• Strona główna
  • 4kwarta News
  • Market
  • Redakcja
  • Współpraca
  • Archiwum
  • TRADE RUMORS

Adam Szczepański

Airball spod kosza: Lavoysanity

maj22
2012
Dodaj komentarz Adam Szczepański

__Lavoysanity
Pamiętacie jak przed obecnym sezonem ESPN wypełniało nam przedłużające się wakacje tworząc ranking zawodników? Uszeregowano wtedy wszystkich 500 zawodników NBA od najgorszego do najlepszego. Pierwsze miejsce zajął oczywiście LeBron James. A czy ktoś przypomina sobie kto został wyróżniony ostatnią pozycją numer 500? Przypomnę – debiutant wybrany dopiero co w drafcie 2011 z numerem 50 przez Sixers. Niejaki Lavoy Allen. Kojarzycie?

Wtedy umiejętności Allena dziennikarze związani z ESPN ocenili na 1.22 w skali od 1 do 10. Biorąc to pod uwagę, Allen miał szczęście, że w ogóle załapał się do składu Sixers na ten sezon. Ale Lavoy nie tylko, że znalazł się w składzie, to jeszcze okazał się przydatnym wsparciem pod koszem i nawet w 15 meczach grał w pierwszej piątce, zastępując kontuzjowanego Spencera Hawesa. Tak więc już w fazie zasadniczej pokazał, że daleko mu do miana najgorszego zawodnika NBA.

Na pewno nie był tym najgorszym, ale z drugiej strony też się niczym szczególnym nie wyróżniał i poza kibicami z Filadelfii chyba mało kto zwrócił na niego uwagę. Jego czas nadszedł dopiero w playoffs, a właściwie to w drugiej rundzie playoffs w pojedynku z Celtics. Teraz wszyscy w NBA wiedzą już kto to jest Lavoy Allen.

Lavoy okazał się kimś w stylu Jeremy’ego Lina tegorocznych playoffs, w wersji defensywnej. Bez wątpienia jest objawieniem. Przez cały sezon był przeciętnym rezerwowym, a teraz nagle jest jedynym zawodnikiem będącym w stanie powstrzymywać Kevina Garnetta. KG gra w tych playoffs fantastycznie, przypominając siebie sprzed kilku lat, ale kiedy na boisku pojawia się Allen, Garnett znowu wygląda na swoje 36 wiosen. W dotychczasowych 5 meczach przeciwko Sixers, kiedy Allen był na parkiecie Garnett trafiał tylko 39% swoich rzutów z gry, natomiast jego skuteczność wynosi aż 62%, gdy Allen siedzi na ławce. Obecność Lavoy’a ma ogromny wpływ na postawę lidera Celtics w ofensywie. Zresztą wystarczy spojrzeć na statystyki:


Warto jeszcze wspomnieć, że KG w rankingu ESPN zajął 22 miejsce z wynikiem 8.01. Allen był 478 miejsc dalej.

Lavoy w serii z Celtics imponuje przede wszystkim w obronie, ale też dobrze spisuje się w ataku i w walce na tablicach. W dotychczasowych 5 meczach notuje średnio 9.2 punktów ze skutecznością 61.8%, 5.6 zbiórek i 1 blok w 23.6 minut gry. Dla porównania, jego osiągnięcia w fazie zasadniczej to: 4.1 punktów, 47.3% z gry, 4.2 zbiórek i 0.4 bloku w 15.2 minut. Kiedy Allen jest na parkiecie przeciwko Celtics, Sixers są +21. Jest to tym bardziej imponujące, że w całej serii, zliczając wszystkie punkty, Sixers są o 23 gorsi od swoich rywali. Można jeszcze dodać, że w 11 meczach playoffs już 4 razy Allen miał na swoim koncie co najmniej 10 punktów, czyli tyle samo co przez 41 spotkań fazy zasadniczej.

__Chris Paul odmienił Los Angeles
W Los Angeles wczoraj zakończył się sezon NBA 2011/12. Po raz pierwszy w historii miasto Los Angeles miało dwie swoje drużyny w drugiej rundzie playoffs, ale długo kibice w Staples Center nie nacieszyli się rywalizacją w tej fazie rozgrywek. 4 mecze w 3 dni i po wszystkim. Zarówno Clippers, jak i Lakers awansowali do drugiej rundy wygrywając mecz numer 7, a potem bardzo szybko odpadli.

Kończą te rozgrywki w bardzo podobny sposób, w tym samym czasie, ale w zupełnie innych nastrojach. Dla Clippers był to jeden z najlepszych sezonów w ich historii, tymczasem dla Lakers to kolejny rok zakończony dużym rozczarowaniem. Po zdobyciu dwóch kolejnych tytułów, teraz drugi raz z rzędu odpadają już w drugiej rundzie, odnotowując w tej fazie fatalny bilans: 1 zwycięstwo, 8 porażek.

Teraz przychodzi czas podsumowań, a najkrócej ten sezon dla obu drużyn z LA można podsumować dwoma słowami – Chris Paul.

Paul miał bardzo duży wpław na to, co działo się w obu drużynach.

Na Lakers, ponieważ to Lakers mieli już dogadany transfer z Hornets i Rockets. Już prawie mieli Paula… ale skończyło się na ‘prawie’, a to miało swoje dalsze konsekwencje. Lamar Odom zarządzał transferu i Lakers oddali swojego najlepszego rezerwowego za nic do Dallas. Co prawda potem okazało się, że w tym sezonie rzeczywiście niewiele więcej był wart, ale mimo wszystko był to dziwny ruch ze strony Lakers. Bardzo łatwo pozbyli się swojego (wtedy jeszcze) kluczowego zawodnika. Natomiast Pau Gasol ostatecznie dotrwał do końca sezonu w LA, ale nieustanne plotki transferowe przez całe rozgrywki miały wpływ na jego postawę na boisku. Gasol nadal jest jednym z najlepszych podkoszowych w lidze, ale w tym sezonie gdzieś się schował za plecami Andrew Bynuma i na koniec znowu zawiódł w playoffs. Nie uważam, że należy z niego robić kozła ofiarnego za porażkę Lakers, bo nie tylko on się do tego przyczynił, ale faktem jest, że grał słabo. W playoffs 2009 i 2010 grał na miarę swoich możliwości, potwierdzając, że jest jednym z najlepszych zawodników w NBA i Lakers zdobywali mistrzostwa. Natomiast teraz w drugich playoffs z rzędu spisywał się znacznie poniżej oczekiwań i Lakers szybko odpadali. Zresztą świetnie widać to w jego statystykach:

2009: 18.3pts (58% z gry) i 10.5reb
2010: 19.6pts (53.9%) i 11.1reb
2011: 13.1pts (42%) i 7.8reb
2012: 12.4pts (44.2%) i 8.9reb

Dlatego też jest już właściwie pewne, że Gasol niedługo zmieni barwy klubowe i zostanie wytransferowany. Teraz to już nawet Kobe nie będzie go bronił, tak jak robił to w trackie sezonu. Teraz Kobe właśnie jego w największym stopniu krytykuje. Może Lakers popełnili błąd, że nie zdecydowali się na wymianę Gasola przy okazji trade deadline, ponieważ i tak nic nie osiągnęli, a po tych playoffs jego notowania nieco spadną. Trzeba szybko dzwonić do Rockets, są na wakacjach, może nie oglądali playoffs i nadal są zainteresowani pozyskaniem Hiszpana? Ale z pewnością na Gasolu się nie skończy. Lakers czeka bardzo gorący offseason i sporo zmian w składzie, żeby za rok móc powalczyć o tytuł.

Koniec o Pau, wróćmy teraz do Paula… oczywiście jeszcze większy wpływ miał on na Clippers, którym udało się go pozyskać, po tym jak David Stern zablokował transfer z udziałem Lakers. Paul dołączył do Clippers i z miejsce zrobił z nich jedną z najlepszych drużyn w lidze. Na wielkiej scenie w Los Angeles pokazał jak wybitnym jest zawodnikiem i w jak fantastyczny sposób potrafi prowadzić swoją drużynę do zwycięstw. Razem z Blake’m Griffinem odmienili ten zespół, sprawili, że z Clippers wreszcie trzeba się liczyć i że mogą nawet myśleć o mistrzostwie w najbliższej przyszłości (Clippers i mistrzostwo, dotychczas to nie były słowa, których używało się w tym samym zdaniu). Dlatego celem władz klubu jest teraz przedłużenie kontraktu z Griffinem w te wakacje i stworzenie silnej drużyny, w której będzie chciał zostać również Paul, kiedy będzie wolnym agentem w 2013.

Po tym, co GM Clippers zrobił w tym sezonie, oczekiwania można mieć bardzo duże. Neil Oshley wykonał świetną robotę pozyskując takich zawodników jak Chauncey Billups, Kenyon Martin, Reggie Evans i Nick Young. Dał Paulowi partnerów do grania i może gdyby nie kontuzje, Clippers jeszcze nie byliby na wakacjach. Ale nie ma co gdybać. Clippers mają fundament i teraz muszą postarać się, żeby w następnym sezonie zrobić kolejny krok na przód i walczyć o tytuł.

Na sam początek muszą sobie odpowiedzieć na bardzo ważne pytanie, czy Vinny Del Negro powinien wróci na ich ławkę w kolejnym sezonie? Odpowiedź jest oczywista… ale czy również dla Donalda Sterlinga? Po nim możemy spodziewać się właściwie wszystkiego. Może na przykład uznać, że Del Negro nie jest wcale taki zły, a na innego trenera musiałby za dużo wydać. Pewne jest jednak, że Clippers potrzebują znacznie lepszego head coacha, żeby nie zmarnować ogromnego potencjału jaki daje im duet Paul-Griffin.

__Wszystko dla Dwighta
Dwa tygodnie po zakończeniu sezonu przez Magic, w Orlando rozpoczęto porządki i przygotowania do kolejnych rozgrywek. Na pierwszy ogień poszli Stan Van Gundy i Otis Smith. Już od dawna mówiło się, że obaj mogą pożegnać się z Magic i tak się stało. Ten ruch oznacza, że Magic zrobią wszystko, aby przekonać Dwight Howarda do pozostania na Florydzie na dłużej. Jeszcze w trackie sezonu pojawiły się plotki, że Howard nie chce dłużej pracować z Van Gundy’m i chce, aby ktoś inny niż Smith zajął się sprawami kadrowymi. Życzenie spełnione. A może po prostu dotrzyma obietnica? Przecież tuż przed trade deadline pojawiały się plotki, że Magic obiecali mu to w zmian za pozostanie na chociażby jeszcze jeden rok.

Rich De Vos do Dwighta Howard: Supreme Leader, melduję wykonanie zadania. Stan i Otis wyrzuceni. Co jeszcze możemy dla Pana zrobić?

Teraz pozostaje znaleźć trenera, który przypadnie Howardowi do gustu i nowego generalnego managera, który będzie potrafił znaleźć odpowiednie wsparcie dla gwiazdora Magic. W Orlando stawiają wszystko na jedną kartę – na Howarda. Dwa lata temu podobnie robili Cavs, kiedy zwolnili trenera i GM’a, ponieważ LeBron nie był z nich zadowolony. To na nic się zdało. Magic są w nieco lepszej sytuacji, bo mają kontrakt z Howardem na jeszcze jeden sezon, tak więc teoretycznie mają trochę czasu, aby go przekonać do ich długoterminowego planu.

Popełnią jednak błąd, jeśli decydując się na zmiany pod swojego gwiazdora, nie wymuszą od niego jasnej deklaracji, że zostanie w Orlando na dłużej niż jeden sezon. A najlepiej od razu żeby podpisał nowy, kilkuletni kontrakt. Magic mają czas do draftu, aby dowiedzieć się jakie plany ma Howard. Jeśli do tego czasu nie dostaną jednoznacznej odpowiedzi, że chce on zostać, lepiej dla nich będzie go wytransferować. Mają trzy wyjścia: 1) albo budują silną drużynę wokół Howarda, wiedząc, że on zostaje, albo 2) jak najszybciej oddają go i rozpoczynają wszystko od nowa, albo 3) oddają inicjatywę Howardowi, cierpliwie czekają co zrobi i przed trade deadline dokonują desperackiej wymiany, aby nie stracić go za darmo. Na to ostatnie nie mogą sobie pozwolić. Dlatego jeśli Howard mimo wszystko nadal będzie chciał odejść, nie ma sensu łudzić się, że ponownie zmieni zdanie. Teraz Magic mają jeszcze pole manewru, mogą poszukać najlepszego transferu, później znajdą się pod ścianą.

Draft to pierwszy moment, kiedy nowy GM Magic (do tego czasu powinien już być powołany) będzie mógł zacząć działać i przebudowywać drużynę. I wtedy już musi wiedzieć, w jaką stronę ma to robić. Magic mają miesiąc, żeby się tego dowiedzieć.

Van Gundy odchodzi z Magic po 5 latach z bardzo dobrym bilansem 259-135 i jednym występem w wielkim finale na koncie. Wykonał bardzo dobrą pracę i na pewno szybko ustawi się do niego kolejka drużyn chcących go zatrudnić (może Clippers?). Został zwolniony, ale nie można winić go za całą sytuację w Magic i za to, że w ostatnich dwóch sezonach nic nie osiągnęli. Ze składem jakim dysponował, nic więcej nie mógł wywalczyć, a już tym bardziej, gdy Howard się na niego wypiął. Osobiście nie jestem fanem SVG, denerwuje mnie ten człowiek (zresztą swoich zawodników też), ale doceniam go i uważam, że jest świetnym head coachem. Magic bardzo trudno będzie znaleźć kogoś lepszego.

Natomiast Smith w pełni zapracował na to, żeby go zwolnić. W 2009 stworzył zespół, który został wicemistrzem ligi, ale od tamtego czasu stracił dobrą passę i jego ostatnie ruchy transferowe były przeważnie nieudane. Pozyskanie Vince’a Cartera, podpisanie kontraktu z Chrisem Duhonem i Quentinem Richardsonem, ściągnięcie z powrotem do Orlando Hedo Turkoglu wraz z jego ogromnym kontraktem, czy zaproponowanie Jasonowi Richardsonowi $24 milionów tuż przed jego najgorszym sezonem w karierze. W tym przypadku w pełni rozumiem niezadowolenie Howarda z osiągnięć GM’a.


