• Strona główna
  • 4kwarta News
  • Market
  • Redakcja
  • Współpraca
  • Archiwum
  • TRADE RUMORS

Kosi

O Drafcie, NCAA i limicie wiekowym

maj09
2012
9 komentarzy Kosi

Praktycznie co roku ten temat wraca jak bumerang. Czy obecny przepis jest dobry? Czy podnieść poprzeczkę o rok lub dwa? A może wrócić do poprzedniego systemu? Pytań jest wiele, odpowiedzi (na razie) brak. Ostatnio temat poruszył Steve Kerr na łamach Grantland.com proponując podniesienie limitu wiekowego do 20 lat. Ja obok tego tekstu przejść obojętnie nie mogę i poniżej postaram się odnieść do każdego z 6 jego podpunktów. Wcześniej kliknijcie i przeczytajcie co tam napisał.

1. Player maturity

Od lat do NBA przychodzili zawodnicy bardziej i mniej dojrzali. Czy wiek odgrywał tu znaczenie? Teoretycznie tak, bo im człowiek straszy, tym mądrzejszy. W praktyce niestety już tak nie jest.

Czy naprawdę te dwa lata na uczelni spowodują, że zawodnik dowie się, że w NBA nie ma przerwy świątecznej, albo jak wygląda format PO? Podane przykłady Kerra są skrajne, przedawnione i śmieszne. Nie wiem jak to jest w USA, ale u nas na studiach nie zdobywa się „wiedzy życiowej”. Jak ktoś był ułożony wcześniej, to podobnie będzie na studiach. Nikt nie staje się nagle z nierozgarniętego dojrzałym tylko dlatego, że spędził rok czy dwa na studiach. Tak samo jest z zawodnikami. Jeśli zawodnik jest niedojrzały i w głowie nie ma jeszcze wszystkiego poukładanego, to dwa lata na studiach nic tu nie zmienią, tym bardziej, że przez cały czas będzie myślami w NBA.

Podany przykład Dwighta jest fajny, ale tak samo do NBA w jego wieku przyszło wielu innych, którzy z podobnymi problemami sobie poradzili. Każdy przypadek jest indywidualny i tak należy to rozpatrywać.

Zresztą drużyny i tak przed Draftem robią wywiady z zawodnikami, by nieco lepiej ich poznać. Tak trudno zadać pytanie o format PO? Czy inne wydawałoby się proste pytania? No, ale zawsze lepiej zwalić na młody wiek gracza.

2. Financial costs

Biedne kluby NBA muszą wydawać miliony na szkolenie zawodników. Serio?
No i niestety mają tylko te 4-5 miesięcy na obserwowanie zawodnika w NCAA, przez co mogą się pomylić…

Już pomijam fakt, że młody wiek zawodnika w Drafcie jest sporym atutem, bo tak pokazuje historia ostatnich wyborów, to czy naprawdę ten jeden dodatkowo sezon w NCAA zmieniłby coś tu znacząco? O ile poprawiłoby skuteczność skautów? 1-2%? 5%?

Poza tym polecam sprawdzić ilu Seniorów z NCAA zostało wybranych w ostatnich latach w pierwszych rundach. Drużyny z NBA są zakochani w słowie potencjał i tu leży cały problem. Zgadują, strzelają, ryzykują. Dwa lata na uczelni nic tu nie zmienią, bo w tej chwili młodość i potencjał jest w cenie, a umiejętności schodzą na dalszy plan.

„Nie potrafi grać?”
„To nic. Jest młody, atletyczny i ma świetne warunki. Nauczymy go.”

W praktyce bywa z tym różnie i tu przechodzimy do najważniejszej kwestii. Nikt ich do wyboru konkretnego zawodnika nie zmusza! Tak samo nikt nie kazał wybierać zawodników prosto po szkole średniej, a mimo to drużyny to robiły. Mogli wybrać tych po NCAA, woleli jednak młdoszych.

Akapit w stylu – trafi później do NBA, pogra krócej, to zarobi mniej – przemilczę.

3. Player development

To prawda, że w NCAA zawodnicy mają więcej czasu w sezonie na rozwijanie swoich umiejętności, ale w przerwie posezonowej już tak kolorowo nie jest. Większość zapewne sobie z tego sprawy nie zdaje, ale przepisy NCAA ograniczają liczbę godzin przeznaczonych na treningi. Nie wspominając o innych restrykcjach zabraniających prowadzanie treningów przez głównych coachów w okresie letnim. Oczywiście nie mówię, że zawodnicy nie trenują w ogóle, bo na prace indywidualną zawsze jest miejsce, ale chce pokazać też drugą stronę medalu.

Poza tym podane przykłady graczy też są trochę śmieszne. Z jednej strony mamy trzech wybitnych i legendarnych zawodników, z drugiej obecne gwiazdy i trochę mniej legendarnych graczy. Nie wspominając już o zupełnie innych czasach.

Czy Kerr naprawdę uważa, że Bird, Magic i Jordan zaliczyli tak udane debiutanckie sezony łącznie z grą w PO, bo spędzili te kilka lat na uczelni? To byli naprawdę wyjątkowi gracze. Wiem, że czas spędzone w NCAA zawodnikom na pewno by nie zaszkodził, ale z drugiej strony nie uważam, że w ich przypadku odegrał aż takie znaczenie.

4. Marketing

Serio w dzisiejszych czasach kiedy zawodników jeszcze w szkole średniej określa się następcami Jordana czy Kobego do NBA trafiają zawodnicy nierozpoznawalni?

Po raz kolejny Kerr podaje przedawnione przykłady porównując do starych czasów. Ma racje, że kiedyś w NBA nie mogli doczekać się gwiazd, którzy w NCAA spędzali po kilka lat, ale dziś tych gwiazd już nikt wybierać nie chce. Bo są za starszy, bo brakuje kilku centymetrów itd.

5. A sense of team

No tak, zawodnicy już w szkołach średnich, a później w NCAA zmieniają coraz częściej drużyny. Jest to problem, ale czy przypadkiem w NBA nie jest podobnie? Czy gracze nie wymuszają transferów do innych drużyn, bo w obecnym miejscu im się nie podoba?

Poza tym trzeba sobie uświadomić, że nie wszyscy zawodnicy chcą i są stworzeni do studiowania. Przykład? Fab Melo z Syracuse. W czasie ostatniego sezonu dwukrotnie został zawieszony, w tym na najważniejszą część rozgrywek właśnie ze względu na niezadowalające wyniki w nauce. W rezultacie zgłosił się do Draftu i choć nie jest gotowy ani mentalnie, ani sportowo, to i tak zostanie wybrany pewnie w pierwszej rundzie. Dlaczego? Bo w NBA liczy się potencjał, bo ma świetne warunki, a tego się nie nauczy itd. A wiecie co jest najlepsze? W NCAA spędził te dwa sezony, o których wspomina Kerr.

Do czego zmierzam? Każdy przypadek jest indywidualny i nie można założyć, że przepisy uzdrowią wszystko.

6. Mentoring

Ilu jest takich prawdziwych mentorów-trenerów obecnie w NCAA? Naprawdę niewielu i procent zawodników, którzy by z tym styczność byłby niewielki. Argument dla mnie słaby.

 

Żeby jednak nie było, że potrafię tylko krytykować, to pozwolę sobie napisać, że ogólne przesłanie tego tekstu jest dobre. Argumenty jednak nie do końca trafione. Plus trzeba wziąć pod uwagę, że Kerr pisze to z perspektywy NBA, gdzie liczy się tylko kasa. Patrzy tylko na dobro swojej ligi, a reszta go nie obchodzi. Zresztą tak właśnie działa ta liga i dlatego też wprowadziła limit 19 lat. Skoro kluby NBA same nie potrafią podejmować dobre decyzje, trzeba choć trochę zmniejszyć ryzyko. Obecny system nie zdał jednak egzaminu, trzeba ponownie podnieść poprzeczkę.

NBA działa na swoją korzyść, NCAA może się tylko przyglądać, ale powoli podejmuje też swojej kroki. Niektóre są nietrafione, jak choćby ograniczenie czasu na podjęcie decyzji o zgłoszeniu się do Draftu i w rezultacie wyeliminowanie okresu „testing waters”. Ale są też plusy, jak zwiększenie wymagań naukowych, dzięki czemu wyeliminuje się tych zawodników, dla których NCAA będzie tylko przymusowym przystankiem.

Powiecie, że nikt nikogo nie zmusza, bo do NCAA iść nie muszą, a mają D-League i zagranice. Ale i tak prawie cała uwaga NBA skupia się właśnie na rozgrywkach uniwersyteckich. Pozostaje D-League, ale to jest liga przygotowując przyszłych zadaniowców i zawodników z ławki, a nie gwiazdy NBA. Zresztą skoro według Kerra zawodnik po szkole średniej nie jest dojrzały na grę w NBA, to tak samo nie będzie na grę w NBDL czy Europie.

Przykład NFL też tu nie jest trafiony, bo ta liga dogadała się z NCAA, to była wspólna decyzja. Tutaj obie strony działają oddzielnie i od zmiany tego trzeba zacząć.


NBA

Kategoria: Draft, NCAA - Tagi: Draft, I tak tego nikt nie czyta, NBA, ncaa

Przygotowania Olka Czyża do Draftu

maj07
2012
Dodaj komentarz Kosi

Sezon NCAA zakończył się dokładnie 2 kwietnia, jednak większość drużyn rozgrywki ukończyło dużo wcześniej. Nevada swój ostatni mecz sezonu 2011-12 rozegrała 21 marca i wtedy też przygoda Olka Czyża z koszykówką uniwersytecką dobiegła końca. Następnym krokiem jest droga do NBA, która wcale nie jest łatwa. Przede wszystkim na całą sytuacje musimy spojrzeć trzeźwym okiem i ekscytowaniem się faktem, że Olek znalazł się w „mocku” na początku sezonu w niezbyt szanowanym (przeze mnie i nie tylko) serwisie mija się z celem. I teraz i w dniu Draftu nie będzie odgrywało to żadnego znaczenia. Niestety w chwili obecnej szanse na sam wybór Polak w tej chwili ma niewielkie, co nie przekreśla jego szans na grę w NBA. Wciąż pozostaje jeszcze sporo czasu i okazji do pokazania się oraz zaprezentowania swoich umiejętności na pewno nie zabraknie, ale na pewno czeka go dużo ciężkiej pracy. Na szczęście ze wszystkiego sprawę zdaje sobie sam zainteresowany i dlatego też od razu po zakończeniu swojego sezonu przystąpił do przygotowań.

Wszystko zaczęło się jeszcze w Reno, gdzie Olek zaczął od małego roztrenowania czyli przygotowania mięśni na dodatkowy wysiłek. Zamiast biegania, czy skakania Polak pracował nad ciałem oraz rozbudowaniem mniejszych grup mięśni. Kolejnym krokiem była praca z piłką i przyzwyczajenie dłoni do tej z NBA. W pewnym sezonie wydawać się to może błahe, ale w rozgrywkach uniwersyteckich nie ma jednego rodzaju piłek. Zaczęło się więc od kozłowania i panowania nad piłką, by później przejść do pracy nad rzutem, a przede wszystkim szybszym składaniem się do niego. Nie obyło się też bez ogólnej pracy nad sprawnością i ruchliwością, co zresztą przyznał sam Olek: „Aby uzyskać lepsze wyniki straciłem również około 7 poundów [3,17 kg] wagi by poruszać się szybciej i mieć zarazem mniejsze obciążenie na kolana.”

W między czasie Polak podpisał kontrakt z agentem sportowym Bradem Amesem z Priority Sports i mimo zgłoszenia nie udało się załapać do Portsmouth Invitational Tournament, gdzie wyróżniający się Seniorzy z NCAA mogą zaprezentować się na oczach skautów i innych wysłanników z NBA.

 fot. Andy Shiffman

Po trzech tygodniach przyszła kolej na przenosiny do Chicago, gdzie Olek kontynuuje przygotowania pod okiem ludzi powiązanych z Priority Sports. Wspólnie z nim trenują między innymi znajomi z Duke czyli Jon Scheyer i Miles Plumlee, ale także Jon Shurna, Dee Bost, Eric Boateng, Andrew Nickolson i kilku innych. Co ważne Olek zdaje sobie sprawę na jakiej pozycji będzie zmuszony grać w NBA: „Tutaj pracujemy nad wszystkimi elementami gry graczy obwodowych.” Nie brakuje ćwiczeń podobnych do tych podczas „Draft Combine”, czyli ćwiczeń, na które duży nacisk kładą drużyny z NBA, oraz ciągłej pracy z piłką: „Wszystko co robimy jest wykonywane w bardzo wysokim tempie także pracujemy nad swoją kondycja.” Nie brakuje też ćwiczeń typowo rzutów oraz gierek 1 na 1, 2 na 2, czy 3 na 3. Ważnym elementem jest także codzienna siłownia, gdzie głównym aspektem jest dynamika i wytrzymałość mięśni. W rezultacie Polak ma 2-3 treningi dziennie.

Przygotowania w Chicago dobiegają jednak powoli końca i w najbliższym czasie Olek wraca do Nevady, gdzie czekają go końcowe egzaminy na uczelni. Po nich zaczną się pierwsze indywidualne workouty z drużynami NBA.

Wkrótce kolejny raport, a tymczasem trzymajmy kciuki za Olka.


NBA

Kategoria: Draft, NCAA - Tagi: Draft, ncaa, Nevada, Olek Czyż

Rookie Ranking vol.4

kwi30
2012
Dodaj komentarz Kosi

Po bardzo długiej przerwie wracam z końcowym rankingiem debiutantów. Wiem, jestem spóźniony, ale jak to się mówi, lepiej późno niż wcale. Podobnie jak to było w poprzednich edycjach jest to mój prywatny ranking, z którym możecie (a wręcz powinniście) się nie zgadzać. Jak wiadomo nie śledzę tyle NBA, co Wy, a swoją uwagę skupiam właśnie głównie na rookies.

  1. Kyrie Irving – Cleveland Cavaliers
    Draft: #1 – 2011
    Pozycja: PG
    Statystyki: 30.5min, 18.5pkt, 3.7zb, 5.4as, 1.1prz, 3.1st
    Skuteczność: 47 FG%, 40 3P%, 87 FT%
    Poprzednia pozycja: 1

    Praktycznie od początku najlepszy debiutant tegorocznego sezonu. Nawet kontuzja Rubio nie odegrała tu większej roli, bo gdy obaj zawodnicy byli zdrowi przewaga Irving i tak była bezapelacyjna. Świetny strzelec, a także bardzo dobry rozgrywając. Początkowo zarzucano mu, że zbyt mało asystuje, ale z biegiem tygodni wyglądało to także coraz lepiej. W swoim najlepszy okresie gry w marcu na przestrzeni 15 spotkań notował średnie na poziomie 20pkt, 6,7as i 5zb. Jakby komuś ciągle było mało, wystarczy sobie przypomnieć ile spotkań dla swojej drużyny wygrał ich debiutujący rozgrywający i jak spisywał się w najważniejszych momentach meczów. Jeszcze przed Draftem 2011 wielokrotnie powtarzałem, że jednym pewnym graczem z papierami na bycie gwiazdą w tej lidze jest Irving. Jak na razie tylko to potwierdza.

