• Strona główna
  • 4kwarta News
  • Market
  • Redakcja
  • Współpraca
  • Archiwum
  • TRADE RUMORS

Maciej Jamrozik

Iman Shumpert i Mike Woodson cichymi bohaterami Knicks?

kwi09
2012
5 komentarzy Maciej Jamrozik

Chicago Bulls (43-14) – New York Knicks (29-27) 99:100 (19:31, 26:22, 30:19, 16:19, 8:9)

Głównym bohaterem wczorajszego spotkania Knicks-Bulls był oczywiście nie kto inny jak Carmelo Anthony (43pkt, 7reb). Po obydwu rzutach aż podskoczyłem na fotelu, bo… były nie do trafienia?

Bulls mieli sporo okazji, by w końcówce przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Spudłowali cztery rzuty wolne (Deng, Rose), ale też…

Sytuacja na minutę do końca. Bulls grają izolację na Derricka Rose’a:

Derrick mając 8 sekund do końca akcji gra 1 na 1 przeciwko Imanowi Shumpertowi. odpowiedni spacing w tej akcji zapewnia Korver oraz Boozer.

Shumpert jest na tyle silny i szybki, że ustał w penetracji, cały czas zachowując pozycję przed mijającym go graczem. Zaskoczony Derrick pudłuje rzut z tego miejsca, który jest dodatkowo kontestowany przez Chandlera.

W odpowiedzi Knicks grają piłkę do Anthony’ego. Carmelo decydując się na minięcie w swoje prawo powinien zostać zaskoczony przez doskakującego Korvera i Boozera (dalsza rotacja wskazana strzałkami).

Carlos Boozer w 1.5 sekundy zdążył tylko zrobic mały naskok, zajmując kiepską pozycję obronną w chronionej strefie (!) (bez rąk w górze). W rezultacie właśnie jego słaba pomoc dała Knicks dwa punkty (z faulem) i złapanie kontaktu w ostatniej minucie. Anthony mijający z góry w swoje prawo jest na tyle silny i dynamiczny, że bez wysokiego obrońcy jest prawie niemożliwe, by go powstrzymać (not kiddin).

Bulls w odpowiedzi dają stratę (Rose), czas dla Knicks. Co rysuje Woodson?

Smith wybija piłkę, Shumpert przedzierając się przez zasłonę wychodzi wysoko po piłkę. Nadal wszyscy oczekują, że Anthony dostaje piłkę.

Piłka idzie do Shumperta, a Carmelo urywa się po zasłonie Steve’a Novaka. Luol Deng prawidłowo w momencie zasłony daje sygnał Tajowi Gibsonowi, by przejął Anthony’ego, co uniemożliwi mu rzut z wolnej pozycji.

Słaba reakcja Gibsona prowadzi do sytuacji, w której Anthony ma trochę miejsca na oddanie rzutu. Deng się świetnie zachowuje, przebijając się na zasłonie i szybko dopadając do Anthony’ego. W tym samym momencie Chandler stawia zasłonę dla Novaka, który wybiega na lewą 45′. W międzyczasie, Smith jako wabik na lewym skrzydle zbiega po wybiciu piłki z autu.

Tyson Chandler zachowuje się świetnie, czytając ruchy Bulls. Widząc wolnego Novaka, schodzi z Noahem pod kosz, dając mnóstwo miejsca najlepszemu procentowo strzelcowi za trzy w NBA. Gibson totalnie się zagubił w tej akcji. Carmelo świetnie znalazł Novaka, który o mały włos przestrzelił w tej sytuacji. Świetne zagranie z boku Woodsona!

Dalszy ciąg znacie – po niecelnych wolnych Rose’a Anthony trafia cudowny rzut, dający dogrywke w Madison Square Garden.

To nie koniec. Timeout dla Knicks, przegrywających czterema punktami na minutę do końca.

Carmelo wybija piłkę, Novak w prawym rogu jako wabik. Shumpert przebiega przez zasłonę JR Smitha do lewego rogu, co wprowadza mały chaos w szeregach obronnych Bulls.

Chandler wychodzi na szczyt po piłkę, oddając ją koszyczkiem do Anthony’ego zarazem podsłania jego obrońcę. JR Smith ucieka na lewą 45′, zabierając zarazem swego obrońcę z tunelu prowadzącego do kosza i dwóch punktów Anthony’ego.

W odpowiedzi Rose traci piłkę, a Knicks po trzech zbiórkach ofensywnych dają piłkę Anthony’emu, który niszczy ich kolejną bombą zza łuku (mały smaczek – to Novak mając piłkę w rękach przypomniał ustnie swym kolegom, że na boisku jest Carmelo…).

Czas dla Byków, piłka z boku na 8 sekund do końca. Co okaże się potem kluczowe, Bulls mają jeszcze dwa czasy dwudziestosekundowe do wzięcia.

IMAN SHUMPERT przejął defensywnie ten mecz. Po zobaczeniu ustawienia Byków, zmienia krycie z Landrym Fieldsem, biorąc zawodnika wyżej ustawionego (Korvera). To pierwszy błąd Byków, którzy po zobaczeniu, że Shumpert przejrzał ich plany, powinni wziąć timeout.

Właśnie po to Shumpert zmienił krycie. Rose po dwóch zasłonach ma zamiar wyjść po trzeciej, Noaha. Shumpert odczytując plany Bulls wychodzi wysoko, wyżej niż zasłona centra Bulls, i odcina zupełnie Rose’a od piłki…

… co prowadzi do wywrotki tych dwóch graczy. Tu wychodzi drugi błąd Byków – nie wzięcia po raz drugi timeoutu. Całość kończy się baaardzo ciężkim rzutem Rose’a, kontestowanym oczywiście przez Chandlera.

