• Strona główna
  • 4kwarta News
  • Market
  • Redakcja
  • Współpraca
  • Archiwum
  • TRADE RUMORS

Archiwum miesięczne Kwiecień, 2011

Zach Randolph odesłał Spurs na ryby

kwi30
2011
4 komentarzy Maciej Jamrozik

Maciej Jamrozik

game 6 Memphis Grizzlies – San Antonio Spurs 99:91
4-2 w serii dla Grizzlies

Zach Randolph po zdobyciu przez Spurs drugiego prowadzenia w meczu przy stanie 80:79 (pierwsze prowadzenie to 2:0), musiał sobie pomyśleć: „A niech mnie, dam im moje wędki, nagromadzone przez tyle lat wędkowania w czasie trwających playoffs”

Następnie nadszedł moment ich wręczania. Antonio McDyess dostał kilka, akurat na jego odejście (Antonio odszedł na zasłużoną emeryturę). To, co Zach nad nim trafiał, było niesamowite. Przypieczętowaniem tego był kosz z Timem broniącym Zacha.

[yframe url='http://www.youtube.com/watch?v=VOScgIwQ8Xs']

Zacznijcie oglądać od 2:25. Zach trafił 13 z 17 swoich punktów w czwartej kwarcie, samemu wysyłając całą ekipę Spurs i Popovicha na ryby, wakacje. Niesamowity występ skrzydłowego Grizzlies potwierdzający ostatecznie, że Memphis to jego miejsce na ziemi, i że to własnie tu jego kariera weszła na odpowiednie tory.

Przez te ostatnie lata często pukaliśmy się w głowę, gdy słyszeliśmy o decyzjach podejmowanych przez Grizzlies.

Podpisanie kontraktu z Randolphem, max-contract z Gay’em, przedłużenie kontraktu z Conleyem, podpisanie Allena i wkomponowanie go do pierwszej piątki, plus wiele wiele innych. Dziś, te złe jak dla nas decyzje zamknęły długi, piękny i obfity w trofea rozdział historii San Antonio Spurs.

W obliczu zbliżającego się lockoutu, o rok starszych graczy, młodych, coraz lepszych zespołów na Zachodzie (Thunder, Grizzlies), San Antonio Spurs wypadnie z grona klubów zaliczanych do kontenderów.

Grizzlies w tej serii pokazali, że ich nie docenialiśmy. Ja, Ty i znajomi nie spodziewaliśmy się wygrania przez Memphis serii. To jedna z tych drużyn, przeciwko której grasz i boisz się podać piłkę w sposób jakkolwiek ryzykowny. Wiesz, że może to zostać przecięte bądź przechwycone, a wtedy paru graczy czym prędzej ruszy do kontry.

Mogło nie iść dziś Conleyowi, który miał problemy z faulami przez cała pierwszą połowę. Greivis Vasquez był dzisiaj na posterunku, rzucił 11 punktów.

Potrzeba było dać odpoczynek któremuś z duetu Gasol-Randolph? Nie ma problemu, jest Darrell Arthur. Pierwsze jego wejście w grę nie należało do udanych, ale później wykończył dwie akcje alley-oopami, po dobrych podaniach Vasqueza i Mayo.

Był i cichy bohater tego dnia. Gdyby nie końcówka w wykonaniu Zacha pierwsze o czym bym napisał, to akcja z początku czwartej kwarty. Tony nie bał się rzucić w stanowiska dziennikarzy/analityków/kogokolwiek po piłkę, mimo Bonnera stojącego praktycznie obok. Wyrwał to posiadanie z rak Spurs. Akcje wcześniej zebrał z nad głowy Neala i szybko dobił. Hustle plays.

W takich sytuacjach przypominam sobie mojego tatę mówiącego do mnie po którymś moim meczu w rozgrywkach młodzieżowych: „Synu, jeśli Ci nie idzie, to chociaż pokaż, że gryziesz parkiet. Każda piłka bezpańska, to twoja piłka. Nie ważne, gdzie się znajduje”. Jestem pewien, że mój ojciec po obejrzeniu tego meczu zwróciłby uwagę przede wszystkim na tego maniaka z numerem 9. Wielkie serce do gry. Doceńcie też te wszystkie małe rzeczy, jakie robi w obronie.

Tony oprócz tego miał 4 przechwyty, masę przeciętych podań, wytrącających ofensywę Spurs z rytmu. W duecie z Youngiem/Battierem zamknął Parkera i Ginobiliego, a zarazem ofensywę Spurs. Tony dopiero po odnalezieniu swojej klepki z dystansu zdobywał punkty (17 pkt w drugiej połowie). Jednak jeśli możesz wybierać, jak Spurs mają trzymać/wygrać mecz z Tobą, to pozwolenie na przesądzenie o wyniku rzutami z dystansu Parkera to najlepszy wybór.

San Antonio Spurs nie wygrali w tym sezonie ani razu w Memphis. 5 porażek.

Memphis Grizzlies zmierzą się z  Oklahoma City Thunder w drugiej rundzie.