  2. Ricky Rubio – Minnesota Timberwolves
    Draft: #5 – 2009
    Pozycja: PG
    Statystyki: 34.2min, 10.6pkt, 4.2zb, 8.2as, 2.2prz, 3.2st
    Skuteczność: 36 FG%, 34 3P%, 80 FT%
    Poprzednia pozycja: 2

    Możecie powiedzieć, że za wysoko, że opuścił połowę sezonu, ale prawda jest taka, że dopóki grał był drugim najlepszym debiutantem w NBA. Już sam początek sezonu miał świetny kiedy wszedł do ligi, jak weteran, a nie rookie. Kilka udanych występów i szybko wywalczył sobie miejsce w pierwszej piątce. Z czysto statystycznego punktu widzenia okazał się najlepiej podającym i przechwytującym wśród debiutantów. Do pewnego czasu wyróżniał się w statystyce double-double, w sumie w sezonie notując 12 takich występów, ale później dogonił go Faried. W pewnym sensie można przyczepić się do jego skuteczności, bo początkowo i w tym elemencie zawodził, ale patrząc na jego wcześniejsze sezony było to do przewidzenia. Najważniejsze jednak, że dopóki grał Rubio Wolves wygrywali co drugi mecz, po jego kontuzji wszystko się posypało.

  3. Kenneth Faried – Denver Nuggets
    Draft: #22 – 2011
    Pozycja: PF
    Statystyki: 22.5min, 10.2pkt, 7.7zb, 1bl, 0.7st
    Skuteczność: 59 FG%, 66 FT%
    Poprzednia pozycja: 9

    Oj długo czekaliśmy aż trener George Karl się do niego przekona. Nawet jego udany występy na początku rozgrywek pod nieobecność Nene niewiele tu zmieniał. W końcu jednak coś drgnęło, a Kenneth mógł wypuścić nadmiar swojej energii nagromadzonej do tej pory na ławce rezerwowych. Szybko odwdzięczył się grając bardzo ambitnie, w ostatnich 30 meczach notując średnio 11,7pkt oraz 8,4zb, a rozgrywki kończąc z 12 double-double. Oczywiście Faried ma swoje braki, ale zaangażowania i poświęcenia odmówić mu nigdy nie można. Oglądanie go sprawia naprawdę dużo przyjemności, a jego efektowne akcje tylko dodają smaczku.

  4. Kawhi Leonard – San Antonio Spurs
    Draft: #15 – 2011
    Pozycja: SF
    Statystyki: 24min, 7.9pkt, 5.1zb, 1.1as, 1.3prz, 0.7st
    Skuteczność: 49 FG%, 37 3P%, 77 FT%
    Poprzednia pozycja: -

    W poprzednich moich rankingach zawsze poza Top 10, ale trzeba docenić co ten chłopak wyprawia. Jeden z podstawowych i bardzo ważny zawodnik rotacji w najlepszej drużynie na zachodzie. I nie obchodzi mnie, że w porównaniu do innych debiutantów notuje gorsze statystyki. Żaden inny rookie nie odgrywał takiej roli od początku do końca sezonu w zespole grającym teraz w play-off. W najlepszym dla siebie miesiącu, czyli marcu zdobywał średnio 11,1pkt i 6,5zb, ale to nie ofensywa jest jego mocną stroną. Wirtuozem ataku nigdy też nie będzie, ale w Spurs nikt wymagać od niego tego nie będzie. To co czyni go tak ważnym graczem dla SAS jest jego postawa w defensywie. W końcu to jemu powierzano zawsze obronę najgroźniejszego obwodowego zawodnika rywali.

  5. Isaiah Thomas – Sacramento Kings
    Draft: #60 – 2011
    Pozycja: PG
    Statystyki:śr. 25.5min, 11.5pkt, 2.6zb, 4.1as, 0.8prz, 1.6st
    Skuteczność: 45 FG%, 38 3P%, 83 FT%
    Poprzednia pozycja: 7

    Początkowo w cieniu Fredette, który otrzymywał znacznie więcej okazji do zaprezentowania swoich umiejętności. W końcu jednak zapracował na więcej minut i stał się jednym z objawień sezonu. W ostatnich 32 meczach notował przeciętnie 14pkt, 5as i 3zb na stałe zadomowiając się w pierwszej piątce Kings. Można by zapytać skąd wziął się ten dzieciak, ale każdy kto oglądał go w NCAA wiedział czego się można po nim spodziewać. Charakteru odmówić mu nie można i gdy nadarzyła się okazja by udowodnić wszystkim zespołom, że popełnili błąd nie wybierając go wcześniej po prostu to zrobił. Nie raz jeszcze o nim usłyszymy.

  6. Klay Thompson – Golden State Warriors
    Draft: #11 – 2011
    Pozycja: SG
    Statystyki: śr. 24.4min, 12.5pkt, 2.4zb, 2as, 1.6st
    Skuteczność: 44 FG%, 41 3P%, 87 FT%
    Poprzednia pozycja: -

    Początek sezonu nie był łatwy, a sam zawodnik grał krótko i nierówno. Ciężko było mu o miejsce w rotacji, ale z pomocą przyszedł los. W przeciągu kilkunastu godzin kontuzji doznał Stephen Curry, a następnie wytransferowany został Monta Ellis. Takiej szansy Klay zmarnować nie mógł, tym bardziej, że już wcześniej zaliczył kilka udanych występów z rzędu. W rezultacie w ostatnich 32 meczach sezonu notował przeciętnie ponad 18 punktów tylko w jednym spotkaniu zdobywając poniżej 10 oczek. W jego umiejętności ofensywne chyba nikt nigdy nie wątpił, a problemem był po prostu czas gry. Na uwagę zasługuje też skuteczność z gry, a w szczególności za trzy, bo pod tym względem okazał się najlepszym debiutantem. Jak tak dalej pójdzie, Monta Ellis zostanie szybko w Warriors zapomniany.

  7. Chandler Parsons – Houston Rockets
    Draft: #38 – 2011
    Pozycja: SF/PF
    Statystyki: śr. 28.6min, 9.5pkt, 4.8zb, 2.1as, 1.2prz, 1.3st
    Skuteczność: 45 FG%, 34 3P%, 55 FT%
    Poprzednia pozycja: -

    Chyba najwszechstronniejszy rookie w tym sezonie. Początkowo spisywał się średnio, ale zawsze mógł liczyć na sporo minut. I nawet jeśli nie zdobywał wielu punktów, to miał do zaoferowania zbiórki, asysty, przechwyty, czy bloki. W samym marcu notował średnie na poziomie 12,9pkt, 5,8zb, 3,3as i 1prz. Przed sezonem wspominałem, że Parsons w niczym specjalnie się nie wyróżnia, ale to połączenie tych wszystkich umiejętności czyni z niego wyjątkowego gracza. Zresztą już sam fakt, że tak szybko znalazł miejsce w pierwszej piątce i na boisku zawsze przebywał długo wiele tutaj mówi.

  8. Kemba Walker – Charlotte Bobcats
    Draft: #9 – 2011
    Pozycja: PG
    Statystyki: 27.2min, 12.1pkt, 3.5zb, 4.4as, 0.9prz, 1.8st
    Skuteczność: 37 FG%, 30 3P%, 79 FT%
    Poprzednia pozycja: 4

    Jeden z nielicznych jasnych punktów w zespole Bobcats. I choć muszę przyznać, że jestem nieco zawiedziony jego postawą, bo liczyłem na szybsze ustabilizowanie formy, to mimo wszystko trzeba go docenić. Miał lepsze i gorsze tygodnie, ale co do jego umiejętności wątpliwości mieć nie można. Na przestrzeni 6 meczów w lutym notował średnio 17,3pkt, 2,7zb i 4,8as, a w 6 innych w kwietniu 15,8pkt, 4,2zb i 5,8as. Problemem zawsze była jednak skuteczność, co w połączeniu z nie najlepszymi warunkami fizycznymi przyczyniło się do nierównej gry Walkera. Oby w przyszłym sezonie było tylko lepiej.

  9. MarShon Brooks – New Jersey Nets
    Draft: #25 – 2011
    Pozycja: SG
    Statystyki: 29.4min, 12.6pkt, 3.6zb, 2.3as, 0.9prz, 2.1st
    Skuteczność: 43 FG%, 31 3P%, 76 FT%
    Poprzednia pozycja: 3

    Początek miał bardzo udany, później za sprawą kontuzji było troszkę słabiej, by w końcu sezonu znowu pokazać na co go stać. Zanim do Nets dołączył Gerald Green był jedynym wartościowym guardem obok Derona Williamsa. Niezwykle utalentowany ofensywnie zawodnik, wciąż z problemami z podejmowaniem prawidłowych decyzji. Wykorzystał jednak sprzyjające warunki panujące w zespole i za to należą mu się słowa uznania.

  10. Brandon Knight – Detroit Pistons
    Draft: #8 – 2011
    Pozycja: PG/SG
    Statystyki: 32.3min, 12.8pkt, 3.2zb, 3.8as, 0.7prz, 2.6st
    Skuteczność: 41 FG%, 38 3P%, 76 FT%
    Poprzednia pozycja: 5

    Kolejny obwodowy zawodnik, który szybko został rzucony na głęboką wodę. Tylko w 6 spotkaniach nie wyszedł w pierwszej piątce i choć przeplatał lepsze spotkania z gorszymi, to postępy były widoczne. W połowie kwietnia na przestrzeni 4 spotkań notował średnio 21,7pkt, 3,7zb oraz 7,2as i choć próbka jest mała, to pokazuje jak wiele Knight już potrafi. W tej chwili dalej musi się tylko rozwijać i kto wie co pokaże w kolejnym sezonie.

Druga dziesiątka, kolejność przypadkowa:

Iman Shumpert – New York Knicks
Draft: #17 – 2011
Pozycja: SG
Statystyki: 28.9min, 9.5pkt, 3.2zb, 2.8as, 1.7prz, 2.9st
Skuteczność: 40% FG%, 30 3P%, 80 FT%

Tristan Thompson – Cleveland Cavaliers
Draft: #4 – 2011
Pozycja: PF
Statystyki: 23.7min, 8.2pkt, 6.5zb, 1bl, 1.3st
Skuteczność: 44 FG%, 55 FT%

Markieff Morris – Phoenix Suns
Draft: #13 – 2011
Pozycja: PF
Statystyki: 19.5min, 7.4pkt, 4.4zb, 1as, 1.1st
Skuteczność: 40 FG%, 35 3P%, 72 FT%

Derrick Williams – Minnesota Timberwolves
Draft: #2 – 2011
Pozycja: PF
Statystyki: 21.5min, 8.8pkt, 4.7zb, 1,2st
Skuteczność: 41 FG%, 27 3P%, 70 FT%

Gustavo Ayon – New Orleans Hornets
Draft: niewybrany – 2007
Pozycja: PF/C
Statystyki: śr. 20.1min, 5.9pkt, 4.9zb, 1.4as, 1prz, 0.8bl, 0.8st
Skuteczność: 54 FG%, 62 FT%

Ivan Johnson – Atlanta Hawnks
Draft: niewybrany – 2007
Pozycja: SF/PF
Statystyki: śr. 16.7min, 6.4pkt, 4zb, 0.8prz, 1.2st
Skuteczność: 51 FG%, 33% 3P%, 72 FT%

Nikola Vucevic – Philadelphia 76ers
Draft: #16 – 2011
Pozycja: PF/C
Statystyki: 15.9min, 5.5pkt, 4.8zb, 0.7bl, 0.6st
Skuteczność: 45 FG%, 37 3P%, 53 FT%

Norris Cole – Miami Heat
Draft: #28 – 2011
Pozycja: PG
Statystyki: 19.4min, 6.8pkt, 1.4zb, 2as, 0.7prz, 1.6st
Skuteczność: 39 FG%, 28 3P%, 78 FT%

Bismack Biyombo – Charlotte Bobcats
Draft: #7 – 2011
Pozycja: PF/C
Statystyki: 23.1min, 5.2pkt, 5.8zb, 1.8bl, 1,1st
Skuteczność: 46 FG%, 48 FT%

Jimmer Fredette – Sacramento Kings
Draft: #10 – 2011
Pozycja: PG
Statystyki:śr. 18.6min, 7.6pkt, 1.2zb, 1.8as, 1.1st
Skuteczność: 39 FG%, 36 3P%, 83 FT%


NBA

Kategoria: debiutanci, Rookies - Tagi: isaiah thomas, Kenneth Faried, kwahi leonard, kyrie irving, marshon brooks, ricky rubio

Kentucky mistrzem NCAA 2012

kwi03
2012
3 komentarzy Kosi

Po 14 latach przerwy Kentucky znowu sięgnęło po tytuł. Dla uczelni było to 8 mistrzostwo w historii, dla zawodników i obecnego trenera Johna Calipariego pierwsze. Ten dzień przejdzie jednak do historii ze względu na nietopowy sposób budowania drużyny przez Coacha Cala – w oparciu na Freshmanach. Do tej pory nie przynosiło to jednak rezultatów i szybko pojawiły się głosy, że w taki sposób nigdy mistrzostwa nie zdobędzie. Swojej filozofii trener Wildcats nie zmienił i dziś to on jest górą.

Praktycznie każdy z zawodników UK na boisko wniósł coś dobrego przyczyniając się do tego zwycięstwa. Każdy wywiązał się ze swojej roli i to był klucz tej drużyny do tegorocznego sukcesu. Ci gracze po prostu bardzo dobrze się uzupełniali i gdy jeden zaliczał słabszy fragment, drugi brał na siebie ciężar gry. W pierwszej połowie podobnie jak w spotkaniu z Baylor Kentucky zdominowało grę po obu stronach parkietu, w drugiej dali się zaś dogonić i mogliśmy obejrzeć bardzo emocjonująca końcówkę.

Zgodnie z planem od początku spotkania najwięcej uwagi przyciągała podkoszowa rywalizacja Jeffa Withey’a i Thomasa Robinsona z Anthony’m Davisem i Terrencem Jonesem. Na obwodzie zaś za pilnowanie rozgrywającego Tyshawna Taylora odpowiedzialny był skrzydłowy Michael Kidd-Gilchrist. Takie rozwiązanie na pewno nie mogło dziwić, bo gracz Kentucky niejednokrotnie pokazywał, że jest w stanie bronić zawodników z pozycji 1-4. Wątpliwości wzbudzał tylko fakt, czy na taki ruch John Calipari zdecyduje się od początku spotkania, czy dopiero w drugiej odsłonie.

