• Strona główna
  • 4kwarta News
  • Market
  • Redakcja
  • Współpraca
  • Archiwum
  • TRADE RUMORS

Archiwum miesięczne Styczeń, 2012

Reggie Lewis. Za wszelką cenę.

sty31
2012
1 komentarz Tomasz Kordylewski

Historia gracza, który pokochał koszykówkę zbyt mocno.

Upadek pierwszy.

Celtics przegrali siódme spotkanie 104-122. Być może to dzięki przewadze parkietu Cavaliers. Być może to Hot Rod Williams, który rozegrał swój najlepszy mecz tamtejszych playoffów, pozbawił Celtics zwycięstwa. Być może to przez Brada Daugherty’ego, który nie dość, że dostarczył swojej drużynie punktów, zbiórek oraz bloków to jeszcze powstrzymał Roberta Parisha i Kevina McHale’a. Reggie Lewis nie miał sobie nic do zarzucenia. Rozgrywał najlepsze jak do tej pory playoffy w swoim życiu. I to właśnie przez ten fakt przeżył swój pierwszy, tak bolesny upadek. Celtics wygrali 51 spotkań, kończąc sezon wynikiem 15-1, zaliczając kolejny dobry rok. Lewis wyrastał na nową gwiazdę ligi, miał za sobą najlepszy sezon w karierze. Po raz pierwszy został wybrany do All-Star Game, po raz pierwszy rozegrał wszystkie 82 spotkania, po raz pierwszy także miał skuteczność na poziomie 50%. Jakby tego było mało stał się pierwszym w historii graczem Boston Celtics, który zanotował sezon mając na koncie ponad 100 zbiórek, asyst, przechwytów i bloków! Był to dla niego naprawdę wyjątkowy sezon – wiele wzlotów i ten jeden bolesny upadek.

Celtics mieli więc jeszcze szansę, aby zdobyć tytuł mając w składzie Birda, Parisha oraz McHale’a, i nie zmieniał tego fakt, że na fali wznoszącej byli Bulls z Jordanem na czele. W pierwszej rundzie gładko pokonali Indiana Pacers. Reggie już w meczu otwarcia zaprezentował się znakomicie notując 36 punktów oraz 4 zbiórki, 4 asysty i 4 przechwyty. W spotkaniu numer 3 powtórzył swój wyczyn i ponownie zapisał na swoim koncie ponad 30 punktów. Jednak to nie było wszystko. W trzecim spotkaniu drugiej rundy z Cavaliers poprowadził on Celtów do zwycięstwa i objęcia prowadzenia w serii – znów zdobył 36 „oczek”, a do tego dołożył 7 asyst. Prawdziwy wybuch nastąpił jednak dwa dni później. Pomimo ostatecznej porażki Celtów, Reggie rozegrał jedno z najlepszych spotkań w karierze. Zdobył 42 punkty, czym pobił swój punktowy rekord w playoffs oraz wyrównał swój carrer-high. Celtics zdołali doprowadzić do dogrywki, w której jednak nieznacznie lepsi okazali się Kawalerzyści. Gdyby Bostończycy wygrali prowadziliby już 3-1 – los chciał inaczej. Lewis zakończył fazę posezonową ze średnią 28 punktów w każdym spotkaniu.

Upadek drugi.

Celtics wygrali pierwsze spotkanie 112-101. Xavier McDaniel po raz kolejny dał świetną zmianę. Tyle, że tym razem chciałby, aby takiej zmiany nie musiał dawać w ogóle. Reggie Lewis miał za sobą kolejny dobry sezon. Wybrano go na kapitana drużyny, co było wielkim zaszczytem – przecież wcześniej tę funkcję pełniły legendy Celtics jak Havlicek, Cousy czy Russell. Drugi sezon z rzędu utrzymał średnią przekraczającą 20 punktów. Boston, już bez swojego byłego kapitana Larry’ego Birda, zakończył sezon na drugim miejscu w dywizji z bilansem 48-34. W pierwszej rundzie trafił na Charlotte Hornets i był zdecydowanym faworytem tej serii. Pomimo zwycięstwa swojej drużyny Reggie przeżył kolejny upadek. Tym razem bardzo dosłowny. Celtics prowadzili 1-0, ale dalej musieli grać bez swojego lidera, kapitana, największej gwiazdy. Lewis świetnie zaczął spotkanie, co chwila dopisywał kolejne punkty na swoje konto. Zdobył 17 „oczek” w 13 minut. Nagle upadł na parkiet – zemdlał. Powodem były problemy z sercem. Nigdy więcej na parkiecie już się nie pojawił. Celtics bez Lewisa dzielnie walczyli w drugim spotkaniu jednak przegrali po dogrywce 98-99. Dwa kolejne mecze w Charlotte padły łupem gospodarzy i Celtics odpadli.

W ostatnim spotkaniu towarzyszyli mu nie tylko koledzy z ekipy Celtics, ale także dwóch ‘starych kumpli’. Mowa o Muggsy Boguesie oraz Davidzie Wingate, którzy razem z dwoma Panami R (Reggie Lewis oraz Reggie Williams) święcili sukcesy w szkole średniej. Podczas dwóch sezonów, jakie Lewis spędził w Dunbar High School, drużyna nie przegrała spotkania! Jako junior wraz z drużyną osiągnął bilans 29-0, by w kolejnym, seniorskim roku poprawić go o dwa zwycięstwa. Poeci byli wtedy drużyną No.1 w kraju, według USA Today.

Upadek trzeci.

Reggie został zabrany do bostońskiego szpitala na obserwacje. Kardiologiczny „Dream Team” złożony z 12 kardiologów na czele z lekarzem Celtów, Arnoldem Schellerem, postawił diagnozę – kardiomiopatia. Choroba ta powoduje nieregularne bicie serca, co może doprowadzić do śmierci, jeśli podczas intensywnych ćwiczeń serce bije tak szybko, że krew w ogóle do niego dochodzi. Kardiolodzy ze szpitala New England Baptist podkreślili jednak, że to tylko diagnoza, a serce Lewisa – większe niż u przeciętnych ludzi – może maskować pewne problemy. Doktorzy byli jednak zgodni w jednej kwestii – Lewis nigdy więcej nie może zagrać w koszykówkę. Lewis został postawiony przed brutalnym wyborem. Ze szpitala w Nowej Anglii wyszedł już po trzech dniach, a następnie żona Donna zabrała go do Brigham and Women’s Hospital, w którym kiedyś pracowała. Wszystko po to, aby zasięgnąć innej opinii. Lewis ponownie został zbadany – tym razem przez zespół, którym kierował dr Gilbert Mudge, szef oddziału kardiologicznego w szpitalu. Mudge swoją diagnozę przedstawił na konferencji prasowej – nie zagrażająca życiu arytmia oraz omdlenie przez nerwy w trakcie lub po wysiłku.

„Może wrócić do zawodowej koszykówki bez żadnych ograniczeń.”

Upadek czwarty.

Jak bardzo mylił się Mudge okazało się trzy miesiące później. 23 lipca 1993 roku, podczas kolejnego treningu w hali Uniwersytetu Brandeis, Reggie ponownie upadł. Tym razem już się nie podniósł. Lewisa próbowali ratować dwaj policjanci, którzy znajdowali się na hali w czasie rutynowego patrolu. Metoda usta-usta okazała się nieskuteczna, Reggie zmarł w szpitalu 2 i pół godziny później. Dopiero po śmierci Lewisa wyszedł na jaw fakt, że Lewis zasięgnął kolejnej – trzeciej – opinii lekarskiej. W czerwcu 1993 roku został ponowie przebadany, tym razem w Los Angeles. Jeden z lekarzy, William Stevenson, nie wykluczył diagnozy Mudge’a, jednak zaznaczył, że trudno było postawić prawidłową. Pojawiły się także pogłoski, jakoby Lewis miał spożywać kokainę przed śmiercią, jednak autopsja wykluczyła taką opcję. Opinia publiczna szybko dowiedziała się o diagnozie postawionej przez bostońskiego lekarza. Zdecydowana większość była oburzona. Mudge’owi dwukrotnie grożono śmiercią. Był oskarżonym w sprawie Lewisa, jednak ostatecznie, w maju 2000 roku, został oczyszczony z zarzutów.

Upadek piąty.

Cały Boston mocno przeżył śmierć Lewisa. Pomimo tego, że nie urodził się w Massachusetts, to był postrzegany jako lokalny chłopak. Grał przecież w Northeastern University, właśnie w Bostonie. Odnosił spore sukcesy jako kapitan drużyny. Już na swoim pierwszym roku poprowadził drużynę do najlepszego bilansu w historii szkoły. W kolejnych było jeszcze lepiej. W ciągu czterech lat spędzonych na uczelni rozegrał 128 spotkań (102-26), Huskies cztery lata z rzędu zdobywali tytuł North Atlantic Conference, a także kwalifikowali się do March Madness. Lewis trzy razy został wybrany najlepszym graczem swojej konferencji, szkołę opuszczał jako najlepiej punktujący gracz w historii uniwersytetu.

Poza tym mieszkańców Bostonu dotknęła kolejna taka tragedia. Kilka lat wcześniej swoje nadzieje pokładali w pewnym innym graczu z Maryland. Len Bias i Reggie Lewis pochodzili z tego samego miasta, obaj mieli być nowymi liderami Celtics, obaj w pełni nie pokazali swojego talentu. Bias nie zagrał nawet spotkania w zielonych barwach, zmarł z przedawkowania narkotyków dzień po drafcie, w którym wybrali go właśnie Zieloni. Obaj mieli zbawić Celtics, którzy przez ich śmierć na długie lata zapomnieli o czymś takim jak „Celtic Pride”. Zapomnieli co to znaczy wygrywać. Zaliczali coraz boleśniejsze upadki, mistrzostwo odzyskali dopiero po 15 latach od śmierci Reggiego. 21 stycznia 1989 roku jego numer – #35 – został przez uczelnię zastrzeżony (co ciekawe odbyło się to w hali Matthews Arena, czyli w pierwszej hali Celtics). Podobnie jak uczelnia postąpili Celtowie – zawiesili koszulkę Reggiego pod dachem w Ogródku 22 marca 1995.


Dostąpił tego zaszczytu, pomimo faktu, że jest jedynym graczem Celtics z zastrzeżonym numerem, który nie ma na koncie mistrzostwa NBA. Reggie wybrał koszykówkę pomimo tego, że wiedział z jak wielkim ryzykiem się to wiąże. Wiedział w jakim stanie jest jego serce. Jak na ironię to właśnie serce pomogło mu wybrać. Poszedł za głosem serca wybierając koszykówkę.


NBA

Kategoria: Archeobasketologia, Artykuły, Celtics - Tagi: Archeobasketologia, boston, celtics, Lewis, Reggie

Wpływ Vince’a na postawę Mavs

sty31
2012
1 komentarz Adam Szczepański

Vince Carter ma już 35 lat i rozgrywa właśnie swój 14 sezon na parkietach NBA. Większość kibiców już dawno zapomniała jak zachwycał on nas na początku swojej kariery, kiedy latał nad koszami, a w 2000 roku wygrał jeden z najlepszych konkurów wsadów ever. Wtedy ekscytowaliśmy się jego dunkami, tak jak teraz tym co wyczynia Griffin. Te czasy niestety już dawno minęły. Carter zaczął mieć problemy z kolanami i przestał latać. Ale nawet nie będąc już Air Canada nadal pozostawał jednym z najlepszych zawodników w lidze. Jednak te czasy też już minęły. W zeszłym sezonie Vince był jednym z najbardziej przepłacanych graczy w całej NBA i Suns przed obecnymi rozgrywkami z wielką ulgą pozbyli się jego ogromnego kontraktu wypłacając mu ‘tylko’ gwarantowane $4 miliony. I tak Carter już jako typowy role player wylądował w Dallas, w swoim piątym klubie w karierze, a trzecim w ostatnich dwóch sezonach.