NBA

Kategoria: Grizzlies, playoffs2011, Spurs, Spurs-Grizzlies

Mavs w drugiej rundzie

kwi29
2011
1 komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

game 6   Mavs-Blazers 103:96
Mavs 4-2

Na 44 sekundy przed końcem trzeciej kwarty Mavs uzyskali najwyższe prowadzenie w tym meczu, wynoszące 17 punktów. W tym momencie do ataku ruszyli Blazers i było bardzo blisko powtórki z meczu numer 4, kiedy w czwartej kwarcie Blazers odrobili straty i zapewnili sobie zwycięstwo. Wtedy gospodarzy poprowadził niesamowity Roy, natomiast teraz kluczową rolę odegrała trójka Wallace-Aldridge-Matthews. Dzięki ich świetnej grze Blazers zbliżyli się na jeden punkt na niespełna 6 minut przed końcem. Mavs dobrze pamiętali dotkliwą porażkę w czwartym spotkaniu, wyciągnęli z niej wnioski i tym razem nie pozwolili sobie na odebranie zwycięstwa. Kiedy dzielił ich już tylko punkt, Mavs szybko odpowiedzieli – swoją jedyną trójkę w tym meczu trafił Kidd, po chwili punkty zdobył Terry i goście ponownie odskoczyli. Natomiast w ostatniej minucie Nowitzki był nieomylny na linii rzutów wolnych, trafił 8 razy i przypieczętował awans Mavs do drugiej rundy.

Nowitzki zdobył ostatecznie 33 punkty (65% z gry) i zebrał 11 piłek. Równie ważną rolę w tym meczu odegrał Terry, który zanotował 22 punkty (57%) i 8 asyst. To tej dwójce Mavs w największym stopniu zawdzięczają, że udało im się zakończyć serię w Portland i nie muszą już wracać do Dallas na mecz numer 7.

Tymczasem najlepszym zawodnikiem gospodarzy był Wallace. Fantastycznie rozpoczął to spotkanie i zdobył pierwsze 9 punktów dla Blazers, a pierwszą kwartę zakończył mając ich 13. Dzięki niemu, po 12 minutach Blazers prowadzili 8 punktami. Niestety w drugiej kwarcie Wallace nie pojawił się na parkiecie ponieważ miał problem z urazem pleców. Pod jego nieobecność Mavs przejęli kontrolę nad meczem i po pierwszej połowie to oni prowadzili 9 punktami. Na szczęście, udało mu się przezwyciężyć ból i na drugą połowę wrócił do gry. W czwartej kwarcie zdobył 12 punktów, a ostatecznie miał ich 33 (59% z gry), co jest jego rekordowym osiągnięciem w playoffs. Do tego dołożył jeszcze 12 zbiórek, jednak jego imponujący występ nie wystarczył, by zapewnić Blazers zwycięstwo. Poza nim, dobrze grali jeszcze Aldridge i Matthews. Pierwszy z nich zanotował 24 punkty i 11 zbiórek, a drugi 19 punktów.

Niestety tym razem Blazers nie dostali znaczącego wsparcia ze strony Roy’a. W poprzednich dwóch meczach w Portland był on kluczowym zawodnikiem gospodarzy, a jego dobre występy przekładały się na zwycięstwa. Teraz miał 9 punktów i 3 asysty i było to znacznie za mało.

Blazers po raz trzeci z rzędu kończą swoje występy w playoffs już na pierwszej rundzie i ponownie przegrywają po 6-meczowej serii. Teoretycznie są coraz silniejsi, ale ciągle im czegoś brakuje. Czego? Przede wszystkim zdrowego Roy’a, który grałby w całej serii tak jak w meczu numer 4.

Mavs, którzy zawsze rozczarowują w fazie posezonowej, pokazali, że w tym roku są gotowi na walkę w playoffs. Nie pozwolili sobie na kolejne niepowodzenie i kolejną porażkę już w pierwszej rundzie. Mimo że wcześniej w tym sezonie ani razu nie wygrali w Portland, w tym ważnym meczu numer 6 potrafili zagrać na wysokim poziomie i zakończyć serię. Teraz czeka ich bardzo trudny pojedynek z Lakers, w którym okaże się jaka naprawę jest siła Mavs. Zapowiada się bardzo interesująca rywalizacja.

[yframe url='http://www.youtube.com/watch?v=Z6qDlOOJisc']


NBA

Kategoria: Mavs-Blazers, playoffs2011

Lakers pokazali swoją wyższość

kwi29
2011
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

game 6   Lakers-Hornets 98:80
Lakers 4-2

Aby po raz trzeci pokonać Lakers i wywalczyć mecz numer 7, Hornets potrzebowali:
- kolejnego fantastycznego występu Paula
- dobrej gry pod koszami
- wsparcia z ławki
- ograniczenia liczby strat

W praktyce wyglądało to tak:
- Paul rozegrał najgorszy mecz tej serii, zanotował 10 punktów, 11 asyst, 8 zbiórek, ale i 5 strat
- Lakers ponownie zdominowali strefę podkoszową. Zebrali 43 piłki (Hornets 30), z czego 14 na atakowanej tablicy, dzięki czemu zdobyli 21 punktów drugiej szansy (Hornets 7 i 4)
- rezerwowi Hornets zdobyli 21 punktów ze skutecznością 39% z gry (Lakers 30pts)
- popełnili 14 strat (o jedną więcej niż łącznie w dwóch wygranych meczach)

Dlatego ten mecz nie mógł zakończyć się inaczej niż łatwym zwycięstwem Lakers. Jeszcze w pierwszej połowie Hornets dotrzymywali im kroku, ale już w drugiej goście nie dali im szans. Na początku czwartej kwarty Lakers uzyskali 20-punktową przewagę i wszystko było jasne.

W drużynie z LA kolejny bardzo dobry mecz rozegrał Bynum, potwierdzając, że jest zdrowy i gotowy, by w końcu odegrać kluczową rolę w drodze Lakers po mistrzostwo. Wczoraj zdobył 18 punktów, zebrał 12 piłek i zablokował 2 rzuty. Natomiast jego średnie z tej serii wynoszą 15.1 punktów, 10.3 zbiórki i 1.8 bloków. Z tak grającym Bynumem, Lakers nie mają sobie równych pod koszami.

Bryant zdobył 24 punkty, Gasol zaliczył 16 punktów i 8 zbiórek, a Odom 14 i 8.