NBA

Kategoria: Airball spod kosza - Tagi: celtics, chris paul, clippers, dwight howard, kevin garnett, lakers, lavoy allen, Magic, otis smith, pau gasol, sixers, stan van gundy, vinny del negro

Playoffs, dzień 24: awans Thunder, Lakers na wakacjach

maj22
2012
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Celtics – Sixers  101:85
Celtics 3-2

_Brandon Bass: już w poprzednim meczu spisywał się bardzo dobrze zdobywając 13 punktów w pierwszej połowie, ale później Doc Rivers o nim zapomniał i w czwartej kwarcie nie pojawił się już na parkiecie. Nie stracił jednak swojej wysokiej formy i wczoraj zanotował swój najlepszy występ w karierze w playoffs, pomagając Celtics wygrać mecz numer 5. Tym razem to nie ktoś z Wielkiej Czwórki, a Bass był najlepszym zawodnikiem gospodarzy. Kluczową rolę odegrał w trzeciej kwarcie, kiedy zdobył aż 18 punktów trafiając 6 z 7 rzutów z gry i wszystkie 6 wolnych. W tym fragmencie spotkania sam miał 2 punkty więcej niż cała drużyna Sixers, dzięki czemu Celtics objęli prowadzenie, którego do samego końca już nie oddali. Już te 18 punktów dawały Bassowi najwyższą zdobycz w tych playoffs, a całe spotkanie zakończył z dorobkiem 27, co jest jego rekordem kariery w playoffs. Trafił 9/13 z gry i 9/10 wolnych, a do tego dołożył 6 zbiórek i 2 bloki. Warto jeszcze dodać, że w tych dwóch ostatnich meczach, kiedy Bass był na boisku Celtics byli +19, kiedy na ławce -12. To najlepiej pokazuje jak świetnie gra i jak ważną rolę odgrywał w tych spotkaniach.

_Druga połowa: w poprzednim meczu Celtics mieli fantastyczny początek, ale później z każdą minutą grali coraz gorzej i w drugiej połowie Sixers przejęli kontrolę nad spotkaniem. Natomiast wczoraj to drużyna z Bostonu zdominowała drugą połowę. Po pierwszej połowie przegrywali 3 punktami, ale drugie 24 minuty wygrali różnicą 19. Zdobyli 54 punkty ze skutecznością 56.3% z gry, odnotowując 13 asyst na 18 celnych rzutów. Bardzo dobrze spisywali się również w obronie. Po przerwie Sixers zdołali zdobyć tylko 35 punktów trafiając 37% rzutów z gry. Oczywiście bohaterem Celtics w tej drugiej połowie był Bass, ale warto także dodać, że Rajon Rondo zanotował wtedy 9 ze swoich 14 asyst.

_Pierwsza kwarta: kto wygrywa pierwszą kwartę w tej serii, później przegrywa mecz. Tak było w każdym z dotychczasowych spotkań, wczoraj Sixers po pierwszych 12 minutach prowadzili 27-23.

_Elton Brand: ma problemy zdrowotne i dotychczas w tej serii spisywał się bardzo słabo. Mimo to trener Collins uznał, że nie będzie zmieniał wyjściowego składu i najwyżej ograniczy minuty Branda. Wczoraj jednak nie musiał tego robić, ponieważ był on najlepszym strzelcem drużyny. Zdobył 19 punktów ze skutecznością 61.5% z gry, podczas gdy w poprzednich 4 meczach łącznie miał 17 punktów i 39% z gry.

_Rzuty wolne: Celtics 26/33, Sixers 10/16

Thunder – Lakers  106:90
Thunder 4-1

_Tercet Thunder: Durant, Westbrook i Harden rozegrali kolejny świetny mecz, ponownie byli nie do zatrzymania i zapewnili Thunder drugi z rzędu występ w finale zachodu. Razem zdobyli 70 punktów – Westbrook miał 28, Durant 25, a Harden 17. Westbrook 20 z nich zanotował po przerwie, podczas gdy Harden 13 miał w pierwszej połowie. Natomiast Durant rozpoczął czwartą kwartę od dwóch celnych trójek, a poza tym, po raz drugi z rzędu zaliczył double-double zbierając 10 piłek. Na koniec trzeba jeszcze wspomnieć o jednej kluczowej statystyce, Westbrook w tej serii popełnił tylko 4 straty (!), łącznie we wszystkich 5 meczach.

_Kobe Bryant: nie miał zamiaru jeszcze jechać na wakacje i starał się przedłużyć tą serię. Już w pierwszej kwarcie zdobył 15 punktów, a całe spotkanie zakończył z dorobkiem 42. Niestety jego koledzy nie potrafili wesprzeć go w ataku. Kobe trafił 54.5% swoich rzutów (po raz pierwszy w tej serii ponad 50%), podczas gdy reszta drużyny miała skuteczność na poziomie 38% z gry. Po raz drugi w tych playoffs Bryant zanotował ponad 40 punktów i po raz drugi Lakers ten mecz przegrali.

_Gasol+Bynum: krytykowany przez Bryanta Gasol starał się wczoraj pomóc liderowi Lakers, nie chcąc być dłużej obwiniany za porażki drużyny i rozegrał całkiem dobry mecz, zwłaszcza w porównaniu do tych wcześniejszych. Bardzo dobrze walczył pod koszami i zebrał 16 piłek, do tego dołożył 3 bloki i był też aktywny w ofensywie oddając 14 rzutów z gry, najwięcej w tej serii. Jednak duża liczba oddanych rzutów nie przełożyła się na dużą liczbę trafień. Gasol zanotował kiepską skuteczność 35.7% z gry i zdobył 14 punktów. Znacznie gorzej spisywał się Bynum i był właściwie niewidoczny przez całe spotkanie. Zakończył je mając 10 punktów i 4 zbiórki. To był jego najgorszy występ w tych playoffs. Swoją grą pomógł Thunder udowodnić, że closeout game są jednak łatwe

_Punkty z kontry: Thunder 30, Lakers 6

_Finał zachodu: bardzo ciekawie dla Thunder układają się te playoffs. W pierwszej rundzie grali z Mavs, w drugiej z Lakers, a teraz czekają na nich Spurs. Są to trzy drużyny z zachodu, które w ostatnich latach zdobywały mistrzostwa. Dwie z nich Thunder już pokonali…
Teraz mają kilka dni na przygotowanie się do rywalizacji ze Spurs. W niedzielę mecz numer jeden. Zapowiada się fantastyczna seria, która będzie prawdopodobnie przedwczesnym finałem. Zwycięzca tego pojedynku zapewne później sięgnie po tytuł.


NBA

Kategoria: Playoffs 2012 - Tagi: Andrew Bynum, brandon bass, celtics, elton brand, kevin durant, kobe bryant, lakers, pau gasol, sixers

Playoffs, dzień 23: remis Heat, awans Spurs

maj21
2012
7 komentarzy Adam Szczepański

Heat – Pacers  101:93
remis 2-2

_James+Wade: tylko oni mogli zapewnić Heat zwycięstwo i doprowadzić do remisu w serii. Zrobili to, podobnie jak w meczu numer jeden i zupełnie zdominowali drugą połowę spotkania. Na przerwę goście schodzili do szatni mając 8 punktów straty, natomiast pod koniec trzeciej kwarty uzyskali najwyższe, 10-punktowe prowadzanie. Wszystko dzięki fantastycznej grze duetu gwiazdorów. James i Wade w trzeciej kwarcie zdobyli po 14 punktów, podczas gdy cała drużyna gospodarzy miała ich tylko 16. W sumie, w drugiej połowie liderzy Heat sami zdobyli więcej punktów niż Pacers i zebrali też więcej piłek – James+Wade 43 punkty (61.5% z gry) i 19 zbiórek; Pacers 39 punktów (39.5%) i 18 zbiórek. Byli absolutnie nie do zatrzymania i pokazali, że grając na najwyższych obrotach nie potrzebują nawet dużego wsparcia, żeby wygrywać mecze. Pytanie tylko ile meczów będą w stanie w ten sposób wygrać, na ile starczy im sił.

LeBron rozegrał jeden z najlepszych meczów w swojej karierze w playoffs. Od samego początku ciągnął Heat i już po pierwszej połowie miał na swoim koncie 19 punktów, 5 zbiórek i 5 asyst. Całe spotkanie zakończył z imponującym dorobkiem 40 punktów (51.9%), 18 zbiórek, 9 asyst, 2 przechwytów i 2 bloków. W tym niezwykle ważnym meczu zrobił co do niego należało, zagrał jak przystało na MVP, na najlepszego zawodnika w NBA i poprowadził Heat do zwycięstwa. Jednak sam nie byłyby w stanie tego zrobić, na szczęście w drugiej połowie dostał wsparcie od Wade’a. Przed przerwą D-Wade miał 8 punktów trafiając tylko 3 z 10 rzutów, ale już w trzeciej kwarcie nie pomylił się ani razu na 6 rzutów. W poprzednim spotkaniu zawiódł i zagrał bardzo słabo, ale teraz w drugiej połowie oglądaliśmy Wade’a będącego jednym z najlepszych zawodników w lidze. Ostatecznie zanotował 30 punktów (56.5%), 9 zbiórek, 6 asyst i 2 bloki.

_Wsparcie: w drugiej połowie James i Wade zdobyli 43 z 55 punktów całej drużyny, natomiast 10 z pozostałych 12 należało do Udonisa Haslema. W poprzednich meczach tej serii Haslem był właściwie niewidoczny, grał słabo, dlatego też z każdym kolejnym spotkaniem trener coraz mniej z niego korzystał. Wczoraj było jednak zupełnie inaczej i był przydatnym wsparciem dla duetu gwiazd. 8 punktów zdobył w samej czwartej kwarcie, a w całym spotkaniu miał ich 14, pudłując tylko jeden z 6 rzutów.

_Trzecia kwarta: w poprzednich dwóch meczach Pacers wygrali obie trzecie kwarty różnicą 14 punktów i to właśnie w tym fragmencie gry przesądzali o swoim zwycięstwie. Wczoraj również trzecia kwarta była kluczowa, ale teraz to Pacers przegrali ją 14 punktami.

_Roy Hibbert: w poprzednim meczu dominował pod koszami i był najlepszym zawodnikiem drużyny z Indiany. Wczoraj jeszcze całkiem nieźle spisywał się w pierwszej połowie, kiedy miał 8 punktów, 5 zbiórek i 3 bloki, ale potem zupełnie zniknął. W drugiej połowie trafił tylko jeden z 5 rzutów z gry, zebrał 4 piłki i miał problemy z faulami. Po raz pierwszy w tej serii nie miał na swoim koncie dwucyfrowego dorobku zbiórek.

Spurs – Clippers  102:99
Spurs 4-0

_Paul+Griffin: może gdyby ta dwójka była zdrowa i od początku tej serii grała na poziomie, jaki zaprezentowali w tym meczu, Clippers nie jechaliby jeszcze na wakacje. Może wygraliby chociaż jeden mecz….może. Na pewno same spotkania byłby znacznie ciekawsze. Clippers zostali zmieceni przez Spurs, ale w tym ostatnim meczu wreszcie prowadzili z nimi wyrównany pojedynek i do samego końca walczyli o zwycięstwo. To było coś, czego wcześniej w tej serii nie mieliśmy okazji oglądać. A wszystko dzięki Paulowi i Griffinowi, którzy wreszcie w dwójkę spisywali się bardzo dobrze i ciągnęli za sobą drużynę. Przede wszystkim, widać było jaką różnicę robi CP3. Wczoraj był najlepszym zawodnikiem na parkiecie, wygrał rywalizację z Parkerem i od razu mecz wyglądał inaczej. W trzeciej kwarcie Paul i Griffin zdobyli razem 21 z 28 punktów całej drużyny, a w czwartej Paul dołożył 7 punktów. Jednak już w samej końcówce został skutecznie powstrzymany przez obronę Spurs i nie był w stanie zapewnić Clippers zwycięstwa. Spurs nie pozwolili mu na finisz, jaki prezentował jeszcze w serii z Grizzlies. W całym spotkaniu Paul zanotował 23 punkty (50% z gry), 11 asyst i 6 zbiórek, Griffin miał 21 punktów (45%) i 5 zbiórek.

_8-0: Spurs awansowali do finału zachodu zaliczając drugiego sweepa. Biorąc pod uwagę również fazę zasadniczą wygrali już 18 spotkań z rzędu. I chyba po raz pierwszy podczas tej imponującej serii do ostatnich sekund musieli walczyć o zwycięstwo. Są jednak zbyt doświadczoną drużyną, żeby pozwolić sobie na wpadkę i niepotrzebne przedłużenie serii. Przez ostatnie ponad 2 minuty meczu nie pozwolili Clippers na celny rzut z gry i zakończyli tą rywalizację. Wygrali i teraz czekają na swojego kolejnego rywala. Od czasu wprowadzenia w pierwszej rundzie systemu best-of-7, po raz czwarty zdarzyło się, że drużyna awansowała do finału konferencji bez porażki. Trzeba jednak od razu dodać, że żadna z 3 poprzednich drużyn z bilansem 8-0 po pierwszych dwóch rundach nie awansowała później do wielkiego finału. Jak będzie w przypadku Spurs?

_Eric Bledsoe: rezerwowi Spurs zdobyli 43 punkty, o 11 więcej niż zawodnicy z ławki Clippers, ale wśród zmienników gospodarzy ponownie wyróżnić trzeba Bledose. W czwartej kwarcie zdobył 11 punktów z rzędu i pomógł Clippers objąć 5-punktowe prowadzenie na 5 i pół minuty przed końcem. Ostatecznie miał 17 punktów (8/10) i po raz kolejny w tej serii pokazał się z bardzo dobrej strony.


NBA

Kategoria: Playoffs 2012 - Tagi: blake griffin, chris paul, clippers, dwyane wade, eric bledsoe, heat, lebron james, pacers, roy hibbert, spurs, udonis haslem

Playoffs, dzień 22: dzień comebacków

maj20
2012
3 komentarzy Adam Szczepański

Thunder – Lakers  103:100
Thunder 3-1

Kevin Durant po raz kolejny pokazał, że potrafi wygrywać mecze. Pokazał nam co znaczy clutch. Remis, kilkanaście sekund do końca spotkania, KD bierze piłkę w swoje ręce i bierze też na siebie odpowiedzialność za losy tego spotkania. Robi to, czego oczekuje się od prawdziwego lidera. Robi to, czego tak bardzo brakuje nam u LeBrona. To był jego moment. Westbrook ciągnął Thunder wcześniej, ale w tej najważniejszej akcji to Durant chciał oddać rzut i to zrobił, bo to właśnie powinien robić lider. Rzucił i trafił, zapewniając swojej drużynie bardzo ważne zwycięstwo.

To było wielkie.

Po raz kolejny w tej serii Durant na samym finiszu poprowadził Thunder do zwycięstwa. Już chyba nikt nie ma wątpliwości, że jest clutch playerem. Tymczasem ten image traci Bryant. Kobe zawsze był postrzegany jako jeden z najlepszych finiszerów (mimo, że statystyki tego nie potwierdzały), a teraz już po raz drugi w tej serii zawiódł w ostatnich minutach. Przez trzy kwarty grał świetnie i zdobył 31 punktów z skutecznością 55.6% z gry. A w czwartej kwarcie? 2/10 z gry i 7 punktów. W tym czasie swój popis dawali Durant i Westbrook, a Bryant był w ich cieniu i nie potrafił uchronić Lakers przed porażką.

Durant trafił ten najważniejszy rzut, ale gdyby nie rewelacyjna gra Westbrooka w drugiej połowie, Thunder nie odrobiliby strat i KD nie miałby okazji trafić game-winnera. Russell w połowie czwartej kwarty zdobył 9 punktów z rzędu dla gości i zmniejszył stratę do Lakers z 9 do 4. To on dał swojej drużynie wiarę, że ten mecz można wygrać. Natomiast w trzeciej kwarcie to głównie dzięki niemu Thunder nie stracili kontaktu z Lakers i nie pozwolili im na uzyskanie przewagi, której nie dałoby się już odrobić.

