• Strona główna
  • 4kwarta News
  • Market
  • Redakcja
  • Współpraca
  • Archiwum
  • TRADE RUMORS

Karol Melaniuk

Smaczki i krzaczki – pierwsza runda

maj15
2012
Dodaj komentarz Karol Melaniuk

Evans jak Rodman
+23, -13, +8, -10, +3, +6 oraz +18. To +/- Evansa z każdego spotkania przeciw Memphis. Wyniki tym bardziej imponujące, że w całej serii różnica między obydwoma drużynami wynosiła tylko 5. Nie na mecz, lecz w sumie. Co ciekawe, to Grizzlies na przestrzeni tych siedmiu spotkań zdobyli więcej punktów, a mimo tego przegrali i Evans bez wątpienia miał w tym ogromny udział.

Powiedziałbym nawet, że to był drugi najlepszy zawodnik Clippers. Ilekroć pojawiał się na boisku, to całkowicie zmieniał obraz gry swoimi zbiórkami. Pewnie, jego nieporadność w ataku bardzo raziła i CP go za to nawet krytykował podczas G7. Nie zmienia to jednak tego, że ogólnie wpływ Evansa na grę był przeogromny. Nawet w ataku mimo wszystko był przydatny ze względu na to, jak kontrolował ofensywną deskę. Z nim na parkiecie LAC zbierali 31,1 ORB%, natomiast bez niego tylko 18,5. Nic zatem dziwnego, że z Reggiem na ławce ich ortg był gorszy (!) o 12,7 punktów.

Defensywę też oczywiście polepszał (o 18,1 drtg) i ogółem z nim na parkiecie Clippers w każdym meczu zbierali średnio 10 (!) piłek więcej niż Memphis. To jest niesamowity wynik, godny miana GOAT jeśli chodzi o walkę na deskach i stawiający Evansa na równi z Rodmanem, Mosesem, Wiltem czy Russellem. Oczywiście oni grali na taki poziomie znacznie częściej, ale w tej serii Reggie bez wątpienia był bohaterem.

LeBron powinien był zostać DPOTY?
Wszyscy wiemy jak świetnym defensorem jest Battier. A może trzeba by powiedzieć „był”? Przeciw NYK doskonale było widać różnice między tym, jak broni taki defensywny specjalista jak Shane, a jak LeBron, który przecież ma też na głowie przede wszystkim ciągnięcie drużyny w ofensywie.

Dzięki Synergy przeanalizowałem każdy rzut Melo z tej serii. Niektóre akcje oczywiście trudno zakwalifikować pod względem tego, kto najbardziej przyczynił się do niecelnego rzutu, albo kto najbardziej zawinił przy stracie kosza. Anthony na szczęście grał bardzo dużo (za dużo) izolacji, więc tych dyskusyjnych sytuacji jest relatywnie mało i nie zmieniają ogólnego obrazu.

A jest on taki, że przeciw Battierowi Melo miał 19/38 FG (50%), natomiast gdy pilnował go LeBron to zaledwie 18/49 (36,7). Różnica istotna, a do tego Anthony przeciw Jamesowi najwięcej narzucał w G5, gdy już było właściwie po meczu. Tak więc zastanawiające jest na ile faktycznie dobry w defensywie jest LJ. Melo to jakby nie było jeden z najlepszych 1on1 scorerów w lidze, a przeciw Jamesowi radził sobie kiepsko, mimo że ten rzadko otrzymywał pomoc od innych graczy Heat. Ich starcia to były w większości „czyste” pojedynki jeden na jednego.

Oczywiście na DPOTY James w żadnym razie nie zasłużył, bo KG czy Dwight i tak są znacznie lepsi w obronie od niego. Ale w tej serii mieliśmy przykład tego, że reputacja LeBrona jako jednego z najlepszych obwodowych defensorów nie jest ani trochę przesadzona. W przeciwieństwie do Bryanta, który nigdy nie zatrzymał na przestrzeni całej serii jakiegoś ofensywnego zawodnika kalibru Melo, a mimo tego co roku był wybierany do All D Teams.

PS
Jeszcze lepsze wrażenie niż defensywa LJ wywarła na mnie robota Wade’a. To ciągle jest chyba najlepiej broniący SG w lidze, o ile oczywiście mu się chce. Melo przeciw niemu miał 4/12 FG i w tym nawet jeden zablokowany wsad!

Fenomenalny KG
Garnett znowu gra jakby miał 27 lat. Robi na boisku dosłownie wszystko i doskonale widać to po tym, jak sobie radzą Celtics gdy jest on na parkiecie, a jak gdy siedzi na ławce. Razem z dwoma pierwszymi meczami przeciw 76ers mamy już 90 minut z KG „on bench” oraz 299 „on court”. W tym pierwszym przypadku ortg Bostonu wynosi 72,3 a drtg 109,8. Oznacza to, że bez Kevina na parkiecie zieloni mają efficiency differential na poziomie -37,5! Z nim z kolei ich atak daje 100,6 punktów na 100 possessions, a obrona zatrzymuje przeciwników na 84,4 pkt. Różnica +16,2, co w sumie daje nam ogólny wpływ Garnetta na grę na poziomie aż 53,7. Niesamowite.

Co ciekawe jest nie tylko najlepszym zawodnikiem Celtics pod względem obrony (polepsza ją o 25,4 drtg), co nie powinno nikogo dziwić, ale też rządzi i dzieli w ofensywie. Atak Bostonu jest z nim lepszy aż o 28,3 ortg! Tym bardziej szkoda, że tak wspaniała forma Garnetta zostanie prawdopodobnie zmarnowana przez kontuzję Pierce’a. Jeśli ktoś miał wątpliwości co do tego, jak bardzo utrudnia mu ona grę, to chyba po dzisiejszym meczu już jest wszystko jasne. Ja nie mogłem patrzeć na to, jak się porusza PP.

Rondo w clutch
Skoro jesteśmy przy Celtics, to nie omieszkam wspomnieć o Rajonie. W poprzednich dyskusjach jednym z argumentów, które przeciw niemu wytaczali nawet jego zwolennicy, było to, że jest słaby w clutch. Te playoffs to potwierdzają. Przeciw Hawks w czwartych kwartach miał 3,2 PPG przy 44,4 TS%. Oczywiście bardzo dobrze podawał (2,8 APG) i nieźle zbierał (1,6 RPG), ale to właśnie punktów od rozgrywającego często brakuje Celtics.

Dla porównania KG miał 6 PPG przy 68,2 TS% (oraz 3,2 RPG i 0,3 APG), natomiast Pierce 5,6 PPG i 56,8 TS% (oraz 1,4 RPG, 1,2 APG). W obliczu kontuzji PP lepszy scoring ze strony Rajona byłby jeszcze bardziej wskazany i jego brak może Celtics drogo kosztować.

Oczywiście czepiam się tu tylko jednego aspektu (choć niezwykle istotnego), jakim jest gra w clutch. Pozostałe minuty meczu też mają ogromne znaczenie i w nich Rajon gra dobrze, choć nie tak fantastycznie jak box score sugeruje. Patrząc na te same dane, co w przypadku KG, to Rondo polepsza atak Celtics o 9.6 ortg. Niestety defensywa z nim na parkiecie jest gorsza (!) o 8.4 drtg, co w sumie daje nam ogólny niewielki impact RR: tylko +1.2. To jest ogromna przepaść między nim a KG, choć i tak jest on drugim najlepszym Celtem w tych playoffs. To niestety świadczy tylko o słabości Bostonu, bo ze względu na kontuzję Pierce’a i ograniczenie roli Allena, mają oni teraz tylko dwóch bardzo dobrych graczy.


NBA

Kategoria: Playoffs 2012 - Tagi: dwyane wade, kevin garnett, lebron james, rajon rondo, reggie evans

Rozgrywający z co najmniej 11 APG

kwi12
2012
43 komentarzy Karol Melaniuk

Dyskusja w komentarzach sprawiła, że zacząłem się zastanawiać czy Rondo jest jakimś ewenementem, czy może inni PG zaliczający tyle asyst również prowadzili tak słabe ofensywy. Trudno jest określić wartość asysty, ale celem tej statystyki jest wskazanie dobrych kreatorów. Niestety w praktyce asysta nie jest równa asyście. Dlatego też same w sobie nie mówią nam one wiele o jakości rozgrywania.

Rajon ma w tym sezonie średnio 11,4 APG, tak więc sprawdziłem wszystkich rozgrywających w historii, którzy notowali przynajmniej 11 asyst na mecz. W sumie takich graczy jest 13, niektórzy z nich tą granicę przekroczyli wielokrotnie. Rekordzistą jest oczywiście niezapomniany Stockton, który dokonał tego 9 razy. Zobaczmy teraz ilu z nich miało tak wiele asyst i jednocześnie prowadziło dobre ofensywy, a ilu mimo dużych ilości asyst prowadziło słabe ataki.

Druga kolumna to ilość sezonów, gdy dany zawodnik miał co najmniej 11 APG. Trzecia to przeciętna siła ofensywy drużyny w tym okresie wyrażona w ortg w stosunku do średniej ligowej. Czwarta natomiast to średnia asyst gracza w tym okresie.

gracz lata ortg APG
Magic Johnson

8

5,5

12,4

Steve Nash

6

5,5

11,3

Kevin Johnson

2

5,2

11,8

Oscar Robertson

3

4,4

11,3

Tiny Archibald

1

3,8

11,4

Isiah Thomas

2

2,8

12,5

John Stockton

9

2,2

13,1

Chris Paul

2

2,2

11,3

Norm Nixon

1

1,6

11,1

Mark Jackson

1

-0,7

12,3

Kevin Porter

1

-1,7

13,4

Rajon Rondo

2

-2,3

11,4

Guy Rodgers

1

-4,6

11,2

Widzimy kilka ciekawych rzeczy. Najlepsi PG w historii przez wiele sezonów nie tylko zdobywali mnóstwo asyst, ale też bardzo dobrze prowadzili ofensywy swoich drużyn. Magic i Nash są tu po prostu fenomenalni, a i niedoceniany KJ wypada świetnie.

Na całkiem przeciwnym biegunie jest grupa graczy, których wiele asyst nie przekładało się na dobrą ofensywę drużyny (a wcale nie mieli słabych partnerów) i w konsekwencji atak ich zespołów był poniżej średniej ligowej. Co ciekawe, wszystkich tych czterech graczy łączy jedno – poważne wady pod względem scoringu. Choć i tak poza Rodgersem, to byli oni w tym elemencie lepsii niż Rondo.