Dotychczas Carter rozegrał w barwach Mavs 17 meczów i miał już przebłyski, w których przypominał nam o latach swojej świetności – byliśmy już świadkami jego efektownego wsadu nad Okaforem czy trójki w samej końcówce meczu z Thunder, która prawie dała Mavs zwycięstwo (wiem, prawie robi dużą różnicę). Natomiast ostatnio VC w dwóch kolejnych meczach zdobył dokładnie po 21 punktów, pomagając Mavs zanotować serię 3 zwycięstw. Ostatni raz Carter miał w dwóch kolejnych zwycięskich meczach co najmniej 20 punktów ze skutecznością ponad 50% prawie dwa lata temu, kiedy grał w Magic (na początku lutego 2010).

Widać, że dobrze odnalazł się w Dallas i prezentuje się tutaj bardzo dobrze. Co prawda ma najniższą w karierze średnią wynoszącą tylko 11 punktów, ale też gra najkrócej w karierze. Jest natomiast o wiele skuteczniejszy niż w ostatnich latach. Trafia 45.3% swoich rzutów z gry, co jest jego najlepszym osiągnięciem od sezonu 2007/08. Ale przede wszystkim imponuje pod względem rzutów z dystansu. Wczoraj w starciu ze swoją byłą drużyną w Phoenix trafił 5 trójek na 7 prób. Tymczasem jego skuteczność za trzy w sezonie wynosi aż 47.1%. Jest jego rekord kariery, a spośród wszystkich zawodników, którzy w tym sezonie oddali już co najmniej 50 rzutów zza łuku, częściej od niego trafiali tylko Ray Allen i Mo Williams.

Ale piszę o Carterze nie dlatego, żeby zwrócić uwagę na jego wysoką skuteczność rzutów za trzy, czy dwa kolejne mecze z 20 punktami. Postanowiłem na chwilę przyjrzeć się Carterowi ponieważ bardzo zaciekawiły mnie statystyki, które możecie znaleźć na stronie basketballvalue.com. Opierając się na tych statystykach można wyciągnąć tylko jeden wniosek – Carter jest jak na razie najwartościowszym zawodnikiem Mavs. Nie Dirk, nie Terry, nie Marion. Vince.

Nie wierzycie?

Kiedy jest on na parkiecie, Offensive Rating Mavs wynosi aż 111.28. Oznacza to, że z Carterem w grze Mavs zdobywają przeciętnie ponad 111 punktów w przeliczeniu na 100 akcji. I pod tym względem Carter jest bezkonkurencyjny w Dallas, nikt poza nim nie ma aż tak pozytywnego wpływu na ofensywę drużyny. Drugi jest Dirk Nowitzki ze wskaźnikiem wynoszącym 103.96. Co więcej, Mavs bez Cartera mają Offensive Rating aż o 15.39 niższy i na 100 akcji zdobywają tylko 95.89 punktów. Kolosalna różnica.

Ale równie dużą różnicę Carter robi w obronie i to jest dopiero duże zaskoczenie. Z nim w grze Mavs na 100 akcji tracą tylko 92.66 punktów. Lepszy wskaźnik Defensive Rating mają tylko z Delonte Westem na parkiecie -  91.04. Tymczasem bez Cartera obrona Mavs znacząco się pogarsza i na 100 akcji tracą oni aż 101.47 punktów. I tu znowu tylko brak Westa powoduje większy spadek efektywności obrony.

Kto by pomyślał, że Carter może mieć aż tak pozytywny wpływ na grę swojej drużyny i to drużyny będącej obrońcami tytułu. Ale co tu dużo mówić, w meczach, w których zdobył on co najmniej 10 punktów, Mavs mają bilans 9-1, a ta jedyna porażka miała miejsce na samym początku rozgrywek, kiedy drużyna z Dallas została łatwo rozbita przez Nuggets.


NBA

Kategoria: Mavericks, NBA 11/12 - Tagi: mavs, vince carter

Monroe – nadzieja na lepszą przyszłość w Detroit

sty31
2012
1 komentarz Adam Szczepański

Pistons przegrali wczoraj po raz 5 z rzędu, tym razem w Milwaukee byli gorsi od gospodarzy o 21 punktów. W efekcie, z bilansem 4-18 są już drugą najgorszą drużyną w całej lidze. Grają fatalnie, zwłaszcza jeśli chodzi o atak, o czym dobitnie świadczy fakt, że dotychczas tylko raz przekroczyli pułap 100 punktów. Wczoraj zdobyli ich tylko 82, a ich średnia 85.6 punktów jest najniższą w NBA. Ale z obroną też jest bardzo kiepsko. Co prawda średnia 95.8 traconych punktów nie jest aż tak zła, ale już ich Defensive Rating na poziomie 108.7 jest najgorszy w lidze. Mówiąc krótko, w Detroit jest bardzo źle. Dlatego też nie ma się co dziwić, że Pistons nie poświęca się za dużo uwagi. Są tak słabi, że nie ma co tracić na nich czasu. Ale podczas gdy rozgrywają oni ten fatalny sezon, w ich barwach coraz jaśniej błyszczy talent młodego Grega Monroe’a. Ten drugoroczniak wybrany rok temu z siódemką w drafcie jest obecnie najlepszym zawodnikiem swojej drużyny, jedynym, który prezentuje równy i dobry poziom. Dlatego akurat na niego warto zwrócić uwagę.

W spotkaniu z Bucks center Pistons zanotował 16 punktów i 10 zbiórek i było to jego czwarte double-double z rzędu. W sumie takich podwójnych zdobyczy w tym sezonie miał już 10, czyli tyle co po 58 meczach poprzednich rozgrywek. Już jako debiutant Monroe był wyróżniającym się zawodnikiem, a w tym sezonie poczynił widoczne postępy. Po 22 meczach jest najlepszym strzelcem i zbierającym Pistons, a jego średnie wyglądają następująco: 15.7 punktów (50.2% z gry) i 9.5 zbiórek. Jest to o ponad 6 punktów i 2 zbiórki więcej niż w poprzednim sezonie. A jeszcze lepiej jego osiągnięcia wyglądają kiedy spojrzymy na statystyki zaawansowane i wskaźnik PER (Player Efficiency Rating). PER Monroe’a po 21 meczach wynosił 23.6 i pod tym względem plasował się on na bardzo wysokiej 9 pozycji w całej lidze (spośród zawodników, którzy rozegrali co najmniej 200 minut w tym sezonie). To stawia go w gronie najefektywniej grających zawodników NBA. Patrząc na samych drugoroczniaków, Monroe ma najwyższy PER, wyprzedza w tym względzie nawet Blake’a Griffina (21.3). Natomiast spośród wszystkich centrów, ustępuje tylko Dwightowi Howardowi (24.5).

Warto też odnotować postęp Grega jeśli chodzi o asysty. Jako debiutant miał ich średnio tylko 1.3, teraz jest to 2.7. Może na pierwszy rzut oka nie jest to znacząca poprawa, ale o wiele lepiej odzwierciedla to wskaźnik Assist Percentage. Rok temu Monroe będąc na boisku asystował przy 7.5% celnych rzutach swoich kolegów, natomiast w tym sezonie asystuje już przy 17.7% rzutów. Jest to świetny wynik jak na centra. Pod tym względem Monroe jest w ścisłej czołówce najlepiej podających środkowych w całej NBA. Taki sam wskaźnik jak on ma również Tim Duncan, którego AST% w karierze wynosi 16.7%. (dla porównania AST% Gortata to tylko 5.1%)

Monroe ma dopiero 21 lat i widać, że ma duży potencjał i może w przyszłości stać się bardzo wartościowym środkowym.

Tak więc nawet w obliczu tego fatalnego bilansu, Pistons mają jakieś małe powody do zadowolenia. Monroe i tegoroczny debiutant Brandon Knight są wyróżniającymi się postaciami ich drużyny i są nadzieję na lepszą przyszłość dla ekipy z Detroit. Może wkrótce będą potrafili wyciągnąć ich z samego dna ligi. Chociaż na początek, władze klubu muszą mocno przebudować skład, bo z tym co teraz dysponują nawet świetnie grający Monroe i Knight nic nie wywalczą.


NBA

Kategoria: NBA 11/12, Pistons - Tagi: greg monroe, pistons

NBAcodziennie – Lob City w pełnej krasie

sty31
2012
Dodaj komentarz Karol Melaniuk

♦ Zapomnijcie o wczorajszym wsadzie LeBrona nad Lucasem. To, co dzisiaj zrobił Griffin przeciw Perkinsowi, jest zdecydowanie najlepszym wsadem sezonu i jednym z lepszych „posterów” ostatnich lat:

♦ Oczywiście nie było to jedyne efektowne zagranie w tym spotkaniu. Clippers grali koncertowo, zniszczyli przeciwników – jakby nie było najlepszą drużynę zachodu – i pokazali siłę Lob City. Całe show nakręcał oczywiście Chris Paul, który powinien mieć ksywę „Profesor”. Zaliczył on 14 asyst i tylko 2 straty, szczególnie imponując w czwartej kwarcie i zdobywając w sumie 26 punktów (12/16 FG). Westbrooku (4 asysty, 6 strat, 13/26 FG, 31 pkt.), ucz się jak powinien grać playmaker!

♦ Czwarta z rzędu porażka Magic, którzy po raz trzeci w ostatnich sześciu meczach nie są w stanie przekroczyć granicy 70 punktów oraz po raz piąty w ostatnich ośmiu rzucać ze skutecznością z gry powyżej 40%. I niech was nie zwiedzie niewielka różnica (5) w końcowym wyniku – mimo że zdobyli najmniej punktów w sezonie, to w tym meczu 76ers byli wyraźnie lepsi i dopiero w końcówce się rozluźnili, gdy na zegarze zostały niecałe trzy minuty, zszedł Dwight, a Phila miała 17 punktów przewagi.

♦ Byłem pod wrażeniem gry niskiego (ale o sporym zasięgu ramion) Branda, który wykonał niesamowitą robotę w obronie na Howardzie (w całym meczu spudłował 11 z 17 FG). Zwieńczeniem tego były bloki Eltona w dwóch kolejnych akcjach w czwartej kwarcie, gdy Dwight próbował grać jeden na jednego tyłem do kosza. Po tym DH już więcej nie dostał piłki w ataku, a chwilę później został ściągnięty z boiska.

♦ Na uznanie zasługuje też jak zwykle defensywa Iguodali, który do listy swoich ofiar dołożył Hedo: 1/9 FG, 3 punkty. AI nie zawiódł również w ataku i po triple-double vs Detroit zaliczył kolejne wszechstronne spotkanie: 14 punktów, 11 zbiórek oraz 6 asyst – z czego 7 punktów i asysta w kluczowej trzeciej kwarcie wygranej 21 do 9.

♦ Po pierwszej połowie Heat prowadzili tylko dwoma punktami, ale w trzeciej kwarcie obudził się LeBron. Zdobył w niej 14 punktów oraz 4 asysty, co pozwoliło Miami wygrać tą część meczu 36 do 19 i kontrolować spotkanie już do końca. Ogółem LJ zbliżył się do triple-double notując 22-11-8. Tyle samo punktów miał też Wade, którego to postawa szczególnie w drugiej kwarcie (15 pkt.) pozwoliła odrobić straty, za co po meczu Spoelstra bardzo chwalił Dwyane’a.

♦ Z serii “dziwne rekordy”: żaden gracz Heat nie wyleciał z boiska za 6 fauli od 73 spotkań. To rekord NBA od czasu wprowadzenia zegara.

♦ W trzeciej kwarcie Blazers mieli już przewagę 11 punktów, ale prowadzeni przez Millsapa (19 punktów, 15 zbiórek) Jazz w ostatniej części meczu zaliczyli runa 13-0. Przez całe spotkanie zawodził Hayward (zaczął od 0/8 FG), ale na 2 sekundy przed końcem ręka mu nie zadrżała i trafił obydwa wolne, co zakończyło mecz wynikiem 93-89 dla Utah osłabionych brakiem Jeffersona.

