w tego typu sytuacjach jest zwykle Lebron James (129 przypadków).
  3. Szokujące jest jak często drużynom Detroit Pistons i Los Angeles Clippers nie wystarcza 24 sekund na rozegranie akcji – odpowiednio w 122 i 110 sytuacjach, przy ligowej średniej na poziomie 70,4. Jest to szczególnie zaskakujące w przypadku tego drugiego zespołu, co pokazuje jak świetnym trenerem jest Vinny Del Negro (nooot…).
  4. Tyler Hansbrough i Louis Amundson robią zdecydowanie za dużo kroków w porównaniu do czasu gry.
  5. Oklahoma City Thunder są drudzy w lidze w ilości fauli ofensywnych – najczęściej odpowiedzialnym za tego typu straty jest Kendrick Perkins (30), ale Durant i Westbrook nie są daleko za nim (odpowiednio 27 i 29).
  6. Liderzy w ilości strat w NBA są także na podium w kategorii podań, które wylądowały w trybunach – zespół Scotta Brooksa zbyt często gra nonszalancką koszykówkę (co w zasadzie wiadomo już od dawna).
  7. Zaskakująca ciekawostka – w tym sezonie pięć razy częściej oglądaliśmy błąd 8 sekund, niż błąd 5 sekund.
  8. Orlando Magic i New Jersey Nets dwa razy w tym sezonie (i jako jedyni w całej lidze) tracili piłkę przez poproszenie o czas, który im się nie należał (facepalm).

edit (22:39):

Pomyślałem, że przyda się jeszcze jedna tabela:

Nazwa drużyny TO Bad TO %
Dallas Mavericks 960 520 54,16667
Los Angeles Lakers 931 477 51,23523
Phoenix Suns 913 462 50,60241
San Antonio Spurs 874 442 50,57208
Miami Heat 997 498 49,94985
Minnesota Timberwolves 1059 525 49,57507
Golden State Warriors 919 449 48,85745
Sacramento Kings 1021 491 48,09011
Detroit Pistons 1092 523 47,89377
Memphis Grizzlies 1006 479 47,61431
Utah Jazz 962 457 47,5052
Portland Trail Blazers 900 423 47
Milwaukee Bucks 949 446 46,99684
Chicago Bulls 973 456 46,86536
Atlanta Hawks 966 451 46,68737
Philadelphia 76ers 754 352 46,68435
New Jersey Nets 1078 500 46,38219
Denver Nuggets 1043 483 46,30872
Houston Rockets 968 447 46,17769
Charlotte Bobcats 972 446 45,88477
Boston Celtics 1057 484 45,78997
Orlando Magic 1042 477 45,77735
New Orleans Hornets 1060 484 45,66038
Washington Wizards 1063 482 45,34337
New York Knicks 1119 501 44,77212
Oklahoma City Thunder 1130 500 44,24779
Cleveland Cavaliers 1064 466 43,79699
Toronto Raptors 1087 451 41,49034
Indiana Pacers 992 410 41,33065
Los Angeles Clippers 917 359 39,1494

NBA

Kategoria: stats - Tagi: stats, straty

Plusy ujemne i dodatnie minusy: bloki

kwi11
2012
7 komentarzy Mateusz Trybulec

Pomysł na ten tekst już od jakiegoś czasu krążył w mojej głowie. Zrodził on się z problemu, z którym musi konfrontować się każdy fan NBA – statystyki rzadko oddają dobrze rzeczywistość. Jakiś czas temu, Karol Melaniuk opublikował na Czwartej Kwarcie serię dwóch artykułów, które wzbudziły ogromne kontrowersje – Rondo jest przeceniany. Jedną z tez drugiego tekstu było to, że bardzo często asysty rozgrywającego Boston Celtics nie wynikają z wypracowanych przez niego sytuacji, a są prostym oddaniem piłki strzelcom i to oni odwalają całą robotę. Możecie nie zgadzać się z oceną poszczególnych sytuacji, ale Karol dotknął poważnego problemu zaawansowanych koszykarskich statystyk – nie ma żadnego wskaźnika, który oceniałby jakość/stopień trudności asyst. Ściągnięcie na siebie uwagi obrońców i oddanie piłki na obwód do strzelca dystansowego liczy się dokładnie tak samo jak podanie na izolację dla silnego skrzydłowego. Ta leninowska równość może być uznana za plus, gdyż nie daje miejsca na (niewłaściwą) interpretację, ale wszyscy głęboko czujemy, że są asysty równe i równiejsze.