PG musi stanowić zagrożenie jeśli chodzi o zdobywanie punktów. W ten sposób bowiem sprawia, że defensywy „nie oszukują”, nie odpuszczają go kosztem skupienia się na reszcie drużyny. Oczywiście nie wolno przegiąć w drugą stronę i rzucać tyle co np. Marbury. Właśnie to cechuje tych największych rozgrywających, i Magic jest tego najlepszym przykładem, że mimo iż potrafią zdobywać punkty, to tak dzielą się piłką, by wszyscy byli zadowoleni, a jednocześnie nie pozwalają defensywnie, aby ich lekceważyła.

Oczywiście w porównaniu do Magica, czy Nasha większość rozgrywających wypadnie blado i nie o to tu chodzi. Chcę po prostu pokazać, jak bardzo ułomności w scoringu u playmakera wpływają na jakość całej ofensywy. Że nawet jeśli zdobywa on dużo asyst, to one nie przekładają się na dobry atak jeśli sam PG nie będzie w stanie regularnie i efektywnie zdobywać punktów.

Właściwie pod względem ogólnego wpływu na grę porównałby Rondo właśnie do Marka Jacksona. Był on lepszym scorerem , ale gorszym obrońcą, lecz jeśli chodzi o rozgrywanie, to obaj wypadali tu podobnie. Jackson również za młodu wyglądał na zawodnika, który zostanie wielką gwiazdą, do tego grał w NY, co tylko pomagało rozwijać się jego reputacji. Czas jednak pokazał, że mimo iż był bardzo dobrym PG, to nigdy nie łapał się do top 5 rozgrywających w danym sezonie. Raczej jak Rondo, w najlepszych latach był top 10.


NBA

Kategoria: Archeobasketologia, Artykuły, NBA 11/12, różne - Tagi: Guy Rodgers, Kevin Porter, magic johnson, mark jackson, rajon rondo, steve nash

NBAcodziennie: Bulls po raz kolejny wygrywają bez Rose’a

kwi06
2012
Dodaj komentarz Karol Melaniuk

Przed meczem wydawało się, że są spore szanse na to, aby Derrick Rose w końcu wrócił do gry. Ostatecznie jednak opuścił 22 spotkanie w tym sezonie, ale powinien już wystąpić w niedzielę przeciw Knicks. Mimo jego braku Byki po raz kolejny pokazały (mają już 15-7 bez Rose’a), że nawet bez swojego najlepszego strzelca są bardzo mocną drużyną. Dzięki temu Chicago uniknęło serii trzech porażek z rzędu, która ostatnio zdarzyła im się w marcu 2010. Nieprzerwana została za to seria kłopotów Celtics w United Center, którzy w siedzibie Byków przegrali już piąty kolejny mecz w sezonie regularnym.

Po pierwszej połowie Chicago traciło 11 punktów, ale trzecią kwartę zaczęli bardzo dobrze po obu stronach boiska. Przez pierwszych osiem minut pozwolili Celtics zdobyć tylko 9 punktów, a sami rzucili ich 22, w tym dwie z rzędu trójki C. J. Watsona – pierwsza dała im remis, druga prowadzenie. W sumie w drugiej połowie Bulls zmasakrowali Boston 55 do 37, m. in. dzięki temu, że mieli aż 9 ofensywnych zbiórek oraz ograniczyli straty do zaledwie 4.

Ogromny udział w tej odmienionej grze w drugiej połowie miał Luol Deng, który po słabszym meczu z Thunder, rozegrał już drugie bardzo dobre spotkanie. Ze swoich 26 punktów aż 18 zdobył po przerwie, w tym 8 podczas 10-4 runu w czwartej kwarcie, który dał Chicago prowadzenie 91-81 na niecałe dwie minuty do końca. Deng był też nieoceniony na deskach (z tych 9 ORB 3 były jego) oraz oczywiście w defensywie. Pierce wprawdzie zdobył 22 punkty, ale potrzebował na to 21 rzutów oraz przede wszystkim został wyłączony z gry w czwartej kwarcie, w której zdobył zaledwie jeden punkt.

Ben Wallace poprowadził Pistons do zwycięstwa

Gdy Wallace wszedł do gry w połowie trzeciej kwarty, to odmienił obraz meczu. Przez całe spotkanie Pistons mieli problemy z obroną przy pick and rollach oraz zatrzymaniem Walla. Big Ben to zmienił (niesamowita była jedna sekwencja, w której najpierw zablokował layup Walla, a potem wymusił na nim ofensa) i czwartą kwartę zagrał już w całości, kosztem znacznie młodszego oraz bardziej utalentowanego Grega Monroe.

Nie zawiódł nawet na linii. Gdy na 2 minuty przed końcem Wizards zmniejszyli straty do siedmiu punktów, to zaczęli celowo faulować Wallace’a. Trudno im się dziwić, bo jest bardzo słabym wykonawcą wolnych i nawet już w tym spotkaniu w pierwszej połowie spudłował wszystkie cztery FTs. W końcówce jednak nie zawiódł i w ciągu 16 sekund trafił 5 z 6 wolnych. Nic dziwnego, że po meczu trener Frank rozpływał się w zachwytach nad jego grą.

Ogólnie Pistons wyglądali całkiem nieźle (i w sumie nie powinno to dziwić, gdyż są na fali i wygrali już 5 z 6 ostatnich meczów) na tle dość nieporadnych graczy z Waszyngtonu. Szczególnie żenujące było to, jak wiele layupów przestrzelili, albo jak fatalnie bronili, czego ukoronowaniem była akcja Monroe, który zebrał piłkę na własnej tablicy i nieatakowany przekołował całe boisko, po czym skończył wsadem.

Blake Griffin vs DeMarcus Cousins

Mecz w Sacramento miał być pojedynkiem podkoszowców przyszłości. Rozczarował jednak pod tym względem, głównie z powodu kłopotów z faulami Cousinsa (6 w 18 minut oraz tylko 8 punktów, 3 zbiórki i aż 5 strat). Sam Grifin też nie zagrał za dobrze, ale przynajmniej wymusił kilka z tych fauli DeMarcusa oraz pociągnął Clippers, gdy w czwartej kwarcie zdobył 6 kolejnych punktów (w całym meczu miał 14).

Jak zwykle swoje w clutch dołożył Chris Paul, który wprawdzie trafił tylko raz w końcówce, ale był to rzut, który dał LAC trzypunktowe prowadzenie na minutę przed końcem, po czym zaczął się festiwal wolnych, w których niezawodny był Randy Foye trafiając 4 razy w czterech próbach.

Cytat wieczoru: „That’s what Blake is going to say because he’s in L.A, where actors belong. And he’s an actor.” – Cousins w odpowiedzi na słowa Blake’a na temat tego, że nie ma między nimi jakiejś specjalnej rywalizacji.

Chandler zniszczył Dwighta

O dalszym ciągu telenoweli związanej z Dwightem napisał już jak zwykle niezawodny Adam, możemy więc się skupić na samym meczu. A był on interesujący choćby z tego względu, że Tyson Chandler po raz kolejny pokazał, iż to właśnie on jest najlepszym zawodnikiem Knicks.

Howard zakończył to spotkanie z zaledwie 8 punktami (4/8 FG, 0/3 FT – przy czym pierwszy rzut trafił dopiero pod koniec trzeciej kwarty!), 8 zbiórkami oraz 5 stratami i nie był to jego pierwszy tak słaby występ przeciw Tysonowi. W tym sezonie NYK z Magic grali wcześniej już dwukrotnie. W pierwszym z tych spotkań DH miał również 8 punktów (3/6FG, 2/9 FT), 10 zbiórek i 6 strat, a w drugim odpowiednio 12 (4/7 FG, 4/6 FT), 5 i 6. Czyżbyśmy mieli nowego kandydata do DPOTY?

Oprócz defensywy Chandlera do łatwego zwycięstwa Knicks przyczyniła się też bardzo dobra dyspozycja ich strzelców, którzy w sumie trafili aż 13 z 25 rzutów za trzy. Szczególnie brylowali w tym elemencie JR Smith oraz Novak razem mając 6 celnych na 10 prób zza linii.

Z ciekawostek: Dwight oraz Tyson mieli przyczepione mikrofony i można posłuchać co mówili:


NBA

Kategoria: NBA 11/12, NBAcodziennie - Tagi: ben wallace, dwight howard, luol deng, tyson chandler

NBAcodziennie: Griffinowi się oberwało

mar23
2012
Dodaj komentarz Karol Melaniuk

Nieczyste zagrywki i bezczelne flopowanie – to dwa zarzuty często stawiane Griffinowi. Czasem z powodu jego zachowania jakiś zawodnik nie wytrzymuje i próbuje mu się zrewanżować. W poprzednim sezonie głośno było o tym, co zrobił Andre Miller, a dziś Jason Smith ostro potraktował Blake’a:

Smith oczywiście za coś takiego wyleciał z boiska i pewnie zostanie jeszcze zawieszony na przynajmniej jeden mecz. Jednakże mimo jego braku w końcówce (a grał bardzo dobrze: 17 punktów, 8 zbiórek, 7/10 FG) oraz kontuzji Arizy (z powodu urazu kostki opuścił mecz w trzeciej kwarcie po spędzeniu na parkiecie 19 minut) Hornets i tak odnieśli zwycięstwo. Głównie dzięki Kamanowi, który był najlepszym zawodnikiem tego spotkania i zaliczył 20 punktów (9/13 FG) oraz 10 zbiórek przeciw swojej byłej drużynie. Niezbyt udany był za to powrót Chrisa Paula do Nowego Orleanu. Nie dość że jego Clippers przegrali, to jeszcze on sam przez cały wieczór miał kłopoty z trafieniem do kosza (5/14 FG, 1/5 za 3). Choć to i tak nic w porównaniu z „wyczynem” Foye: 1/14 FG i 1/8 za 3

Wielki powrót w Washingtonie
Pacers po pierwszej połowie przegrywali już 22 punktami, ale dzięki metodycznej grze powoli odrabiali straty i na minutę przed końcem pierwszy raz w tym meczu objęli prowadzenie, którego już nie oddali. Rzuty nie wpadały im cały czas, ale dzięki defensywie i zbiórkom pokonali Wizards. W samej drugiej połowie wygrali deskę 26 do 11 – w tym wszystkie 9 zbiórek Hibberta, czy trzy ofensywne Westa w ciągu ostatniej minuty.

Na koniec John Wall miał jeszcze szansę, by przynajmniej doprowadzić do dogrywki, ale bardzo dobra defensywa Georga (który po cichu wyrasta na jednego z najlepszych obwodowych defensorów w lidze) spowodowała, że trochę zakozłował się w ostatniej akcji i w konsekwencji oddał celny rzut, ale już po syrenie.