Mike Woodson i Iman Shumpert cichymi bohaterami wczorajszej wygranej Knicks?


NBA

Kategoria: Bulls, Knicks

Dwa największe sukcesy w historii polskiej koszykówki

lut29
2012
4 komentarzy Maciej Jamrozik

Komentarz: Praca została napisana na zajęcia z Historii Politycznej Polski XX wieku, prowadzonych przez dr Daniela Przastka. Praca ta miała na celu porównać obydwie imprezy sportowe. Posiłkowałem się tylko i wyłącznie źródłami prasowymi, gdyż takie były zasady pisania. Śródtytuły nie znajdowały się pierwotnie w pracy.

„Mistrzostwa Europy w koszykówce mężczyzn w 1939 i 1963 roku – dwa największe sukcesy w historii polskiej koszykówki”

Wstęp

Koszykówka została wymyślona przez Kanadyjczyka Jamesa Naismitha w 1891 roku. Od tego czasu ta gra zdobyła rzesze fanów na całym świecie, aktualnie jest jedną z najpopularniejszych dyscyplin sportu. Prawie każdy człowiek na świecie kojarzy Michaela Jordana i amerykańską ligę NBA.

Pracę tę potraktowałem jako możliwość zgłębienia dwóch największych sukcesów w historii polskiej koszykówki – brązowego medalu przywiezionego z Kowna w 1939 roku oraz srebrnego medalu z mistrzostw Europy odbywających się pierwszy raz w Polsce, we Wrocławiu, w 1963 roku.

Korzystałem głównie z „Przeglądu Sportowego”, piszącym o sporcie już od 1921 roku. Posiłkowałem się także doniesieniami prasowymi z „Kurjera Porannego” oraz „Robotnika” (odnośnie mistrzostw z 1939 roku), a odnośnie mistrzostw z 1963 roku, znalazłem długie artykuły w „Trybunie Ludu” i „Słowie Powszechnym”

Obydwa czempionaty do siebie porównam zarówno pod kątem sportowym, politycznym, jak i językowym.

Wyjazd do Kowna na ME? Raczej z obowiązku…

Pierwsze mistrzostwa Europy odbyły się w 1935 roku i były próbą generalną przed debiutem koszykówki na Olimpiadzie w 1936 roku, w Berlinie. Od tamtego roku mistrzostwa odbywają się co 2 lata, z przerwą na czas drugiej wojny światowej (po mistrzostwach w Kownie kolejne odbyły się dopiero w 1946 roku). Polacy na ME na Litwie nie musieli osiągnąć konkretnego rezultatu, w przeciwieństwie do sytuacji z 1963 roku. Jak pisze w „Przeglądzie Sportowym” W. Szeremeta: „Polacy powinni w najgorszym wypadku zająć 2 miejsce w eliminacyjnej grupie B, aby już ostatecznie zdobyć (po raz drugi) ostrogi olimpijczyków 1964. (…) Według kryteriów PKOL konieczne są jeszcze drugie ostrogi – równają się one zajęciu 4 miejsca w ogólnej klasyfikacji ME we Wrocławiu”. Nie dość, że rozgrywali mistrzostwa przed swoją publicznością, to walczyli o awans na Igrzyska Olimpijskie. Warto dodać, że polska koszykówka obchodziła wtedy 50-lecie swojego istnienia. Zawodnicy jak i PZKosz (Polski Związek Koszykówki) w związku z tym na pewno odczuwali sporą presję. Jakże w innej sytuacji byli zawodnicy wyjeżdżający do Kowna. „Nim przejdziemy do oceny własnej drużyny, należy na wstępie stwierdzić, że wyjechała ona do Kowna raczej z obowiązku. Po drużynie, która nie przeszła nawet 2-tygodniowego obozu, osłabionej brakiem rezerw, drużynie, która sztucznie przedłużyła sezon o 2 miesiące – nie można się było wiele spodziewać” – możemy przeczytać w „Przeglądzie Sportowym”. Każdy sportowiec wie, że gra się zupełnie inaczej nie mając wysoko postawionego celu. Komfort psychiczny w czasie tak długiego i intensywnego turnieju jakim są mistrzostwa Europy, mógł się okazać kluczem do zajęcia aż trzeciej pozycji na czempionacie z 1939 roku.

Prestiż wynikający z zajęcia miejsca na podium był zupełnie inny przed wojną, a po wojnie. Nie ujmując ogromu pracy, jaki włożyli w brązowy medal Polacy w 1939 roku, jednak były to mistrzostwa, w których brało udział zaledwie osiem zespołów, w tym dwa wyraźnie odstające od reszty: Węgry i Finlandia. Dostajemy tym samym zaledwie 6 drużyn walczących o trzy miejsca na podium. Tymi reprezentacjami były: Litwa, Łotwa, Estonia, Francja, Włochy oraz Polska. W czasie mistrzostw w Polsce było o wiele ciężej o podium – o mistrzostwo walczyło aż szesnaście zespołów, spośród których tylko trzy wyraźnie odstawały: Turcja (jedno zwycięstwo w turnieju), Holandia (także jedno), Finlandia (dwa zwycięstwa). Te trzynaście pozostałych zespołów to oprócz gospodarzy: ZSRR, NRD, CSRS (Czechosłowacja), Francja, Hiszpania, Rumunia, Jugosławia (wicemistrz świata z tego samego roku), Węgry, Bułgaria, Izrael, Włochy, Belgia, Sześć pierwszych krajów to obok Finlandii nasi rywale w grupie B. Nasz bilans z tymi zespołami w dotychczasowych spotkaniach wynosił 30 zwycięstw do 46 porażek.