Podobnie sprawa ma się z blokami – wielu analityków sportowych uważa, że bloki wybite z prędkością odrzutowca w tanie miejsca na trybunach powinny być inaczej oceniane, niż bloki, które pozwalają na przejęcie piłki (i w pewnym sensie mają tę samą wartość, co strata drużyny atakującej). W kontekście tego pierwszego typu, w roli czarnej owcy najczęściej wymieniany jest Dwight Howard. Z kolei Bill Russell wskazywany jest jako ten, który nie tylko był najlepiej blokującym w czasach, kiedy jeszcze nie liczono bloków, ale także zapewnił niezliczoną ilość dodatkowych posiadań dla Boston Celtics.

Od razu chciałbym zaznaczyć, że nie mam zamiaru potępiać żadnego z wybitnych blokujących NBA. Blok pozostanie zawsze blokiem i nawet jeśli piłka ląduje za linią boczną, to nadal jest to korzystne zagranie – drużyna atakująca musi od początku rozgrywać akcję mając na to mniej niż 24 sekundy, nie wspominając już o walorach psychologicznych bloku (często najlepsi blokujący już samą obecnością w polu trzech sekund odstraszają atakujących).

Tym niemniej, z czystej ciekawości, postanowiłem przyjrzeć się, który z najlepiej blokujących daje najwięcej swojej drużynie. Korzystając z serwisu Mysynergysports.com obejrzałem wszystkie bloki czterech najlepiej blokujących NBA w tym sezonie (fantastyczna czwórka), przyporządkowując je do następujących typów:

Typ 1

Bloki najkorzystniejsze dla drużyny, czyli takie, po których drużyna broniąca przejmuje posiadanie

Typ 2

Bloki trochę mniej korzystne, czyli takie, po których piłka pozostaje na parkiecie, ale nadal w posiadaniu drużyny atakującej. Potencjalnie, każdy z tych bloków mógł jednak, w innych okolicznościach, być blokiem typu 1.

Typ 3

Bloki, po których piłka wylatuje poza parkiet.

Poniżej przedstawiam wyniki mojego małego badania. Nie wykluczam, że mogłem zrobić pojedyncze błędy w ocenie, ale tak czy inaczej wyraźnie widać tendencje poszczególnych zawodników. Tabela nie jest wprawdzie długa, ale jak chcecie, to można ją posortować klikając na etykiety kolumn.

Zawodnik BT1 BT1% BT2 BT2% BT3 BT3%
Serbe Ibaka

104

51,23153

82

40,39409

17

8,374384

Javale McGee

64

52,03252

54

43,90244

5

4,065041

DeAndre Jordan

73

61,34454

44

36,97479

2

1,680672

Dwight Howard

73

62,93103

36

31,03448

7

6,034483

Legenda:

BT1 – liczba bloków typu 1.
BT2 – liczba bloków typu 2.
BT3 – liczba bloków typu 3.
BT1% – procentowy udział bloków typu 1 w ogólnej liczbie bloków.
BT2% – procentowy udział bloków typu 2 w ogólnej liczbie bloków.
BT3% – procentowy udział bloków typu 3 w ogólnej liczbie bloków.

Ku mojemu zdziwieniu, center Orlando Magic nie jest tym, który najczęściej wybija piłkę poza parkiet – robi to jednak najbardziej efektownie. W blokach typu 3 znalazł się on na drugim miejscu za Sergem Ibaką.

Dwight Howard okazał się za to najlepiej (nie mylić z najczęściej) blokującym zawodnikiem w NBA, gdyż aż 62% z jego czap zakończyło się przejęciem posiadania przez jego drużynę. Jeżeli weźmiemy także pod uwagę bloki typu 3, najlepiej blokującym będzie DeAndre Jordan – tylko około 1,68% jego bloków kończy się wznowieniem z boku przez drużynę atakującą. Bloki zawodnika Clippers nie są tak efektowne jak Howarda (wkłada w nie mniej siły), ale wyraźnie widać u niego tendencję do kierowania piłki w stronę partnerów, stąd jego korzystny rezultat w ostatniej rubryce.

