• Strona główna
  • 4kwarta News
  • Market
  • Redakcja
  • Współpraca
  • Archiwum
  • TRADE RUMORS

Archiwum miesięczne Luty, 2012

Dwa największe sukcesy w historii polskiej koszykówki

lut29
2012
4 komentarzy Maciej Jamrozik

Komentarz: Praca została napisana na zajęcia z Historii Politycznej Polski XX wieku, prowadzonych przez dr Daniela Przastka. Praca ta miała na celu porównać obydwie imprezy sportowe. Posiłkowałem się tylko i wyłącznie źródłami prasowymi, gdyż takie były zasady pisania. Śródtytuły nie znajdowały się pierwotnie w pracy.

„Mistrzostwa Europy w koszykówce mężczyzn w 1939 i 1963 roku – dwa największe sukcesy w historii polskiej koszykówki”

Wstęp

Koszykówka została wymyślona przez Kanadyjczyka Jamesa Naismitha w 1891 roku. Od tego czasu ta gra zdobyła rzesze fanów na całym świecie, aktualnie jest jedną z najpopularniejszych dyscyplin sportu. Prawie każdy człowiek na świecie kojarzy Michaela Jordana i amerykańską ligę NBA.

Pracę tę potraktowałem jako możliwość zgłębienia dwóch największych sukcesów w historii polskiej koszykówki – brązowego medalu przywiezionego z Kowna w 1939 roku oraz srebrnego medalu z mistrzostw Europy odbywających się pierwszy raz w Polsce, we Wrocławiu, w 1963 roku.

Korzystałem głównie z „Przeglądu Sportowego”, piszącym o sporcie już od 1921 roku. Posiłkowałem się także doniesieniami prasowymi z „Kurjera Porannego” oraz „Robotnika” (odnośnie mistrzostw z 1939 roku), a odnośnie mistrzostw z 1963 roku, znalazłem długie artykuły w „Trybunie Ludu” i „Słowie Powszechnym”

Obydwa czempionaty do siebie porównam zarówno pod kątem sportowym, politycznym, jak i językowym.

Wyjazd do Kowna na ME? Raczej z obowiązku…

Pierwsze mistrzostwa Europy odbyły się w 1935 roku i były próbą generalną przed debiutem koszykówki na Olimpiadzie w 1936 roku, w Berlinie. Od tamtego roku mistrzostwa odbywają się co 2 lata, z przerwą na czas drugiej wojny światowej (po mistrzostwach w Kownie kolejne odbyły się dopiero w 1946 roku). Polacy na ME na Litwie nie musieli osiągnąć konkretnego rezultatu, w przeciwieństwie do sytuacji z 1963 roku. Jak pisze w „Przeglądzie Sportowym” W. Szeremeta: „Polacy powinni w najgorszym wypadku zająć 2 miejsce w eliminacyjnej grupie B, aby już ostatecznie zdobyć (po raz drugi) ostrogi olimpijczyków 1964. (…) Według kryteriów PKOL konieczne są jeszcze drugie ostrogi – równają się one zajęciu 4 miejsca w ogólnej klasyfikacji ME we Wrocławiu”. Nie dość, że rozgrywali mistrzostwa przed swoją publicznością, to walczyli o awans na Igrzyska Olimpijskie. Warto dodać, że polska koszykówka obchodziła wtedy 50-lecie swojego istnienia. Zawodnicy jak i PZKosz (Polski Związek Koszykówki) w związku z tym na pewno odczuwali sporą presję. Jakże w innej sytuacji byli zawodnicy wyjeżdżający do Kowna. „Nim przejdziemy do oceny własnej drużyny, należy na wstępie stwierdzić, że wyjechała ona do Kowna raczej z obowiązku. Po drużynie, która nie przeszła nawet 2-tygodniowego obozu, osłabionej brakiem rezerw, drużynie, która sztucznie przedłużyła sezon o 2 miesiące – nie można się było wiele spodziewać” – możemy przeczytać w „Przeglądzie Sportowym”. Każdy sportowiec wie, że gra się zupełnie inaczej nie mając wysoko postawionego celu. Komfort psychiczny w czasie tak długiego i intensywnego turnieju jakim są mistrzostwa Europy, mógł się okazać kluczem do zajęcia aż trzeciej pozycji na czempionacie z 1939 roku.

Prestiż wynikający z zajęcia miejsca na podium był zupełnie inny przed wojną, a po wojnie. Nie ujmując ogromu pracy, jaki włożyli w brązowy medal Polacy w 1939 roku, jednak były to mistrzostwa, w których brało udział zaledwie osiem zespołów, w tym dwa wyraźnie odstające od reszty: Węgry i Finlandia. Dostajemy tym samym zaledwie 6 drużyn walczących o trzy miejsca na podium. Tymi reprezentacjami były: Litwa, Łotwa, Estonia, Francja, Włochy oraz Polska. W czasie mistrzostw w Polsce było o wiele ciężej o podium – o mistrzostwo walczyło aż szesnaście zespołów, spośród których tylko trzy wyraźnie odstawały: Turcja (jedno zwycięstwo w turnieju), Holandia (także jedno), Finlandia (dwa zwycięstwa). Te trzynaście pozostałych zespołów to oprócz gospodarzy: ZSRR, NRD, CSRS (Czechosłowacja), Francja, Hiszpania, Rumunia, Jugosławia (wicemistrz świata z tego samego roku), Węgry, Bułgaria, Izrael, Włochy, Belgia, Sześć pierwszych krajów to obok Finlandii nasi rywale w grupie B. Nasz bilans z tymi zespołami w dotychczasowych spotkaniach wynosił 30 zwycięstw do 46 porażek.

Formuła turnieju sprzyjała Polsce przed wojną. Grano systemem każdy z każdym i potknięcie ze słabszym przeciwnikiem na początku mistrzostw nie skazywało zespołu na walkę o niższe pozycje. System, według którego rozgrywano czempionat w 1963 roku był bardziej bezlitosny. By dostać się do czołowej półfinałów i mieć szansę grę o medale, należało zająć minimum drugie miejsce w ośmiozespołowej grupie. Należy dodać, że w „polskiej” grupie (grupie B) mieliśmy ZSRR, drużynę, która byłą poza zasięgiem jakiejkolwiek reprezentacji europejskiej. Oznaczało to, że żeby być pewnym awansu do strefy medalowej, należało wygrać sześć z siedmiu spotkań (zakładając porażkę z ZSRR). Format mistrzostw został wprowadzony pierwszy raz właśnie we Wrocławiu, gdzie się sprawdził, podnosząc poziom imprezy.

Łotwa, jedyny mistrz Europy „karłów”

W przedwojennych mistrzostwach Europy istniał problem gry zawodników mających powyżej 190 centymetrów wzrostu. Gra, jaką jest koszykówka, ewoluowała przez te wszystkie lata i dziś to ci najmniejsi gracze na parkiecie mają około 190 cm, a ci najwyżsi – 210 cm. W 1939 roku: „Poza losowaniem omówiono m.in. sprawę udziałów zawodników, których wzrost przekraczał 190cm (podobnych zawodników mają Litwini i Estończycy). Polska wypowiedziała się przeciwko udziałowi tych zawodników w mistrzostwach. Po dyskusji zawarto kompromis, mianowicie postanowiono prowadzić oddzielną klasyfikację drużyn, w których niektórzy zawodnicy mają powyżej 190 cm wzrostu. Uchwała ta będzie miała znaczenie w ostatecznej klasyfikacji, a więc jeśli drużyna, w której skład wchodzą zawodnicy o wzroście ponad 190 cm zdobędzie pierwsze miejsce przed zespołem  w którym zawodnicy nie mają więcej niż 190, pierwsza drużyna zdobędzie tytuł w grupie o wzroście nieograniczonym, a druga otrzyma tytuł mistrza w grupie drużyn o wzroście ograniczonym”. Tym samym w Kownie wyłoniono dwóch mistrzów Europy: w kategorii absolutnej i z ograniczonym wzrostem („Przegląd Sportowy pisze o mistrzu „karłów”). Mistrzem absolutnym została zwyciężczyni całej imprezy, reprezentacja Litwy, mająca w swoim składzie najlepszego zawodnika mistrzostw, dwumetrowego Lubinasa, zaś mistrzem w kategorii ograniczonej została Łotwa. W 1963 roku nie było takich problemów, i nawet reprezentacja Polski posiadała w swoim składzie dwumetrowego zawodnika, Bohdana Likszo z Wisły Kraków.

Zasady gry na obydwu mistrzostwach były inne, niż w dzisiejszej koszykówce. Nie było linii trzypunktowej, mecz dzielono na dwie połowy.

Warto dodać, że w czasie ośmiu dni mistrzostw z 1939 roku na trybunach zasiadło łącznie około 90 tysięcy widzów, co nawet jak na dzisiejsze czasy jest niewyobrażalną liczbą. Hala w Kownie mogła maksymalnie pomieścić ok. 12 tysięcy kibiców. Dla porównania – rekordowa liczba widzów na jednym meczu PLK (Polskiej Ligi Koszykówki) wynosi ponad 10 tysięcy.

Sukces z 1963 roku był początkiem złotego okresu dla polskiej koszykówki. Na czterech kolejnych mistrzostwach Europy Polacy byli w pierwszej czwórce (dwa razy trzecie i dwa razy czwarte miejsce). Niestety nie przełożyło się to na „boom” na koszykówkę, co w dalszym rozrachunku nie pozwoliło na wychowanie następców srebrnych kadrowiczów.

Kontekst polityczny obydwu mistrzostw

Obydwa występy Polaków na Mistrzostwach Europy miały mocny kontekst polityczny. Polska nawiązała stosunki dyplomatyczne z Litwą dopiero w 1938 roku, a już rok później nasi koszykarze pojechali na Litwę reprezentować kraj. Rację ma „Przegląd Sportowy”, który zauważa, że wyjazd do Kowna to de facto uznanie Litwy: „Również z punktu propagandowego wyjazd spełnił swe zadanie. Był to przecie pierwszy występ sportowców polskich na ziemi litewskiej. Jeżeli bowiem początkowo Polska „cieszyła się” zupełnym brakiem sympatii, to dziś zdobyła – jeśli nie sympatię – to uznanie. Zdobyła dzięki ładnej, skutecznej i dobrze przemyślanej grze. Ma to swoje znaczenie dla dalszego rozwoju stosunków sportowych polsko-litewskich. Drużyna polska poza tym grała najbardziej fair”. Reprezentanci mieli przedłużyć sezon aż o dwa miesiące, żeby przyjechać na czempionat. O ile możemy pominąć kwestię grania fair i jego wpływu na widzenie Polski przez Litwina-kibica, o tyle w przededniu II wojny światowej Polska robiła przyjazne gesty w kierunku Litwy poprzez właśnie koszykówkę. I choć nigdy nie dojdziemy do prawdy z powodu wybuchu wojny, to czy w alternatywnej historii za początek ocieplania relacji polsko-litewskich nie uznalibyśmy wyjazdu naszej reprezentacji na mistrzostwa Europy w koszykówce? Samą organizacją mistrzostw Litwini chcieli zamanifestować swoją siłę i jedność, rzecz jasna w swym ograniczonym zakresie, ze względu na położenie międzynarodowe i potencjał, jednak… Podobną chęć mogliśmy dostrzec czy to w Pekinie (Igrzyska Olimpijskie w 2008 roku) czy sięgając głębiej w historię, po olimpiadę z 1936 roku, w Berlinie.

