• Strona główna
  • 4kwarta News
  • Market
  • Redakcja
  • Współpraca
  • Archiwum
  • TRADE RUMORS

Archiwum miesięczne Maj, 2011

Przed finałem: zapowiedź

maj30
2011
5 komentarzy Adam Szczepański

Adam Szczepański

Sezon zasadniczy
Heat 58-24
Mavs 57-25

bezpośrednia rywalizacja: Mavs 2-0

Playoffs – droga do finału

Heat
vs. Sixers 4-1 94 – 86.6 (średnia zdobywanych punktów – śr. traconych punktów)
vs. Celtics 4-1 95.4 – 91
vs. Bulls 4-1 89.4 – 87.2

Mavs
vs. Blazers 4-2 93.3 – 88.2
vs. Lakers 4-0 102.3 – 88.3
vs. Thunder 4-1 105.2 – 101.2

Liderzy
Wielka Trójka
Wielka Trójka jest właściwie nie do zatrzymania, ponieważ prawie zawsze co najmniej dwójka z nich gra na tyle dobrze, by zapewnić swojej drużynie zwycięstwo. Oczywiście zdarzyły im się też wpadki i mecze, w których zagrali słabo, przez co Heat przegrywali. Ale to były wyjątki, w końcu w 3 pierwszych rundach zanotowali tylko 3 porażki.
Najbardziej wyróżnia się oczywiście LeBron, w tych playoffs gra fantastycznie – 26pts/ 8.9reb/ 5.5ast. Zdobywa ważne punkty w końcówkach meczów, dobrze kreuje swoich partnerów, zbiera sporo piłek i świetnie gra w obronie. Nie musi już brać na swoje barki całego ciężaru prowadzenia drużyny jak to miało miejsce w poprzednich latach. Dzięki temu, zamiast tylko na zdobywaniu dużej liczby punktów, może skupić się na pozostałych elementach gry. Robi to i właściwie w każdym elemencie odgrywa istotną rolę w Heat. Wade, czyli druga opcja Heat, fantastycznie spisywał się w starciu z Celtics, kiedy zdobywał średnio 30 punktów (53% z gry). Jednak w finale wschodu miał duże problemy w ataku – 18.8 punktów i 41% z gry. To nie był Wade, którego oglądaliśmy wcześniej, ale w najważniejszym momencie zrobił co do niego należało i miał imponujący finisz w meczu numer 5. Oficjalnie nie mówiło się o żadnej jego kontuzji, ale wiadomo, że miał problemy zdrowotne w serii z Bulls i teraz dla Heat bardzo ważne jest, aby do finałów zdąży uporać się z urazami. Tymczasem trzeci z Trójki, w finale wschodu był tym drugim. Dzięki świetnej postawie Bosha, Heat nie przeszkodziła gorsza dyspozycja Wade’a. W starciu z Bulls, Bosh notował 23.2 punkty ze skutecznością 60% z gry i 7.6 zbiórek. Ale nie tylko w tej rundzie Heat mogli liczyć na swojego podkoszowego. W playoffs Bosh gra bardzo dobrze, jest agresywny, aktywny i trudno powiedzieć o nim, że jest ‘soft’, co przez lata się mu zarzucało.

Dirk Nowitzki
Dirk w tych playoffs gra niesamowicie i z każdą rundą jest coraz lepszy. W serii z Thunder zdobywał średnio 32.2 punkty ze skutecznością 53% z gry, a przecież cały czas miał przeciwko sobie bardzo dobrych obrońców jak Collison i Ibaka. Nowitzki jest nie do zatrzymania, a zwłaszcza jeśli mecz wchodzi w decydującą fazę, o czym świadczy jego średnia 11 punktów w czwartych kwartach w tych playoffs. Od postawy Nowitzki’ego w finale będzie zależała postawa jego drużyny. Heat go nie zatrzymają, tak jak nie zatrzymali go poprzedni rywale. Tylko on sam i jego psychika mogą go zatrzymać. Jak na razie psychicznie był bardzo silny, był killerem i musi nim pozostać jeśli Mavs mają zdobyć tytuł.

Key players
Shawn Marion
Marion miał bardzo udaną serię przeciwko Thunder. W dwóch meczach finału zachodu był razem z Dirkiem najlepszym strzelcem Mavs, a w sumie zdobywał średnio ponad 14 punktów ze skutecznością 50% z gry. W finale z Heat jego dyspozycja w ataku również będzie bardzo ważna, ale kluczowa będzie jego postawa obrona. W poprzedniej rundzie Marion świetnie radził sobie z Durantem i skutecznie utrudniał mu życie. W efekcie, kiedy Marion był na boisku lider Thunder zdobywał tylko 20.1 punktów ze skutecznością 38%, w porównaniu do 28.9 punktów i 55% podczas gdy Marion odpoczywał na ławce. Teraz przed Marionem jeszcze trudniejsze zadanie – zatrzymać LeBrona, a właściwie to ograniczyć go w jak największym stopniu, bo Jamesa zatrzymać się nie da.

Udonis Haslem
Dla Heat największym problemem w obronie będzie oczywiście zatrzymanie Nowitzki’ego. Nie będzie mógł się nim zająć Anthony, tak jak to miało miejsce w poprzedniej rundzie kiedy krył Boozera, ponieważ Dirk jest zbyt ruchliwi i gra za daleko od kosza. Umiejętności defensywne Bosha też nie dają nadziei, że będzie on w stanie znacząco ograniczyć lider Mavs. Dlatego zapewne często przeciwko Dirkowi będzie grał LeBron, który jest najlepszym defensorem Heat. Ale poza tym, kluczową rolę w zatrzymywaniu Nowitzki’ego może odegrać Haslem. W finałach 2006 to właśnie on razem z Posey’em bardzo skutecznie utrudniali życie Dirka i teraz wygląda na to, że jednym sposobem, by choć trochę ograniczyć popisy lidera Mavs jest twarda obrona duetu James-Haslem. Jednak trudno do końca przewidzieć, co Haslem będzie w stanie zaprezentować. W serii z Bulls grał regularnie ponad 20 minut i był przydatny, ale nie miał przeciwko sobie tak groźnego rywala. Nie można zapomnieć, że stracił on właściwie cały sezon i na dobre zaczął grać dopiero 2 tygodnie temu. Dlatego nie wiadomo czy będzie on w stanie grać na wysokich obrotach przez dłuższy czas.

Kluczowe elementy
Rezerwowi
Ławka Mavs w tych playoffs jest niesamowita, rezerwowi zdobywają średnio ponad 40 punktów i już nie raz przesądzali o zwycięstwie swojej drużyny. Terry, Barea, Stojakovic, a także Haywood sprawiają, że trener Carlisle ma duże pole manewru i może spokojnie dawać odpocząć swoim podstawowym zawodnikom. Prawie zawsze pojawianie się na boisku zmienników, daje drużynie bardzo pozytywny impuls, a ich rzuty za trzy mogą być mordercze, o czym przekonali się Lakers. Rezerwowi Mavs w każdym meczu mają blisko 5 celnych trójek, czyli niewiele mniej niż cała drużyna z Miami. W każdej dotychczasowej serii zmiennicy Mavs zdecydowanie wygrywali rywalizację ze swoimi rywalami i w finale nie będzie inaczej, ponieważ ławka Heat jest bardzo krótka. Pytanie tylko, jak bardzo rezerwowi Heat będą od nich odstawać. Trzeba przecież pamiętać, że zmiennicy Heat też już w kilku meczach tych playoffs odgrywali istotną rolę, a w serii z Bulls wreszcie obudzili się Miller i Haslem. To ta dwójka ma być najsilniejszą bronią z ławki Heat i w finale wschodu w końcu grali tak, jak się tego od nich oczekuje. W ostatnich dwóch meczach, kiedy Miller i Haslem byli na boisku, ich łączny wskaźnik +/- wyniósł aż +80. To pokazuje, jak przydatni mogą być dla swojej drużyny. Jednak to były tylko 2 tak rewelacyjnie mecze i pod znakiem zapytania pozostaje to, czy będą potrafili podtrzymać taką grę przez całe finały. Tymczasem rezerwowi Mavs już potwierdzili, że w każdym meczu można na nich liczyć.

