• Strona główna
  • 4kwarta News
  • Market
  • Redakcja
  • Współpraca
  • Archiwum
  • TRADE RUMORS

Jeremy Lin – z Harvardu do Nowego Jorku

lut06
2012
Dodaj komentarz Adam Szczepański

W piątkowym meczu w Bostonie, rezerwowy rozgrywający Knicks, Jeremy Lin, pojawił się na parkiecie na 7 minut w pierwszej połowie. W tym czasie nic wartościowego nie wniósł do gry swojej drużyny (2 punkty, 0/3 z gry i 1 asysta) i później już trener D’Antoni do niego nie wrócił. Był to kolejny typowy, mało znaczący występ Lina.

Dzień później Knicks gościli u siebie Nets, kończąc tym samym trudną serię 3 meczów rozgrywanych w 3 dni. Gwiazdy gospodarzy były widocznie zmęczone i grały słabo. Melo trafił ledwie 3 z 15 rzutów zdobywając 11 punktów, Amare wypadł lepiej mając 17 punktów i 5 zbiórek, ale też nie zachwycał. W tej trudniej dla Knicks sytuacji, kiedy wydawało się, że nie będzie miał kto ich pociągnąć, pojawił się dotychczas mało istotny rezerwowy – Lin. Wszedł na parkiet pod koniec pierwszej kwarty i już po kilku minutach gry miał na swoim koncie 2 punkty i 3 asysty. Prezentował się bardzo dobrze, dlatego tym razem szybko nie wrócił na ławkę.

Zakończyło się jego najlepszym występem w karierze i zwycięstwem Knicks.

Lin ustanowił swój rekord kariery zdobywając 25 punktów (52.6% z gry). Dotychczas, w 38 meczach, w których wystąpił w poprzednim i obecnym sezonie, tylko dwa razy miał ponad 10 punktów, a jego rekord wynosił 13. Teraz punkt mniej zdobył w samej czwartej kwarcie, kiedy odegrał kluczową rolę prowadząc Knicks do zwycięstwa. 25 to także rekord punktowy w NBA w wykonaniu absolwenta Harvardu, poprzedni należał do niejakiego Saula Mariaschina, który 64 lata temu miał 20 punków. Do tego Lin dołożył 7 asyst, co również jest jego najlepszym osiągnięciem w karierze, a także 5 zbiórek i 2 przechwyty. Grał też najdłużej w karierze 36 minut. A to wszystko w bezpośredniej rywalizacji z tak dobrym rozgrywającym jak Deron Williams. To był imponujący występ.

Odkąd Lin trafił do NBA dużo się o nim mówiło ze względu na to, że studiował na Harvardzie, a do tego ma azjatyckie korzenie. Takich zawodników rzadko ogląda się na parkietach NBA. Dlatego Lin jest wyjątkowy, ale dotychczas był tylko wyjątkowy poza boiskiem. Teraz w końcu potwierdził, że nie przez przypadek znalazł się w lidze. Na wielkiej scenie w MSG pokazał na co go stać. Gdyby grał tak częściej, Knicks nie musieliby czekać na Barona Davisa jak na swojego zbawcę. Ale też nie ma co oczekiwać, że w kolejnych meczach Lin będzie prezentował równie wysoką formę i będzie rozgrywającym, jakiego w Nowym Jorku od początku sezonu bardzo brakuje. Po tym meczu widać jednak, że warto na niego stawiać.

Przy okazji tego zaskakująco dobrego występu Lina, postanowiłem przypomnieć mój artykuł sprzed roku, opisujący jego drogę do NBA, który znalazł się w magazynie MVP (nr 14, luty 2011):