Pomysł okazał się słuszny, a Taylor mimo szybko zdobytych dwóch punktów w dalszej fazie zupełnie nie potrafił się odnaleźć. W kolejnych minutach popełnił dwie głupie straty, co świetnie wykorzystali rywale szybko wypracowując sobie przewagę. W tym momencie gra ofensywna Kansas przestała się układać i mieli ogromne problemy ze zdobywaniem punktów spod samego kosza. W rywalizacji Jonesa z Robinsonem lepiej wypadał ten pierwszy i to po obu stronach parkietu. Jeff Withey w tym momencie był najbardziej wyróżniającym się graczem Jayhawks, między innymi ograniczając w ataku Anthony’ego Davisa, jednak sam również miał ogromne problemy z zakończeniem akcji.

Pod koniec pierwszej połowy przewaga Kentucky urosła już do 18 oczek, a wszyscy byli zawiedzeni postawą Kansas. Dotychczasowe ich mecze pokazały jednak, że na drugą połowę wychodzą już jako zupełnie inny zespół. Tak było w spotkaniach z Purdue, North Carolina State czy Ohio State. Za każdym razem udawało im się odrabiać straty i wyjść ze spotkania zwycięsko. Podobnie było i tym razem, a przewaga Wildcats zaczęła powoli topnieć.

Początkowo zawodnicy Kentucky byli w stanie odpowiedzieć na każdy zryw Jayhawks swoimi trafieniami i tak było na przykład 29 minucie meczu. W jednej chwili przewaga Wildcats zmalała już do 10 oczek, by w kolejnej po dwóch trójka Dorona Lamba wynosiła znowu 16. Gracze Kansas wciąż się jednak nie poddawali i za sprawą 6 punktach z rzędu Tyshawna Taylora na 5 minut przed końcem, do rywali tracili już tylko 9 oczek. W kolejnych akcjach swoje dorzucili jeszcze Thomas Robinson i Elijah Johnson, a różnica zmalała do 5 punktów.

Na zegarze pozostały 63 sekundy, a piłkę w rękach miał Tyshawn Taylor. Rozgrywający Kansas po świetnym wcześniejszym fragmencie tym razem ponownie popełnił głupią stratę i było już po meczu. Gracze Kentucky nie dopuszczali do rzutów z dystansu rywali, sami skutecznie wykonując rzuty wolny i wygrywając ostatecznie 67:59.

Nagrodę dla najlepszego zawodnika Turnieju zgarnął Anthony Davis, który w meczu uzbierał w sumie 6 punktów, 16 zbiórek, 5 asyst, 3 przechwyty i 6 bloków. Gracz Kentucky tym razem nie był skuteczny w ataku trafiając tylko 1 rzut z 10, ale wyróżniał się na wszystkich innych polach i jego wybór na pewno nie może dziwić. Po pierwszej połowie miał na koncie 0 punktów, 9 zbiórek, 4 asysty i 3 bloki, a i tak jego wkład w prowadzenie Wildcats był ogromny. To właśnie czyni tego zawodnika takim wyjątkowym. Nawet gdy nie zdobywa punktów na boisku potrafi dominować.

W tym momencie należą się słowa uznania dla Jeffa Withey’a, który był odpowiedzialny za tak fatalną skuteczność Davisa. Center Kansas zapisał na swoim koncie tylko 5 punktów, 7 zbiórek, 2 przechwyty i 4 bloki, ale jego wkład w defensywę drużyny był ogromny. On jednak także miał ogromne problemy w ofensywie, gdzie trafił tylko 2 rzuty z 8.

Obaj panowie dzięki swojej defensywie i tak zapisali się na kartach historii. Withey w Turnieju zablokował aż 31 rzutów i jest to nowy rekord. Davis natomiast bloków miał 29 i tym samym wyrównał drugi najlepszy wynik. Dodatkowo podkoszowy Kentucky blokując 6 rzutów w finale wyrównał rekord należący do Joakima Noaha.

W rywalizacji z Robinsonem z bardzo dobrej strony pokazał się Terrence Jones, który w porównaniu do poprzedniego sezonu stał się zupełnie innym, lepszym graczem. Talentu odmówić mu nigdy nie można było, jednak problemem zawsze była głowa. Statystycznie lepiej wypadł gracz Jayhawks, który zdobył 18 punktów i 17 zbiórek, ale patrząc na przebieg meczu 9 oczek, 7 zbiórek i 2 bloki Jonesa, w ograniczonym przez faule wymiarze czasowym również źle nie wyglądają. Co ważniejsze skrzydłowy Kansas w tym meczu miał naprawdę ciężką przeprawę i duża w tym zasługa właśnie Jonesa. Gdy ten był na boisku Robinson trafił tylko 3 na 13 rzutów.

Najlepszym strzelcem meczu był Doron Lamb, który rzucił 22 punkty trafiając między innymi 3 z 6 rzutów z dystansu. W pierwszej połowie zaś wyróżniał się szczególnie Michael Kidd-Gilchrist rzucając w niej wszystkich swoich 11 punktów. Miał też 6 zbiórek, ale najwięcej i tak zrobił w defensywie, czego nie widać w statystykach. Między innymi jego blok, a następnie wymuszenie straty na Taylorze na minute przed końcem odegrały kluczową role w meczu.

Tyshawn Taylor zdobył 19 punktów i 4 zbiórki, ale ponownie miał więcej strat niż asyst 5-3. 13 oczek dorzucił Elijah Johnson, ale tym razem na bardzo słabej skuteczności. To właśnie ta dwójka w pewnym sensie jest odpowiedzialna za porażkę Kansas. W jednej chwili popisywali się fantastycznymi zagraniami, by w kolejnej popełnić fatalny błąd. To dzięki ich punktom udało się Kansas zmniejszyć różnicę, ale to także ich błędy w końcówce nie pozwoliły odrobić wszystkich strat.

Na wyróżnienie zasługuje też Marquis Teague (14 punktów, 3 asysty), który na przestrzeni całego meczu pozostawił po sobie pozytywniejsze wrażenie niż Taylor i to nawet mimo słabszej skuteczności (5/14). Momentami wyglądało, że to on jest tym bardziej doświadczonym rozgrywającym.

Drużyna Kentucky była w tym sezonie najlepszą i zasłużenie wygrała mistrzostwo. Można gdybać na temat kontuzji Kendalla Marshalla, North Carolina i ich ewentualnej potyczki w finale, ale niewiele to zmienia. Kentucky ma swój tytuł, John Calipari ma pierwsze mistrzostwo i tylko szkoda, że to już koniec tego sezonu.


NBA

Kategoria: NCAA - Tagi: Anthony Davis, Kansas, Kentucky, March Madness, ncaa, NCAA Tournament

Dlaczego warto obejrzeć finał NCAA

kwi02
2012
4 komentarzy Kosi

W tym roku wyjątkowo, ze względu na lockout w dniu finału NCAA liga NBA nie będzie miała wolnego. Czy to oznacza, że oglądalność na tym ucierpi? Na pewno nie. Dziś cała uwaga skupiona jest na rozgrywkach NCAA, a na żywo w Superdome w Nowym Orleanie mecz zobaczy ponad 70 tysięcy widzów. Na boisku zmierzą się drużyny Kentucky i Kansas, a dlaczego warto ten mecz zobaczyć przeczytacie poniżej. Na szybko jeszcze odsyłam na CollegeHoops.pl gdzie możecie przeczytać kilka słów o tegorocznych finalistach.

1. Anthony Davis
Numer jeden najbliższego Draftu i ewenement, który trafia się raz na kilkanaście lat. Takie połączenie warunków i umiejętności naprawdę nie jest często, a obecnie jest niewiele rzeczy, których nie potrafiłby Davis. Oczywiście do ideału mu daleko i wciąż wiele pracy przed nim, ale już teraz widać ogromny postęp w ofensywie w porównaniu do początku sezonu. Jeśli dalej wątpicie w jego umiejętności macie pierwszy powód, dla którego warto zobaczyć finał.

2. Skład Kentucky
Anthony Davis, Michael Kidd-Gilchrist, Terrence Jones, Marquis Teague, Doron Lamb, Darius Miller i Kyle Wiltjer. Siedmiu zawodników, którzy za 2-3 lata będą biegać po parkietach NBA. Pięciu z nich, a w optymistycznym scenariuszu aż szczęściu ma szanse na wybór w pierwszej rundzie w tegorocznym Drafcie. Coach Calipari w swojej trenerskiej historii jeszcze nie miał tak mocnego składu. Wyobraźmy więc sobie, że mamy do czynienia z zespołem na miarę NBA grającym w lidze NCAA.

3. Pojedynek pod koszami
Jeff Withey kontra Anthony Davis i Thomas Robinson kontra Terrence Jones. Pierwszy to pojedynek dwóch najlepszych blokujących ligi, drugi to rywalizacja bardzo utalentowanych ofensywnie skrzydłowych. To właśnie postawa tych czterech zawodników będzie miała ogromne znaczenie dla losów spotkania. Od Withey’a i Davisa najwięcej będzie zależało w obronie, od Robinsona i Jonesa w ataku. Tego nie można przegapić.

4. Tyshawn Taylor vs. Marquis Teague
Doświadczenie kontra młodość. Senior kontra Freshman. Obaj to bardzo utalentowani rozgrywający i łączy ich jeden aspekt. Straty. W jednej chwili potrafią grać świetnie, by w kolejnej w zupełnie głupi sposób stracić piłkę. Szczególnie Taylor musi w finale ograniczyć liczbę błędów, bo obok Robinsona jest najważniejszym graczem w zespole Kansas.

5. Spotkanie wielkich programów
Historię kiedy niewielkie uczelnie awansują aż do Final Four są niesamowite, ale nie ma to jak finał z udziałem dwóch znanych programów. Kansas i Kentucky nie trzeba nikomu przedstawiać, a obie drużyny mają na koncie łącznie 10 mistrzostw. To właśnie takie pojedynki przyciągają największą uwagę i cieszą właścicieli stacji CBS. Dodatkowo możemy być spokojni o poziom spotkania, który tym razem nie powinien odstraszać, jak w poprzednim sezonie.

6. Powtórka z 2008 roku
Wtedy Bill Self prowadził zespół Kansas, a John Calipari Memphis. Obaj panowie spotkali się w finale i po świetnym meczu zakończonym dogrywką wygrał coach Jayhawks. Wtedy również faworytem była ekipa prowadzona przez Calipariego, a mimo to przegrała. Teraz jest bardzo podobnie i nie wykluczone, że historia zatoczy koło. Drużyna Kentucky w tym sezonie już jednak pokonała Kansas i to w momencie, gdy prezentowali się dużo słabiej. Z drugiej strony Jayhawks poczynili także ogromne postępy i naprawdę lekceważyć ich nie można.

7. John Calipari
Koło tego pana nie można przejść obojętnie. Większość zarzuca ma oszustwa przywołując dwa anulowane sezony, ale prawda jest taka, że nie ma dowodów, by obecny trener UK miał coś wspólnego z tymi przekrętami. Od jakiegoś czasu sprowadza do siebie najlepszych rekrutów w kraju i widząc, że są gotowi nie boi się po jednym sezonie przekonywać ich do zgłoszenia do Draftu. Do tej pory jednak z perspektywy NCAA korzyści mu to nie przynosiło, bo mistrzostwa jeszcze nie zdobył. W tej nocy wszystko może się zmienić, ale niezmienione pozostanie jedno. Niezależnie od wyniku spotka się falą krytyki.

Finał dziś w nocy o godzinie 3:23. 


NBA

Kategoria: NCAA - Tagi: Kansas, Kentucky, March Madness, ncaa, NCAA Tournament

Pozostały cztery zespoły

mar26
2012
Dodaj komentarz Kosi

Zakończyła się rywalizacja w Elite Eight, a w stawce pozostały już tylko cztery drużyny. Jak zwykle nie brakowało emocji, wielkich meczów, czy też zaskakujących końcówek. Wciąż nie doczekaliśmy się jednak buzzer-beatera, ale patrząc na przebieg wydarzeń i do tego większych zastrzeżeń mieć nie można. Prześledźmy, więc to co wydarzyło się w czterech ostatnich meczach:

#4 Louisville vs. #7 Florida 72:68

Pojedynek mistrza z uczniem. Z jednej strony Pick Pitino z prawie 30-letnim stażem, z drugiej Billy Donovan, który był zawodnikiem Providence, gdy trenował tam obecny coach Louisville. W rywalizacji obu panów prowadził Pitino stosunkiem 6-0, ale przed tym spotkanie ogromną szansą na przełamanie złej passy miał trener Florida.

To właśnie Gators lepiej rozpoczęli spotkanie już po kilku minutach prowadząc 7:0. Na posterunku był jednak Peyton Siva, który miał udział przy 13 pierwszych punktach drużyny, trafiając jeden rzut z dystansu oraz asystując cztery razy. Problemem z początku była obrona Louisville, który w ataku pozycyjnym rywali aż tak dobrze nie funkcjonowała. Zawodnicy Gators świetnie dzielili się piłką, szukali najdogodniejszych pozycji i gdy zaczęli trafiać trójki z czystych pozycji zdołali odskoczyć na kilka punktów. Po 20 minutach meczu Florida miała 8/11 za trzy i 6/10 za dwa. W sumie daje to 14 celnych rzutów (z czego aż 12 było asystowanych), czyli dokładnie tyle ile ekipa Michigan State miała w całym spotkaniu z Louisville. Ich ofensywa funkcjonowała po prostu świetnie i stąd też aż taka wysoka skuteczność.

Do przerwy Florida prowadził 41:33 i to także pokazuje, że mimo kosmicznej skuteczności rywali Cardinals wcale aż tak nie odstawali. Pod koszami dobrze radził sobie Gorgui Dieng, który w pierwszej części meczu pod względem ofensywnym dość niespodziewanie spisał się dużo lepiej od swojego konkurenta z drużyny przeciwnej.

W drugiej odsłony Florida wciąż utrzymywała się na 8-10 punktowym prowadzeniu, a w problemy z faulami zaczynali wpadać poszczególni gracze Cardinals (między innymi Kyle Kuric, czy Chane Behanan). W pewnym momencie w niedużym odstępie czasu 3 i 4 faul popełnił Peyton Siva, na co ostro zareagował trener krzycząc do swojego lidera. Z niewiadomych przyczyn sędzia odgwizdał przewinienie techniczne dla Ricka Pitino i faulowany wcześniej Erving Walker rzucał cztery osobiste. 11 minut przed końcem drużyna Louisville przegrywała 47:58 i biorąc pod uwagę ich sytuacje wydawało się, że wkrótce będzie po meczu.

Coach Pitino postanowił jednak zaryzykować i na boisku pozostał Peyton Siva, którego jednak po obu stronach boiska postanowił zastąpić rezerwowy Russ Smith. Ten niski zawodnik do pewnego momentu, rozgrywał prawdopodobnie swoją najlepszą koszykówkę w tym sezonie agresywnie wałcząc w defensywie i skutecznie grając w ofensywie. Z drugiej strony zawodnicy Gators przestali trafiać tylu rzutów, zaczynali się gubić i popełniali sporo błędów. Świetnie wykorzystali to Russ Smith i Chane Behanan, którzy na przestrzeni 8 minut zdobyli 19 kolejnych punktów dla swojej drużyny niwelując straty do dwóch oczek.