Obrona
Jak w każdych finałach, także tym razem defensywa odegra kluczową rolę i po tytuł sięgnie drużyna, która skuteczniej powstrzyma swoich rywali. W tych playoffs zarówno Heat jak i Mavs prezentują bardzo dobrą obronę, ale jednak lepsi pod tym względem są Heat. Drużyna z Miami w dotychczasowych 15 meczach traciła średnio ponad 4 punkty mnie niż Mavs. Poza tym, ważny jest również fakt, że Heat w tych playoffs mieli już okazję zmierzyć się z zespołami grającymi obronę na bardzo wysokim poziomie. Bulls i Celtics byli w tym sezonie w ścisłej czołówce najlepiej broniących drużyn, a w playoffs Heat okazali się od nich lepsi i potrafili przebić się przez ich defensywę. Natomiast Mavs dopiero teraz zderzą się z tak silną obroną i dopiero teraz przekonamy się, jak będą potrafili sobie z nią poradzić.

Rzuty za trzy
Heat świetnie bronią, ale mają problem z defensywą na dystansie i dotychczas pozwalali swoim rywalom na skuteczność za trzy wynoszącą 38.5%. Teraz spotkają się z drużyną, która w tych playoffs jest najgroźniejsza na dystansie i na pewno bezwzględnie wykorzysta wszystkie ich błędy. Mavs trafiają średnio aż 8.9 trójek w każdym meczu ze skutecznością 38.8%. Poza tym, Mavs dobrze też bronią na dystansie i swoim rywalom pozwalają tylko na 26% skuteczności zza łuku. Tymczasem Heat trafiają 5.3 trójek ze skutecznością 32%. Rzuty za trzy mogą odegrać w tej serii bardzo ważną rolę. Jeśli Heat nie zatrzymają swoich rywali w tym elemencie, mogą mieć ogromne problemy.

Statystyki (playoffs/ sezon zasadniczy)

Atak
Heat: 92.9 punktów, 44.3% z gry / 102.1, 48.1%

Mavs: 99.7 punktów, 46.3% z gry / 100.2, 47.5%

Offensive Ranking (punkty na 100 akcji)
Heat: 107.2 / 111.7
Mavs: 114.1 / 109.7

Obrona
rywale Heat: 88.3 punktów, 41.9% z gry / 94.6, 43.4%
rywale Mavs: 92.5 punktów, 44.6% z gry / 96, 45%

Defensive Ranking (tracone punkty na 100 akcji)
Heat: 101.7 / 103.5
Mavs: 106.1 / 105

Zbiórki
Heat: 42.1 (9.9 w ataku)
Mavs: 38.7 (9.9 w ataku) / 41.4 (9.5)

procentowy wskaźnik zbiórek
Heat 51.6% / 51.8%
Mavs 48.7% / 50.4%

Podsumowanie
Wielka Trójka czy Nowitzki i grupa świetnych role players? Gwiazdy Heat w tych playoffs są nie do zatrzymania, tak samo jak Dirk. W rywalizacji trzech na jednego, Nowitzki byłby na straconej pozycji, ale moim zdaniem ma on lepszy zespół. Dlatego stawiam na Mavs i wierzę, że potwierdzą oni, że mistrzowska drużyna to coś więcej niż tylko trzy gwiazdy. Aby sięgnąć po tytuł trzeba stworzyć świetnie funkcjonujący zespół, a gwiazdy Heat jeszcze nie mają wystarczającego wsparcia.

typ: Mavs 4-2

[yframe url='http://www.youtube.com/watch?v=jSXjT7Zqduw']


NBA

Kategoria: Finals2011, playoffs2011

Przed finałem: Heat vs. Mavs

maj29
2011
4 komentarzy Adam Szczepański

Adam Szczepański

Jeszcze miesiąc temu nikt nie typował finału Heat-Mavs. Na Heat stawiało wielu, ale kto przypuszczał, że na zachodzie najlepsi będą Mavs? Może nie jest to mój finał marzeń, ale po tym co pokazały obie drużyny w playoffs, myślę, że te finały będą bardzo ciekawe i dobrze się stało, że spotkają się w nich właśnie te dwie drużyny.

Rywalizacja Heat – Mavs to bardzo ciekawy przypadek. Nie jest to taki klasyk jak Lakers – Celtics, ale jest coraz bardziej interesująca. Dla obu klubów tegoroczny finał jest drugim w jakim zagrają w swojej historii. Drugi finał i ponownie zmierzą się z tym samym rywalem. Rewanż po pięciu latach.

Jak można przeczytać na basketball-reference.com, będzie to najbardziej nietypowy finałowy rewanż w historii ligi. Ze składów w jakich grali w finałach 2006, w obu drużynach pozostało tylko po dwóch zawodników – w Mavs Nowitzki i Terry, a w Heat Wade i Haslem. Jest to najmniejsza liczba zawodników jaka pozostała w obu drużynach pomiędzy ich pierwszym a drugim pojedynkiem w finale. Dotychczas najmniejsza liczba zawodników pozostała w rewanżu za finał 1981, który też miał miejsce po 5 latach w 1986. Spotkały się wtedy drużyny Celtics i Rockets i w porównaniu z rokiem 81, w 86 w sumie tylko 5 zawodników nadal grało w tych zespołach (3 w Bostonie i 2 w Houston). Dla porównania, w zeszłym roku mieliśmy starcie Lakers i Celtics, którzy spotkali się w finale też w 2008. Pomiędzy jednym a drugim pojedynkiem minęły tylko 2 lata, dlatego składy tych drużyn bardzo się nie zmieniły. W efekcie, 15 zawodników, którzy wystąpili w finałach 2008, potem w 2010 nadal broniło barw tej samej drużyny. Dlatego rewanż za finał 2006 jest rzeczywiście bardzo nietypowy. Spotykają się te same kluby, ale zupełnie inne zespoły.

W bezpośredniej rywalizacji obu drużyn w sezonie zasadniczym, bezwzględnie dominują Mavs. Od rozgrywek 2004/05 Mavs wygrali wszystkie mecze przeciwko Heat. Drużyna z Miami ostatni raz pokonała ich w marcu 2004 i udało im się to dopiero po dogrywce. Był to debiutancki sezon Wade’a, obok niego grał młody Caron Butler, a czołową rolę w Miami odgrywali wtedy Lamar Odom i Eddie Jones, tymczasem w Dallas Nowitzki’ego wspierali Steve Nash, Antoine Walker i Antawn Jamison. Składy obu drużyn zmieniały się przez te lata, a Mavs ciągle są lepsi i w tym momencie mają już serię 14 zwycięstw z rzędu w starciach z Heat. Natomiast w Dallas, Heat nie wygrali od marca 2002. Tak więc w sezonie zasadniczym Wade jeszcze nie pokonał Mavs na ich parkiecie. Jednak w playoffs sytuacja wygląda zupełnie inaczej. To właśnie w Dallas Wade poprowadził Heat do czwartego zwycięstwa w meczu numer 6 finałów 2006. W playoffs Heat również dominowali na własnym parkiecie, wygrywając wszystkie 3 mecze, podczas gdy w sezonie nie pokonali Mavs u siebie już od 7 lat.

W 2006 Heat upokorzyli Mavs. Wygrali 4 mecze z rzędu, po tym jak drużyna z Dallas prowadziła już niemal 3-0. Większość obecnych zawodników Mavs nie doświadczyła tej kompromitacji. Jednak lider Mavs dobrze to pamięta i nie pozwoli swoim kolegą o tym zapomnieć. Dla niego, jak i dla całego klubu jest to sprawa honoru. Dlatego wszyscy zawodnicy, nawet ci nie grających 5 lat temu w barwach Mavs, świetnie zdają sobie z tego sprawę i są żądni rewanżu. Tymczasem Heat i ich Wielka Trójka będą chcieli się zrewanżować za porażki na początku obecnego sezonu.

Pierwsza połowa sezonu niebyła łatwa dla drużyny z Miami. Oczekiwania były ogromne, mieli dominować od pierwszego spotkania, ale już na otwarcie przegrali w Bostonie. Czarę goryczy przelała porażka w Dallas pod koniec listopada, po której bilans Heat wynosił 9-8. Przed tym spotkaniem wiele słyszało się o niezadowoleniu LeBrona ze współpracy z trenerem Spo, wiele mówiło się też o braku dobrej współpracy na boisku między gwiazdami. Sytuacja w klubie z Miami nie przedstawiała się najlepiej. Jednak porażka z Mavs była punktem zwrotnym. Po tym meczu zawodnicy szczerze ze sobą porozmawiali, wyjaśnili sobie wszystko, a wynikiem tego była seria 12 kolejnych zwycięstw. I co ciekawe, serię tą zakończyli… Mavs. Właśnie tak. Tym razem pokonali ich w Miami. Po tej porażce Heat kontynuowali serię zwycięstw i w sumie, w tym czasie wygrali aż 21 z 22 meczów. Ale ten jeden mecz przegrali i to przegrali z drużyną, z którą teraz zmierzą się w finale.