Serge Ibaka i Javale McGee są bardziej wyrównanymi blokującymi i mają najbardziej zbliżone wyniki w procentowym udziale bloków typu 1 i 2. Rezultat ten wynika z ich tendencji do obijania tablicy przy blokach – w tego typu sytuacjach trudno liczyć, aby piłkę regularnie łapali partnerzy.

Każdy z fantastycznej czwórki blokujących charakteryzuje się innym stylem. Oto co zaobserwowałem, oglądając te 561 czap:

1. Szybkość Serge’a Ibaki jest naprawdę imponująca. Nie stanowi dla niego problemu zablokowanie gracza w kontrataku po własnym pudle spod kosza. Żaden backcourt w NBA nie może z nim na parkiecie czuć się bezpiecznie – nawet w akcjach izolacyjnych, jeśli niższy gracz go minie, dzięki swojej zwinności i szybkości Ibaka potrafi go dogonić i zablokować. W ataku pozycyjnym (rywali), najczęściej blokuje z pomocy.

2. Javale McGee jest dużo wolniejszy od zawodnika Oklahoma City Thunder, ale równie skuteczny w blokach z pomocy. Najlepiej ze wszystkich czterech graczy spisuje się on w izolacjach post-up – długie ręce (zasięg około 2m 30cm) i świetna pozycja w obronie post-up pozwalają mu ograniczać grę nawet najbardziej sprytnych centrów.

3. DeAndre Jordana trzeba pochwalić za to, że stara się kierować bloki w stronę partnerów. Jego czapy są przez to najmniej efektowne z całej czwórki, ale za to bardzo efektywne. Jest on także ciągle czujny w obronie i nie chełpi się udanym blokiem – często zdarza mu się dogonić wybitą przez siebie piłkę i tym samym uratować posiadanie dla Clippers.

4. Dwight Howard powinien dostać ksywę rim protector – ciągle krąży on w okolicach restricted area, zatrzymując wszelkie próby ataku na kosz. Nie jest też łatwo przerzucić centra Magic – dzięki swojemu wzrostowi i niezwykłej skoczności jest w stanie dosięgnąć praktycznie każdego floatera. Jego bloki są też najbardziej efektowne, a oglądając Howarda w akcji mam często wrażenie, że telewizor przełączył mi się z NBA na Plus Ligę.

W kolejnym artykule (który będzie bardziej rozbudowany statystycznie) – straty.


NBA

Kategoria: stats - Tagi: bloki, deandre jordan, dwight howard, javale mcgee, serge ibaka

Widzenie peryferyjne

kwi10
2012
Dodaj komentarz Mateusz Trybulec

We wczorajszym meczu, który jeszcze do niedawna nie uznalibyśmy za pojedynek godny poświęcania kilku godzin naszego życia (albo przeciwnie), zespoły Los Angeles Lakers i New Orleans Hornets zapewniły nam niezwykłe emocje w końcówce spotkania. Na nieco ponad dwie minuty przed końcem, na tablicy widniał wynik 86-86 i każda z drużyn miała jeszcze szansę na wygraną.

Po trafionej trójce Metta World Peace’a (rzut, na który zwykle pozwalają przeciwnicy Jeziorowców, gdyż wiąże się on z najmniejszym ryzykiem powodzenia), Vasquez nie trafił trudnego rzutu z półdystansu i goście znów mieli piłkę, prowadząc trzema punktami. Następne posiadania były kluczowe dla obydwu drużyn, a żadna z nich nie mogła pozwolić sobie na pudło. Jak się okazało, zarówno Mike Brown jak i Monty Williams rozpisali świetne zagrywki, a koszykarze Hornets i Lakers idealnie zrealizowali wizje swoich szkoleniowców. Co więcej, obydwie akcje zakończyły się skutecznie przez ten sam rodzaj błędu – zbytnią koncentrację jednego z zawodników na graczu z piłką.