♦ Blazers niestety ten mecz mogą źle wspominać również z powodu Batuma. Nie ma jeszcze informacji na temat tego, jak poważna to kontuzja, ale wyglądało bardzo źle, gdy w końcówce doznał urazu kolana:

♦ Wprawdzie przeciw jednej z najsłabszych drużyn w NBA, ale Rose szybko zmazał złe wrażenie, jakie zostawił po wczorajszym meczu. 35 punktów przy zaledwie 20 rzutach z gry, 8 asyst (choć też niestety 5 strat), a do tego 2 przechwyty i 3 bloki. Derrick szczególnie imponował w pierwszej kwarcie, gdy zdobył 13 punktów (6/8 FG) oraz w trzeciej, gdy rzucił ich 15 (z 25 Chicago), a Bulls na niecałe sześć minut do jej końca prowadzili 70-49. Wprawdzie w ostatniej części gry Wizards zmniejszyli jeszcze straty do ośmiu punktów, gdy na zegarze zostało 6:50, ale wtedy mocno krytykowany Boozer trafił trzy razy z rzędu i było po meczu.

♦ A gra Washingtonu? Takie oto słowa na ten temat dziś znalazłem i mówi to właściwie wszystko: Maybe NASA should study the wizards because there are more than a handful of black holes on that team.

♦ Adelman, który spędził z Rockets cztery udane sezony (wygrał prawie 59% spotkań), jest z pewnością zadowolony z powrotu do Houston, gdyż jego obecna drużyna zwyciężyła 120 do 108 po jednym z najlepszych ofensywnie meczów w tym sezonie. Swego niezadowolenia nie krył jednak przed tym spotkaniem, gdy opowiadał dlaczego skończyła się jego współpraca z klubem z Teksasu. Otóż nie mógł on znieść tego, że nie ma wpływu na decyzje personalne, które według niego całkowicie zależały od właściciela Lesa Alexandera oraz GMa Daryla Morey’a, a trenera nikt o zdanie nie pytał.

♦ Do połowy spotkanie w Houston było zacięte, ale w trzeciej kwarcie Wilki zdobyły aż 42 punkty (rekord klubu w tej części meczu) tracąc 25. Brylowali wtedy szczególnie Rubio (12 pkt., 5 ast), Beasley (11 pkt.) oraz Love (9 pkt.), którzy wspólnie trafili 10 z 12 rzutów z gry. Michael ogólnie rozegrał najlepszy mecz w sezonie będąc w wyśmienitej dyspozycji strzeleckiej: 8/11 za 2, 2/3 za 3 oraz 12/12 FT, co przełożyło się na 34 punkty. Ricky również bardzo efektywnie zdobył swoje 18 punktów (4/7 za 2, 2/3 za 3, 4/4 FT), a do tego był bliski triple-double: 11 asyst i 8 zbiórek.

♦ Niezwykle skuteczny był także Love, który wprawdzie słabo zbierał w tym spotkaniu (trudno jednak o zbiórki w ataku, gdy drużyna trafia prawie 60% FG), ale zdobył 29 punktów (w tym ten PF trafił kolejne dwie trójki) oddając zaledwie 15 rzutów z gry. Z tego meczu zapamięta jednak najmocniej wydarzenie z pierwszej kwarty. Uwaga, drastyczny materiał, boli od samego patrzenia:

♦ Gortat zaliczył dwunaste double-double (17-11) i popisywał się naprawdę dobrymi manewrami pod koszem, ale to za mało by wygrać, gdy Nash pauzuje. Poza tym byli zawodnicy Suns podeszli do tego meczu wyjątkowo ambitnie. Wprawdzie każdego z nich Marcin zablokował, ale i tak zagrali oni świetnie. Carter zdobył 21 punktów przy 13 rzutach (w tym 5/7 za 3), a Marion 20 przy 15.

♦ Cytat wieczoru: I’m going to knock somebody in the head! – Dwight przed meczem chodzący po szatni z cegłami w rękach.

♦ Z plotek: Lakers prowadzą z Cavs rozmowy w celu pozyskania Sessionsa, który mimo że nie posiada rzutu za trzy, to byłby sporym wzmocnieniem na najsłabiej obsadzonej pozycji w LAL. Do ewentualnej wymiany jeszcze daleko i co za tym idzie brak konkretów, ale nie jest wykluczone, że uda tu się wykorzystać trade exception pozyskane za Odoma.


NBA

Kategoria: NBA 11/12, NBAcodziennie - Tagi: ande iguodala, blake griffin, chris paul, derrick rose, dwight howard, dwyane wade, elton brand, gordan hayward, kevin love, lamar odom, lebron james, marcin gortat, michael beasley, nicolas batum, paul millsap, ramon sessions, Rick Adelman, russell westbrook, shawn marion, vince carter

Dunk Of The Year

sty31
2012
3 komentarzy Adam Szczepański

Wszyscy pamiętamy co rok temu Blake Griffin zrobił debiutującemu w NBA Timofey’owi Mozgovowi. To był niesamowity dunk i rewelacyjny plakat. Teraz Blake zrobił to samo Kendrickowi Perkinsowi, ale zrobił to jeszcze lepiej i jeszcze efektowniej.  Zresztą nie ma co o tym pisać, to trzeba zobaczyć

Masakra. Perkins został zniszczony i bezlitośnie upokorzony.

Dunk LeBrona nad Lucasem był niesamowity, ale po raz kolejny Griffin pokazał, że to on jest w tym momencie królem wsadów NBA, James też zdaje sobie z tego sprawę:

I jeszcze kilka innych reakcji zawodników na twitterze:

Mozgov może odetchnąć, teraz to Perkins ma najładniejszy plakat w lidze.

Na koniec obejrzyjmy ten rewelacyjny posterized dunk jeszcze raz z innego ujęcia:


NBA

Kategoria: NBA 11/12 - Tagi: blake griffin, clippers, kendrick perkins

NCAA: Zapowiedź XIII tygodnia

sty30
2012
Dodaj komentarz Kosi

Linki do streamów szukamy tu: firstrowsports.tv lshunter.tv Forum WiZiWiG

Poniedziałek

1:00 – West Virginia vs. Pittsburgh
Do formy po kontuzji wrócił Tray Woodall i po słabym początku w rozgrywkach Big East zespół Pittsburgh wygrał dwa ostatnie mecze. Panthers ze swoim podstawowym rozgrywającym to zupełnie inna drużyna, a przede wszystkim widać to po grze Ashtona Gibbsa, który najlepiej sprawdza się w roli typowego strzelca. Ich rywale West Virginia radzą sobie dużo lepiej, a ostatnio tylko minimalnie ulegli mocnej drużynie Syracuse. Kevin Jones gra świetnie i zapewne powalczy o nagrodę dla najlepszego zawodnika konferencji, a bardzo dobrze wspomaga go na obwodzie Darryl Bryant. Jeśli Pittsburgh uda się ograniczyć poczynania choćby jednego z nich mają spore szanse na odniesienie kolejnego cennego zwycięstwa.
Draft watch: Kevin Jones, Ashton Gibbs

3:00 – Texas vs. Missouri
Drużyna Texas w ostatnim czasie więcej spotkań przegrywała, ale zazwyczaj po bardzo wyrównanych końcówkach. Spora w tym zasługa J’Covana Browna, który w tym sezonie spisuje się świetnie. Missouri natomiast jak na razie ulegli tylko dwa razy i raczej na kolejną porażkę się nie zanosi. Warto ten mecz jednak zobaczyć ze względu na przyjemną dla oka grę Tigers i ciekawy pojedynek wspomnianego Browna z Marcusem Denmonem.
Draft watch: J’Covan Brown, Myck Kabongo, Marcus Denmon, Ricardo Ratliffe

Wtorek

1:00 – Illinois vs. Michigan State
Od początku rozgrywek w Big Ten drużyna Illinois gra w kratkę, a po zwycięstwie nad Ohio State przegrali trzy spotkania z rzędu. W Fighting Illini nie zawodzą tylko Brandon Paul i Meyers Leonard, zaś reszta gracza spisuje się poniżej oczekiwań. W Michigan State główne role również pełni dwójka skrzydłowy-obrońca, czyli Draymond Green i Keith Appling. Wydaje się jednak, że Spartans mają znacznie lepsze wsparcie z ławki i dlatego to oni będą tu faworytami, nawet mimo gry na wyjeździe.
Draft watch: Meyers Leonard, Draymond Green, Keith Appling, Adreian Payne

2:00 – Marquette vs. Seton Hall
Marquette radzą sobie naprawdę dobrze, ale ich problemem są powolne starty, przez co bardzo często już w pierwszej połowie muszą odrabiać kilkunastu punktowe straty. W większości wypadków z takich sytuacji potrafili wyjść zwycięsko, ale kilka razy kosztowało ich to wygraną. Drużyna Seton Hall stanie więc przed trudnym zadaniem, tym bardziej że przegrała cztery ostatnie spotkania. Jordan Theodore, Herb Pope i Fuquan Edwin są jednak w stanie przeciwstawić się dwójce Darius Johnson-Odom i Jae Crowder. Szczególnie ciekawy powinien być pojedynek na obwodzie pomiędzy Theodorem i Johnsonem-Odomem.
Draft watch: Darius Johnson-Odom, Jae Crowder, Herb Pope

3:00 – Iowa State vs. Kansas State
Royce White po cichu wyrasta na prawdziwą gwiazdę konferencji Big 12. Już dwukrotnie w bezpośrednich pojedynkach wypadł lepiej niż Thomas Robinson, w ostatnim meczu prowadząc Iowa State do zwycięstwa nad Kansas. Wydawałoby się więc, że i w tym meczu to Cyclones są faworytami, jednak ich problemem jest bardzo nierówna gra i to zapewne spróbuje wykorzystać agresywnie broniąca drużyna Kansas State. W Wildcats najważniejszym graczem jest Rodney McGruder, który w końcu wyrósł na prawdziwego lidera zespołu. Powstrzymanie jednego albo drugiego lidera będzie kluczowe dla losów tego spotkania.
Draft watch: Royce White, Rodney McGruder

Środa

0:30 – Michigan vs. Indiana
Michigan już raz w tym sezonie minimalnie ulegli drużynie Indiana, ale wtedy grali na parkiecie Hoosiers. Teraz zmierzą się u siebie i to oni będą tu faworytami, tym bardziej, że Indiana po przełomowym początku nieco opadła z sił. Jedynym, który tak naprawdę nie zawodzi jest Cody Zeller, ale i on miewa gorsze mecze. W Wolverines wyróżniają się Tim Hardaway Jr. i Trey Burke, ale to od defensywnej postawy Jordana Morgana będzie zależało najwięcej.
Draft watch: Tim Hardaway Jr, Cody Zeller, Christian Watford

1:00 – Georgetown vs. Connecticut
Ekipa Connecticut gra słabo, bez pomysłu w ataku i w rezultacie przegrała trzy ostatnie mecze. Shabazz Napier zamiast z meczu na mecz grać coraz lepiej spisuje się poniżej oczekiwań. Jeremy Lamb przeplata lepsze spotkania z gorszymi, a Andre Drummond bez dobrych podań pod kosz nie jest w stanie sam wiele zdziałać. Georgetown natomiast radzi sobie lepiej niż oczekiwano, a to wszystko zasługa równej gry całego zespołu. Zgodnie ze zwyczajem w Hoyas cała gra opiera się na dobrych podaniach od podkoszowego i tym razem jest nim Henry Sims, który nie przypadkowo ma najwięcej asyst w drużynie. Dodatkowo na obwodzie wyróżnia się Jason Clark, a na skrzydle Hollis Thompson.
Draft watch: Hollis Thompson, Henry Sims, Jeremy Lamb, Andre Drummond, Ryan Boatright, Alex Oriakhi

2:00 – Southern Miss vs. Memphis
Mecz na szczycie w konferencji C-USA. Tigers od 5 spotkań muszą radzić sobie bez bardzo utalentowanego Adonisa Thomasa, który doznał kontuzji wykluczającej go z reszty sezonu, ale to i tak nie przeszkadza im w wygrywaniu kolejnych spotkań. Na wyższy poziom wzbił się Will Barton, a coraz lepiej wspomaga go Joe Jackson i Tarik Black. Co ważniejszy młody zespół zaczyna nabierać doświadczenia i popełnia dużo mniej błędów. Southern Miss to zespół złożony z doświadczonych graczy i ciężko wyróżnić tu pojedynczych zawodników. Drużyna Memphis 11 stycznia już raz pokonała Golden Eagles, ale spotkanie zakończyło się różnicą tylko 2 oczek, więc i tym razem powinno być bardzo ciekawie.
Draft watch: Will Barton

