• Strona główna
  • 4kwarta News
  • Market
  • Redakcja
  • Współpraca
  • Archiwum
  • TRADE RUMORS

Historia Jimmy’ego Butlera

lut10
2012
2 komentarzy Mateusz Trybulec

Adam niedawno pisał o koszykarzach, którzy w dzień draftu musieli czekać ponad 50 nazwisk, aby w końcu usłyszeć te swoje z ust Davida Sterna, a ich kariera w NBA była daleka od marzeń (o ile w ogóle dostali propozycję kontraktu) – nieliczne minuty, średnie na poziomie 4-6 punktów na mecz i po jednym, dwóch sezonach koniec snów o podboju ligi. Zdarzają się oczywiście chlubne wyjątki, ale w większości wypadków wybrani z ostatnimi numerami mają bardzo niepewną sytuację i niskie szanse na obiecującą karierę.

Marzeniem każdego zawodnika jest zostać wybranym w pierwszej rundzie – choćby i wyłącznie ze względu na to, że wybór w trzydziestce jest równoznaczny z gwarancją kontraktu. Dla pierwszoroczniaka jest to jak wygrany los na loterii i ogromna okazja na długi pobyt w NBA. Tym niemniej, często zdarza się, że zawodnicy wybrani z ostatnimi numerami w pierwszej rundzie draftu mają niewiele ciekawsze kariery od tych, którzy mieli odrobinę mniej szczęścia i zostali wybrani nieco później. 30-tka draftu 2009 roku, Chrystian Eyenga grał w poprzednim sezonie przyzwoite 21 minut na mecz w drużynie Cleveland Cavaliers, ale zaliczał w tym czasie tylko 6,9 punktu, a w tym roku wysłano go do D-League. Wybrany w 2010 z tym samym numerem Lazar Hayward nie potrafił przebić się do rotacji Minessota Timberwolves (grał średnio 10 minut w meczu), a w grudniu w wyniku wymiany wylądował w Oklahoma City Thunder, gdzie też nie może liczyć na wiele szans do wykazania się.

W 2011 roku, Chicago Bulls wybrali z numerem 30 Jimmy’ego Butlera z Uniwersytetu Marquette. Kojarzycie? Poza zapalonymi fanami Byków, którzy zbudzeni o 4 w nocy będą potrafiliby wyrecytować bez zająknięcia obecny skład drużyny, większość z was pewnie widzi pierwszy raz jego imię i nazwisko (albo coś sobie przypomina, ale nie bardzo wie gdzie i jak). Nic dziwnego – Butler dopiero ostatnio dostaje więcej szans na wykazanie się i, rzucając z dobrą skutecznością, wnosi trochę energii z ławki rezerwowych Byków.

W tym artykule nie przeczytacie jednak o meczu, w którym rezerwowy swingman swoim niesamowitym występem uratował zwycięstwo dla Bulls. Jimmy nie porywa tłumów jak Jeremy Lin. Do napisania tego tekstu skłoniła mnie nietuzinkowa historia życia Butlera, która bywa często porównywana do doświadczeń Michaela Ohera, zekranizowanych w 2009 w filmie Wielki Mike. The Blind Side.

W wieku 13 lat, kiedy do największych problemów u większości nastolatków urastają niespełnione miłostki i jedynka na klasówce w szkole, Jimmy Butler z teksańskiego miasta Tomball usłyszał następujące słowa od matki: Nie chcę cię już oglądać. Musisz odejść. Takie są ostatnie jego wspomnienia z rodzinnego domu. Z do dziś dla niego niezrozumiałych powodów, młody Butler został wyrzucony na bruk, bez pieniędzy i nie mając żadnej bliskiej osoby, u której mógłby zamieszkać.

Pierwszą decyzją w szybkiej szkole dojrzewania było zwrócenie się o pomoc do przyjaciół. Ci chętnie udzielali Jimmy’emu wsparcia i dawali mu nocleg, ale mogli to robić tylko przez ograniczony okres – co kilka tygodni, młody Butler musiał na nowo szukać schronienia.

Koszykówka szybko stała się najważniejsza w życiu przyszłego gracza Chicago Bulls, a jego determinacja sprawiła, że zaczął być coraz bardziej rozpoznawalny. Po zakończeniu jednego z meczów ligi letniej, w wakacje poprzedzające rozpoczęcie przez Butlera ostatniej klasy szkoły średniej, podszedł do niego Jordan Leslie, gwiazda drużyny koszykarskiej i futbolowej z zuchwałą propozycją pojedynku na rzuty za trzy. Nie wiadomo jakim wynikiem zakończyło się to starcie, ale jedno jest pewne – od tamtego wieczoru, życie Butlera już nigdy nie było takie same.