Los Angeles Lakers zaczynali swoją akcję z linii końcowej pod koszem przeciwników mając 3,2 sekundy na jej rozegranie – piłkę od sędziego dostaje Metta World Peace, a na parkiecie znajdują się Steve Blake i Ramon Sessions na słabej stronie, Pau Gasol i Andrew Bynum na mocnej. Na początku, Steve Blake zbiega do rogu parkietu na mocnej stronie, pociągając za sobą kryjącego go Marco Bellineliego. Biegnący tuż za nim Ramon Sessions stawia zasłonę dla Andrew Bynuma, który zbiega na słabą stronę. Cała akcja wygląda tak, jakby Lakers chcieli grać lobem do swojego centra (oczyszczenie słabej strony i downscreen dla Bynuma) – kryjący Sessiona Vasquez próbuje temu zapobiec stając na drodze Bynumowi. Stracony w ten sposób ułamek sekundy nie pozwala mu jednak powrócić do krycia swojego zawodnika, a Ramon Sessions wykorzystuje zasłonę od Pau Gasola, aby wyjść na obwód i trafić cenną trójkę. Zwróćcie uwagę na Jasona Smitha, który patrzy ciągle w stronę piłki, zupełnie tracąc pogląd na sytuację na parkiecie.


Hornets przegrywali już 6 oczkami i koniecznie musieli zdobyć szybkie punkty, najlepiej zza łuku. Piłkę zza linii zagrywa Al-Farouq Aminu, a akcja zaczyna się od dwóch zasłon (pindown screen) dla Vasqueza i Belinelliego. Podanie dostaje Vasquez, ale natychmiast oddaje piłkę Belinelliemu. Jason Smith markuje zasłonę dla Włocha i zbiega na słabą stronę. Lakers postanowili w tej sytuacji zastosować hedge, przez co Belinelli ściąga na siebie uwagę dwóch obrońców – Gasola i Peace’a. Nie wiedzieć czemu, Ramon Sessions także koncentruje się na miejscu rozgrywania akcji, przez co zupełnie nie zauważa zasłony Chrisa Kamana, dzięki której niekryty Vasquez z zimną krwią trafia trójkę. Andrew Bynum jest za wolny, aby w tej sytuacji skutecznie dobiec na obwód do Wenezuelczyka.


Koszykarska zasada numer jeden – nigdy nie wpatruj się wyłącznie w gracza z piłką.


NBA

Kategoria: różne - Tagi: hornets, lakers, taktyka

Jak rozmontować obronę Heat

mar26
2012
Dodaj komentarz Mateusz Trybulec

Z zaskakującą łatwością Oklahoma City Thunder pokonali wczorajszej nocy Miami Heat. Pojedynek, który w oczach wielu był zapowiedzią tegorocznych Finałów, chyba nie do końca zaspokoił apetyty fanów NBA – w tym skądinąd atrakcyjnym widowisku, wygrana gospodarzy praktycznie w żadnym momencie nie była zagrożona.

Jedynymi z ojców spektakularnego zwycięstwa w Chesapeake Energy Arena byli Serge Ibaka i Kendrick Perkins, którzy zdobyli odpowiednio 19 i 16 punktów. Szczególnie (na plus) zaskoczył ten drugi, który przed wczorajszym spotkaniem tylko 3 razy miał (w tym sezonie) dwucyfrowe zdobycze punktowe.

Wiele mówiło się przed i w trakcie tego sezonu o tym, że jedną ze słabości drużyny z Oklahoma City będą wysocy. Ibaka, Perkins i Collison stanowią o sile obrony Thunder, ale ich umiejętności ofensywne są bardzo ograniczone (zwłaszcza w przypadku tych dwóch ostatnich). Po wczorajszych wysokich zdobyczach punktowych, zaczynają pojawiać się głosy, że wysocy Grzmotu udowodnili swoją wartość w ataku i w końcu powinno się przestać ich wymieniać jako najsłabsze ogniwo w matchupach.

Chciałem dolać trochę dziegciu do tej beczki miodu. Na takie stwierdzenia jest zdecydowanie za wcześnie.

W poniższym filmiku zobaczycie wszystkie punkty zdobyte przez Kendricka Perkinsa we wczorajszym starciu z Miami Heat.


Ile z tych trafień było rezultatem indywidualnych umiejętności Perka, a ile wynikało z tragicznych błędów defensywnych Miami Heat?

[1] – Chris Bosh przejmuje krycie Perkinsa (co trudno nazwać mismatchem) po tym, jak Joel Anthony postanowił zająć się Kevinem Durantem. Perk popisuje się świetnym hook-shot.