Mecze Polaków
1:00 – Miami (OH) vs. Eastern Michigan
3:00 – Texas-Arlington vs. Texas-San Antoni

Czwartek

3:00 – Washington vs. UCLA
Zespół Washington od początku rozgrywek w Pac-12 radzi sobie bardzo dobrze, a to wszystko zasługa dobrej gry Terrence’a Rossa i coraz lepszej Tony’ego Wrotena. Swoje z ławki robi też C.J. Wilcox i to dzięki nim Huskies są obecnie na drugim miejscu w tabeli. Drużyna UCLA natomiast po różnych przygodach w ostatnim czasie zaczęła grać nieco lepiej wygrywając z dobrym zespołem Colorado. Na obwodzie swoje robią Lazeric Jones i Tyler Lamb, pod koszem wyróżniają się bracia Wear, a z ławki naturalnie pomaga Joshua Smith.
Draft watch: Terrence Ross, Tony Wroten, Joshua Smith

5:00 – California vs. Arizona
Kolejne ciekawe spotkanie tego dnia z Pac-12. Czołowa drużyna konferencji – California kontra bardzo utalentowana ekipa Arizona. Allen Crabbe, Jorge Gutierrez i Justin Cobbs kontra Solomon Hill, Kyle Fogg i Jesse Perry.
Draft watch: Brak

5:00 – BYU vs. Gonzaga
Ważny spotkanie w konferencji WCC, a w szczególności dla BYU. Ewentualna porażka spowoduje, że czołówka tabeli znacznie się oddali i tym samym szanse na udany sezon. Łatwo im na pewno nie będzie bo Gonzaga od początku rozgrywek radzi sobie bardzo dobrze przygrywając tylko przeciwko naprawdę lepszym drużynom. O sile Bulldogs stanowią Elias Harris, Kevin Pangos i Robert Sacre, w Cougars zaś wyróżnia się czwórka Noah Hartsock, Brandon Davies, Matt Carlino i Charles Abouo.
Draft watch: Elias Harris, Robert Sacre

Mecze Polaków
1:00 – Liberty vs. Gardner-Webb
3:00 – Montana State vs Idaho State
4:00 – Nevada vs. Utah State

Piątek

Wiadomo.

Sobota

18:00 – St. John’s vs. Syracuse
Czy Fab Melo zagra w tym meczu? To najważniejsze pytanie przed tym spotkanie i choć nawet bez niego Orange są tu faworytem, to jak pokazały poprzednie pojedynki bez swojego podstawowego centra ich defensywa nie jest już tak skuteczna. Na przeciwko nich stanie zaś zmotywowany zespół St. John’s, który mimo bardzo ograniczonej rotacji niedawno do ostatnich minut walczył z Duke. W Red Storm wyróżnić trzeba Maurice’a Harklessa, który wyrasta na jednego z lepszych graczy w konferencji, a warto zwrócić uwagę też na D’Angelo Harrisona. Syracuse chyba zbytnio przedstawiać nie trzeba, a wzrok widza powinien być zwrócony szczególnie na dwóch graczy – Krisa Josepha i Diona Waitersa.
Draft watch: Maurice Harkless, Kris Joseph, Dion Waiters, Rakeem Christmas, Fab Melo

18:00 – Connecticut vs. Seton Hall
Kolejny istotny mecz dla Connecticut, którzy z taką postawą niemal do końca sezonu będą rozgrywać takie spotkania. Oprócz obwodowych graczy Huskies i ciekawego pojedynku Shabazza Napiera z Jordanem Theodorem najwięcej uwagi będzie przyciągała podkoszowa rywalizacja Andre Drummonda z Herbem Popem.
Draft watch: Jeremy Lamb, Andre Drummond, Ryan Boatright, Alex Oriakhi, Herb Pope

19:00 – Florida vs. Vanderbilt
Spotkanie pomiędzy drużynami walczącymi o drugie miejsce (a może nawet i pierwsze) w konferencji SEC, legitymującymi się na obecną chwile identycznym bilansem. Ten mecz powinien przyciągnąć uwagę wielu skautów ze względu na liczbę ciekawych prospektów. Pod koszem zmierzą się Patric Young z Festusem Ezelim, zaś na obwodzie prawdopodobnie zobaczymy rywalizacje Bradley’a Beala z atletycznym Jeffery’m Taylorem, choć nie wykluczona jest też walka Beala z Johnem Jenkinsem. Niezależnie od wszystkie warto poświęcić wolny czas na to spotkanie.
Draft watch: Bradley Beal, Patric Young, Festus Ezeli, John Jenkins, Jeffery Taylor

19:00 – Notre Dame vs. Marquette
Patrząc na skład drużyna Notre Dame powinna zajmować jedno z ostatnich miejsc w konferencji Big East, a tym czasem w tym sezonie pokonała już Syracuse czy Connecticut. Nie ma więc co się dziwić, że także i w tym meczu nie są na straconej pozycji. Na przeciwko Fighting Irish stanie jednak mocny zespół Marquette prowadzony przez Dariusa Johnsona-Odoma i Jae’a Crowdera.
Draft watch: Darius Johnson-Odom, Jae Crowder

19:00 – Florida State vs. Virginia
Bez dwóch zdań Florida State w ACC gra wyśmienicie, a najlepiej to potwierdza seria 5 wygranych z rzędu, w tym z North Carolina i Duke. Znani z dobrej obrony Seminoles poprawili grę w ataku i na efekty długo nie trzeba było czekać. Tym razem zmierzą się z ekipą Virginia, która również chce się włączyć do walki o czołowe lokaty w konferencji. Bernard James stanie przed trudnym zadaniem powstrzymania bardzo niedocenianego skrzydłowego Mike’a Scotta.
Draft watch: Bernard James, Mike Scott

19:00 – Memphis vs. Xavier
Spotkanie dwóch wyróżniających się w kraju drużyn z mniejszych konferencji. Zwycięstwo w tym meczu może bardzo pomóc przy rozstawianiu zespołów podczas Selection Sunday. Will Barton i Joe Jackson kontra Mark Lyons i Tu Holloway.
Draft watch: Will Barton, Tu Holloway

19:30 – Oklahoma State vs. Baylor
Oklahoma State w tych rozgrywkach sprawiała już zarówno pozytywne i negatywne niespodzianki, a wszystko kręci się wokół Le’Bryana Nasha. W poprzednim spotkaniu z Baylor spisał się poniżej oczekiwań i Cowboys ulegli wysoko. Tym razem grają jednak u siebie, a tutaj wszystko może się wydarzyć. Jego rywalizacja z Perry Jonesem lub Quincy Millerem powinna być ozdobą meczu.
Draft watch: LeBryan Nash, Perry Jones, Quincy Miller

20:00 – Wisconsin vs. Ohio state
W porównaniu do początku tego roku kalendarzowego Wisconsin to już zupełnie inny, lepszy zespół. Od 12 stycznia wygrali 5 kolejnych spotkań, więc i w tym meczu mogą zagrozić mocnej drużynie Ohio State. Prawdopodobnie Jareda Sullingera nie powstrzymają i dlatego kluczowe może być zatrzymanie pozostałych graczy Buckeyes. Z drugiej strony OSU zapewne będzie chciało ograniczyć poczynania Jordana Taylora, na którym opiera się cały atak Badgers. Tutaj pole do popisu będzie miał Aaron Craft uważany za jednego z najlepszych defensywnych PG.
Draft watch: Jordan Taylor, Jared Sullinger, William Buford, Deshaun Thomas

22:00 – Maryland vs. North Carolina
Dawno nie polecałem żadnego meczu North Carolina i właśnie to nadrabiam. Wprawdzie Tar Heels są tu bezsprzecznie faworytami, ale Maryland ciekawych nazwisk również nie brakuje. Szczególnie warto zwrócić uwagę na Terrella Stoglina oraz utalentowanego Alexa Lena, który będzie miał okazje zmierzyć się z czołowymi podkoszowymi ligi. Dodatkowo na hali Maryland zawsze gra się ciężko, więc i tym razem może będzie ciekawie?
Draft watch: Harrison Barnes, John Henson, Tyler Zeller, Kendall Marshall, James Michael McAdoo, P.J. Hairston

1:00 – Manhattan vs. Iona
Dla odmiany spotkanie z MAAC. Pojedynek dwóch czołowych drużyn konferencji ze wskazaniem na Iona, która może poważnie namieszać w NCAA Tournament. Wprawdzie zespół Manhattan pokonał już w tych rozgrywkach Iona i to na wyjeździe, to mimo wszystko mocniejsi są Gaels gdzie wyróżnia się trójka Scott Machado, Michael Glover i Lamont Jones. Z Jaspers warto wspomnieć o George’u Beamonie.
Draft watch: Scott Machado, Michael Glover

3:00 – Missouri vs. Kansas
Prawdopodobnie najlepszy mecz soboty. Spotkanie dwóch czołowych drużyn ligi i konferencji Big 12. Obie drużyny w tym sezonie spotkają się po raz pierwszy i ciężko jednoznacznie wskazać faworyta. Bardziej zespołową koszykowe prezentuje drużyna Missouri, która dodatkowo może pochwalić się solidną obroną. W Kansas wszystko kręci się wokół Thomasa Robinsona i Tyshawna Taylora. Szczególnie powstrzymanie tego pierwszego może okazać się kluczowe dla losów meczu, ale to Taylor często swoimi decyzjami potrafi bardziej zaszkodzić drużynie niż pomóc. Na pewno emocji w tym spotkaniu nie zabraknie.
Draft watch: Marcus Denmon, Ricardo Ratliffe, Thomas Robinson, Tyshawn Taylor, Elijah Johnson

Mecze Polaków
23:00 – Central Arkansas vs. Texas-Arlington
1:00 – Liberty vs. North Carolina-Asheville
1:30 – Akron vs. Eastern Michigan
4:00 – Nevada vs. Idaho

Niedziela

19:00 – Michigan State vs. Michigan
Kolejne ciekawe spotkanie w Big Ten pomiędzy zespołami walczącymi o czołowe lokaty w konferencji. Nieco silniejsza wydaje się drużyna Michigan State, która dodatkowo będzie grała u siebie. Tim Hardaway Jr. i Trey Burke będą musieli rozegrać naprawdę bardzo dobre spotkanie, żeby poprowadzić Michigan do cennego zwycięstwa z Spartans. Czy Draymond Green i spółka do tego dopuszczą?
Draft watch: Draymond Green, Keith Appling, Adreian Payne, Tim Hardaway Jr.

20:00 – Pittsburgh vs. Villanova
Jeszcze nie tak dawno to spotkanie nie przyciągałoby większej uwagi, ale do składu Pittsburgh powrócił Tray Woodall, a w Villanova na wyższy poziom wzbił się Maalik Wayns. Tego pierwszego wspomagać będą Ashton Gibbs i Nasir Robinson, w Wildcats wyróżniają się jeszcze Dominic Cheek i Mouphtaou Yarou. Mimo słabych pozycji oba zespoły jeszcze mogą namieszać w Big East.
Draft watch: Ashton Gibbs, Mouphtaou Yarou, Maalik Wayns

21:00 – Illinois vs. Northwestern
Jeżeli drużyna Northwestern marzy jeszcze o pierwszym historycznym występie w NCAA Tournament musi zacząć wygrywać mecze. Dobrym początkiem byłaby wygrana z Illinois, z którymi na początku roku przegrali tylko jednym oczkiem. Oprócz dobrej gry Johna Shurna i Drewa Crawforda niezbędne będzie dobre wsparcie pozostałych członków drużyny oraz ograniczenie poczynań Meyersa Leonarda i Brandona Paula.
Draft watch: Meyers Leonard, John Shurna


NBA

Kategoria: NCAA - Tagi: ncaa, Zapowiedź tygodnia

Kilka słów o meczu Miami – Chicago

sty30
2012
8 komentarzy Mateusz Trybulec

Sezon 2011/2012 National Basketball Association nie będzie jednym z tych, który będzie po latach wspominany przez kibiców jako najbardziej ekscytujący i fun to watch. To, co oglądamy obecnie jest koszykarskim survivalem, który zostawia za sobą krwawe żniwo kontuzji, kiepskiej defensywy, jeszcze bardzie nieskutecznej ofensywy, nieudanych akcji, przestrzelonych wsadów i tylu cegieł, że można by z nich wybudować Mur Chiński (pozdrowienia dla Yao). Wszyscy z nadzieją w oczach czekają na playoffy i liczą na to, że uda im się do nich dotrwać bez większych strat. Najlepiej chyba podsumował ten sezon Gregg Popovich (za twittem Kosiego):


Od czasu do czasu w kalendarzu meczowym trafiają się pojedynki, które jako fani NBA musimy po prostu obejrzeć. Jednym z takich był wczorajszy mecz Miami Heat kontra Chicago Bulls. (Potencjalnie) dwie najlepsze obecnie drużyny w lidze, plejada gwiazd zarówno po jednej jak i drugiej stronie, finaliści zeszłorocznych Finałów Konferencji, słowem crême de la crême.