Zawodnicy Florida jeszcze gorzej spisali się w ostatnich dwóch minutach spotkania podejmując bardzo złe decyzje. Szczególnie słabo wypadli Bradley Beal i Erving Walker zamazując tym samym dobry obraz z początku meczu. Z drugiej strony bliski przegrania meczu dla swojej drużyny był Russ Smith, który 25 sekund przed końcem przy jednopunktowym prowadzeniu Louisville stracił piłkę. Gators i tej szansy nie potrafili wykorzystać ostatecznie przegrywając 68:72.

Przewinienie techniczne dla trenera Pitino miało być gwoździem do trumny Cardinals, a okazało się zbawiennym impulsem. Od tego momentu zespół Louisville zakończył spotkanie serią 25:10, co pozwoliło im na wygranie meczu i awans do Final Four. Co ciekawe po świetnej pierwszej połowie w wykonaniu Gators, w drugiej części spotkania rzucali już tylko z 37% skutecznością pudłując wszystkie 9 rzutów z dystansu.

W sumie Russ Smith na boisku przebywając 22 minuty uzbierał 19 punktów, 5 zbiórek i 2 asysty, a Chane Behanan dodał 17 oczek i 7 zbiórek. Ponownie bardzo dobrze grę Cardinals prowadził Peyton Siva, który tym razem zapisał na swoim koncie 9 punktów i 8 asyst.

W zespole Florida każdy z zawodników z pierwszej piątki rzucił co najmniej 11 punktów, a najlepiej wypadli Bradley Beal – 14pkt, 7zb, 4as, i Erik Murphy – 14pkt, 8zb i 2bl.

#1 Syracuse vs. #2 Ohio State 70:77

Zespół Ohio State by wygrać ten mecz miał w jak największym stopniu wykorzystywać duet Deshaun Thomas i Jared Sullinger. Pierwsze minuty meczu zapowiadały dokładnie taki scenariusz. Dużo piłek kierowanych było pod kosz, co na zmianę kończyło się punktami lub stratami. Wysocy Buckeyes nie do końca radzili sobie ze strefą Orange, jednak wcześniej założony plan przynosił rezultaty. Na prowadzaniu utrzymywał się zespół OSU, a w grze Syracuse utrzymywali Scoop Jardine i Dion Waiters.

W 6 minucie meczu drugi faul popełnił jednak Sullinger, a zastępujący go Evan Ravenel potrzebował 4 kolejnych minut, by uczynił podobnie. Trener Thad Matta musiał wpuścić więc Amira Williamsa i mimo początkowych problemów pod koszami spisywał się bardzo dobrze. W obronie zbierał i blokował, w ataku wymuszał faule. Dzięki jego postawie Syracuse nie udało się zbudować przewagi, a wynik wciąż oscylował w granicach remisu. Po części wynikało to jednak z faktu, że w problemy z faualmi popadli ważni zawodnicy Orange, a wśród nich Dion Waiter czy Rakeem Christmas. Po 20 minutach na tablicy widniał więc wynik 29:29.

Po przerwie do gry wrócił Jared Sullinger i od razu poprawie uległa ofensywa Ohio State. Nawet gdy lider Buckeyes sam nie zdobywał punktów, na jego obecności korzystali pozostali graczy i już po kilku akcjach ich prowadzenie wynosiło 10 oczek. Gracze Syracuse wciąż jednak nie odpuszczali i za sprawą dobrych akcji Krisa Josepha oraz Brandona Triche’a szybko udało im się zniwelować straty. Dwie ważne trójki trafił Lenzelle Smith Jr., który świetnie zastąpił gorzej dysponowanego Williama Buforda i dzięki temu na czele wciąż był zespół OSU.

Różnica punktów była jednak niewielka i w kluczowych momentach piłka trafiała tylko do Jareda Sullingera. Ten zamieniał to na punkty lub wymuszone faule, nie pozwalając na odrobienie strat rywalom. Gdy na minutę przed końcem po jego rzutach wolnych przewaga Buckeyes znowu urosła do 8 oczek zawodnikom Orange pozostało już tylko faulowanie. Tego dnia podopieczni Thada Matta bardzo dobrze wykonywali rzuty wolne i w rezultacie wygrali 77:70.

W sumie w meczu było aż 48 fauli i oba zespoły oddały łącznie 67 rzutów wolnych. To kluczowe liczby tego spotkania, bo wymuszając 28 fauli zawodnicy Buckeyes oddali aż 42 rzuty osobiste, a pięciu zawodników Orange skończyło spotkanie z co najmniej 4 przewinieniami. Taki przebieg wydarzeń wyraźnie ograniczył rotacje trenerowi Syracuse, który nie zawsze mógł trzymać wszystkich najlepiej spisujących się graczy na boisku. Istotna była tez wygrana walka na tablicach przez zespół OSU stosunkiem 37-22 (13-6 w ataku), co pozwalało na kontynuowanie akcji.

Ostatecznie Jared Sullinger w 26 minut gry uzbierał 19 punktów i 7 zbiórek, a 14 oczek i 9 zbiórek dodał Deshaun Thomas. Z 18 punktami spotkanie skończył Lenzelle Smith Jr, a 13 punktów i 9 zbiórek miał William Buford.

W zespole Syracuse Scoop Jardine uzbierał 14 punktów i 6 asyst, a 15 oczek dorzucił Brandon Triche. Dobrze z ławki wypadł tym razem Baye Keita, który wprawdzie zdobył tylko 3 punkty, ale miał też 10 zbiórek oraz 4 bloki i był odpowiedzialny niemal za połowę zbiórek i bloków całej drużyny.

#1 Kentucky vs. #3 Baylor 82:70

Gracze Baylor spotkanie rozpoczęli bardzo zmotywowani pokazując, że są w stanie nawiązać równorzędna walkę z wyżej notowanym rywalem. W 5 minucie prowadzili więc 10:5, a trener John Calipari musiał zareagować czasem. Po przerwie na boisku wrócił już całkowicie odmieniony zespół Kentucky, który w odpowiedzi zanotował serię 25:5. Czasy trenera Baylor i przerwy w grze nie były w stanie tu nic zmienić. Drużyna Wildcats od stanu 5:10 na przerwę schodziła prowadząc 42:22, a świetne mecze rozgrywali Michael Kidd-Gilchrist i Anthony Davis. Od czasu na żądanie dla trenera Kentucky do końca pierwszej części gry mogliśmy zobaczyć prawdopodobnie najlepszą połowę w wykonaniu jakiegokolwiek zespołu z NCAA w tym sezonie i na przestrzeni 10 minut gracze UK nie spudłowali żadnego rzutu. Utalentowany zespół Bears na tle swoich rywali wyglądał jak zagubione dzieci.

Druga część meczu miała być więc formalnością i nawet agresywny początek w wykonaniu Quincy Acy’ego na niewiele się zdał, bo tym razem to Doron Lamb i Terrence Jones przejęli pałeczkę skutecznie punktując dla Kentucky. Chwilę grozy przeżyli wszyscy w 22 minucie meczu, kiedy to Anthony Davis zderzył się z Perry’m Jonesem niefortunnie upadając. U obu ucierpiały kolany, jednak cała uwaga była skupiona na tym pierwszym. Leżący Davis z grymasem bólu trzymał się za kolano, a cała hala zamarła w ciszy.

Na szczęście uraz okazał się zwykłym stłuczeniem i Davis powrócił szybko na boisku. Początkowo po boisku ruszał się kulejąc, ale z biegiem minuty wyglądało to coraz lepiej, a końcówka była już bardzo obiecująca. W sumie uzbierał 16 punktów, 11 zbiórek i 6 bloków, z czego 4pkt, 4zb i 4bl już po urazie.

Problemy Davisa wyraźnie rozproszyły graczy Kentucky, co próbowali wykorzystać rywale. Perry Jones w końcu zaczął grać agresywnie i zdobywać kolejne punkty, a po trójce Brady’ego Heslipa przewaga UK wynosiła już „tylko” 13 oczek. Wydawało się, że Bears będą tu w stanie jeszcze nawiązać walkę, jednak zawodnicy Wildcats szybko rozwiali te wątpliwości i ostatecznie wygrali 82:70.

19 punktów i 5 zbiórek dla UK zdobył Michael Kidd-Gilchrist, który już po pierwszej części gry miał na koncie 17 oczek i tylko problemy z przewinieniami w drugiej odsłonie nie pozwoliły wyraźniej powiększyć mu swoich zdobyczy. Świetny mecz rozegrał Terrence Jones, który pokazał że będzie jednym z najwszechstronniejszych graczy przystępujących do Draftu. Spotkanie zakończył notując 12 punktów, 9 zbiórek, 6 asysty, 2 przechwyty i 3 bloki.

W zespole Baylor wyróżnił się Quincy Acy, któremu brakuje trochę umiejętności, ale zaangażowania odmówić mu nigdy nie można. W pewnym momencie miał 20 punktów, przy skuteczności 7/10, a pozostali gracze łącznie mieli 19 oczek na rzucając 6/28. W sumie uzbierał 22 punkty, 8 zbiórek i 2 bloki. 21 punktów i 5 asyst miał Pierre Jackson, który aż 11 oczek zdobył w ostatnich 2 minutach, gdy mecz był już rozstrzygnięty. Perry Jones zdobył 17 punktów i 8 zbiórek, z czego większość, gdy mecz był już rozstrzygnięty, a broniący go Anthony Davis zmagał się z urazem.

#1 North Carolina vs. #2 Kansas 67:80

Przed meczem zapowiadano go jako wielki pojedynek podkoszowych i po pierwszych minutach na pewno nie można było być zwiedzonym. Większość punktów dla obu ekip zdobywali wysocy, a gdy po celnym dalekim półdystansie Johna Hensona, w kolejnej akcji w podobny sposób odpowiedział Thomas Robinson pewne było, że jesteśmy świadkami czegoś wyjątkowe. Tym bardziej, że obaj zawodnicy wracali na druga stronę boiska z uśmiechem na twarzach.

Niestety zmagający się z kontuzją nadgarstka Henson pokręcił kostkę i musiał opuścić boisko. W jego miejsce wszedł Freshman James Michael McAdoo pokazując dlaczego zalicza się do najbardziej utalentowanych graczy w kraju. W każdym innym zespole (oprócz Kentucky) wychodziłby w pierwszej piątce i mógłby zostać liderem. W North Carolina musi pogodzić się z rolą rezerwowego, ale gdy pojawia się na boisko, zawsze się wyróżnia. Już po kilku minutach miał na koncie 10 punktów i 2 przechwyty, w najróżniejszy sposób kończąc swoje akcje.

W Kansas wciąż nie zawodził Thomas Robinson, który albo efektownie kończył akcje spod kosza, albo punktował z dalszej odległości. Kilka punktów dorzucili też Travis Releford i Tyshawn Taylor, zaś w Tar Heels uaktywnił się Harrison Barnes, który efektownie kończył akcje po podaniach partnerów. Warto tu odnotować spokojną grę obwodowych graczy UNC, którzy w tym meczu nie bali się zaufać zastępującemu na rozegraniu Marshalla, Stilmanowi White’owi. Do przerwy mieli więc tylko 5 strat, podczas gdy w poprzednim ich meczu na tym etapie piłkę tracili 13 razy.

Po 20 minutach gry na tablicy widniał remis po 47 i zapowiadała się kolejna świetna połowa. Tą zawodnicy North Carolina zaczęli troszkę słabiej tracąc szybko kilka punktów, jednak te udało im się odrobić. Z jednej strony Tyshawn Taylor, z drugiej James Michael McAdoo kontynuowali swoją dobra grę z pierwszej części meczu, a wynik wciąż oscylował w granicach remisu.

Przy prowadzeniu Kansas 68:67, około 3 minuty przed końcem kolejny ważny rzut trafił Elijah Johnson dodając trzy punkty do dorobku swojej drużyny. Po niecelnej akcji UNC akcją 2+1 w kontrze popisał się Tyshawn Taylor, a prowadzenie Jayhawks urosło do 7 oczek. Był to cios, po którym gracze Tar Heels zupełnie się zagubili popełniając kolejne proste błędy. W rezultacie zespół Kansas zakończył spotkanie serią 12-0 i zwycięstwem 80:67.

Stilman White przez całe spotkanie grał bardzo dobrze, a w sumie w dwóch ostatnich meczach na boisku przebywając 60 minut rozdał 13 asyst i nie zanotował ani jednej straty. W końcówce tego meczu jednak wyszedł brak ogrania tego gracza oraz słaby rzut. Mimo że rywale zwyczajnie go odpuszczali, nie potrafił oddać celnego rzutu, a naprawdę mógł zostać bohaterem. Tego dnia jednak ponownie zawiódł Harrison Barnes, a i Reggie Bullock spisał się słabiej. Po raz drugi mieliśmy okazje dobitnie  się przekonać jak wielki wpływ na postawę swojej drużyny ma Kendall Marshall.

Ostatecznie Tyler Zeller uzbierał 12 punktów, 6 zbiórek i 4 bloki, a John Henson dodał 10 oczek i 4 zbiórki. Najlepszym graczem Tar Heels był zaś James Michael McAdoo notując w 19 minut 15 punktów, 4 zbiórki i 2 przechwyty.

W Jayhawks Thomas Robinson zdobył 18 punktów i 9 zbiórek, a Jeff Withey dodał 15 oczek, 8 zbiórek i 3 bloki. Momentami błyszczał Tyshawn Taylor, który spotkanie zakończył z dorobkiem 22 punktów, 6 zbiórek 5 asyst i 5 przechwytów, ale popełnił też kilka nieprzemyślanych decyzji w końcówce, które mogły kosztować jego zespół zwycięstwo.


NBA

Kategoria: NCAA - Tagi: Kansas, Kentucky, Louisville, March Madness, ncaa, NCAA Tournament, ohio state

Zwycięstwa faworytów

mar24
2012
1 komentarz Kosi

Za nami drugi dzień rozgrywek Sweet 16 i tym razem odbyło się bez niespodzianek, a we wszystkie mecze wygrały wyżej rozstawione drużyny. Zwycięstwa łatwo im jednak nie przyszły, a nawet doczekaliśmy się pierwszej dogrywki w Turnieju. Nie brakowało też dobrej obrony, czy świetnej ofensywy, a w jednej parze padła też pierwsza setka. Poniżej opisy wszystkich spotkań z nocy:

#3 Baylor vs. #10 Xavier 75:70

Eksperci byli zgodni i największą przewagą Baylor miał być atletyzm poszczególnych graczy. Niewiele drużyn w kraju może pochwalić się tyloma wszechstronnymi i dobrze poruszającymi się po parkiecie skrzydłowymi. Problemem miało być jednak ich odpowiednie wykorzystanie oraz odkrycie potencjału drzemiącego w zespole. Bears w sezonie mieli z tym problem wielokrotnie, ale po kilku minutach tego meczu wydawało się, że tym razem będzie inaczej. Gracze Baylor świetnie rozpoczęli spotkanie, a zaskoczeni tym faktem zawodnicy Xavier popełniali proste błędy i nim się spostrzegli przegrywali już 4:22.