Po początkowych problemach i 2 porażkach, widać, że Lakers zaczynają grać coraz lepiej. Rok temu też musieli rozegrać 6 meczów w pierwszej rundzie, widocznie potrzebują trochę czasu żeby się rozkręcić. Teraz przed nimi pojedynek z Mavs.

Hornets jadą na wakacje. Ostatecznie 2 mecze przegrali łącznie różnicą 34 punktów, ale i tak mogą być zadowoleni ze swojego występu w pierwszej rundzie. Wydawało się, że wszystkie 4 mecze przegrają w taki sposób i seria szybko się zakończy. Jednak fenomenalny Paul zaskoczył obrońców tytułu, poprowadził Hornets do dwóch zwycięstw i sprawił, że była to zaskakująco ciekawa rywalizacja. Było jednak wiadomo, że drużyna z Nowego Orleanu jest zbyt słaba, by realnie powalczyć z Lakers o drugą rundę.

[yframe url='http://www.youtube.com/watch?v=5BV1aGuK7As']


NBA

Kategoria: Lakers-Hornets, playoffs2011

Koniec sezonu dla Magic

kwi29
2011
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

game 6   Hawks-Magic 84:81
Hawks 4-2

Po dwóch kolejnych skutecznych akcjach Nelsona, Magic zbliżyli się na jeden punkt, a do końca meczu pozostawały 34 sekundy. Później Crawford trafił 2 wolne i Magic mieli 8 sekund na doprowadzenie do remisu. Bardzo dobrze rozegrali swoją akcję, Redick skorzystał z zasłony Howarda i wyszedł na wolną pozycję. Dostał piłkę i miał mnóstwo miejsca i czasu na oddanie celnego rzutu za trzy, ale spudłował. Magic jeszcze zebrali piłkę i mieli 1.8 sekundy ostatniej szansy. Jednak tym razem nie udało im się już uzyskać tak dobrej pozycji do rzutu, Richardson został zablokowany przez Smitha i Hawks mogli świętować awans do drugiej rundy.

Hawks sprawili niespodziankę pokonując teoretycznie silniejszych Magic i co jeszcze bardzo ważne, zrewanżowali się im za zeszłoroczny sweep w drugiej rundzie. Rok temu Magic pokonywali ich w każdym meczu średnio ponad 25 punktami, ale teraz ta rywalizacja wyglądała już zupełnie inaczej.

Do tego czwartego zwycięstwa Hawks ponownie poprowadzili Johnson i Crawford. Po fatalnym występie w poprzednim spotkaniu w Orlando, tym razem JJ zagrał jak przystało na lidera. Przeważnie w ważnych meczach zawodzi, ale tym razem tak nie było. Johnson zdobył 23 punkty, chociaż potrzebował do tego aż 25 rzutów (40%), w tym ważne punkty na niespełna 2 minuty przed końcem. Poza tym zebrał też kluczową piłkę na 10 sekund przed końcem po niecelnym rzucie Williamsa, dzięki czemu piłka trafiła do Crawforda i z linii mógł on powiększyć prowadzenie Hawks do 3 punktów. Ostateczne JJ miał 10 zbiórek, z czego aż 7 w ataku. Tymczasem Crawford zdobył 19 punktów (38% z gry), w tym 8 w czwartej kwarcie. Wyróżnić trzeba też Horforda, który zanotował 10 punktów, 12 zbiórek i 6 asyst.

We wcześniejszych 5 meczach Hawks tylko raz wygrali walkę na tablicach. W spotkaniu numer 4 zebrali 2 piłki więcej. Wczoraj po raz drugi byli lepsi w tym elemencie, ale teraz ich przewaga była bardziej widoczna. Gospodarze zebrali 38 piłek, o 7 więcej niż Magic. Te 7 zbiórek więcej zanotowali na atakowanej tablicy, gdzie zebrali 14 piłek, 2 razy więcej niż ich rywale.

W Magic najlepiej spisywał się oczywiście Howard. Robił co mógł, by wywalczyć mecz numer 7, ale ponownie jego wsparcie nie było na tyle dobre, by mógł ich poprowadzić do zwycięstwa. Howard zdobył 25 punktów i zebrał 15 piłek, ale też po raz kolejny miał problemy ze stratami i popełnił ich 6. Poza tym, Turkoglu zanotował 15 punktów, a Nelson 11. Trzeba też dodać, że poza Howardem reszta pierwszej piątki zebrała ledwie 5 piłek, żadnej w ataku.

O ostatecznej porażce Magic i zakończeniu przez nich tegorocznych rozgrywek przesądził niecelny rzut za trzy. W poprzednim meczu zawodnicy Magic trafili 11 trójek i od razu przyniosło to świetny efekt, ale nie potrafili tego powtórzyć i ten mecz zakończyli z 5 celnymi trójkami ze skutecznością 26%. W tej serii Magic fatalnie spisywali się na dystansie i ostatecznie trafili tylko 26% swoich rzutów za trzy, czyli o 10% mniej niż w sezonie zasadniczym.

Magic kończą rozgrywki już na pierwszej rundzie, po tym jak w dwóch poprzednich latach grali co najmniej w finale konferencji. To duże rozczarowanie, tym bardziej, że w trakcie sezonu dokonano dwóch znaczących transferów, które miały ich wzmocnić, a nie osłabić. Natomiast Hawks, podczas gdy zawodnicy z Orlando będą już korzystać z wakacji, zmierzą się z Bulls. Ich ostatnie 2 występy w drugiej rundzie kończyły się wynikiem 0-4, zobaczy jak będzie tym razem. Na pewno bardzo ważne dla Hawks będzie zdrowie Hinricha, który wczoraj doznał kontuzji, a na pojedynek z Rose’m będzie im niezbędny.