Formuła turnieju sprzyjała Polsce przed wojną. Grano systemem każdy z każdym i potknięcie ze słabszym przeciwnikiem na początku mistrzostw nie skazywało zespołu na walkę o niższe pozycje. System, według którego rozgrywano czempionat w 1963 roku był bardziej bezlitosny. By dostać się do czołowej półfinałów i mieć szansę grę o medale, należało zająć minimum drugie miejsce w ośmiozespołowej grupie. Należy dodać, że w „polskiej” grupie (grupie B) mieliśmy ZSRR, drużynę, która byłą poza zasięgiem jakiejkolwiek reprezentacji europejskiej. Oznaczało to, że żeby być pewnym awansu do strefy medalowej, należało wygrać sześć z siedmiu spotkań (zakładając porażkę z ZSRR). Format mistrzostw został wprowadzony pierwszy raz właśnie we Wrocławiu, gdzie się sprawdził, podnosząc poziom imprezy.

Łotwa, jedyny mistrz Europy „karłów”

W przedwojennych mistrzostwach Europy istniał problem gry zawodników mających powyżej 190 centymetrów wzrostu. Gra, jaką jest koszykówka, ewoluowała przez te wszystkie lata i dziś to ci najmniejsi gracze na parkiecie mają około 190 cm, a ci najwyżsi – 210 cm. W 1939 roku: „Poza losowaniem omówiono m.in. sprawę udziałów zawodników, których wzrost przekraczał 190cm (podobnych zawodników mają Litwini i Estończycy). Polska wypowiedziała się przeciwko udziałowi tych zawodników w mistrzostwach. Po dyskusji zawarto kompromis, mianowicie postanowiono prowadzić oddzielną klasyfikację drużyn, w których niektórzy zawodnicy mają powyżej 190 cm wzrostu. Uchwała ta będzie miała znaczenie w ostatecznej klasyfikacji, a więc jeśli drużyna, w której skład wchodzą zawodnicy o wzroście ponad 190 cm zdobędzie pierwsze miejsce przed zespołem  w którym zawodnicy nie mają więcej niż 190, pierwsza drużyna zdobędzie tytuł w grupie o wzroście nieograniczonym, a druga otrzyma tytuł mistrza w grupie drużyn o wzroście ograniczonym”. Tym samym w Kownie wyłoniono dwóch mistrzów Europy: w kategorii absolutnej i z ograniczonym wzrostem („Przegląd Sportowy pisze o mistrzu „karłów”). Mistrzem absolutnym została zwyciężczyni całej imprezy, reprezentacja Litwy, mająca w swoim składzie najlepszego zawodnika mistrzostw, dwumetrowego Lubinasa, zaś mistrzem w kategorii ograniczonej została Łotwa. W 1963 roku nie było takich problemów, i nawet reprezentacja Polski posiadała w swoim składzie dwumetrowego zawodnika, Bohdana Likszo z Wisły Kraków.

Zasady gry na obydwu mistrzostwach były inne, niż w dzisiejszej koszykówce. Nie było linii trzypunktowej, mecz dzielono na dwie połowy.

Warto dodać, że w czasie ośmiu dni mistrzostw z 1939 roku na trybunach zasiadło łącznie około 90 tysięcy widzów, co nawet jak na dzisiejsze czasy jest niewyobrażalną liczbą. Hala w Kownie mogła maksymalnie pomieścić ok. 12 tysięcy kibiców. Dla porównania – rekordowa liczba widzów na jednym meczu PLK (Polskiej Ligi Koszykówki) wynosi ponad 10 tysięcy.

Sukces z 1963 roku był początkiem złotego okresu dla polskiej koszykówki. Na czterech kolejnych mistrzostwach Europy Polacy byli w pierwszej czwórce (dwa razy trzecie i dwa razy czwarte miejsce). Niestety nie przełożyło się to na „boom” na koszykówkę, co w dalszym rozrachunku nie pozwoliło na wychowanie następców srebrnych kadrowiczów.

Kontekst polityczny obydwu mistrzostw

Obydwa występy Polaków na Mistrzostwach Europy miały mocny kontekst polityczny. Polska nawiązała stosunki dyplomatyczne z Litwą dopiero w 1938 roku, a już rok później nasi koszykarze pojechali na Litwę reprezentować kraj. Rację ma „Przegląd Sportowy”, który zauważa, że wyjazd do Kowna to de facto uznanie Litwy: „Również z punktu propagandowego wyjazd spełnił swe zadanie. Był to przecie pierwszy występ sportowców polskich na ziemi litewskiej. Jeżeli bowiem początkowo Polska „cieszyła się” zupełnym brakiem sympatii, to dziś zdobyła – jeśli nie sympatię – to uznanie. Zdobyła dzięki ładnej, skutecznej i dobrze przemyślanej grze. Ma to swoje znaczenie dla dalszego rozwoju stosunków sportowych polsko-litewskich. Drużyna polska poza tym grała najbardziej fair”. Reprezentanci mieli przedłużyć sezon aż o dwa miesiące, żeby przyjechać na czempionat. O ile możemy pominąć kwestię grania fair i jego wpływu na widzenie Polski przez Litwina-kibica, o tyle w przededniu II wojny światowej Polska robiła przyjazne gesty w kierunku Litwy poprzez właśnie koszykówkę. I choć nigdy nie dojdziemy do prawdy z powodu wybuchu wojny, to czy w alternatywnej historii za początek ocieplania relacji polsko-litewskich nie uznalibyśmy wyjazdu naszej reprezentacji na mistrzostwa Europy w koszykówce? Samą organizacją mistrzostw Litwini chcieli zamanifestować swoją siłę i jedność, rzecz jasna w swym ograniczonym zakresie, ze względu na położenie międzynarodowe i potencjał, jednak… Podobną chęć mogliśmy dostrzec czy to w Pekinie (Igrzyska Olimpijskie w 2008 roku) czy sięgając głębiej w historię, po olimpiadę z 1936 roku, w Berlinie.