Tak więc w tym sezonie, jak i w kilku poprzednich ponownie było 2-0 dla Mavs. Jednak nie można do końca porównywać tego co działo się jeszcze w 2010, z tym co oglądamy teraz. Obie drużyny znacząco zmieniły się od tamtego czasu. Dla Heat był to zupełny początek budowy ich zespołu, wtedy jeszcze nie współpracowali ze sobą tak dobrze jak teraz i nie prezentowali tak fantastycznej obrony. Tymczasem w Dallas kluczową postacią był wtedy Butler, który z powodu kontuzji nie gra już od stycznia i w finałach też nie wystąpi. Dlatego nie możemy wyciągać zbyt daleko idących wniosków z tych dwóch porażek Heat w sezonie zasadniczym. Tym bardziej, że Heat już pokazali, że wyniki z fazy zasadniczej nie mają odzwierciedlenia w playoffs. Z Celtics i Bulls w sezonie zanotowali bilans 1-6, w playoffs 8-2.

Na koniec jeszcze jeden istotny aspekt rywalizacji Heat i Mavs – Wielka Trójka vs. Nowitzki.

Obecni gwiazdorzy Heat przed tym sezonem uznali, że model drużyny „jeden gwiazdor + grupa dobrych role playerów” nie sprawdza się i nie jest w stanie zagwarantować im mistrzostwa. Dlatego w trójkę postanowili zrezygnować z pozostawania jedynym liderem swoich drużyn i połączyli siły. Według nich tylko drużyny posiadające co najmniej dwie gwiazdy są w stanie sięgnąć po tytuł, a żeby myśleć o prawdziwej dynastii najlepiej być częścią Wielkiej Trójki. I tak w Miami u boku Wade’a znaleźli się James i Bosh. Trzeba przyznać, że jak na razie wszystko idzie zgodnie z ich planem. Rzeczywiście w trójkę są nie do zatrzymania w tych playoffs i są już bardzo blisko upragnionego mistrzostwa.

Tymczasem naprzeciwko Heat stają Mavs. Drużyna, która wbrew wszystkim twierdzącym, że tylko z kilkoma gwiazdami można grać o tytuł, znalazła się w finale. Mavs to przede wszystkim Nowitzki i to jego fenomenalna gra doprowadziła ich aż tak daleko. Poza nim w Dallas jest wielu świetnych zawodników, Mavs mają bardzo silny skład, jednak trudno w otoczeniu Dirka znaleźć inne gwiazdy. Oczywiście można powiedzieć, że jest Kidd, Marion i Stojakovic – każdy z nich grał co najmniej 3 razy w All-Star Game. Ale było to już jakiś czas temu i w tym momencie żaden z nich nie jest już All-Starem. Łącznie ta trójka była wybierana do Meczu Gwiazd 17 razy, ale tylko 2 razy po roku 2007. To mówi wszystko. Na tym etapie kariery są już zadaniowcami, a nie gwiazdami. Świetnie spisują się jako role players, tak samo jak Terry i Chandler, dlatego też Mavs walczą o tytuł. Dirk ma bardzo duże wsparcie, ale nie jest to wsparcie gwiazd. I nawet bardzo się starając, trudno do któregoś z nich przypiąć etykietkę ‘gwiazda’. W tym finale wystąpią czterej gwiazdorzy, ale tylko jeden z nich w barwach Mavs.


NBA

Kategoria: Finals2011, playoffs2011

Finał ‘wielkich przegranych’

maj28
2011
4 komentarzy Adam Szczepański

Adam Szczepański

Tegoroczny finał będzie pojedynkiem wielkich przegranych ostatnich lat – LeBrona i Nowitzki’ego. Dla obu playoffs przeważnie kończyły się wielkim rozczarowaniem, ale teraz któryś z nich wreszcie osiągnie swój wymarzony cel i wreszcie zostanie mistrzem.

LeBron jest obecnie najlepszym zawodnikiem w lidze. Pippen nawet stwierdził ostatnio, że jest on najlepszym zawodnikiem w historii, podczas gdy Jordan był najlepszym w historii scorerem. Ale nie będę się tu zajmował dyskusją na temat jak wielkim zawodnikiem jest James. Tutaj chodzi przede wszystkim o to, że jest to gracz wybitny, ale jak na razie jeszcze nie potwierdził tego mistrzowskim pierścieniem. Już raz udało mu się wprowadzić drużynę do wielkiego finału, ale pamiętamy jak to się skończyło dla Cavs. James został zmieciony przez Spurs, dlatego ostatecznie mimo że awans do finału był dla niego wielkim sukcesem, to sama rywalizacja ze Spurs zakończyła się klęską. To jednak był jak dotąd jego największy sukces zespołowy. Później 2 razy Celtics pokonywali jego Cavs w drugiej rundzie, a w 2009 LeBron musiał uznać wyższość Magic w finale konferencji. W poprzednich dwóch latach jego drużyna była na samym szczycie, on był wybierany MVP, a mimo to nie udało mu się sięgnąć po tytuł. Za każdym razem playoffs kończyły się dla niego dużym rozczarowaniem. Dopiero teraz, po przejściu do Miami, wraca do miejsca w którym był w 2007 roku i można być pewnym, że tym razem w finałach obejrzymy więcej niż 4 mecze z jego udziałem.

Nowitzki też ciągle czeka na swój pierwszy tytuł, a jego porażki w playoffs były jeszcze bardziej spektakularne niż te Jamesa. Wszystko zaczęło się w 2006 w finałach przeciwko Heat. Pamiętamy 2 wygrane mecze Mavs w Dallas i dwucyfrowe prowadzenie w połowie czwartej kwarty game 3. Mavs i Dirk zawalili wtedy finisz trzeciego meczu, a potem przegrali jeszcze 3 kolejne spotkania i zostali pośmiewiskiem ligi. Przegrali wygrany finał. Już szykowali mistrzowską paradę, na którą czekają do dziś. Rok później Mavs byli najlepszą drużyną ligi i chcieli wrócić do finałów, by tym razem zdobyć mistrzostwo. Niestety na ich drodze stanęli Warriors. Mavs odpadli już w pierwszej rundzie i była to ich kolejna kompromitująca porażka. Dla samego Nowitzki’ego też było to bardzo bolesne doświadczenie, bo przecież wybrano go wtedy MVP sezonu. Mało który MVP odbiera swoją nagrodę będąc już na wakacjach, a tak właśnie było w przypadku Dirka. Pierwsza runda stała się dla Mavs przekleństwem i w sumie przez ostatnie 4 lata, tylko raz udało im się awansować dalej. Od 2006 regularnie byli największymi przegranymi na zachodzie – zawsze z wielkimi aspiracjami, szybko kończyli swoją walkę o tytuł. Dopiero teraz Dirk i Mavs mają okazję zrewanżować się Heat za finał 2006 i wreszcie oderwać od siebie etykietkę ‘wiecznych przegranych’.

Dirk jest liderem swojej drużyny dlatego to jego wybrałem jako ‘twarz’ Mavs – wielkich przegranych ostatnich lat. Ale mówiąc o drużynie z Dallas, trzeba wspomnieć również oTerry’m i Cubanie, w końcu oni razem z Nowitzki’m dzielą los loserów. Terry i Nowitzki to jedyni zawodnicy Mavs, którzy pamiętają finały 2006. Ta dwójka przeszła przez te wszystkie kompromitujące porażki swojej drużyny. Tymczasem Cuban przez te lata dzielnie wydawał ogromne pieniądze na swój zespół. Co roku marzył o mistrzostwie i co roku oglądał jak Mavs przegrywają. Dlatego te ostatnie lata porażek Mavs, to równocześnie porażki Nowitzki’ego, Terry’ego i Cubana.

Ale nie tylko Mavs i nie tylko LeBrona można nazwać wielkimi przegranymi. W tych finałach wystąpi spora grupa zawodników, którzy w swojej karierze doświadczyli bolesnych porażek w playoffs i ciągle czekają na spektakularny sukces.