Wydawało się, że jeszcze kilka akcji i będzie po meczu, jednak Musketeers w porę zdążyli się opanować zwalniając tempo i ograniczając poczynania Bears. Dodatkowo w 14 minucie meczu drugi faul popełnił Perry Jones, który w odróżnienie od poprzednich spotkań Turnieju ten mecz zaczął dużo agresywnie i był widoczny po obu stronach parkietu. W tym momencie zespół Baylor prowadził jeszcze 16 oczkami, ale kilka minut później ich przewaga zmalała do 4 punktów. Nieobecność lidera Bears bardzo dobrze wykorzystał Kenny Frease, który szybko zdobył 8 punktów w znaczący sposób przyczyniając się do odrobienia strat.

Przed przerwą rzutem z dystansu popisał się jeszcze Pierre Jackson, więc na drugą połowę gracze Baylor wychodzili prowadząc 36:29. W drugiej odsłonie wciąż utrzymywała się kilku punktowa różnica punktów, a kosz rywali co chwilę urwać próbował Quincy Acy. 10 minut przed końcem dobry fragment ponownie zaliczył Perry Jones w różnoraki sposób zdobywając 6 kolejnych punktów dla swojej drużyny.

Dwie minuty przed końcem przy 10 punktowym prowadzeniu rywali do odrabiania strat ruszyli gracze Musketeers. Najpierw pierwszy celny rzut z dystansu oddał Justin Martin, a następnie po akcji 2+1 Tu Holloway, dołożył kolejne takie trafienie. Warto tu odnotować, że przez 38 minut meczu zawodnicy Xavier za trzy na 11 prób nie trafili ani razu. Gdy kolejnych 5 punktów dodał Tu Holloway, trafiając swoją pierwszą trójkę w meczu na tablicy widniał wynik 68:71. Do końca meczu pozostało już tylko 23 sekundy, a graczom Musketeers nie pozostało nic innego niż faulowanie. Niestety dla nich piłka trafiła do najlepszego strzelca Brady’ego Heslipa, który w ostatnich sekundach się nie pomylił i trafiając 4/4 z linii ustalił wynik meczu na 70:75.

Przez 10 pierwszych minut spotkania mieliśmy okazje zobaczyć na co naprawdę stać zespół Baylor. W kolejnych 30 minutach zagrali tak jak w całym sezonie, w straszny sposób męcząc się w ofensywie. Wprawdzie rozgrywający Pierre Jackson zakończył spotkanie z 16 puntami i 10 asystami, ale zapisał też na swoim koncie 3 straty większość popełniając w samej końcówce. Świetny mecz rozegrał Quincy Acy notując 20 punktów, 15 zbiórek i 3 asysty pokazując jednocześnie jak agresywnie powinien grać jego kolega z drużyny Perry Jones. Ten rozegrał przyzwoite spotkanie zdobywając 14 oczek i 5 zbiórek, jednak oczekiwania w stosunku do niego były dużo większe.

W zespole Xavier 4 zbiórki, 3 asysty i 22 punkty w większości zdobyte w ostatnich 10 minutach meczu miał Tu Holloway, a 18 oczek dorzucił Kenny Frease. 16 punktów dodał też Mark Lyons, z czego aż 14 w drugiej części meczu.

#1 North Carolina vs. #13 Ohio 73:65 (dogrywka)

Gdy pojawiła się przed meczem oficjalna informacja, że Kendall Marshall w nim nie wystąpi, a w jego miejsce w pierwszej piątce wyjdzie Stilman White pojawiło się pytanie, jak wyglądać będzie gra Tar Heels. Obawy okazały się słuszne, bo mimo dobrego początku w wykonaniu Johna Hensona i Tylera Zellera, dalej było już słabo. Wprawdzie po 10 minutach North Carolina prowadziła jeszcze 22:8 w pełni wykorzystując swoją ogromną przewagę podkoszową, jednak jednocześnie popełniali bardzo dużo błędów. Wyglądało to tak, jakby wszyscy zawodnicy dookoła za bardzo chcieli zastąpić brak Marshall niepotrzebnie angażując się w kreowanie akcji. Kwestią czasu pozostało więc kiedy gracze Ohio zaczną to wykorzystywać i po kilku trafieniach z dystansu na przerwę schodzili przegrywając 22:29.

Nick Kellogg miał już wtedy 3/3 za trzy, a od kolejnej trójki drugą połowę rozpoczął Walter Offutt. To właśnie ten zawodnik dorzucając w następnych akcjach dwa kolejne trafienia z dystansu przyczynił się do odrabiania strat przez Bobcats, podczas gdy jedynym jasnym punktem UNC był Tyler Zeller. Wymuszone akcje i błędy graczy Tar Heels spowodowały, że wynik znowu był bliski remisu. Na trójkę Reggiego Bullocka podobnym rzutem odpowiedział Walter Offutt, a w następnych akcjach z dystansu trafiali jeszcze D.J. Cooper i Nick Kellogg dając Ohio pierwsze prowadzenie w meczu. W kolejnych akcjach swoimi agresywnymi wejściami przewagę powiększył jeszcze Cooper, jednak fatalnie spisujący się tego dnia Harrison Barnes zaliczył lepszy fragment szybko doprowadzając do remisu.

Zespół Ohio prowadzony tym razem przez Waltera Offutta wciąż się jednak nie poddawał i nawet mimo kolejnej ważnej trójki Bullocka, 26 sekund przed końcem udało im się doprowadzić do remisu. Piłkę meli więc gracze North Carolina i to oni mieli zadecydować o losach tego spotkania. Harrison Barnes popełnił jednak kolejny błąd dając sobie wybić piłkę i do rozstrzygnięcia niezbędna okazała się dogrywka. Tą kolejnym celnym trafieniem z dystansu rozpoczął Reggie Bullock, a dwa punkty dołożył Barnes. Na szczęście dla UNC równie słabo jak ich lider spisywał się D.J. Cooper. Błędy i kolejne niecelne rzuty Ohio spowodowały, że swoje zwycięstwo gracze Tar Heels pieczętowali z linii rzutów wolnych, a ostatnie dwa punkty meczu zdobył zastępujący Marshalla, Stilman White.

Zawodnicy North Carolina tego dnia popełnili aż 24 straty, gdzie ich średnia w sezonie wynosi niecałe 12. Co ciekawe jedynym ich graczem, który ani razu nie stracił piłkę okazał się Stilman White, który na boisku spędził 32 minuty notując także 6 asyst. Problemem pozostałych graczy Tar Heels był jednak brak zaufania w stosunku do tego zawodnika, choć należy też przyznać, ze White nie dostarczał tak dokładnych piłek jak jego kontuzjowany kolega. Błysnął za to Tyler Zeller, który uzbierał 20 punktów, 22 zbiórek, 4 bloki, ale miał też 6 strat.

Już sam Zeller zebrał tylko cztery piłki mniej niże cały zespół Ohio, a ogólnie cała drużyna UNC wygrała walkę na tablicach stosunkiem 56:26 (17:8 w ataku). Ten wynik na pewno nie dziwi zważywszy na fakt, że najwyżsi gracze Bobcats mieli około 203 cm wzrostu. Mimo wszystko zawodnicy Tar Heels rzucali tylko z 40% skutecznością z gry i także tu można się doszukiwać ich problemów. North Carolina zagrała jedno z gorszych ofensywnych spotkań w sezonie i choć obecność Marshalla na pewno poprawiłaby ich sytuację, to przy dobrej formie strzeleckiej wszystkich graczy UNC ten mecz byłby rozstrzygnięty już w pierwszej połowie.

Oprócz Zellera z dobrej strony pokazał się John Henson, który zdobył 14 punktów, 10 zbiórek i 2 bloki, ale najważniejszym graczem meczu okazał się Reggie Bullock notując 17 punktów (5/10 za trzy), 10 zbiórek i 5 asyst. To właśnie jego świetna gra zastąpiła fatalną postawę Harrisona Barnesa (3/16 z gry) i uratowała wynik North Carolina.

Zespół Ohio w grze utrzymywały zaś głównie rzuty trzypunktowe i w pewnym momencie mieli więcej oddanych za trzy niż za dwa. Ostatecznie na 32 próby trafili 12 razy, a spora w tym zasługa Waltera Offutta (6/10) i Nicka Kellogga (4/5). Ten pierwszy w sumie uzbierał 16 punktów i 4 zbiórki, drugi zaś dodał 14 oczek, 8 zbiórek i 3 przechwyty. Na całej linii zawiódł za to D.J. Cooper który do tej pory rozgrywał bardzo dobry sezon. W tym meczu jednak trafił tylko 3 razy na 20 prób (1/10 za trzy) zdobywając 10 punktów i 6 asyst.

#1 Kentucky vs. #4 Indiana 102:90

Ostatnim razem wygrała Indiana dzięki szczęśliwemu rzutowi w ostatniej sekundzie meczu, ale też dlatego że Anthony Davis szybko złapał dwa faule i opuścił prawie całą pierwszą połowę. Tym razem miało być inaczej, a drużyna Kentucky miała udowodnić, że poprzednia porażka była tylko wypadkiem przy pracy.

Stało się jednak to, czego wszyscy fani Kentucky obawiali się najbardziej i już w 6 minucie meczu ze względu na dwa przewinienia na ławce rezerwowych usiadł Anthony Davis. W tym momencie Wildcats prowadzili tylko 3 oczkami i mowy o wypracowaniu sobie większej przewagi być nie mogło. Tym bardziej, że aktywni w Hoosiers byli Cody Zeller i Victor Oladipo. Ten pierwszy jednak szybko popełnił dwa faule i także on wkrótce opuścić boisko. Szansy tej gracze UK nie zmarnowali i za sprawą 10 punktów Dariusa Millera oraz Terrence’a Jonesa ich przewaga szybko urosła do 9 oczek. Trener Indiana nie miał więc innego wyjścia jak wpuścić ponownego Zellera i mieć nadzieję, że ten wkrótce nie popełni kolejnego faulu.

Ryzyko się opłaciło i z nim na boisku Hoosiers prezentowali się dużo lepiej sukcesywnie niwelując straty. Świetnie spisywał się Christian Watford, który wykorzystując sytuację, że defensywa rywali skupiona była na Codym zdobył 15 z 17 ostatnich punktów Indiany w pierwszej części gry. UK w grze zaś utrzymywał Michael Kidd-Gilchrist, który w tym samym czasie zdobył 11 oczek. Po 20 minutach gry Wildcats prowadzili więc tylko 50:47.

W drugiej odsłonie ponownie na boisko wrócił Anthony Davis i po kilku skutecznych ofensywnych akcjach graczy Kentucky ich przewaga nieco urosła. Świetny mecz rozgrywał jednak Victor Oladipo, który jako jedyny pod względem atletycznym nie odstawał od swoich rywali i to dzięki niemu Indiana utrzymywała się w grze aż do 28 minuty meczu. W kolejnych akcjach zaczęła już rysować się coraz większa przewaga UK, a Anthony Davis który w tym fragmencie bardzo dobrze ograniczył poczynania Zellera uaktywnił się także w ataku i ostatecznie zespół UK wygrał 102:90.

Najlepszym graczem meczu okazał się Michael Kidd-Gilchrist, który pokazał dlaczego typowany jest do pierwszej piątki zbliżającego się Draftu. Oprócz agresywnej gry i wymuszania wielu fauli ponownie aktywny był na tablicach i w sumie uzbierał 24 punkty i 10 zbiórek. 21 oczek dorzucił Doron Lamb, a Darius Miller spotkanie skończył z 19 punktami.

Jak wskazuje na to wynik mecz stał na bardzo dobrym poziomie w ataku. Obie drużyny trafiały na 50% skuteczności, popełniały mało błędów i z przyjemnością oglądało się ich poczynania. Na szczególne wyróżnienia zasługuje dyspozycji graczy Kentucky z linii rzutów wolnych, gdzie stawali aż 37 razy pudłując tylko dwukrotnie.

W Hoosiers 27 oczek i 5 zbiórek uzbierał Christian Watford. 20 punktów i 7 zbiórek miał zaś Cody Zeller, a 15 kolejnych punktów dodał Victor Oladipo.

#2 Kansas vs. #11 N.C. State 60:57

Spotkanie agresywniej i skuteczniej rozpoczęli gracze N.C. State, a na boisku po obu stronach wyróżniał się C.J. Leslie. Po chwili Wolfpack prowadzili już różnicą 10 punktów i pewny było, że jeśli gracze Kansas chcą tu wygrać będą musieli naprawdę się namęczyć.

Oba zespoły popełniały jednak sporo błędów i dość przeciętnie spisywały się w ofensywie, a gdy swoją skuteczność zatracili gracze N.C. State do odrabiania strat przystąpili rywale. W Jayhawks bardzo dobrze spisywał się Thomas Robinson, który miał ciężkie przeprawy z podkoszowymi Wolfpack. Gwiazda Kansas zwykle znajdywała drogę do kosza i swoje akcje albo kończył rzutem, albo wymuszał faule. To za sprawą jego gry w pewnym momencie Jayhawks prowadzili różnicą 5 punktów, ale wciąż nie zawodził C.J. Leslie, a swoje robili także pozostali gracze Wolfpack i do przerwy to właśnie oni prowadzili różnicą jednego punktu.

Na boisku obserwowaliśmy zaś pojedynek wysokich z obu ekip. Z jednej strony C.J. Leslie, DeShawn Painter i Richard Howell, z drugiej Thomas Robinson i Jeff Withey. Zdecydowanie lepszy okazał się ten drugi duet, który świetnie się uzupełniał. Wprawdzie Withey w ataku był prawie niewidoczny, ale jego warunki fizyczne bardzo przydały mu się w obronie, gdzie rozdał aż 10 bloków. Thomas Robinson nadrabiał zaś w ofensywie, a spotkanie skończył z 18 punktami i 15 zbiórkami. To właśnie za sprawą dobrej gry tej dwójki Jayhawks 7 minut przed końcem prowadzili różnicą 10 punktów. W kolejnych minutach fatalnie piłkę rozgrywali jednak obwodowi gracze Kansas popełniając kolejne błędy i pozwalając Wolfpack na zniwelowanie strat. Przy rzucie za trzy faulowany był Scott Wood, który wykorzystał wszystkie rzuty z linii, a po przechwycie dwa punkty dołożył C.J. Williams.

Na tablicy widniał wynik 57:58., a do końca meczu pozostało niecałe półtorej minuty. Rezultat nie zmieniał się aż do 14 sekundy przed końcem, kiedy to po zbiórce w ataku i podaniu Taylor punkty spod kosza zdobył Elijah Johnson. Gracze North Carolina State mieli jeszcze dwie szansy na doprowadzenie do remisu, ale wykorzystać ich im się nie udało i ulegli 57:60. Po raz kolejnym bohaterem Kansas został więc Johnson, który w sumie uzbierał 11 punktów i jak do tej pory to do niego należały wszystkie najważniejsze rzuty w Turnieju.