Jordan szybko zaprzyjaźnił się z Jimmym i często zapraszał go do domu, przy okazji proponując mu noclegi. Na początku, matka Jordana, Michelle Lambert, była bardzo sceptyczna wobec coraz częstszych wizyt Butlera – miała już trójkę dzieci z pierwszego małżeństwa (pierwszy mąż Michelle zmarł), a jej drugi mąż przyprowadził swoich czworo. Państwu Lambert było wystarczająco ciężko utrzymać siódemkę, więc nie mogli sobie pozwolić na długotrwałe pomaganie Butlerowi.

W końcu, ojciec Jordana zadecydował, że Butler może zostawać, ale tylko na jedną, maksimum dwie noce. Od tamtego czasu, każdego dnia, dzieci przychodziły po kolei do niego i oznajmiali, że teraz jest ich kolej na przenocowanie Butlera.

W końcu państwo Lambert ustąpili, ale nie bez postawienia Jimmy’emu warunków. Powiedziałam mu, że moje dzieci są w niego zapatrzone – mówi Michelle Lambert w wywiadzie udzielonym Chadowi Fordowi z portalu espn.com. Miał nie sprawiać kłopotów, pracować ciężko w szkole i dawać dobry przykład. I wiesz co – Jimmy to robił. Wszystkie polecenia, jakie mu wydawałem, Jimmy wykonywał bez zadawania pytań.

Przyjęli mnie do swojej rodziny – wspomina z kolei Butler. I nie ze względu na koszykówkę. Wykazała [Michelle] się niezwykłą miłością. Robiła tak niesamowite rzeczy. Nie mogłem w to uwierzyć.

Kiedy Butler odnalazł w końcu swoje miejsce na Ziemi, mógł w pełni skoncentrować się na nauce i koszykówce. Niedługo stał się gwiazdą i kapitanem lokalnej drużyny Tomball High School, zaliczając średnio 19,9 punktu i 8,7 zbiórek. Osiągnięcia te sprawiły, że został mianowany do pierwszej piątki najlepszych graczy w dystrykcie. Nie był to jednak na tyle znaczący sukces, aby zwrócić uwagę uniwersyteckich skautów.

Bez szans na dostanie się do szkoły wyższej, Jimmy postanowił ostatecznie zapisać się do lokalnego, słabego Tyler Junior College. Przykre doświadczenia wcześniejszego życia nauczyły go jednak, że nie można nigdy tracić nadziei i poddawać się. Butler szybko stał się koszykarzem numer jeden w szkole i znalazł się w pierwszej piątce najlepszych graczy junior college w Stanach Zjednoczonych. Dopiero ta druga nominacja przyniosła mu zainteresowanie uniwersytetów – Jimmy otrzymał oferty z Marquette, Kentucky, Clemson, Uniwersytetu Stanowego Missisipi i Uniwersytetu Stanowego Iowa

Także w tym momencie, Butler bez zastanowienia postanowił posłuchać wskazań Michelle Lambert. Miał wiele ofert, ale największe wrażanie zrobiła na mnie oferta Marquette, z przyczyn edukacyjnych. Powiedziałam mu, że powinien tam iść, bo koszykówka na dłuższą metę może nie wystarczyć. Powinien mieć dobre wykształcenie i tytuł naukowy, na którym mógłby ewentualnie oprzeć swoją karierę.

Szybko okazało się, że także od strony czysto koszykarskiej, nowa szkoła Butlera zawiesiła mu bardzo wysoko poprzeczkę. W drugim roku nauki, Jimmy nadal był dalekim graczem ławki rezerwowych, a w rotacji znajdował się za przyszłymi zawodnikami NBA Wesem Matthewsem i Lazarem Haywardem. Lambert często odbierała telefony od przyszywanego syna, który raz za razem powtarzał, że chciałby wrócić do domu.

W końcu jednak, Butler odnalazł swoje miejsce w składzie Golden Eagles. Uczyłem się od najlepszych. Dzięki nim nauczyłem się tak wiele o tym jak grać i jak być mężczyzną. Wiedziałem, że żeby odnieść sukces, muszę być kimś więcej, niż tylko strzelcem. Musiałem stać się liderem. Tu nie chodzi o zdobywanie punktów. Chodzi o to, aby robić to, co jest najlepsze dla drużyny. Chcę być spoiwem drużyny, chcę być tym zawodnikiem, na którym mogą polegać zarówno trener jak i partnerzy z drużyny. Takim graczem chciałbym być.

W swoim ostatnim roku, Butler rzucał średnio 15,7 punktu na mecz i przyciągał coraz większe zainteresowanie skautów NBA dzięki swojej wszechstronności. Jimmy potrafił nie tylko zdobywać punkty, ale także dobrze zbierać piłki i miał umiejętności do gry na kilku pozycjach. Przyszły swingman Chicago Bulls dopiero pod koniec sezonu dowiedział się o zainteresowaniu ze strony zawodowej ligi.