W 1963 roku Polska, kraj komunistyczny, dostał za zadanie organizację mistrzostw Europy. Dość niespodziewanie doszło do finału, w którym spotkał się gospodarz z faworytem, reprezentacją ZSRR. Czasopisma z tamtego okresu bardzo uważały, by z jednej strony nie deprecjonować możliwości zwycięstwa Polski nad ZSRR, z drugiej strony jednak bardzo wyraźnie wychwalały drużynę naszego sojusznika, w gdzie w „Trybunie Ludu” mogliśmy przeczytać: „Nie marzyliśmy przecież o tym, by w ostatnim meczu o Złoty Medal pokonać Związek Radziecki, broniący tytułu Mistrza Europy.(…) Polacy przegrali, bo z lepszą drużyną przegrać musieli.” czy w „Słowie Powszechnym”: „Złoty medal przypadł więc koszykarzom ZSRR jak najbardziej zasłużenie. Ta doskonała drużyny górowała zdecydowanie nad przeciwnikami. Jej defensywa była nie do przezwyciężenia dla wszystkich drużyn, a w meczu z Polską zagrała wręcz bezbłędnie.” To wszystko pisali dziennikarze, którzy widzieli wcześniejszy mecz Polski z ZSRR (mecz z pierwszej rundy kwalifikacyjnej), zakończony tylko 10-punktową porażką biało-czerwonych. W koszykówce dziesięć punktów to nieznaczna przewaga. W dodatku w obydwu relacjach rozpoczyna się od podsumowania punktowego ZSRR, co w przypadku meczu, w którym drugą stroną jest Polska, nie jest profesjonalizmem.

Małe zmiany w języku dziennikarzy na zakończenie

Analizując teksty pod kątem języka możemy zauważyć, że inaczej nazywano pewne zdarzenia, np. mecze kończyły się „w stosunku”, dzisiaj napisalibyśmy „wynikiem”. Rzucano kosze, a nie punkty, co współczesnego czytającego może zmylić, gdyż koszem współcześnie nazywamy trafienie do obręczy, a nie ilość punktów przysługujących za odpowiednie trafienie. W większości jednak język nie zmienił się. W relacjach z 1963 roku dziennikarze byli w stanie bardziej pochwalić się swoim warsztatem dziennikarskim, głównie z prostego powodu, że mieli możliwość oglądania tych spotkań. Tak jak już wcześniej zauważyłem, w momencie wspominania o reprezentacji ZSRR przypominano, jak bardzo ona dominuje nad całą resztą drużyn.

Kończąc swoje rozważania na temat mistrzostw Europy z 1939 roku i 1963 roku, chciałbym jeszcze raz podkreślić kontekst polityczny jaki miał występ Polaków na tych imprezach sportowych. Bardziej interesujący dla mnie zdaje się być wyjazd polskiej reprezentacji do Kowna, chyba ze względu na długotrwałe animozje polsko-litewskie jak i czas, który nas dzieli od tych wydarzeń. Brązowy medal z Kowna i srebrny medal z Wrocławia to dwa największe sukcesy w historii polskiej koszykówki – przedwojennej i powojennej.


NBA

Kategoria: Archeobasketologia, Artykuły

Mavs nie będzie stać na Howarda i Williamsa

lut29
2012
13 komentarzy Adam Szczepański

Mavs bardzo często wymienia się w różnych spekulacjach transferowych dotyczących Dwighta Howarda i Derona Williamsa jako drużynę, która w offseason będzie mogła pozyskać ich obu.

Od kilku miesięcy słyszymy, że jeśli Mavs uda się wytransferować Shawna Mariona, wykorzystają amnestię na Brendona Haywooda i pozbędą się większości swoich zawodników przed rozpoczęciem okienka transferowego, będą mogli podpisać maksymalne kontrakty z Williamsem i Howardem. Ale czy rzeczywiście jest możliwe, aby mieli wystarczająco dużo wolnych pieniędzy?

Zach Lowe na swoim blogu The Point Forward wyjaśnia, że Mavs nie mają na to szans, nawet w najbardziej optymistycznym scenariuszu:

Jeśli Mavs pozbędą się Mariona i Haywooda, pozostanie im jeszcze 5 obowiązujących kontraktów. Przede wszystkim ich budżet będzie obciążał kontrakt Dirka Nowitzki’ego, który w przyszłym sezonie dostanie $20,9 milionów. Poza tym, gwarantowane umowy na następny sezon mają też Lamar Odom ($2.4 mln),Vince Carter ($2 mln), Roddy Beaubois ($2.22 mln) i Dominique Jones ($1.27 mln).

Łącznie jest to $29 milionów i tyle samo mieliby też wolnych pieniędzy zakładając, że salary cap w przyszłym sezonie wyniesie około $58 milionów. Na Howarda i Williamsa to nie wystarczy.

Załóżmy, że władze Mavs będą na tyle kreatywne, że jakimś sposobem uda im się pozbyć tych wszystkich zawodników i zostanie tylko Nowitzki. Jest to bardzo mało prawdopodobne, ale zakładamy, że tak się stanie.

W tej sytuacji Mavs mają wykorzystane tylko $20.9 z kontraktu Dirka i teoretycznie resztę mogą wykorzystać na Howarda i Williamsa. Można tworzyć wielką trójkę! Nie do końca. Według zasad NBA, jeśli drużyna ma mniej niż 12 zawodników w składzie, a w tym przypadku Mavs mieliby tylko jednego gracza, dodaje się im do salary cap ‘opłatę’ za każde wolne miejsce do osiągnięcia 12. Ta ‘opłata’ jest wysokości minimalnej pensji debiutanta, czyli $473 604. Mnożąc tę kwotę razy 11, otrzymujemy sumę ponad $5.2 milionów.

Tak więc, po pozbyciu się wszystkich zawodników poza Nowitzki’m, salary cap Mavs wynosiłoby $26.1 milionów. W ostatecznym rozrachunku daje to $31.92 milionów na nowe kontrakty.

W rezultacie, Mavs mogliby zaproponować Howardowi i Williamsowi umowy rozpoczynające się od $15.95 milionów za pierwszy sezon. Natomiast resztę składu mogliby uzupełnić wykorzystując room exception wysokości $2.5 miliona i oferując minimalne umowy dla weteranów.

Problem tylko w tym, że Howard i Williams będą mogli dostać znacznie wyższe umowy niż $15.95.  I nie chodzi tu nawet o to, że więcej mogą zaproponować im ich obecne drużyny. Nawet jeśli zdecydują się odejść do innego zespołu, będą mogli podpisać wyższe kontrakty niż te, które będą im w stanie zaproponować Mavs. Decydując się na zmianę klubu, jako wolni agenci mogą podpisać 4-letnie umowy, których początkowa wartość w pierwszym roku to maksymalnie 105% ich obecnych zarobków. Tak więc Howard będzie mógł dostać umowę rozpoczynającą się od prawie $19 milionów za pierwszy sezon, a Williams od ponad $17 milionów.

Oznacza to, że gdyby Howard i Williams chcieli razem grać w Dallas musieliby zgodzić się na niżesz pensje niż mogą dostać gdzieś indziej. A przecież już odchodząc ze swojej obecnej drużyny rezygnują z maksymalnego kontraktu. Dlatego też trudno sobie wyobrazić, aby zgodzili się na takie rozwiązanie. (Zwłaszcza Howard, który traciłby na tym najwięcej. Decydując się na taką umowę z Mavs, w ciągu 4 lat zarobiłby ponad $13 milionów mniej niż np. przenosząc się do Nets.)

Wchodzi więc na to, że nawet jeśli Mavs udałoby się jakimś cudem pozbyć wszystkich i zostawić w składzie tylko Nowitzki’ego, nawet wtedy nie będą w stanie podpisać dwóch maksymalnych kontraktów. Pozostanie im wybrać jednego z tych dwóch gwiazd… o ile wcześniej nie znajdą się oni razem w Nets i nie zdecydują, że tam zostają.


NBA

Kategoria: NBA 11/12, plotki transferowe - Tagi: deron williams, dirk nowitzki, dwight howard, Magic, mavs, nets

W Wizards wszyscy popełniają błędy

lut29
2012
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Wizards przegrali wczoraj w Milwaukee po bardzo wyrównanej końcówce i była to już ich 5 porażka z rzędu. W ostatniej akcji mogli jeszcze odmienić losy tego spotkania, ale zamiast rzucić, popełnili stratę. Nie wiem czy oni za wszelką cenę starają się przegrać jak najwięcej spotkań, żeby mieć duże szanse na jedynkę w drafcie, czy może niskie boiskowe IQ JaVale McGee jest zaraźliwe i przez to nawet tak doświadczony zawodnik jak Roger Mason potrafi popełnić fatalny błąd w decydującej akcji.

Po pierwszej połowie Wizards przegrywali z Bucks 14 punktami, ale po przerwie odrobili straty. W dużej mierze dzięki decyzji trenera Randy’ego Wittmana, który zrezygnował z McGee i Nicka Younga. Wittman ma już dość błyskotliwości boiskowej swoich młodych zawodników i ich małego zaangażowania w obronę. Dlatego też McGee przesiedział na ławce całą drugą połowę, a Young po przerwie grał tylko niespełna 5 minut.

Tak po meczu skomentował to Wittman:

„We played guys who wanted to play defense in the second half.”

„I am done with young guys. If they don’t want to play the right way, the young guys aren’t going to play. They are not learning anything when they play the way they want to play.”

„It doesn’t do us any good. You get no development out of them if they are going in and playing the way they want to play and the way they did in that first half. … They are not developing. All they are developing is bad habits. I went with guys that I knew that were going to go out there and bust their rear ends and try to do things the right way in the second half.”