W Wolfpack C.J. Leslie spotkanie zakończył z dorobkiem 18 punktów i 4 zbiórek, a 12 oczek i 4 zbiórki dodał Scott Wood. Richard Howell słabiej spisał się zaś w ataku, ale nadrabiał w obronie i oprócz 4 punktów miał także 16 zbiórek oraz 2 bloki.

Jayhawks ponownie zawiódł rozgrywający Tyshawn Taylor, który wprawdzie zdobył 6 punktów, 10 zbiórek i 5 asyst, ale miał także 5 strat, a z gry trafił tylko 2 rzuty na 14 prób. Zespół Kansas w sumie zaś rzucał z gry z 37% skutecznością, w tym 1/14 za trzy. Jeszcze słabiej pod tym względem spisali się gracze Wolfpack, których skuteczność wyniosła tylko 28%.


NBA

Kategoria: NCAA - Tagi: March Madness, ncaa, NCAA Tournament

Pierwsze mecze Sweet 16

mar23
2012
Dodaj komentarz Kosi

Turniej NCAA wkracza w najważniejszą fazę, więc pora przenieść moje opisy meczów z CollegeHoops.pl w miejsce gdzie przeczyta je znacznie więcej osób. Wczoraj odbyły się pierwsze cztery spotkania fazy Sweet 16, zaś dziś w nocy kolejne cztery. Jutro i pojutrze spotkania Elite Eight, a w przyszły weekend Final Four. Od teraz jestem także tutaj z Wami, a o tym co wydarzyło się w poprzedniej nocy możecie przeczytać poniżej.

#4 Wisconsin vs. #1 Syracuse 63:64

Gracze Wisconsin trafili 14 rzutów z dystansu, mieli ponad 50% skuteczność w tym elemencie, popełnili tylko 6 strat, a i tak przegrali z wyżej notowanym zespołem Syracuse.

Od początku wiadomo było, że jeśli Badgers chcą pokonać Orange będą musieli postawić wszystko na rzuty z dystansu. Strefę najłatwiej rozbić szybkimi podaniami i co za tym idzie, prostymi trafieniami z czystych pozycji. Właśnie w taki sposób przez cały mecz grali zawodnicy Wisconsin, którzy w stronę kosza spoglądali dopiero po 25 sekundach akcji. Wcześniej dzielili się piłką na obwodzie i czekali na błąd świetnie pracującej obrony Syracuse. I choć z jednej strony przynosiło to oczekiwane rezultaty, to niejednokrotnie wymuszało to nieprzygotowane rzuty w ostatnich sekundach akcji. Sporym atutem Badgers były jednak zbiórki ofensywne, notowane w kluczowych momentach spotkania.

Mecz świetnie rozpoczął Jared Berggren, który zdobył 10 kolejnych punktów dla Wisconsin trafiając między innymi dwukrotnie z dystansu i to właśnie ten podkoszowy często uciekający na obwód stwarzał największe zagrożenie dla Orange. Po swojej serii jednak szybko popełnił drugi faul w meczu i był zmuszony usiąść na ławkę. W momencie gdy schodził jego zespół prowadził 15:9, a po 20 minutach gry było już 27:33. Bez niego na boisku atak Badgers prezentował już się dużo gorzej, co świetnie wykorzystywali gracze Orange przyspieszając grę i wyprowadzając kontry. Szczególnie z atletycznym Dionem Waitersem nikt nie mógł sobie poradzić, a wspomagał go C.J. Fair. Przewaga Syracuse byłaby jeszcze większa, jednak cztery punkty Wisconsin na zakończenie połowy troszeczkę poprawiły ich sytuację.

W drugiej odsłonie do gry wrócił Berggren i szybko zaczął od zdobywania punktów. Dwie trójki dorzucił też Jordan Taylor, a wynik znowu był bliski remisu. W odpowiedzi C.J. Fair zaliczył kolejny dobry fragment i 11 minut przed końcem to Syracuse ponownie prowadziło 48:41. Wydawało się, że mecz powoli zaczyna się wymykać spod kontroli zawodników Wisconsin, którzy zupełnie nie potrafili poradzić sobie z atletycznym graczami Orange. Po raz kolejny jednak zaufali swoim umiejętnością strzeleckim i 6 kolejnych akcji ofensywnych zakończyli celnymi rzutami z dystansu. Wydawało się, że tego dnia Badgers po prostu nie mogą spudłować, ale seria jak szybko się zaczęła, tak samo szybko się skończyła. Zespół Syracuse nie przejmując się zbytnio skutecznością rywali sukcesywnie wykorzystywał swoją przewagę zdobywając punkty spod kosza po agresywnych wejściach obwodowych graczy. Ponowne popis umiejętności dał Dion Waiters wyprowadzając swój zespół na prowadzenie.

Po wyrównanej końcówce, na 18 sekund przed końcem i przy stanie 64:63 dla Orange rzuty wolne wykonywał Kris Joseph. Rywale mieli dopiero 7 fauli, więc mieliśmy sytuację 1+1. Zawodnik Syracuse spudłował jednak pierwszy rzut wolny i po ostrej walce piłka trafiła w ręce graczy Wisconsin. Badgers stanęli przed ogromną szansą wygrania tego spotkania, jednak fatalnie rozegrali ostatnią akcje i Jordan Taylor oddał zupełnie nieprzygotowany rzut z dystansu. Piłka nie trafiła nawet w obręcz i choć Josh Gasser zebrał jeszcze piłkę, to jego rzut rozpaczy również nie odnalazł drogi do kosza i w rezultacie w Elite Eight zobaczymy Syracuse.

Kluczem do zwycięstwa Orange okazała się gra w pomalowanym i z dystansu próbowali tylko 9 razy. Opierając się na indywidualnych umiejętnościach swoich graczy skupili się na agresywnych wejściach pod kosz, z czym zupełnie nie potrafiła poradzić sobie obrona rywali. Zawodnicy Syracuse od początku do końca postępowali zgodnie z przedmeczowym planem, popełniali mało błędów i przede wszystkim nie dali się sprowokować celnymi trójkami Badgers. 15 punktów, 7 zbiórek i 4 przechwyty na swoim koncie zapisał C.J. Fair. 14 punktów i 4 asysty miał Scoop Jardine, a Dion Waiters dorzucił 13 oczek.

W zespole Wisconsin świetnie spisał się Jared Berggren, który uzbierał 17 punktów (3/4 za 2, 3/3 za 3, 2/3 za 1), ale z powodu przewinień na boisku spędził tylko 25 minut. Kolejne 17 oczek, 6 asyst i 4 zbiórki dodał Jordan Taylor.

#4 Louisville vs. #1 Michigan State 57:44

To nie był ładny mecz. Oba zespoły rzucały na bardzo słabej skuteczności i po 9 minutach meczu na tablicy widniał wynik 5:5. Zarówno Louisville i Michigan State nie potrafili w ogóle odnaleźć swojego rytmu pudłując często z bardzo prostych pozycji. Wystarczy napisać, że po 20 minutach meczu obie drużyny trafili wspólnie 14 na 52 próby z gry. Daje to marne 27% skuteczności i chyba najlepiej podsumowuje pierwszą polowego tego spotkania. Na prowadzeniu był jednak zespół Cardinals, który do przerwy miał 1/15 za dwa, ale też 7/15 za trzy. Także i w tym meczu rzuty z dystansu odegrały kluczową rolę i tylko dzięki nim ekipa Louisville utrzymywała się na prowadzeniu. Nawet center Gorgui Dieng popisał się trójką, wcześniej w sezonie, w 37 meczach oddając tylko jeden niecelny rzut z dystansu.

Po pierwszej połowie zespół Louisville prowadził więc 23:18 i wszyscy mieli nadzieję na nieco ciekawszą drugą odsłonę. W tej jednak niewiele się zmieniło, bo gracze Spartans spisywali się fatalnie, a jednym zawodnikiem, który potrafił zdziałać coś w ofensywie był Draymond Green. Wystarczy napisać, że po 30 minutach meczu lider Michigan State miał na koncie 5 celnych rzutów z gry, czyli tyle samo co wszyscy pozostali jego koledzy razem wzięci. W taki sposób tego spotkania wygrać się nie dało, tym bardziej, że pod koszem Louisville rządził Gorgui Dieng. Center Cardinals na boisku spędził pełne 40 minut notując 5 punktów, 9 zbiórek, 3 przechwyty i rekordowe 7 bloków. Gdy na początku drugiej połowy przy czteropunktowym prowadzeniu Louisville Dieng popełnił 3 faul wydawało się, że Spartans w końcu wrócą do gry. Trener Rick Pitiono jednak zaryzykował, pozostawił go na boisku, a ten kontynuował swoją świetną postawę w defensywie.

Po drugiej stronie boiska na prowadzeniu Louisville utrzymał Freshman Chane Behanan. W sumie uzbierał on 9 zbiórek, 3 przechwyty i 15 punktów, wszystkie rzucając w drugiej połowie. Z biegiem czasu Cardinals zatracili swoją świetną skuteczność z dystansu, ale na posterunku mieli swoją tajną bronią, a dodatkowo bardzo dobrze grę prowadził Peyton Siva. Podstawowy rozgrywający tym razem zdobył 4 punkty, ale rozdał również 9 asyst i właśnie tego najbardziej potrzebował jego zespół.

Drużyna Louisville zatrzymała Michigan state na 44 punkach i był to ich drugi najsłabszy pod tym względem mecz w tym sezonie. Po części wyróżnić trzeba tu ich obronę, jednak sporą role odegrała też fatalna dyspozycja zawodników Spartans. Jedynym ich wyróżniającym się graczem oprócz Greena był Brandon Wood, który 5 minut przed końcem próbował niemal w pojedynkę odrobić jeszcze straty zdobywając 8 punktów z rzędu, jednak przy tak grających pozostałych członkach drużyny na niewiele się to zdało. Ostatecznie Draymond Green w swoim ostatnim meczu NCAA uzbierał 13 punktów, 16 zbiórek, 2 asysty i 2 bloki, ale miał też 6 strat, a z gry trafił tylko 5 razy na 16 prób. Wood dodał od siebie 14 oczek, a żaden z pozostałych graczy Spartans nie przekroczył bariery 6 punktów.

W składzie Cardinals oprócz wymienionych wcześniej graczy warto wyróżnić Russa Smitha, który zapisał na swoim koncie 11 oczek, 3 zbiórki i 3 asysty. Dzięki tej wygranej bilans trenera Ricka Pitino w Sweet 16 wynosi już 10-0.

#6 Cincinnati vs. #2 Ohio State 66:81

Podczas gdy cała uwaga obrony Cincinnati skupiała się na Jaredzie Sullingerze po raz kolejny dał o sobie znać świetny Deshaun Thomas. Wykorzystując sprzyjające warunki w pełni pokazał swój arsenał ofensywny, zdobywając punkty w najróżniejszy sposób. Po 20 minutach gry miał już na koncie 20 oczek oraz trzy celne rzuty z dystansu. Sullinger tymczasem ograniczył się do walki na tablicach, a w szczególności w ofensywie, gdzie zdobył 6 punktów po zbiórkach w ataku. W sumie pierwszą połowę zakończył z 10 punktami i 9 zbiórkami zdobywając wspólnie z Thomasem 30 z 37 punktów drużyny.

Gracze Cincinnati do przerwy uzbierali tylko 25 punktów, popełniając w przeciągu 10 minut aż 8 strat. Duża w tym zasługa rozgrywającego Aarona Crafta, który zalicza się do najlepszych defensorów w lidze i nawet jeśli sam nie notuje przechwytów świetnie wymusza błędy rywali. Gdy podstawowi gracze Bearcats zawodzili, w zespole wyróżniał się rezerwy skrzydłowy Justin Jackson, który świetnie radził sobie po obu stronach parkietu. Jego dobra gra przydała się szczególnie w pierwszej odsłonie, w której zdobył 8 punktów, a dodatkowo w całym meczu miał 6 zbiórek i 4 bloki.

Przed drugą połową wydawało się, że gracze Ohio State będą już tylko kontrolowali przebieg wydarzeń, jednak rywale się nie poddali. Tym razem Bearcats swoją uwagę skupili na dwóch podkoszowych zupełnie odpuszczając niedysponowanych tego dnia strzelców Buckeyes. Jednocześnie sami poprawili swoją grę w ataku i dzięki temu drugą odsłonę rozpoczęli od serii 27:11, wychodząc na czteropunktowe prowadzenie. Zapowiadało się więc na kolejną wyrównaną końcówkę, ale sprawy w swoje ręce wzięli Jared Sullinger i Aaron Craft. Swoimi zagraniami po obu stronach parkietu zmotywowali pozostałych kolegów do walki i nawet słaba dyspozycja Williama Buforda, który pudłował nawet wsady nie mogła już im zaszkodzić. Dobrą zmianę dał Lenzelle Smith Jr, który dorzucając 5 punktów powiększył przewagę OSU do 10 oczek, ale też wspólnie z Craftem bardzo dobrze naciskali na obwodowych zawodników Cincinnati.

Losy meczu rozstrzygały się więc na linii rzutów wolnych i choć początkowo gracze Buckeyes mieli z nimi problemy (zaczęli od 5/11, ale w sumie w ostatnich 4 minutach mieli 11/17), to mimo wszystko Bearcats swoje szansy nie wykorzystali i ulegli 66:81.

W sumie Deshaun Thomas uzbierał 26 punktów i 7 zbiórek, Jared Sullinger miał 23 oczka, 11 zbiórek i 3 asysty, a Lenzelle Smith Jr. dodał 15 punktów i 5 zbiórek. Aaron Craft zaś po raz kolejny pokazał jak wartościowym jest koszykarzem notując 11 punktów, 4 zbiórki, 5 asyst i 6 przechwytów. Dla Bearcats 18 punktów, 4 zbiórki oraz 3 asysty zdobył Cashmere Wright i tak naprawdę tylko on przez cały mecz prezentował się na równym i dobrym poziomie. 15 oczek dorzucił Sean Kilpatrick, a 10 punktów i 6 zbiórek miał Jaquon Parker.

#7 Florida vs. #3 Marquette 68:58

Jae Crowder miał być najważniejszym graczem meczu, bo wydawało się, że w składzie Gators brakuje zawodnika mogącego powstrzymać tego wszechstronnego skrzydłowego. Erik Murphy jest za wolny, a Bradley Beal za słaby fizyczne. Kluczem do sukcesu Marquette miało być więc kierowanie jak najwięcej piłek do Crowdera, który do tej pory w Turnieju notował średnie na poziomie 21 punktów, 14,5 zbiórek, 3 asyst i 3,5 przechwytów. Początek dokładnie tak się zapowiadał, a skrzydłowy Golden Eagles jak zwykle był aktywny. Dodając do tego dobrą postawę drugiego najważniejszego gracza drużyny Dariusa Johnsona-Odoma i wydawało się że Marquette powoli przejmuje inicjatywę.