Niestety, pojedynek na szczycie zawiódł oczekiwania. Spotkanie było średnio atrakcyjnym widowiskiem (oprócz kilku efektownych wsadów Heat i pomimo dobrych występów Jamesa, Bosha i Rose’a), w którym Żar co chwila uciekał Bykom na kilkanaście punktów, po czym w zaskakujący sposób tracił zdobytą przewagę, głównie za sprawą rewelacyjnego Derricka Rose’a. Kiedy w końcówce 4 kwarty wydawało się, że koszykarze z South Beach dowiozą zwycięstwo, lider Bulls znów zabłysł i zmniejszył przewagę Miami do 1 punktu na 49 sekund przed końcem.

Wszyscy spodziewali się emocjonującej końcówki, która chociaż trochę zrekompensuje średni jakościowo mecz, ale niestety zawiedli się. Ostatnie chwile spotkania były festiwalem wpadek. Najpierw Rose gubi piłkę przy kontrataku na 26 przed końcem, ale szczęśliwie dla Bulls sędziowie odgwizdali kontrowersyjny faul na Haslemie. Numer 1 staje na linii rzutów wolnych, na której w tym sezonie był bezbłędny w czwartych kwartach (jak i w całym meczu) i nie trafia obydwu rzutów.

Lebron James zbiera piłkę. Dosłownie 5 sekund wcześniej (na zegarze meczowym), Thibodeau kazał siąść na ławce Carlosowi Boozerowi i wpuścił na parkiet Joakima Noah, aby wzmocnić obronę i siłę na tablicach. Czy naprawdę nikt inny nie mógł w tej sytuacji faulować Lebrona Jamesa, niż Noah, dla którego było to już ostatnie dopuszczalne przewinienie w tym spotkaniu? Fani Chicago myślą w tym momencie – o nie, tylko nie Carlos Boozer. I mają w zupełności rację.

Ku zdziwieniu wszystkich, Lebron James nie trafia dwóch rzutów wolnych (uwaga: sarkazm). Walka pod koszem, gwizdek. Po obejrzeniu powtórki wideo, sędziowie postanawiają rozstrzygnąć spór poprzez rzut sędziowski, chociaż gdyby lepiej się przyjrzeli, to oddaliby piłkę Chicago Bulls (edit: po dużym zbliżeniu widać jednak, że noga Wade’a była na parkiecie, dzięki Krog, tym niemniej sędziowie też to mogli na powtórce zauważyć).

Król wygrywa w locie, Mario Chalmers zostaje faulowany. Rozgrywający Heat trafia jeden z dwóch rzutów wolnych. Carlos Boozer zbiera piłkę i chce wziąć czas, ale zapomina, że ma ciągle piłkę w rękach. Jakimś cudem udaje się jednak Bykom zachować posiadanie i zostaje im przyzwoite 9,9 sekundy na rozegranie ostatniej akcji, w której mają szansę doprowadzić do dogrywki lub zwyciężyć.

Z początku, wszystko układa się zgodnie ze scenariuszem nakreślonym przez Toma Thibodeau. Co prawda Boozer stawia kiepską zasłonę, przy której w ewidentny sposób pomaga sobie rękami (a jest to jeden z elementów, na który szczególnie w tym sezonie mają zwracać uwagę sędziowie NBA), ale udaje mu się uniknąć faulu ofensywnego i zasłona spełnia swoje zadanie. Chris Bosh lekko się poślizgnął i Derrickowi Rose’owi udaje się wbiec w pole 3 sekund.

Na słabej stronie, Taj Gibson przygotowuje zasłonę dla Kyle’a Korvera (jednego z najbardziej skutecznych strzelców za trzy w poprzednim sezonie), ale z niewiadomych nikomu przyczyn decyduje się wbiec w pomalowane, gdzie jest już dwóch zawodników Bulls i trzech koszykarzy Heat.

Rose odwraca się i szuka Korvera obwodzie (co było najprawdopodobniej drugą opcją Bulls), który nie miał szans się uwolnić (thanks Taj). Mimo wszystko dzięki flopowi Haslema udaje się liderowi Byków zyskać wystarczająco miejsca, aby rzucić w miarę czystego floatera, który nie wpada jednak do kosza. Całość możecie obejrzeć sobie pod koniec poniższego recapu.

This is painful to watch.


NBA

Kategoria: NBA 11/12, różne

NBAcodziennie: LeBron vs. Rose

sty30
2012
3 komentarzy Adam Szczepański

Podsumowanie weekendu

Latający LeBron
W Los Angeles mają swoje Lob City, ale po drugiej stronie Stanów Zjednoczonych, na wschodnim wybrzeżu jest drużyna, która gra może jeszcze efektowniej niż Clippers. Mowa oczywiście o Heat. To w jaki sposób zawodnicy z Miami przechodzą do kontrataków i jak je kończą, musi robić wrażenie. Alle-oopy, dunki w wykonaniu LeBrona i Wade’a można oglądać godzinami. Latający nad koszami Griffin i Jordan mają poważną konkurencję. Po przyjściu Paula to Clippers mieli być najbardziej ‘fun to watch’ i mieli prezentować najbardziej efektowne zagrania, ale w tym momencie Heat ich wyprzedzają. Zwłaszcza po wczorajszym meczu z Bulls i fantastycznym wsadzie Jamesa nad Lucasem. Podczas konkursów wsadów przeskakiwanie nad innym zawodnikiem nie robi już takiego wrażenia, tym bardziej jeśli jest to niewysoki rozgrywający, ale w trackie meczu… to już zupełnie co innego. To był naprawdę niesamowity dunk, który zapisze się w historii tego sezonu, może tak samo jak wsad Griffina nad Mozgovem w poprzednich rozgrywkach.

Ale James wczoraj nie tylko przeskakiwał nad Lucasem. Rozegrał kolejny fantastyczny mecz i ponownie był nie do zatrzymania, prowadząc Heat do zwycięstwa. Zdobył 35 punktów (52% z gry), zebrał 11 piłek i zaliczył 5 asyst. Chociaż w ostatnich sekundach, a dokładnie na 17 sekund przed końcem, znowu spudłował 2 bardzo ważne rzuty wolne. Znowu ta czwarta kwarta LeBrona… ale tym razem nie przeszkodziło to Heat w zwycięstwie, ponieważ jeszcze bardziej na finiszu zawiódł lider Bulls. Rose również grał wczoraj fantastycznie i to dzięki niemu gości do samego końca walczyli o wygraną. Ostatecznie zanotował 34 punkty (39% z gry), 6 zbiórek i 6 asyst. Jest pierwszym zawodnikiem, który w tym sezonie rzucił Heat 30 punktów. Niestety, w ostatnich sekundach nie zachował zimnej krwi. Kiedy Bulls mieli tylko punkt straty na 22 sekundy przed końcem, Rose stanął na linii rzutów wolnych. Wcześniej trafił wszystkie 12 prób, co więcej, do tego momentu w tym sezonie trafił wszystkie 29 wolnych w czwartych kwartach. Ale nie tym razem. Oba spudłował, później jeszcze spudłował rzut, który mógł doprowadzić do remisu i Bulls musieli uznać wyższość gospodarzy.

To były dwa fantastyczne indywidualne występy i dwa przykłady, jak to nic nie znaczy na samym finiszu, kiedy ważą się losy spotkania.

Seria 10 zbiórek Gortata
W piątek Suns zostali zniszczeni w Portland, a Gortat zakończył swoją serię double-doubles, ale już dzień później wygrali po wyrównanej walce z Grizzlies i też Marcin ponownie miał double-double. W starciu z Blazers zaliczył 8 punktów trafiając tylko 3 z 10 rzutów, a do tego dołożył 10 zbiórek. Natomiast spotkanie z Grizzlies zakończył z dorobkiem 13 punktów i 12 zbiórek, jednak skuteczność miał tylko nieco lepszą niż dzień wcześniej. Oddał 17 rzutów z gry, a trafił tylko 6 z nich, czyli 35.3%. Warto dodać, że przed tym meczem Gortat tylko raz miał skuteczność niższą od 50% w spotkaniu, w którym oddał co najmniej 15 rzutów.

Seria double-doubles Gortata zatrzymała się na 9, ale warto zauważyć, że nadal trwa jego seria meczów, w których zebrał co najmniej 10 piłek. To już 11 meczów z rzędu. Jest to najdłuższa taka seria zawodnika Suns od 2001 roku, kiedy Marion miał przynajmniej 10 zbiórek w 13 kolejnych spotkaniach.

Triple-doubles
Przez pierwszy miesiąc obecnego sezonu tylko dwóch zawodników zanotował triple-double, Rajon Rondo i Kyle Lowry. W sobotę do tego grona dołączyła kolejna dwójka, Andre Iguodala i Kemba Walker.

Iguodala zanotował dokładnie po 10 punktów, zbiórek i asyst, co dało mu ósme w karierze triple-double. W każdym z elementów miał minimum do triple-double, ale dlatego też jest to niezwykłe osiągniecie. Od 1954 roku w NBA tylko 4 razy zanotowano właśnie takie triple-double, a Iguodala zrobił to już po raz drugi. W ten sposób AI uczcił swoje 28. urodziny i poprowadził Sixers do kolejnej wygranej. Drużyna z Philly na własnym parkiecie łatwo pokonała Pistons i było to już ich 8 zwycięstwo w tym sezonie różnicą co najmniej 20 punktów. Pod tym względem Sixers są niekwestionowanym liderem w całej lidze, Heat i Bulls, którzy zajmują drugie miejsce, zanotowali połowę mniej tak wysokich wygranych.

Tymczasem Walker jest pierwszym debiutantem, który w tym sezonie zaliczył triple-double. W zeszłym sezonie trzech rookies mogło pochwalić się takim osiągnięciem, w tym dwóch zawodników Wizards (Wall i Crawford), którzy byli świadkami popisu młodego lidera Bobcats. Przed meczem z Wizards, Kemba ani razu w swojej krótkiej karierze nie miał jeszcze dwucyfrowego dorobku asyst ani zbiórek, a jak już mu się to udało, to od razu w obu tych elementach. Spotkanie zakończył mając 20 punktów, 11 asyst i 10 zbiórek. Niestety jego świetny występ nie uchronił gospodarzy przed porażką. Wizards wygrali swój pierwszy mecz na wyjeździe, a seria porażek Bobcats wydłużyła się do 8.

Game-winner Irvinga
W meczu przeciwko Nets, Kyrie Irving ustanowił swój rekord kariery zdobywając 32 punkty. 21 z nich miał w samej czwartej kwarcie, ale nawet to nie wystarczyło do zwycięstwa. Wczoraj w Bostonie młody gwiazdor Cavs ponownie zagrał bardzo dobrze, a co najważniejsze, tym razem zapewnił wygraną swojej drużynie. Irving trafił game-winnera na 2.6 sekund przed końcem. W tym sezonie był już w podobnej sytuacji w meczu z Pacers, wtedy też wkręcił się pod kosz w ostatnich sekundach i mógł dać Cavs zwycięstwo, ale spudłował layupa. Teraz już nie powtórzył tego błędu.