Uniwersytet Harvarda jest jednym z najbardziej znanych i prestiżowych uniwersytetów na całym świecie. Jednak w świecie koszykówki właściwie się nie liczy, tutaj znacznie większą renomą cieszą się takie uczelnie jak North Carolina, Duke czy UCLA. Nie mają oni w gronie swoich absolwentów aż 8 prezydentów Stanów Zjednoczonych i 41 Noblistów jak Harvard, ale za to co roku dostarczają do NBA kolejne młode gwiazdy. Chociażby z North Carolina do ligi trafiło w sumie 76 zawodników, a jednym z nich był oczywiście Michael Jordan. Tymczasem Harvard dał najlepszej koszykarskiej lidze świata tylko trzech zawodników. Pierwszy, Saul Mariaschin, trafił do Celtics w sezonie 1947/48 i tylko rok spędził w lidze, występując w 43 meczach. Później jego śladami poszedł Ed Smith, ale jego kariera była jeszcze krótsza i zakończyła się na 11 meczach w barwach Knicks w rozgrywkach 1953/54. Natomiast na kolejnego swojego reprezentanta w NBA, uczelnia Harvarda musiała czekać ponad  55 lat. Jej trzecim absolwentem, który pojawił się na parkietach NBA został Jeremy Lin, debiutujący w tym sezonie w Warriors.

Lin jest wyjątkowym i bardzo nietypowym zawodnikiem NBA. Nie tylko ukończył ‘niekoszykarską’ uczelnię, ale również ma azjatyckie pochodzenie (oboje rodzice są Tajwańczykami, ale Lin urodził się i wychował w USA). Graczy z azjatyckimi korzeniłam było w historii NBA więcej niż tych z Harvardu, ale też jest to niewielka grupa. Lin nie jest modelowym przykładem zawodowego amerykańskiego koszykarza, dlatego jego droga do NBA nie była łatwa.

W szkole średniej w Palo Alto był wyróżniającym się zawodnikiem. W swoim ostatnim roku, będąc kapitanem drużyny poprowadził ją do wyniku 32-1 i mistrzostwa stanowego. Wielu ekspertów uznało go najlepszym zawodnikiem stanu Kalifornia. Jednak pomimo tego sukcesu, Lin nie cieszył się zainteresowaniem najlepszych uczelni, które mogły zaproponować mu stypendium sportowe i dołączenie do uznanego w świecie koszykarskim programu szkoleniowego. Marzył o grze w UCLA, ale nie dostał od nich żadnej propozycji. Wiele uczelni nawet nie chciało zagwarantować mu miejsca w ich drużynie koszykarskiej. Według Lina został on pominięty ponieważ, skauci skupiają się przede wszystkim na zawodnikach bardzo atletycznych, którzy już w kilka minut potrafią pokazać niesamowity wyskok, szybkość, efektowny wsad czy umiejętności strzeleckie. Tymczasem on nie ma imponujących warunków fizycznych (191cm wzrostu) i nie gra widowiskowo – „Myślę, że jeśli ktoś chce zrozumieć moją grę, musi zobaczyć mnie więcej niż w jednym meczu, ponieważ na parkiecie nie zaprezentuję niezwykle efektownych zagrań”. Dopiero po przeanalizowaniu całych meczów z jego udziałem, można dostrzec jak utalentowanym i inteligentnym jest zawodnikiem i jak świetnie rozumie grę.

Lin nie dostał wielu propozycji, a z tych nielicznych zdecydował się na Harvard. Spędził tam pełne 4 lata i ukończył studia na wydziale ekonomii. Był też gwiazdą drużyny Harvard Crimson. W swojej uczelnianej karierze pobił wiele rekordów nie tylko drużyny, ale i całej Ivy League, w której występują Crimson. W trzecim i czwartym roku był wybierany do piątki najlepszych zawodników Ivy League. Natomiast kończąc karierę został pierwszym zawodnikiem w historii Ivy League, który zanotował w sumie co najmniej 1450 punktów, 450 zbiórek, 400 asyst i 200 przechwytów. Został zauważony, ale mało który z amerykańskich analityków, widział w nim zawodnika chociażby na miarę drugiej rundy draftu.

Po zakończeniu studiów Lin został zaproszony przez 8 drużyn z NBA na testy sprawdzające możliwości i umiejętności zawodników przed draftem. Niestety dla Lina, podczas tych testów młodzi zawodnicy nie grają tradycyjnie pięciu-na-pięciu, tylko są sprawdzani w mniejszych grupach i grają jeden-na-jednego, dwóch-na-dwóch lub trzech-na-trzech. Ta forma zupełnie nie odpowiadała Linowi, to nie była jego koszykówka, nie potrafił wtedy pokazać swoich możliwości i dlatego nie wypadł najlepiej. W efekcie, w dniu draftu nikt nie zdecydował się postawić na niego i nie znalazł się on w gronie 60 zawodników wybranych podczas naboru. Swojej szansy na dostanie się do NBA musiał szukać podczas rozgrywek ligi letniej. Odezwali się do niego Mavs, którzy jako jedyni zaprosili go do swojej drużyny podczas tegorocznej Summer League w Las Vegas.