Tego dnia jednak świetnie dysponowania byli obwodowi strzelce Gators, którzy utrzymywali w grze swój zespół. Dobre fragmenty zaliczyli Kenny Boynton, Erving Walker, Mike Rosario, a nawet rezerwy Casey Prather. Najrówniej w całej stawce spisywał się jednak Freshman Bradley Beal, który zadziwia ogromnymi umiejętnościami połączonymi z rozważną grą, i to właśnie dzięki jego postawie Florida na przerwę schodziła prowadząc 36:30.

W drugiej odsłonie Gators kontynuowali zaś swoją dobrą postawę, a posypało się coś w zespole Marquette. Zawodnicy Golden Eagles mimo wielu okazji nie radzili sobie zupełnie ze zdobywaniem punktów, zatracili gdzieś swoją skuteczność i nim się obejrzeli przegrywali już różnica 14 punktów. Można by powiedzieć, że poprawie uległa defensywa Florida, a poczynania Crowdera wyraźnie ograniczył Erik Murphy, jednak mimo wszystko zespół Marquette okazji do rzutów miał wiele, a po prostu nie potrafili tego wykorzystać. Podobnie było w samej końcówce, kiedy na 3 minuty przed końcem po trafieniach Todda Mayo udało im się zniwelować straty do 6 oczek. Po niecelnym rzucie Boyntona piłkę w ataku zebrał Patric Young, oddał do Walkera, a ten rzutem z dystansu powiększył przewagę do 9 punktów. Decydująca akcja, a jednocześnie pokazująca sposób w jaki przegrali swój mecz gracze Golden Eagles.

Oprócz postawy Murphy’ego oraz Patrica Younga, który powstrzymał Davante Gardnera, Florida w defensywie nie zagrała nic specjalnego. Po prostu byli lepiej dysponowania w ofensywie i to okazało się kluczem do zwycięstwa. Golden Eagles z gry trafiali z 30% skutecznością, a dwóch ich najważniejszych graczy wspólnie trafiło 10 na 30 rzutów. Z tak grającymi Dariusem Johnsonem-Odomem i Jae Crowderem Marquette tego meczu wygrać po prostu nie mogło. Ten pierwszy zdobył w sumie 14 punktów i 4 zbiórki, drugi zaś dodał 15 oczek, 7 zbiórek i 3 przechywty.

W zespole Gators świetnie spisał się za to Bradley Beal, który notując 21 punktów, 6 zbiórek, 4 asysty, 2 przechwyty i 2 bloki pokazał, że zalicza się do najlepszych rzucających obrońców w kraju i już wkrótce powinien zostać wybrany z wysokim numerem w Drafcie. Kenny Boynton dodał od siebie 11 oczek, 4 zbiórki i 5 asyst, a Erving Walker miał 11 punktów, 3 zbióri i 3 asysty.

Plan transmisji na dziś:
0:15, CBS: Atlanta — #3 Baylor vs. #10 Xavier
0:47, TBS: St. Louis — #1 North Carolina vs. #13 Ohio
2:45, CBS: Atlanta — #1 Kentucky vs. #4 Indiana
3:17, TBS: St. Louis — #2 Kansas vs. #11 N.C. State


NBA

Kategoria: NCAA - Tagi: March Madness, ncaa, NCAA Tournament

March Madness czyli kogo oglądać

mar15
2012
Dodaj komentarz Kosi

Nie będę bawił się tutaj w specjalne wprowadzenie do tematu. O wszystkim co najważniejsze pisałem na Czwartej-Kwarcie, resztę można znaleźć na stronie CollegeHoops.pl, więc jak ktoś chce to do najważniejszych informacji się dostanie. Poniżej więc małe zestawienia zawodników z poszczególnych drużyn, którzy na obecną chwilę wzbudzają większe lub mniejsze zainteresowanie w NBA.

#1 seed

Kentucky
Anthony Davis – PF/C
Michael-Kidd Gilchrist – SF
Terrence Jones – PF/SF
Marquis Teague – PG
Doron Lamb – SG
Darius Miller – SG/SF

North Carolina
Harrison Barnes – SF
John Henson – PF
Tyler Zeller – PF/C
Kendall Marshall – PG
James Michael McAdoo – PF
P.J. Hairston – SG
Reggie Bullock – SG/SF

Syracuse
Kris Joseph – SG
Dion Waiters – SG/SF
C.J. Fair – SF

Michigan State
Draymond Green – PF
Keith Appling – PG/SG
Adreian Payne – PF

#2 seed

Duke
ustin Rivers – SG
Mason Plumlee – PF
Seth Curry – PG/SG

Kansas
Thomas Robinson – SF/PF
Tyshawn Taylor – PG
Elijah Johnson – SG/SF
Jeff Withey – C

Missouri
Marcus Denmon – SG/SF
Ricardo Ratliffe – PF
Kim English – SG/SF

Ohio State
Jared Sullinger – PF
William Buford – SG
Deshaun Thomas – SF/PF

#3 seed

Baylor
Perry Jones – SF/PF
Quincy Miller – SF
Quincy Acy – PF

Marquette
Darius Johnson-Odom – SG
Jae Crowder – SF

Georgetown
Hollis Thompson – SF
Henry Sims – C
Otto Porter – PF

Florida State
Bernard James – PF
Michael Snaer – SG

#4 seed

Wisconsin
Jordan Taylor – PG

Michigan
Tim Hardaway Jr. – SG/SF

Indiana
Cody Zeller – PF/C
Christian Watford – SF

Louisville
Gorgui Dieng – C
Peyton Siva – PG

#5 seed

Vanderbilt
Festus Ezeli – PF/C
John Jenkins – SG
Jeffery Taylor – SF

New Mexico
Drew Gordon – PF

Wichita State
Garrett Stutz – C

#6 seed

Cincinnati
Yancy Gates – PF

UNLV
Mike Moser – PF

Murray State
Isaiah Canaan – PG/SG

#7 seed

Florida
Bradley Beal – SG
Patric Young – PF
Kenny Boynton – SG

Gonzaga
Elias Harris – SF/PF
Robert Sacre – PF/C

#8 seed

Creighton
Doug McDermott – SF/PF

Kansas State
Rodney McGruder – SG/SF

Iowa State
Royce White – PF

Memphis
Adonis Thomas SG/SF
Will Barton SG/SF

#9 seed

Connecticut
Jeremy Lamb – SG/SF
Andre Drummond – PF/C
Ryan Boatright – PG
Alex Oriakhi – PF

Alabama
JaMychal Green – PF

#10 seed

West Virginia
Kevin Jones – PF

Purdue
Robbie Hummel – SF

Xavier
Tu Holloway – PG

Virginia
Mike Scott – PF

#11 seed

Colorado
Andre Roberson – SF/PF

Texas
J’Covan Brown – SG
Myck Kabongo – PG

North Carolina State
C.J. Leslie – SF/PF
Lorenzo Brown – PG

#14 seed

St. Bonaventure
Andrew Nicholson – PF/C

#15 seed

Lehigh
C.J. McCollum – SG

Detroit
Ray McCallum – PG


NBA

Kategoria: Draft, NCAA - Tagi: Draft, March Madness, ncaa, NCAA Tournament

NCAA: Zapowiedź XVIII tygodnia – część 2

mar09
2012
Dodaj komentarz Kosi

Druga część zapowiedzi, która codziennie będzie aktualizowana. Przy okazji zapraszam do odwiedzania CollegeHoops.pl i śledzenia na Twitterze @CollegeHooopspl.

Linki do streamów szukamy tu: firstrowsports.eu lshunter.tv Forum WiZiWiG

Piątek

20:00 – Wisconsin vs. Indiana
Ciekawe pojedynek pomiędzy drużynami prezentującymi bardzo zbliżony poziom. Atutem Wisconsin jest zawsze bardzo dobra obrona, natomiast Indiana może pochwalić się bardzo efektywnym atakiem. W poprzednim spotkaniu tych drużyn to defensywa Badgers okazała się kluczowa i również tutaj powinno być podobnie. Jeśli uda im się ograniczyć podkoszowe poczynania Cody’ego Zellera oraz rzuty z dystansu rywali powinni to spotkanie wygrać. Dużo będzie też zależało on postawy Jordana Taylora, który jest odpowiedzialny za ofensywę Wisconsin.
Draft watch: Jordan Taylor, Cody Zeller

20:00 – Virginia vs. North Carolina State
Mike Scott kontra C.J. Leslie. Minimalnym faworytem wydaje się drużyna Virginia, a to wszystko za sprawą ich bardzo dobrej obrony. Wolfpack mogą za to pochwalić bardziej utalentowanymi zawodnikami i jeśli C.J. Leslie, Lorenzo Brown, Scott Wood oraz C.J. Williams rozegrają dobre spotkani stać ich na awans do półfinałów. Mike’a Scotta wspomagać będą Joe Harris i Sammy Zeglinski, jednak nie są oni takimi pewnymi punktami jak lider Cavaliers.
Draft watch: Mike Scott, C.J. Leslie, Lorenzo Brown

21:00 – Florida vs. Alabama
Faworytem jest oczywiście bardzo utalentowany zespół Gators, ale sezon zasadniczy zakończyli trzema porażkami. Z drugiej strony Alabama miała całkiem udaną końcówkowe i to nawet mimo faktu, że radzić muszą sobie bez Tony’ego Mitchella. Atutem Crimson Tide jest zespołowa gra, ale jeśli obwodowi strzelcy Florida dobrze się zaprezentują pokonać ich będzie bardzo ciężko.
Draft watch: Bradley Beal, Patric Young, JaMychal Green

22:00 – Southern Miss vs. Marshall
Półfinał turnieju konferencji C-USA. W ćwierćfinałach obie ekipy swoje mecze kończyły dopiero po doliczonym czasie gra i nie wykluczone, że tutaj będzie podobnie. Wydaje się, że troszeczkę lepszą drużyną jest Southern Miss, ale zespół Marshall niejednokrotnie pokazywał, że lekceważyć ich nie można. W Golden Eagles wyróżniają się Neil Watson, LaShay Page i Darnell Dodson, w Thundering Herd liderują DeAndre Kane i Damier Pitts.
Draft watch: Brak

0:30 – Memphis vs. UCF
Drugi półfinał turnieju C-USA. Faworytem jest oczywiście drużyna Memphis, gdzie świetnie poczyna sobie Will Barton, a wspomagają go Tarik Black i Joe Jackson. Dodatkowo po kontuzji do gry wraca Adonis Thomas i na pewno będzie on sporym wzmocnieniem. W składzie UCF wyróżniają się głównie Keith Clanton oraz Marcus Jordan i jeśli uda się Tigers ograniczyć ich poczynania o zwycięstwo mogą być spokojni.
Draft watch: Will Barton, Adonis Thomas

1:00 – Syracuse vs. Cincinnati
Półfinał turnieju Big East. Oba zespoły nieco się męczyły w ćwierćfinałach, a Cincinnati swoje spotkanie wygrało dopiero po dwóch dogrywkach i to przeciwko wyżej notowanej drużynie. Tym razem będą mieli jednak trudniejsze zadanie, bo przedarcie się przez strefę Orange sprawia sporo problemów. Bearcats mają za to niezłych obwodowych strzelców i tutaj mogą szukać swojej szansy. Syracuse to drużyna z najwyższej półki i nawet gdy słabszy mecz rozgrywają pierwszopiątkowki gracze bardzo ciężko jest ich pokonać, o czym przekonała się drużyna UConn.
Draft watch: Kris Joseph, Dion Waiters, Fab Melo

1:30 – Kansas vs. Baylor
Świetnie zapowiadający się mecz, w którym Baylor może sprawić niespodziankę. Notowania Kansas stoją jednak znacznie wyżej, co pokazali w meczach sezonu zasadniczego dwukrotnie pokonując Bears. Thomas Robinson, Tyshawn Taylor i Elijah Johnson to nazwiska, których specjalnie przedstawiać nie trzeba, tym bardziej że dwóch pierwszych należą do czołowych graczy w lidze na swoich pozycjach. Zawodnicy Baylor jednak świetnie zaprezentowali się we wczorajszym meczu z Kansas State, a w szczególności na spore wyróżnienie zasłużył Perry Jones. Jeśli i w tym meczu zagra tak agresywnie Bears będzie można zacząć się obawiać.
Draft watch: Perry Jones, Quincy Miller, Thomas Robinson, Tyshawn Taylor, Elijah Johnson

3:00 – Arizona vs. Oregon State
Ćwierćfinał turnieju Pac-12, do którego dość niespodziewanie awansowała drużyna Oregon State. W zespole bardzo dobrze radzi sobie Jared Cunningham, a wspomaga go dwójka Devon Collier oraz Ahmad Starks i to ich dobra gra przyczyniał się do sensacyjnego wyeliminowania ekipy Washington. W Wildcats wyróżnia się głównie trójka doświadczonych graczy – Kyle Fogg, Solomon Hill i Jesse Perry. Faworytem jest tu zespół Arizona, ale Oregon State lekceważyć też nie można.
Draft watch: Jared Cunningham

3:00 – Notre Dame vs. Louisville
Drugi półfinał turnieju Big East. Notre Dame swoje dobre wyniki zawdzięcza bardzo dobrej defensywie i zespołowej grze. I choć Louisville również może pochwalić się agresywną grą w obronie, to zazwyczaj mieli problemy z dobrze broniącymi drużynami. Do bardzo dobrej formy wrócił jednak rozgrywający Peyton Siva i jeśli będzie spisywał się tak jak w ostatnich meczach ten problem może już Cardinals nie dotyczyć. Ważne będzie również powstrzymanie Jacka Cooley’a i tu pole do popisu będzie miał Gorgui Dieng. Prawdziwy sprawdzian dla obu ekip.
Draft watch: Gorgui Dieng, Peyton Siva

3:00 – Florida State vs. Miami (FL)
Bardzo dobra defensywa Florida State, kontra nieprzewidywalny atak Miami. W Hurricanes bardzo ważną postacią jest center Reggie Johnson, ale najlepszymi strzelcami w zespole są Durand Scott i Malcolm Grant. Jeśli Seminoles zdołają powstrzymać tą dwójkę będą bardzo bliscy zwycięstwa. Istotne też by w szeregach Florida State dobre spotkanie rozegrał Michael Snaer, a także sporo pracy powinien mieć Bernard James.
Draft watch: Bernard James, Reggie Johnson

3:00 – San Diego State vs. Colorado State
Półfinał turnieju konferencji MWC. Faworytem jest drużyna San Diego State, gdzie liderami są Jamaal Franklin i Chase Tapley. Colorado State to zaś bardzo nieprzewidywalna drużyna, co pokazała w sezonie wygrywając przynajmniej po razie z każdą z czołowych drużyn konferencji. Także i tu nie są skazani na porażkę, a w drużynie warto obserwować Wesa Eikmeiera i Doriana Greena.
Draft watch: Brak

4:00 – Missouri vs. Texas
Ciekawe spotkanie z konferencji Big 12. Zespół Texas dość niespodziewanie poradził sobie z Iowa State, ale tutaj już tak łatwo im nie będzie. Z bardzo dobrej strony jak zwykle pokazali się J’Covan Brown oraz Myck Kabongo i to od ich postawy zależy najwięcej. W Missouri utalentowanych graczy jest znacznie więcej, a w szczególności pierwsza piątka świetnie się uzupełnia. Oglądanie Tigers sprawia wiele przyjemności i nie wygląda na to, by Longhorns byli im w stanie zagrozić.
Draft watch: Marcus Denmon, Ricardo Ratliffe, Kim English, J’Covan Brown, Myck Kabongo