Game winner Jeffersona
Świetnie ostatnio dysponowany Marcus Thornton dziś miał gorszy dzień (7/18 FG), ale w ostatnich 30 sekundach to jego niesamowite rzuty dwukrotnie dawały Kings jednopunktowe prowadzenie. Jednak w ostatniej akcji Jazz zawodnicy Sacramento popełnili błędy w obronie zostawiając niepilnowanego Jeffersona (26 punktów, 13/19 FG), który bez problemów dobił niecelny rzut Devina (choć sam Harris twierdzi, że to było podanie):

Dzięki temu Jazz ciągle pozostają w wyścigu o playoffs. Wygrali piąty mecz z rzędu i każdy z nich był zacięty do samego końca – dwa po dogrywce, dwa kolejne zakończone różnicą 6 i 7 punktów, a dziś jednopunktowe zwycięstwo.

Koniec serii Bucks
Milwaukee wygrało 6 kolejnych meczów, ale debiut Monty przed swoją nową publicznością przerwał tą serię. Razem z Jenningsem trafili oni tylko 12 z 32 rzutów z gry, co w połączeniu z fatalną dyspozycją Goodena (2/12 FG) nie mogło dać innego wyniku wobec świetnej formy Pierce’a (25 punktów, 9 zbiórek, 10/15 FG, 3/3 za 3) oraz czterech głównych rezerwowych Celtics, którzy w sumie trafili 13 z 20 rzutów.

Debiut Arenasa
Pierwszy mecz od zeszłorocznych playoffs rozegrał niezapomniany Agent 0. Na boisku spędził 12 minut, trafiając tylko 1 z 4 rzutów, ale miał też 3 asysty oraz 2 przechwyty. Memphis tego dnia z pewnością przydałoby się więcej z jego strony, szczególnie wobec słabej dyspozycji Conley’a (5/16 FG) oraz Zacha, który w pierwszej połowie trafił wszystkie 5 rzutów, ale w drugiej z kolei wszystkie 5 spudłował.

Blazers do zwycięstwa poprawdzili Batum, który zdobył 24 punkty (9/15 FG, 4/8 za 3) oraz Crawford, który wprawdzie nie miał dobrego dnia pod względem rzutów z gry (3/10), ale trafił wszystkie wolne (10), w tym 4 w ostatnich 13 sekundach.


NBA

Kategoria: NBA 11/12, NBAcodziennie - Tagi: al jefferson, blake griffin, gilbert arenas, jason smith

Horry, Kobe, LeBron i inni w clutch

mar22
2012
1 komentarz Karol Melaniuk

Jak wspomniałem tydzień temu, w NBA za clutch przyjęło się uważać pięć ostatnich minut czwartej kwarty lub dogrywki, gdy żadna z drużyn nie prowadzi więcej niż pięcioma punktami. Dziś przyjrzymy się temu, jak w takich sytuacjach w playoffs wyglądają poszczególni gracze od 2001 roku. W sumie od tego czasu aż 404 zawodników oddało przynajmniej jeden rzut z gry w clutch w playoffs, a średnia ligowa wynosi 44,1 eFG%. Wynik całkiem dobry, znacznie lepszy niż skuteczność przy game winnerach (27,2 eFG%) i nieco gorszy niż ogólna efektywność w regular w tym okresie (od 47,3 do 50 eFG%). Pierwsza tabela przedstawia 20 graczy, którzy mieli najwięcej FGA, druga tych, którzy mieli najlepszą skuteczność (minimum 20 rozegranych spotkań).

gracz G FG FGA 3P 3PA 3P% eFG% %ast’d FGAperG
Steve Nash

39

47

97

17

44

38,6

57,2

14,9

2,5

LeBron James

48

70

154

17

48

35,4

51,0

14,3

3,2

Shaquille O’Neal

35

37

74

0

0

50,0

54,1

2,1

Allen Iverson

26

33

79

9

20

45,0

47,5

39,4

3,0

Tim Duncan

60

66

146

1

2

50,0

45,5

40,9

2,4

liga

29,8

44,1

49,0

Dirk Nowitzki

48

50

126

11

26

42,3

44,0

38,0

2,6

Kevin Garnett

34

27

64

2

3

66,7

43,8

44,4

1,9

Hedo Turkoglu

34

26

68

7

24

29,2

43,4

23,1

2,0

Tony Parker

54

48

114

1

11

9,1

42,5

29,2

2,1

Manu Ginobili

43

36

96

9

30

30,0

42,2

47,2

2,2

Kobe Bryant

66

84

215

11

45

24,4

41,6

14,3

3,3

Richard Hamilton

35

31

77

1

4

25,0

40,9

51,6

2,2

Dwyane Wade

40

39

102

4

15

26,7

40,2

12,8

2,6

Paul Pierce

45

45

129

10

28

35,7

38,8

33,3

2,9

Ray Allen

38

28

87

11

50

22,0

38,5

75,0

2,3

Vince Carter

24

27

74

2

12

16,7

37,8

37,0

3,1

Rasheed Wallace

33

27

82

8

32

25,0

37,8

63,0

2,5

Chauncey Billups

42

30

101

14

48

29,2

36,6

36,7

2,4

Jason Kidd

44

34

103

7

37

18,9

36,4

26,5

2,3

Jason Terry

32

24

81

9

27

33,3

35,2

33,3

2,5

gracz G FG FGA 3P 3PA 3P% eFG% %ast’d FGAperG
Robert Horry

27

18

36

13

26

50,0

68,1

72,2

1,3

Pau Gasol

27

27

46

0

0

58,7

37,0

1,7

Steve Nash

39

47

97

17

44

38,6

57,2

14,9

2,5

Michael Finley

25

23

51

9

27

33,3

53,9

69,6

2,0

Derek Fisher

41

22

54

12

31

38,7

51,9

68,2

1,3

LeBron James

48

70

154

17

48

35,4

51,0

14,3

3,2

Shaquille O’Neal

35

37

74

0

0

50,0

54,1

2,1

Shawn Marion

27

26

58

4

13

30,8

48,3

73,1

2,1

Allen Iverson

26

33

79

9

20

45,0

47,5

39,4

3,0

Lamar Odom

34

25

56

2

10

20,0

46,4

52,0

1,6

Peja Stojakovic

20

14

39

8

23

34,8

46,2

78,6

2,0

Tim Duncan

60

66

146

1

2

50,0

45,5

40,9

2,4

liga

29,8

44,1

49,0

Dirk Nowitzki

48

50

126

11

26

42,3

44,0

38,0

2,6

Kevin Garnett

34

27

64

2

3

66,7

43,8

44,4

1,9

Hedo Turkoglu

34

26

68

7

24

29,2

43,4

23,1

2,0

Tony Parker

54

48

114

1

11

9,1

42,5

29,2

2,1

Mike Bibby

22

24

60

3

16

18,8

42,5

58,3

2,7

Kenyon Martin

29

25

59

0

2

0,0

42,4

56,0

2,0

Manu Ginobili

43

36

96

9

30

30,0

42,2

47,2

2,2

Richard Jefferson

21

18

50

6

14

42,9

42,0

77,8

2,4

Przede wszystkim widzimy, że reputacja niektórych zawodników jako clutch wymiataczy jest zupełnie zasłużona . Inni z kolei to wyraźny przykład ulegania magii highlightów. Właściwie najlepiej to widać po dwóch graczach, do których przylgnął przydomek „Big Shot”. Horry jak najbardziej zasłużył sobie na taką ksywę, bo rzeczywiście trafiał wielkie rzuty tak dobrze jak mało kto. Billups z kolei znacznie więcej pudłował i to właściwie nie powinno nikogo dziwić. Na przykład ileż to bowiem razy Chauncey w decydujących momentach kończył szybki atak głupim rzutem z dystansu…

Oczywiście ich rola była diametralnie inna i Horry przede wszystkim korzystał z uwagi obrony skupionej na liderach Lakers oraz Spurs (co widać choćby po tym jak wiele jego rzutów w clutch było asystowanych). Billups z kolei więcej sam kreował, choć i tak korzystał z podań partnerów częściej niż inni rozgrywających i przede wszystkim wypada słabo w porównaniu z innymi liderami.

Największe zaskoczenie to dla mnie Iverson. Normalnie był przykładem bardzo nieefektywnego gracza, ale okazuje się, że pod presją był niesamowity (co w sumie nie powinno dziwić biorąc pod uwagę jego wolę walki) i w latach 2001-2003 był właściwie najbardziej clutch w NBA. Szkoda że teraz jest trochę zapomniany i jego kariera skończyła się w tak smutny sposób.

Widać też jak jednak niezasłużona jest zła reputacja LeBrona (choć ciągle aktualnym pozostaje pytanie – dlaczego w finałach nie grał tak samo jak we wcześniejszych rundach?) i jak przeceniany jest Kobe. Bryant oczywiście i tak jest jednym z lepszych wśród liderów, ale po raz kolejny widać, że nie jest zdecydowanie najlepszy, lecz to właściwie poziom od zawsze niedocenianego Manu.

Na koniec jeszcze tabelka z różnymi zawodnikami, głównie gwiazdami dawniejszych lat, ale też z kilkoma obecnej NBA. Roy specjalnie dla Ely3.

gracz G FG FGA 3P 3PA 3P% eFG% %ast’d FGAperG
Brandon Roy

4

6

8

4

5

80,0

100,0

50,0

2,0

Yao Ming

10

13

18

0

0

72,2

84,6

1,8

Toni Kukoc

4

4

7

2

3

66,7

71,4

50,0

1,8

David Robinson

9

7

11

0

0

63,6

85,7

1,2

Vlade Divac

9

8

15

1

1

56,7

25,0

1,7

Michael Finley

25

23

51

9

27

33,3

53,9

69,6

2,0

Gary Payton

13

9

22

2

6

33,3

45,5

33,3

1,7

Kevin Durant

9

13

32

3

13

23,1

45,3

53,8

3,6

Carmelo Anthony

18

16

40

4

12

33,3

45,0

50,0

2,2

Karl Malone

11

9

20

0

0

45,0

88,9

1,8

liga

29,8

44,09

49,0

Reggie Miller

17

17

51

9

36

25,0

42,2

76,5

3,0

Gilbert Arenas

12

15

39

2

11

18,2

41,0

6,7

3,3

Chris Webber

24

19

49

1

4

25,0

39,8

57,9

2,0

Derrick Rose

15

18

46

0

4

0,0

39,1

5,6

3,1

Rajon Rondo

26

19

53

1

9

11,1

36,8

36,8

2,0

Tracy McGrady

13

13

41

1

9

11,1

32,9

23,1

3,2

Russell Westbrook

10

11

42

1

9

11,1

27,4

0,0

4,2

John Stockton

6

4

15

0

5

0,0

26,7

25,0

2,5

Tak, Roy był świetny w clutch, ale niestety nie mógł pograć za wiele. Reggie, mimo podeszłego koszykarsko wieku, wypada bardzo dobrze, więc aż strach pomyśleć jak świetny musiał być u szczytu możliwości. Wbrew powszechnej opinii Karl Malone też nie zawodził w decydujących momentach, niestety nie można tego samego powiedzieć o Stocktonie.