[yframe url='http://www.youtube.com/watch?v=Xtb5T9PoH_M']


NBA

Kategoria: Magic-Hawks, playoffs2011

Kevin Durant Show

kwi28
2011
1 komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

game 5   Thunder-Nuggets 100:97
Thunder 4-1

Thunder chcieli w tym meczu zakończyć serię i zacząć przygotowywać się do występów w drugiej rundzie. Ale nie było to takie łatwe, gdyż Nuggets robili co mogli, by ta rywalizacja wróciła jeszcze do Denver. Po trzech bardzo wyrównanych kwartach, w czwartej kontrolę nad przebiegiem spotkania zaczęli przejmować Nuggets i byli coraz bliżej odnotowania drugiego zwycięstwa. Wtedy obudził się Durant.

Durant zupełnie zdominował ostatnie minuty meczu. W ataku robił co chciał i seryjnie zdobywał punkty. To był prawdziwy Durant Show.

Lider Thunder świetnie rozpoczął to spotkanie i w pierwszej kwarcie zdobył 13 z 25 punktów swojej drużyny. Później przez kolejne 2 kwarty powiększył swój dorobek o 12 punktów, natomiast przez ponad połowę czwartej kwarty nie zdobył żadnego punktu. To była tylko cisza przed burzą. Durant czekał na swój czas. Kiedy Nuggets osiągnęli przewagę 9 punktów na 4 minuty przed końcem, Kevin poprowadził gospodarzy do serii 11-2. Zdobył wtedy 8 punktów, zaliczył asystę, a jego trójka na 81 sekund przed końcem doprowadziła do remisu. Później Durant jeszcze zanotował efektowną akcję ‘and1′, wykorzystał 2 wolne i trafił kluczowy rzut na 12 sekund przed końcem, wyprowadzając Thunder na 3-punktowe prowadzenie. Po tych popisach ofensywnych przyszedł czas na obronę i Durant zablokował rzut Smitha, który próbował doprowadzić do remisu. Ostatecznie Kevin zdobył 16 z ostatnich 20 punktów Thunder i zapewnił im awans do drugiej rundy. To był niesamowity popis jego gry i co najważniejsze, potwierdził nim, że potrafi wziąć sprawy w swoje ręce w decydującym momencie. W poprzednim meczu w samej końcówce za dużą rolę próbował odegrać nieskuteczny Westbrook. Teraz Durant pokazał mu, że to on powinien mieć piłkę w takich sytuacjach. Ostatecznie Kevin wyrównał swój rekord kariery w playoffs, ustanowiony w meczu numer 1 i zdobył 41 punktów.

Poza Durantem, kluczową rolę odegrał również Ibaka. Podczas gdy Durant niszczył rywali w ataku, Ibaka zatrzymywał ich w obronie. Ostatecznie miał aż 9 bloków, w tym ten najważniejszy na Nene na 35 sekund przed końcem. Nene mógł wtedy dać prowadzenie swojej drużynie, jednak jego próba wsadu zakończyła się niepowodzeniem, ponieważ na drodze stanął mu Ibaka.

Westbrook, który słusznie był bardzo krytykowany po swoim ostatnim występie, wczoraj ponownie nie zaprezentował się najlepiej – zdobył 14 punktów trafiając tylko 20% swoich rzutów z gry.

Jeszcze tuż przed końcową syreną Afflalo mógł doprowadzić do remisu i przedłużyć ten sezon dla Nuggets, ale nie trafił. W odróżnieniu od Thunder, drużyna gości nie ma w swoich szeregach tak wybitnego zawodnika jak Durant, który mógłby poprowadzić ich na finiszu. Po odejściu Melo, Nuggets są drużyną złożoną z grupy bardzo dobrych zawodników, ale nie mają lidera. W fazie zasadniczej nie przeszkadzało im to w odnotowaniu wielu zwycięstw, ale wczorajszy mecz dobitnie pokazał, że bez gwiazdy w playoffs nic się nie osiągnie. Nuggets zrobili co mogli, walczyli do końca, ale nie byli w stanie przeciwstawić się Durantowi.

Statystyki
Thunder – Nuggets
skuteczność z gry: 37% – 46%
zbiórki (w ataku): 51 (16) – 38 (4)
punkty drugiej szansy: 22 – 8
rzuty wolne: 34/42 – 17/21

[yframe url='http://www.youtube.com/watch?v=9kOI6paxtcM']


NBA

Kategoria: playoffs2011, Thunder-Nuggets

Heat szykują się na Celtics

kwi28
2011
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

game 5   Heat-Sixers 97:91
Heat 4-1

Heat pokonali Sixers po raz czwarty i awansowali do drugiej rundy. Goście z Filadelfii walczyli do ostatnich sekund o przedłużenie serii, ale tym razem nie udało im się zanotować już tak udanego finiszu jak w poprzednim meczu i sezon dla nich się zakończył.

W drużynie gospodarzy gwiazdy zrobiły swoje, ale kluczową rolę odegrali rezerwowi. Zawodnicy z ławki zdobyli 33 punkty, z czego aż 20 należało do Chalmersa.

Heat bardzo słabo rozpoczęli spotkanie i po kilku minutach przegrywali 5-16. Dopiero pojawienie się na parkiecie Chalmersa pozwoliło im szybko odrobić straty. Trafił on 3 razy za trzy, zdobył 11 punktów i gospodarze zakończyli pierwsze 12 minut mając 4-punktowe prowadzanie. Poza tym, to przede wszystkim Chalmeroswi, Heat zawdzięczają świetną dyspozycję na dystansie, a rzuty za trzy były jednym z kluczowych elementów, które przesądziły o ich zwycięstwie. Zawodnicy gospodarzy trafili 12 razy zza łuku, podczas gdy Sixers ledwie 2. Chalmers miał aż 6 celnych trójek na 12 rzutów, a Jones trafił 3 z 6.