Ta decyzja przyniosła dobre rezultaty. A w drugiej połowie przydatni okazali się między innymi weterani Mo Evans i Mason. Razem trafili w sumie 7 trójek w całym spotkaniu i zdobyli 29 punktów. Dlatego też wydawało się rozsądnym rozwiązaniem, żeby to właśnie w ich ręce powierzyć piłkę w decydującej akcji, kiedy pozostawały tylko 2.2 sekundy, a Wizards przegrywali jednym punktem.

Evans wyprowadzał piłkę z autu i podał w róg boiska do Masona. Był on w bardzo dobrej sytuacji, aby oddać rzut, który mógł przesądzić o zwycięstwie Wizards. Grając w Spurs niejednokrotnie udowadniał, że można na niego liczyć w takich sytuacjach i trafiał ważne rzuty w końcówkach. Ale to było w San Antonio. Tam miał wokół siebie mistrzów, wielkie gwiazdy i grał bardzo dobrze, równając do ich poziomu. Teraz jest otoczony młodymi zawodnikami, którzy mają problemy z podejmowaniem decyzji na boisku i także tutaj Mason zaczyna dorównywać do poziomu swoich kolegów. Zamiast oddać ten najważniejszy rzut, Mason popełnił błąd kroków i Wizards przegrali. Zagrał fatalnie w tej sytuacji, jakby nigdy nie miał piłki w tak ważnym momencie. A przecież ta ostatnia akcja Wizards bardzo przypomina tą sprzed dwóch lat, którą Mason wygrał dla Spurs mecz z Lakers.

Ta sytuacja jest kolejnym dowodem pokazującym jak niski poziomom w tym sezonie prezentują zawodnicy z Waszyngtonu.


NBA

Kategoria: NBA 11/12, Wizards - Tagi: Bucks, javale mcgee, Nick Young, randy wittman, roger mason, spurs, wizards

Green i Simmons wracają do NBA

lut29
2012
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Gerald Green i Bobby Simmons pierwszą połowę sezonu spędzili w D-League. Spisywali się na tyle dobrze, że właśnie dostali szansę pokazania się w NBA i podpisali 10-dniowe kontrakty. W ten sposób do NBA wracają były zwycięzca konkursu wsadów i były zdobywca nagrody MIP.

Gerald Green rozegrał wczoraj swój pierwszy mecz w NBA do mają 2009 roku. W sezonie 2008/09 był mało znaczącym rezerwowym Mavs i teraz po blisko 3 latach przerwy ponownie pojawił się w Dallas, ale tym razem jako zawodnik gości z New Jersey.

Nets podpisali z nim 10-dniowy kontrakt tuż po tym jak podczas All-Star Weekend Green został wybrany MVP Meczu Gwiazd D-League, zdobywając 28 punktów.

Poprzednie lata Green spędził grając w Rosji i w Chinach, a w tym sezonie postanowił wrócić do Stanów. W trakcie obozu przygotowawczego udało mu się dostać do składu Lakers. Jednak w preseason zagrał tylko 8 minut i nie miał szans na kontrakt. Trafił na zaplecze Lakers, do LA D-Fenders, gdzie w 22 meczach był drugim strzelcem drużyny z średnią 19.1 punktów. Ale przede wszystkim dobrze prezentował się w ostatnim czasie, w 8 meczach rozegranych w lutym zdobywał 22.6 punktów ze skutecznością 50.8%. Dobrą formę podtrzymał w Meczu Gwiazd, przypomniał o sobie i Nets postanowili go sprawdzić.

Wczoraj Green grał przez 19 minut i starał się jak najlepiej wykorzystać ten czas. Zdobył 10 punktów trafiając 4 z 6 rzutów z gry, w tym 2 z 3 za trzy, zaliczył 2 zbiórki, asystę, ale też i 2 straty. Może być zadowolony ze swojego występu. Nets wygrali, a on razem z Anthonym Morrowem stanowił o sile ławki swojej drużyny.

Ostatni raz Green w NBA zdobył co najmniej 10 punktów pod koniec marca 2009 roku. A przecież w swoim drugim sezonie w Celtics miał średnią 10.4. Wtedy też został zwycięzcą konkursu wsadów (rok później, w 2008 przegrał w finale z Howardem) i wydawało się, że może stać się wartościowym zawodnikiem. Taką mieli nadzieję Wolves pozyskując go w ramach wymiany Kevina Garnetta. Ale Green nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań. W drafcie wybrano go z 18 numerem, a on nie potrafił utrzymać się w lidze dłużej niż 4 lata. Nie ma wątpliwości, że potrafi zdobywać punkty, jest świetnym dunkerem, ale grał zbyt samolubnie, a do tego bardzo kiepsko spisywał się w defensywie. Przekonamy się teraz czy przez te prawie 3 lata poza NBA nauczył się czegoś i czy ten powrót jest tylko na 10 dni, czy może uda mu się utrzymać na dłużej.

Do NBA wraca również zdobywca nagrody MIP z 2005 roku. Zapewne już mało kto pamięta, że taki zawodnik jak Simmons był kiedyś tym, który poczynił największe postępy. Sezon 2004/05 miał rzeczywiście świetny. Grając w Clippers notował średnio 16.4 punktów, 5.9 zbiórek i 2.7 asyst. Był to jego czwarty rok w NBA, a przez pierwsze trzy zdobywał tylko 5.5 punktów. W pełni zasłużył na tą nagrodę, miał 25 lata i właśnie skończył mu się kontrakt. Bucks uwierzyli, że warto w niego zainwestować i zapłacili mu ponad $46 milionów za 5 lat. Jak się szybko okazało, bardzo przepłacili. Już w pierwszym sezonie w Milwaukee, Simmons spisywał się nieco gorzej niż wcześniej, ale nadal miał średnio 13.4 punktów i 4.4 zbiórek. Później jednak doznał poważnej kontuzji i stracił całe rozgrywki 2006/07. Natomiast w kolejnych sezonach nie był już w stanie odzyskać dawnej formy i grał słabo. Dlatego też kiedy ten ogromny kontrakt się skończył, Simmons miał problem ze znalezieniem dla siebie miejsca w NBA. Poprzedni sezon rozpoczął w Spurs, ale wystąpił tylko w 2 meczach i został zwolniony. To był ostatnio moment kiedy widzieliśmy go w NBA.

W tym sezonie grając D-League w drużynie Reno Bighorns, w 21 meczach średnio zaliczał 13.5 punktów i 7.6 zbiórek. I teraz Clippers postanowili sprawdzić czy może on im się przydać. Simmons wraca do miejsca, w którym rozegrał swój najlepszy, przełomowy sezon w karierze. Może teraz LA też będzie tym idealnym miejscem dla niego, w którym uda mu się reanimować upadającą karierę.

W odróżnieniu od Greena, jego pierwszy mecz po powrocie nie był udany. Przez 17 minut nie zdobył żadnego punktu, spudłował jeden rzut, zebrał 3 piłki, zaliczył asystę i przechwyt, a Clippers przegrali.


NBA

Kategoria: NBA 11/12 - Tagi: bobby simmnos, Bucks, clippers, gerald green, mavs, nets, spurs

NBAcodziennie: rezerwowi Wolves zniszczyli Clippers

lut29
2012
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Kiedy ponad miesiąc temu Wolves przyjechali do LA na mecz z Clippers, o zwycięstwie gości przesądziły fantastyczne rzuty w ostatnich sekundach Ricky’ego Rubio i Kevina Love. Tym razem obie gwiazdy Wolves spisywał się słabo, a czwartą kwartę przesiedzieli na ławce. Mimo to, ponownie udało im się pokonać Clippers w Staples Center i ponownie dzięki świetnej grze w czwartej kwarcie. Teraz zwycięstwo zapewnili im rezerwowi prowadzeni przez fantastycznie grających Michaela Beasley’a i Derricka Williamsa.

Beasley i Williams zupełnie zdominowali czwartą kwartę, obaj zdobyli wtedy po 13 punktów trafiając wszystkie swoje rzuty, za dwa, za trzy i wolne. W sumie było to 8/8 z gry, w tym 3/3 za trzy i 7/7 z linii. Absolutnie zniszczyli Clippers i razem zdobyli więcej punktów niż cała drużyna gospodarzy, która miała ich wtedy 21. Przez całe spotkanie byliśmy świadkami wyrównanej walki, ale to Clippers przez większość czasu byli na prowadzeniu, tymczasem w czwartej kwarcie liczyli się już tylko Wolves. Przez te 12 minut zdobyli aż 36 punktów (wszystkie należały do zawodników rezerwowych) trafiając aż 78.6% swoich rzutów z gry, w tym 4 razy za trzy.

Ostatecznie Beasley i Williams zdobyli po 27 punktów i zebrali po 5 piłek. Williams trafił aż 9 z 10 swoich rzutów, w tym 4/4 za trzy, natomiast Beasley miał skuteczność na poziomie 73%, ale też był nieomylny zza łuku, trafiając 3/3 za trzy.

W sumie, zawodnicy rezerwowi Wolves zdobyli w tym meczu aż 72 punkty, czyli o 61 więcej niż zmiennicy Clippers. Jest to rekord obecnego sezonu w całej lidze. W historii klubu z Minneapolis tylko raz rezerwowi mieli więcej punktów, w kwietniu 2009 zdobyli 74.

W tej ostatniej kwarcie Clippers próbował jeszcze ratować Chris Paul, ale jego 10 punktów na niewiele się zdało. Zabrakło mu wsparcia, ponieważ fatalnie zagrał wtedy Blake Griffin, a Caron Bulter przez cały mecz pudłował (1/10 z gry). Przez trzy kwarty Griffin był najlepszym zawodnikiem tego spotkania zdobywając 29 punktów, ale w czwartej zupełnie zniknął i miał tylko 1 punkt. Paul zakończył mecz z dorobkiem 27 punktów i 7 asyst, natomiast Griffin zaliczył 30 punktów i 7 zbiórek.

Blake wygrał bezpośredni pojedynek z Love’m, który miał tylko 10 punktów ze słabą skutecznością 31% i 7 zbiórek, ale to ponownie Kevin mógł cieszyć się ze zwycięstwa swojej drużyny. Już po raz drugi w tym sezonie na parkiecie w LA.

38 punktów Lopeza
Przyjazd Nets do Dallas miał być przede wszystkim powrotem Derona Williamsa w rodzinne strony. Przy tej okazji pojawiło się dużo spekulacji dotyczących nadchodzącego offseason, kiedy Williams jako wolny agent będzie mógł przenieść się do Dallas. Sam D-Will tylko je podsycał mówiąc o tym, że bardzo lubi grać w American Airlines Center i że czuje się tu dużo lepiej niż w hali Nets. Dlatego też wszyscy spodziewali się bardzo dobrego meczu z jego strony, ale ostatecznie Williams nic nadzwyczajnego nie zaprezentował. Co prawda zaliczył 12 asyst, ale zdobył tylko 12 punktów pudłując aż 12 z 15 swoich rzutów. To jednak nie przeszkodziło Nets w pokonaniu gospodarzy, ponieważ w drużynie gości fantastycznie zagrał Brook Lopez.