Ten celny layup Irvinga przesądził o zwycięstwie i był uwieńczeniem serii 12-0, którą goście zakończyli to spotkanie. Celtics przez ostatnie ponad 4 minuty nie zdobyli żadnego punkty, podczas gdy debiutant Cavs miał połowę z tych 12 punktów swojej drużyny. Całe spotkanie Irving zakończył mając 23 punkty (71.4% z gry), 6 asyst i 4 zbiórki, a Cavs przerwali serię 4 zwycięstw Celtics. Gospodarzom nie pomógł powrót do gry Allena i jego 22 punkty.

Fatalna postawa Magic
Magic grają okropnie w ostatnim czasie, a wszystko zaczęło się od 56 punktów w Bostonie. Po czwartkowej porażce z Celtics, w której stracili 27-punktowe prowadzenie, Magic pojechali do Nowego Orleanu. Hornets przed tym meczem mieli serię 9 kolejnych porażek, dlatego też goście nie mieli mieć żadnego problemu z wywiezieniem zwycięstwa. Magic jednak zagrali fatalnie. Trafili tylko 39% swoich rzutów z gry, zdobyli ledwie 67 punktów i zostali rozbici przez słabych Hornets. W ekipie gości tylko Howard zagrał na normalnym poziomie. Miał na swoim koncie 28 punktów i 16 zbiórek, ale jego koledzy dołożyli zaledwie 39 punktów ze skutecznością 32% z gry. Dlatego też trudno się dziwić rozżaleniu Dwighta z postawy jego zespołu: „I look at guys and they don’t look like they want to play”.

Niestety gorzkie słowa ich lidera nie wpłynęły mobilizująco na zawodników Magic. W niedzielnym meczu z Pacers po raz kolejny dotkliwie przegrali i tym razem na własnym parkiecie.

Jeszcze po pierwszej połowie gospodarze mieli na swoim koncie 52 punkty i byli na prowadzeniu, ale po przerwie przestali grać. W drugiej połowie zdobyli tylko 34 punkty i ulegli ekipie z Indiany różnicą 21. Howard ostatecznie zanotował 24 punkty i 13 zbiórek, ale z wolnych spudłował aż 11 z 15 prób, a do tego popełnił też 5 strat.

To była już trzecia porażka z rzędu Magic, a piątka w ostatnich 7 meczach. Przede wszystkim mają oni ogromne problemy w drugiej połowie. W ostatnich czterech porażkach po przerwie zdobywali średnio zaledwie 28 punktów ze skutecznością 29.4% i tracili 9.8 piłek, równocześnie pozwalając rywalom na 49.8 punktów. Prawdziwa kompromitacja.

Kaman do wymiany
Podczas gdy Hornets nieoczekiwanie niszczyli Magic przed własną publicznością, a później już bez niespodzianki zostali rozbici przez Hawks, Chris Kaman siedział w domu i zastanawiał się, gdzie dokończy ten sezon. Nieco ponad miesiąc po jego przenosinach do Nowego Orleanu z Los Angeles, Hornets już oficjalnie rozpoczęli poszukiwania możliwości wymiany Kamana. Ale to chyba nikogo nie zdziwiło. Właściwie już kiedy dokonywano transferu z Clippers było wiadomo, że Kaman tego sezonu nie zakończy w Hornets. Po pierwsze, nie potrzebują oni kolejnego centra, po drugie chcą dać więcej czasu młodym zawodnikom, a po trzecie w zamian za Kamana mogą sporo zyskać. Jest on wartościowym centrem, ma kończący się kontrakt i wiele drużyn chciałoby mieć go w swoim składzie. W NBA i tak jest deficyt dobrych środkowych, a do tego w tym sezonie mamy już poważne kontuzje Horforda, Boguta i Lopeza, a Kaman jak na razie jest wyjątkowo zdrowy. Dlatego można oczekiwać dużego zainteresowania i Hornets mogą sporo zyskać na tej wymianie. Kaman też może zyskać, bo zapewne trafi do zespołu mającego aspiracje długiej gry w playoffs, podczas gdy w Nowym Orleanie o nic nie walczy. Co prawda po przenosinach do Luizjany bardzo chwalił swój nowy klub i mówił nawet, że chciałby zostać tu dłużej niż tylko w tym sezonie, ale trudno te słowa traktować bardzo poważnie.

Zainteresowani są między innymi Rockets, Jazz, Pacers, Spurs, Cavs, Pistons, a także Celtics. Chociaż ci ostatni nie mają Hornets nic wartościowego do zaoferowania i w wyścig po Kamana mogą się włączyć tylko, gdyby jego kontrakt został wykupiony i byłby on wolnym agentem. Ale już wiadomo, że pozyskanie Kamana nie będzie łatwe, bo władze klubu (czyli NBA) oczekują za niego wysokiej ceny, chcą picków, młodych graczy i miejsca w salary cap. Dlatego mimo że jest spore zainteresowanie, Kaman może jeszcze poczekać na transfer, właśnie ze względu na zbyt wygórowane oczekiwania swojego klubu.

Punkty Terry’ego i bloki Beauboisa
Na derby Texasu i pojedynek ze Spurs do drużyny z Dallas wrócił Nowitzki. Nie rozegrał jednak najlepszego spotkania odnotowując 10 punktów ze słabą skutecznością na poziomie 36% i zbierając 13 piłek. Mavs mogli jednak liczyć na Terry’ego, który poprowadził ich do zwycięstwa. Jet w czwartej kwarcie zdobył 12 punktów i trafił kluczowy rzut na pół sekundy przed końcem, który doprowadził do dogrywki. Natomiast w doliczonym czasie gry do niego należały ostatnie 4 punkty Mavs. Całe spotkanie Terry zakończył z dorobkiem 34 punktów (61% z gry), co jest jego rekordowym osiągnięciem w tym sezonie. Dzięki niemu gospodarze mieli odpowiedź na świetnie grających rezerwowych Spurs, którzy zdobyli aż 55 punktów dla swojej drużyny.

Dla Mavs była to druga wygrana z rzędu i po raz drugi w pierwszej piątce w roli podstawowego rozgrywającego wystąpił Beaubois. Co prawda West wrócił już wczoraj do gry, ale po bardzo dobrym występie Francuza przeciwko Jazz, trener pozostawił go w wyjściowym składzie. W starciu z Jazz, Beaubois przyczynił się do zwycięstwa Mavs zaliczając 22 punkty, 7 asyst, 6 zbiórek i aż 4 bloki. Wczoraj również spisywał się bardzo dobrze. Zdobył 14 punktów, był najlepszym podającym Mavs z 7 asystami i zablokował 3 rzuty rywali.

Beaubois ma tylko 188 centymetrów wzrostu, ale to zupełnie nie przeszkadza mu w zatrzymywaniu przeciwników blokami. W ostatnich 3 meczach za każdym razem miał co najmniej 3 bloki, natomiast co najmniej jeden blok zanotował już w 6 kolejnych spotkaniach. W tym momencie ma na swoim koncie 18 bloków, podczas gdy przez pierwsze 2 sezony w NBA zanotował ich tylko 20.

Bucks bez Boguta
W sobotę Bucks pokonali Lakers i była to ich pierwsza wygrana w tym sezonie bez Boguta. Wcześniej przegrali wszystkie 6 spotkań bez swojego centra. Ale teraz nie mają już co liczyć, że Bogut wróci do gry i pomoże im wygrywać. Ich środkowego nie przestają prześladować problemy zdrowotne. Tym razem doznał poważnej kontuzji kostki i czeka go 8-12 tygodni przerwy. W rezultacie, w tym sezonie możemy już nie zobaczyć go na parkiecie, a jeśli nawet, to dopiero w samej końcówce. Dlatego jeśli Bucks chcą w tym roku awansować do playoffs, to muszą wywalczyć sobie awans bez pomocy Boguta. W starciu z Lakers im się udało, ale bez swojego centra są bardzo osłabieni pod koszem i będzie im niezwykle trudno znaleźć się w ósemce.

Ta kolejna kontuzja Boguta powinna być znakiem dla Bucks, żeby poważnie pomyśleć o innym kierunku w jakim powinna pójść ich drużyna. W Milwaukee mieli nadzieję, że duet Jennings-Bogut będzie ich siłą napędową, ale niestety na Boguta nie można liczyć. W poprzednich dwóch sezonach stracił łącznie 30 meczów, teraz straci ich jeszcze więcej i nic nie wskazuje na to, że w końcu kontuzje go opuszczą. Co chwilę coś mu doskwiera i nie jest w stanie zrealizować swojego ogromnego talentu, a będąc zdrowym, mógłby być jednym z najbielszych środkowych. Dlatego z niepewnym Boguta, trudno Bucks będzie zbudować silną drużynę, która mogłaby poważnie namieszać w lidze. Muszą poszukać sobie innego centra, chociażby takiego, który mógłby skutecznie zastąpić Boguta podczas jego częstych nieobecności.

Wyjazdowa wygrana Lakers
Po porażce w Milwaukee, Lakers pojechali do Minnesoty i tam wreszcie udało im się zanotować drugie wyjazdowe zwycięstwo w sezonie. Do tej wygranej poprowadził ich tercet gwiazd, Bryant, Gasol i Bynum zdobyli razem aż 84 punkty z wysoką skutecznością 57% z gry. Kobe miał 35 punktów (5/9 za trzy) i 14 zbiórek, Gasol odpowiednio 28 i 6, a Bynum 21 i 7. Lakers udało się zatrzymać Wolves na skuteczności wynoszącej tylko 38.5%, dlatego też nie przeszkodziło im, że zdecydowanie przegrali walkę na atakowanej tablicy (7-24), popełnili więcej strat (12-4), mieli znacznie mniej punktów drugiej szansy (10-34) i ani jednego punktu z kontry (0-16).

Dla drużyny z LA była to nie tylko druga wyjazdowa wygrana w tym sezonie, ale też dopiero drugi mecz, w którym zdobyli co najmniej 100 punktów.

Billups wrócił do Denver
Carmelo Anthony w tym sezonie nie zagra w Denver, ale wczoraj do swojego rodzinnego miasta wrócił Billups, po raz pierwszy od czasu transferu do Knicks. Kibice w Pepsi Center przywitali go owacjami, ale później Billups nie dał im już powodów do zadowolenia. Zdobył najwięcej w tym sezonie 32 punkty (55% z gry, 6/12 za trzy) i poprowadził Clippers do zwycięstwa, przerywając tym samym serię 6 kolejnych wygranych Nuggets.

Ławka Rockets
Rockets wygrali ostatnie 2 mecze, mimo nieobecności Martina i ledwie 2 celnych rzutów z gry na 13 prób Lowry’ego. Te dwa zwycięstwa zawdzięczają swojej bardzo głębokiej ławce. W starciu z Wizards rezerwowi Rockets zdobyli 52 punkty ze 103 całej drużyny. Jeszcze większą rolę odegrali w spotkaniu z Knicks, kiedy mieli aż 62 punkty z 97 całej drużyny. Trudno się dziwić, że Rockets wygrali 9 ze swoich ostatnich 10 meczów.


NBA

Kategoria: NBA 11/12, NBAcodziennie - Tagi: andrew bogut, Bucks, chris kaman, clippers, derrick rose, dwight howard, heat, kyrie irving, lakers, lebron james, Magic, rockets

Power ranking – piąty tydzień

sty29
2012
3 komentarzy Karol Melaniuk

1. (1.) Bulls 2-1 (wygrane z Nets oraz Bucks; przegrana z Pacers), 17-4 w sezonie

Po pierwszej porażce Byków u siebie radość zwycięzców (podobno w szatni gracze Pacers świętowali jakby zdobyli tytuł) tak mocno poirytowała Rose’a, że powiedział, iż nigdy tego nie zapomni i już nie może się doczekać kiedy znowu zagra przeciw Indianie. Tak więc czekamy i my na wielki mecz Derricka 5 marca, ale póki co przed Chicago 9 spotkań z rzędu na wyjeździe. Pierwsze już za kilka godzin w Miami.