NBA

Kategoria: Archeobasketologia, Artykuły, NBA 11/12, różne, stats - Tagi: allan iverson, brandon roy, chauncey billups, john stockton, karl malone, kobe bryant, lebron james, robert horry

Kobe znów tego dokonał

mar15
2012
12 komentarzy Karol Melaniuk

Mnóstwo tego typu tytułów pojawia się, gdy Bryant trafi jakiegoś game winnera. W ten sposób po części buduje się jego legendę. Dlaczego jednak jednocześnie ignoruje się te wszystkie mecze, gdy nie udaje mu się zdobyć tych decydujących punktów? Dotyczy to zresztą większości zawodników, a KB jest tylko przykładem z ostatnich nocy (pudła pod koniec czwartej kwarty oraz pierwszej dogrywki vs Memphis, a także pudło na koniec IV vs NOH) na to, że chwali się co dobre, a zapomina o tym co złe. Takie podejście niestety powoduje powstawanie mitów i jednym z nich jest ten głoszący, że Kobe jest najbardziej clutch zawodnikiem swojej generacji, że jemu najlepiej powierzyć ostatni rzut, bo przecież on nie pęka w takich sytuacjach.

U nas pisał o tym Mateusz, a na forum e-nba kilka tygodni temu jeden fan Bryanta podał link do artykułu, który przedstawia informacje na temat rzutów dających remis lub prowadzenie w ostatnich pięciu sekundach meczów regular oraz playoffs w tym i dwóch poprzednich sezonach. Przede wszystkim nie wiem dlaczego o byciu clutch miałyby decydować spotkania z regular (a to też do nich na ogół odnosi się „znowu tego dokonał”). Wiecie, w sezonie regularnym to nawet LeBron przez lata wyglądał na super clutch zawodnika. W tym miejscu należy też rozróżnić dwie rzeczy. Te rzuty w ostatnich pięciu sekundach to właściwie game winnery (oczywiście nie w dosłownym znaczeniu, bo rzut na remis nie daje wygranej), które są częścią „bycia clutch”, ale nie wyczerpują tematu.

Problemem jest tu zdefiniowanie clutch, ale przyjęło się (również w samej NBA) za ten okres uważać ostatnie pięć minut czwartej kwarty lub dogrywki, gdy żadna drużyna nie prowadzi więcej niż pięcioma punktami. Kryteria wyglądają na sensowne, bo dzięki nim uwzględnia się końcówki zaciętych meczów, a więc sytuacje, w których można wykazać się „byciem clutch”. Przyjrzymy się więc tym dwóm aspektom: game winnerom (w tym wpisie) oraz ogólnie clutch (w następnym, pewnie za tydzień). Przy czym od razu muszę też zaznaczyć, ze nie bardzo rozumiem zawężenie kryterium gamewinnerowatości do pięciu sekund. Bardziej intuicyjnym oraz powszechnie spotykanym jest po prostu granica 24, czyli teoretycznie one possesion game – i temu się również przyjrzymy, także z tego względu, że choć trochę zwiększy to małą próbkę i pozwoli zmniejszyć czynnik przypadkowości.

Zaczniemy jednak od kryteriów podanych we wspomnianym artykule. Połączono tam regular i playoffs, więc jeśli przywiązujecie dużą wagę do meczów z listopada i grudnia, gdy zawodnicy dopiero dochodzą do formy, czy marca i kwietnia gdy część drużyn tankuje, to z pewnością ma to dla was sporą wartość. Dla mnie jednak jeśli chodzi o grę pod presją, to liczą się przede wszystkim playoffs. Od 2001 (bo tylko tak daleko wstecz są póki co dostępne dane) oddano 259 takich rzutów z gry w playoffs przy skuteczności 27,2% eFG. Co najmniej 5 prób miało 15 graczy:

 

FG FGA 3P 3PA eFG% % ast’d
Reggie Miller

3

5

2

3

80,0

33

Robert Horry

2

5

2

3

60,0

100

Ray Allen

2

5

1

2

50,0

50

Hedo Turkoglu

2

5

1

3

50,0

0

Gilbert Arenas

2

5

1

4

50,0

50

LeBron James

3

8

1

3

43,8

33

Tim Duncan

3

10

1

1

35,0

66

Deron Williams

2

6

0

1

33,3

0

Kobe Bryant

3

14

1

5

25,0

66

Carmelo Anthony

1

6

1

3

25,0

0

Chauncey Billups

1

7

1

5

21,4

0

Manu Ginobili

1

5

0

1

20,0

0

Jason Kidd

1

5

0

2

20,0

0

Paul Pierce

2

11

0

3

18,2

0

Dirk Nowitzki

1

6

0

1

16,7

0

liga

60

259

21

125

27,2

38

Przede wszystkim widzimy, że reputacja Reggiego wydaje się być w pełni zasłużona. To były ostatnie lata jego kariery, a mimo tego i tak wymiatał pod względem game winnerów, nie tylko trafiając je znacznie lepiej niż ktokolwiek inny, ale też raczej samemu kreując sobie pozycje, gdyż tylko jeden z tych trzech jego celnych rzutów był asystowany. Również wynik Horry’ego nie jest zaskoczeniem, ale on w przeciwieństwie do Millera korzystał z asyst partnerów w obydwu przypadkach.

Kobe trafił najwięcej rzutów (na równi z Reggiem, LJ i Duncanem), ale też potrzebował najwięcej prób i w konsekwencji jego skuteczność jest trochę niższa niż średnia ligowa. Do tego dwa game winnery były asystowane. Ogólnie Bryant i tak wypada nieźle na tle większości gwiazd, ale nie można powiedzieć, że jest tu lepszy od wszystkich jak jego reputacja sugeruje. Poza tym zaskoczyło mnie to, jak dużo takich rzutów oddał Duncan i że wcale nie najgorzej było u niego z trafianiem. Należy też jeszcze wyróżnić Wade’a oraz Fishera, którzy nie znaleźli się na liście ze względu na zbyt małą ilość prób (po 3), ale każdy z nich trafił dwa takie rzuty i tylko jeden Dereka był asystowany.

Jak jednak widzimy, przy takim kryterium (5 sekund) mamy do czynienia z bardzo małymi próbkami danych. Więcej (choć ciągle mało) powinno nam powiedzieć trzymanie się ogólnie przyjętej definicji game winnera, czyli rzuty dające remis lub prowadzenie w ostatnich 24 sekundach (również tylko gracze z co najmniej 5 próbami):

 

FG FGA 3P 3PA eFG% % ast’d
Ray Allen

5

9

4

6

77,8

60

Robert Horry

3

6

3

4

75,0

66

Michael Finley

3

6

2

3

66,7

66

Tayshaun Prince

3

5

0

0

60,0

0

Reggie Miller

3

7

2

4

57,1

33

Gilbert Arenas

3

7

1

4

50,0

33

Ben Gordon

3

7

1

1

50,0

33

LeBron James

5

12

1

3

45,8

20

Dirk Nowitzki

5

13

1

4

42,3

0

Hedo Turkoglu

2

6

1

4

41,7

0

Dwyane Wade

2

5

0

3

40,0

0

Chauncey Billups

4

16

4

11

37,5

25

Mike Bibby

2

6

0

3

33,3

50

Deron Williams

2

6

0

1

33,3

0

Tim Duncan

3

11

1

1

31,8

66

Kobe Bryant

6

21

1

7

31,0

17

Steve Nash

3

13

2

11

30,8

33

Manu Ginobili

2

7

0

2

28,6

0

Carmelo Anthony

1

6

1

3

25,0

0

Paul Pierce

3

13

0

4

23,1

33

Rajon Rondo

1

5

0

2

20,0

0

Jason Terry

1

5

0

2

20,0

100

Jason Kidd

1

7

0

3

14,3

0

Russell Westbrook

0

5

0

3

0,0

0

Mike Miller

0

5

0

4

0,0

0

Rasheed Wallace

0

5

0

2

0,0

0

Mehmet Okur

0

5

0

3

0,0

0

liga

124

441

45

215

33,2

41

Znowu najwięcej oddanych i trafionych ma Kobe. To po raz kolejny nie dziwi, bo jako jeden z nielicznych nieprzerwanie od 2001 spędza wiele minut na parkiecie i do tego rozegrał mnóstwo spotkań w playoffs. Niestety, jego skuteczność jest nieco poniżej średniej ligowej. Na przykład Dirk mający 5 celnych rzutów potrzebował do tego aż 8 prób mniej niż Kobe, który ma jednego game winnera więcej.

Równie dobrze jak Dirk prezentuje się o dziwo LeBron, który przy pięciu trafieniach potrzebował nawet mniej prób niż Niemiec (ale za to więcej kroków…). Należy też pochwalić Billupsa, który dzięki rzutom za trzy ogólnie ma skuteczność powyżej średniej ligowej, a przecież jego główną siłą było wymuszanie fauli i niemal bezbłędność na linii, co ogółem jeszcze zwiększa jego wartość, ale o tym porozmawiamy za tydzień.

Wszyscy ci zawodnicy to liderzy, supergwiazdy (może poza Chauncey’em), którzy w takich sytuacjach skupiają na sobie uwagę defensywy. Z tego powodu mają oni trudniejsze zadanie niż drugie czy trzecie opcje oraz po prostu role playerzy. Dlatego też nie dziwi, że wśród najlepszych wykonawców game winnerów znajdują się przede wszystkim ci grający sporo bez piłki. Najbardziej imponujący jest Ray Allen, którego większość game winnerów jest z czasów Celtics. Z kolei Horry czy Finley (2 GW gdy grał w SAS) to najjaskrawsze przykłady rolesów, którzy korzystają z uwagi obrony skupionej na liderach.

Tym razem najbardziej zaskakującym nazwiskiem na liście był dla mnie Prince, który trafił 3 z 5 rzutów i żaden z nich nie był asystowany. Poza tym należy też docenić to, jak mimo wszystko świetny był zdrowy Arenas. Z graczy, którzy mieli mniej niż 5 prób najlepiej wypadli dwaj wysocy. KG i Pau Gasol trafili po dwa game winnery przy dwóch próbach. Z ciekawostek: Shaq ma 1/3 FG.