Lopez dopiero co w zeszłym tygodniu zadebiutował w tym sezonie, wracając do gry po poważnej kontuzji. Mecz w Dallas był dopiero jego trzecim w tych rozgrywkach. W pierwszych dwóch niczym szczególnym się nie wyróżnił, natomiast teraz zdobył aż 38 punktów, jeden mniej niż wynosi jego rekord kariery. Trafił 60.7% swoich rzutów z gry i 4 z 5 wolnych, w tym 2 kluczowe, które przesądziły o zwycięstwie Nets.

Mavs rozpoczęli czwartą kwartę od spudłowania 14 kolejnych rzutów, ale kiedy tracili już 10 punktów do swoich rywali, udało im się wreszcie przełamać. Zanotowali serię 13-2 i po trójce Jasona Kidda objęli prowadzenie na niespełna minutę przed końcem. Chwilę później, kiedy na zegarze pozostawały 42 sekundy, na linii stanął Lopez, dwa razy trafił i dał Nets punkt przewagi. Mavs nie udało się odpowiedzieć celnym rzutem i Nets wygrali swój 3 wyjazdowy mecz z rzędu.

Wracając jeszcze do Lopeza, znowu można przyczepić się do jego małej liczby zbiórek, miał ich tylko 6. Ale ostatecznie Nets wygrali walkę na tablicach, wygrali cały mecz, więc tym razem można skupić się na jego imponującym dorobku punktowym.

Tym występem Lopez pokazał na co go stać. Pokazał Magic, że powinni się zastanowić, zanim definitywnie odrzucą możliwość pozyskania go w zamian za Howarda. Może daleko mu do centra Magic, ale jak widać, potrafi grać i jeszcze może stać się jednym z lepszych środkowych w lidze.

Celtics kończą serię porażek
Celtics spędzili przerwę na All-Star Weekend mając na swoim koncie serie 5 porażek z rzędu. Udało im się przerwać ją dopiero w Cleveland. W pierwszej kwarcie uzyskali wysokie, 16-punktowe prowadzenie, ale później gospodarzom udało się odrobić straty i do samego końca zawodnicy z Bostonu musieli walczyć o przerwanie swojej serii porażek. Cavs w drugiej połowie po raz kolejny świetnie prowadził Kyrie Irving. Po przerwie zdobył 19 ze swoich 24 punktów, Podobnie jak podczas Rising Stars Challenge, ponownie był fantastycznie dysponowany na dystansie. Co prawda tym razem nie trafił aż 8 trójek, ale nie pomylił się ani razu przy 3 rzutach zza łuku. Tym razem jednak nie udało mu się zapewnić zwycięstwa swojej drużynie, ale wygrał bezpośredni pojedynek z Rajonem Rondo. Rozgrywający gości miał 11 asyst, ale nie zdobył żadnego punktu pudłując 6 rzutów z gry, a do tego popełnił 5 strat. Najlepiej w drużynie z Bostonu zagrali Ray Allen, który zdobył 22 punkty i Kevin Garnett mając ich 18, a także 8 zbiórek.

Rose uchronił Bulls przed porażką
Bulls chyba jeszcze za bardzo czuli atmosferę All-Star Weekend, nie byli odpowiednio skoncentrowani i omal nie przegrali na własnym parkiecie ze słabymi Hornets. Bulls pozwolili swoim rywalom zanotować serię 13-0 pod koniec czwartej kwarty i uzyskać 4-punktową przewagę na niespełna półtorej minuty przed końcem. Na szczęście dla gospodarzy, w tym momencie Derrick Rose wziął sprawy w swoje ręce, a skutecznie pomógł mu Joakim Noah. Bulls odpowiedzieli serią 8-0. Rose najpierw wymusił faul i wykorzystał oba wolne. Chwilę później piłkę przechwycił Noah, a po niecelnym rzucie Rose’a miał dobitkę i doprowadził do remisu. Natomiast na 19 sekund przed końcem Rose trafił kluczowy rzut dając Bulls prowadzenie. Na koniec trafił jeszcze 2 wolne i zapewnił gospodarzom zwycięstwo. Całe spotkanie Rose zakończył mając 32 punkty i 9 asyst, Noah zaliczył 15 punktów, 16 zbiórek i 5 asyst.

Game-winner Ilyasovy
Ersan Ilysaova dobił niecelny rzut Brandona Jenningsa na 2.2 sekundy przed końcem i zapewnił Bucks zwycięstwo. Dzięki temu zakończyli serię 6 z rzędu porażek na własnym parkiecie.

Do samego końca musieli walczyć o tą wygraną, mimo że już w pierwszej połowie uzyskali 22-punktowe prowadzenie. Wizards jednak odrobili straty, między innymi dzięki dobrej grze Trevora Bookera, który po przerwie zdobył 16 ze swoich 20 punktów, a także Mo Evansa, który w drugiej połowie miał 13 ze swoich 15 punktów. Najlepszym zawodnikiem gospodarzy był Mike Dunleavy, wchodząc z ławki zdobył 28 punktów, najwięcej w tym sezonie. W pojedynku na pozycji rozgrywającego Jennings zaliczył 14 punktów (33% z gry) i 10 asyst, natomiast John Wall miał 19 punktów (38.5%), 15 asyst, ale też i 7 strat.

♦ Kevin Johnson wywalczył dla Kings nową halę w Sacramento, natomiast młody Isaiah Thomas wywalczył wczoraj dla nich zwycięstwo w meczu z Jazz na parkiecie Power Balance Pavilion. Thomas całe spotkanie zakończył mając 18 punktów i 8 asyst, ale aż 15 punktów i 7 asyst zanotował w drugiej połowie. Bardzo dobrze zagrał również DeMarcus Cousins, który dobył 22 punkty i zebrał 18 piłek. Dla Jazz była to już 4 porażka z rzędu.

♦ Danny Granger zdobył 25 punktów i poprowadził Pacers do łatwego zwycięstwa z Warriors. Pacers pokonali swoich rywali różnicą 24 punktów i po raz 4 z rzędu zdobyli co najmniej 100 punktów. Jest to dla nich niezłe osiągnięcie, ponieważ przed tą serią tylko 6 razy udało im się osiągnąć ten pułap. To nie był przyjemny powrót do Indiany dla Marka Jacksona, który spędził tu sporą część swojej kariery zawodniczej.

♦ Sixers rozpoczęli drugą połowę sezonu kończąc serię 5 kolejnych porażek. Wczoraj bardzo łatwo poradzili sobie z Pistons, zatrzymując ich na 68 punktach, 31.6% skuteczności z gry i wymuszając 23 straty. Sixers zdobyli 29 punktów więcej.

♦ Rockets wygrali po raz 4 z rzędu. Do zwycięstwa z Raptors poprowadzili ich Kyle Lowry (26 punktów i 5 asyst) i Luis Scola (15 punktów i 10 zbiórek). Rackets zatrzymali sowich rywali na 83 punktach i było to już ich 25 zwycięstwo z rzędu w meczu, w którym stracili mniej niż 90 punktów.  W tym sezonie wygrali już 13 takich spotkań.


NBA

Kategoria: NBA 11/12, NBAcodziennie - Tagi: borook lopez, Bucks, bulls, celtics, clippers, danny granger, derrick rose, derrick williams, ersan ilyasova, kyrie irving, michael beasley, nets, pacers, rockets, wolves

Lin spał na kanapie, Delonte West w szatni albo w samochodzie

lut28
2012
4 komentarzy Adam Szczepański

Zanim rozpoczęło się szaleństwo Linsanity, Jeremy Lin nie miał mieszkania w Nowym Jorku i spał na kanapie u Landry’ego Fieldsa. Była to bardzo nietypowa sytuacja w NBA, gdzie większość zawodników ma milionowe pensje i luksusowe domy.

Ale spanie Lina na kanapie u kolegi z drużyny to i tak nic, przy tym jak musiał radzić sobie Delonte West. Okazuje się, że West przez pewien okres był bezdomny w Dallas. Jest to chyba pierwszy taki przypadek w historii, że zawodnik NBA, mający gwarantowany kontrakt, nie miał gdzie mieszkać.

W rozmowie z Dallas Morning News, West powiedział, że po przyjeździe do Dallas nie mógł znaleźć dla siebie miejsca, gdzie mógłby się zatrzymać, dlatego spędzał noce śpiąc w szatni Mavs albo w samochodzie.

Na pierwszy rzut oka ta sytuacja może wydawać się komiczna, jak już niejedna z udziałem Delonte. Ale w tym przypadku nie ma się z czego śmiać.

Podczas lockoutu West w jednym z wywiadów opowiedział, że choruje na zaburzenia afektywne dwubiegunowe (powszechnie używa się nazwy choroby maniakalno-depresyjnej), która powoduje u niego duże wahania nastrojów. West uważa, że to właśnie jego problemy psychiczne w znacznej części są powodem jego problemów osobistych i problemów z prawem. W 2009 został on zatrzymany przez policję jadąc motocyklem, a przy nim znaleziono kilka pistoletów. West został uznany winnym nielegalnego posiadania broni i złamania przepisów ruchu drogowego, ale udało mu się uniknąć więzienia i jest pod elektronicznym monitoringiem. Dodatkowo, musiał poradzić sobie z rozpadem swojego małżeństwa.

Delonte w czasie swojej kariery zarobił ponad $14 milionów, ale stracił właściwie wszystko. Sprzedał swoje samochody, biżuterię, prawie wszystko co miał, poza domem i ubraniami.

„I’ve watched contracts go out the window, endorsements disappear, court fees, lawyer fees, divorce fees. You watch the saving account just shoop … shoop … shoop … shoop — slowly disappear.”

Dlatego też podczas lockoutu był zmuszony pracować w sklepie z meblami.

Po dołączeniu do Mavs, drużyna załatwiła mu pokój w hotelu na okres obozu treningowego. Jednak kiedy rozpoczął się sezon, przepisy NBA nie pozwalały Mavs dalej opłacać mu mieszkania. West mówi, że próbował wynająć sobie mieszkanie, ale mu się to nie udało, ponieważ albo było zbyt drogo, albo na drodze stawały jego problemy z prawem.