W całym meczu Westbrook zdobył 37 punktów (57.7% z gry), z czego 23 po przerwie, a do tego dołożył 5 asyst. Natomiast Durant miał 31 punktów (55.6%), z czego 11 w czwartej kwarcie, a także 13 zbiórek, co dało mu pierwsze double-double w tej serii.

Na 8 minut przed końcem Thunder przegrywali 13 punktami, wtedy rozpoczęli swój comeback i od tamtego momentu było już 25-9.

Thunder już tylko jednej wygranej brakuje do awansu, tymczasem Lakers po raz kolejny przegrali mecz, w którym przez bardzo długi czas byli drużyną znacznie lepszą i który powinni byli wygrać. Gospodarze przez trzy kwarty bardzo skutecznie narzucali swój styl gry, nie pozwolili Thunder się rozpędzić, kontrolowali przebieg spotkania i od połowy pierwszej kwarty utrzymywali się na prowadzeniu. Przede wszystkim zupełnie zdominowali strefę podkoszową. W efekcie, zdobyli 48 punktów z pomalowanego, a Thunder tylko 34 i często byli zmuszeni do kończenia swoich akcji jump shotami. Ale w czwartej kwarcie gospodarze już nie wykorzystywali swoich wysokich, Gasol i Bynum oddali wtedy w sumie tylko 2 rzuty z gry i zdobyli 2 punkty. Poza tym, przez trzy kwarty Lakers dominowali też w walce na tablicach i mieli 9 zbiórek więcej. W czwartej kwarcie to się zmieniło na korzyść gości, którzy zebrali 6 piłek więcej. I znowu Lakers nie potrafili wykończyć meczu, który przecież tak długo układał się po ich myśli.

Spurs – Clippers  96:86
Spurs 3-0

Mecze z udziałem Spurs w tych playoffs są najnudniejsze, ponieważ są najbardziej jednostronne. Właściwie od samego początku dominuje tylko jedna drużyny i od samego początku wiadomo kto wygra. Ale wczoraj w LA zawodnikom z San Antonio udzieliła się chyba hollywoodzka atmosfera.  Spurs postanowili dać nam trochę emocji i ciekawego widowiska. Goście fatalnie rozpoczęli to spotkanie, w pierwszej kwarcie mieli tylko 11 punktów trafiając 20% rzutów z gry. Tak słabo grających Spurs jak przez te pierwsze 12 minut już dawno nie oglądaliśmy. Clippers mieli wtedy swoje ’5 minut’ i przez chwilę wyglądali jak drużyna, która może powalczyć o zwycięstwo. Uzyskali 24-punktowe prowadzenie i na tym się skończyło… Spurs uznali, że wystarczy już popisów gospodarzy. Znowu zaczęli grać swoje i Clippers byli bez szans. Do przerwy zbliżyli się na 10 punktów, a w trzeciej kwarcie zupełnie zniszczyli swoich rywali, zanotowali niesamowitą serię 24-0 i w rezultacie z -24 zrobiło się +13. Zanotowali jeden z najwyższych comebacków w historii, zapewnili sobie pewne zwycięstwo i mają już bilans 7-0 w tych playoffs (jeszcze nigdy nie rozpoczęli playoffs w taki sposób). I nikt im nie zarzuci, że kolejny mecz z ich udziałem był przewidywalny i nudny.

Tony Parker zaliczył 23 punkty i 10 asyst, Tim Duncan miał 19 punktów i 13 zbiórek, a Manu Ginobili 13 punktów i 6 asyst. W serii z Clippers dotychczas ta trójka na parkiecie spędziła razem 52 minuty, w tym czasie Spurs uzyskali wynik 116-72. Imponujące.

Blake Griffin odzyskał zdrowie, energię i rozegrał swój najlepszy mecz w playoffs. 28 punktów i 16 zbiórek. Ale na nic to się zdało, zwłaszcza, że w drugiej połowie obrona Spurs skutecznie go powstrzymywała, co przełożyło się na 3/11 z gry i 8 punktów. Ale chociaż w pierwszej połowie Griffin pokazał się z dobrej strony, natomiast Chris Paul w tej serii zupełnie nie może się wstrzelić. Zdobył tylko 12 punktów z fatalną skutecznością 29.4% z gry i znowu przegrał rywalizację z Parkerem. Co prawda miał 11 asyst, ale tylko 3 po przerwie. Z tak grającym CP3, Clippers nie mają szans i dlatego też dzisiaj zapewne rozegrają swój ostatni mecz w tym sezonie.


NBA

Kategoria: Playoffs 2012 - Tagi: blake griffin, clippers, kevindurant, kobe bryant, lakers, russell westbrook, spurs, thunder, tony parker

Playoffs, dzień 20: Pacers na prowadzeniu

maj18
2012
4 komentarzy Adam Szczepański

Pacers – Heat  94:75
Pacers 2-1

_Roy Hibbert: w poprzednim meczu zdobył kilka punktów na samym początku, a potem zupełnie zniknął. Wczoraj natomiast był najlepszym zawodnikiem Pacers, wykorzystał swoją przewagę nad podkoszowymi Heat, bardzo dobrze grał w ataku i zdominował walkę na tablicach. Zdobył 19 punktów (56.3% z gry), zebrał 18 piłek i do tego dołożył jeszcze 5 bloków. Zagrał jak przystało na środkowego, który w tym sezonie został wybrany do All-Star Game. Dzięki jego dominacji pod koszami, Pacers zdecydowanie wygrali walkę o zbiórki i zebrali 16 piłek więcej niż zawodnicy z Miami.

_No-offense Heat: w drugim meczu z rzędu Pacers zatrzymali Heat na 75 punktach, a do tego udało im się bardzo ograniczyć popisy gwiazdorów gości. Gospodarze swoich rywali zniszczyli przede wszystkim w drugiej i trzeciej kwarcie, kiedy zatrzymali Heat na 29 punktach, skuteczności z gry na poziomie 27% i wymusili też 10 strat. Kolejny mecz bez Bosha i kolejny, w którym ofensywa drużyny z Miami właściwie nie istniała. Tymczasem atak Pacers z meczu na mecz funkcjonuje coraz lepiej.

_Wade+James: Wade rozegrał fatalne spotkanie, najgorsze w swojej karierze w playoffs. W pierwszej połowie spudłował wszystkie 5 rzutów z gry i popełnił 2 straty. Po przerwie zdobył wreszcie pierwsze punkty, ale nie grał dużo lepiej. W całym spotkaniu trafił ledwie 2 z 13 rzutów, popełnił 5 strat i zdobył tylko 5 punktów. Jest to jego najgorsza zdobycz w playoffs od sezonu debiutanckiego, kiedy w game 3 serii z Hornets miał 2 punkty. Od czasu tamtej jego pierwszej w karierze serii playoffs ani razu nie miał mniej niż 14 punktów, aż do wczoraj. Trzeba też zwrócić uwagę na jeszcze jedną statystykę Wade’a, kiedy był na parkiecie Heat byli -25. Po meczu pojawiły się informacje, że Wade ma podobno problemy z urazem nogi i to ma wpływ na jego grę, choć trudno uznać to za wystarczające usprawiedliwienie aż tak fatalnego występu.
Tymczasem LeBron dołączył do niego w drugiej połowie. Jeszcze przed przerwą grał na dobrym poziomie zaliczając 16 punktów (53.8% z gry) i 6 zbiórek, ale w drugiej połowie na boisku wyglądał równie słabo co Wade. W tej drugiej połowie duet gwiazdorów Heat zdobył 11 punktów oddając 17 rzutów z gry. W takiej sytuacji ostateczny wynik i łatwa wygrana gospodarzy nie może dziwić. Warto też dodać, że w drugiej połowie James nie oddał ani jednego rzutu z pomalowanego, a Wade przez cały mecz tylko raz rzucił spod kosza, pozostałe próby podejmował nie bliżej niż 8 stóp od kosza. James zakończył mecz mając 22 punkty (45.5%) i 7 zbiórek.

_Wsparcie: zawodnicy z otoczenia gwiazd Heat wypadli lepiej niż w poprzednim spotkaniu przede wszystkim dzięki Mario Chalmersowi, który był drugim strzelcem drużyny. Chalmers rozegrał bardzo dobre spotkanie, zdobył 25 punktów (67% z gry), zaliczył 6 zbiórek i 5 asysty. Jednak w sytuacji gdy LeBron i Wade zawodzili, jego wsparcie na nic się zdało i nie uchroniło Heat przed porażką. A co gorsze, Chalmers doznał urazu nadgarstka i trudno powiedzieć czy w kolejnych meczach będzie potrafił powtórzyć tak dobry występ. Zupełnie natomiast nie wypalił desperacki ruch trenera Spoelsty, jakim było wstawienie do wyjściowej piątki Dextera Pittmana.

_Game 4: Heat mają teraz nieco dłuższą przerwę przed kolejnym meczem (rozegrają go w niedzielę) i muszą ten czas dobrze wykorzystać, aby w meczu numer 4 ich atak nie wyglądał tak samo jak w dwóch poprzednich. To będzie dla nich kluczowy mecz, który po prostu muszą wygrać, ponieważ w innym przypadku będą o krok od katastrofy i mogą wtedy już nie wytrzymać tego psychicznie. Heat są w tarapatach i zobaczymy jak sobie poradzą w tej trudnej sytuacji. To będzie prawdziwy test ich charakteru, chociaż równie dużo zależy od ich zdrowia.

_George Hill: przypieczętował efektowne zwycięstwo swojej drużyny zdobywając 11 punktów w czwartej kwarcie. Był najlepszym strzelcem Pacers z dorobkiem 20 punktów, trafił 6/8 z gry, z czego 3/4 za trzy.

_Rzuty za trzy: w pierwszych dwóch meczach Heat trafili tylko 1 z 16 rzutów za trzy, natomiast wczoraj już w pierwszej kwarcie mieli 2 celne trójki na 4 próby. Jednak tej dobrej dyspozycji zza łuku nie potrafili podtrzymać w dalszej części spotkania i spudłowali 14 z 16 kolejnych rzutów. Pacers również w pierwszych dwóch meczach mieli problem z rzutami za trzy, trafili tylko 7 z 32. Wczoraj było o wiele lepiej, 8/14.

Spurs – Clippers  105:88
Spurs 2-0

_Dominacja Spurs: tak jak można było oczekiwać, to jest bardzo jednostronna seria. Spurs grają rewelacyjnie, a Clippers są bezradni i mogą tylko podziwiać swoich rywali. W tych dwóch meczach gospodarze pokonali ekipę z LA łączną różnicą 33 punktów i przedłużyli swoją serię zwycięstw do 16. Wczoraj największą różnicę było widać w punktach z pomalowanego. Spurs zdobyli ich 50, Clippers ledwie 18. Spurs skutecznie odepchnęli ich od kosza, a przecież ofensywa Clippers jest oparta na graniu do kosza i najlepiej kończeniu akcji wsadem. Wczoraj musieli ratować się rzutami z dystansu i bardzo dobrze spisywali się w rzutach za trzy trafiając aż 9 z 13. To było jednak zdecydowanie za mało na Spurs, którzy odpowiedzieli 10 celnymi trójkami.

_Parker vs. Paul: Tony Parker obchodził wczoraj swoje 30-ste urodziny i w prezencie podarował sobie zdecydowane zwycięstwo w bezpośredniej rywalizacji z Chrisem Paulem. Rozgrywający Spurs był wczoraj najlepszym zawodnikiem na boisku, zdobył 22 punkty (42.1% z gry), z czego 14 w drugiej połowie, a na swoim koncie miał jeszcze 5 asysty, 5 zbiórek i 3 przechwyty. Lider Clippers tymczasem rozegrał kolejny słaby mecz, choć spisywał się nieco lepiej niż w fatalnym meczu otwarcia. Ostatecznie zanotował 10 punktów (44.4%), 5 asyst, 4 zbiórki i aż 8 strat. Te 8 strat to najgorszy wynik w jego karierze w playoffs. Warto też dodać, że jeszcze nigdy nie miał w playoffs aż 3 strat więcej niż asyst. Jego poprzednim najgorszym osiągnięciem pod tym względem były 4 asysty i 5 strat w game 7 serii z Grizzlies. To nie jest Paul jaki prowadził swoją drużynę do zwycięstw w pierwszej rundzie. Jeśli nie będzie potrafił poradzić sobie z problemami zdrowotnymi (co będzie trudne, bo kolejne 2 mecze rozgrywane będą dzień po dniu) i nie zacznie grać jak przystało na lidera, Clippers szybko podjadą na wakacje.

_Blake Griffin: zdobył 20 punktów i był najlepszym strzelcem Clippers, ale przez 37 minut zebrał ledwie jedną piłkę.

_Boris Diaw: pierwsze dwa mecze tej serii w jego wykonaniu robią ważnie. W pierwszym meczu był najlepiej zbierającym Spurs mając 12 zbiórek. Zaliczył też 7 punktów, 5 asyst i 3 przechwyty. Wczoraj natomiast nie pomylił się ani razu oddając 7 rzutów z gry (w tym 2 za trzy) i zdobył 16 punktów. Miał także 4 zbiórki i 4 asysty.


NBA

Kategoria: Playoffs 2012 - Tagi: blake griffin, brois diaw, chris paul, clippers, dywane wade, george hill, heat, lebron james, pacers, roy hibbert, spurs, tony parker

Playoffs, dzień 19: zmarnowana szansa Lakers

maj17
2012
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Thunder – Lakers  77:75
Thunder 2-0

_Ostatnie 2 minuty: przez 22 minuty drugiej połowy zawodnicy Thunder zdobyli tylko 20 punktów pudłując 20 z 27 rzutów z gry i na 2 minuty przed końcem spotkania tracili 8 punktów do Lakers. Po tak fatalnej grze przez całą drugą połowę wydawało się, że już nic w tym meczu nie będą w stanie więcej zrobić i muszą się pogodzić z porażką. Thunder jednak pokazali, że są drużyną z charakterem, która walczy do samego końca i nie wymięka w trudnych sytuacjach. Pokazali, że mają jaja. Zakończyli spotkanie serią 9-0 i zapewnili sobie zwycięstwo. Zaskoczyli Lakers, którzy już czuli, że przed meczami w LA to oni będą mieć przewagę własnego parkietu. Nic z tego. To były 2 minuty Thunder, które potwierdziły, że nie przez przypadek są oni jednymi z głównych kandydatów do tytułu.

_Kevin Durant: przez prawie cały mecz był mało widoczny, ponieważ bardzo skutecznie powstrzymywał go Metta World Peace i ograniczył jego udział w ofensywie Thunder. Po trzech kwartach KD miał co prawda skuteczność na poziomie 75%, ale oddał tylko 8 rzutów z gry zdobywając w ten sposób 14 punktów. Dopiero w czwartej kwarcie zrobił to, czego oczekuje się od lidera zespołu i w ostatnich minutach poprowadził Thunder. W tym decydującym momencie nie dał się już zatrzymać. Zdobył 5 z ostatnich 7 punktów swojej drużyny, w tym trafił decydujący rzut na 18 sekund przed końcem, który dał gospodarzom prowadzanie, a w efekcie zwycięstwo.  Cały mecz zakończył z dorobkiem 22 punktów (60% z gry), 7 zbiórek i 5 asyst.