W 1963 roku Polska, kraj komunistyczny, dostał za zadanie organizację mistrzostw Europy. Dość niespodziewanie doszło do finału, w którym spotkał się gospodarz z faworytem, reprezentacją ZSRR. Czasopisma z tamtego okresu bardzo uważały, by z jednej strony nie deprecjonować możliwości zwycięstwa Polski nad ZSRR, z drugiej strony jednak bardzo wyraźnie wychwalały drużynę naszego sojusznika, w gdzie w „Trybunie Ludu” mogliśmy przeczytać: „Nie marzyliśmy przecież o tym, by w ostatnim meczu o Złoty Medal pokonać Związek Radziecki, broniący tytułu Mistrza Europy.(…) Polacy przegrali, bo z lepszą drużyną przegrać musieli.” czy w „Słowie Powszechnym”: „Złoty medal przypadł więc koszykarzom ZSRR jak najbardziej zasłużenie. Ta doskonała drużyny górowała zdecydowanie nad przeciwnikami. Jej defensywa była nie do przezwyciężenia dla wszystkich drużyn, a w meczu z Polską zagrała wręcz bezbłędnie.” To wszystko pisali dziennikarze, którzy widzieli wcześniejszy mecz Polski z ZSRR (mecz z pierwszej rundy kwalifikacyjnej), zakończony tylko 10-punktową porażką biało-czerwonych. W koszykówce dziesięć punktów to nieznaczna przewaga. W dodatku w obydwu relacjach rozpoczyna się od podsumowania punktowego ZSRR, co w przypadku meczu, w którym drugą stroną jest Polska, nie jest profesjonalizmem.

Małe zmiany w języku dziennikarzy na zakończenie

Analizując teksty pod kątem języka możemy zauważyć, że inaczej nazywano pewne zdarzenia, np. mecze kończyły się „w stosunku”, dzisiaj napisalibyśmy „wynikiem”. Rzucano kosze, a nie punkty, co współczesnego czytającego może zmylić, gdyż koszem współcześnie nazywamy trafienie do obręczy, a nie ilość punktów przysługujących za odpowiednie trafienie. W większości jednak język nie zmienił się. W relacjach z 1963 roku dziennikarze byli w stanie bardziej pochwalić się swoim warsztatem dziennikarskim, głównie z prostego powodu, że mieli możliwość oglądania tych spotkań. Tak jak już wcześniej zauważyłem, w momencie wspominania o reprezentacji ZSRR przypominano, jak bardzo ona dominuje nad całą resztą drużyn.

Kończąc swoje rozważania na temat mistrzostw Europy z 1939 roku i 1963 roku, chciałbym jeszcze raz podkreślić kontekst polityczny jaki miał występ Polaków na tych imprezach sportowych. Bardziej interesujący dla mnie zdaje się być wyjazd polskiej reprezentacji do Kowna, chyba ze względu na długotrwałe animozje polsko-litewskie jak i czas, który nas dzieli od tych wydarzeń. Brązowy medal z Kowna i srebrny medal z Wrocławia to dwa największe sukcesy w historii polskiej koszykówki – przedwojennej i powojennej.


NBA

Kategoria: Archeobasketologia, Artykuły

Beasley chce być liderem Wolves

paź25
2011
3 komentarzy Maciej Jamrozik

Beasley – 22 lata. Love – 23 lata. Rubio – 20 lat. Williams – 20 lat. Johnson – 24 lata. Randolph – 22 lata. Tak pokrótce wygląda wiek „rdzenia” zespołu Wolves, który w nadchodzącym sezonie (o ile nadejdzie) będzie ujarzmiał Rick Adelman. Na papierze nie wygląda to tak źle, prawda?

Liderem tego młodego zespołu chce zostać Beasley. Ostatnio jego osobistym mentorem został Norm Nixon, były obrońca Lakers.Ponoć wkłada on do głowy młodemu zawodnikowi same dobre rzeczy. Na efekty będziemy musieli i tak poczekać do sezonu, ale Michael, jak donosi Jerry Zgoda, zrzucił około 6 kilogramów, przez co jest bardziej mobilny. Ciekawe, czy wpłynie to na jego obronę?

„Czuję, że potrzebujemy lidera. Mamy grupę młodych, utalentowanych chłopaków i wszystko czego potrzebujemy to odpowiedni trener i boiskowy lider… Chcę nim być, myślę, że mogę być nim.”

I Beasley, i Love to gracze mogący zdobywać co noc minimum 20 punktów. O ile Kevin jest w dodatku wybitnym graczem na deskach, to Michael nie posiada drugiej bardzo dobrze opanowanej umiejętności koszykarskiej. Popychania fanów nie wliczam. Całkiem poważnie – czy B-Easy jest w stanie zrozumieć, żeby zaistnieć w tej lidze jako All-Star, musi być bardziej wszechstronnym zawodnikiem? Jeśli w tym sezonie nie dokona przełomu, to Wolves go powinni oddać, mając w zanadrzu Derricka Williamsa, ponoć pracoholika.

Fascynującym przeżyciem będzie oglądanie Wolves w postaci czterech skrzydłowych i Rubio w kontrze. Oddajcie nam NBA!