2. (2.) Heat 3-1 (wygrane z Cavs, Pistons oraz Knicks; porażka z Bucks), 14-5 w sezonie

Mimo że bez niego mają bilans 8-1, to powrót Wade’a cieszy, szczególnie że od razu pokazał się ze znakomitej strony: 28 punktów (65 TS%), 5 przechwytów i tylko jedna strata przeciw NYK. Ciągle żywym jest jednak pytanie o to, czy LeBron jest clutch. Z jednej strony w tym tygodniu miał tylko 3 punkty (1/4FG) w czwartej kwarcie vs Milwaukee, a z drugiej vs Detroit 3 asysty i 10 punktów – w tym 6/6FT w ciągu ostatniej półtora minuty po tym jak Pistons objęli trzypunktowe prowadzenie.

3. (3.) Thunder 3-0 (wygrane z Pistons, Hornets oraz Warriors), 16-3 w sezonie

Oklahomie brakuje już tylko jednego zwycięstwa, aby wyrównać najlepszy start w historii klubu ustanowiony w sezonie 2004/05 (ktoś w ogóle pamięta tą bardzo niedocenianą drużynę, której liderem był Ray Allen?). Jeśli Durant będzie grał jak do tej pory (np. 15 punktów w czwartej kwarcie vs GSW), to nie powinno stanowić problemu.

4. (5.) 76ers 3-1 (wygrane z Wizards, Bobcats oraz Detroit; porażka z Nets), 14-6 w sezonie

Ile znaczy dla Philadelphii będący w niesamowitej formie w tym sezonie Hawes? Bilans 10-2 z nim i 4-4 bez mówi wszystko w tym temacie. Musi on wrócić czym prędzej, bo bez niego przez najbliższe dwa tygodnie 76ers mogą nic nie wygrać jako że zmierzą się kolejno z: Orlando, Chicago, Miami, Atlantą, LAL, San Antonio oraz LAC.

5. (10.) Nuggets 2-0 (wygrane z Kings i Raptors), 14-5 w sezonie

Po słabiutkim meczu z 76ers, gdy zdobył tylko 3 punkty, Gallinari gra fantastycznie i notuje średnio 25,5 PPG w czterech ostatnich spotkaniach. Ale nawet przy takiej jego formie Nuggets będą potrzebować Lawsona w pełni sił (z powodu kontuzji kostki vs Kings grał tylko 15 minut, a przeciw Tornto w ogóle nie wystąpił), gdyż przed nimi bardzo ciężki tydzień: 5 meczów z mocnymi drużynami.

6. (4.) Clippers 2-1 (wygrane z Raptors i Grizzlies; porażka z Lakers), 10-6 w sezonie

Mo Williams w cieniu gwiazd Clippers rozgrywa świetny sezon jako rezerwowy. Ma już pięć spotkań z rzędu z co najmniej 16 punktami (w tym trzy z 25 lub więcej) i to w sporej mierze dzięki jego bardzo dobrej czwartej kwarcie (9 punktów) LAC wygrali zacięty mecz z Memphis.


7. (7.) Spurs 2-1 (wygrali z Hornets i Hawks; przegrali z Wolves), 12-8 w sezonie

Przeciw NOH mogliśmy zobaczyć Duncana jak z dawnych lat. W samych ostatnich sześciu minutach czwartej kwarty zdobył 8 punktów (28 w całym meczu), w tym trafił game winnera, dzięki czemu Spurs wygrali pierwszy raz na wyjeździe z drużyną zachodniej konferencji.

8. (11.) Mavs 2-1 (wygrane z Suns i Jazz; porażka z Wolves), 12-8 w sezonie

Dirk nie gra, ale nie przeszkadza mu to w mówieniu takich rzeczy: I haven’t seen one team in the West that I’m scared of, I really haven’t. I think we can compete with all of them. Oklahoma City has probably the best record, but I think we’ve played them well every time we’ve seen them and everybody else has been up and down. To się nazywa mistrzowska pewność siebie.

9. (15.) Hawks 2-1 (wygrane z Bucks oraz Pistons; porażka ze Spurs), 14-6 w sezonie

Kirk Hinrich już w drugim meczu po powrocie pokazał się z dobrej strony notując 9 asyst, gdy dostał więcej czasu w miejsce kontuzjowanego Teague’a (kostka). Ale w tym spotkaniu Atlantę do zwycięstwa poprowadził będący clutch JJ, który w czwartej kwarcie zdobył 10 punktów (w tym dająca dogrywkę trójka), a kolejnych 5 dorzucił w dodatkowym czasie gry.

10. (9.) Jazz 1-2 (wygrana z Kings; porażki z Raptors i Mavs), 11-7 w sezonie

Słabszy tydzień, ale przegraną z Toronto można wytłumaczyć absencją Jeffersona. Wprawdzie brak zwycięstwa nad poważnie osłabionymi Mavs czy nieznaczna wygrana z Sacramento mogą niepokoić, to jednak Jazz cały czas są bardzo pozytywną niespodzianką tego sezonu. Jeśli utrzymają taki bilans do końca, to Corbin będzie walczył o nagrodę dla najlepszego trenera i byłoby dość ciekawie, gdyby ją zdobył, ponieważ Sloan podczas całej swojej kariery nie był ani razu wybrany COTY.


11. (12.) Blazers 3-1 (wygrane z Kings, Grizzlies oraz Suns; porażka z Warriors), 12-8 w sezonie

O tym, że Wallace to całkiem inny zawodnik w Portland niż na wyjeździe już pisaliśmy. Podobnie jest niestety z całą drużyną, która ma bilans 9-1 u siebie i tylko 3-7 w innych halach.

12. (8.) Lakers 1-2 (wygrana z Clippers; porażki z Pacers i Bucks), 11-9 w sezonie

Kobe zagrał bardzo dobrze w czwartej kwarcie przeciw LAC zdobywając 12 punktów (3/7 FG, 5/7 FT) dzięki czemu LAL odnieśli zwycięstwo. Niestety w końcówkach przeciw wschodnim drużynom Bryant zawiódł: vs Milwaukee miał 2/9 FG, a przeciw Indianie 1/6 FG.

13. (23.) Celtics 4-0 (wygrane z Wizards, Magic x2 i Pacers), 9-9 w sezonie

Jednym takim tygodniem Boston całkowicie zmienił to, jak należy oceniać tą drużynę. W pierwszym meczu przeciw Orlando wyrównali klubowy rekord najmniejszej ilości straconych punktów, a jednocześnie ustanowili nowy (od czasu wprowadzenia zegara) pozwalając Magic na tylko 20 punktów w połowie. W drugim z kolei odrobili ogromną stratę (27 punktów!). A wszystko to bez Allena i Rondo, za to z fantastycznie spisującym się Piercem, który w tych czterech meczach miał średnio 26,3 PPG (61,2 TS%), 7,3 RPG, 8,8 APG oraz 2 SPG.

14. (6.) Magic 1-3 (wygrana z Pacers; porażki z Celtics x2 oraz Hornets), 12-7 w sezonie

Zaledwie 56 zdobytych punktów (najmniej w historii Orlando) w Bostonie można by jeszcze jakoś przeboleć. Ale 67 w Nowym Orleanie?! To zresztą nie koniec żenady w wykonaniu Magic. W drugim meczu przeciw Celtics roztrwonili 27 punktów przewagi i znowu całkiem zniknęli w drugiej połowie. Cztery mecze w pięć dni są pewnym usprawiedliwieniem, ale i tak nie dziwi frustracja Dwighta, który zaczął krytykować swoich kolegów z drużyny.

15. (17.) Pacers 2-2 (wygrane z Lakers i Bulls; porażki z Magic i Celtics), 12-6 w sezonie

Myślałem, że jeśli Indiana wygra z LAL i Chicago to sprawa stanie się jasna i będzie można tą drużynę uznać za jedną z najlepszych w NBA. Ale jednocześnie przyszły porażki z tak sobie ostatnio grającymi Magic i osłabionymi Celtics. Tak więc sceptycyzm w ocenie siły Pacers jest nadal wskazany.

16. (13.) Rockets 3-1 (wygrane z Wolves, Wizards oraz Knicks; porażka z Bucks), 12-8 w sezonie

Houston nie udało się zostać pierwszą w tym sezonie drużyną, która wygra 8 spotkań z rzędu. Ich serię siedmiu zwycięstw przerwała niespodziewana porażka u siebie z Bucks. Z ciekawostek: w czwartej kwarcie meczu z Minnesotą Kevin Martin grał jako PF.

17. (16.)Timberwolves 2-1 (wygrane z Mavs i Spurs; porażka z Rockets), 9-10 w sezonie

Po raz pierwszy od 1999/00 Minnesota wygrała wszystkie mecze w sezonie przeciw San Antonio. Spory w tym udział miał Rubio, który w czwartej kwarcie zdobył 9 punktów (któryż to już raz najlepiej gra on w decydujących momentach?). Największe wrażenie robiła jednak defensywa Wolves, która w ostatnich siedmiu minutach tego meczu pozwoliła Spurs trafić tylko jeden rzut z gry.

18. (14.) Grizzlies 1-3 (wygrana z Warriors; porażki z Blazers, Clippers oraz Suns), 10-9 w sezonie

Cztery mecze na wyjeździe w ciągu sześciu dni, więc taki bilans nie dziwi. Spotkanie przeciw Phoenix był pierwszą przegraną Memphis z drużyną poniżej 50% wygranych, ale Marc Gasol w bezpośrednim pojedynku pokazał, że bardziej niż Gortat zasługuje na bycie rezerwowym centrem zachodu.

19. (19.) Bucks 3-2 (wygrane z Heat, Rockets oraz Lakers; porażki z Hawks i Bulls), 8-11 w sezonie

Mimo że Bucks stracili Boguta już w pierwszej kwarcie meczu przeciw Houston, to odrobili 12 punktów straty i wygrali to spotkanie. Jednak na dłuższą metę (a Australijczyk może opuścić nawet resztę sezonu) nie dadzą rady bez niego i dlatego mimo że ostatnio złapali wiatr w żagle (bilans 4-2), to wyżej w rankingu być nie mogą.

20. (22.) Warriors 1-2 (wygrana z Blazers; porażki z Grizzlies i Thunder), 6-12 w sezonie

Tragiczna czwarta kwarta przeciw Memphis: GSW stracili w niej 39 punktów (z czego 16 po kontrach i 10 z ponowienia akcji), a Ellis z Currym zaliczyli aż 6 strat. Dwa dni później z Portland obydwaj zagrali znacznie lepiej i trener Jackson nie krył zachwytu szczególnie nad Stephenem, który świetnie spisał się jako rozgrywający.

21. (26.) Nets 3-1 (wygrane z Bobcats, 76ers oraz Cavs; porażka z Bulls), 7-13 w sezonie

Deron w końcu zaczął zdobywać punkty w dużych ilościach (24 PPG w minionym tygodniu) i przy świetnej efektywności (58,0 TS%), co od razu przełożyło się na zwycięstwa. Szczególnie imponował w Philadelphii, gdy w czwartej kwarcie i dogrywce zdobył 17 punktów, w tym trójka przełamująca remis na niecałe 30 sekund do końca meczu.

22. (25.) Raptors 2-2 (wygrane z Suns i Jazz; porażki z Clippers i Nuggets), 6-14 w sezonie

Bargnani wraca i znowu się kontuzjuje, a bez niego Toronto przegrywa. Póki co bilans z nim to 6-7, a bez 0-7. Naprawdę szkoda jego urazów, bo rozgrywa bardzo dobry sezon i z nim udało się nawet Raptors po raz pierwszy od 2009 wygrać back to back mecze na wyjeździe. Odkąd trafił do pierwszej piątki to dobrze gra też James Johnson, który szczególnie robi furorę w świecie roto fantasty, gdyż jako starter notuje 11,7 PPG, 4,7 RPG, 1,5 SPG oraz 2,3 BPG przy tylko 1,3 TPG.

23. (18.) Suns 1-3 (wygrana z Grizzlies; porażki z Mavs, Raptors oraz Blazers), 7-12 w sezonie

Nashowi brakuje już tylko ośmiu asyst by zostać najlepiej podającym w historii klubu z Arizony. Pierwsze miejsce zajmuje jeszcze póki co niezapomniany Kevin Johnson (6518). Zamiast jednak takich rekordów przydałoby się więcej zwycięstw, a w tym na pewno pomogłoby utrzymanie na dłużej takiej dyspozycji, jaką Dudley pokazał dziś w nocy. Gdy bowiem zdobywa on co najmniej 15 punktów, to Suns mają bilans 4-1.