_James Harden: na samym finiszu poprowadził Thunder razem z Durantem. Przebijał się pod kosz i zdobył 4 ważne punkty przez ostatnie 2 minuty. W sumie w czwartej kwarcie miał 7 punktów i 3/5 z gry, po tym jak przez pierwsze trzy kwarty oddał tylko 3 rzuty i wszystkie spudłował. Razem Durant z Hardenem przez ostatnie 12 minut spotkania zdobyli więcej punktów (14) niż cała drużyna Lakers (12).

_Kobe Bryant: kiedy w pierwszej połowie czwartej kwarty trafiał 2 trudne rzuty i powiększał prowadzanie swojej drużyny, mogło się wydawać, że prowadzi Lakers od zwycięstwa. Ale na tym zakończyły się jego popisy. Przez ostatnie 6 i pół minuty nie zdobył już punktów. Natomiast w samej końcówce popełnił ważną stratę, po której Durant wyprowadził kontrę i spudłował też rzut za trzy na 36 sekund przed końcem, który mógł dać gościom prowadzanie. Później w ostatniej akcji nie dostał piłki, trafiła ona do wolnego w rogu Steve’a Blake’a. Blake spudłował i Kobe miał o to pretensję, ale prawda jest taka, że rozgrywający Lakers rzeczywiście miał świetną pozycję, Westbrook się zagapił i tylko wykończenia zabrakło. Tak samo jak w poprzednim meczu, także teraz Kobe zanotował 20 punktów. Oddał jednak aż 25 rzutów, trafiając 36% z nich, w tym w czwartej kwarcie miał 2/7 z gry. Wczoraj closerem był KD, nie Kobe.

_Straty: w poprzednim meczu Thunder popełnili ledwie 4 strat, natomiast teraz 4 mieli już po pierwszej kwarcie, a 13 w całym spotkaniu. Tymczasem Lakers w pierwszej kwarcie nie zanotowali żadnej straty, a po pierwszej połowie mieli ich tylko 3. Jednak ostatecznie to właśnie straty gości miały duży wpływ na wynik tego meczu. Na niespełna 2 minuty przed końcem Lakers w dwóch akcjach z rzędu tracili piłki. Najpierw złe podanie Bryanta do Gasola wykorzystał Durant, a chwilę później Blake źle podawał do Bryanta i piłka wypadła na aut. Te straty nakręciły Thunder i sprawiły, że uwierzyli, że mogą jeszcze wygrać.

_Zmarnowana szansa: Lakers byli bardzo bliscy zwycięstwa, które postawiłoby ich w komfortowej sytuacji przed meczami w Los Angeles. W drugiej połowie fantastycznie grali w obronie i świetnie ograniczyli popisy gwiazd gospodarzy. Sprawili, że atak Thunder nie funkcjonował, ale zmarnowali to wszystko przez ostatnie, fatalne w ich wykonaniu, 2 minuty. Prowadzili 8 punktami, podczas gdy Thunder nic nie wychodziło i już prawie mieli to zwycięstwo, a mimo to pozwolili sobie wyrwać je z rąk. To bardzo bolesna porażka dla Lakers, która może mieć wpływ na ich postawę, a przede wszystkim psychikę, w kolejnych meczach i może przesądzić o wyniku tej serii. Przed nimi teraz back-to-back w LA, gdzie będzie im niezwykle trudno wygrać z młodszymi i mającymi więcej sił rywalami. A te dwa mecze to teraz dla nich walka o życie.

Celtics – Sixers  107:91
Celtics 2-1

_Atak Celtics: poprzednie dwa mecze były zdominowane przez defensywę i obie drużyny miały problemy ze zdobywaniem punktów, ale wczoraj było zupełnie inaczej. Ofensywa gości z Bostonu świetnie funkcjonowała i Sixers nie byli w stanie jej zatrzymać. Gospodarzom tylko w pierwszej kwarcie udało się utrzymać podobną skuteczność w ataku, ale potem spisywali się już znacznie gorzej. W defensywnej rywalizacji potrafią przeciwstawić się Celtics, ale kiedy gwiazdy z Bostonu się rozstrzelały, w Sixers nie było zawodników, którzy mogliby na to odpowiedzieć. Kluczowe były druga i trzecia kwarta, kiedy Celtics zdobyli aż 61 punktów trafiając prawie 64% swoich rzutów z gry. Warto przypomnieć, że w meczu numer 2 to właśnie w tych dwóch kwartach Celtics mieli największe problemy i zanotowali wtedy ledwie 24 punkty i 24% z gry. Teraz podobne problemy mieli Sixers, ich osiągnięcia w drugiej i trzeciej kwarcie to 33 punkty i 28.9% z gry. Dzięki temu Celtics uzyskali ponad 20 punktową przewagę i byliśmy świadkami blowoutu, po tym jak dwa pierwsze mecze zakończyły się różnicą tylko jednego punktu. W ten sposób Celtics odzyskali przewagę własnego parkietu.

_Paul Pierce: w pierwszych meczach grał bardzo słabo spowolniony przez uraz kolana i świetną defensywę Iguodali, ale wczoraj wreszcie zobaczyliśmy Pierce’a jakiego znamy. Grał swoją koszykówkę, był aktywy w ataku, pewnie wchodził pod kosz i nawet wykonał efektowne wsady.  W poprzednich spotkaniach łącznie zdobył tylko 23 punktów, wczoraj miał ich 24 (10 w trzeciej kwarcie). Co prawda nie imponował skutecznością trafiając 35.3% rzutów z gry, ale wymuszał faule i 14 razy stawał na linii, wykorzystując 11 wolnych (w poprzednich 2 meczach oddał tylko 10 wolnych). Poza tym zaliczył jeszcze 12 zbiórek, 4 asysty i 3 przechwyty. Właśnie takiego Pierce’a potrzebują Celtics chcąc awansować do kolejnej rudny. Dotychczas Garnett i Rondo ciągnęli ofensywę drużyny, ale w tym meczu widzieliśmy jak zabójczy może być atak Celtics, gdy włączy się w niego również Pierce.

_Kevin Garnett: w poprzednim meczu Celtics zdecydowanie za mało wykorzystywali go przez pierwsze trzy kwarty. Dopiero w czwartej pociągnął on atak, ale to nie wystarczyło do zwycięstwa. To był błąd, ponieważ KG jest w fantastycznej formie i Celtics muszą to wykorzystywać. To on powinien być ich centralną postacią i wczoraj ponownie tak było, co przyniosło znakomite efekty. Garnett rozegrał kolejny świetny mecz, a błyszczał przede wszystkim w drugiej kwarcie, kiedy pomógł gościom uzyskać pewne prowadzanie. Zanotował wtedy 13 punktów, 7 zbiórek i 3 asysty, natomiast w całym spotkaniu miał na swoim koncie 27 punktów (70.6% z gry), 13 zbiórek i 4 asysty. Jest to jego 4 z rzędu double-double, a po raz 3 w tych 4 meczach zaliczył co najmniej 27 punktów i 11 zbiórek. Niesamowite.

_Rajon Rondo: po świetnym występie w meczu otwarcia i kolejnym triple-double, w meczu numer 2 zagrał znacznie gorzej i Celtics przegrali. Na szczęście dla gości, wczoraj wrócił do swojej normalnej dyspozycji i świetnie nakręcał ich atak. W pierwszej kwarcie zdobył 13 punktów, natomiast w dwóch kolejnych zanotował 10 asysty nie popełniając przy tym ani jednej straty. Ostatecznie miał 23 punkty (56.3%), 14 asyst i 6 zbiórek.

_Thaddeus Young: był najlepszym zawodnikiem Sixers zdobywając 22 punkty, po tym jak w dwóch meczach w Bostonie miał ich zaledwie 9. Sam miał tylko jeden punkt mniej niż cała ławka rezerwowych gości, ale to nie wystarczyło, aby Sixers mogli podjąć walkę w tym meczu, ponieważ pierwsza piątka spisywała się zbyt słabo. Ostatecznie rezerwowi gospodarzy zanotowali 55 punktów.


NBA

Kategoria: Playoffs 2012 - Tagi: celtics, james harden, kevin durant, kevin garnett, kobe bryant, lakers, paul pierce, rajon rondo, sixers, thaddeus young, thunder

Playoffs, dzień 18: drugi remis na wschodzie

maj16
2012
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Pacers – Heat  78:75
remis 1-1

_Brak Bosha, brak wsparcia: wszystko wskazuje na to, że Chris Bosh nie zagra już w tej serii, a całkiem realne jest także to, że opuści resztę playoffs. Przeważnie tego typu kontuzje wymagają około miesiąca przerwy, tak więc Heat muszą przygotować się na ten najgorszy scenariusz i przyzwyczaić do gry bez swojego skrzydłowego. Wczoraj było widać, że będzie im bardzo ciężko. Bez Bosha ich ofensywa wyglądała fatalnie, co dobitnie pokazuje 75 punktów i 35% z gry. W poprzednim meczu James i Wade fantastycznie poprowadzili gospodarzy w drugiej połowie, ale wcześniej mieli pomoc Bosha. Teraz od pierwszej minuty wszystko było w ich rękach, nie mogli liczyć na wsparcie kolegów i dlatego też Heat przegrali. Poza LeBronem i Wade’m nikt w drużynie gospodarzy nie zdobył więcej niż 5 punktów. Po raz pierwszy w historii klubu z Miami (w sezonie i playoffs) zdarzyło się, że tylko dwóch zawodników miało więcej niż 5 punktów. Ostatecznie pozostali zawodnicy zanotowali tylko 23 punkty, z czego 11 już w pierwszej kwarcie, a ledwie 2 w czwartej. James i Wade trafili 40.9% swoich rzutów z gry, reszta drużyny ledwie 26.5%. Z takim wsparciem duet gwiazd nie będzie w stanie daleko poprowadzić Heat. Poza tym, nieobecność Bosha była też widoczna w walce pod koszami. Przez większość spotkania Heat grali niższym składem i w efekcie zebrali 10 piłek mniej niż ich rywale.

_James+Wade: w czwartej kwarcie zdobyli razem 21 punktów, więcej niż cała drużyna gości w tym czasie, ale nie udało im się uchronić Heat przed porażką. Przez cały mecz ciągnęli za sobą drużynę i na finiszu chyba już zabrakło im sił. Przez ostatnie 2 i pół minuty spotkania Heat nie zdobyli ani jednego punktu. Wade spudłował wtedy 4 rzuty, w tym również te spod kosza, natomiast James raz został zablokowany przez George’a, a później na 54 sekundy przed końcem spudłował dwa kluczowe wolne. W tych ostatnich minutach zawiedli, ale i tak trzeba docenić to, że właściwie tylko w dwójkę trzymali Heat w grze do samego końca i walczyli o zwycięstwo. Ostatecznie James zanotował 28 punktów, 9 zbiórek, 5 asyst i 6 przechwytów, podczas gdy Wade miał 24 punkty, 6 zbiórek, 4 asysty i 2 bloki.

_Trzecia kwarta: w pierwszej połowie Pacers mieli duże problemy w ataku, zdobyli tylko 33 punkty ze  skutecznością wynoszącą 31.7% i popełnili aż 10 strat. Po przerwie zobaczyliśmy jednak zupełnie inną drużynę i w trzeciej kwarcie ofensywa gości funkcjonowała zaskakująco dobrze. Trafili 55.6% rzutów z gry, zdobyli 28 punktów i zanotowali tylko jedną stratę. David West zdobył wtedy 7 punktów, Danny Granger 6, a Paul George 5. Do tego, dobrze grali również w obronie i zatrzymali Heat na ledwie 14 punktach i 3/17 z gry. I po tym jak drugą połowę rozpoczynali z 5 punktami straty, na ostatnie 12 minut gry wychodzili mając 9 punktów przewagi.

_David West: w pierwszej połowie nie potrafił wykorzystać nieobecności Bosha i osłabienia Heat pod koszem, zdobył wtedy tylko 2 punkty trafiając 1 z 4 rzutów. Jednak już w drugiej połowie odegrał kluczową rolę w zwycięstwie Pacers. Zarówno w trzeciej jak i czwartej kwarcie miał po 7 punktów, a warto też dodać, że do niego należało 5 z 8 ostatnich punktów gości w tym meczu. W całym spotkaniu miał 16 punktów, 10 zbiórek i 2 bloki.

Spurs – Clippers  108:92
Spurs 1-0

_15 zwycięstwo z rzędu: początek tego meczu był bardzo wyrównany, ale z każdą minutą Spurs coraz bardziej się rozkręcali. Długa przerwa sprawiła, że na samym początku byli trochę ‘zardzewiali’, podczas gdy ‘rozkręceni’ Clippers dobrze weszli w mecz. Ale już od drugiej kwarty gospodarze ponownie byli tą dominującą drużyną, którą oglądaliśmy w pierwszej rundzie. Tymczasem goście szybko stracili energię, z którą rozpoczęli mecz, zabrakło im sił i nie byli w stanie dłużej prowadzić wyrównanej walki. W trzeciej kwarcie Spurs objęli 19-punktowe prowadzenie i mieli już wszystko pod kontrolą. Co prawda Clippers jeszcze ruszyli do ataku, pamiętając swój comeback z meczu otwarcia pierwszej rundy, ale teraz udało im się zbliżyć tylko na 8 punktów w czwartej kwarcie. Spurs nie pozwolili im na nic więcej i zapewnili sobie pewne zwycięstwo, 15 z rzędu.

_Tim Duncan: lider Spurs pokazał, że jest gotowy, aby poprowadzić swoją drużynę do finału zachodu. Drugą rundę rozpoczął rozgrywając swój najlepszy mecz w tych playoffs. Zdobył 26 punktów ze skutecznością 60% z gry, zebrał 10 piłek, zaliczył 2 asysty, 2 bloki i 2 przechwyty. Oglądaliśmy wielkiego Tima Dunnca.

_Paul vs Parker: rywalizacja na jedynce powinna być najciekawszym elementem tej serii, jednak wczoraj nie mieliśmy wielkiego widowiska, ponieważ obaj rozgrywający mieli duże problemy z celnością. Paul trafił tylko 3 z 13 rzutów, a Parker 1 z 9. Dobrze spisywali się jedynie pod względem kreowania partnerów, Paul zaliczył 10 asyst, a Parker 11. Spurs słabsza postawa Francuza nie przeszkodziła i tak grali rewelacyjnie, ponieważ mają wiele strzelb, tymczasem Clippers z tak grającym Paulem są skazani na porażkę. Tylko CP3 jest w stanie sprawić, że jego drużyna nawiąże walkę w tej serii. Ale możemy być chyba pewni, że ta słabsza forma rozgrywających nie potrwa długo i w kolejnych meczach obaj będą grać o wiele lepiej.