Widzimy więc, że ogólnie game winnery są mało skutecznymi rzutami, co oczywiście nie dziwi ze względu na małą ilość czasu oraz skupienie defensywy. Dlatego też gdy już jakiś wpadnie, szczególnie po tak zwanym „hero ball”, to jest on niezwykle cennym zjawiskiem i wywołuje mnóstwo emocji. Jednakże z koszykarskiego punktu widzenia takie granie jest niewłaściwym postępowaniem i jeśli już jesteśmy w sytuacji, że trzeba tracić game winnera, to najlepiej wykorzystać lidera do ściągniecia uwagi obrony i otworzenia pola dla partnerów. Historia dobitnie pokazuje, że właśnie takie rozwiązania są najlepsze w tych sytuacjach. Po drugie, nie dajmy się zwieść medialnej papce i nie ulegajmy magii highlightów. Jordan był tylko jeden (podobno w playoffs ma 9/18 FG przy game winnerach) i poza nim żadna gwiazda nie jest w stanie efektywnie uprawiać „hero ball”, co prowadzi do tego, że praktycznie każdy, kto graniem 1on1 w końcówkach chce rozstrzygnąć mecz, częściej szkodzi drużynie niż jej pomaga. Zobaczcie na te trzy spudłowane game winnery Bryanta, o których wspomniałem na początku:

Dwa pierwsze to szarpanie się 1on1, a wystarczyło podać na lewo do Blake’a, który był całkiem wolny. Ale nie, Kobe wolał coś udowodnić i siłowo rozwiązać sytuację. Natomiast za trzeci rzut nie można mieć do niego pretensji. Bardzo trudny, przy linii końcowej z odchylenia, zresztą to była chyba ustawiona akcja. W każdym razie chcę powiedzieć, że przecenia się game winnery oraz zdolność poszczególnych graczy do ich trafiania, a przede wszystkim Kobe, który uchodzi za mistrza w tym elemencie. Takie rzuty, szczególnie przy graniu izolacji, to praktycznie loteria i częściej chybiają celu niż trafiają.


NBA

Kategoria: NBA 11/12, różne - Tagi: clutch, game winners, kobe bryant, reggie miller

Rondo jest przeceniany – część druga

mar08
2012
30 komentarzy Karol Melaniuk

W komentarzach pod poprzednim tekstem jedną z bardziej dyskusyjnych kwestii była ta dotycząca asyst. Chodzi o to, jak bardzo Rajon Rondo korzysta z obecności wielkiej trójki, czyli ile z tych jego asyst to te w stylu „podanie do Allena”, gdzie jeden z trójcy wykonuje większą robotę niż sam RR, a ile to autentyczne kreowanie w stylu najlepszych rozgrywających jak Nash, CP, czy Deron. Dzięki Synergy i pomocy Kosiego przyjrzymy się asystom naszego bohatera z tego świetnego meczu przeciw NYK.

Rondo miał w tym spotkaniu 20 asyst, z których aż 7 Synergy zakwalifikowało jako uzyskane w kontrach. Dalej są zagrania: spot up – 6, iso – 3, post up – 2 oraz off screen – 2. Widzimy więc, że ponad 1/3 asyst została zdobyta w szybkim ataku, gdy po prostu obrona nie zdążyła wrócić i się ustawić. Oczywiście to wielki plus dla Rajona, że potrafi to wykorzystać i pisałem o tym, że takie szybkie granie to jego największa zaleta w ataku. Napisałem jednak również, że to na dłuższą metę działa tylko przeciw słabszym zespołom. W playoffs, gdy defensywy są lepsze, gra wolniejsza i dokładniejsza (mniej okazji do transition), to wartość Rondo spada i najlepiej to widać na zeszłorocznym przykładzie, gdy przeciw fatalnym w obronie Knicks miał 12 APG, a przeciw Heat 7,6.

Po drugie, 15 z tych asyst było do kogoś z wielkiej trójcy. Oczywiście to nie dziwi, bo Rondo gra na ogół z nimi i nie ma za bardzo możliwości, by podawać do kogoś innego. Problem w tym, że ci zawodnicy nawet mimo swoich lat (poza tym ta kwestia – jak i zresztą prawie wszystkie argumenty przeciw RR – nie dotyczy tylko obecnego sezonu, lecz każdego od ’08, gdy trójca była jeszcze w pełni sił) ciągle są jednymi z najlepszych ofensywnie graczy na swoich pozycjach. Pojawia się więc pytanie o to, ile Rondo zyskuje mogąc podawać do takich all time greats? Zobaczcie na filmik poniżej, ile z tych rzutów wpadło nie dlatego, że Rondo coś wykreował, lecz dlatego że ktoś z wielkiej trójki jest tak dobrym koszykarzem? Bo chyba nikt nie będzie próbował wmówić, że celne rzuty Kevina Garnetta lub Paula Pierce’a przez ręce obrońców to zasługa Rajona i inni (gorsi gracze) na ich miejscu też by tak trafiali?

Po trzecie, przyjrzyjmy się wszystkim jego asystom:

Przede wszystkim 7 zaliczył po kontrach (akcje nr 1, 4, 9, 15, 17, 19 i 20). Wiadomo że jest to jego mocna strona, ale też takie granie nie wymaga za dużo kreatywności i po części zależy od własnej obrony (tu duży plus dla Rajona, bo jego zbiórki na własnej tablicy często umożliwiają przeprowadzenie kontry, przypomina pod tym względem trochę Magica) oraz oczywiście od tego, jak dobrzy w transition D są przeciwnicy. Jak widać tutaj Knicks byli fatalni i jak już pisałem, na ogół w playoffs drużyny są pod tym względem lepsze.

Dalej mamy 6 akcji w ataku pozycyjnym (nr 2, 3, 5, 12, 14 i 18), w których Rondo bardzo niewiele robił i jego rola ograniczała się do np. podawania do wychodzącego zza zasłon Pierce’a (2, 3). Część z tych asyst była też mocno naciągana, zobaczcie na akcje numer 5, 14 czy 18 – całą robotę wykonał tu PP. Przy 14 zwróćcie też uwagę na to, że Rajon jest przez moment niekryty, ale odpuszcza rzut ze świetnej pozycji i coś takiego miało miejsce kilka razy. Oczywiście na tym filmiku każda akcja i tak kończy się punktami Bostonu, ale ile jest takich, gdy Rondo nie oddaje rzutu z dobrej pozycji i potem inni Celtics muszą rzucać z mniej dogodnej co kończy się pudłem? To właśnie ma między innymi przełożenie na gorszą jakość ofensywy zielonych. Poza tym np. akcja nr 3 pokazuje nam, jak bardzo przeciwnicy ignorują Rondo na dystansie. Baron Davis kryje go nisko, bo rzut Rondo nie stanowi zagrożenia i dzięki temu BD w większym stopniu ogranicza linie podań do środka niż mógłby to robić przy rozgrywającym grożącym rzutem.

Następna grupa to 5 asyst (8, 10, 11, 13, 16) w ataku pozycyjnym, gdy Rondo już kreuje używając zasłon i atakując kosz. Na przykład przy 8 widzimy jak ładnie naprowadził Barona na pick, co spowodowało mismatch, a przy 11 jak zaatakował kosz, co ściągnęło obronę (ale załamanie defensywy spowodował Allen moment wcześniej) i uwolniło Brandona Bassa. Jednakże widzimy tu też jak bardzo Rondo korzysta z grania z wielką trójką. Akcje nr 8, 10, 13 i 16 skończyły się punktami dlatego, że KG jest jednym z najlepszych wysokich pod względem rzutu. Ilu ma tak pewny jumperek by regularnie trafiać z sześciu metrów (13), albo turnaroundy z niewiele bliższej odległości (18)? Większość podkoszowców uzyskując taką przewagę próbowałaby wykorzystać siłę i grać tyłem do kosza, co mając za partnera słabego rzutowo Rondo skończyłoby się podwojeniem od niego i zresetowaniem ofensywy, bo wysoki musiałby oddać piłkę lub ewentualnie rzucać przez ręce.

Na koniec wreszcie mamy dwie ustawione zagrywki (6 i 7), gdy Rondo kreuje w pełnym tego słowa znaczeniu. Wprawdzie Jeremy Lin z Amare fatalnie zachowywali się w obronie, ale to i tak nie odbiera zasług Rondo, który potrafił na siebie ściągnąć obronę i znaleźć niekrytego partnera. To tylko jeden mecz, ale doskonale pokazuje on zalety oraz wady Rondo w prowadzeniu ofensywy. Z jednej strony, mimo doniesień zza kulis sugerujących, iż z Rajonem są problemy odnośnie jego charakteru, to na boisku tego nie widać. Prezentuje on wzorową dyscyplinę taktyczną i przede wszystkim rozwagę, co pozwala mu i kontrolować tempo i wykorzystywać każdy błąd obrony (jak np. te mismatche), a w kontrach jest po prostu zabójczy i często okazje do nich powstają dzięki jego ponadprzeciętnej defensywnie (głównie DRB).

Z drugiej jednak strony widać też jak bardzo zależy on od trójcy, jak mocno naciągane są niektóre asysty oraz że w ataku pozycyjnym bardzo mało kreuje rzadko kiedy ściągając na siebie atencję defensywy, czasem wręcz ją tracąc z powodu słabego rzutu, gdy jego obrońca schodzi dość nisko przez co utrudnia grę pozostałym Celtom. Znacznie ograniczyć transition, jak ma to miejsce w playoffs i Boston często po prostu gra 4 na 5 w ataku. Nie dziwi więc, że za kadencji Rajona ofensywa Celtics nigdy nie była choćby bardzo dobra, a on sam ma dość niewielki (w porównaniu z innymi najlepszymi PGs) pozytywny wpływ na atak. Ten mecz doskonale pokazuje też jak zwodnicze są asysty, a przecież gdyby nie ich duże ilości, to nikt nie uważałby Rondo za jednego z pięciu najlepszych PGs.

Chcę poruszyć jeszcze jedną kwestię, a mianowicie scoring Rondo. Jeden z komentujących poprzedni wpis słusznie zauważył, że Rajon zdobywa w tym sezonie więcej punktów niż w poprzednim – 14,1 na mecz. To nie jest zły wynik, mniej więcej dolna granica akceptowalności dla rozgrywającego (bo PG mimo wszystko MUSI zdobywać punkty), ale problemem jest efektywność z jaką to robi. Tym, co odróżnia naprawdę dobrych od przeciętnych graczy, jest regularność z jaką grają na danym poziomie. Jeśli zatem ktoś zdobywa punkty w nieefektywny sposób, nie ma pewnego rzutu, to defensywy o tym wiedzą i mogą poświęcić więcej uwagi partnerom takiego zawodnika. Ma to bezpośrednie przełożenie na jakość ofensywy, bo taki gracz ani sam nie stanowi za dużego zagrożenia w ataku, ani z powodu tej ułomności nie może w pełni konstruować ofensywy.