5:30 – Nevada vs. Louisiana Tech
Półfinałowe spotkanie turnieju WAC. Naturalnie faworytem jest Nevada gdzie w pierwszej kolejności wyróżniają się Deonte Burton i Olek Czyż. W Louisiana Tech trzeba uważać na Raheema Applebya i Trevora Gaskinsa. Aby wygrać Wolf Pack muszą kontynuować swoją dobrą grę w ataku i unikać słabych startów jak w spotkaniu ćwierćfinałowym.
Draft watch: Brak

5:30 – New Mexico vs. UNLV
Drew Gordon kontra Mike Moser. Obaj zawodnicy notują średnie na poziomie double-double i stanowią o sile podkoszowej w swoich drużynach. Atutem New Mexico jest dodatkowo bardzo dobra obrona, zaś UNLV może pochwalić się lepszą grą w ataku, gdzie wyróżniają się Chace Stanback i Anthony Marshall. Faworytem jest drużyna Rebels, która powinna wygrać ten mecz pod warunkiem, że każdy z wymienionych graczy rozegra dobre zawody.
Draft watch: Drew Gordon, Mike Moser

5:30 – California vs. Colorado
Drugi półfinał turnieju Pac-12. Niespodziewania w miejsce Oregon awansowała drużyna Colorado i jeśli uda im się pokonać tutaj Californie konferencji Pac-12 w NCAA Tournament będzie miała tylko jeden zespół. Ważnym graczem w Buffaloes jest podkoszowy Andre Roberson, ale to Carlon Brown jest najlepszym punktującym w drużynie. W Golden Bears wyróżniają się Allen Crabbe, Jorge Gutierrez, Justin Cobbs i Harper Kamp. Faworytem jest oczywiście California, ale w nieprzewidywalnej konferencji Pac-12 wszystko się może wydarzyć.
Draft watch: Andre Roberson

Sobota

17:30 – Memphis vs. Marshall
Finał konferencji C-USA. Faworytem jest oczywiście drużyna Memphis, która pod względem talentu przewyższa wszystkie ekipy ze swojej konferencji. Zawodnicy godni obserwowania w Tigers to Will Barton, Tarik Black, Joe Jackson i Adonis Thomas. W Marshall wyróżniają się DeAndre Kane i Damier Pitts.
Draft watch: Will Barton, Adonis Thomas

19:00 – Kentucky vs. Florida
Półfinał turnieju SEC. Świetnie zapowiadające się widowisko z wieloma ciekawymi prospektami do najbliższego Draftu. Przewagę ma drużyna Kentucky, która nie przegrała od ponad 20 spotkań, ale kto wie może będziemy świadkami sensacji.
Draft watch: Anthony Davis, Michael-Kidd Gilchrist, Terrence Jones, Marquis Teague, Doron Lamb, Darius Miller, Bradley Beal, Patric Young

19:00 – North Carolina vs. North Carolina State
Półfinał turnieju ACC i spotkanie dwóch umieszczonych blisko siebie uczelni. W obu ekipach nie brakuje ciekawych zawodników, jednak przewaga talentu jest oczywiście po stronie Tar Heels.
Draft watch: Harrison Barnes, John Henson, Tyler Zeller, Kendall Marshall, James Michael McAdoo, P.J. Hairston, C.J. Leslie, Lorenzo Brown

19:40 – Michigan State vs. Wisconsin
Pojedynek dwóch bardzo dobrze poukładanych drużyn, czyli półfinał konferencji Big Ten. Obie ekipy świetnie bronią i nieźle spisują się w ataku, ale pod względem ofensywy to właśnie Michigan State wygląda dużo lepiej i to oni są tu faworytami. Spotkanie wygra ta drużyna, u której lepiej spisze się lider, czyli należy przyglądać się Draymondowi Greenowi i Jordanowi Taylorowi.
Draft watch: Draymond Green, Keith Appling, Jordan Taylor

21:00 – Duke vs. Florida State
Drugi półfinał w konferencji ACC. Tutaj ze wskazaniem faworyta jest już dużo ciężej. W sezonie obie drużyny wygrały po razie, ale tym razem Blue Devils występują bez kontuzjowanego Ryana Kelly’ego, które pełnił bardzo istotną role. Nieźle zapowiada się rywalizacja na obwodzie, czyli Austin Rivers kontra Michael Snaer.
Draft watch: Austin Rivers, Mason Plumlee, Seth Curry, Bernard James

21:30 – Saint Louis vs. Xavier
Półfinał konferencji A-10. Teoretycznie faworytem jest drużyna Saint Louis, która lepiej spisywał się w sezonie, ale w Xavier jest sporo niewykorzystanego talentu, więc trzeba na nich uważać. Tu Holloway i Mark Lyons kontra Brian Conklin i Kwamain Mitchell.
Draft watch: Tu Holloway

21:30 – Vanderbilt vs. Ole Miss
Drugi półfinał konferencji SEC. Dość niespodziewanie awansować aż tak wysoko udało się drużynie Ole Miss i teoretycznie wydawać by się mogło, że Vanderbilt będą mieli łatwą przeprawę. W pierwszej piątce Commodores jest aż czterech Seniorów, a do tego mają świetną trójkę liderów, więc i wygrać powinni dość pewnie. W Rebels wyróżniają się Terrance Henry, Dundrecous Nelson i Murphy Holloway.
Draft watch: Festus Ezeli, John Jenkins, Jeffery Taylor

22:00 – Ohio State vs. Michigan
Drugi półfinał konferencji Big Ten. Wydaje się, że Ohio State powinni spokojnie to wygrać, ale pod warunkiem że Jared Sullinger rozegra dobre spotkanie. Gdy lider Buckeyes spisuje się dobrze, podobnie radzą sobie jego koledzy. W Michigan najwięcej zależy od Tima Hardaway’a Jr. oraz Trey’a Burke i jeśli oni spiszą się dobrze szykuje się nam bardzo wyrównane widowisko.
Draft watch: Jared Sullinger, William Buford, Deshaun Thomas, Tim Hardaway Jr.

0:00 – Missouri vs. Baylor
Finał konferencji Big 12. Jak wspominałem, jeśli Perry Jones gra agresywnie i skutecznie ciężko jest pokonać Baylor, o czym przekonała się drużyna Kansas. Co jednak ważniejsze w turnieju, to nie tylko on gra dobrze, ale praktycznie cały zespół wzbił się jakby na wyższy poziom. Również w Missouri pozytywnie wypadają wszyscy gracze z pierwszej piątki i dlatego zapowiada się nam świetne spotkanie. Obowiązkowa pozycja dla wszystkich miłośników efektownej gry.
Draft watch: Marcus Denmon, Ricardo Ratliffe, Kim English, Perry Jones, Quincy Miller

0:00 – Arizona vs. Colorado
Sensacyjny finał konferencji Pac-12 bez udziału trzech najlepszych drużyn po sezonie zasadniczym. Tutaj może się wydarzyć wszystko i przewidywanie jakiegokolwiek rezultatu jest bez sensu. W Wildcats wyróżniają się Kyle Fogg, Solomon Hill i Jesse Perry, w Buffaloes – Andre Roberson i Carlon Brown.
Draft watch: Andre Roberson

1:00 – San Diego State vs. New Mexico
Finał konferencji MWC. Faworytem jest drużyna San Diego State, gdzie świetny sezon rozgrywa dwójka Jamaal Franklin i Chase Tapley. W New Mexico liderem jest Drew Gordon i to od jego postawy będzie zależało najwięcej.
Draft watch: Drew Gordon

3:00 – Louisville vs. Cincinnati
Traf tak chciał, że akurat w ostatnim finale konferencji Big East w takiej postaci grają dwie drużyny, które pochodzą z C-USA. Od przyszłego sezonu część drużyn Big East zmieni swoje konferencje i stąd całe zamieszanie. Obie drużyny choć nie należą do ścisłej czołówki mogą pochwalić się bardzo dobra defensywą i to okazało się kluczem do ich zwycięstw. W Cardinals godni uwagi są Kyle Kuric, Russ Smith, Chris Smith, Gorgui Dieng, Chane Behanan i Peyton Siva. W Bearcats wyróżniają się Yancy Gate, Kilpatrick, Dion Dixon i Cashmere Wright. Emocji na pewno nie zabraknie.
Draft watch: Gorgui Dieng, Peyton Siva

4:00 – Long Beach State vs. UC Santa Barbara
Finał konferencji Big West. Faworytem jest drużyna Long Beach State, która w konferencji przegrała tylko raz. UC Santa Barbara jednak radziła sobie również bardzo dobrze, a to wszystko dzięki świetnej grze Orlando Johnsona i Jamesa Nunnally’a. W 49ers wyróżnia się trio – Casper Ware, Larry Anderson i T.J. Robinson.
Draft watch: Orlando Johnson

Pozostałe finały konferencji
17:00 – Stony Brook vs. Stony Brook – America East
19:00 – Norfolk State vs. Bethune-Cook. – Mid-Eastern
21:00 – Lamar vs. McNeese State – Southland
23:00 – North Dakota vs. N.J.I.T. – Great West (brak pewnego miejsca w NCAA Tournament)
2:00 – Akron vs. Ohio – Mid-American
2:00 – Miss. Valley State vs. Texas Southern – Southwest
6:00 – New Mexico State vs. Louisiana Tech – Western Athletic

Niedziela

18:00 – Kentucky vs. Vanderbilt
Finał konferencji SEC. Wydaje się, że zespół Vanderbilt jest skazany na porażkę, jednak jak pokazali w sezonie na rywalizacje z Kentucky motywują się podwójnie. Przewaga talentu jest oczywiście po stronie Wildcats, ale w Commodores również nie brakuje wyróżniających się graczy, a dodatkowo ich atutem będzie doświadczenie. Drużyna UK nie przegrał jednak od 24 spotkań i nie wydaje się by wkrótce ta seria miała być przerwana.
Draft watch: Anthony Davis, Michael-Kidd Gilchrist, Terrence Jones, Marquis Teague, Doron Lamb, Darius Miller, Festus Ezeli, John Jenkins, Jeffery Taylor

18:00 – North Carolina vs. Florida State
Finał turnieju ACC. Zgodnie z planem, choć z problemami i w dość kontrowersyjnych okolicznościach awansowała North Carolina. Drugim finalistą została zaś drużyna Florida State i nie można traktować tego jako niespodzianki. Istotnym graczem będzie John Henson, który zmaga się z drobnym urazem. Jeśli ponownie zabraknie go na boisku Tar Heels mogą mieć kłopoty. Kluczem do zwycięstwa Seminoles będą rzuty z dystansu.
Draft watch: Harrison Barnes, John Henson, Tyler Zeller, Kendall Marshall, James Michael McAdoo, P.J. Hairston, C.J. Leslie, Lorenzo Brown, Bernard James

18:00 – Xavier vs. St. Bonaventure
Finał konferencji A-10. Drużyna Xavier przez cały sezon zmagała się z różnymi problemami i przegrywa sporo spotkań, ale wraz z nadejściem turnieju przeszli metamorfoze. Ponownie świetnie razi sobie Tu Holloway, a wraz z jego dobrą grą Musketeers wygrywają kolejne mecze. Drugim finalistom jest zespół St. Bonaventure, gdzie liderem jest skrzydłowy Andrew Nicholson. Szykuje się wyrównana walka do samego końca.
Draft watch: Tu Holloway, Andrew Nicholson

20:30 – Michigan State vs. Ohio State
Finał turnieju Big Ten i rewanż Michigan State za przegrany ostatni mecz sezonu zasadniczego. Tym razem jednak do dobrej formy powrócił Jared Sullinger, a równie dobrze spisują się jego koledzy z drużyny. Spartans radzić zaś sobie będą musieli bez kontuzjowanego Brandena Dawsona i tym razem pokonać rywali będzie im jeszcze trudniej. Ponownie przed nami świetny pojedynek pod koszami, czyli Draymond Green kontra Jared Sullinger.
Draft watch: Draymond Green, Keith Appling, Jared Sullinger, William Buford, Deshaun Thomas

23:00 – Selection Show – NCAA Tournament

2:00 – Selection Show – NIT


NBA

Kategoria: NCAA - Tagi: ncaa, Zapowiedź tygodnia
« Older Entries

4kwarta NEWS

  • NBA playoffs Top 5 (21.05)
  • NBA playoffs Top 5 (20.05)
  • NBA playoffs Top 5 (17.05)
  • NBA playoffs Top 5 (16.05)
  • NBA playoffs Top 10 (15.05)
  • Small Market, Big Heart
  • NBA playoffs Top 5 (14.05)
  • Przed drugą rundą – zachód
  • NBA playoffs Top 5 (13.05)
  • NBA playoffs Top 5 (12.05)
  • Przed drugą rundą - wschód
  • NBa playoffs Top 5 (11.05)

Blog

  • NBAcodziennie
  • Archeobasketologia
  • Power Ranking
  • NCAA
  • Podcast
  • TRADE RUMORS
  • Airball spod kosza
  • NCAA od podstaw
  • Skarb Kibica NBA 2011/12
  • Overtime
  • Archiwum

Warto przeczytać

  • Idzie lato czas na zmiany
  • Airball spod kosza: 44 mecze pierwszej rundy
  • Smaczki i krzaczki – pierwsza runda
  • O Drafcie, NCAA i limicie wiekowym
  • Airball spod kosza: Mistrzowie na wakacjach, myślą o przyszłości
  • Przygotowania Olka Czyża do Draftu
  • Rookie Ranking vol.4
  • Nagrody 4kwarty za sezon 2011/12
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: straty
  • O Rajonie ciąg dalszy

W halach NBA (galeria)

Wyniki

Dołącz do nas

Współpraca

Linki

  • about NCAA
  • MVP Magazyn
  • NBA & NCAA na DVD
  • PolskiKosz.pl
  • RotoStrefa. Nasz Punkt Widzenia.
  • Sport24.pl
  • Typy NBA
  • widziane z półdystansu
  • wyniki na żywo

Szukaj

buttony

blog Czwarta Kwarta - to co najważniejsze o NBA Cavs.e-nba.pl - serwis poświęcony Cleveland Cavaliers Daveknot Enbiej.pl - NBA, koszykówka HORNETS.PL IVERSON.probasket.pl Nasz Kosz NBA Every Day - NBA, NCAA, koszykówka NBAonline Denver Nuggets poprostubasket.bloog.pl – Koszykarski blog Slamdunk League ToplistaNBA Typer - zabawa bukmacherska Wysoko nad obręczą – Koszykówka w szerokiej perspektywie Zawsze po pierwsze Koszykówka

EvoLve theme by Theme4Press  •  Powered by WordPress Czwarta-Kwarta.com
to co najważniejsze o NBA

Switch to our mobile site