[2] – Znów Chris Bosh przejmuje krycie ścinającego do kosza Perkinsa, ale widząc, że Joel Anthony powrócił do prawidłowego krycia po hedge, wraca do swojego zawodnika. Anthony nie jest jednak zdecydowany, czy pomóc przy penetracji Duranta czy kryć swojego zawodnika, w końcu wybiera to pierwsze, a niekryty Perkins dostaje podanie od Duranta i kończy akcję efektownym wsadem.

[3] – Po początkowej, nieudanej akcji, Derek Fisher przerzuca piłkę na obwód do Hardena, który łapie na zwód Shane’a Battiera i penetruje na kosz. Joel Anthony zupełnie niepotrzebnie udziela pomocy w obronie (dublując się z Haslemem), traci kontakt wzrokowy ze swoim zawodnikiem, który znów kończy akcję łatwymi punktami.

[4] – Fatalny błąd w obronie, który nie wymaga komentarza.

[5] – Początkowo, Haslem dobrze zauważył, że Perkins jest niekryty pod koszem, ale później niepotrzebnie udzielił pomocy na Durancie, który znów miał okazję podać do Perkinsa na łatwe punkty.

[6] – Lebron James próbował przechwycić podanie do Perkinsa, ale zareagował zbyt późno i wysokiemu Thunder nie pozostało nic innego jak wrzucić piłkę do kosza kolejnym hook-shot.

[7] – Gdzie był Chris Bosh?

[8] – Nieporozumienie pomiędzy graczami Heat. Po zbiórce Westbrooka, Haslem przejmuje Perkinsa. Perk stawia zasłonę dla Duranta i Haslem postanawia przejąć krycie lidera Thunder, ale Lebron James nie czuje się na tyle zatrzymany przez zasłonę Perka, żeby dokończyć switch. W efekcie obaj zawodnicy Heat kryją Duranta, a Perk znów jest zupełnie niekryty.

Jak widać, Kendrick Perkins zaprezentował swoje walory ofensywne jedynie w dwóch akcjach (1 i 6). W pozostałych sytuacjach, jego punkty były rezultatem ewidentnych błędów w obronie (3, 4, 5, 7, 8) lub dobrze rozegranej akcji (2).

Nie chcę w żaden sposób umniejszać zasług Perkinsa, który w każdej z tych akcji znakomicie czytał sytuację i świetnie ustawiał się na parkiecie, co było kluczem do jego wysokiego dorobku punktowego. Wczorajsze spotkanie nie daje jednak żadnych powodów, aby uważać go za znaczącą siłę ofensywną.

Oklahoma City Thunder pokazali jednak, w jaki sposób mogą w przyszłości w pełni wykorzystywać potencjał swoich wysokich – poprzez większy ruch piłki. Drużyna, która do tej pory zaliczała średnio 18 asyst na spotkanie, co jest dopiero 26 wynikiem w NBA, we wczorajszym starciu miała ich aż 26. Bardzo dobry ball movement zespołu Scotta Brooksa musiał być ogromnym zaskoczeniem dla (nad-)agresywnej obrony gości (nie zauważyłem żadnych znaczących korekt defensywnych w trakcie spotkania), która, jak słusznie zauważył blog Basketusa.com, zbytnio skupiła się na powstrzymywaniu Kevina Duranta.

Jest jednak niemalże pewne, że Eric Spoelstra i jego asystenci wyciągną odpowiednie wnioski z tej porażki i w kolejnych starciach Perkinsowi nie będzie już tak łatwo zdobywać punktów.


NBA

Kategoria: różne - Tagi: heat, perkins, thunder

(No) defense Nuggets

mar24
2012
Dodaj komentarz Mateusz Trybulec

Jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że Utah Jazz będzie ciężko włączyć się w walkę o playoffs. Tymczasem po wczorajszej wygranej z Nuggets, która była ich szóstym zwycięstwem z rzędu, koszykarze z South Lake City nagle znaleźli się na 7 pozycji w Konferencji Zachodniej i teraz to Houston i Denver powinni się martwić o to, czy zagrają więcej niż 66 meczów w tym sezonie.

Zawodnicy George’a Karla dali się wczoraj zmieść z parkietu gospodarzom. Stało się to głównie za sprawą fatalnej defensywy, gdyż atak Nuggets funkcjonował, jak zwykle, efektywnie. Przyjezdni pozwolili gospodarzom na 59% skuteczność rzutów za dwa i 46% za trzy, co przełożyło się na eFG% na poziomie 63%. Główną bolączką koszykarzy z Denver były tragiczne rotacje w defensywie i wołający o pomstę do nieba help defense.