Rondo w tym sezonie ma 49,7 TS%, w karierze 51,6, a jego najlepszym wynikiem było 54,3 w ’09 i nawet w tym najefektywniejszym dla niego roku był gorszy niż średnia ligowa. Dla porównania jeden z najlepszych rozgrywających w historii, Steve Nash, ma w karierze TS% na poziomie 60. Gdyby zatem Rondo utrzymał tą niewielką ilość zdobywanych punktów, ale polepszył efektywność do poziomu Nasha, to atak Celtics polepszyłby się o około 2,5 ortg. Ktoś może powiedzieć, że to mało, ale nic bardziej mylnego. Na przykład własny parkiet daje przewagę nieco ponad trzech punktów, tak więc uzyskanie dwóch i pół przy poprawie samej efektywności scoringu to bardzo dużo. Do tego z tym wiązałoby się też poprawienie rozgrywania, bo już z tak efektywnym graczem defensywy muszą się bardziej liczyć, co z kolei otwiera więcej możliwości dla jego partnerów.


NBA

Kategoria: Artykuły, Celtics, NBA 11/12, różne - Tagi: boston celtics, brandon bass, kevin garnett, paul pierce, rajon rondo, steve nash

LeBron znowu to zrobił…

mar03
2012
18 komentarzy Karol Melaniuk

Miami Heat 98 – 99 Utah Jazz

Po raz kolejny (kto nie pamięta sławnego meczu Millsapa?) wizyta Miami w Salt Lake City dała nam niesamowite widowisko. LeBron James w czwartej kwarcie grał fantastycznie tak w ataku (17 punktów) jak i w obronie (choć nabranie się na zwód Devina Harrisa to niewątpliwie kosztowny błąd). To ogłównie dzięki niemu Heat odrobili straty oraz objęli na chwilę prowadzenie w końcówce. Trafiał nawet takie rzuty:

Nie przeszkodziło to jednak naszemu rodowitemu komentatorowi, Michałowiczowi, od razu po końcowym gwizdku obwieścić, że LJ znowu zawiódł. Jestem pewien, że wielu ludzi także będzie go obwiniać za tą porażkę, bo przecież „znowu podał zamiast rzucić”.

Rozumiem pragnienie zobaczenia wielkiego rzutu, lub ewentualnie pudła tak hejtowanego gracza, ale z punktu widzenia tego, co właściwe w koszykówce, to LeBron wykonał prawidłowe zagranie. Ściągnął na siebie podwojenie, więc dobrze podał do niekrytego partnera. Jak można mieć do niego o to pretensje? Oczywiście, Udonis Haslem w tym sezonie rzuca gorzej niż w poprzednich (ciągle jednak blisko 40% z tej odległości), ale to była dogodna pozycja i do tego contestujący zawodnik był spóźniony.

Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach to i Jordan byłby krytykowany za podania w końcówkach do niekrytego Kukoca czy Longley’a, nie wspominając o tych sławnych asystach do Paxsona czy Kerra. Ludzie po prostu domagają się „hero ball”, bo to daje potężną dawkę emocji i z tego też względu media promują takie rzeczy. To się po prostu dobrze sprzedaje. Jednakże z punktu widzenia fundamentals nie jest to dobre podejście do gry. Przez ostatnie lata średnia ligowa przy game winnerach jest na poziomie 30% FG i nawet Kobe wypada w tym aspekcie słabo. Tak więc niech każdy odpowie sobie sam, czy warto oddawać takie rzuty będąc podwojonym, czy może jednak lepiej podać do niekrytego partnera.

Po drugie, nie zapominajmy, że to niestety błędy Dwyane Wade’a w końcówce były raczej główną przyczyną porażki. Spudłował wszystkie swoje rzuty z gry w ostatnich pięciu minutach, a do tego przede wszystkim jeden wolny na 14 sekund przed końcem. To również on niepotrzebnie faulował Harrisa po tym wspomnianym błędzie Jamesa w obronie, co dało 2+1 i jednopunktowe prowadzenie. Głupio sfaulował go także kilka akcji wcześniej, co skończyło się dwoma celnymi FTs.

W ogóle spisujący się tragicznie w tym sezonie Devin tym razem nie zawiódł i razem z Alem Jeffersonem (w sumie zdobyli 11 punktów w pięć ostatnich minut) dali Jazz tak potrzebne punkty w końcówce. Wyróżnić trzeba jeszcze Josha Howarda, który nie miał łatwego życia (4/15 FG), ale jego blok na LeBronie w czwartej kwarcie był fantastyczny (dodamy wideo jak tylko się pojawi).

 

PS

Twitterowskie wpisy Jamesa po mczu:


NBA

Kategoria: Heat, Jazz, NBA 11/12 - Tagi: dwyane wade, lebron james, Miami Heat, utah jazz

Rondo jest przeceniany

mar01
2012
67 komentarzy Karol Melaniuk

W komentarzach pod ostatnim Power Rankingiem kilka osób nie zgodziło się z tym, że Rajon Rondo jest przeceniany i że Celtics zyskaliby oddając go za Pau Gasola. O plusach takiej wymiany nie będę tu pisał, ale jej przeciwnikom niech da do myślenia, że – jak w Insiderze donosi Broussard – Celtics cały czas bardzo chcą sprzedać Rondo i nie widzą swojej przyszłości w drużynie budowanej wokół niego. W tym wpisie skupię się natomiast na kwestii tego, jak mocno i dlaczego RR jest przeceniany.

Żeby mieć jako taki obiektywny obraz tego, jak nasz bohater jest postrzegany przez większość koszykarskiego światka, to przyjrzyjmy się najpierw kilku pierwszym z brzegu wynikom podsuniętym przez google. Przed obecnym sezonem SI umieścił Rondo na 4 miejscu wśród PGs – za Chrisem Paulem, Derrickiem Rosem oraz Deronem Williamsem. Dimemag na 3, za CP i Rosem. Według sondy na ESPN, która jest dostępna od 20 stycznia, Rondo jest na 3 miejscu i otrzymał nawet +600 (na nieco ponad 20 tysięcy możliwych) głosów na pierwsze miejsce.

Widzimy więc, że w powszechnej opinii raczej panuje zgoda co do tego, że Rajon jest top 5 wśród rozgrywających, a sporo osób uważa, iż jest on w top 3 ustępując jedynie zeszłorocznemu MVP oraz Paulowi. Niektórzy nawet, jak nasi rodzimi komentatorzy podczas ASG, sądzą, iż jest on obok Derricka najlepszym PG w lidze. Należy jeszcze w tym miejscu przypomnieć ileż to można się było naczytać o tym, jak to przedłuża on kariery Allena czy KG kreującym im pozycje, albo ogólnie jaki to świetny rozgrywający, no bo w końcu ma średnią 10 asyst. Mało tego, w zeszłorocznym głosowaniu na MVP Rondo dostał śladowe ilości punktów (tylko 5), ale i tak więcej niż jakikolwiek inny PG nienazywający się Rose. Co ciekawe, żaden inny gracz Bostonu nie otrzymał choćby jednego głosu, co sugeruje, iż to Rajona dziennikarze uważają za najważniejszego Celta.

Jeszcze bardziej interesujące jest to, jak bardzo ceni się go za defensywę. Dwa sezony z rzędu wybierany był przez trenerów do All D 1st team (czyli notowano go tu wyżej niż Tony Allena, Sefoloshę, czy Dwyane Wade’a), a w ’09 do 2nd. Rondo również był bardzo wysoko w głosowaniach na DOPTY. Piąty w ’11, zdecydowanie wyżej niż jakikolwiek inny PG, wśród guardów ustępując tylko Allenowi, a wyprzedzając takich defensorów jak Andrew Bogut, Andre Iguodala, Luol Deng czy LeBron James. Rok wcześniej również zajął piąte miejsce, tylko że tym razem był jedynym PG, który dostał choć jeden głos. Do tego był wyżej niż jakikolwiek inny obrońca i ponad takimi zawodnikami jak Bogut, Artest, Sefolosha, Battier, Wade…. i można by tak długo wymieniać, więc powiem inaczej. Przez te dwa lata więcej niż Rondo punktów w głosowaniu na DPOTY otrzymali: Dwight Howard, Josh Smith oraz Gerald Wallace. Tyle. LeBron cieszył się mniejszym uznaniem, KG również, nie wspominając o Arteście, Bogucie, Wadzie, czy Sefo. Jeszcze innymi słowy: przez te dwa lata Rondo był postrzegany jako zdecydowanie najlepszy defensywnie guard i jeden z czterech najlepszych defensorów bez względu na pozycje.

Akurat co do tego, że jest jednym z lepszych PG w obronie, to nigdy nie miałem wątpliwości. Ale że jest najlepszym defensywnie guardem ostatnich dwóch sezonów? Na pewno na takie jego postrzeganie ma wpływ to, że notuje bardzo dużo przechwytów, co oczywiście w pewien sposób świadczy o jakości D, ale w żadnym razie nie wyczerpuje tematu, a czasem może wręcz wskazywać patologię na tym polu, ponieważ przechwyty mogą wiązać się z niepotrzebnym ryzykiem, które narusza strukturę całej obrony.

W każdym razie że Rajon Rondo nie jest jednym z czterech najlepszych defensorów bez względu na pozycje oraz najlepszym defensywnie obrońcą, to chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Jak dobry jest jednak na tle innych PGs? Synergy pokazuje, że tak przez dwa ostatnie sezony jak i w obecnym jest na tle całej ligi dobry w obronie indywidualnej (47 miejsce teraz, 42 w ’11 oraz 70 w ’10) i wśród rozgrywających jedynie Rose może się z nim równać w tym aspekcie. Jednakże defensywa 1on1 to tylko część ogólnej obrony i do tego ta mniej ważna. Co naprawdę się liczy, to całościowy wpływ na defensywę drużyny. Oczywiście to niewątpliwie plus dla Rajona, że nie daje się mijać i zdobywać na sobie zbyt wielu punktów. Ale jest to tylko dodatek do D Celtics, która i bez niego byłaby świetna, bo jej centralną postacią jest Kevin Garnett (przypomnijcie sobie jak obrona Bostonu pogorszyła się w ’09, gdy KG doznał kontuzji).

Patrząc po prostu na to, jak grają Celtics z nim i bez niego zobaczymy, że w niektórych sezonach obrona była nawet lepsza bez Rondo na parkiecie, np. w tym roku D Celtics jest o 7,2 drtg lepsza bez RR. To jednak raczej aberracja, bo w poprzednich latach Rajon zwykle polepszał D lub tylko nieznacznie pogarszał. Na to ma jednak wpływ wiele czynników, na czele z tym kto był jego zmiennikiem. I tak na przykład nie dziwi, ze w tym roku Celtics bronią sporo lepiej bez Rondo skoro zastępuje go dobry obrońca w postaci Bradley’a. Z kolei w ’11, gdy sporo minut na PG spędził Nate Robinson, to i RR miał dość pozytywny wpływ na D (lepsza z nim o 2,1 drtg).