Kiedy czytamy historie o koszykarzach, którzy pomimo ciężkiego dzieciństwa potrafili osiągnąć sukces, z jednej strony cieszymy się ze szczęśliwego zakończenia, a z drugiej strony jesteśmy przygnębieni tym, że musieli przejść przez tyle trudnych doświadczeń. Jimmy Butler odrzuca ten sposób myślenia:

Proszę, wiem, że będziesz chciał coś napisać. Proszę cię tylko, żebyś nie pisał w taki sposób, aby ludziom zrobiło się mnie żal. Nienawidzę tego. Nie ma żadnego powodu do żalu. Uwielbiam to, co mi się przytrafiło. To [doświadczenie] ukształtowało mnie takim, jaki jestem. Jestem wdzięczny za trudności, którym musiałem stawić czoła. Proszę, nie sprawiaj, aby mi współczuli.

23 czerwca, w domu państwa Lambert w teksańskim Tomball, Michelle wraz z mężem i siódemką dzieci oglądali wraz z Jimmym ceremonię draftu. W kompletnej ciszy, bez żadnego świętowania, siedzieli w spokoju przed telewizorem, a kiedy już powoli zaczynali tracić nadzieję, David Stern wypowiedział w stronę kamery słowa:

With number 30, the Chicago Bulls select… Jimmy Butler from Marquette University.

Teraz, Jimmy po raz kolejny w swojej koszykarskiej karierze musi ciężko pracować na uznanie ze strony trenera i szansę na pokazanie swoich umiejętności. Nie wiem czy w końcu mu się to uda, ale dzięki temu, co przeżył, dużo szybciej niż inni koszykarze posiadł mentalność zawodowca.

tekst napisałem w oparciu o artykuł Chada Forda z portalu espn.com


NBA

Kategoria: różne
SHARE THIS Twitter Facebook Delicious StumbleUpon E-mail

2 Comments

  1. joseph's Gravatar joseph
    10-02-2012 at 08:50 | Permalink

    fajnie, że o tym napisaliście, bo warto przeczytać taka historie, która obok całowanego przez całe dziecinstwo w tyłek LeBrona robi wrażenie!
    Komentatorzy ze stacji CSNChicago często wspominają tę historię w transmisjach ze spotkan Bulls

  2. roosterMan's Gravatar roosterMan
    10-02-2012 at 15:56 | Permalink

    Cierpliwosc poplaca, 1 sezon zawsze jest trudny w NBA. Przeciwko Melo b.dobrze bronil i zagral najlepszy mecz. Malymi krokami do gory. GO BULLS !!!

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

* Skopiuj ten kod:

* Wpisz lub wklej kod:

4,312 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

4kwarta NEWS

  • NBA playoffs Top 5 (21.05)
  • NBA playoffs Top 5 (20.05)
  • NBA playoffs Top 5 (17.05)
  • NBA playoffs Top 5 (16.05)
  • NBA playoffs Top 10 (15.05)
  • Small Market, Big Heart
  • NBA playoffs Top 5 (14.05)
  • Przed drugą rundą – zachód
  • NBA playoffs Top 5 (13.05)
  • NBA playoffs Top 5 (12.05)
  • Przed drugą rundą - wschód
  • NBa playoffs Top 5 (11.05)

Blog

  • NBAcodziennie
  • Archeobasketologia
  • Power Ranking
  • NCAA
  • Podcast
  • TRADE RUMORS
  • Airball spod kosza
  • NCAA od podstaw
  • Skarb Kibica NBA 2011/12
  • Overtime
  • Archiwum

Warto przeczytać

  • Idzie lato czas na zmiany
  • Airball spod kosza: 44 mecze pierwszej rundy
  • Smaczki i krzaczki – pierwsza runda
  • O Drafcie, NCAA i limicie wiekowym
  • Airball spod kosza: Mistrzowie na wakacjach, myślą o przyszłości
  • Przygotowania Olka Czyża do Draftu
  • Rookie Ranking vol.4
  • Nagrody 4kwarty za sezon 2011/12
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: straty
  • O Rajonie ciąg dalszy

W halach NBA (galeria)

Wyniki

Dołącz do nas

Współpraca

Linki

  • about NCAA
  • MVP Magazyn
  • NBA & NCAA na DVD
  • PolskiKosz.pl
  • RotoStrefa. Nasz Punkt Widzenia.
  • Sport24.pl
  • Typy NBA
  • widziane z półdystansu
  • wyniki na żywo

Szukaj

buttony

blog Czwarta Kwarta - to co najważniejsze o NBA Cavs.e-nba.pl - serwis poświęcony Cleveland Cavaliers Daveknot Enbiej.pl - NBA, koszykówka HORNETS.PL IVERSON.probasket.pl Nasz Kosz NBA Every Day - NBA, NCAA, koszykówka NBAonline Denver Nuggets poprostubasket.bloog.pl – Koszykarski blog Slamdunk League ToplistaNBA Typer - zabawa bukmacherska Wysoko nad obręczą – Koszykówka w szerokiej perspektywie Zawsze po pierwsze Koszykówka

EvoLve theme by Theme4Press  •  Powered by WordPress Czwarta-Kwarta.com
to co najważniejsze o NBA

Switch to our mobile site