Na poniższym filmiku, Devin Harris wyprowadza piłkę na połowę Nuggets i z początku wydaje się, że będzie grał pick’n’roll z Alem Jeffersonem, jednak wysoki Jazz tylko markuje zasłonę i szybko ścina w stronę kosza. W takiej sytuacji, podstawową zasadą help defence jest nie pomagać, jeżeli twój zawodnik jest o jedno podanie od gracza z piłką. Aaron Afflalo zupełnie zignorował tę fundamentalną regułę, a udzielając pomocy zostawił niekrytego Gordona Haywarda na obwodzie, który bez problemu trafił trójkę.


Podobna sytuacja w akcji poniżej. Kenneth Farried, nie wiedzieć czemu, daje zdecydowanie za dużo dystansu znajdującemu się w odległości jednego podania od gracza z piłką Paulowi Milsapowi. Wysokiemu Jazz nie pozostało nic innego, jak trafić z półdystansu.

W dwóch poniższych akcjach widzimy tę samą zagrywkę Jazz – pick’n’roll Hayward-Jefferson. Za pierwszym razem, Nuggets znów pokazali jak nie udzielać pomocy w obronie (tym razem nie popisał się Andre Miller – po co ta pomoc, gdy w polu trzech sekund czeka Farried?).


W kolejnej, identycznej akcji, Andre Miller zachował się zdecydowanie lepiej, dobiegł na obwód i zapobiegł kolejnej trójce Harrisa.


Znów znakomite spotkanie zagrał Al Jefferson, upokarzając każdego obrońcę, który ośmielił się stanąć mu naprzeciw i trafiając 23 punkty na fantastycznej skuteczności 63%. Od razu widać, jak wiele Nuggets stracili w post-up defense oddając Nenê.




Wczorajszy mecz w Salt Lake City był pierwszym z 7-meczowego road tripu Nuggets. Przed koszykarzami George’a Karla decydujące tygodnie, w których muszą zdecydowanie poprawić swoją postawę w defensywie, żeby nie sprawić sobie przykrej niespodzianki nie kwalifikując się do playoffs. Rywale nie śpią.


NBA

Kategoria: różne - Tagi: al jefferson, jazz, nuggets, taktyka

Dlaczego non-shooting foul był słuszną decyzją

mar14
2012
Dodaj komentarz Mateusz Trybulec

W dogrywce wczorajszego, niezwykle ekscytującego meczu Orlando Magic – Miami Heat miała miejsce kontrowersyjna sytuacja. Na nieco ponad 2 minuty przed końcem spotkania, gospodarze prowadzili 2 punktami, a goście byli przy piłce. Drużyna Erica Spoelstry zdecydowała się na prosty pick’n’roll z Dwyanem Wadem i Chrisem Boshem. Zagranie kończy się sukcesem, a wysoki Żarów uwalnia się po ścięciu w pole 3 sekund, gdzie pomocy w obronie udziela Jameer Nelson. Rozgrywający Magic fatalnie się jednak ustawia – nie ma żadnych wątpliwości, że stanął w obrębie restricted area i w związku z tym nie może być mowy o faulu w ataku. Co więcej, Bosh trafia do kosza i kiedy wydawało się, że Heat będą mieli szansę wyjść na prowadzenie, sędziowie odgwizdują non-shooting foul i Żary muszą zaczynać akcję z boku wciąż tracąc 2 punkty do gospodarzy.


Część kibiców (a także komentatorzy tamtego spotkania) miało ogromne wątpliwości co do prawidłowości tej decyzji. Spieszę z wyjaśnieniami – sędziowie zachowali zimną krew w tej sytuacji i podjęli świetną decyzję.

Zgodnie z oficjalnymi przepisami NBA:

To screen a moving opponent, the player must stop soon enough to permit his opponent to stop or change direction [tłum. W celu postawienia zasłony na zawodniku będącym w ruchu, gracz musi zatrzymać się odpowiednio wcześnie tak, aby dać swojemu przeciwnikowi możliwość zatrzymania się lub zmiany kierunku].