W rezultacie, West miał zapewniony hotel, kiedy Mavs grali na wyjazdach, ale kiedy wracali do Dallas, nie miał się gdzie zatrzymać. Dlatego też albo wynajmował pokój w hotelu na kilka godzin, albo spał w szatni w hali American Airlines Center, albo w swoim samochodzie na parkingu dla zawodników.

Na szczęście ta sytuacja nie trwała długo. Jak tylko Mark Cuban dowiedział się, że West nie ma gdzie mieszkać, wykonał jeden telefon i już po chwili wszyscy byli skłonni wynająć Westowi mieszkanie. Dzwonili do niego i sami proponowali mu mieszkania do wynajęcia.

Cała historia zakończyła się happy endem.

West ma już gdzie mieszkać, w tym sezonie nico podreperuje swój zrujnowany budżet i zarobi około $850 tysięcy – $1,18 miliona (zależnie od źródła są różne informacje), a do tego trzech terapeutów pomaga mu poradzić sobie z jego choroba.


NBA

Kategoria: Artykuły, NBA 11/12 - Tagi: delonte west, mavs

Nowości i promocje sklepowe na 4kwarcie

lut28
2012
Dodaj komentarz Redakcja

Ruszyliśmy właśnie z nowym działem „Market”. Jest to dział poświęcony sklepom koszykarskim i tym, które mają w swojej ofercie produkty kierowane do kibiców i graczy. Każdy ze sklepów przedstawia tam swoje nowości i promocje. Niektóre z promocji są przygotowane specjalnie dla czytelników Czwartej Kwarty.

Dzięki temu w łatwy sposób w jednym miejscu możecie na bieżąco śledzić nowości rynkowe i promocje związane z produktami ‘koszykarskimi’ – ubrania, buty, książki itp.

W tym momencie swoją ofertę prezentuje 5 sklepów, ale mam nadzieję, że z czasem ta liczba się powiększy. Dział będzie aktualizowany co tydzień.

MARKET

(link do tego działu znajdziecie też w górnym menu)


NBA

Kategoria: różne

Pozostanie w Orlando jest w interesie Howarda?

lut28
2012
9 komentarzy Adam Szczepański

Dzisiaj rozpoczyna się druga połowa sezonu. Pierwsza zakończyła się niesamowitą historią Linsanity, natomiast ta druga rozpocznie się od spekulacji dotyczących przyszłości Dwighta Howarda. Możliwy transfer z jego udziałem będzie głównym tematem w NBA do 15 marca, czyli do trade deadline. Dlatego też, mimo że dopiero co przed All-Star Weekend zajmowałem się tą sprawą, szybko do niej wracam. Rozumiem, że można mieć dosyć tych ciągłych historii gwiazd, które chcą zmieniać otoczenie, ale mimo wszystko, to gdzie trafi Howard jest kluczową sprawą nie tylko dla niego samego, ale i dla układu sił w całej lidze w kolejnych latach.

Czytając kolejne plotki dotyczące Dwighta, coraz bardziej wydaje mi się, że w obecnej sytuacji najchętniej zostałby on w Orlando do końca sezonu. Potwierdzają to doniesienia o tym, że w ostatnim czasie ani on sam, ani jego agent nie naciskają na Magic w sprawie transferu. Nie należy jednak traktować tego jako znak, że Howard chce podpisać z Magic długoletni kontrakt. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że prędzej czy później odejdzie z Orlando. Ale wydaje się, że dokończenie sezonu na Florydzie będzie dla niego najkorzystniejszą opcją. Dlaczego?

Pod względem finansowym najlepszym rozwiązaniem jest oczywiście pozostanie w Magic i gwarantowane duże pieniądze przez 5 lat. Ale jak już poprzednio pisałem, jeśli Howard wierzy w swoje zdrowie i wysoką formę również za 4 lata, a także jeśli liczy na duże kontrakty reklamowe grając w większym i lepszym pod względem marketingowym mieście niż Orlando, przejście do innej drużyny w offseason nie powinno być dla niego problemem. W takiej sytuacji nie dostanie od razu tyle gwarantowanych pieniędzy co w Magic, ale ostatecznie z pewnością będzie mógł zarobić co najmniej tyle samo, jeśli nie więcej.

Tak więc zakładając, że kwestie finansowe nie są tu decydującym czynnikiem (bo i tak swoje zarobi), kluczowe powinny być szanse na mistrzostwo. W końcu to jest główny cel łączenia się gwiazd i tworzenia super drużyn. Pod tym względem Magic są na straconej pozycji. Mają silną drużynę, ale nie są w stanie rywalizować z Heat czy Bulls. W najbliższym czasie to się raczej nie zmieni, bo  Magic mają bardzo ograniczone pole manewru przez duże kontrakty obciążające ich salary cap. I to jest jeden z głównych powodów, dlaczego Howard chce odejść.

Howard chciałby przenieść się do drużyny, w której będzie miał największe szanse na tytuł. Ale żeby znaleźć się w silnej drużynie, mogącej z miejsca stać się pretendentem do tytuł, lepiej dołączyć do niej w offseason. Jeśli Nets mieliby pozyskać go w trakcie sezonu, będą musieli oddać Magic kilku swoich najlepszych zawodników i wartościowe picki w drafcie. W efekcie, Howard i Williams mogą znaleźć się w sytuacji, w której byli Stoudemire i Anthony (zanim pojawił się Lin). Nets będą mieli dwójkę gwiazdorów, ale poza tym wiele dziur w składzie. A bez odpowiedniego wsparcia, osamotniony duet Williams-Howard nie będzie w stanie wiele wywalczyć. Natomiast czekając do końca sezonu, Nets będą mieli wystarczająco dużo pieniędzy, żeby podpisać kontrakt i z Williamsem, i z Howardem, a równocześnie nadal w składzie będą Brook Lopez, MarShon Brooks czy Anthony Morrow. Zachowają też swoje picki w draftach. Mówiąc krótko, jeśli Howard chce grać na Brooklynie i chce szybko stworzyć tam mistrzowską drużynę, w jego interesie jest, aby trafić tam jako wolny agent i nie osłabiać swojej przyszłej drużyny na rzecz Magic.

[Jeśli jednak chce grać w Nets i dostać maksymalne pieniądze, kosztem osłabienia drużyny, powinien naciskać na transfer przed trade deadline. Wtedy po 6 miesiącach od wymiany Nets będą mogli podpisać z nim umowę na prawach Birda, czyli równie wysoką jak obecnie Magic.]

W offseason Howard będzie miał też większy wybór, będzie mógł zdecydować czy woli Brooklyn czy Dallas. Mavs w tym momencie nie mają szans na transfer z Magic, ale w wakacje prawdopodobnie będą mieć wystarczająco dużo pieniędzy na dwa maksymalne kontrakty, dla Howarda i Williamsa. Mavs co prawda będą musieli pozbyć się wszystkich swoich role players, ale w Dallas będzie nadal Nowitzki. A wokół trzech gwiazd znacznie łatwiej zbudować silny zespół niż wokół dwóch, co widać na przykładach Heat i Knicks.

Jedynie gdyby Howard chciał grać w LA, w jego interesie byłby transfer przed trade deadline, ponieważ w inny sposób Lakers nie są w stanie go pozyskać. (Ale jak na razie plotki mówią o tym, że nie chce on zobowiązać się, że podpisze długoletni kontrakt z Lakers w przypadku transferu. Czyli właściwie blokuje taką wymianę, bo Lakers nie zdecydują się na nią, nie mając gwarancji, że zostanie u nich na dłużej.)

Poza tym, jeśli Howard nie wykluczałby pozostania w Magic (o ile będzie miał tu szanse na tytuł), czekając do offseason daje im czas, aby go przekonali. Wydaje się mało prawdopodobne, aby byli w stanie dokonać takich transferów, które odmienią Magic w pretendentów, ale kto wie… Można dać im szansę. Nie zajmując się transferem Howarda, Otis Smith miałby czas do trade deadline, a później na początku offseason, aby dokonać zmian w składzie i pokazać Howardowi, że warto zostać.

Inna kwestia jest jeszcze taka, że zostając w Magic do końca sezonu, na pewno zagrałby w playoffs. Tymczasem gdyby 15 marca wylądował w New Jersey, razem z Williamsem musiałby bardzo się namęczyć, żeby w ostatnich 22 meczach nadrobić straty i wywalczyć dla Nets miejsce w ósemce. Dlatego najprawdopodobniej przenosząc się tam już teraz, ominąłby playoffs, czego nikt nie chce, a już tym bardziej zawodnik takiego kalibru jak Howard.

Dlatego też w ostatecznym rozrachunku wydaje się, że pozostanie w Orlando do końca sezonu to najlepsze rozwiązanie dla Howarda, aby jak najszybciej znaleźć się w drużynie walczącej o tytuł.

Niekoniecznie jest to najlepsze rozwiązanie dla Magic, bo nie dokonując transferu skazują się na los Cavs czy Raptors, którzy zostali z niczym od odejściu swoich liderów.


NBA

Kategoria: NBA 11/12, plotki transferowe - Tagi: deron williams, dwight howard, lakers, Magic, mavs, nets

Konferencja Davida Sterna

lut27
2012
3 komentarzy Mateusz Trybulec

Zgodnie z oczekiwaniami, David Stern pojawił się w sobotę na konferencji prasowej, która tradycyjnie odbywa się w czasie Weekendu Gwiazd. Wraz z nim, za długim, szarym stołem zasiadł także wicekomisarz Adam Silver i duet ten, który miesięcy temu wzbudzał złość lub w najlepszym wypadku niepokój fanów NBA, z uśmiechem na twarzy przywitał wszystkich na tegorocznym All-Star Weekend. Zgromadzeni w sali dziennikarze czekali jednak głównie na tematy zupełnie niezwiązane z imprezą w Orlando i nie zawiedli się. W czasie 45-minutowej konferencji, komisarz uchylił rąbka tajemnicy w wielu kwestiach dotyczących przyszłości ligi, a także skomentował niektóre z bieżących wydarzeń.

W sprawie wykupienia New Orleans Hornets:

Dyskutujemy z jedną grupą ludzi. W pewnym sensie na drugim miejscu mamy drugą grupę, która przygląda się, jak poradzimy sobie z pierwszą. Optymistycznie zakładamy, że uda nam się dojść do porozumienia z pierwszą grupą. Jesteśmy jednak trochę do tyłu, bo jeszcze nie udało nam się załatwić umowy z władzami państwowymi, ale z dnia na dzień wszystko idzie do przodu. Jest postęp, ale nie wszystko zostało dokończone. Z moich informacji wynika, że zostanie to załatwione w najbliższym tygodniu lub dziesięciu dniach i to jest okres, w którym chcielibyśmy bardziej skonkretyzować sprawę sprzedaży klubu. Podchodzę optymistycznie do tej sprawy.