Natomiast w samej końcówce ważną rolę odegrał jeszcze Anthony. Rezerwowy center Heat stanął na linii na 16 sekund przed końcem, kiedy Heat prowadzili tylko jednym punktem. Anthony mimo że w sezonie trafiał tylko 64% wolnych, tym razem wykorzystał oba i przyczynił się do zwycięstwa swojej drużyny. W tym miejscu warto dodać, że ostatecznie Heat zdobyli 21 punktów z wolnych, podczas gdy Sixers o 10 mniej, ale też dlatego, że byli mało skuteczni i trafili tylko 65% swoich rzutów z linii.

Wade zdobył 26 punktów, z czego 10 w czwartej kwarcie, do tego dołożył 11 zbiórek i 7 asyst. Bosh miał 22 punkty i 11 zbiórek. Natomiast James zdobył ostatecznie 16 punktów, po tym jak po pierwszej połowie miał ich tylko 3, poza tym zaliczył jeszcze 10 zbiórek i 8 asyst.

Sixers po zwycięstwie w ostatnim meczu uwierzyli, że mogą jeszcze powalczyć z Heat i rzeczywiście prowadzili z nimi bardzo wyrównaną rywalizację. Pokazali się z bardzo dobrej strony i nie pozwolili swoim rywalom na łatwy awans do drugiej rundy. Więcej nie można było od nich wymagać.

Na zakończenie serii wreszcie na wysokim poziomie zagrał Iguodala i w końcu był przydatny w ofensywie. Zdobył 22 punkty trafiając aż 71% swoich rzutów z gry, po tym jak w pierwszych 4 meczach jego skuteczność wynosiła ledwie 32%. 22 punkty zdobył również Brand. Natomiast Young ponownie był najlepszym rezerwowym Sixers i w czwartej kwarcie zanotował 8 ze swoich 13 punktów.

Teraz przed nami pojedynek Heat-Celtics, czyli długo wyczekiwana rywalizacja, która może okazać się przedwczesnym finałem wschodu. Sądzę, że zwycięzca tej serii awansuje później do wielkiego finału.

Teraz okaże się kto naprawdę jest lepszy. Na pewno będzie niezwykle ciekawie.
Mecz numer 1 w niedzielę.

[yframe url='http://www.youtube.com/watch?v=CyPtX7IXvYc']


NBA

Kategoria: Heat-Sixers, playoffs2011

Spurs przetrwali

kwi28
2011
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

game 5   Spurs-Grizzlies 110:103 (OT)
Grizzlies 3-2

To był kolejny fantastyczny mecz tych playoffs.

Spurs byli już o krok od zakończenia tegorocznych rozgrywek. Na 9 sekund przed końcem przegrywali 3 punktami, a Ginobili prawie stracił piłkę. Na szczęście dla gospodarzy jakimś cudem jednak jej nie stracił i jeszcze zdążył oddać fantastyczny rzut zanim wypadł na aut. Trafił! Początkowo zaliczono to jako rzut za trzy, ale powtórka pokazała, że minimalnie Manu nadepnął na linię. Dlatego Spurs nadal tracili punkt do Grizzlies, a do końca pozostawało już tylko 2.2 sekundy.

Faulowany Randolph wykorzystał oba wolne i Spurs mieli 1.7 sekundy na doprowadzenie do remisu celną trójką. W tej sytuacji właściwie automatycznie piłkę powinien dostać Manu, tym bardziej po tym co zrobił chwilę wcześniej. Jednak Argentyńczyk wyprowadzał piłkę z autu, a decydujący rzut oddawał debiutant. Neal w poprzednich dwóch meczach trafił tylko raz na 6 prób za trzy, a wczoraj swój pierwszy rzut zza łuku spudłował. Ale to nie ma znaczenia – ten najważniejszy rzut trafił równo z końcową syreną i doprowadził do dogrywki.

Po raz kolejny Popovich potwierdził, że wie jak rozegrać końcówkę meczu i nie boi się oddać wtedy piłkę w ręce innego zawodnika niż jego gwiazdy.

[yframe url='http://www.youtube.com/watch?v=rkwSILGEolE']

Spurs prowadzili przez większość czasu przez pierwsze trzy kwarty, ale w czwartej inicjatywę przejęli Grizzlies. Przez ostatnie 6 minut przewaga była po stronie gości i jeszcze na niespełna 2 minuty przed końcem wynosiła 5 punktów. Jednak wtedy Spurs pokazali swój charakter i ogromne doświadczenie. Wiedzieli, że muszą ten mecz wygrać, że grają o wszystko, ale nie spanikowali, zachowali zimną krew i do końca robili swoje. Zanotowali fantastyczny finisz i potem nie mogli go już zmarnować. W dogrywce przejęli kontrolę i zapewnili sobie zwycięstwo, unikając wyeliminowania.

Ginobili zdobył 33 punkty (56% z gry, 4/9 za trzy), z czego 10 w czwartej kwarcie, do tego dołożył 6 asyst, 6 zbiórek i 4 przechwyty. Bardzo dobry mecz rozegrał również Parker, który odegrał kluczową rolę w dogrywce zdobywając wtedy 6 z pierwszych 8 punktów Spurs. Ostatecznie Parker na swoim koncie miał 24 punkty i 9 asyst. Trzeba jeszcze dodać, że popełnił tylko jedną stratę, podczas gdy w poprzednich 2 meczach miał ich w sumie aż 13 (i tylko 6 asyst). To ta dwójka poprowadziła wczoraj Spurs i zapewniła im zwycięstwo. Tymczasem Duncan świetnie rozpoczął spotkanie i w pierwszej kwarcie zdobył 11 punktów, ale ostatecznie miał ich tylko 13.