Jason Kidd
Na początku swojej gry w New Jersey dwukrotnie wprowadził Nets do finałów. Niestety dwukrotnie został tylko wicemistrzem. Najpierw zakończyło się to dla jego drużyny sweepem z Lakers. W kolejnym roku było trochę lepiej i przegrali po 6 meczach ze Spurs. Dwa razy Kidd był o krok od mistrzostwa, ale go nie zdobył. Od tego czasu minęło już 8 lat. Długo musiał czekać, by wrócić do wielkiego finału i ponownie walczyć o ten upragniony tytuł.

Shawn Marion
Razem z Suns dwukrotnie był w finale zachodu, ale dwukrotnie jego drużyna przegrywała. Najpierw ze Spurs, potem z Mavs. 2 wygrane w finale zachodu 2006 były jak dotąd największym sukcesem zespołowym Mariona. 4 razy był wybierany do All-Star Game, ale dopiero teraz, gdy przestał być już gwiazdą i stał się role playerem, po raz pierwszy w karierze zagra w finale.

Peja Stojakovic i Mike Bibby
Obaj byli w składzie Kings w 2002, kiedy drużyna z Sacramento w dramatycznych okolicznościach przegrała rywalizację z Lakers w finale zachodu. Kings byli już o krok od wielkiego finału prowadząc 3-2, ale przegrali kolejne 2 mecze i zamiast na pojedynek z Nets, pojechali na wakacje. Od tamtego czasu, Peja, Mike i ich drużyny nie kończyły playoffs dalej niż na drugiej rundzie. Dopiero w tym roku to się zmieniło.

Eric Dampier
Obecnie zawodnik Heat, w tych playoffs jeszcze nie wystąpił, ale przez poprzednie 6 sezonów odgrywał ważną rolę w Mavs. Dlatego dobrze wie, co znaczy termin ‘wielki przegrany’.

Chris Bosh
Bosh może nie jest idealnym zawodnikiem do kategorii ‘wielki przegrany’ jeśli mówimy to w kontekście playoffs, ponieważ będąc w Raptors rzadko kiedy miał on okazję grać w fazie posezonowej. Dlatego jak na razie nie miał też okazji doświadczyć porażki będąc już bardzo blisko finału lub mistrzostwa. Ale z drugiej strony to, że nie grał w playoffs też jest ogromną porażką. W końcu przez 7 lat w Toronto był liderem tej drużyny, był All-Starem, a tylko 2 razy udało mu się wprowadzić ich do najlepszej ósemki. A jak już Raptors znaleźli się w playoffs, to przegrywali w pierwszej rundzie. Dopiero po przeprowadzce do Miami, po raz pierwszy drużyna Bosha wygrała serię playoffs.

Mike Miller
Miller również dopiero teraz pierwszy raz poczuł, jak to jest wygrać serię playoffs i przebić się przez pierwszą rundę. Wcześniej 5 razy grał w playoffs i za każdym razem jego drużyna rozgrywała tylko 4 mecze. W Magic były to porażki 3-1, natomiast z Grizzlies trzy razy zanotował sweep.

Juwan Howard
Najstarszy zawodnik w tegorocznych finałach, w lutym skończył 38 lat. Obecny sezon jest już jego 17. w lidze, ale obecne playoffs są dopiero 6. w jakich występuje. Dotychczas jego największym sukcesem w tej fazie rozgrywek był awans do drugiej rundy z Mavs w 2001 roku. Przyznacie, że mało imponujące osiągniecie.

Jak widać lista zawodników, którzy dotychczas nie mogli pochwalić się sukcesami w playoffs, a teraz zagrają w finale jest bardzo długa. Część z nich najpóźniej w połowie czerwca będzie mogła świętować zdobycie mistrzostwa. Wtedy przestaną być wiecznymi przegranymi. Natomiast pozostali po raz kolejny będą musieli przełknąć gorycz porażki i tylko wydłużą swoje ‘loserskie CV’.

UPDATE
Zydrunas Ilgauskas
Nie wiem gdzie mi się podział Big Z. Też miał się znaleźć na liście ‘wielkich przegranych’, ale gdzieś mi umknął. Tak więc naprawiam ten błąd i dodaje kolejnego zawodniaka, który zagra w finałach i w pełni zasługuje na miano wielkiego przegranego. Dopiero z LeBronem po raz pierwszy wygrał serię w playoffs, a potem razem z nim dzielił porażki Cavs.


NBA

Kategoria: Finals2011, playoffs2011

Mike w LA, Kevin w Houston

maj28
2011
2 komentarzy Adam Szczepański

Adam Szczepański

W rywalizacji o tytuł pozostały już tylko dwie drużyny, dlatego pozostała cześć ligi podsumowuje już miniony dla nich sezon i przygotowuje się na następny. Niektórzy szykują się do draftu, inni do lockoutu, a jeszcze inni przede wszystkim szukają nowych trenerów. Z tych ostatnich, Lakers i Rockets najszybciej podjęli decyzję w sprawie head coacha i już wiemy, kto poprowadzi te drużyny od przyszłego sezonu.

Lakers zdecydowali się na Mike’a Browna.

Pod względem jego osiągnięć z Cavs, ten wybór wydaje się być całkiem niezły. W końcu przez 5 lat pracy w Cleveland, drużyna Brown 4 razy kończyła rozgrywki mając co najmniej 50 zwycięstw i co bardzo ważne, raz grała w wielkim finale. W sumie, wygrał on dotychczas ponad 66% meczów, które prowadził. W historii NBA, biorąc pod uwagę trenerów, którzy mają na swoim koncie co najmniej 400 meczów, ma on 5 najwyższy wskaźnik zwycięstw. Do tego Mike może też pochwalić się nagrodą dla najlepszego head coacha sezonu 2008/09, kiedy jego Cavs wygrali aż 66 spotkań. Wygląda to bardzo ładnie, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest to młody trener i największe sukcesy dopiero przed nim. Jednak czy to rzeczywiście najlepszy wybór dla Lakers?

Wybór Browna jest sporym zaskoczeniem, ponieważ większe szanse dawało się doświadczonemu Rickowi Adelmanowi albo Brianowi Shaw, który ostatnie lata spędził na ławce u boku Phila. Bryant i inni zawodnicy Lakers byli za Shawem, jednak władze klubu postawiły na Browna, podobno nie konsultując tego nawet z Bryatnem. I mimo że zgadzam się z tym, że zawodnicy nie są od wybierania trenera, to w przypadku takich gwiazd jak Kobe, sądzę, że powinno się z nim to skonsultować (nie mówię tu o tym, żeby to Kobe wybierał trenera).

Brown oczywiście ma doświadczenie pracy z LeBronem, czyli wie jak postępować z gwiazdą. Ale trzeba pamiętać, że ich współpraca nie zawsze była najlepsza. Często mówiło się o tym, że Brown właściwie nie ma wpływu na LeBrona i to gwiazdor Cavs sam decyduje, co robi na boisku. Mimo wielu wspólnych bardzo dobrych sezonów, Mike nie zyskał wystarczającego szacunku u Jamesa i to właśnie chcąc przekonać LeBrona do pozostania w Cleveland, władze klubu zwolniły Browna. Szacunek Kobe’go będzie mu jeszcze trudniej zyskać. W końcu on jeszcze tak naprawdę nic w tej lidze nie osiągnął, a Bryant ma już 5 mistrzowskich pierścieni. Dlatego przypuszczam, że na linii Kobe-Mike też nie raz będzie gorąco. Poza tym, bardzo ciekawe jak Brown poradzi sobie z Artestem, z którym nawet Phil miał problemy.

Kolejną kwestią jest styl gry drużyny Browna. Cavs pod jego wodzą byli przede wszystkim znani z niesamowitej obrony. Jednak ich atak wyglądał już znacznie gorzej i opierał się przede wszystkim na popisach LeBrona. Pamiętamy przecież ofensywę Cavs, gdy LeBron miał piłkę i sam kreował sobie akcje, a reszta jego kolegów przyglądała się i czekała na to, co zrobi ich lider. Zobaczymy co Brown wymyśli w LA i w jak dużym stopniu będzie chciał wprowadzić tu swoją myśl defensywną. Trudno sobie wyobrazić Lakers grających obronę niczym Spurs. W LA to chyba nie przejdzie, tutaj kibice muszą mieć ładną dla oka koszykówkę.