W kwestii negocjacji dotyczących hali Sacramento Kings:

Miałem dziś krótkie spotkanie z burmistrzem Johnsonem, odpowiedni sztab miał dziś wcześniej dużo dłuższe spotkanie. Zostało nam kilka punktów, co do których nie jest pewne, czy uda nam się porozumieć, ale zrobimy co w naszej mocy jutro na spotkaniu, na którym pojawię się ja w towarzystwie moich współpracowników, burmistrz ze swoimi współpracownikami, przedstawiciele rodziny Maloof i członkowie Komisji Relokacyjnej. Wszyscy ustanowiliśmy sobie datę 1 marca jako ostateczny termin zaakceptowania planu finansowego i konkretnego planu budowy hali lub zrezygnowania z niej.

Zapiszcie to: życie jest negocjacjami. I żeby oddać honor Maloofom – jeżeli umowa dojdzie do skutku, będą w to mieli ogromny wkład. Maloofowie robią co w ich mocy, miasto robi co w ich mocy. Bardzo intensywnie rozmawiamy. Często pracownicy, którzy mają jak najlepsze intencje i ciężko pracują nie potrafią dotrzeć do końca, gdyż są sprawy, które ich różnią. Mam jednak wielki szacunek dla obydwu stron. Maloofowie poświęcili się dla drużyny. Miasto udzieliło odpowiedzi odnośnie sponsorów i sprzedaży biletów. Joe Maloof i Gavin Maloof przyjeżdżali do miasta, chodzili na mecze, sprzedawali bilety, robili wszystko, co tylko się da, a burmistrz czynił cuda w kwestiach finansowych. Zobaczymy zatem, gdzie uda się osiągnąć wspólny konsensus. Myślę, że obydwie strony na to zasługują, a zwłaszcza miasto Sacramento.

Na temat (ewentualnych) przenosin do Seattle:

Jedyne, co mogę na ten temat powiedzieć, to Chris (Hansen), którego spotkałem około roku temu, zadzwonił do nas, aby oznajmić nam co będzie ogłoszone w ten czwartek, to jest o liście zawierającym szczegółowy plan i uznaliśmy, że … to jest ok. Tak trzymać. To wszystko.

Mogło by to sugerować, że mamy drużynę, którą można tam ulokować, a ja ciężko staram się, poniekąd na nieszczęście Seattle, sprzedać New Orleans tak, aby mogli zostać w New Orleans i załatwić halę w Sacramento, aby umożliwić Kings pozostanie w Sacramento. Nie mówię, że jest to ostateczny plan, ale mogę powiedzieć, że podstawowym warunkiem posiadania drużyny w dzisiejszych czasach jest to, aby mieć światowej klasy halę. To dlatego prowadzimy dyskusje z Sacramento i dlatego też rozmawiamy z władzami państwowymi na temat planu unowocześnienia hali w Nowym Orleanie za 50 do 60 milionów dolarów.

O Jeremym Linie:

Nie mam dużo więcej do dodania poza tym, co zostało napisane w artykułach, blogach, esejach, polemikach i, ogólnie mówiąc, omówione w spektakularnej, mniej lub bardziej merytorycznej formie. Myślę, że to jest świetne dla ligi i dla Jeremy’ego i, wydaje mi się, że na dopiero co zakończonym Meczu Gwiazd D-League było więcej skautów niż kiedykolwiek w historii tych rozgrywek. Jesteśmy dumni z D-League i jesteśmy dumni z systemu obowiązującego w NBA. Ten Pan został przyprowadzony… mieliśmy kiedyś 10 rund draftu. Wynegocjowaliśmy zmniejszenie do dwóch i wybór powyżej 60 oparliśmy na bystrości drużyn. Mieliśmy jedną drużynę… Dallas zaprosiło go na Ligę Letnią, Golden State podpisało z nim kontrakt, Houston dało mu szansę, Knicks dali mu szansę i wtedy dostał to, na co czeka każdy zawodnik – okazję [do wykazania się]. Jest dla mnie oczywiste, że Jeremy wykonał ogromną pracę od momentu, kiedy znalazł się w Lidze Letniej, aż do meczu, w którym otrzymał szansę polepszenia swoich umiejętności, wyszkolenia fizycznego i tak dalej. Stał się dużo lepszym zawodnikiem, kiedy dostał swoją szansę. Wykorzystał ją i dlatego jest to uniwersalna historia o słabeuszu, który staje w świetle reflektorów. Jesteśmy z niego dumni i uważamy, że to wspaniała historia.

I jeszcze raz w sprawie zablokowanego dealu z udziałem Chrisa Paula:

Dziennikarz: Minęły już dwa miesiące, od kiedy zawetował Pan transfer Chrisa Paula do Lakers i miał Pan dwa miesiące na zaobserwowanie skutków tej decyzji dla wielu drużyn Clippers, Lakers, a w szczególności Hornets. Z perspektywy dzisiejszej wiedzy, czy to weto było słusznym krokiem, gdyż nigdy Pan tego wcześniej nie robił, i dlaczego?

Stern: Za długo Pan już siedzi w tym temacie, aby formułować pytanie w ten sposób. Niczego nie zawetowałem. Działamy w imieniu właścicieli, jako ich reprezentanci. New Orleans nie zdecydowało się na transfer.

Dziennikarz: Zatrzymanie transferu było czyją decyzją?

Stern: Nie, żadne zatrzymanie. Żadna gwiazda nie zostaje w tej lidze wytransferowana, jeśli właściciel nie powie: ok, przeprowadzamy wymianę. W tym wypadku, przedstawiciel właściciela powiedział: tego transferu nie przeprowadzimy.

Dziennikarz: A tym przedstawicielem był Pan?

Stern: Zgadza się.

David Stern wspomniał też kilkoma słowami o… swoim następcy. Tak, znienawidzony przez wielu ligowych fanów komisarz ma zamiar ustąpić w najbliższych pięciu latach. Bardzo sprytnie, zważywszy, że nowe CBA kończy swoją ważność za sześć lat, z opcją przedłużenia, za zgodą obydwu stron, do lat dziesięciu. Jeżeli wierzyć doniesieniom władz NBA, prawdopodobieństwo takiego rozwiązania oddala się, gdyż liga póki co nie przynosi zysków.

Liga nic nie zarobi w tym roku – tłumaczył w czasie konferencji Adam Silver. W następnym roku? Może.

Władze ligowe wyjaśniają ten stan rzeczy tym, że ustępstwa finansowe ze strony zawodników ledwie wyrównują zeszłoroczne straty. W tym roku doszła zaś, w następstwie lokautu, dodatkowa strata 200 milionów dolarów. NBA jednak zyskuje na popularności, co z uśmiechem podkreśla Stern, ale bezpośrednio przełoży się to na finanse ligi dopiero za dwa lata, kiedy skończą się obowiązujące umowy z sieciami kablowymi – jedno z największych źródeł dochodu NBA.

Wracając do abdykacji Sterna, komisarz bardzo chętnie widziałby jako swojego sukcesora Adama Silvera. Powinniśmy się zatem coraz uważniej przyglądać poczynaniom i wypowiedziom wicekomisarza, bo wiemy, że David jest wyjątkowo efektywny we wprowadzaniu swoich myśli w życie.

Jestem właśnie w trakcie czytania The Breaks of the Game, książki zwycięzcy nagrody Pulitzera, Davida Halberstama, w którym opisuje on NBA końcówki lat siedemdziesiątych, w szczególny sposób skupiając się na drużynie Portland Trail Blazers w trakcie i po jedynym w swojej historii mistrzostwie. Przytacza on także kilka luźnych myśli na temat byłego komisarza, którego imię nosi obecny puchar mistrza, Larry’ego O’Briena – i, łagodnie mówiąc, nie są to opinie pozytywne (jeżeli chodzi o umiejętność zarządzania). Niesiony dekadenckim nastrojem konferencji Davida Sterna, zacząłem bać się o przyszłość ligi. Możemy nienawidzić Sterna, jego decyzji, rzekomego maczania palców w wyniki meczów (swoją drogą, jak kogoś ten temat szerzej interesuje, to rozprawiłem się z kilkoma teoriami spiskowymi na swoim blogu), autorytaryzmu, ale trzeba przyznać, że potrafił zmienić wegetującą NBA w kurę znoszącą złote jaja. Pytanie w jakim stopniu było to zasługą wielkich gwiazd, które pojawiły się w lidze za jego urzędowania, a zwłaszcza Michaela Jordana – tym niemniej potrafił ich potencjał marketingowy przekuć w wymierne zyski.

Nie jestem przekonany, czy (ewentualnie) Adam Silver będzie w stanie sprostać wyzwaniom, które stawia biznes zwany NBA. Jednym z jego pierwszych zadań będzie ponowne zażegnanie sporu pomiędzy właścicielami a zawodnikami, a (opcjonalnie) także rozszerzenie ligi na nowe kraje (w tym, być może, stworzenie dywizji europejskiej) – marzenie, o którym otwarcie mówią od jakiegoś czasu władze ligi.

Byłoby tak pięknie.


NBA

Kategoria: różne - Tagi: david stern, wywiad

NCAA: Zapowiedź XVII tygodnia

lut27
2012
Dodaj komentarz Kosi

Wielkimi krokami zbliża się Marcowe Szaleństwo, a już w tym tygodniu startują turnieje konferencji. Dzieje się więc coraz więcej i najwyższa pora, by w najbliższym czasie nieco bardziej zainteresować się koszykówką uniwersytecką. Pora na zapowiedź najciekawszych spotkań rozpoczętego tygodnia.