Grizzlies nie udało się zakończyć tej serii, chociaż byli tego bardzo bliscy. Rewelacyjnie w drużynie gości spisywał się Randolph, który w czwartej kwarcie i dogrywce zdobył 18 ze swoich 26 punktów (miał jeszcze 11 zbiórek i 6 asyst). To on w ostatnich sekundach regulaminowego czasu gry utrzymywał 3-punktowe prowadzenie Grizzlies. Najpierw trafił ważny rzut na 13 sekund przed końcem, a potem wykorzystał 4 wolne. Niestety to nie wystarczyło, nie udało mu się zapewnić Grizzlies zwycięstwa. W dogrywce Zach tylko raz trafił do kosza z gry i był to jedyny celny rzut jego drużyny w doliczonym czasie. Poza Randolphem, bardzo dobrze zagrali jeszcze Conley (20pts), Gasol (11pts/ 17reb) i Young (18pts).

Spurs przetrwali i przedłużyli serię, ale było to bardzo wymęczone zwycięstwo. Wydawało się, że przed własną publicznością będzie im znacznie łatwiej wygrać i walcząc o życie, zmobilizują się na tyle, by zdecydowanie pokonać swoich rywali. Jednak Grizzlies po raz kolejny sprawili im bardzo dużo problemów. A skoro byli oni tak blisko zakończenia serii w San Antonio, grając w Memphis powinno już im się to udać. Wydaje mi się, że to było ostatnie tchnienie Spurs, desperacka próba zmiany losów tej serii – dali z siebie wszystko, ledwo wygrali i w ten sposób zakończą sezon. Grizzlies są znacznie młodzi i mają więcej sił na tak trudną rywalizację. Poza tym prezentują się znacznie lepiej niż bardzo męczący się Spurs. Mecz numer 6 będzie ostatnim tej serii.

[yframe url='http://www.youtube.com/watch?v=jMER8Pg1Lt8']


NBA

Kategoria: playoffs2011, Spurs-Grizzlies

Lakers na prowadzeniu

kwi27
2011
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

game 5   Lakers-Hornets 106:90
Lakers 3-2

Przed meczem wszyscy zastanawiali się w jakim stanie jest kontuzjowana kostka Bryanta. Było wiadomo, że Kobe zagra, ponieważ nie zwykł on opuszczać meczów, a już tym bardziej w playoffs. Jednak Kobe nie zgodził się na szczegółowe badania, dlatego nie było wiadomo jak bardzo poważna jest to kontuzja. Jeszcze w pierwszej kwarcie można było sądzić, że ten uraz spowolnił lidera Lakers, ale już w drugiej Kobe pokazał, że z jego kostką nie jest źle, robiąc sobie piękny plakat z Okaforem

[yframe url='http://www.youtube.com/watch?v=H4a0e9YZFWw']

To był znak, że problemy zdrowotne nie przeszkodzą mu w poprowadzeniu Lakers do zwycięstwa. W drugiej kwarcie Bryant zdobył 12 punktów, dzięki czemu gospodarze objęli prowadzenie i przejęli kontrolę nad przebiegiem spotkania. Kobe zrobił co do niego należało, a jego koledzy postarali się, by wysiłek ich lidera nie poszedł na marne i druga połowa był już zdominowana przez gospodarzy.

Lakers zanotowali łatwe zwycięstwo, ponieważ w końcu wykorzystali swoją przewagę wzrostu i zdecydowanie wygrali walkę pod koszami

Lakers – Hornets
zbiórki: 42-25
zbiórki w ataku: 15-3
punkty drugiej szansy: 22-2
punkty z pomalowanego: 42-30

Hornets bardzo dobrze rozpoczęli to spotkanie. W pierwszej kwarcie zdobyli 31 punktów trafiając aż 81% swoich rzutów z gry i uzyskali 9-punktowe prowadzenie. Jednak na nic więcej Lakers im już nie pozwolili. Hornets wygrywają w tej serii, gdy wielkie mecze rozgrywa ich lider, natomiast wczoraj Paul nie imponował tak jak w poprzednim spotkaniu. Co prawda rozpoczął od 8 asyst w pierwszej kwarcie, ale w dalszej części miał ich już tylko 4. Poza tym zdobył 20 punktów i był jednym z trzech zawodników gości, którzy osiągnęli tą granicę. Ariza miał 22 punkty, a Belinelli 21. Postawa Włocha był dużym zaskoczeniem, ponieważ w poprzednich 3 meczach zdobył on łącznie tylko 16 punktów, a zza łuku trafił 2 z 16 rzutów. Tymczasem wczoraj za trzy trafił 3 razy na 5 prób. Jednak dobra gra tej trójki to nie wystarczyła. Hornets zdecydowanie przegrali walkę pod koszami, do tego popełnili 19 strat i po raz kolejny nie mogli liczyć na wsparcie z ławki. Ich zmiennicy zdobyli tylko 14 punktów, o 15 mniej niż rezerwowi Lakers.

Kobe zakończył mecz z dorobkiem 19 punktów (61.5% z gry) i 4 asyst. Bynum miał o punkt mniej i 11 zbiórek, a Gasol zaliczył 16 punktów i 8 zbiórek.

W czwartek w Nowym Orleanie, Lakers spróbują zakończyć tą serię i mają duże szanse na powodzenie, bo jak było widać w tym meczu, kostka Kobe’go nie powinna być przeszkodą, tym bardziej, że podkoszowi Lakers zaczynają grać jak należy i wykorzystują swoją przewagę nad rywalami. Jedynie kolejny niesamowity występ Paula może sprawić, że ta rywalizacja wróci jeszcze do LA.