Do Browna mam dość mieszane uczucia. Z jednej strony doceniam to co zrobił w Cavs. Mimo wszystko, nie miał tam łatwego zadania. Miał zawodnika, który dominował we wszystkich elementach gry i musiał go wkomponować do zespołu. I jakoś to mu się udało. Poza tym, mając jedną wielką gwiazdę i grupkę role playerów udało mu się doprowadzić Cavs do finału (pytanie tylko czy to bardziej Brown czy James doprowadził tam Cavs?). Dlatego biorąc pod uwagę, że Lakers mają znacznie silniejszy skład, można oczekiwać bardzo dobrych wyników. Z drugiej strony, Cavs pod wodzą Browna świetnie prezentowali się w sezonie zasadniczym, ale bardzo zawodzili w playoffs (przede wszystkim w ostatnich 2 latach). W tych decydujących meczach Brown nie potrafił wygrywać i to może być poważny problem. Chyba, że to był problem z LeBronem, a z Kobe’m już go nie będzie?

Tymczasem Rockets swoim nowym head coachem mianowali Kevina McHale’a. Nie ma on dużego doświadczenia trenerskiego. Prowadził Wolves przez część dwóch sezonów, w sumie w 94 meczach i wygrał 39 z nich. Nie jest to imponujące osiągniecie, ale trzeba pamiętać, że przejmował drużynę w trakcie rozgrywek i nie miał okazji, by chociażby w preseason pracować z zawodnikami. Trzeba też przypomnieć, że przejmując zespoły, później miał lepsze wyniki niż jego poprzednicy (2004/05 Saunders 25-26, McHale 19-12; 2008/09 Wittman 4-15, McHale 20-43).

McHale jest właściwie jak debiutant w roli head coacha, bo jeszcze nigdy nie zaczynał sezonu jako trener. Ale z drugiej strony, już trochę wie jak to jest prowadzić zespół NBA. Dlatego też nie można wiele powiedzieć o jego zdolnościach trenerskich. Na pewno był wybitnym zawodnikiem, miał dobre okresy w swojej pracy managera Wolves, ale czy sprawdzi się też jako pełnoetatowy coach? W Houston wierzą, że tak.

Kevin idzie w ślady swoich kolegów z Celtics. Larry Bird, Rick Carlisle i Danny Ainge jako trenerzy radzili sobie bardzo dobrze i każdy z nich ma bilans zwycięstw co najmniej 60%. Natomiast Dennis Johnson i Sam Vincent na ławce w NBA kariery nie zrobili. W ślady których z nich pójdzie Kevin?


NBA

Kategoria: Lakers, Rockets

Królowa polskiej koszykówki

maj28
2011
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

Wczoraj dotarła do nas bardzo smutna informacja o śmierci Małgorzaty Dydek. Już wczoraj chciałem coś napisać o Margo, ale przyznam, że nie wiedziałem co. Koszykówka kobieca nigdy mnie nie interesowała. Kilkakrotnie właśnie ze względu na Margo próbowałem oglądać mecze WNBA, ale nie wciągnęło mnie to widowisko. Dlatego nie wydziałem wielu występów Dydek, ale miałem to szczęście, że chociaż jeden mecz z jej udziałem oglądałem na żywo. Było to podczas Mistrzostw Europy w 1999. W drodze po złoto Polki grały w Poznaniu i dzięki temu jako mały chłopak mogłem wtedy zobaczyć ją na żywo. Po meczu nawet tata zrobił mi z nią zdjęcie, ale jako, że nie były to jeszcze czasy cyfrówek, zdjęcie nie wyszło. Było poruszone i tylko z różnicy wzrostu rozmazanych sylwetek można wywnioskować, że koło mnie stała Dydek.

Jako, że nie jestem specjalistą od kobiecej koszykówki nie chcę tu opisywać kariery Margo, bo są ludzie, którzy zrobią to znacznie lepiej ode mnie. Ale jako, że bardzo lubię rożnego rodzaju statystki, pomyślałem sobie, że spojrzę w cyferki Margo i właśnie na tym skupię się wspominając tą wybitną koszykarkę.

Przy wzroście 218 centymetrów (miara amerykańska) Dydek była najwyższą koszykarką jaka kiedykolwiek grała w WNBA. Dodam jeszcze, że wymiary miała bardzo zbliżone do Kareema Abdul-Jabbara. Byli tego samego wzrostu (w stopach: 7-2), a Kareem był tylko o 2 funty cięższy. Tak więc Maro jako ‘Kareem w spódnicy’ najbardziej wyróżniła się w blokach. Świetnie potrafiła wykorzystać swoje niesamowite warunki fizyczne i przewagę wzrostu nad rywalkami. Oczywiście może ktoś stwierdzić, że przy takim wzroście nie musiała się nawet wysilać i wręcz z automatu miała mnóstwo bloków. Ale sam wzrost to nie wszystko i dobrze o tym wiadomo. Chociażby taki Gheorghe Muresan, najwyższy zawodnik w historii NBA, nigdy nie imponował pod względem bloków i jego średnia kariery (1.5) nie jest niczym nadzwyczajnym. Tymczasem średnia kariery Margo w WNBA jest czymś, co bardzo trudno będzie przebić. Dydek notowała 2.72 bloków i jest to absolutny rekord. Druga na liście najlepszych w historii WNBA jest pod tym względem słynna Lisa Leslie, która miała 2.26 bloków. Nikt poza nimi nie osiągnął jak na razie granicy 2 bloków w karierze.

W krótkiej historii WNBA Dydek jest bezkonkurencyjną królową bloków. WNBA istnieje 14 lat, a w 8 sezonach najwyższą średnią bloków w lidze miała właśnie Margo. Jest jedyną zawodniczką, która osiągnęła średnią co najmniej 3 bloków i udało się jej to w 4 sezonach. Poza tym, też jako jedyna miała w jednym sezonie co najmniej 100 bloków i też udało się jej to 4 razy. Co więcej, warto jeszcze dodać, że w historii WNBA tylko 2 zawodniczki miały sezon z co najmniej 90 blokami, Dydek i Leslie.

Oczywiście gra Margo nie opierała się wyłącznie na blokach, ale tylko na tym się skupiłem, ponieważ pod tym względem jej statystyki były najbardziej imponujące. W sumie w WNBA Margo rozegrała 323 mecze w których notowała 10 punktów, 6.6 zbiórek i 2.7 bloków.

To takie moje krótkie wspomnienie o Margo. Zdaję sobie sprawę, że powinno się jej poświęcić znacznie więcej uwagi, dlatego zachęcam do czytania artykułów, których pojawiło się już bardzo dużo w internecie polskim i nie tylko, a na pewno jeszcze sporo ich będzie. W Polsce zawsze mówiło się o Dydek, ale myślę, że jak na to co osiągnęła i co znaczyła w kobiecej koszykówce, poświęcało się jej zbyt mało uwagi podczas jej wspaniałej kariery. Ale w końcu koszykówka jest u nas sportem niszowym, nie mówiąc już o tej w wydaniu kobiecym.

Małgorzata Dydek (1974-2011)


NBA

Kategoria: różne

RIP Margo

maj27
2011
Dodaj komentarz Adam Szczepański


NBA

Kategoria: różne

3 minuty Jamesa i Wade’a

maj27
2011
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

game 5   Heat – Bulls  83:80
Heat 4-1

W obu tegorocznych finałach konferencji wygrała drużyna bardziej doświadczona, która potrafiła lepiej rozegrać końcówki meczów. To jeszcze nie jest czas tych najmłodszych gwiazd. Rose i Durant osiągnęli w tym sezonie bardzo dużo, dowiedzieli się jak wygląda rywalizacja o finał i to doświadczenie na pewno pomoże im w kolejnych latach walczyć o mistrzostwo. Póki co jadą na wakacje, a w finale spotkają się drużyny, które miały ‘instynkt zabójcy’ i w fantastyczny sposób rozgrywały ostatnie minuty spotkań.

Heat pozazdrościli Mavs niesamowitej końcówki w meczu numer 4 i wczoraj mieli swoją wersję ’15 punktów w 5 minut’, która w ich wykonaniu nazywała się ’18-3 w 3 minuty’.