Żeby uniknąć takiego zafałszowania spowodowanego jakością zmiennika, czy przeciwników i partnerów z którymi przebywa się na boisku, sięgniemy do defensywnego RAPM. Od razu zaznaczę, że wykluczam tu wszelkich role playerów, bo uważam, że aby takie porównania miały sens, to trzeba zestawiać ze sobą zawodników o podobnych rolach. Dlatego mimo iż Keyon Dooling, Delonte West, Earl i C.J. Watson, czy być może nawet Eric Maynor są lepszymi defensorami niż Rondo, to nie będziemy ich tu uwzględniać. Biorąc więc pod uwagę obecny sezon oraz dwa ostatnie to niewielu jest PGs lepszych w obronie niż Rondo. Lowry, Kidd oraz CP3 to jedyni, którzy go przewyższają w tym względzie. Sam Rajon zawsze miał pozytywny wpływ na D, choć nigdy nie przekroczył więcej niż 1,2 (w ’10). To bardzo dobry wynik jak na rozgrywającego, ale jednak istotnie gorszy niż Kidda, który w tym samym roku zanotował 2,5, czy Lowry’ego: 2,6 obecnie, 2,4 w ’11. Paul nigdy nie był tak dobry jak ci dwaj, ale w ’11 i tak przebił Rondo notując 1,7.

Wnioski z tego takie, że mimo iż Rajon jest przeceniany jako defensor (przynajmniej z perspektywy nagród), to zdecydowanie należy do czołówki wśród rozgrywających jeśli chodzi o obronę. Nie jest najlepszy, bo mimo tego, że świetnie radzi sobie 1on1, to już tak dobrze nie jest w obronie zespołowej. Jednak bez wątpienia można powiedzieć, że jest jednym z trzech najlepszych rozgrywających pod względem defensywy. Trzech, ponieważ Jason Kidd gra już coraz mniej minut i ma coraz mniejsze obowiązki w ataku, co pozwala mu się bardziej skupić na obronie i w ten sposób zbliża się raczej do kategorii role playerów niż PGs w pełnym wymiarze minut.

Wpływ na atak jest niewątpliwie ważniejszy z perspektywy rozgrywającego. Generalnie zasada jest taka, iż podkoszowi mają większy wpływ na obronę, a obwodowi na ofensywę. To od tych drugich bowiem w sporej mierze zależy gdzie i kiedy pójdzie piłka. Wysocy natomiast grają bliżej obręczy, a więc mają też większy wpływ na ograniczenie tych najefektywniejszych rzutów. Dlatego też najlepsi defensorzy w historii to wysocy: Russell, Dwight Howard, Hakeem, Tim Duncan, Robinson, Ewing, KG czy Eaton. To oni byli centralnymi punktami najlepszych defensyw w dziejach. Natomiast tacy „niscy” jak Magic, Jordan, Robertson, Bird, Kobe czy Steve Nash byli liderami najlepszych ofensyw.

Mówię o tym ponieważ ogólna wartość zawodnika nie składa się w połowie z jego wpływu na atak i w połowie z wpływu na obronę. Dla guardów jest to jakieś 20-30% obrona i 70-80% atak. Dla podkoszowych odwrotnie. Nie znaczy to oczywiście, że defensywa PGs jest bez znaczenia. Ma ona wpływ na grę, ale mniejszy niż to, co robią w ataku. Po części też dlatego, mimo że Rondo świetnie wypada w obronie indywidualnej, to ogólnie jego wpływ na defensywę Celtics jest niewielki.

Tak, chcę przez to powiedzieć, że oceniając rozgrywającego powinno się przede wszystkim patrzeć na to, jak radzi sobie jako kreator gry (nazwa „rozgrywający” nie wzięła się bez powodu). Zacznijmy więc od tego, jak ogólnie wygląda ofensywa Celtics pod wodzą Rondo i zobaczmy ich ortg w stosunku do średniej ligowej (co by mieć punkt odniesienia powiem, że najlepsze ofensywy w historii mają powyżej 8):

sezon ortg
‘08 +2,7
‘09 +2,2
‘10 +0,1
‘11 -1,1
‘12 -3,2

Widzimy więc, że najlepszy atak Boston miał, gdy Rondo grał najmniej. Rok później również uzyskali dobry wynik, ale przez następne sezony wyglądało to słabo, a w obecnym to już w ogóle tragicznie. Wiek wiekiem, ale Ray Allen to nadal świetny strzelec, Paul Pierce bardzo dobry all around zawodnik, a KG pod względem rzutu, podań i koszykarskiego IQ ciągle należy do czołówki ligowej. Jeśli więc Rondo rzeczywiście jest tak dobrym rozgrywającym jak jego reputacja i średnia asyst sugerują, to dlaczego – mimo posiadania trzech tak świetnych ofensywnie graczy – Boston nie był przez te ostatnie lata lepszy w ofensywie?

To było kwestią, która kiedyś dała mi do myślenia na temat Rajona i spowodowała, że głębiej przeanalizowałem jego wpływ i doszedłem do wniosku, że jest przeceniany. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, jak ograniczony on jest pod względem zdobywania punktów. Synergy pokazuje jak świetny jest w obronie indywidualnej, ale też jak fatalny jeśli chodzi o scoring. W ’10 zajmował 313 miejsce pod względem ppp, w ’11 dopiero 421, a obecnie 266. To są tragiczne wyniki i tylko potwierdzają to, co każdy widzi oglądając mecze. Oczywiście zadaniem rozgrywającego jest przede wszystkim konstruowanie ofensywy, a więc częściej podawać niż rzucać. Jednakże element scoringu jest niezbędny. Po prostu jeśli nie stanowisz zagrożenia jako strzelec, to masz mniejsze pole manewru w kreowaniu ataku. Obrona zna twoje wady i dzięki temu może się bardziej skupić na innych zawodnikach, co oczywiście obniża ogólną jakość ataku drużyny. Nawet Magic, najlepszy PG w historii, był świetny w zdobywaniu punktów.

Niestety nie dość, że Rondo ma tą jedną poważna wadę, to również w samym nakręcaniu ofensywy nie wypada za dobrze (w sporej mierze właśnie z powodu tej swojej ułomności). Oczywiście już trzeci sezon z rzędu notuje około 10 asyst na mecz, więc wydawać by się mogło, że spełnia swoją rolę. Asysty jednak bywają bardzo mylące. Co innego bowiem np. ściągnąć na siebie podwojenie i w ten sposób wykreować pozycję dla partnera, a co innego podać do kogoś wybiegającego zza zasłon. Posłanie piłki do Allena w rogu to zadanie z którym poradziliby sobie wszyscy czytelnicy 4kwarty i właśnie sporo takich asyst ma Rajon. To zresztą zostanie obnażone jak tylko wielka trójka zakończy kariery, albo RR zostanie sprzedany i nie będzie mógł korzystać z obecności tych wspaniałych graczy. Wtedy wszyscy zobaczą jego małość w ataku pozycyjnym, jak bowiem kreować gdy nie dość, że nie ściągasz na siebie defensywy, to jeszcze często obrońca gra metr od ciebie bo masz fatalny rzut?

Największą ofensywną zaletą Rondo jest to, że ma super szybkość i dzięki temu dobrze nakręca atak, gdy tylko jest okazja do takiego grania – wtedy właśnie też najwięcej kreuje w pełnym tego słowa znaczeniu. W transition czuje się jak ryba w wodzie i w tym elemencie rozgrywania jest niewątpliwie w czołówce ligowej. Jednak w half court jego playmaking jest w najlepszym przypadku przeciętny. Na przykład przeciw zeszłorocznym Knicks to za bardzo Bostonowi nie szkodziło, ale przeciw drużynom z lepszą obroną jest już poważnym problemem, bo wtedy jest poniekąd tak, że Celtics grają 4 na 5 w ataku. To szczególnie wychodzi w playoffs, bo tam już zwykle nie ma takich NYK (to właśnie przeciw nim RR ma najwyższą w karierze średnią asyst w jednej serii playoffs), zespoły są bardziej zdyscyplinowane, pozwalają na mniej kontr i tak dalej. Z rozgrywania Rondo zostają wtedy głównie te asysty w stylu „podanie do Allena wychodzącego po zasłonie”, czy liczenie na błędy obrony, których jest znacznie mniej niż w regular. Zobaczcie, np. rok temu przeciw Knicks miał 12 APG, a przeciw Heat już tylko 7,6 (przy podobnej ilości strat i gorszej skuteczności z gry), bo Miami było świetne w transition D, a Melo i spółka fatalni.

Jak wyżej wspomniałem, Synrgy pokazuje, jak słaby jest Rondo pod względem zdobywania punktów. Nas jednak bardziej interesuje jak konkretnie jego ogólny wpływ na atak wypada w porównaniu z innymi PGs. Znowu zatem odwołamy się do RAPM, tym razem oczywiście ofensywnego (w nawiasie miejsce wśród wszystkich graczy):

Rondo CP3 Nash Rose Harden Conley T. Parker Deron
‘12 +0,7 (83) +5,6 (1) +4,5 (2) +2,3 (21) +4,5 (3) +3,1 (13) +1,1 (62) +3,0 (14)
‘11 +0,2 (123) +4,1 (6) +6,2 (1) +2,0 (32) +1,5 (51) +2,8 (14) -0,3 (160) +2,9 (12)
‘10 -1,1 (262) +3,1 (9) +6,3 (3) -0,4 (186) -0,2 (150) +0,7 (75) +1,6 (38) +3,8 (5)

Obecność Mike’a Conley’a pewnie wielu zdziwi, ale to bardzo niedoceniany rozgrywający i chciałem na niego zwrócić uwagę. Jeśli zaś chodzi o Rondo to jak widzimy w tym i poprzednim sezonie jego wpływ na ofensywę jest pozytywny, ale i tak znacznie mniejszy od wszystkich tu wymienionych PGs poza Tonym Parkerem, który jest bardziej scorerem niż playmakerem. Ta lista też w żadnym razie nie zawiera wszystkich rozgrywających, którzy są w ataku lepsi od Rajona. Ona ma tylko pokazać, jak wiele w tym aspekcie dzieli RR od kilku z najlepszych i że bliżej mu do Parkera niż kogoś z czołówki.