_Eric Bledsoe: rezerwowi Clippers zapewnili im awans do drugiej rudny i wczoraj Bledsoe pokazał, że ekipa z LA nadal może liczyć na swoich zmienników. Rozegrał rewelacyjne spotkanie, był najlepszym strzelcem gości z dorobkiem 23 punktów (62.5% z gry), a do tego dołożył jeszcze 5 zbiórek, 4 asysty i 3 przechwyty. Dzięki niemu rezerwowi Clippers zdobyli w sumie 46 punktów i wygrali rywalizację z zawodnikami z ławki Spurs, którzy prowadzeni przez Ginobili’ego (22 punkty) mieli 37 punktów. Gościom zabrakło jednak lepszej gry ze strony podstawowych graczy.

_Blake Griffin: przed meczem mówił, że czuje się na 75-80% i jak się potem okazało, oznaczało to dobrą grę w pierwszej połowie i słabszą w drugą. Ostatecznie zanotował 15 punktów i 9 zbióek, z czego 10 punktów i 5 zbiórek miał przed przerwą.

_DeAndre Jordan: miał świetną pierwszą kwartę, w której zaliczył 7 punktów i 8 zbiórek. Późnej jednak trener Del Negro przetrzymał go na ławce przez całą druga kwartą i w trzeciej, kiedy wrócił do gry przez 9 minut poza jedną zbiórką nie zrobił nic, co zapisałoby się w statystykach.


NBA

Kategoria: Playoffs 2012 - Tagi: blake griffin, chris bosh, chris paul, clippers, david west, dwyane wade, heat, lebron james, pacers, spurs, tim duncan, tony parkr

Airball spod kosza: 44 mecze pierwszej rundy

maj15
2012
2 komentarzy Adam Szczepański

W tegorocznej pierwszej rundzie rozegrano 44 mecze, dlatego zapraszam na podsumowanie tej fazy playoffs w 44 punktach:

1] Dwie serie 4-0, dwie 4-1, dwie 4-2 i dwie 4-3, to się nazywa równomierne zróżnicowanie. Każdy możliwy wynik serii w dwóch przykładach. Odkąd w 2003 wprowadzono w pierwszej rundzie system best-of-seven, jeszcze nigdy nie było takiej sytuacji.

2] Sixers-Bulls 4:2
Sixers – ostatni raz serię playoffs wygrał dla nich jeszcze Allein Iverson. Teraz wracają do drugiej rundy po 9 latach, choć trzeba przyznać, że mieli sporo szczęścia w wywalczeniu tego awansu. Kontuzja Rose’a, Noaha i to podanie Watsona do Asika na finiszu meczu numer 6. Dostali pomoc od ‘niebios’ i ją wykorzystali.

Bulls – kontuzja Derricka Rose’a, Joakima Noah, grający z urazem Luol Deng… efekt? Koniec marzeń o mistrzostwie i szybkie wakacje. Szkoda, że tak to się skończyło, bo zapowiadała się niezwykle ciekawa rywalizacja w finale wschodu z Heat.

3] Heat-Knicks 4:1
Heat – LeBron zagrał jak MVP i inaczej to się nie mogło zakończyć dla jego drużyny… ok, mogło być 4-0.

Knicks – ustanowili rekord NBA największej liczby porażek z rzędu w playoffs. Przegrali 13 kolejnych meczów, ale udało im się uratować honor i jedno zwycięstwo wyrwali Heat. Nie udało im się jednak zakończyć innej serii. Już w 40 meczach z rzędu w playoffs nie osiągnęli granicy 100 punktów (rekord NBA). W serii z Heat najwięcej mieli 94 (dwukrotnie), a ostatni raz zdobyli 100 punktów w piątym meczu finałów wschodu w 1999. To nadal jeszcze nie jest czas wielkiej koszykówki w Nowym Jorku.

4] Pacers-Magic 4:1
Pacers – mieli ułatwione zadanie pod nieobecność Dwighta Howarda i chyba poczuli się zbyt pewnie, przez co dali się zaskoczyć w pierwszym meczu. Później jednak było już wszystko zgodnie z planem. W kolejnych 4 meczach pozwolili Magic zdobywać średnio tylko 84.5 punktów i po raz pierwszy od 7 lat grają w drugiej rundzie.

Magic – pierwszy mecz wygrali, a w kolejnych trzech zawalili trzecie kwarty. Gdyby nie te trzecie kwarty… seria mogłaby potrwać dłużej. W sumie, te 3 trzecie kwarty przegrali różnicą aż 42 punktów, podczas gdy w pozostałych 9 kwartach łącznie byli 2 punkty na plusie. Jeśli to koniec przygody SVG z Orlando, to  pożegnał się w dobrym stylu, więcej z Magic-bez-Howarda nie można było wycisnąć.

5] Celtics-Hawks 4:2
Celtics – KG został jakimś cudownym sposobem odmłodzony i gdyby jeszcze w taki sam cudowny sposób zostały wyleczone urazy Allena i Pierce’a, Celtics mogliby poważnie myśleć o finale.

Hawks – to był ich 5 z rzędu występ w playoffs, ale po tym jak w 3 poprzednich latach za każdym razem awansowali  do drugiej rundy, teraz znowu zostali zatrzymani przez Celtics, podobnie jak w 2008. Nic w Atlancie nie posuwa się na przód. 5 lat minęło, a oni są właściwie ciągle w tym samym miejscu – bardzo dobra drużyna w sezonie zasadniczym, która i tak nic nie osiągnie w playoffs.

6] Spurs-Jazz 4:0
Spurs – licząc razem z końcówką sezonu zasadniczego, Spurs wygrali 14 meczów z rzędu i pokonywali swoich rywali średnio różnicą ponad 17 punktów. Jazz nie byli dla nich wymagającym rywalem i ostatecznie nikt w Spurs w pierwszej rundzie nie grał średnio dłużej niż 33 minuty. Żadna inna drużyna nie mogła sobie pozwolić, aby tak oszczędzać wszystkich swoich podstawowych graczy.

Jazz – dostali lekcję playoffowej koszykówki od Spurs. Teraz muszą wyciągnąć z niej wnioski i w przyszłym roku może pójdzie im lepiej. Są młodzi, muszą nabierać doświadczenia i to na pewno im się przyda. To były ich pierwsze playoffs bez Jerry’ego Sloana i pierwsza porażka do zera w pierwszej rundzie od 1989 roku (pierwsze playoffs Sloana).

7] Thunder-Mavs 4:0
Thunder – 72, 70, 61 i 65 – to zdobycze trójki Durant-Westbrook-Harden w kolejnych meczach przeciwko Mavs. Obrońcy tytułu byli bez szans, natomiast Thunder pokazali, że mają duże szanse aby w tym roku zastąpić ich w roli reprezentanta zachodu w finale ligi.

Mavs – nie tylko nie obronili tytułu, ale też zostali dopiero drugą drużyną w historii, która rok po zdobyciu mistrzostwa przegrała do zera w pierwszej rundzie. Wcześniej w ten sposób zakończyły się marzenia Heat o drugim tytule w 2007 roku.

8] Lakers-Nuggts 4:3
Lakers – kiedy było 3-1 wydawało się, że szybko zakończą serię i rozpoczną przygotowania do walki w drugiej rundzie. Okazało się jednak, że wygranie po raz 4 nie jest takie łatwe i trzeba było rozegrać mecz numer 7. Ale już w game 7 niespodzianki nie było, Lakers nie przegrywają takich meczów przed własną publicznością. Poza tym, 7-meczowa seria to dobry znak dla ekipy z LA. Takie serie mieli na swojej drodze do mistrzostwa zarówno w playoffs 2009, jak i 2010.

Nuggets – pokazali co znaczy zespołowa koszykówka i wywalczyli 7 meczów w starciu z gwiazdorskimi Lakers. Chociaż akurat w tym ostatnim spotkaniu zabrakło im gwiazdy, która mogłaby poprowadzić ich do zwycięstwa. W całej serii aż 8 zawodników z Denver zdobywało średnio ponad 8 punktów.

9] Clippers-Grizzlies 4:3
Clippers – najgorsza drużyna w historii NBA wygrała trzecią serię w playoffs w swojej historii. Przez długie lata prześladował ich pech, ale w serii z Grizzlies bardzo skutecznie walczyli z przeciwnościami losu. Już na początek udało im się zanotować niesamowity comeback w meczu otwarcia, a później mimo kontuzji swoich gwiazd wygrali game 7 dzięki rezerwowym. Od tego roku rozpoczynamy pisanie nowej historii Clippers i te playoffs to potwierdzają.

Grizzlies – w Memphis jeszcze długo nie zapomną jak przegrali mecz, w którym prowadzili 24 punktami na 8 minut przed końcem. Zmarnowali okazję do świetnego startu tej serii i to miało wpływ na dalszy przebieg rywalizacji z Clippers. Co prawda potem jeszcze skutecznie walczyli, ale na koniec polegli, mimo że Paul i Griffin nie byli w najlepszej dyspozycji. Ponownie doznali bolesnej porażki przed własną publicznością. FedEx Forum nie była dla nich szczęśliwa w tych playoffs.

10] All-NBA First Round Playoffs Teams
EAST
Rajon Rondo – 16.8 punktów, 5.6 zbiórek, 11.8 asyst, 3.4 przechwytów
Dwyane Wade – 21 punktów, 3.4 zbiórek, 4 asysty, 2.8 przechwytów
Carmelo Anthony – 27.8 punktów, 8.2 zbiórek, 2.2 asyst, 1.2 przechwytów
LeBron James – 27.8 punktów, 6.2 zbiórek, 5.6 asyst, 2.2 przechwytów
Kevin Garnett – 18.7 punktów, 10.5 zbiórek, 2 asysty, 1.8 bloków

WEST
Chris Paul – 20.4 punktów, 5.7 zbiórek, 7.1 asyst, 2.7 przechwytów
Tony Parker – 21 punktów, 3.5 zbiórek, 6.5 asyst, 0.8 przechwytów
Kobe Bryant – 29.1 punktów, 4.6 zbiórek, 5 asyst, 1.1 przechwytów
Kevin Durant – 26.5 punktów, 7.5 zbiórek, 3.8 asyst, 1.8 bloków
Andrew Bynum – 16.7 punktów, 12.3 zbiórek, 1.4 asyst, 4 bloki

11] Największy PiERdoła pierwszej rundy – Gilbert Arenas. Miał najgorszy wskaźnik PER spośród wszystkich zawodników, którzy pojawili się w grze w co najmniej 4 meczach. Co prawda Arenas za każdym razem grał bardzo krótko i w sumie na parkiecie spędził tylko 23 minut w 6 spotkaniach, ale trudno się dziwić, że trener Hollins szybko ściągał go z powrotem na ławkę skoro jego PER wyniósł -7.8.

12] Co roku kontuzje mają wpływ na wydarzenia w playoffs, ale tak dużej liczby urazów już dawno nie widzieliśmy. Skrócony sezon, wynikające z niego zmęczenie i brak czasu na regeneracje, to ma widoczny wpływ na zdrowie zawodników.  Już w pierwszego dnia playoffs mieliśmy dwa ‘torn ACL’, chociaż akurat ta kontuzja nie wynika z przemęczenia i według lekarzy nie należy łączyć jej ze skróconym sezonem. Trudno do końca trudno stwierdzić, które urazy są wynikiem intensywnego sezonu, ale na pewno częstotliwość meczów sprawia, że nie ma czasu na wyleczenie nawet drobnych urazów i w efekcie, kontuzje sporo już namieszały. Tak żeby podsumować ten temat, lista zawodników, którzy doznali groźnych lub mniej poważnych kontuzji w pierwszej rundzie (tyle tego było, dlatego nie wykluczam, że mogłem kogoś pominąć):
Derrick Rose (kolano),  Joakim Noah (kostka), Iman Shumpert (kolano), Amare Stoudemire (ręka), Baron Davis (kolano), Kendrick Perkins (biodro), Caron Butler (dłoń), Blake Griffin (kolano), Chris Paul (pachwina), Al Harrington (nos), Josh Smith (kolano), Paul Pirce (kolano), Avery Bradley (bark), Tiago Splitter (nadgarstek).

A do tego można jeszcze dodać zawodników, którzy wcześniej doznali kontuzji, która miała wpływ na ich występ lub ich nieobecność w playoffs: Dwight Howard (plecy), Ray Allen (kostka), Al Horford (klatka piersiowa), Zaza Pachulia (stopa) czy Jeremy Lin (kolano).

13] Al Horford wrócił do gry po prawie 4-miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją i od razu odgrywał kluczową rolę w swojej drużynie. Wystąpił w 3 meczach, w dwóch ostatnich spędzając na boisku w sumie ponad 95 minut i pod względem strzeleckim były to jego najlepsze playoffs w karierze. Zdobywał średnio 15.3 punktów z skutecznością 58.8% z gry. Do tego dołożył też 8.3 zbiórek. Imponujący comeback po kontuzji. W Atlancie na pewno zastanawiają się teraz co by było, gdyby grał on od samego początku tej serii, czy Hawks też byliby już teraz na wakacjach.

14] Andrew Bynum w meczu otwarcia wyrównał rekord NBA w playoffs mając 10 bloków. Tymczasem na wschodzie w równie imponującym stylu pierwszą rundę rozpoczął Roy Hibbert odnotowując 9 bloków. Później już tak niesamowitych popisów nie mieliśmy, ale ostatecznie w pierwszej rundzie aż 4 zawodników miało średnio co najmniej 3 bloki – Bynum 4.0, Hibbrt 3.8, Serge Ibaka 3.3 i JaVale McGe 3.1. Dla porównania, 4 zawodników z takimi średnimi było łącznie w 4 poprzednich playoffs. Warto też dodać, że Bynum może zostać pierwszy zawodnikiem od 10 lat, który w playoffs uzyskał średnią na poziomie 4. Ostatnim był Tim Duncan w 2002.

15] Rok po największym sukcesie w swojej karierze, teraz Dirk Nowitzki doświadczył najkrótszych playoffs w karierze. Dwa razy jego Mavs odpadali po 5 meczach, ale dopiero po raz pierwszy zdarzyło mu się przegrać serię do zera.

16] Mało kto w Chicago może pogodzić się z tym, że ten sezon zakończył się dla Bulls tak pechowo. Byli najlepsi w całej lidze, a potem odpadli już w pierwszej rundzie. Ale jest ktoś, kto jest w pełni usatysfakcjonowany z tego, co Bulls osiągnęli w tym roku. Jest nim Carlos Boozer, który po ostatnim meczu podzielił się swoimi przemyśleniami: „I thought I played well, especially with the kind of season it was. We had the best record again in basketball, won our division again, had the top seed again, that’s all that matters, yo.”  What? Wymienił „all that matters” i nawet nie zająknął się o mistrzostwie? Szkoda słów.

17] Kiedy Lakers prowadzili 3-1, Andrew Bynum przed meczem numer 5 powiedział: „Close-out games are actually kind of easy”. Nie wiem, może przez to chciał zaprezentować jak jest pewny siebie i swojej drużyny, ale na pewno mu to nie wyszło. Mówiąc to pokazał tylko swoją niedojrzałość i głupotę. Natomiast Nuggets wykorzystali to jako dodatkową motywację i pokazali mu jak bardzo się myli. Close-out games are easy? Lakers przegrali dwa kolejne close-out games i dopiero w meczu numer 7 zapewnili sobie awans. Poza tym, jeśli już mówi się takie rzeczy, to przynajmniej na boisku trzeba starać się je potwierdzić, a Bynum tego nie zrobił i rozegrał dwa słabe mecze.