Podczas ligi letniej Lin mógł pokazać swoje umiejętności w normalnej grze pięciu-na-pięciu, co znacznie bardziej mu odpowiadało niż prezentowanie konkretnych umiejętności na testach. W pierwszych 3 meczach grał średnio po 16 minut i niczym szczególnym się nie wyróżniał. Po tych spotkaniach na pewno nie mógłby liczyć na kontrakt w NBA. Na szczęście, w starciu z Wizards dostał więcej minut gry ponieważ w trakcie spotkania kontuzji doznał Rodrigue Beaubois, który we wcześniejszych meczach za każdym razem spędzał na boisku ponad 30 minut. A co jeszcze ważniejsze, w ten sposób Lin miał okazję zmierzyć się w bezpośrednim pojedynku z wybranym z numerem pierwszym Johnem Wallem. Nie zmarnował swojej szansy i pokazał na co go stać. W sumie grał przez 27 minut, w tym czasie zdobył 13 punktów, ale aż 11 z nich zanotował w czwartej kwarcie. Bardzo dobrze zaprezentował się w starciu z Wallem, kilka razy ogrywał go w ataku i bardzo skutecznie bronił, w efekcie czego młody gwiazdor Wizards zakończył spotkanie trafiając tylko 4 z 19 rzutów z gry. Mavs ostatecznie przegrali, ale to nie miało znaczna dla Lina, ponieważ i tak, to był przełomowy moment w jego rozpoczynającej się dopiero zawodowej karierze. Wszyscy oglądali ten mecz ze względu na Walla i dzięki temu zobaczyli Lina. „To była najlepsza kwarta jaką miałem podczas ligi letniej i miała miejsce w najlepszym możliwym momencie. Gdyby Mavs nie grali z Wizards, mogłoby nie być mnie teraz w NBA. Wszyscy oglądali ten mecz ponieważ to był John Wall. Wcześniej nikt nie zwracał na mnie uwagi. Ale po tym meczu, ludzie zaczęli o mnie mówić.” – wspomina. Tuż po spotkaniu rozdzwonił się telefon Rogera Montgomery’ego, agenta Lina. Dzwonił między innymi Mitch Kupchak z Lakers, Donnie Nelson z Mavs i Larry Riley z Warriors. Każdy z nich był zainteresowany zatrudnieniem młodego absolwenta Harvardu.

Lin miał w czym wybierać i ostatecznie zdecydował się dołączyć do Warriors, rezygnując równocześnie z ofert Lakers i Mavs. To nie była trudna decyzja, ponieważ Warriors od zawsze byli jego ulubioną drużyną. W końcu Oakland jest oddalone od jego rodzinnego Palo Alto tylko o godzinę drogi. Poza tym, Warriors zaproponowali mu bardzo dobre warunki jak dla zawodnika spoza draftu – dwuletnią umowę, w której w pierwszym roku połowę pensji ma gwarantowaną. W ten sposób Lin stał się trzecim zawodnikiem z Harvardu, który trafił do NBA. Teraz, patrząc z perspektywy czasu, Lin jest bardzo zadowolony, że jego losy potoczyły się tak a nie inaczej i nie żałuje, że nie został wybrany w drafcie: „Patrząc wstecz, jestem zadowolony, że zostałem pominięty w drafcie. Jest mnóstwo zawodników, którzy utkną w swoich drużynach, mogliby być w lepszej sytuacji gdzieś indziej, ale zostali wybrani w drafcie i drużyna ma do nich prawa. Szczerze mówiąc wierzę, że to było szczęście w nieszczęściu, że nie zostałem wybrany drafcie. Ponieważ gdybym został wybrany, nie miałbym możliwości wyboru pomiędzy ofertami z różnych drużyn.”