Biorąc to wszystko pod uwagę Rondo nie jest nawet w pierwszej dziesiątce rozgrywających. CP3, Rose, Steve Nash, Lowry, Conley, James Harden, Stephen Curry, Deron, Russell Westbrook, Kyrie Irving, a być może nawet Holiday, Lawson czy Parker są obecnie lepszymi PGs od niego. I dlatego też mnie zupełnie nie dziwi, że Celtics chcą się go pozbyć póki ma jeszcze jakąś wartość. Póki, czyli do czasu, aż obecność wielkiej trójki sprawia, że RR wygląda na lepszego niż jest w rzeczywistości. Ewentualna wymiana za Gasola byłaby błogosławieństwem dla Bostonu i mówię to jako fan zielonych od momentu, gdy dowiedziałem się kim jest Larry Bird.


NBA

Kategoria: Celtics, NBA 11/12, różne - Tagi: boston celtics, chris paul, derrick rose, kevin garnett, magic johnson, mike conley, pau gasol, paul pierce, rajon rondo, ray allen, steve nash

Morrow uhonoruje Petrovica

lut25
2012
4 komentarzy Karol Melaniuk

Kilka dni temu Anthony Morrow zapowiedział, że na konkurs trójek założy koszulkę Drazena Petrovica, aby w ten sposób uhonorować tą tragicznie zmarłą legendę. Bardzo mnie ta wiadomość ucieszyła, bo Drazen to jeden z moich ulubionych graczy i będę Morrowowi kibicował w tych od lat jedynych ciekawych zawodach podczas ASW. Nie ma się co bowiem oszukiwać, że wsady przerodziły się w jakiś cyrk, do skills nikt nie podchodzi choć trochę poważnie (co kończy się później przestrzelonymi layupami), podobnie jak do shooting stars, gdzie dodatkowo mamy żenadę jaką są próby trafienia z połowy. HORSE miał pewien potencjał, ale chyba sama NBA nie wierzyła za bardzo w ten konkurs (organizowanie na zewnątrz lub w jakiejś malutkiej salce?) i w tym roku zrezygnowano z tego wydarzenia. W sumie nie ma się temu co dziwić, bo współczesne gwiazdy wypadły gorzej niż w sezonie ‘78, gdy rozegrano turniej HORSE:

Ile z tych rzutów Maravicha bylibyście w stanie powtórzyć? Niektóre były tak skomplikowane, że McAdoo potrzebował powtórki, by móc je odtworzyć.

Wracając do głównego wątku – zostaje tylko konkurs trójek, w którym i kryteria oceny są jasne i podejście uczestników inne niż podczas pozostałych „atrakcji” piątku oraz soboty. Dodatkowo zwykle rywalizują ze sobą najlepsi strzelcy co zapewnia wysoki poziom. Nie inaczej będzie dzisiaj i Morrow w swoim pierwszym występie w tym konkursie będzie miał trudne zadanie. Mnie szczególnie ciekawi Anderson, który z perspektywy cyferkowej jest zdecydowanym faworytem. W sezonie ma aż 6,7 3PA i trafia 43,4% z nich! Tylko trzech zawodników w historii oddawało co najmniej 6 rzutów za trzy na mecz i miało lepszą lub taką samą skuteczność jak Ryan: Peja w ’08 (6,8 3PA, 44,1%), Richmond w ’96 (6,4 i 43,7% – ale był to sezon z przybliżoną linią) oraz Allen w ’02 (7,7 i 43,4). Co ciekawe, zarówno Stojakovic jak i Ray odpadli w pierwszej rundzie w tamtych sezonach (w innych oczywiście wygrywali – Allen raz, Peja dwa), a Richmond w ogóle nie wziął wtedy udziału w konkursie. Kilka lat wcześniej próbował i za pierwszym razem zajął trzecie miejsce (w 1992), a za drugim przedostatnie (1994).

W 1992 wystąpił też Drazen i w pierwszej rundzie poszło mu całkiem nieźle. Zdobył 13 punktów (tylko 3 mniej od liderującego Hodgesa) i wyprzedził m. in. właśnie Richmonda, czy Hornaceka oraz Curry’ego. W drugiej niestety piłka mu wybitnie nie siedziała (zaledwie 7 punktów), za to na fali był Jim Les (20 punktów, najlepszy wynik wieczoru, ale konia z rzędem temu, kto kojarzy tego gracza), który to awansował do finału i tam przegrał z mistrzem Craigiem (rok wcześniej w półfinałach zdobył 24 punkty trafiając 19 rzutów z rzędu!), bo nie był w stanie w stylu Birda trafić ostatniej piłki.

Jako takie niepowodzenie Petrovica w tym konkursie nie zmienia oczywiście tego jak świetnym był strzelcem. Sam Reggie (który zresztą mimo pięciu prób nigdy nie wygrał, a w 1998 zajął nawet ostatnie miejsce, ale był to wyjątkowo wyrównany konkurs) w jednym z odcinków Open Court powiedział, że to właśnie Chorwat jest najlepszym strzelcem w historii a nie Ray Allen. Oczywiście dla niektórych może się to wydać przesadnym stwierdzeniem, ale czy słusznie? Drazen przez te dwa pełne sezony w NJN był zdecydowanie najlepszym strzelcem w NBA. Nikt, kto oddawał co najmniej 2 rzuty za trzy na mecz, nie miał lepszej skuteczności zza linii (44,6%). Ani Kenny, któremu Hakeem zapewnił mnóstwo wolnych pozycji (42,1%), ani Dale Ellis (41,1%), ani Hornacek (41,1%), ani Mark Price (40,3%), ani nawet sam Miller (38,9%). Oczywiście bycie najlepszym w dwóch sezonach a najlepszym w historii to ogromna różnica.

Drazen jednak, mimo skróconej kariery i bardzo niestabilnej sytuacji na początku, gdy walczył o minuty w mocno obsadzonych Blazers, i tak jest 5 w dziejach pod względem skuteczności za trzy w karierze – 43,7%. Wyprzedzają go tylko Kerr (45,4%), który sporo korzystał z obecności Jordana oraz bliższej linii przez trzy sezony, Hubert Davis (44,1%), który również załapał się na krótszy dystans trójki oraz Stephen Curry (44,1%) i właśnie Anthony Morrow (43,9%). Należy jednak wziąć pod uwagę to, że za czasów Drazena trójka nie była jeszcze tak rozwinięta jak obecnie. On sam za młodu nie ćwiczył jej tak, jak czyni się to współcześnie (FIBA rzut za trzy wprowadziła w 1984, a więc gdy kariera Petro trwała już od kilku sezonów – w Cibence zadebiutował w wieku 15 lat!). Dopiero z czasem, dzięki swojej legendarnej etyce pracy, rozwinął ten rzut i aż do końca życia go ulepszał. Dlatego ja nie mam wątpliwości, że przy obecnym podejściu do tego elementu Petrovic byłby jeszcze lepszy, a gdyby dodatkowo trafił do jakiejś drużyny potrafiącej wykorzystywać tą jego umiejętność jak Pacers Millera czy teraz Celtics z Allenem, to bylibyśmy świadkami jakichś niesamowitych rekordów w tym względzie.

Ta etyka pracy i co się z tym wiąże zaciętość w grze to cechy, za które najbardziej podziwiam Drazena. W sumie podobnie uważa Reggie, który ogólnie bardzo ceni Chorwata i uznaje go za jednego z największych wojowników przeciwko którym miał okazję grać. W ogóle Bird, Payton, MJ czy sam Reggie znani są z trash talku, ale według Millera nikt nie był w tym tak dobry jak właśnie Petrovic, bo gadał trash w czterech językach. I tym trochę humorystycznym akcentem zbliżyliśmy się do końca, którym to będzie akcja z playoffs, z której pochodzi to najsłynniejsze zdjęcie Drazena znajdujące się powyżej i która doskonale obrazuje to, co było najlepsze w tym graczu:

PS

Przy okazji wpisu poświęconego Petrovicowi nie może oczywiście zabraknąć wzmianki na temat świetnego dokumentu o jego relacjach z Vlade Divacem. Jak najbardziej polecam, zresztą jeśli ktoś widział cokolwiek z serii ESPN 30 for 30 to nie trzeba go zachęcać. Poza tym to właśnie po obejrzeniu Once Brothers Morrow wpadł na pomysł, aby założyć koszulkę Drazena jeśli tylko dostanie zaproszenie do konkursu.


NBA

Kategoria: NBA 11/12, różne - Tagi: Anthony Morrow, Drazen Petrovic, peja stojakovic, ray allen, reggie miller
« Older Entries

4kwarta NEWS

  • NBA playoffs Top 5 (21.05)
  • NBA playoffs Top 5 (20.05)
  • NBA playoffs Top 5 (17.05)
  • NBA playoffs Top 5 (16.05)
  • NBA playoffs Top 10 (15.05)
  • Small Market, Big Heart
  • NBA playoffs Top 5 (14.05)
  • Przed drugą rundą – zachód
  • NBA playoffs Top 5 (13.05)
  • NBA playoffs Top 5 (12.05)
  • Przed drugą rundą - wschód
  • NBa playoffs Top 5 (11.05)

Blog

  • NBAcodziennie
  • Archeobasketologia
  • Power Ranking
  • NCAA
  • Podcast
  • TRADE RUMORS
  • Airball spod kosza
  • NCAA od podstaw
  • Skarb Kibica NBA 2011/12
  • Overtime
  • Archiwum

Warto przeczytać

  • Idzie lato czas na zmiany
  • Airball spod kosza: 44 mecze pierwszej rundy
  • Smaczki i krzaczki – pierwsza runda
  • O Drafcie, NCAA i limicie wiekowym
  • Airball spod kosza: Mistrzowie na wakacjach, myślą o przyszłości
  • Przygotowania Olka Czyża do Draftu
  • Rookie Ranking vol.4
  • Nagrody 4kwarty za sezon 2011/12
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: straty
  • O Rajonie ciąg dalszy

W halach NBA (galeria)

Wyniki

Dołącz do nas

Współpraca

Linki

  • about NCAA
  • MVP Magazyn
  • NBA & NCAA na DVD
  • PolskiKosz.pl
  • RotoStrefa. Nasz Punkt Widzenia.
  • Sport24.pl
  • Typy NBA
  • widziane z półdystansu
  • wyniki na żywo

Szukaj

buttony

blog Czwarta Kwarta - to co najważniejsze o NBA Cavs.e-nba.pl - serwis poświęcony Cleveland Cavaliers Daveknot Enbiej.pl - NBA, koszykówka HORNETS.PL IVERSON.probasket.pl Nasz Kosz NBA Every Day - NBA, NCAA, koszykówka NBAonline Denver Nuggets poprostubasket.bloog.pl – Koszykarski blog Slamdunk League ToplistaNBA Typer - zabawa bukmacherska Wysoko nad obręczą – Koszykówka w szerokiej perspektywie Zawsze po pierwsze Koszykówka

EvoLve theme by Theme4Press  •  Powered by WordPress Czwarta-Kwarta.com
to co najważniejsze o NBA

Switch to our mobile site