24. (21.) Kings 0-3 (porażki z Blazers, Nuggets i Jazz), 6-14 w sezonie

Od kontuzji Thorntona (opuści do dwóch tygodni) przeciw Memphis zaczęły się poważne kłopoty i bolesne porażki: -33, -12 oraz -29. Z Utah byli już blisko zwycięstwa, ale na 6 sekund przed końcem Fredette zaliczył air balla i było po meczu.

25. (20.) Cavaliers 1-2 (wygrana z Knicks; porażki z Heat oraz Nets), 7-11 w sezonie

Jedyne zwycięstwo w tym tygodniu było jednocześnie dziewiątą wygraną z rzędu Cavs nad NYK w Quicken Loans Arena. Z innymi drużynami nie idzie im jednak tak dobrze (w ostatnich meczach mają bilans 1-5) i trudno będzie im osiągnąć to, o czym ostatnio mówił Varejao, czyli wygrać tyle spotkań, by awansować do playoffs.

26. (24.) Knicks 1-3 (wygrana z Bobcats; porażki z Cavs, Heat i Rockets), 7-13 w sezonie

Jak słabi są Knicks? Tak bardzo, że w ostatnich dziesięciu meczach mają bilans 1-9 i ogółem tyle samo zwycięstw co Nets, Cavs i Suns, a ich najlepszym zawodnikiem jest Tyson Chandler. Czy D’Antoni zostanie zwolniony jeszcze przed ASG?

27. (30.) Hornets 1-2 (wygrana z Magic; porażki ze Spurs i Thunder), 4-15 w sezonie

W komentarzach pod zeszłotygodniowym rankingiem miał rację Ely3 mówiąc, że dałem NOH za nisko. Wprawdzie przegrywają (mieli już 9 porażek z rzędu), ale na ogół z dobrymi drużynami i to nieznacznie: -2 z SAS, -2 z Mavs, -2 po dogrywce z Rockets, -6 z Grizzlies, -7 z Blazers czy dwa razy -10 z Thunder. Brakuje im po prostu jakiegoś go to guy’a i dopóki Gordon nie wróci, to kogoś takiego mieć nie będą.

28. (27.) Pistons 0-4 (przegrane z Thunder, Heat, Hawks oraz 76ers), 4-13 w sezonie

Było bardzo blisko wygranej z Atlantą, ale dwa szkolne błędy w ostatnich 40 sekundach czwartej kwarty (zostawienie wolnego Williamsa, który trafił trójkę oraz złe podanie Stuckey’a) pozwoliły Hawks doprowadzić do dogrywki, w której już przejęli kontrolę nad meczem. Przeciw Miami też było blisko zwycięstwa i w końcu przebudził się Daye zdobywając 28 punktów (4/8 za 3).

29. (30.) Wizards 2-3 (wygrane z Bobcats x2; porażki z Celtics, 76ers oraz Rocets), 4-16 w sezonie

Przegrana z 76ers i bilans 2-15 to było wystarczająco dla kierownictwa Wizards, więc zwolniono trenera Saundersa. Póki co jego następca może poszczycić się dodatnim bilansem, ale to jednak nie sztuka wygrywać z Charlotte. Wittman nie jest za dobrym trenerem (nigdy jego drużyna nie wygrała chociaż 40% meczów), więc też nie należy zbyt wiele oczekiwać po tej zmianie.

30. (28.) Bobcats 0-5 (porażki z Nets, Knicks, Wizards x2 oraz 76ers), 3-18 w sezonie

Seria ośmiu porażek i ogółem najmniej zwycięstw w lidze sprawiają, że Charlotte wędruje na ostatnie miejsce w naszym rankingu. Jedynym pozytywnym akcentem tego tygodnia jest pierwsze w karierze triple-double Kemby – 20 punktów, 10 zbiórek i 11 asyst przeciw Wizards.


NBA

Kategoria: NBA 11/12, Power Ranking - Tagi: NBA, power ranking

Jak pokonać Oklahoma City Thunder

sty28
2012
Dodaj komentarz Mateusz Trybulec

Niedawno pisałem krótką analizę o tym jak pokonać Miami Heat. Wczorajszy mecz Golden State Warriors zainspirował mnie do napisania podobnego wpisu, w którym rozpracuję inną ekipę, której bilans nie napawa przeciwników optymizmem – Oklahoma City Thunder.

Chociaż zawodnicy z San Francisco przegrali wyraźnie z drużyną Grzmotu, wynik zupełnie nie odzwierciedla przebiegu spotkania, które było niezwykle zacięte i dopiero kilka błędów w końcówce czwartej kwarty zdecydowało o wygranej gości. Gospodarze, którzy w walce przeciwko Kevinowi Durantowi i jego partnerom wyglądali jak Adamek przy Kliczce, pokazali ogromnego ducha walki i uwypuklili kilka poważnych braków jednego z głównych kandydatów do tegorocznego mistrzostwa NBA.

1.    Thunder mają tendencję do nieuważnej gry w ataku i tracą ogromną ilość piłek.

Ogromną siłą młodych gwiazd z Oklahoma City jest gra w kontrataku. Potrafią być pod tym względem równie efektowni jak Miami Heat, ale nie zawsze potrafią być równie efektywni. Thunder często podejmują błędne decyzje przy próbach szybkiego przejścia do ataku (nie posiadam dokładnych statystyk z bieżącego sezonu, ale w poprzednich rozgrywkach Thunder byli dopiero 17 w kategorii punktów zdobytych po przechwytach, a z mojej obserwacji wynika, że niewiele w tym roku poprawili się w tym względzie). Ich gorąca krew ujawnia się też często w ataku pozycyjnym, przez co są oni trzecią najczęściej tracącą posiadania drużyną w NBA w tym sezonie (za Pistons i Knicks). Jednocześnie są dopiero na 23 miejscu jeżeli chodzi o wymuszanie strat, przez co nieczęsto mają okazję wykorzystać ogromne umiejętności Duranta, Westbrooka i przede wszystkim Hardena w grze z kontrataku.

Grając z Grzmotem, można liczyć na kilka dodatkowych posiadań, które należy wykorzystać, aby wygrać. Trzeba jednak uważać, bo koszykarze z Thunder (a w szczególności Russell Westbrook) znani są ze zdolności do blokowania tych, którzy za pewnie poczują się po przechwycie w obronie. Najlepiej kończyć akcje wsadem, bo inaczej można dostać się do top-10 i nie być z tego dumnym (czasami sama reputacja wystarcza do zepsucie nawet najłatwiejszego kontrataku, tak jak to się stało wczoraj w przypadku Stephena Curry’ego).

Straty są zdecydowanie najsłabszym punktem zespołu z Oklahoma City, co szczególnie było widać w meczu z Golden State Warriors. Gdyby nie to, że koszykarze z San Francisco równie lekkomyślnie oddawali posiadania gościom, wynik mógłby być zupełnie inny.

2.    Problemy z powrotem do obrony Kendricka Perkinsa.

Były gracz Boston Celtics podobno schudł przed tym sezonem aż 14,5kg. Niestety nie przełożyło się to na jego mobilność i Perk nadal zbiera się do powrotu do obrony jak lokomotywa z 30 wagonami. Przysparza to szczególnie dużo kłopotów w bronieniu kontrataków, kiedy to przeciwnicy mogą na ślepo podawać do biegnącego centra, bo na 90% Perkins będzie daleko za nim.

Perkins pozwolił wczoraj trochę poszaleć Davidowi Lee w ataku, a ten bezlitośnie wykorzystywał jego powolność. Ciężko przepchnąć Perka, ale zawsze można go przegonić.

3.    Gorsza obrona na półdystansie i dystansie.

Patrząc na ogólne statystyki, koszykarze z Oklahoma City prezentują się przyzwoicie w obronie, ale nie jest to ligowa czołówka. Zatrzymują swoich przeciwników średnio na 94,2 punktu w meczu, co jest minimalnie niższe od ligowej średniej. Jeżeli jednak porównamy to ze statystyką średniej ilości zdobywanych punktów, to okaże się, że Thunder są pod tym względem czwartą drużyną w lidze (ciekawe jest, że ponad połowa drużyn ma w tej statystyce wyniki ujemne). Jednym słowem – trudno jest wygrać z Grzmotem, bo rekompensuje błędy w obronie skutecznym atakiem i odwrotnie.

Koszykarze z Oklahoma City przejawiają tendencję do lekkiego przysypiania przy obronie graczy na półdystansie i dystansie. Wykorzystał to wczoraj pierwszoroczniak Klay Thompson, który miał swój dzień i popisał się kilkoma oldschoolowymi jumperami.

Jak widać na klipie, w większości akcji Thompson uwalniał się dzięki bardzo prostej zagrywce zwanej single-double (gracz, na którego grana jest akcja, ścina pod kosz a następnie wybiera czy uwolnić się korzystając z pojedynczej czy podwójnej zasłony). Prosta koszykówka, money.

Także obrona na obwodzie nie jest mocną stroną Thunder, szczególnie przy grze inside-out, kiedy muszą dobiegać do strzelców na dystansie. W meczu rozegranym 18 stycznia, to właśnie celne trójki pozwoliły Wizards dogonić Thunder w trzeciej kwarcie i ostatecznie sensacyjnie odprawić z kwitkiem drużynę z Oklahoma City.

(posłużyłem się statystykami z portalów Basketball-reference.com, Hoopdata.com i bloga Weak Side Awareness)


NBA

Kategoria: Thunder, Warriors - Tagi: thunder, warriors
« Older Entries

4kwarta NEWS

  • NBA playoffs Top 5 (21.05)
  • NBA playoffs Top 5 (20.05)
  • NBA playoffs Top 5 (17.05)
  • NBA playoffs Top 5 (16.05)
  • NBA playoffs Top 10 (15.05)
  • Small Market, Big Heart
  • NBA playoffs Top 5 (14.05)
  • Przed drugą rundą – zachód
  • NBA playoffs Top 5 (13.05)
  • NBA playoffs Top 5 (12.05)
  • Przed drugą rundą - wschód
  • NBa playoffs Top 5 (11.05)

Blog

  • NBAcodziennie
  • Archeobasketologia
  • Power Ranking
  • NCAA
  • Podcast
  • TRADE RUMORS
  • Airball spod kosza
  • NCAA od podstaw
  • Skarb Kibica NBA 2011/12
  • Overtime
  • Archiwum

Warto przeczytać

  • Airball spod kosza: 44 mecze pierwszej rundy
  • Smaczki i krzaczki – pierwsza runda
  • O Drafcie, NCAA i limicie wiekowym
  • Airball spod kosza: Mistrzowie na wakacjach, myślą o przyszłości
  • Przygotowania Olka Czyża do Draftu
  • Rookie Ranking vol.4
  • Nagrody 4kwarty za sezon 2011/12
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: straty
  • O Rajonie ciąg dalszy
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: bloki

W halach NBA (galeria)

Wyniki

Dołącz do nas

Współpraca

Linki

  • about NCAA
  • MVP Magazyn
  • NBA & NCAA na DVD
  • PolskiKosz.pl
  • RotoStrefa. Nasz Punkt Widzenia.
  • Sport24.pl
  • Typy NBA
  • widziane z półdystansu
  • wyniki na żywo

Szukaj

buttony

blog Czwarta Kwarta - to co najważniejsze o NBA Cavs.e-nba.pl - serwis poświęcony Cleveland Cavaliers Daveknot Enbiej.pl - NBA, koszykówka HORNETS.PL IVERSON.probasket.pl Nasz Kosz NBA Every Day - NBA, NCAA, koszykówka NBAonline Denver Nuggets poprostubasket.bloog.pl – Koszykarski blog Slamdunk League ToplistaNBA Typer - zabawa bukmacherska Wysoko nad obręczą – Koszykówka w szerokiej perspektywie Zawsze po pierwsze Koszykówka

EvoLve theme by Theme4Press  •  Powered by WordPress Czwarta-Kwarta.com
to co najważniejsze o NBA

Switch to our mobile site