Mimo, że na razie Lin nie może liczyć na znaczący czas gry i większość spotkań przesiaduje na ławce, szybko stał się ulubieńcem kibiców w Oakland. W pierwszych 30 meczach Warriors, Lin wystąpił w 17 i grał w nich średnio 8.5 minut. Nie miał jeszcze okazji w pełni zaprezentować swoich możliwości, ale zawsze gdy mecz rozgrywany jest w ORACLE Arena, może liczyć na swoich kibiców. Pod koniec rozstrzygniętych już spotkań kibice skandują jego imię domagając się wpuszczenia go do gry. Natomiast gdy już pojawia się na boisku jest przyjmowany z ogromnymi owacjami, a następnie każde jako dotknięcie piłki, rzut czy asysta powoduje duży entuzjazm na trybunach. Przede wszystkim zyskał taką sympatię, ponieważ jest miejscowym chłopakiem. Poza tym, w regionie Bay Area mieszka bardzo duża społeczność azjatycka, dla której Lin stał się bohaterem, udowodniając, że każdy może osiągnąć swój cel, jeśli tylko w to wierzy i wytrwale o to walczy. Nawet chłopak z azjatyckimi korzeniami, po studiach na Harvardzie można dostać się do NBA.

Na koniec mały update. Przed obecnym sezonem Warriors zwolnili Lina. Preseason spędził w Houston, ale w barwach Rockets rozegrał tylko 8 minut w 2 meczach. Na starcie sezonu był bez klubu i wtedy zgłosili się do niego Knicks, którzy bardzo potrzebowali rozgrywającego, tym bardziej, że już w pierwszym meczu kontuzji doznał Iman Shumpert. W ten sposób Lin wylądował w Nowym Jorku.


NBA

Kategoria: Artykuły, NBA 11/12 - Tagi: jeremy lin, knicks, nets, warriors
SHARE THIS Twitter Facebook Delicious StumbleUpon E-mail

Brak komentarzy

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

* Skopiuj ten kod:

* Wpisz lub wklej kod:

4,312 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

4kwarta NEWS

  • NBA playoffs Top 5 (21.05)
  • NBA playoffs Top 5 (20.05)
  • NBA playoffs Top 5 (17.05)
  • NBA playoffs Top 5 (16.05)
  • NBA playoffs Top 10 (15.05)
  • Small Market, Big Heart
  • NBA playoffs Top 5 (14.05)
  • Przed drugą rundą – zachód
  • NBA playoffs Top 5 (13.05)
  • NBA playoffs Top 5 (12.05)
  • Przed drugą rundą - wschód
  • NBa playoffs Top 5 (11.05)

Blog

  • NBAcodziennie
  • Archeobasketologia
  • Power Ranking
  • NCAA
  • Podcast
  • TRADE RUMORS
  • Airball spod kosza
  • NCAA od podstaw
  • Skarb Kibica NBA 2011/12
  • Overtime
  • Archiwum

Warto przeczytać

  • Idzie lato czas na zmiany
  • Airball spod kosza: 44 mecze pierwszej rundy
  • Smaczki i krzaczki – pierwsza runda
  • O Drafcie, NCAA i limicie wiekowym
  • Airball spod kosza: Mistrzowie na wakacjach, myślą o przyszłości
  • Przygotowania Olka Czyża do Draftu
  • Rookie Ranking vol.4
  • Nagrody 4kwarty za sezon 2011/12
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: straty
  • O Rajonie ciąg dalszy

W halach NBA (galeria)

Wyniki

Dołącz do nas

Współpraca

Linki

  • about NCAA
  • MVP Magazyn
  • NBA & NCAA na DVD
  • PolskiKosz.pl
  • RotoStrefa. Nasz Punkt Widzenia.
  • Sport24.pl
  • Typy NBA
  • widziane z półdystansu
  • wyniki na żywo

Szukaj

buttony

blog Czwarta Kwarta - to co najważniejsze o NBA Cavs.e-nba.pl - serwis poświęcony Cleveland Cavaliers Daveknot Enbiej.pl - NBA, koszykówka HORNETS.PL IVERSON.probasket.pl Nasz Kosz NBA Every Day - NBA, NCAA, koszykówka NBAonline Denver Nuggets poprostubasket.bloog.pl – Koszykarski blog Slamdunk League ToplistaNBA Typer - zabawa bukmacherska Wysoko nad obręczą – Koszykówka w szerokiej perspektywie Zawsze po pierwsze Koszykówka

EvoLve theme by Theme4Press  •  Powered by WordPress Czwarta-Kwarta.com
to co najważniejsze o NBA

Switch to our mobile site