NBA

Kategoria: Wolves - Tagi: michael beasley, Rick Adelman, wolves

The Silesian Killer

wrz30
2011
Dodaj komentarz Maciej Jamrozik

Maciej Jamrozik

[yframe url='http://www.youtube.com/watch?v=o2CVnjpeUoY']

Kilkanaście dni temu swoją karierę skończył Andrzej Pluta. Choć nasz blog generalnie koncentruje się na amerykańskiej koszykówce, to nie mogliśmy „przegapić” takiego wydarzenia. Jednakże żaden bloger z naszego składu nie zrobiłby tego tak dobrze jak ktoś, kto śledzi od lat polską koszykówkę.

W związku z tym poprosiłem Jakuba Wojczyńskiego (m.in. „Przegląd Sportowy”) o napisanie o Andrzeju Plucie.

Jakub Wojczyński*
Twitter

Od oficjalnego zakończenia kariery przez Andrzeja Plutę minęło 11 dni, od momentu, gdy zostałem poproszony przez kolegów z 4 Kwarty o stworzenie tego tekstu niewiele mniej. Dlaczego tak długo? Częściowo mogę się tłumaczyć brakiem czasu, ale lepiej przyznać wprost: napisanie czegoś odkrywczego o Plucie to nie jest łatwe zadanie. Gdyby wpadło mi do głowy coś takiego, to pewnie bez problemu znalazłbym pół godziny, by przelać na klawiaturę…

Najprościej: Andrzej Pluta – w polskiej koszykówce człowiek-legenda. Jedyny z tych niemających nic wspólnego z NBA, który kojarzony jest przez przeciętnego kibica sportu w Polsce. Jedyny z tych nigdy niegrających w silnym klubie zagranicznym, który jest kojarzony przez przeciętnego kibica koszykówki w Europie. Dużo, prawda? Biorąc pod uwagę, że Pluta w swojej karierze tak naprawdę osiągnął… niewiele. Nie chcę narazić się na hmmm świętokradztwo (?), ale spójrzmy: dwa udziały w mistrzostwach Europy (Łukasz Koszarek już ma więcej), dwa tytuły mistrza Polski (Adam Hrycaniuk już ma więcej), jeden Puchar Polski (Adam Metelski już ma więcej), jeden sezon w ważnej roli poza ligą polską (Szymon Szewczyk już ma więcej) na dodatek w słabym zespole z Francji, zero sezonów w Eurolidze (Piotr Szczotka już ma więcej), brak wielkich sukcesów w europejskich pucharach (Robert Witka ma większe)…

Laikowi pewnie nasuwa się pytanie: no to o co chodzi z tym Plutą? Głównie o to, że panu Andrzejowi rzadko można było coś zarzucić. Oczekiwano od niego perfekcji w jednym elemencie gry: rzucie. I ją osiągnął. Niby tak mało, a jednak tak dużo. Ile to razy słyszymy o jakimś zawodniku: ten to ma świetny rzut. Niech mi wybaczy Wadim Czeczuro, ale nie widziałem na polskich parkietach nikogo z lepszym rzutem od Andrzeja Pluty. Myślę, że akurat tego każdy z 1001 Amerykanów, którzy przewinęli się przez polskie parkiety w ostatnich 20 latach mógłby się od niego nauczyć. Znane jest stwierdzenie „najlepszy rzut w Europie po Juanie Carlosie Navarro”. Nie wiem w zasadzie kto to powiedział, ale zacząłem się nad tym zastanawiać i w zasadzie trudno mi znależć kogoś, o kim mógłbym spokojnie powiedzieć, że rzucał lepiej od Pluty. Peja Stojaković nie ma prawa głosu, gra w NBA od XX wieku.

Poza tym trzeba pamiętać, że Pluta był klasą sam w sobie także dlatego, że utrzymywał się na tym poziomie strzeleckim przez kilkanaście lat. Nie przesadzam. W 1998 roku jako nastolatek oglądałem debiut ekstraklasy w moim rodzinnym Ostrowie Wielkopolskim. Pluta już wtedy był KIMŚ, już wtedy wydawało się, że gra od zawsze (także z powodu wyglądu, który go „nieco” postarzał), już wtedy chodziło się na mecze „na Plutę”. Minęła ponad dekada i co się zmieniło? Nic. Ile razy mówiło się, że „Pluta się skończył”? No i tak naprawdę nie skończył się do dzisiaj. Widzieliście w jego meczu pożegnalnym, co nadal potrafi.

Kariera pana Andrzeja to tysiące rzutów (po liczby odsyłam tutaj), ale ja mam taki jeden ulubiony moment. Nie, nie chodzi o mistrzostwo Polski z Anwilem, ale o Mecz Gwiazd 2010 w Lublinie. Nie wiem czy pokazała to wtedy TVP (śmiem wątpić), oglądałem na żywo, kilka metrów od boiska. Eliminacje konkursu trójek, w którym jak zwykle Pluta był faworytem. Pierwsza „baza” może nie wypadła olśniewająco, ale potem…!!! Od czasu, gdy nie jestem już nastolatkiem praktycznie nie zdarza mi się spontanicznie wstawać i klaskać. Wtedy się zdarzyło.

[yframe url='http://www.youtube.com/watch?v=jteRX0TKPJI&feature=player_embedded']

Czego można żałować w przypadku Pluty? Na pewno tego, że nie zrobił kariery zagranicą. Trochę z powodu przepisów dotyczących obcokrajowców w czasach jego młodości, trochę z powodu defensywnych ograniczeń. Żałować można też tego, że nigdy nie doczekał się fajnego pseudonimu typu „Polish Hammer” albo „Alaskan Assasin”. Takiego naprawdę cool, który pewnie zostałby wymyślony, gdyby zaliczył kilka sezonów w silnej lidze zagranicznej. Dzisiaj pomyślałem sobie, że niezła byłaby „Polska Strzelba” i już miałem to napisać, gdy dojrzałem właśnie taki tytuł na jednym z innych blogów odnoszący się do Erika Piatkowskiego (who?). Szybko wpadł mi do głowy nowy. Skoro pan Andrzej jest Ślązakiem pełną gębą, to może „Silesian Sniper” albo nawet „Silesian Killer”? :)

*Jakub Wojczyński jest dziennikarzem piszącym dla „Przeglądu Sportowego” oraz portalu polskikosz.pl, ma swojego bloga. Pisze o polskiej koszykówce i NBA. Jest wielkim fanem Philadelphii 76ers.