Na 3 minuty przed końcem Heat przegrywali 12 punktami, ale nie zamierzali pozwolić Bulls na przedłużenie tej serii. Mecz zakończyli rewelacyjnym ‘runem’ 18-3 i zapewnili sobie awans do finału. Tak niesamowity finisz zawdzięczają przede wszystkim duetowi James-Wade. Sygnał do ataku dał Wade, który przez trzy kwarty grał bardzo słabo. Po jego dwóch skutecznych wejściach pod kosza, przyszedł czas na rzuty z dystansu. 3 trójki z rzędu, 2 LeBrona i jedna Wade’a z faulem, doprowadziły do remisu na minutę przed końcem. Potem James dał Heat prowadzenie, a Bosh przypieczętował zwycięstwo wolnymi. W sumie, Wade i James podczas tej decydującej serii zdobyli po 8 punktów, natomiast w czwartej kwarcie mieli ich łącznie aż 22 z 26 całej drużyny. Zrobili co do nich należało, wzięli sprawy w swoje ręce i poprowadzili Heat do zwycięstwa. Właśnie takiej gry oczekuje się od największych gwiazd tej ligi, które chcą sięgnąć po tytuł. Wade i James pokazali, że są gotowi na walkę o mistrzostwo. Tym bardziej, że obaj wczoraj przez długi czas nie grali najlepiej, to nie był ich mecz, a mimo to potrafili w samej końcówce wznieść się na ten najwyższy poziom. To było naprawdę imponujące.

LeBron dobrze rozpoczął spotkanie i po pierwej kwarcie miał 9 punktów, jednak przez kolejne dwie kwarty dołożył ich tylko 7 do swojego dorobku, pudłując w międzyczasie 9 rzutów z rzędu. Tymczasem Wade po trzech kwartach miła na swoim koncie ledwie 2 celne rzuty z gry na 8 oddanych i większość ze swoich 11 punktów zaliczył z wolnych. Poza tym, wyrównał swój niechlubny rekord kariery w playoffs popełniając aż 9 strat. Nic nie wskazywało, że będą oni w stanie pociągnąć swoją drużynę w tym meczu, a jednak to zrobili i to potwierdza ich wielkość.

Ostatecznie James zanotował 28 punktów (42% z gry, 3/6 za trzy), 11 zbiórek, 6 asyst, 3 przechwyty i 2 bloki. Natomiast Wade miał 21 punktów (46% z gry) i 6 zbiórek, a w czwartej kwarcie już nie popełnił żadnej straty. Bosh w czwartej kwarcie nie błyszczał tak jak jego koledzy, ale też zrobił swoje w tym meczu i po raz kolejny zagrał bardzo dobrze. Zdobył 20 punktów (47% z gry), zebrał 10 piłek i zaliczył 4 bloki. Warto jeszcze dodać, że w sumie Wielka Trójka zdobyła ostatnie 33 punkty Heat w tym spotkaniu, a w całej drugiej połowie tylko 4 punkty gości nie należały żadnego z nich.

Wyróżnić trzeba jeszcze Millera. Co prawda tym razem w końcówce nie odegrał już tak ważnej roli jak ostatnio, ale  po raz kolejny był bardzo przydatny. Zanotował 7 punktów i 6 zbiórek, a kiedy był na boisku Heat byli 14 punktów na plusie.

Wczoraj lepiej spisywali się rezerwowi Bulls. Ich bardzo dobra gra na początku czwartej kwarty pomogła gospodarzom uzyskać dwucyfrowe prowadzenie. Thomas, dla którego był to pierwszy występ od meczu numer 2 przeciwko Hawks, trafił 2 kolejne rzuty z półdystansu, a Brewer celną trójką dał Bulls 12 punktów przewagi. W sumie zmiennicy zdobyli 22 punkty, z czego 10 należało do Brewera. Natomiast Thomas przez 18 minut zaliczył 4 punkty i 8 zbiórek. To jednak było za mało, by drużyna z Chicago mogła wygrać, ponieważ w samej końcówce zabrakło im lidera.

Rose nie był w stanie zapewnić Bulls zwycięstwa. Nie potrafił tak jak James i Wade wziąć ciężaru gry na siebie. Próbował, ale mu to się nie udało. To on trafił jedyny rzut z gry przez ostatnie 3 minuty, ale już na 26.7 sekund przed końcem, kiedy na linii mógł doprowadzić do remisu, spudłował drugi wolny. Nie wytrzymał tej ogromnej presji. Poza tym, to Rose faulował Wade’a przy rzucie za trzy na półtorej minuty przed końcem, a chwilę później popełnił stratę. Po raz kolejny zawiódł w ostatnich minutach. W sezonie zasadniczym był MVP, ale już nie w playoffs, a na pewno nie w tej serii przeciwko Heat. Przed tą rywalizacją obawiałem się, że Rose będzie samotnie walczył z Wielką Trójką, że będzie jak LeBron w Cavs w poprzednich latach. Jednak Rose nie grał tak jak można było tego oczekiwać i nie był tą wielką gwiazdą, jaką był jeszcze na początku tych playoffs. Został zatrzymany przez defensywę Heat i dlatego ta seria zakończyła się już po 5 meczach. Wczoraj zdobył 25 punktów, ale potrzebował do tego aż 29 rzutów (31% z gry). W czwartej kwarcie miał 6 punktów trafiając tylko 2 z 8 rzutów. Poza tym, zaliczył jeszcze 8 asyst, 5 zbiórek i 4 straty.

Rose zawiódł, ale nie można tylko jego obarczać tą porażką Bulls. Niestety, nie miał on takiego wsparcia jak gwiazdy Heat. Zawiódł również Boozer. Jeszcze w dwóch meczach w Miami można powiedzieć, że grał jak przystało na drugą gwiazdę zespołu, jednak wczoraj zagrał fatalnie. Miał ledwie 5 punktów (1/6 z gry) i 6 zbiórek. Deng spisywał się znacznie lepiej i zanotował 18 punktów (35% z gry), 7 zbiórek i 4 asysty, ale trzeba zaznaczyć, że po przerwie zdobył tylko 4 punkty. Z tak grającą trójką najlepszych zawodników, Bulls nie mogli myśleć o finale, tym bardziej, że trójka Heat spisywała się rewelacyjnie.

[yframe url='http://www.youtube.com/watch?v=sr4IWWFQaJ0']


NBA

Kategoria: Bulls-Heat, playoffs2011

Wokół Draftu – odsłona II

maj26
2011
3 komentarzy Kosi

Kosi

Nie sądziłem, że tak szybko znowu coś napiszę… W nocy ukazały się jednak wyniki testów sprawnościowych, atletycznych i rzutowych z Chicago NBA Draft Combine, więc przydałoby się co nieco podsumować. Wyniki tych pierwszych można przejrzeć na stronie The Hoops Report, natomiast efekty testu rzutowego na Draft Express.

Na początek pozwolę sobie wyjaśnić, niektóre zwroty, by później łatwiej mi się pisało.

Standing Vertical – wyskok z miejsca,
No-Step Jump – zasięg dla wyskoku z miejsca,
Maximum Vertical – maksymalny wyskok (z rozbiegu),
Maximum Jump – najwyższe miejsce, które zawodnik jest w stanie dosięgnąć,
Bench Press – liczba powtórzeń wyciskania na ławeczce (185 lbs, czyli około 84 kg),
Lane Agility – test na zwinność/sprawność, czyli w sporym skrócie bieg wokół pola trzech sekund,
Modified Lane Agility – test na reakcję, innego opisu nie znalazłem,
3/4 Court Sprint – sprint na 3/4 boiska.
Dokładniejszy opis większości z powyższych testów można znaleźć na stronie topendsports.

Tyle wstępu, teraz w krótkich myślnikach kilka wniosków i spostrzeżeń:

  • Najwyższy wyskok z miejsca ma Iman Shumpert – 36.5 cali, czyli niecałe 93 cm. Były zawodnik Georgia Tech jest także najlepszy w „Max Vert” z wynikiem 42 cali (107cm). Równie wysoko skacze Josh Selby, jednak w jego przypadku wyskok z miejsca to tylko 75 cm (29.5 cali).
  • Powyżej 40 cali skaczą również Travis Leslie (Standing Vert – 84cm, Max Vert – 103cm) oraz Isaiah Thomas (Standing Vert – 80cm, Max Vert – 101.5cm).
  • Najgorzej pod tym względem wypadli: Nikola Vucevic (Standing Vert – 60cm, Max Vert – 63.5cm) i Kyle Singler (Standing Vert – 58cm, Max Vert – 76cm).
  • W teście siłowym najlepiej spisali się Derrick Williams i Justin Harper, którzy 19 razy wycisnęli 84 kg. Zaskakująco wysoko wypadło dwóch rozgrywających – Iman Shumpert i Shelvin Mack. Zaliczyli po 18 powtórzeń.
  • Po drugiej stronie tabeli znalazł się Jereme Richmond, któremu nie udało się ani razu podnieść sztangi. Do testu nie przystąpili Tyler Honeycutt, E’Twaun Moore i Demetri McCamey. Ten ostatni ze względu na uraz ramienia, a przynajmniej tak napisał na swoim Twitterze.
  • Najlepszy w testach sprawnościowych był Norris Cole kończąc Lane Agility w 10.07 s. i Modified Lane Agility w 5.05 s. Zaskakująco dobrze wypadli również Andrew Goudelock (odpowiednio 10.33 oraz 5.13 s) i Jimmer Fredette (10.42 oraz 5.11).
  • Najsłabiej Jordan Williams (12.74, 6.51) oraz Greg Smith (12.43, 6.35).
  • Najszybszymi zawodnikami na 3/4 boiska okazali się Jereme Richmond (3.02 s), Tyler Honeycutt i Brandon Knight (obaj po 3.07 s). Warto zapoznać się dokładniej z wynikami, bo w czołówce było bardzo równo.
  • Najwolniejsi: Jamie Skeen (3.46 s), Jordan Williams (3.45 s) i Trey Thompkins (3.41 s).
  • Kawhi Leonard miał być jednym z najbardziej atletycznych graczy w tym Drafcie, jednak wyniki jego testów najlepiej nie wypadły. Tylko 65 centymetrów wyskoku z miejsca, a maksymalnie 81cm. Dodatkowo tylko trzykrotnie potrafił wycisnąć 84 kg, co jest przedostatnim najgorszym wynikiem. Tym samym były gracz San Diego State okazał się jednym z największych przegranych pomiarów.
  • Kemba Walker na pewno nie ma najlepszych warunków, jednak jego wyskok na poziomie 100 cm powinien robić wrażenie.
  • Jednym z objawień (co bardzo mnie cieszy) okazał się Isaiah Thomas. Nie tylko bardzo dobrze wypadł w testach sprawnościowych (101.5cm wyskoku, 13 powtórzeń na ławeczce), ale przede wszystkim rzucał lepiej niż można było się spodziewać. 19/25 (76%) za trzy NCAA, 18/25 (72%) za trzy NBA i 12/13 (92.3%) z półdystansu na czas (35 s).
  • Kolejnymi zawodnikami-strzelcami okazali się Andrew Goudelock, Jimmer Fredette i Charles Jenkins, o czym powinien wiedzieć każdy w miarę zainteresowany NCAA. Pierwszy błysnął oddając i trafiając wszystkie 21 rzutów w 35 sekund. Pozostała dwójka potwierdziła zaś, że im dalej, tym rzucają lepiej. Dodatkowo Goudelock i Fredette zaskoczyli w testach szybkościowych, czego na pewno nie spodziewał się żaden fan Jimmera.
  • Pozytywne wrażenie po sobie zostawiali również dwójka wysokich JaJuan Johnson i Justin Harper. Ten drugi może wypadł nieco słabiej w testach sprawnościowych, jednak rzutowo był najlepszym wysokim. Johnson zaś wypadł dobrze w jednej i drugiej kategorii.
  • Sporą niespodzianką jest także dobry rzutowy wynik Keitha Bensona, który z ataku raczej nie słynął. Jego wyniki to:  22/25 za trzy HS, 12/25 za trzy NCAA, 11/18 z półdystansu, 9/13 na czas).
  • Swoim notowaniom pomógł Trey Thompkins, który okazał się najlepszym obok Harpera rzucającym wysokim (23/25 za trzy HS, 16/25 za trzy NCAA, 11/14 na czas).
  • Najwięcej stracili chyba bracia Morris, którzy nie tylko dość przeciętnie wypadli w testach sprawnościowych, ale również pod względem rzutowym prezentowali się raczej słabo.
  • Jak wspominałem w pierwszej odsłonie w wybranych ćwiczeniach nie brali udział Kyrie Irving, Derrick Williams, Brandon Knight, Kemba Walker, Alec Burks, Kawhi Leonard i Tristan Thompson.

Dokładniejszą analizę można znaleźć na stronie The Hoops Report i Draft Express.


NBA

Kategoria: Draft

Wokół Draftu – odsłona I

maj25
2011
Dodaj komentarz Kosi

Kosi

Postanowiłem, co jakiś czas umieszczać takie krótkie zestawienie plotek i newsów, więc pora zebrać wszystkie ciekawsze informacje w jedną całość. Początkowo chciałem poczekać aż pojawią się oficjalne wyniki sprawnościowe, jednak chyba szybko się nie doczekam.

Za nami już dwa duże Campy z udziałem większej liczby zawodników: New Jersey Nets Draft Combine i Chicago NBA Draft Combine. Ten pierwszy odbył się w dniach 7-8 maja i udział w nim wzięli gracze wciąż rozważający powrót na uczelnie. Do Chicago zaś została zaproszona cała elita, czyli wszyscy najciekawsi zawodnicy z USA.

Wyniki pomiarów oraz testów sprawnościowych Nets Combine można znaleźć na stronie The Hoops Report. Pozwolę sobie jednak zaznaczyć, że część z tych graczy zdecydowała się powrócić na kolejny sezon do NCAA, ale mimo wszystko warto zapoznać się z listą oraz wynikami. Za rok będzie można ewentualnie sprawdzić, o ile dany zawodnik urósł lub czy poprawił szybkość i skoczność. W końcu nie od dziś wiadomo, że jeśli chodzi o wzrost i wagę zawodników z NCAA, bardzo ciężko znaleźć rzeczywiste i prawdziwe dane. Nawet oficjalne uniwersyteckie strony nie umieszczają, co roku zaktualizowanych informacji. W takiej sytuacji jedynym właściwym źródłem pozostają mierzenia podczas różnych campów.

Wyniki pomiarów z NBA Combine można przejrzeć na stronie m nbadraft.net, a po zestawienie danych z obu mierzeń odsyłam na stronę Draft Express, gdzie dodatkowo wyniki można sortować według własnego upodobania.

Jak co roku jednym z ważniejszych punktów Campu w Chicago była możliwość przeprowadzenia wywiadu z każdym zawodnikiem. Może na pozór wydawać się to mało ciekawe, jednak ludzie z NBA przywiązują do tego sporo uwagi. Podczas takich krótkich rozmów można naprawdę wyciągnąć sporo wniosków, co do osobowości i charakteru danego gracza, a powodzenie i wrażenie zrobione podczas wywiadu ma nie mały wpływ na późniejszy wybór w Drafcie. Zbiór chyba wszystkich wywiadów z Draft Combine można znaleźć na kanale YouTube Draft Express. Polecam zajrzeć tam w wolnej chwili i posłuchać przynajmniej tych graczy, którzy są w kręgu zainteresowań Waszej ulubionej drużyny.

Trzecim Campem, w którym oprócz sporej liczby zawodników będą uczestniczyli również przedstawiciele wielu drużyn zorganizował zespół Minnesota Timberwolves. Zajęcia odbyły się w dniach 22-24 maja, a pełną listę graczy, którzy zostali podzieleni na cztery grupy można zobaczyć na stronie SB Nation. Polecam zapoznać się z nazwiskami uczestników, bo ze względu na kontuzje i inne czynniki lista graczy różni się nieco od początkowej wersji.

Teraz przed zawodnikami pozostały już tylko workouty u poszczególnych drużyn i tutaj ponownie odsyłam na stronę The Hoops Report, gdzie możemy sprawdzić, który gracz i kiedy odwiedzi nasz zespół. W poszukiwaniu aktualizacji warto ten link raz na jakiś czas odwiedzić.

Na koniec jeszcze w krótkich myślnikach kilka wniosków z mierzeń, informacji, czy doniesień które znalazłem na Twitterze i innych stronach:

- Kyrie Irving zdecydował się nie uczestniczyć w zajęciach podczas Draft Combine w Chicago oraz nie wziął udziału w testach sprawnościowych. Jak łatwo się domyśleć wywołało to niemały niepokój i większość osób zastanawia się, co były gracz Duke chce ukryć. Przecież nie od dziś wiadomo, że do atletycznych rozgrywających się nie zalicza. Dziwna sprawa.

- oprócz Irvinga udział w zajęciach odmówili Derrick Williams, Brandon Knight, Kemba Walker, Alec Burks, Kawhi Leonard i Tristan Thompson. Z roku na rok coraz więcej graczy decyduję się na takie posunięcie i szczerze mówiąc zaczyna obawiać mnie ta tendencja. Niektórzy chyba za bardzo zaczynają wierzyć w swoje umiejętności.