18] Survivors, czyli najlepsze występy indywidualne, które uchroniły drużynę przed wyeliminowaniem i przedłużyły serię:

Carmelo Anthony – game 4 – 41 punktów (15/29 z gry). 23 punkty zdobył w drugiej połowie. Jest to druga najwyższa zdobycz indywidualna w pierwszej rundzie.

Ander Miller – game 5 – 24 punkty (8/11 z gry) i 8 asyst. 17 punktów i 5 asyst przez ostatnie 16 minut spotkania

JaVale McGe – game 5 – 21 punktów (9/12 z gry), 14 zbiórek i 2 bloki. Strzelecki rekord kariery w playoffs

Luol Deng – game 5 – 24 punkty (10/19 z gry, w tym 4/5 za trzy) i 8 zbiórek. Zdobył więcej punktów w tym meczu niż łącznie w 3 wcześniejszych spotkaniach (23) i miał tyle samo celnych rzutów za trzy co w sumie w pierwszych 4 spotkaniach serii.

Al Horford – game 5 – 19 punktów (8/15 z gry), 11 zbiórek, 3 asysty, 3 bloki i 3 przechwyty. To był dopiero jego drugi występ po 4-miesięcznej przerwie, grał przez 41 minut i odegrał kluczową rolę na finiszu. W czwartej kwarcie zdobył 8 punktów, a w ostatnich sekundach zatrzymał Rajona Rondo.

Zach Randolph & Marc Gasol – games 5+6 – w tych dwóch meczach razem notowali średnio 41.5 punktów, 53.4% z gry, 21 zbiórek i 2.5 bloków. W pozostałych 5 meczach osiągnięcia tego duetu wynosiły – 23.8 punktów, 42.4% z gry, 14.8 zbiórek i 2.4 bloków.

Ty Lawson – game 6 – 32 punkty (13/18 z gry, w tym 5/6 za trzy), 6 asyst i 5 zbiórek. Strzelecki rekord kariery w playoffs

19] Closers, czyli najlepsze występy indywidualne w meczach, które zakończyły serię i zapewniły drużynie awans:

James Harden – game 4 -  29 punktów (11/16 z gry, w tym 3/4 za trzy), 5 zbiórek, 5 asyst i 3 przechwyty. Strzelecki rekord kariery w playoffs, z czego 15 punktów zdobył w czwartej kwarcie. Miał więcej trafień z gry niż  w sumie przez pierwsze 3 mecze (9).

Kevin Garnett – game 6 – 28 punktów (10/19 z gry), 14 zbiórek, 5 bloków i 3 przechwyty. Więcej o tym występie starego KG w kolejnym punkcie.

Andre Iguodala – game 6 – 20 punktów (7/12 z gry) i 7 asyst + 2 wolne które przesądziły o zwycięstwie. Zanotował w tym spotkaniu najwięcej punktów i asyst w serii przeciwko Bulls, był to również jedyny mecz, w który trafił co najmniej połowę swoich rzutów z gry.

Pau Gasol – game 7 – 23 punkty (9/19 z gry), 17 zbiórek (11 w ataku), 6 asyst i 4 bloki. Jego najlepszy występ w pierwszej rundzie, po tym jak we wcześniejszych dwóch meczach miał łącznie tylko 12 punktów i 5/21 z gry.

Rezerwowi Clippers – game 7 – 41 punktów (15/30 z gry) i 23 zbiórki. W czwartej kwarcie zdobyli 25 punktów i popisali się też w obronie zatrzymując Grizzlies na 22% z gry.

20] Kevin Garnett za kilka dni skończy 36 lat, ale nie czuje się staro. Serię z Hawks zakończył imponującym występem i jest pierwszym zawodnikiem od 2006 roku, który zapewnił swojej drużynie awans do kolejnej rundy odnotowując co najmniej 28 punktów, 14 zbiórek i 5 bloków (wtedy takimi osiągnięciami popisał się Shaquille O’Neal w ostatnim meczu finałów wschodu). A Garnett dołożył do tego jeszcze 3 przechwyty i tym samym jest najstarszym zawodnikiem, który w playoffs zanotował statystyki na poziomie 20-10-5-3. Poprzednim najstarszym graczem był David Robinson będąc o 3 lata młodszy od KG.

21] Jason Kidd zakończył playoffs z średnimi 11.5 punktów, 6 zbiórek, 6 asyst i 3 przechwyty. Poza nim, w całej historii jeszcze tylko Magic Johnson i Baron Davis zanotowali statystyki na poziomie co najmniej 10-6-6-3, rozgrywając minimum 4 mecze w playoffs. Warto dodać, że Magic miał wtedy 21 lat, Davis 23, a Kidd dokonał tego w wieku 39 lat.

22] Tracy McGrady wrócił do playoffs po 4 latach przerwy. Ostatni raz w tej fazie rozgrywek oglądaliśmy go w barwach Rockets, kiedy w meczu numer 6 przeciwko Jazz zdobył 40 punktów i zebrał 10 piłek. Od tamtego czasu w karierze T-Maca wiele się zmieniło i nie jest on już tym gwiazdorem co kiedyś. Teraz jako zawodnik rezerwowy w pierwszym meczu playoffs zdobył tylko 4 punkty. W game 3 miał przebłysk, kiedy zanotował 12 punktów i 9 zbiórek, ale to było wszystko na co było go stać. Jedzie na wakacje z średnią 4.2 punktów w serii z Celtics, po tym jak w swoich 6 poprzednich występach w playoffs za każdym razem zdobywał co najmniej 25 punktów na mecz. A warto jeszcze przypomnieć, że po raz kolejny nie udało mu się dostać do drugiej rundy, w której jeszcze nigdy nie grał.

23] Rok temu w playoffs Glen Davis był jednym z zawodników, którzy najbardziej rozczarowali. Był wtedy po swoim najlepszym w karierze sezonie zasadniczym i Celtics, mający problemy ze zdrowiem swoich centrów, bardzo liczyli, że Davis wchodząc z ławki będzie dużym wsparciem. Niestety grał fatalnie. Notował tylko 4.9 punktów (39.1% z gry), 3.6 zbiórek i nie miał ani jednego bloku. Po zakończeniu playoffs Davis zapowiedział, że w wakacje będzie spotykał się z psychologiem, który ma go przygotować do ważnych meczów, aby taka sytuacja się już nie powtórzyła. I chyba pomoc specjalisty rzeczywiście pomogła, bo w tych playoffs oglądaliśmy zupełnie innego Big Baby. Świetnie zastępował Dwighta Howarda pod koszem i bardzo dobrze radził sobie z wyższym Roy’m Hibbertem. W całej serii z Pacers był najlepszym zawodnikiem Magic odnotowując średnio 19 punktów (43.8%), 9.2 zbiórek (z czego aż 4.6 w ataku) i 1.2 bloków.

24] Podczas gdy Big Baby był jednym z największych zaskoczeń, MIP obecnego sezonu bardzo rozczarował. W playoffs w wykonaniu Ryana Andersona zamiast postępu był widoczny regres. Pod nieobecność Howarda miał być pierwszoplanową postacią Magic, ale zupełnie się nie sprawdził. Jego średnia spadła z 16.1 punktów w sezonie do 9.6 w playoffs, skuteczność z gry z 43.9% do 34.1%, a zbiórek z 7.7 do 4.6. Jedyne co mu wychodziło to rzuty za trzy, czyli jego specjalność. Trafił 12 trójek ze skutecznością 40%, ale już za dwa miał skuteczność na poziomie 21.4%. Poza tym, jedyne w czym się wyróżniał to faule, zanotował ich 22, czyli 4.4 na mecz co było najgorszym wynikiem w pierwszej rundzie. Chyba czas zgłosić się do Davisa i poprosić go o numer telefonu do jego psychologa. Może Andersonowi też pomoże.

25] Nie każdy potrafi utrzymać równą intensywność gry przez całą serię playoffs. Ta część sezonu jest bardzo wymagająca i nie każdy umie sobie z tym poradzić. W tym roku w pierwszej rundzie warto wyróżnić dwóch zawodników, którzy dobrze rozpoczęli playoffs, ale potem spisywali się już znacznie gorzej. Przede wszystkim OJ Mayo. W pierwszych dwóch meczach zdobył 37 punktów. Nie imponował wtedy skutecznością trafiając 39.3% rzutów z gry, ale był przydatnym wsparciem z ławki. Natomiast w kolejnych 5 spotkaniach uzbierał łącznie tylko 25 punktów, a jego skuteczność wynosiła ledwie 17.6%. Uwieńczeniem tej fatalnej gry Mayo był game 7, jego 1/11 z gry i -24 Grizzlies, kiedy był na parkiecie. Drugim przykładem jest Jeff Teague, chociaż od razu trzeba dodać, że on aż tak słabo nie grał jak rezerwowy z Memphis. Teague w pierwszych 3 meczach zdobył 56 punktów trafiając 45% rzutów z gry, a w kolejnych 3 miał ich połowę mniej, tylko 28 i skuteczność na poziomie 34%.

26] Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja z Alem Harringtonem. On przez całą serię spisywał się bardzo słabo, a najlepszy występ miał w decydującym game 7. W pierwszych 6 spotkaniach Harrington zdobywał punkty ze skutecznością 26.3% z gry. Natomiast w meczu numer 7 zanotował 24 punkty trafiając połowę swoich rzutów. Miał wtedy więcej punktów niż łącznie w 4 wcześniejszych spotkaniach (23).

27] Rzucam ile się da, w końcu musi wpaść – to motto życiowe JR Smitha. W serii z Heat oddał w sumie 76 rzutów, czyli średnio 15.2 na mecz. I może nie byłoby w tym nic złego, gdyby trafiał. JR jednak miał problem z celnością, chociaż to nie zniechęciło go do podejmowania kolejnych prób. I tak ostatecznie zanotował skuteczność na poziomie 31.6%. Jest to najgorsza skuteczność spośród wszystkich, którzy w pierwszej rundzie oddawali średnio co najmniej 15 rzutów. A było ich w sumie 22 i nikt poza Smithem nie zszedł poniżej 37%. W ostatnim meczu Smith tak zaangażował się w rzucanie, że poza rzutami i punktami w swoich statystykach miał jedynie straty.

Tym samym jest pierwszym zawodnikiem w historii playoffs (dane od 1986 roku), który w jednym meczu spędził na boisku ponad 30 minut, oddał co najmniej 10 rzutów, trafił nie więcej niż 30% z nich, a w rubrykach zbiórki, asysty, bloki i przechwyty miał 0. Brawo!

28] Steve Novak w fazie zasadniczej zdobywał średnio 8.8 punktów i trafiał 2.5 rzutów za trzy ze skutecznością 47.2%. Pod względem skuteczności zza łuku był najlepszy w NBA, ale jak każdy rasowy shooter, również Novak na mecze playoffs dodatkowo się zmobilizował i trafiał jeszcze lepiej. W serii z Heat poprawił swoją skuteczność za trzy do 57.1%. Problem tylko w tym, że oddał ledwie 7 takich rzutów, co dało mu 4 trafienia. 4/7, taki bilans miał w przedostatnim meczu sezonu zasadniczego z Clippers, a teraz aż 5 spotkań zajęło mu żeby to uzbierać. W efekcie, przez 95 minut zdobył tylko 12 punktów, w sumie oddając 9 rzutów z gry. Z zawodników, którzy rozegrali co najmniej 90 minut w pierwszej rundzie, on oddał najmniej rzutów. Natomiast tylko Mikael Pietrus miał mniej punktów niż Novak (8), ale trafił ledwie 27% z gry (2/13 za trzy).

29] Gordon Hayward zadebiutował w playoffs i dostał twardą lekcję od Spurs. Zupełnie nie potrafił znaleźć sposobu na przebicie się przez ich obronę i miał bardzo duży problem z wstrzeleniem się. W 4 meczach oddał 33 rzuty i trafił ledwie 6 z nich, z czego w dwóch ostatnich meczach było to 1/17 z gry. W rezultacie daje mu to fatalną skuteczność 18.2%. Nikt kto oddał co najmniej 10 rzutów w pierwszej rundzie nie miał tak słabej celności. Natomiast w całej historii playoffs, ostatnim zawodnikiem, który oddał co najmniej 30 rzutów i miał gorszą skuteczność był Billy Cunningham w 1966 (5/31z gry, 16.1%). Dla Cunningaham również były to jego pierwsze playoffs, a rok później był już mistrzem NBA z Sixers. Tak więc Hayward nie ma powodów do zmartwień. Poza tym, jego honor uratowały rzuty wolne. 16 razy stawał na linii i ani razu się nie pomylił. W historii playoffs nie było jeszcze zawodnika, który miał 100% z wolnych (przy co najmniej 15 rzutach) i mniej niż 35% z gry (przy co najmniej 15 rzutach).

30] Pamiętacie jak w playoffs 2010 w meczu numer 3 serii Suns-Spurs, Goran Dragic wszedł z ławki i w czwartej kwarcie zdobył 23 punkty? W całym meczu miał wtedy 26 punktów, a grał tylko 17 minut. To był popis efektywnego wykorzystania swojego czasu gry. Teraz podobnego wyczynu dokonał Paul Pierce. W meczu numer 4 zakończonym blowoutem, Pierce spędził na boisku tylko 16 minut i 37 sekund, ale to nie przeszkodziło mu w zdobyciu 24 punktów. Jest pierwszym zawodnikiem w historii (odkąd wprowadzono zegar), który w playoffs zdobył co najmniej 24 punkty w mniej niż 17 minut.

31] Rajon Rondo w meczu numer 3 zanotował 17 punktów, 14 zbiórek i 12 asysty. Było to jego 7 triple-double w karierze w playoffs. Odkąd Rondo po raz pierwszy zagrał w playoffs w 2008 roku,  poza nim w całej lidze w fazie posezonowej mieliśmy 9 triple-doubles. (Po game 1 drugiej rudny wygląda to jeszcze bardziej imponująco – Rajon 8, reszta ligi 9)

32] Darren Collison w serii z Magic zanotował 23 asysty i popełnił tylko jedną stratę (dopiero w meczu numer 5). Ostatnim zawodnikiem, który w serii playoffs miał co najmniej 23 asysty i tylko jedną stratę był John Paxon w 1990 roku.

33] Metta World Peace wystąpił tylko w jednym meczu w pierwszej rundzie i odegrał w nim kluczową rolę, pomagając Lakers wywalczyć awans. Zdobył 15 punktów trafiając między innymi 4 razy za trzy, ale przede wszystkim fantastycznie zagrał w obronie. Zatrzymał Danilo Gallinari’ego i Andre Millera na 6 punktach i 2/19 z gry.