[yframe url='http://www.youtube.com/watch?v=axncuHYr4KE']


NBA

Kategoria: Lakers-Hornets, playoffs2011

Bulls w drugiej rundzie

kwi27
2011
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

game 5   Bulls-Pacers 116:89
Bulls 4-1

W pierwszej rundzie Bulls musieli się znacznie bardziej namęczyć niż można było tego oczekiwać. To miała być jednostronna seria zdominowana przez najlepszą drużynę ligi, tymczasem teoretycznie najgorszy zespół tych playoffs zmusił ich do wyrównanej walki. Dopiero ten ostatni mecz, w którym Bulls przesądzili o swoim awansie do drugiej rundy, został rozstrzygnięty dużo wcześniej niż w ostatnich minutach. Po raz pierwszy w tej serii Pacers nie prowadzili w czwartej kwarcie. Tym razem ostatnie 12 minut było tylko formalnością, Bulls rozpoczęli je mając 19-punktów przewagi, a mecz zakończyli pokonując gości różnicą 27.

Decydująca okazała się trzecia kwarta. Na jej początku Bulls uzyskali dwucyfrowe prowadzenie, ale zaraz potem stracili Rose’a, któremu odgwizdano czwarty faul. Kiedy zeszedł on na ławkę, Pacers ruszyli do ataku i zmniejszyli stratę do 4 punktów. Thibodeau nie miał wyjścia i musiał zaryzykować – Rose wrócił do gry. To była świetna decyzja, bo lider gospodarzy jak zawsze zrobił co do niego należało. Przez kolejne 3 minuty Bulls zanotowali serię 14-3, a 10 z tych punktów należało do Rose’a, który w tym czasie aż 3 razy trafiał za trzy. Ostatecznie gospodarze zakończyli trzecią kwartę serią 23-8. Na początku czwartej Rose złapał kolejne przewinienie i znowu musiał zejść z boiska, ale Bulls mieli już wszystko pod kontrolą i ich lider mógł spokojnie odpoczywać do końca meczu.

Rose zdobył 25 punktów (47% z gry) i zaliczył 6 asyst. Jeszcze lepiej zaprezentował się Deng, który miał na swoim koncie 24 punkty (50% z gry), 7 asyst i 6 zbiórek. Wyróżnić warto jeszcze Noah – 14 punktów, 8 zbiórek i 4 bloki. Natomiast Boozer rozegrał najgorszy mecz w swojej karierze w playoffs. Podobnie jak Rose i Noah miał on problemy z faulami, dlatego jego czas gry był ograniczony i spędził na boisku tylko 16 minut. W tym czasie zanotował ledwie 2 punkty (1/5 z gry), co jest jego najniższą zdobyczą w playoffs. Dotychczas tylko 2 razy zdarzyło mu się kończyć spotkanie playoffs z dorobkiem niższym niż 10 punktów, ale za każdym razem miał wtedy co najmniej 10 zbiórek. Teraz zebrał tylko 5 piłek. Jednak wczoraj Bulls nie przeszkodziła ta fatalna postawa ich czołowego zawodnika. Reszta drużyny grała na tyle dobrze, że Boozer nie był potrzebny. Przede wszystkim jego zastępca, Gibson wywiązał się ze swojego zadania – 10 punktów i 7 zbiórek.

Dla Bulls jest to pierwsza wygrana seria playoffs od 2007 roku, a dopiero druga od czasów Jordana.

W drużynie gości najlepiej zagrał Granger, miał 20 punktów i 6 zbiórek. Tym razem Pacers nie potrafili już nawiązać walki, była to ich najdotkliwsza porażka i w ten sposób kończą swoje występy w tegorocznych rozgrywkach. Mogą być jednak zadowoleni ze swojej postawy w tej serii. Zmusili najlepszą drużynę wschodu do walki i wygrali jeden mecz – zagrali o wiele lepiej niż można się było spodziewać.

[yframe url='http://www.youtube.com/watch?v=tLfJWBw4T1w']


NBA

Kategoria: Bulls-Pacers, playoffs2011

Magic walczą dalej

kwi27
2011
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

game 5   Magic-Hawks 101:76
Hawks 3-2

Dla Magic to był mecz o wszystko. Musieli go wygrać, jeśli nie chcieli od dzisiaj rozpocząć wakacji i stanęli na wysokości zadania. Wreszcie zaprezentowali bardzo dobrą zespołową koszykówkę i pewnie pokonali Hawks. Ten mecz bardzo przypominał to, co działo się rok temu w drugiej rundzie – totalna dominacja Magic. Gospodarze już na początku drugiej kwarty uzyskali 20-punktowe prowadzenie i do samego końca utrzymali przewagę na tym poziomie.

Magic zakończyli pierwszą kwartę serią 16-4, uzyskali dwucyfrowe prowadzenie, a potem już nie oglądali się za siebie. Warto dodać, że tą serię zanotowali bez Howarda. Lider gospodarzy w połowie kwarty złapał drugi faul i musiał usiąść na ławce. Wtedy sprawy w swoje ręce wzięli Bass i Reddick. Najpierw Bass zdobył 5 punktów z rzędu, a do Redicka należało 11 ostatnich punktów Magic w tej kwarcie.  Do tego, w pierwszej kwarcie gospodarze zatrzymali Hawks na 13 punktach i skuteczności z gry wynoszącej ledwie 16%.