Kluczem w ocenie wcześniej opisanej sytuacji jest fakt, że Chris Bosh wyskoczył tuż przed kontaktem z Jameerem Nelsonem. Rozgrywający Magic wsunął się pod zawodnika Miami, tym samym uniemożliwiając mu uniknięcie kontaktu poprzez zatrzymanie się lub zmianę kierunku – tym samym jest to faul. W tym wypadku, zupełnie nieistotne jest to, czy Nelson znajdował się w obszarze restricted area czy nie – tak czy inaczej, zostałby w tej sytuacji odgwizdany faul.

Dlaczego Chrisowi Boshowi nie zostały zaliczone punkty? Przed tym sezonem, NBA zrewidowała nieco podejście do akcji and1 i nakazano sędziom zwracanie szczególną uwagę na to, aby przyznawać tzw. continuation tylko i wyłącznie w wypadku, gdy faul miał miejsce po tym, jak atakujący rozpoczął akcję rzutową (shooting motion).

W analizowanej przez nas sytuacji, Chris Bosh wyskoczył w górę, złapał podanie, będąc ciągle w powietrzu został sfaulowany przez Nelsona i dopiero po wylądowaniu rozpoczął swoją akcję rzutową.

Po krótkiej chwili niepewności i zamieszania, sędziowie potwierdzili swoją decyzję, która była jak najbardziej prawidłowa i chwała im za to, że potrafili zachować zimną krew w tak zaciętym spotkaniu.

Polecam odwiedzenie oficjalnego serwisu NBA Official i obejrzenie zamieszczonego niedawno najnowszego odcinka programu Making the Call with Ronnie Nunn, w którym opisuje on bardzo podobną sytuację z innego meczu.


NBA

Kategoria: różne - Tagi: chris bosh, jameer nelson, Miami Heat, orlando magic, sędziowanie
« Older Entries

4kwarta NEWS

  • NBA playoffs Top 5 (21.05)
  • NBA playoffs Top 5 (20.05)
  • NBA playoffs Top 5 (17.05)
  • NBA playoffs Top 5 (16.05)
  • NBA playoffs Top 10 (15.05)
  • Small Market, Big Heart
  • NBA playoffs Top 5 (14.05)
  • Przed drugą rundą – zachód
  • NBA playoffs Top 5 (13.05)
  • NBA playoffs Top 5 (12.05)
  • Przed drugą rundą - wschód
  • NBa playoffs Top 5 (11.05)

Blog

  • NBAcodziennie
  • Archeobasketologia
  • Power Ranking
  • NCAA
  • Podcast
  • TRADE RUMORS
  • Airball spod kosza
  • NCAA od podstaw
  • Skarb Kibica NBA 2011/12
  • Overtime
  • Archiwum

Warto przeczytać

  • Idzie lato czas na zmiany
  • Airball spod kosza: 44 mecze pierwszej rundy
  • Smaczki i krzaczki – pierwsza runda
  • O Drafcie, NCAA i limicie wiekowym
  • Airball spod kosza: Mistrzowie na wakacjach, myślą o przyszłości
  • Przygotowania Olka Czyża do Draftu
  • Rookie Ranking vol.4
  • Nagrody 4kwarty za sezon 2011/12
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: straty
  • O Rajonie ciąg dalszy

W halach NBA (galeria)

Wyniki

Dołącz do nas

Współpraca

Linki

  • about NCAA
  • MVP Magazyn
  • NBA & NCAA na DVD
  • PolskiKosz.pl
  • RotoStrefa. Nasz Punkt Widzenia.
  • Sport24.pl
  • Typy NBA
  • widziane z półdystansu
  • wyniki na żywo

Szukaj

buttony

blog Czwarta Kwarta - to co najważniejsze o NBA Cavs.e-nba.pl - serwis poświęcony Cleveland Cavaliers Daveknot Enbiej.pl - NBA, koszykówka HORNETS.PL IVERSON.probasket.pl Nasz Kosz NBA Every Day - NBA, NCAA, koszykówka NBAonline Denver Nuggets poprostubasket.bloog.pl – Koszykarski blog Slamdunk League ToplistaNBA Typer - zabawa bukmacherska Wysoko nad obręczą – Koszykówka w szerokiej perspektywie Zawsze po pierwsze Koszykówka

EvoLve theme by Theme4Press  •  Powered by WordPress Czwarta-Kwarta.com
to co najważniejsze o NBA

Switch to our mobile site