NBA

Kategoria: różne

NBA 2k12 – znamy overall ratings

wrz28
2011
14 komentarzy Maciej Jamrozik

Maciej Jamrozik

2kSports ujawniło overall ratings większości (jak nie wszystkich) graczy.

[yframe url='http://www.youtube.com/watch?v=K4RhYsNPMgU&feature=channel_video_title']

Pamiętam czasy, gdy składy NBA poznawałem przeglądając „rosters” w jeszcze NBA Live. Kto dobrze grał, kto był gwiazdą, a kto tylko średniakiem? Wiedziałem to na podstawie własnie „overall ratings”. Pierwsze co robiłem po dostaniu nowego wydania gry, to odpalenie składów i sprawdzenie, kto ile ma.

Ile ma Marcin Gortat? 73.

Wymienię graczy, którzy mają więcej niż 80:

Ray Allen 80
Al Horford 80
Tyreke Evans 80
Paul Millsap 80
Chris Bosh 80
Wilson Chandler 80
Tony Parker 80
Grant Hill 80
Stephen Curry 80

Al Jefferson 81
Danny Granger 81
Caron Butler 81
Kevin Love 81

Joakim Noah 82
Paul Pierce 82
John Wall 82

Stephen Jackson 83
Kevin Garnett 83
Zach Randolph 83
Gerald Wallace 83
LaMarcus Aldridge 83
Monta Ellis 83

Joe Johnson 84
Josh Smith 84
Tim Duncan 84
Steve Nash 84

Blake Griffin 85
Manu Ginobili 85
Dirk Nowitzki 85

Rudy Gay 86
Pau Gasol 86

Amare Stoudemire 88
Russell Westbrook 88

Deron Williams 90

Carmelo Anthony 91

Derrick Rose 92
Kevin Durant 92

Chris Paul 93
Dwight Howard 93

Kobe Bryant 94

Dwyane Wade 96

LeBron James 98

UPDATE: Jak celnie zauważa misfis w komentarzach, a o czym miałem wspomnieć, jedynym rookie, który będzie w grze, jest Ricky Rubio z Timberwolves.


NBA

Kategoria: różne

Brooklyn Nets

wrz27
2011
Dodaj komentarz Maciej Jamrozik

Maciej Jamrozik

Jak już pisałem tutaj (klik?), New Jersey Nets od sezonu 2012/2013 będą grać w nowej hali, Barclays Center, na Brooklynie. I jak wieść gminna niesie, zmienią swoją nazwę na Brooklyn Nets. Marzenie Jaya-Z się spełnia…

Przenosiny to ruch czysto finansowy. Prokhorov a także jego poprzednik Bruce Ratner liczą na spore zyski. Historia powstania tego obiektu na Brooklynie jest w świetnym artykule autorstwa Malcolma Gladwella (jeśli masz wolnych kilkanaście minut, to baaaaaaardzo polecam). Co nakłoniło Mikhaila do zakupu Nets? Możliwość zbudowania od podstaw organizacji z świetnym zapleczem sportowym oraz halą, która MA zarabiać.

Czy uda się być im rentowną organizacją na Brooklynie? Maciej Kwiatkowski na Zawszepopierwsze moim zdaniem trafnie wytyka dwa spore „ale”: wpływ zmiany nazwy oraz to, że Brooklyn jako miejsce już BYŁ na fali wznoszącej i przespano najlepszy czas na przeprowadzkę.

Do tych „ale” doliczyłbym sam fakt, kto jest właścicielem. Rosjanin. Jak przeszłość pokazuje, bycie miliarderem w Rosji to niełatwy kawał chleba. Przykład Chodorkowskiego i wielu innych bogatych Rosjan uczy, że ich imperia finansowe są w bardzo dużym stopniu uzależnione od sprzyjającej władzy. Jeśli władza przestanie na Ciebie patrzeć przychylnym okiem – możesz martwić się o swój majątek.

Co jeśli Prokhorov podpadnie „górze”? Mogłoby to podkopać plany Nets, gdyż Mikhail mógłby się wtedy wycofać z interesu – niełatwo znaleźć kolejnego chętnego na zakup miliardera w czasach kryzysu (nie bójmy się tego słowa. K-R-Y-Z-Y-S). Szczególnie, gdy musi jeszcze włożyć w interes, by z niego później „wyjąć”. Pamiętajmy, wybory w Rosji się zbliżają, walka o najwyższą władzę trwa, a jeśli Mikhail będzie chciał się włączyć politycznie bądź poprze nie tych ludzi. Rosja to nie jest typowy kraj, ma szczególny system polityczny, który ciągle ewoluuje w nieznanym bliżej kierunku. „Nikt się nie spodziewał hiszpańskiej inkwizycji!” – sytuacja Mikhaila może zmienić się diametralnie w kilka tygodni. Nie życzę mu źle.

Czy wy widzicie inne „ale”? Zapraszam do komentowania.