34] Kiedy JaVale McGee i Nick Young grali w Waszyngtonie, co chwilę pojawiły się jakieś highlighty z ich idiotycznymi zagraniami, lub doniesienia o ich niedojrzałym zachowaniu. JaVale biegał do obrony kiedy jego drużyna ponawiała akcje w ataku, a Nick rzucał jak tylko dostawał piłkę i nawet nie myślał o podaniu do kolegów. Mieli wizerunek bardzo utalentowanych zawodników, którzy jednak nie potrafią wykorzystać swojego potencjału przez brak dojrzałości, a przez swoje zachowanie tylko psują atmosferę w zespole. Przy okazji trade deadline zostali wytransferowani, McGee trafił do Denver, Young do LA i dzięki temu po raz pierwszy mieli okazję zagrać w playoffs. I ci dwaj gracze, którzy podobno wpływali tak destrukcyjnie na słabych Wizards, teraz odegrali kluczowe role w fazie posezonowej i bardzo pomogli swoim drużynom.

McGee zanotował dwa double-doubles w serii z Lakers i oba te mecze Nuggets wygrali. W meczu numer 7 zebrał 14 piłek i był bliski kolejnego double-double. Niestety miał bardzo duże problemy w ataku i spudłował aż 6 ze swoich 7 rzutów, zdobywając tylko 6 punktów.. Kto wie, może gdyby nieco skuteczniej kończył swoje akcje jego seria zwycięskich double-doubles trwałaby nadal…

Tymczasem Young najlepiej zagrał w dwóch kluczowych meczach serii z Grizzlies, w meczu otwarcia i w game 7. W pierwszym spotkaniu zdobył 19 punktów, a przede wszystkim na finiszu trafił trzy trójki z rzędu w ciągu minuty i miał swój znaczący udział w comebacku Clippers. Natomiast w ostatnim meczu zdobył 13 punktów, z czego 9 w decydującej czwartej kwarcie.

35] Kenyon Martin w decydującym game 7 rozegrał swój najlepszy mecz tych playoffs i miał bardzo duży udział w zwycięstwie Clippers. Zdobył 11 punktów (5/7 z gry), zebrał 10 piłek i zaliczył 2 bloki. W pierwszych 5 meczach zdobył w sumie tylko 12 punktów, a 21 w dwóch ostatnich spotkaniach tej serii. Natomiast  jeśli chodzi o zbiórki, w pierwszych 6 meczach łącznie zaliczył ich tylko 14. Martin to doświadczony zawodnik i dobrze wiedział kiedy należy wycelować z tą zwyżką formy. To double-double w game 7 było jego czwartym w playoffs odkąd opuścił New Jersey w 2004. Ale dopiero po raz pierwszy w swojej karierze miał dobule-double w fazie pozasezonowej w meczu, w którym grał krócej niż 30 minut. W spotkaniu numer 7 spędził na boisku 25 minut.

36] Reggie Evans był najefektywniejszym zbierającym pierwszej rundy. Zbierał średnio 14.1 piłek w przeliczeniu na 36 minut gry (najlepszy spośród zawodników, którzy rozegrali co najmniej 100 minut). Średnio na boisku przebywał 22.3 minut i notował 8.7 zbiórek. Idealny role player.

37] Kenneth Faried w serii z Lakers notował 10.4 punktów i 10 zbiórek. Poprzednim rookie z double-double w playoffs był Al Horford w 2008, jego Hawks wtedy również przegrali 7-meczową serię w pierwszej rundzie.

38] Spencer Haws był bardzo pozytywnym zaskoczeniem pierwszej rundy i miał swój znaczący udział w awansie Sixers. Przede wszystkim popisał się umiejętnościami ofensywnymi. Hawesa zdobywającego tyle punktów co w starciu z Bulls ostatni raz oglądaliśmy, kiedy grał jeszcze w barwach Kings dwa lata temu. Dwa razy z rzędu był najlepszym strzelcem swojej drużyny zdobywając kolejno 21 i 22 punktów. Były to jego pierwsze mecze w karierze z 20 punktami w koszulce Sixers. Wybrał dobry czas na tak dobrą grę, ale trzeba pamiętać, że w końcu walczy on o nowy kontrakt. Tak więc popisał się w ataku, a w ostatnich dwóch meczach skutecznie walczył pod koszami i zebrał w sumie 24 piłki. Ostatecznie zanotował średnie 11.5 punktów, 51.9% z gry i 8 zbiórek. Teraz jeszcze dobry występ przeciwko Celtics i o duże pieniądze w nowym kontrakcie będzie mógł być spokojny.

39] Mike Miller w zeszłym roku (poza  dobrym występem w game 4 przeciwko Bulls) nie za bardzo przydawał się Heat w ich drodze do finałów, jak również i w samej rywalizacji z Mavs. Natomiast teraz już w pierwszej rundzie zrobił prawie tyle samo co przez całe poprzednie playoffs. W serii z Knicks Miller trafił 11 trójek, tyle samo co w 18 meczach rok temu i co ważne, potrzebował do tego 11 prób mniej. Poza tym, w tych 5 meczach zdobył 37 punktów, tylko o 11 mniej niż w całych zeszłorocznych playoffs.

40] Po występach Mike’a Bibby’ego w zeszłorocznych playoffs, teraz chyba nikt nie oczekiwał, że może on odegrać jakąkolwiek rolę w serii z Heat. A już przede wszystkim nie oczekiwali tego w Miami, świetnie pamiętając jak był on ich najgorszym zawodnikiem w playoffs. Ale Mike zaskoczył swoich byłych kolegów. W 5 meczach zeszłorocznych finałów, w których wychodził w pierwszej piątce zdobył łącznie 19 punktów trafiając 35%  rzutów z gry, w tym zanotował 5 celnych trójek ze skutecznością 29% i miał 5 asyst. Tymczasem teraz w starciu ze swoją byłą drużyną zaliczył 27 punktów, 39.1% z gry, 7 trójek ze skutecznością 41.2% i 13 asyst. Komentarz pozostawiam Wade’owi: „We know Mike has made more shots in this series than he made all last year [with the Heat].”

41] CJ Watson spisywał się bardzo dobrze w sezonie zasadniczym zastępując Rose’a w pierwszej piątce. Grając w wyjściowym składzie notował średnio 11.3 punktów i 4.6 asyst. Dlatego, kiedy Rose doznał kontuzji w meczu otwarcia, bardzo liczono, że teraz też Watson będzie potrafił grać na porównywalnym poziomie. Ale playoffs to zupełni inna bajka i CJ prezentował się znacznie słabiej – 7.3 punktów, 24.1% z gry, 5.5 asyst. A co gorsza, na finiszu meczu numer 6 oddał piłkę Asikowi, zamiast trzymać ją przy sobie i czekać na faul. Miał w tym meczu 10 asyst i to powinno mu w zupełności wystarczyć. Natomiast Bulls wystarczyłoby, żeby Watson wykorzystał wolne. Ale nie miał okazji, bo na linii stanął Asik. Tak więc tych playoffs nie zaliczy do udanych. Z drugiej jednak strony nie można od niego wymagać, że zastąpi Rose’a. To nie jest gracz tego kalibru. Robił co mógł i jak na swoje możliwości nie było źle. Tyle tylko, że w playoffs potrzeba znacznie więcej, dlatego Bulls odpadli już w pierwszej rundzie.

42] Omer Asik jak większość centrów ma problem z wolnymi. W sezonie na linii miał skuteczność na poziomie 46%, natomiast w pierwszych 5 meczach serii z Sixers trafił tylko 2 z 10 rzutów wolnych. Jednak w meczu numer 6, w którym Bulls walczyli o przetrwanie, spisywał się zaskakująco dobrze na linii i z pierwszych 5 wolnych wykorzystał aż 4. Bardzo się starał, aby pomóc Bulls wygrać to spotkanie, ale pech chciał, że na 7 sekund przed końcem ponownie rywale wysłali go na linię. Bulls prowadzili tylko jednym punktem i te wolne były decydujące. Niestety, w tym momencie Asik przypomniał sobie o swoich problemach na linii, nie wytrzymał presji, dwukrotnie spudłował, a Bulls zostali wyeliminowani. I tak zakończył się dla niego mecz, w którym trafił 4 wolne, co jest jego drugim najlepszym osiągnięciem w całym tym sezonie.

43] Będąc w temacie wolnych, najwięcej rzutów z linii w pierwszej rundzie spudłował Blake Griffin. Stawał na linii 51 razy, a trafił tylko 30 wolnych (58.8%). Ale w końcu rzucając wolne stoi się poza polem pomalowanym, tymczasem Griffin w serii z Grizzlis właściwie wszystkie swoje punkty zdobywał z trumny. W sumie trafił 48 rzutów z gry, z czego 45 były to rzuty z pomalowanego, z czego 38 spod samego kosza z ‘restricted area’.

44] Eddy Curry w NBA jest od 2001 roku, ale jaszcze nigdy nie grał w meczu playoffs. Kiedy w 2005 Bulls wywalczyli awans, on był poza grą, ponieważ miał problemy z sercem. Teraz ponownie jego drużyna znalazła się w fazie posezonowej, ale jak na razie Curry nie dostał okazji do debiutu w playoffs. A szkoda, fajnie byłoby zobaczyć jego pojedynek z Chandlerem. W końcu ponad 10 lat temu razem rozpoczynali karierę w Chicago i mieli stworzyć wielki duet… Chociaż z drugiej strony, teraz taki pojedynek nie byłby zbytnio ciekawy. Chandler zjadłyby Eddy’ego tak samo jak Eddy zjada wielkiego hamburgera – w sekundę.


NBA

Kategoria: Airball spod kosza, Playoffs 2012 - Tagi: Andrew Bynum, bulls, carlos boozer, eddycurry, glen davis, gordon hayward, jason kidd, javale mcgee, jr smith, kenyon martin, kevin garnett, Magic, mavs, omer asik, paul pierce, ryan anderson, steve novak, tracy mcgrady

Playoffs, dzień 17: Sixers doprowadzili do remisu

maj15
2012
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Sixers – Celtics  82:81
remis 1-1

_Evan Turner: odegrał kluczową rolę na samym finiszu, zdobywając 6 punktów przez ostatnie 3 minuty. Wcześniej trafił tylko 2 z 9 swoich rzutów, ale w decydującym momencie się nie pomylił. Na 40 sekund przed końcem zdobył punkty wchodząc pod kosz i wyprowadził gości na prowadzenie, natomiast chwilę później wykorzystał dwa wolne i powiększył przewagę do 3 punktów, co przesądziło o zwycięstwie. W poprzednim meczu jego pierwsze double-double w playoffs nie wystarczyło, ale też w czwartej kwarcie jego jedynym osiągnięcie były 2 niecelne rzuty. Teraz miał gorsze statystyki (10 punktów i 6 zbiórek), ale świetny finisz.

_Andre Iguodala: zanotował 13 punktów, 7 asyst i 6 zbiórek, a najbardziej pomógł swojej drużynie w obronie. Kiedy on powstrzymywał Paula Pierce’a, gwiazdor Celtics trafił tylko jeden z 6 rzutów i popełnił 4 straty. AI zupełnie go wyeliminował z gry, zresztą podobnie było także w pierwszym spotkaniu. W sumie, w tych dwóch pierwszych meczach Pierce w bezpośrednim pojedynku z Iguodalą zanotował 12 punktów, 4/15 z gry i 6 strat. Pierce ma problem z kolanem i już to sprawia, że gra słabiej, a jeśli do tego dodamy defensywę Iguodali, Celtics mają poważny problem.

_Lavoy Allen: podczas gdy Thaddeus Young gra słabo mając problemy z golenią, a Lou Williams seryjnie pudłuje, debiutant Allen jest jak na razie najlepszym rezerwowym Sixers w tej serii. W pierwszym meczu miał 12 punktów i 6 zbiórek, teraz zanotował 10 punktów, 8 zbiórek i 2 bloki. Odegrał też istotną rolę w czwartej kwarcie, kiedy zdobył ważne punkty na 4 minuty przed końcem równo z końcową syreną akcji. Ostatecznie, kiedy Allen był na boisku, goście byli aż 21 punktów na plusie. Natomiast najlepiej Sixers radzili sobie kiedy w grze razem z Allenem był Iguodala:


_Jrue Holiday: bardzo słabo zagrał w meczu otwarcia, ale wczoraj było już o wiele lepiej. Poprzednio miał tylko 8 punktów, teraz 18. Poprzednio spudłował wszystkie 4 swoje próby zza łuku, teraz trafił 4 z 6 trójek, w tym bardzo ważną na niespełna 2 minuty przed końcem.

_Zwycięstwo w Bostonie: w poprzednim meczu Sixers zmarnowali 10-punktowe prowadzenie w czwartej kwarcie, natomiast tym razem finisz należał do nich mimo że gospodarze świetnie grali w końcówce. To jest ich pierwsza wygrana w playoffs w Bostonie od 1982 roku. Odebrali Celtics przewagę własnego parkietu i teraz przed meczami w Filadelfii są w komfortowej sytuacji.

_Kevin Garnett: przez trzy kwarty był bardzo dobrze podwajany i powstrzymywany przez rywali, ale w czwartej ponownie dominował, tak jak w poprzednim spotkaniu. Dał swoim kolegom sygnał do ataku i prowadził ich w tej części spotkania. Zdobył wtedy 11 punktów (5/7 z gry), zebrał 4 piłki i zaliczył 2 asysty. Jednak ostatecznie nie zapewnił Celtics zwycięstwa, ponieważ jego faul w samej końcówce nie pozwolił im doprowadzić do remisu. Sędziowie odgwizdali faul Garnetta w ataku, kiedy stawiał zasłonę dla Pierce’a na 12 sekund przed końcem. Ten moment przesądził o ostatecznym wyniku. W całym meczu KG miał na swoim koncie 15 punktów i 12 zbiórek.

_Czwarta kwarta Celtics: w trzeciej kwarcie Celtics zdołali zdobyć ledwie 11 punktów, co jest drugą najniższą zdobyczą w jednej kwarcie w playoffs w ich historii. Natomiast łącznie w drugiej i trzeciej kwarcie zanotowali tylko 24 punkty ze skutecznością 24% z gry. Sixers fantastycznie bronili i ostatnie 12 minut rozpoczęli z 8-punktowym prowadzeniem. Ale już czwarta kwarta była zupełnie inna. Gospodarze rozstrzelali się, trafili 65% swoich rzutów i zdobyli 32 punkty. Przede wszystkim byli niesamowicie skuteczni na dystansie, trafiając 6 z 7 rzutów za trzy. Warto dodać, że wcześniej w tym meczu mieli tylko 2 celne trójki na 11 oddanych, a w poprzednim 2/18. Będąc w takiej dyspozycji strzeleckiej, można przypuszczać, że gdyby nie ten faul KG, Celtics mieli bardo duże szanse doprowadzenia do remisu w tamtej kluczowej akcji.