Linki do streamów szukamy tu: firstrowsports.eu lshunter.tv Forum WiZiWiG

Poniedziałek

1:00 – Georgetown vs. Notre Dame
Wprawdzie seria 9 zwycięstw z rzędu Notre Dame została przerwana, ale był to wypadek przy pracy, a gracze Fighting Irish wciąż są w dobrej formie. Z drugiej strony zawodnicy Georgetown radzą sobie tylko niewiele gorzej i dlatego spotkanie powinno stać na dobrym poziomie. Na wyróżnieni zasługuje szczególnie defensywa obu ekip, co czyni ten mecz jeszcze ciekawszym. Jack Cooley, Eric Atkins i Jerian Grant staną przed trudnym zadaniem, bo będą musieli powstrzymać bardzo dobre trio Hoyas – Henry Sims, Jason Clark i Hollis Thompson.
Draft watch: Hollis Thompson, Henry Sims

3:00 – Oklahoma State vs. Kansas
Naturalnie Keiton Page i LeBryan Nash są tu skazani na porażkę, ale warto obserwować jak poradzą sobie przeciwko tak dobrze grającej drużynie Kansas. Szczególnie ten drugi potrzebuje udanych występów jeśli myśli o zgłoszeniu się w tym roku do Draftu. W Jayhawks szaleć będą Thomas Robinson i Tyshawn Taylor, ale nawet ich słabsze mecze nie powinny wpłynąć na losy meczu, w którym nie zabraknie atletycznej i widowiskowej gry.
Draft watch: LeBryan Nash, Thomas Robinson, Tyshawn Taylor, Elijah Johnson

Wtorek

1:00 – Indiana vs. Michigan State
Indiana powoli wraca na właściwy tor. Wprawdzie mieli nieco słabszy terminarz, ale wygrali 5 z ostatnich 6 spotkań i zapewne dopiero po tym meczu będziemy wiedzieli coś więcej. Co ważniejsze to już nie tylko zespół Cody’ego Zellera i Christiana Watforda, a coraz większy wkład w wynik drużyny mają także pozostali gracze. Michigan State to natomiast zespół prowadzony na boisku przez Draymonda Greena, który ostatnio jest w bardzo dobrej formie. Dzięki niemu Spartans wygrali 7 meczów z rzędu i jeśli uda im się pokonać również Hoosiers będą mogli cieszyć się w pierwszego miejsca po sezonie regularnym w Big Ten.
Draft watch: Cody Zeller, Christian Watford, Draymond Green, Keith Appling

3:00 – Vanderbilt vs. Florida
Mecz o drugie miejsce w konferencji SEC. Aktualnie wyżej stoją notowania Florida, ale po kontuzji Willa Yeguete’a przegrali ze słabym zespołem Georgia i także tutaj grając na nietypowej hali Vanderbilt może być im bardzo ciężko. Tym bardziej, że trójka Festus Ezeli, John Jenkins i Jeffery Taylor jest w coraz lepszej formie. Ozdobą meczu powinien być pojedynek Taylora z Bradley’em Bealem.
Draft watch: Festus Ezeli, John Jenkins, Jeffery Taylor, Bradley Beal, Patric Young

3:00 – Saint Louis vs. Xavier
Interesujące spotkanie z Atlantic 10. Faworyt Xavier grający bardzo nierówno, kontra objawienie konferencji, zespół Saint Louis. Billikens dobrze radzą sobie w obronie i właśnie dlatego notują tak udany sezon. Musketeers natomiast stawiają bardziej na atak i jak pokazują ostatnie mecze nie zawsze przynosi to zamierzony efekt. Wśród zawodnik godnych obserwowania warto wymienić Tu Holloway’a, Marka Lyonsa, Briana Conklina i Kwamaina Mitchella. 25 stycznia z parkietu zwycięsko schodziła ekipa Xavier, czy tym razem będzie podobnie?
Draft watch: Tu Holloway

3:00 – Montana vs. Weber State
Mecz na szczycie w konferencji Big Sky. Ekipa Montana ostatni raz przegrała 14 stycznia właśnie z Weber State. Od tego momentu zanotowała serię 11 wygranych spotkań i dlatego szykuje nam się wyjątkowo ciekawe spotkanie. Zespół Wildcats radzi sobie równie dobrze i dodatkowo ma po swojej stronie atut w postaci rozgrywającego Damiana Lillarda. Drugi punktujący NCAA ma spore szanse na wybór w pierwszej rundzie najbliższego Draftu i jeśli tylko zagra dobre spotkanie drużyna Weber State powinna cieszyć się z pierwszego miejsca po sezonie regularnym w Big Sky.
Draft watch: Damian Lillard

Mecze Polaków
3:00 – Eastern Washington vs. Idaho State

Środa

1:00 – Cincinnati vs. Marquette
Dobra obrona Cincinnati, kontra świetna gra Marquette. Problemem Bearcats to nierówna gra w ataku, przez co przegrywali w tym sezonie już kilka spotkań. Golden Eagles natomiast mogą pochwalić się zbilansowaną grą w ataku i w obronie, za którą odpowiedzialna jest dwójka Darius Johnson-Odom i Jae Crowder. W Cincinnati wyróżniają się Sean Kilpatrick i Dion Dixon, ale w ostatnich kilku meczach najjaśniejszą postacią w zespole jest rozgrywający Cashmere Wright.
Draft watch: Darius Johnson-Odom, Jae Crowder

1:00 – Louisville vs. South Florida
South Florida z bilansem 11-5 jest małym objawieniem Big East, ale do gry w NCAA Tournament brakuje im jednego zwycięstwa przeciwko wymagającemu rywalowi. Takim przeciwnikiem jest właśnie Louisville i tu nadarza się okazja by przekonać do siebie komisje z Selection Sunday. Wprawdzie wygrać łatwo im nie będzie, bo Cardinals radzą sobie naprawdę dobrze, ale jeśli Bulls myślą o grze w MM muszą pokazać, że są tego warci. Na boisku naprawdę bardzo dużo ciekawych graczy, a wśród nich Kyle Kuric, Russ Smith, Chris Smith, Gorgui Dieng, Chane Behanan, Peyton Siva, Augustus Gilchrist, Toarlyn Fitzpatrick czy Anthony Collins.
Draft watch: Gorgui Dieng

2:00 – Missouri vs. Iowa State
Czy Iowa State jest w stanie sprawić kolejną niespodziankę? Royce White, Chris Allen i Scott Christopherson grają naprawdę dobrze, ale konkurencja w Missouri nie jest wcale gorsza. Wprawdzie Tigers przegrali dwa ostatnie mecze, ale to wciąż faworyt konferencji Big 12. Zwycięstwo Cyclones powinno dać im miejsce w NCAA Tournament.
Draft watch: Marcus Denmon, Ricardo Ratliffe, Kim English, Royce White

Mecze Polaków
1:00 – Western Michigan vs. Eastern Michigan
2:00 – Texas-Arlington vs. Texas A&M-CC
2:00 – Charleston Southern vs. Liberty

Czwartek

1:00 – Virginia vs. Florida State
Faworytem jest drużyna Florida State, ale to Virginia bardziej potrzebuje tego zwycięstwa. Wciąż w bardzo dobrej formie jest Mike Scott, którego zapewne będzie próbował powstrzymać Bernard James. W ostatnim ich pojedynku zawodnik Seminoles nie do końca się sprawdził, więc będzie okazja to pokazania pełni swoich defensywnych umiejętności. Ewentualna porażka Cavaliers może przekreślić ich szanse na grę w Big Dance.
Draft watch: Mike Scott, Bernard James

1:00 – Illinois vs. Michigan
Kolejne spotkanie z bardzo wyrównanej w tym roku konferencji Big Ten. Illinois po serii przegranych meczów i mimo słabszego bilansu wciąż nie są na straconej pozycji, a jedyne czego potrzebują to zwycięstw w ostatnich meczach. Zadanie nie będzie jednak łatwo, bo w dobrej formie są Tim Hardaway Jr. i Trey Burke, a coraz częściej wspomaga ich Zack Novak. Meyers Leonard i Brandon Paul będą musieli rozegrać naprawdę udane mecze, by zapewnić zwycięstwo Fighting Illini.
Draft watch: Meyers Leonard, Tim Hardaway Jr.

Mecze Polaków
5:00 – Nevada vs. New Mexico State

Piątek

Wstępnie brak ciekawych spotkań, ale startują turnieje konferencji, więc może pojawić się wkrótce update.

Sobota

18:00 – Connecticut vs. Pittsburgh
Wydaje się, że Connecticut już nie mają co liczyć na grę w NCAA Tournament, ale wbrew pozorom dobra seria zwycięstw na zakończenie sezonu i w turnieju konferencji daje im jeszcze nadzieję. W Huskies wciąż brakuje lidera, który w ważnych momentach wziąłby ciężar gry na swoje barki i stąd też sporo porażek w końcówkach. Takim zawodnikiem miał być Jeremy Lamb, ale nie do końca spełnia oczekiwania, Shabazz Napier gra za bardzo indywidualnie, a Ryan Boatright jest dopiero Freshmanem. Jedynym plusem jest dobra gra Andre Drummonda, który jednak by być produktywnym potrzebuje dobrych podań. W Pittsburgh sytuacja wygląda dość podobnie, bo Ashton Gibbs gra znacznie poniżej oczekiwań, a z powodu kontuzji sporą część sezonu opuścił rozgrywający Tray Woodall. Szykuje się ciekawy pojedynek dwóch największych rozczarowań Big East.
Draft watch: Jeremy Lamb, Andre Drummond, Ryan Boatright, Ashton Gibbs

18:00 – South Florida vs. West Virginia
Można powiedzieć, że South Florida miejsce w NCAA Tournament już sobie zapewniła, by jednak to potwierdzić warto pokonać tu West Virginia. Bulls stać na pewno na kolejną wygraną, co pokazali w dotychczasowych meczach. W drużynie brakuje gwiazd, a nazwiska które warto wymienić to Augustus Gilchrist i Jawanza Poland Ich atutem jest za to zespołowa gra i dobra obrona. W Mountaineers wszystko kręci się wokół Kevina Jonesa i tylko on przez cały sezon nie zawodzi. Oprócz niego znaczący wpływ na wyniki ma dwójka Darryl Bryant i Deniz Kilicli, jednak w ostatnim czasie spisują się gorzej i stąd słabsza forma drużyny. Pojedynek dwóch ekip mających coś do udowodnienia.
Draft watch: Kevin Jones

18:00 – Tulsa vs. Memphis
Spotkanie pomiędzy trzecią i pierwszą drużyną w konferencji C-USA. Tulsa w ostatnim czasie gra nieco słabiej, Memphis jest zaś na fali wznoszącej. W Golden Hurricane wyróżniają się Jordan Clarkson, Scottie Haralson i Steven Idlet. W Tigers w świetnej formie jest Will Barton, a wspomagają go Tarik Black i Joe Jackson. Mimo rywalizacji w słabszej konferencji mecz powinien stać na bardzo dobrym poziomie.
Draft watch: Will Barton

20:00 – Marquette vs. Georgetown
Dość niespodziewanie Marquette uległo w ostatnim meczu Cincinnati, jednak to wciąż jedna z czołowych ekip w Big East. To właśnie z Georgetown rozstrzygną, która z ekip zajmie drugie miejsce w konferencji i dlatego to spotkanie będzie takie ciekawe. Hoyas niedawno wyraźnie pokonali będących w gazie Notre Dame pokazując jak mocną są drużyną. Szczególnie dobrze radzą sobie w defensywie nie pozwalając rywalom na zdobywanie zbyt wielu punktów. W ataku zaś najwięcej zależy od centra Simsa, który jest najlepszym podającym w zespole. Golden Eagles to bardzo zbilansowana ekipa, w której centralne role pełnią Darius Johnson-Odom i Jae Crowder.
Draft watch: Darius Johnson-Odom, Jae Crowder, Hollis Thompson, Henry Sims