NBA

Kategoria: Nets

The „Battle for I-95″ – kolejny towarzyski mecz

wrz26
2011
Dodaj komentarz Maciej Jamrozik

Maciej Jamrozik

Nie lubię pisać o towarzyskich meczach. Przyszły gwiazdy/gracze NBA, zagrały, sklecono jakieś krótkie video z wydarzenia, a o jakości spotkania ma świadczyć ilość paczek na UTube. Te mecze trafiają w nasz głód jakichkolwiek wiadomości o spotkaniach z udziałem naszych ulubionych graczy. Nie wiem jak wy, ja czekam na NBA i na prawdziwe mecze.

Chwile sobie ponarzekałem, teraz wrócę do właściwego tematu. Wczoraj doszło do starcia „Team Melo” przeciwko „Team Philly”. W pierwszym zagrał m.in. LeBron James, Chris Paul, Carmelo Anthony,  W drugiej ekipie wystąpił m.in. Kyle Lowry, Hakim Warrick, Tyreke Evans oraz Jason Thompson.

James został wygwizdany, w pierwszej kwarcie miał tylko 4 punkty, po czym zdobył 39 oczek, dokładając do tego 23 zbiórki. Nieźle? Melo miał 31pkt i 17reb.

Ekipa Philly wygrała 131:122 dzięki aż 65 „oczkom” duetu Kyle Lowry&Lou Williams. Tyreke połamał parę kostek swoimi crossoverami (to coś za czym bardzo tęsknię), dorzucił 18 punktów i tyle samo zbiórek.

James i Paul opuścili halę bez rozmów z dziennikarzami, z kolei Anthony został udzielić wywiadów. Czy powiedział cos ciekawego? Tak. Zaraz po playoffach Melo miał dwie operacje – jedna to artroskopia lewego kolana, druga to rozwiązanie problemów z łokciem gwiazdy Knicks. Kontuzje musiały być dość poważnie, skoro Carmelo pierwszy raz w swojej karierze pozwolił na interwencję chirurgiczną.

Skrzydłowy wspomniał, że jest w dobrej formie, zrzucił kilka kilo, co pozwoli mu lekko odciążyć kolano. Zapewne pojawi się na mini-obozie, który ma zorganizować Stoudemire.

Trio z Knicks do rozgrywek NBA na pewno stanie w pełni zdrowe, z Imanem Shumpertem (robi spore wrażenie podczas tego lata) i kilkoma podpisanymi wolnymi agentami będą gotowi na awans do drugiej rundy playoffs.

[yframe url='http://www.youtube.com/watch?v=Sj612wZSNaQ&feature=player_embedded']


NBA

Kategoria: offseason2011

Amnestia

wrz22
2011
6 komentarzy Maciej Jamrozik

Maciej Jamrozik

Bardzo prawdopodobne, że w nowej umowie CBA znajdzie się klauzula dotycząca amnestii, czyli zwolnienia jednego gracza bez płacenia mu pozostałej w kontrakcie gotówki. Zapis ten pozwoli niektórym klubom dostosować się do nowego salary cap, którego na pewno będzie na niższym pułapie niż dotychczasowe.

Kogo kluby według mnie powinny zwolnić? Poniżej przedstawiam listę graczy z poszczególnych klubów, z krótkim objaśnieniem.

Atlanta Hawks: Marvin Williams, Joe Johnson. Pierwszy z nich ma w umowie około $8mln, co przy jego produktywności czyni go najpewniejszym kandydatem do „odstrzału”. Na miejscu Hawks rozważyłbym jednak opcję zwolnienia Joe Johnsona. Poważnie.

Boston Celtics: nikt.

Charlotte Bobcats: Corey Magette. Zwolnienie z kontraktu Coreya dałoby GM Bobcats, Cho, elastyczność finansową juz teraz.

Chicago Bulls: nikt.

Cleveland Cavaliers: nikt.

Dallas Mavericks: Brendan Haywood? Tylko w przypadku powrotu do Mavs Tysona Chandlera. Nie możesz płacić swojemu drugiemu centrowi ponad $8mln.

Denver Nuggets: nikt.

Detroit Pistons: Richard Hamilton.

Golden State Warriors: Andris Biedrins. Jeszcze dwa lata umowy gwarantującej mu $18mln, w dodatku trzeci rok jest opcja dla gracza. Yuck.

Houston Rockets: nikt.

Indiana Pacers: nikt.

Los Angeles Clippers: nikt.

Los Angeles Lakers: Luke Walton. Plecy 50-latka, prawie $12mln przez kolejne dwa lata.

Memphis Grizzlies: nikt.

Miami Heat: nikt.

Milwaukee Bucks: nikt.

Minnesota Timberwolves: Darkooooooooooooooooo! Milicic. No doubt.

New Jersey Nets: nikt.

New Orleans Hornets: nikt.

New York Knicks: nikt.

Oklahoma City Thunder: nikt.

Orlando Magic: Gilbert Arenas. Już, teraz, jak najszybciej. Chodzące $20mln.

Philadelphia 76ers: nikt.

Phoenix Suns: nikt. Wymieńcie Nasha.

Portland Trail Blazers: Brandon Roy. To będzie bolało, ale z punktu widzenia czysto finansowego nie możesz płacić takich pieniędzy graczowi, który nie jest już franchise-playerem.

Sacramento Kings: John Salmons?

San Antonio Spurs: Richard Jefferson. $20mln przez 2 lata z opcja dla gracza w trzecim sezonie. To wszystko za przyzwoitego gracza.

Toronto Raptors: nikt.

Utah Jazz: nikt.

Washington Wizards: Rashard Lewis. Zostały mu dwa lata dające $45mln (!).