Popisy Howarda tym razem nie były potrzebne i Magic zupełnie nie przeszkodziło to, że rozegrał on najgorszy mecz tych playoffs. Zdobył tylko 8 punktów (miał zaledwie jeden celny rzut z gry) i zebrał 8 piłek. Po raz pierwszy w tej serii zanotował mniej niż 20 punktów i mniej niż 15 zbiórek, a mimo to jego drużyna bardzo łatwo wygrała. Jest to bardzo ciekawa sytuacja. Magic odnotowują efektowne zwycięstwo, gdy Howard jest bardzo mało widoczny, a przegrali gdy miał on imponujące 46 punktów i 19 zbiórek.

W sumie aż 8 zawodników Magic zdobyło co najmniej 8 punktów. Wreszcie w ataku mieli więcej możliwości niż tylko podanie pod kosz do Howarda. W efekcie, Dwight ostatecznie zdobył najmniej punktów spośród zawodników pierwszej piątki. Pierwszym strzelcem z 17 punktami był Richardson, który opuścił poprzedni mecz z powodu kary. Dobrze spisywali się także rezerwowi. Zdobyli 49 punktów, podczas gdy przez pierwsze 4 mecze zanotowali ich w sumie tylko 69.

Poza tym, w końcu zawodnikom Magic wpadały rzuty z dystansu. Mieli 11 celnych trójek przy skuteczności ponad 40% i w obu tych elementach są to ich najlepsze osiągnięcia w tej serii. Trzeba także zwrócić uwagę, że gospodarze popełnili tylko 6 strat, co jest rekordem klubu w playoffs.

Tymczasem Hawks mieli ogromne problemy w ataku, zdobyli tylko 76 punktów ze skutecznością 36%. Crawford, który w każdym z dotychczasowych meczów miał ponad 20 punktów, wczoraj zdobył ich tylko 8 trafiając 2 z 8 rzutów z gry. Jeszcze gorzej spisywał się Johnson, spudłował 10 z 12 rzutów i miał tylko 5 punktów. Natomiast najlepszym zawodnikiem gości był Smith, zanotował 22 punkty i 11 zbiórek.

Magic chcą zostać dziewiątą drużyną w historii, która wygra serię od stanu 1-3. Wczoraj zrobili krok w doba stronę i pozostali w grze, ale to nie zmienia faktu, że to Hawks nadal brakuje tylko jednej wygranej do awansu. W Orlando, Magic przypomnieli sobie jak to było rok temu, gdy łatwo rozprawili się z Hawks. Jednak w tym roku ich rywalizacja wygląda zupełnie inaczej. Magic jeszcze nie wygrali w Atlancie, a teraz przed nimi kolejny mecz w Phillips Arena. Hawks wiedzą, że jeśli chcą wygrać tą serię, muszą to zrobić w meczu numer 6 na własnym parkiecie. Wczoraj jeszcze mogli sobie pozwolić na porażkę, ale już nie mogą sobie pozwolić na powrót do Orlando. Dlatego w czwartek można oczekiwać Hawks grających ponownie tak, jak w poprzednich spotkaniach i teraz pozostaje pytanie, jak zaprezentują się Magic? Czy ponownie będą opierać się tylko na Howardzie, czy tak jak wczoraj będą mogli liczyć na cały zespół?

[yframe url='http://www.youtube.com/watch?v=6BmR6CYzPPo']


NBA

Kategoria: Magic-Hawks, playoffs2011
« Older Entries

4kwarta NEWS

  • NBA playoffs Top 5 (17.05)
  • NBA playoffs Top 5 (16.05)
  • NBA playoffs Top 10 (15.05)
  • Small Market, Big Heart
  • NBA playoffs Top 5 (14.05)
  • Przed drugą rundą – zachód
  • NBA playoffs Top 5 (13.05)
  • NBA playoffs Top 5 (12.05)
  • Przed drugą rundą - wschód
  • NBa playoffs Top 5 (11.05)
  • NBA playoffs Top 10 (10.05)
  • NBA playoffs Top 5 (9.05)

Blog

  • NBAcodziennie
  • Archeobasketologia
  • Power Ranking
  • NCAA
  • Podcast
  • TRADE RUMORS
  • Airball spod kosza
  • NCAA od podstaw
  • Skarb Kibica NBA 2011/12
  • Overtime
  • Archiwum

Warto przeczytać

  • Airball spod kosza: 44 mecze pierwszej rundy
  • Smaczki i krzaczki – pierwsza runda
  • O Drafcie, NCAA i limicie wiekowym
  • Airball spod kosza: Mistrzowie na wakacjach, myślą o przyszłości
  • Przygotowania Olka Czyża do Draftu
  • Rookie Ranking vol.4
  • Nagrody 4kwarty za sezon 2011/12
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: straty
  • O Rajonie ciąg dalszy
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: bloki

W halach NBA (galeria)

Wyniki

Dołącz do nas

Współpraca

Linki

  • about NCAA
  • MVP Magazyn
  • NBA & NCAA na DVD
  • PolskiKosz.pl
  • RotoStrefa. Nasz Punkt Widzenia.
  • Sport24.pl
  • Typy NBA
  • widziane z półdystansu
  • wyniki na żywo

Szukaj

buttony

blog Czwarta Kwarta - to co najważniejsze o NBA Cavs.e-nba.pl - serwis poświęcony Cleveland Cavaliers Daveknot Enbiej.pl - NBA, koszykówka HORNETS.PL IVERSON.probasket.pl Nasz Kosz NBA Every Day - NBA, NCAA, koszykówka NBAonline Denver Nuggets poprostubasket.bloog.pl – Koszykarski blog Slamdunk League ToplistaNBA Typer - zabawa bukmacherska Wysoko nad obręczą – Koszykówka w szerokiej perspektywie Zawsze po pierwsze Koszykówka

EvoLve theme by Theme4Press  •  Powered by WordPress Czwarta-Kwarta.com
to co najważniejsze o NBA

Switch to our mobile site