Thunder – Lakers  119:90
Thunder 1-0

_Jednostronne widowisko: zmęczeni długą serią w pierwszej rundzie Lakers i głodni gry Thunder, którzy długo czekali na start tej rywalizacji. Efekt? Bardzo łatwa wygrana drużyny z Oklahomy. Gospodarze grali fantastycznie i nie dali szans swoim rywalom. Już po pierwszej połowie prowadzili 15 punktami, a drugą rozpoczęli runem 15-2 i było po meczu. W trzeciej kwarcie Thunder zupełnie zdominowali wydarzenia na parkiecie, trafili aż 70.6% rzutów z gry, przy ledwie 35% ze strony Lakers i uzyskali nawet 35-punktowe prowadzanie. Goście z LA nie potrafili się im przeciwstawić i podjąć walki. Można to tłumaczyć zmęczeniem, ale problem w tym, że Lakers nie mają czasu na odpoczynek. Już w środę rozegrają drugi mecz tej serii, a potem w piątek i w sobotę mają back-to-back w Los Angeles. To stawia Lakers w niezwykle trudnej sytuacji.

_Gwiazdy Thunder: Russell Westbrook rozegrał wielki mecz – 27 punktów, 10/15 z gry, 9 asyst, 7 zbiórek i 2 przechwyty… 27 minut. Był najlepszym zawodnikiem w tym spotkaniu i z takim Westbrookiem Thunder naprawdę mogą mierzyć bardzo wysoko. Kevin Durant też zrobił swoje, ale wczoraj był tym drugim -  25 punktów, 8/16 z gry, 8 zbiórek i 4 asysty. Tymczasem James Harden jako jeden z nielicznych w Thunder miał problemy z celnością. Spudłował wszystkie 4 rzuty za trzy, a ostatecznie zanotował skuteczność na poziomie 36%. Wymuszał jednak sporo fauli i zdobył 17 punktów w swoim pierwszym meczu jako najlepszy rezerwowy ligi.

_Gwiazdy Lakers: Kobe Bryant zdobył 20 punktów, ale potrzebował do tego 18 rzutów. Poza tym, 10 punktów zanotował w trzeciej kwarcie, kiedy już Thunder im uciekli i było właściwie po meczu. Najlepszym zawodnikiem gości był Andrew Bynum, 20 punktów i 14 zbiórek. Natomiast Pau Gasol był bardzo mało widoczny, zaliczył 10 punktów i 7 zbiórek.

_Straty: Lakers popełnili 15 strat, które Thunder przełożyli na 22 punkty. Natomiast gospodarze zanotowali tylko 4 straty, co dało gościom 6 punktów.


NBA

Kategoria: Playoffs 2012 - Tagi: andre iguodala, Andrew Bynum, celtics, evan turner, kevin durant, kevin garnett, kobe bryant, lakers, lavoy allen, russell westbrook, sixers, thunder

Playoffs, dzień 16: awans Clippers

maj14
2012
1 komentarz Adam Szczepański

Clippers – Grizzlies  82:72
Clippers 4-3

_Randolph+Gasol: ten duet odegrał kluczową rolę w dwóch poprzednich meczach, dzięki czemu Grizzlies doprowadzili do game 7. Teraz też ich postawa miała bardzo duży wpływ na ostateczny wynik, ale tym razem był to wpływ negatywny. Grizzlies bardzo potrzebowali tej dwójki grającej tak jak we wcześniejszych spotkaniach, ale tym razem tego nie dostali. Randolph miał problemy z kończeniem akcji, a Gasol z walką pod koszami. Zach trafił tylko 3 z 12 rzutów i miał 9 punktów (2 w drugiej połowie), najmniej w tej serii, a do tego dołożył 12 zbiórek. Tymczasem Marc zebrał tylko 5 piłek, ale zdobył 19 punktów i razem z Gay’m był najlepszym strzelcem zespołu. Łącznie duet podkoszowy gospodarzy zanotował 28 punktów i 17 zbiórek. Było to znacznie mniej niż poprzednio i znacznie za mało, aby zapewnić Grizzlies zwycięstwo.

_Chris Paul: Blake Griffin zmagający się z urazem kolana był w tym spotkaniu jeszcze mniej widoczny niż w poprzednim, na szczęście dla Clippers, Paul znacznie lepiej poradził sobie ze swoimi problemami zdrowotnymi i zagrał o wiele lepiej niż w meczu numer 6. Może nie był to tak świetny występ jakie oglądaliśmy w jego wykonaniu wcześniej w tej serii, ale przez trzy kwarty to przede wszystkim on ciągnął drużynę gości. Już w pierwszej połowie miał 11 punktów, tyle samo co w całym poprzednim meczu, a ostatecznie zanotował ich 19 (41.2%). Na swoim koncie miał też 9 zbiórek i 4 asysty. I jako jedyny z pierwszej piątki zanotował dodatni wskaźnik +/- (+4).

_Rezerwowi: już w poprzednim meczu zawodnicy z ławki Clippers zagrali bardzo dobrze, a teraz spisali się jeszcze lepiej. W czwartej kwarcie przejęli kontrolę nad spotkaniem i zapewnili swojej drużynie awans. Zdobyli wtedy aż 25 z 27 punktów drużyny z LA. Ostatecznie mieli 41 punktów trafiając połowę rzutów z gry. Skutecznością na poziomie 50% była imponującym osiągnięciem w tym spotkaniu, w którym przez większość czasu obie drużyny miały ogromne problemy ze zanotowały punktów i obie zanotował skuteczność poniżej 39%. Kenyon Martin miał 11 punktów, 10 zbiórek i 2 bloki, Nick Young zdobył 13 punktów trafiając między innymi 2 z 3 rzutów za trzy, Eric Bledsoe zanotował 8 punktów i 3 asysty, Reggie Evans zaliczył 9 zbiórek, a Mo Williams 9 punktów. Ławka w tym meczu zrobiła ogromną różnicę. Gdyby nie tak rewaluacyjna postawa zmienników, Clippers nie byliby w stanie pokonać Grizzlies, zwłaszcza gdy Griffin grał tak słabo. Po trzech kwartach bardzo wyrównanej walki obie drużyny były już zmęczone, a rezerwowi Clippers wnieśli w ostatnich minutach bardzo dużo energii do gry i przycisnęli rywali uzyskując dwucyfrowe prowadzenie. Grizzlies nie byli w stanie na to odpowiedzieć, brakowało im sił, tym bardziej, że musieli opierać się przede wszystkim na swoich podstawowych zawodnikach, ponieważ rezerwowi im nie pomagali. Ich zmiennicy zdobyli tylko 11 punktów i to z fatalną skutecznością na poziomie 22%. Najbardziej zawiódł OJ Mayo, który powinien być największą siłą z ławki. W całej serii spisywał się on bardzo słabo, a w tym decydującym meczu zagrał najgorzej. Oddał 11 rzutów z gry, trafił tylko jeden i zdobył 4 punkty. Co prawda miał na swoim koncie 7 zbiórek i 2 przechwyty, ale kiedy był na parkiecie, Grizzlies byli aż 24 punkty na minusie. Był to najgorszy wskaźnik +/- w tym meczu, nikt poza nim nie miał gorszego niż -8.

_Czwarta kwarta: po trzech kwartach gospodarze prowadzili jednym punktem i sprawa zwycięzcy była otwarta. O losach serii decydowało ostatnie 12 minut gry. Ten mecz od samego początku był zdominowany przez defensywę i obie drużyny miały duże problemy z trafianiem do kosza, natomiast w czwartej kwarcie te problemy Grizzlies jeszcze bardziej się powiększyły. Przez ostatnie 12 minut trafili tylko 4 razy z gry na 18 prób, co dało im fatalną skuteczność 22.2% z gry. Spudłowali między innymi wszystkie 4 próby zza łuku i zakończyli mecz bez celnej trójki. Przez ostatnie 3 minuty nie zdobyli już punktów z gry, a na linii również pudłowali. Z 12 rzutów wolnych wykorzystali 8. Tymczasem Clippers dzięki swoim zmiennikom całkiem dobrze radzili sobie wtedy z rozbijaniem obrony rywali i zdobyli 27 punktów ze skutecznością 40%, w tym 2/5 za trzy.

Grizzlies drugi rok z rzędu odpadają przegrywając mecz numer 7, teraz jednak ma to miejsce rundę wcześniej niż poprzednio. Nie zrobili kolejnego kroku na przód, co jest dla nich sporym rozczarowaniem, bo oczekiwania były duże po tym co oglądaliśmy w zeszłorocznych playoffs. Odrobili stratę 1-3, ale w meczu numer 7 zabrakło im lidera i wsparcia z ławki. Na pewno duży wpływ na to miała postawa Randolpha i to, że nie był on w 100% formie, którą prezentował w rok temu.

Dla Clippers jest to dopiero ich 3 wygrana seria w 41-letniej historii, a druga od czasu przeprowadzki do LA. Zapewnili sobie awans i teraz czeka ich pojedynek z niezwykle silnymi i wypoczętymi Spurs. Clippers nie mają czasu na odpoczynek, a do tego zmagają się z kontuzjami. Griffin ma problem z kolanem, Paul z pachwiną, a Butler ma złamaną kość w dłoni. To na pewno odbije się na ich postawie w kolejnej rundzie. Pytanie tylko, w jak dużym stopniu. Bez Paula i Griffina grających na najwyższych obrotach nie wyobrażam sobie, żeby Clippers byli w jakimś stopniu w stanie zagrozić ekipie z San Antonio. Nawet dobra gra ich zmienników tutaj za bardzo nie pomoże, bo Spurs mają jeszcze głębszą ławkę.

Heat – Pacers 95:86
Heat 1-0

_Chris Bosh: w pierwszej połowie był najlepszym zawodnikiem gospodarzy i trzymał ich w grze. W 16 minut zdobył 13 punktów i zebrał 5 piłek. Niestety pod koniec drugiej kwarty doznał kontuzji podbrzusza, musiał opuścić parkiet i nie wrócił już do gry. Dzisiaj ma przejść badania, które pokażą jak poważny jest to uraz, ale już pojawiają się spekulacje, że Chris może opuścić kilka meczów.

_James+Wade: w pierwszej połowie spisywali się dość słabo. James zdobył tylko 6 punktów trafiając 3 z 9 rzutów, podczas gdy Wade miał ich 16, ale też z kiepską skutecznością na poziomie 30%. Wszystko zmieniło się po przerwie. W drugiej połowie wzięli na siebie ciężar poprowadzenia Heat pod nieobecność Bosha i zupełnie zdominowali wydarzenia na parkiecie. Samodzielnie pokonali Pacers zdobywając wtedy 42 punkty, przy 38 ze strony całej drużyny gości. W sumie, w tej części spotkania James i Wade przyczynili się do 48 z 53 punktów Heat, zdobywając je lub przy nich asystując, z czego w czwartej kwarcie zdobyli aż 22 z 25 punktów drużyny. Przede wszystkim fantastycznie zagrał LeBron, jak przystało na MVP. W całym spotkaniu zanotował 32 punkty, w tym 26 w drugiej połowie trafiając wtedy 52.9% rzutów z gry. Zebrał też 15 piłek (9 w drugiej połowie) i zaliczył 5 asyst. Wade miał 29 punktów, z czego 16 po przerwie, ale przez całe spotkanie miał problem z celnością i zanotował słabą skuteczność 34.8% z gry.

_Druga połowa: Pacers prowadzili przez prawie całą pierwszą, a na przerwę schodzili mając 6 punktów przewagi. Zdobyli wtedy 48 punktów ze skutecznością z gry wynoszącą 50% i zebrali jedną piłkę więcej niż ich rywale. Prezentowali się bardzo dobrze i mogło się wydawać, że są w stanie powalczyć o zwycięstwo w tym spotkaniu. Jednak po przerwie wszystko się zmieniło i nie przypominali już tej samej drużyny. Ich atak przestał funkcjonować, nie potrafili przebić się przez defensywę Heat, natomiast sami nie byli w stanie zatrzymać duetu James-Wade. W rezultacie, w drugiej połowie zdobyli tylko 38 punktów z fatalną skutecznością 29.7%. Przegrali też walkę pod koszami zbierając wtedy 8 piłek mniej. Warto dodać, że w samej czwartej kwarcie mieli tyle samo punktów co sam LeBron.

_Danny Granger: w trzech ostatnich meczach pierwszej rundy za każdym razem zdobywał ponad 20 punktów, ale wczoraj zupełnie nie istniał w ataku. Dobrze zagrał jedynie przez chwilę w trzeciej kwarcie, kiedy zdobył 7 punktów, co jeszcze trzymało Pacers w grze. Ale to były jego jedyne punkty w całym meczu. Ostatecznie trafił tylko jeden z 10 rzutów z gry.


NBA

Kategoria: Playoffs 2012 - Tagi: chris bosh, chris paul, clippers, danny granger, dwyane wade, grizzlies, heat, lebron james, marc gasol, pacers, zach randolph
« Older Entries

4kwarta NEWS

  • NBA playoffs Top 5 (21.05)
  • NBA playoffs Top 5 (20.05)
  • NBA playoffs Top 5 (17.05)
  • NBA playoffs Top 5 (16.05)
  • NBA playoffs Top 10 (15.05)
  • Small Market, Big Heart
  • NBA playoffs Top 5 (14.05)
  • Przed drugą rundą – zachód
  • NBA playoffs Top 5 (13.05)
  • NBA playoffs Top 5 (12.05)
  • Przed drugą rundą - wschód
  • NBa playoffs Top 5 (11.05)

Blog

  • NBAcodziennie
  • Archeobasketologia
  • Power Ranking
  • NCAA
  • Podcast
  • TRADE RUMORS
  • Airball spod kosza
  • NCAA od podstaw
  • Skarb Kibica NBA 2011/12
  • Overtime
  • Archiwum

Warto przeczytać

  • Idzie lato czas na zmiany
  • Airball spod kosza: 44 mecze pierwszej rundy
  • Smaczki i krzaczki – pierwsza runda
  • O Drafcie, NCAA i limicie wiekowym
  • Airball spod kosza: Mistrzowie na wakacjach, myślą o przyszłości
  • Przygotowania Olka Czyża do Draftu
  • Rookie Ranking vol.4
  • Nagrody 4kwarty za sezon 2011/12
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: straty
  • O Rajonie ciąg dalszy

W halach NBA (galeria)

Wyniki

Dołącz do nas

Współpraca

Linki

  • about NCAA
  • MVP Magazyn
  • NBA & NCAA na DVD
  • PolskiKosz.pl
  • RotoStrefa. Nasz Punkt Widzenia.
  • Sport24.pl
  • Typy NBA
  • widziane z półdystansu
  • wyniki na żywo

Szukaj

buttony

blog Czwarta Kwarta - to co najważniejsze o NBA Cavs.e-nba.pl - serwis poświęcony Cleveland Cavaliers Daveknot Enbiej.pl - NBA, koszykówka HORNETS.PL IVERSON.probasket.pl Nasz Kosz NBA Every Day - NBA, NCAA, koszykówka NBAonline Denver Nuggets poprostubasket.bloog.pl – Koszykarski blog Slamdunk League ToplistaNBA Typer - zabawa bukmacherska Wysoko nad obręczą – Koszykówka w szerokiej perspektywie Zawsze po pierwsze Koszykówka

EvoLve theme by Theme4Press  •  Powered by WordPress Czwarta-Kwarta.com
to co najważniejsze o NBA

Switch to our mobile site