NBA

Kategoria: offseason2011

Blatche chyba dorasta

wrz22
2011
Dodaj komentarz Maciej Jamrozik

Maciej Jamrozik

Andray Blatche chyba dorasta. Ma 25 lat, więc najwyższy czas na to. To on był zawodnikiem Wizards, który zorganizował treningi dla drużyn. Ostatnio gdzieś przeleciał mi przed oczami cytat z jego wypowiedzi mówiącej, że nie wybiera się za ocean, gdyż chce się starannie przygotować do sezonu, nabrać masy mięśniowej i dalej rozwijać swoją grę. Do Blatche’a chyba dotarło, że „Czarodzieje” dzięki wybraniu Johna Walla mogą w tym sezonie, już w tym, pojawić się w playoffs.

Jan Ściana szaleje w Lockout League, dominując na parkiecie przez duże „D”, i jest gotowy na nadchodzący drugi, być może przełomowy sezon w jego karierze. Dodając do tego JaVale’a McGee, Czecha Jana Vesely’ego, Trevora Bookera i Nicka Younga, dostajemy grupę młodych utalentowanych graczy.

Ale właściwie co mnie zainspirowało do napisania o Blatche’u? Koszulki, które dał każdemu uczestnikowi zorganizowanych przez niego treningów.

Blatche był OSTATNIM zawodnikiem Wizards, którego posądzałbym o zrobienie i rozdanie takich koszulek. Może wreszcie zmienię swoje zdanie na jego temat?:)


NBA

Kategoria: Wizards

Właściciele klubów na liście Forbesa

wrz22
2011
4 komentarzy Maciej Jamrozik

Maciej Jamrozik

Za nami kolejne bezowocne spotkanie na linii Liga-Zawodnicy. Bla, bla, bla, chodzi o hajs. Jest prawie pewne, że obozy przygotowawcze się nie odbędą. Następne w kolejce są: spotkania w preseason, początek sezonu, All-Star Game, cały sezon, draft. Zapewne Adam na dniach napisze szerzej o ostatnim spotkaniu.

Tymczasem 12 z 30 właścicieli klubów NBA znalazło się na liście 400 najbogatszych ludzi na świecie według Magazynu Forbes. Są to:

#23 Paul Allen (Portland Trail Blazers) $13.2bln
#60 Richard DeVos (Orlando Magic) $5bln
#75 Mickey Arison (Miami Heat) $4.2bln
#107 Stan Kroenke (Denver Nuggets) $3.7bln
#159 Tom Gores (Detroit Pistons) $2.5bln
#171 Mark Cuban (Dallas Mavericks) $2.3bln
#242 Glen Taylor (Minnesota Timberwolves) $1.8bln
#273 Herb Simon (Indiana Pacers) $1.6bln
#293 Dan Gilbert (Cleveland Cavaliers) $1.5bln
#293 Michael Heisley (Memphis Grizzlies) $1.5bln
#293 Donald Sterling (Los Angeles Clippers) $1.5bln
#309 Joshua Harris (Philadelphia 76ers) $1.45bln

To część z tych „biednych” właścicieli nie pozwala nam z niecierpliwością czekać na planowe rozpoczęcie nowego sezonu. Wina leży oczywiście gdzieś po środku.


NBA

Kategoria: różne
« Older Entries

4kwarta NEWS

  • NBA playoffs Top 5 (21.05)
  • NBA playoffs Top 5 (20.05)
  • NBA playoffs Top 5 (17.05)
  • NBA playoffs Top 5 (16.05)
  • NBA playoffs Top 10 (15.05)
  • Small Market, Big Heart
  • NBA playoffs Top 5 (14.05)
  • Przed drugą rundą – zachód
  • NBA playoffs Top 5 (13.05)
  • NBA playoffs Top 5 (12.05)
  • Przed drugą rundą - wschód
  • NBa playoffs Top 5 (11.05)

Blog

  • NBAcodziennie
  • Archeobasketologia
  • Power Ranking
  • NCAA
  • Podcast
  • TRADE RUMORS
  • Airball spod kosza
  • NCAA od podstaw
  • Skarb Kibica NBA 2011/12
  • Overtime
  • Archiwum

Warto przeczytać

  • Idzie lato czas na zmiany
  • Airball spod kosza: 44 mecze pierwszej rundy
  • Smaczki i krzaczki – pierwsza runda
  • O Drafcie, NCAA i limicie wiekowym
  • Airball spod kosza: Mistrzowie na wakacjach, myślą o przyszłości
  • Przygotowania Olka Czyża do Draftu
  • Rookie Ranking vol.4
  • Nagrody 4kwarty za sezon 2011/12
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: straty
  • O Rajonie ciąg dalszy

W halach NBA (galeria)

Wyniki

Dołącz do nas

Współpraca

Linki

  • about NCAA
  • MVP Magazyn
  • NBA & NCAA na DVD
  • PolskiKosz.pl
  • RotoStrefa. Nasz Punkt Widzenia.
  • Sport24.pl
  • Typy NBA
  • widziane z półdystansu
  • wyniki na żywo

Szukaj

buttony

blog Czwarta Kwarta - to co najważniejsze o NBA Cavs.e-nba.pl - serwis poświęcony Cleveland Cavaliers Daveknot Enbiej.pl - NBA, koszykówka HORNETS.PL IVERSON.probasket.pl Nasz Kosz NBA Every Day - NBA, NCAA, koszykówka NBAonline Denver Nuggets poprostubasket.bloog.pl – Koszykarski blog Slamdunk League ToplistaNBA Typer - zabawa bukmacherska Wysoko nad obręczą – Koszykówka w szerokiej perspektywie Zawsze po pierwsze Koszykówka

EvoLve theme by Theme4Press  •  Powered by WordPress Czwarta-Kwarta.com
to co najważniejsze o NBA

Switch to our mobile site