20:00 – Villanova vs. Cincinnati
Wprawdzie w spotkaniu nie będą brały udział czołowe ekipy Big East, ale i tak nie powinno zabraknąć tu emocji. W obu ekipach ważniejsze role pełnią zawodnicy obwodowi, ale nie brakuje też wartościowych wysokich. W Bearcats pod koszem jest Yancy Gate, a na obwodzie Sean Kilpatrick, Dion Dixon i grający coraz lepiej Cashmere Wright. W Wildcats bliżej kosza walczą Mouphtaou Yarou i JayVaughn Pinkston, a na obwodzie wyróżniają się Maalik Wayns i Dominic Cheek. Jeśli zawodnicy Villanova poradzą sobie ze skuteczną defensywą Cincinnati spotkanie zakończy się po ich myśli.
Draft watch: Mouphtaou Yarou, Maalik Wayns

20:00 – UCLA vs. Washington
Ciekawy pojedynek z konferencji Pac-12. Zespół UCLA gra bardzo nierówno i na pewno nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału. To wszystko za sprawą problemów w szatni, o których głośno ostatnio w mediach. Drużyna Washington natomiast na boisku może nie dominuje, ale zwykle znajduję drogę do zwycięstwa. Za wyniki w Huskies odpowiedzialni są Tony Wroten, Terrence Ross i C.J. Wilcox, w Bruins natomiast wyróżniają się Lazeric Jones, Joshua Smith i bracia Wear. Wygrana UW zapewni im pierwsze miejsce w Pac-12.
Draft watch: Joshua Smith, Terrence Ross, Tony Wroten

22:00 – Syracuse vs. Louisville
Syracuse to obecnie druga najlepsza drużyna w NCAA i niezależnie od wyniku zajmie pierwsze miejsce w konferencji Big East. Słynna „zona” Orange chyba nigdy nie była tak skuteczna i to głównie dzięki niej w sezonie przegrali tylko raz. Nie można jednak zapomnieć o równie dobrym ataku i najszerszym składzie w lidze. I choć zestawienie Louisville nie wygląda dużo gorzej, to kontuzje i inne problemy wyraźnie ich osłabiły. Co gorsza w ostatnim czasie zaliczają spadek formy, i wygrali tylko 3 z 5 spotkań. Tutaj staną przed dobrą okazją pokazania przed najważniejszą częścią sezonu, że wciąż należy się ich obawiać.
Draft watch: Kris Joseph, Dion Waiters, Rakeem Christmas, Fab Melo, Gorgui Dieng

22:00 – Tennessee vs. Vanderbilt
Zespół Tennessee wygrał 8 z ostatnich 9 meczów i jest obecnie jedną z najgroźniejszych ekip w SEC. Z drugiej strony Vanderbilt jest również w bardzo dobrej formie, a w ostatnim czasie przegrywali tylko z Kentucky. Festus Ezeli, John Jenkins, Jeffery Taylor są w świetnej formie i lepiej z nią trafić nie mogli. W Volunteers wyróżniają się zaś głównie Trae Golden i Jeronne Maymon, ale to obronie zawdzięczają swoje wyniki. Emocji na pewno nie zabraknie.
Draft watch: Festus Ezeli, John Jenkins, Jeffery Taylor

1:00 – Duke vs. North Carolina
Tu chyba nie trzeba nic pisać. Prawdopodobnie najlepsza rywalizacja w historii koszykówki uniwersyteckiej i jednocześnie najbardziej wyczekiwane spotkanie tego tygodnia. Oba zespoły legitymują się identycznym bilansem i dlatego będzie to mecz o tytuł konferencji ACC. W ich poprzednim spotkaniu zwycięstwo Duke zapewnił Austin Rivers. Tym razem Harrison Barnes i spółka będą więc chcieli się zrewanżować. Obowiązkowa pozycja dla każdego fana tego sportu.
Draft watch: Austin Rivers, Mason Plumlee, Seth Curry, Harrison Barnes, John Henson, Tyler Zeller, Kendall Marshall, James Michael McAdoo, P.J. Hairston

1:00 – Iowa State vs. Baylor
Royce White kontra Perry Jones. Obaj bardzo wszechstronni i jednocześnie z wieloma znakami zapytania. Pierwszy wciąż musi udowodnić, że warto wybrać go w Drafcie. Drugi musi potwierdzić, że stać go na bycie prawdziwym liderem. Zwycięstwo Iowa State pozwoli im wyprzedzić Baylor w tabeli konferencji Big 12.
Draft watch: Royce White, Perry Jones, Quincy Miller

3:00 – Kansas vs. Texas
Kiedyś to spotkaniu przyciągało uwagę wszystkich. Obecnie za sprawą słabszego sezonu Longhorns nie cieszy się już aż takim zainteresowaniem. W składzie Texas wyróżniają się jedynie J’Covan Brown i Myck Kabongo, a patrząc na poprzednie sezony w zespole brakuje talentu. Wprawdzie w Jayhawks także najważniejsze role pełni dwójka graczy, ale mają za to wartościowych zmienników na ławce. Faworytem jest zespół Kansas, ale warto zobaczyć spotkanie właśnie ze względu na zawodników do Draftu.
Draft watch: Thomas Robinson, Tyshawn Taylor, Elijah Johnson, J’Covan Brown, Myck Kabongo

Mecze Polaków
20:00 – Toledo vs. Eastern Michigan
1:15 – Texas-San Antonio vs. Texas-Arlington
4:00 – Nevada vs. Louisiana Tech

Niedziela

18:00 – Florida vs. Kentucky
Mecz na szczycie w konferencji SEC. Jeśli Kentucky wygra to spotkanie (a na to się zanosi) zakończy sezon regularny w konferencji bez porażki. Zwycięstwo Florida może dać im drugie miejsce w tabeli. O to drugie będzie jednak bardzo ciężko, bo Gators stracili bardzo dobrego podkoszowego obrońce Willa Yeguete’a i w rezultacie przegrali dwa spotkania z rzędu. Tylko rekordowe mecze w wykonaniu graczy Florida mogą zapewnić zwycięstwo przeciwko naszpikowanej gwiazdami ekipie Wildcats.
Draft watch: Bradley Beal, Patric Young, Anthony Davis, Michael-Kidd Gilchrist, Terrence Jones, Marquis Teague, Doron Lamb, Darius Miller

19:00 – Wisconsin vs. Illinois
Po słabszym okresie zespół Wisconsin wraca do gry, a na potwierdzenie tych słów warto wspomnieć o niedawnym zwycięstwie nad Ohio State. Illinois radzi zaś sobie dużo słabiej i na 7 spotkań w lutych wygrali tylko raz. Mimo wszystko Meyers Leonard i Brandon Paul powinni zagrozić Badgers, a przy sprzyjających okolicznościach stać ich na pokonanie Jordana Taylora i spółki.
Draft watch: Jordan Taylor, Meyers Leonard

22:00 – Michigan State vs. Ohio State
Mecz o tytuł konferencji Big Ten. W nieco lepszej formie wydaje się być zespół Michigan State, ale obie ekipy w ostatnim czasie zaliczyli po wpadce. W świetnej formie jest Draymond Green, który zmierzy się w bardzo ciekawym pojedynku z Jaredem Sullingerem. Tego pierwszego wspomagać będą przede wszystkim Keith Appling i Branden Dawson, lider Buckeyes zaś może liczyć na wsparcie Deshauna Thomasa i Williama Buforda. Kolejne spotkanie, które trzeba zobaczyć.
Draft watch: Draymond Green, Keith Appling, Jared Sullinger, William Buford, Deshaun Thomas


NBA

Kategoria: NCAA - Tagi: ncaa, Zapowiedź tygodnia
« Older Entries

4kwarta NEWS

  • NBA playoffs Top 5 (21.05)
  • NBA playoffs Top 5 (20.05)
  • NBA playoffs Top 5 (17.05)
  • NBA playoffs Top 5 (16.05)
  • NBA playoffs Top 10 (15.05)
  • Small Market, Big Heart
  • NBA playoffs Top 5 (14.05)
  • Przed drugą rundą – zachód
  • NBA playoffs Top 5 (13.05)
  • NBA playoffs Top 5 (12.05)
  • Przed drugą rundą - wschód
  • NBa playoffs Top 5 (11.05)

Blog

  • NBAcodziennie
  • Archeobasketologia
  • Power Ranking
  • NCAA
  • Podcast
  • TRADE RUMORS
  • Airball spod kosza
  • NCAA od podstaw
  • Skarb Kibica NBA 2011/12
  • Overtime
  • Archiwum

Warto przeczytać

  • Airball spod kosza: 44 mecze pierwszej rundy
  • Smaczki i krzaczki – pierwsza runda
  • O Drafcie, NCAA i limicie wiekowym
  • Airball spod kosza: Mistrzowie na wakacjach, myślą o przyszłości
  • Przygotowania Olka Czyża do Draftu
  • Rookie Ranking vol.4
  • Nagrody 4kwarty za sezon 2011/12
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: straty
  • O Rajonie ciąg dalszy
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: bloki

W halach NBA (galeria)

Wyniki

Dołącz do nas

Współpraca

Linki

  • about NCAA
  • MVP Magazyn
  • NBA & NCAA na DVD
  • PolskiKosz.pl
  • RotoStrefa. Nasz Punkt Widzenia.
  • Sport24.pl
  • Typy NBA
  • widziane z półdystansu
  • wyniki na żywo

Szukaj

buttony

blog Czwarta Kwarta - to co najważniejsze o NBA Cavs.e-nba.pl - serwis poświęcony Cleveland Cavaliers Daveknot Enbiej.pl - NBA, koszykówka HORNETS.PL IVERSON.probasket.pl Nasz Kosz NBA Every Day - NBA, NCAA, koszykówka NBAonline Denver Nuggets poprostubasket.bloog.pl – Koszykarski blog Slamdunk League ToplistaNBA Typer - zabawa bukmacherska Wysoko nad obręczą – Koszykówka w szerokiej perspektywie Zawsze po pierwsze Koszykówka

EvoLve theme by Theme4Press  •  Powered by WordPress Czwarta-Kwarta.com
to co najważniejsze o NBA

Switch to our mobile site