- podczas Draft Combine bardzo pozytywne wrażenie zostawił Marshon Brooks i nie chodzi tu tylko o jego niesamowitą rozpiętość ramion, ale także o dojrzałość i same umiejętności.

- obserwatorzy byli również mile zaskoczeni pomiarami oraz umiejętnościami Enes’a Kantera, Nikola Vucevica i Jeremy’a Tylera.

- po dokładniejszą analizę warunków fizycznych wybranych graczy odsyłam na stronę Draft Express, gdzie znajdziemy obszerny wpis oraz porównania do zawodników występujących w NBA.

- mimo nie najlepszych wyników pomiarów ogromne wrażenie po sobie zostawił Kenneth Faried. Nie jest najbardziej utalentowanym wysokim, nie ma najlepszych warunków, ale wszystko nadrabia zaangażowaniem i energią. Zna dokładnie swoją rolę, wie na co go stać i ogólnie skromny z niego gość. Takich też potrzeba w NBA.

- kontuzji doznał Reggie Jackson, co może negatywnie wpłynąć na jego dość wysokie notowania (pierwsza runda).

- pojawiły się już głosy, że Travis Leslie, Trey Thompkins, Scotty Hopson, DeAndre Liggins i Greg Smith popełnili spory błąd zgłaszając się wcześniej do Draftu. Teraz czeka ich sporo pracy by przekonać do siebie odpowiednich ludzi.

- Jimmer Fredette nie cieszy się już takim zainteresowaniem i nie wykluczane, że Utah Jazz pominą go w swoich wyborach. Obecnie mówi się o 19 picku i Bobcats.

- Matt Howard otrzymał tytko jedną szanse pokazania się szerszemu gronu obserwatorów (podczas workoutu w Minnesocie). To chyba najlepiej obrazuje jak słabym zainteresowaniem się cieszy i mimo niektórych opinii szanse na wybór w Drafcie ma raczej niewielkie.

- Tobias Harris pojawi się na workoutach u 10 zespołów. Z ekip posiadających wybór w loterii nie odwiedzi tylko Phoenix, Sacramento i Minnesoty.

- rekordzistą pod względem odwiedzonych drużyn jest Andrew Goudelock, który ma zaprezentować się u 17 ekip.

Oczywiście informacji przewinęło się znacznie więcej, jednak ciężko to wszystko spamiętać i dlatego tak mało tych myślników. Do następnego wpisu postaram się przygotować znacznie lepiej.


NBA

Kategoria: Draft

Heat o krok od finału

maj25
2011
1 komentarz Maciej Jamrozik

Maciej Jamrozik

Game 4 Heat – Bulls 101:93 (OT)
Heat prowadzą 3-1 w serii

Dziś wyjątkowo, po myślnikach:

-Derrick Rose naprawdę był MVP sezonu zasadniczego? Nie licząc dwóch wsadów z faulem, niczym się nie popisał. Heat bardzo skutecznie go bronili, uniemożliwiając mu penetrację po pick’n'rollach, zmuszając go do oddawania rzutów z dystansu. Rose trafił zaledwie 8 ze swoich 27 rzutów, spudłował dwa rzuty w końcówce czwartej kwarty, mogące dać zwycięstwo. Dodał do swojego występu 7 strat (o jedną więcej niż sumę jego asyst; średnio prawie 4 straty na mecz w serii).

-LeBron James zagrał wielki mecz. W końcówce to on bronił Derricka Rose, zmusił go do oddania dwóch ciężkich rzutów w końcówce, co pozwoliło Heat na wygranie meczu w dogrywce. Rozgrywał w line-upie, który kończył spotkanie dla Heat: James-Wade-Miller-Bosh-Haslem. I mimo słabej skuteczności, to jego trafienia i podania zdecydowały o zwycięstwie. Tak głodnego zwycięstwa Jamesa nie jest w stanie nikt zatrzymać. Nie pozwolił Bulls odskoczyć w końcówce pierwszej i trzeciej kwarty.

-Ani Chris Bosh, ani Dwyane Wade nie mieli wielkiego meczu. Zrobili jednak swoje, trafiając w dogrywce rzuty. Wade miał zaledwie 14 punktów, pudłując 11 ze swoich 16 rzutów. Chris gdzieś, jakoś, w sobie tylko znany sposób zdobył 22 punkty.

-I Boozer, i Deng mieli po 20 oczek. Korzystali z tego, że głównym celem obrony Heat było zatrzymanie Rose’a. James kryjący Luola często schodził nisko do pomocy przy pick’n'rollach, uniemożliwiając podanie. Przy pickach w wykonaniu Boozera jego obrońca najczęściej decydował się na wyjście do kozłującego, zostawiając Carlosa na półdystansie. Derrick musi bardziej zaufać swoim kolegom z zespołu przy graniu w tego typu akcjach. Jego ewentualne odrzucenia i trafienia z półdystansu zmuszą Heat do zmiany obrony na pickach.

-Mike Miller był świetny w czwartej kwarcie, grając w piątce, o której wielu pisało w lato, kiedy zakontraktowano go. Miał miejsce do rzutów, co skrzętnie wykorzystywał. 12 punktów w całym spotkaniu i aż 9 zbiórek. Takiego Millera chcemy oglądać w każdym spotkaniu. W spotkaniu, które się zakończyło po dogrywce, zwycięstwem 8 punktami, Mike miał w plusominusach aż +36!!!!!! (Haslem był +25)

-Ławka Chicago zdobyła tylko 18 punktów, gdzie tylko Korver nie miał skaźnika na minusie w plusominusach. Zabrakło tego wsparcia, zabrakło Taja Gibsona (0pkt, 1reb).

-Heat są o krok od finału, w którym zagrają z Mavericks. Teraz mecz w Chicago, w którym nie muszą wygrać, mając w zanadrzu mecz w Miami. Kto jest bardziej głodny pierścienia – Nowitzki czy James?


NBA

Kategoria: Bulls-Heat
« Older Entries

4kwarta NEWS

  • NBA playoffs Top 5 (17.05)
  • NBA playoffs Top 5 (16.05)
  • NBA playoffs Top 10 (15.05)
  • Small Market, Big Heart
  • NBA playoffs Top 5 (14.05)
  • Przed drugą rundą – zachód
  • NBA playoffs Top 5 (13.05)
  • NBA playoffs Top 5 (12.05)
  • Przed drugą rundą - wschód
  • NBa playoffs Top 5 (11.05)
  • NBA playoffs Top 10 (10.05)
  • NBA playoffs Top 5 (9.05)

Blog

  • NBAcodziennie
  • Archeobasketologia
  • Power Ranking
  • NCAA
  • Podcast
  • TRADE RUMORS
  • Airball spod kosza
  • NCAA od podstaw
  • Skarb Kibica NBA 2011/12
  • Overtime
  • Archiwum

Warto przeczytać

  • Airball spod kosza: 44 mecze pierwszej rundy
  • Smaczki i krzaczki – pierwsza runda
  • O Drafcie, NCAA i limicie wiekowym
  • Airball spod kosza: Mistrzowie na wakacjach, myślą o przyszłości
  • Przygotowania Olka Czyża do Draftu
  • Rookie Ranking vol.4
  • Nagrody 4kwarty za sezon 2011/12
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: straty
  • O Rajonie ciąg dalszy
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: bloki

W halach NBA (galeria)

Wyniki

Dołącz do nas

Współpraca

Linki

  • about NCAA
  • MVP Magazyn
  • NBA & NCAA na DVD
  • PolskiKosz.pl
  • RotoStrefa. Nasz Punkt Widzenia.
  • Sport24.pl
  • Typy NBA
  • widziane z półdystansu
  • wyniki na żywo

Szukaj

buttony

blog Czwarta Kwarta - to co najważniejsze o NBA Cavs.e-nba.pl - serwis poświęcony Cleveland Cavaliers Daveknot Enbiej.pl - NBA, koszykówka HORNETS.PL IVERSON.probasket.pl Nasz Kosz NBA Every Day - NBA, NCAA, koszykówka NBAonline Denver Nuggets poprostubasket.bloog.pl – Koszykarski blog Slamdunk League ToplistaNBA Typer - zabawa bukmacherska Wysoko nad obręczą – Koszykówka w szerokiej perspektywie Zawsze po pierwsze Koszykówka

EvoLve theme by Theme4Press  •  Powered by WordPress Czwarta-Kwarta.com
to co najważniejsze o NBA

Switch to our mobile site