• Strona główna
  • 4kwarta News
  • Market
  • Redakcja
  • Współpraca
  • Archiwum
  • TRADE RUMORS

Spełnione marzenie fana Kings

lut13
2011
18 komentarzy Adam Szczepański

Na wstępie mojej relacji chciałbym opisać jak dostałem szanse spełnić swoje marzenie, od czego to wszystko się zaczęło, przez co musiałem przejść. Mam szczerą nadzieję, że mój przykład, moja historia pokaże wszystkim, że jak coś się naprawdę mocno pragnie, na czymś nam zależy to  można to osiągnąć.

Let’s start!

Wszystko zaczęło się w listopadzie 2009, kiedy zapisałem się na studencki program Work and Travel, gdzie już po raz 3 zamierzałem wybrać się w odległą podróż na Alaskę(wcześniej byłem tam w 2006 i 2007). Wtedy pojawiła się w mojej głowie myśl, że mam idealną okazję po ciężkiej pracy przy rybkach zawitać do Kalifornii, do jej stolicy – Sacramento i spełnić swoje marzenie o byciu na pierwszym meczu Kings w nowym sezonie przed własną publicznością w listopadzie 2010 r. W biurze, przez. które załatwiałem sobie wyjazd musiałem podać datę powrotu do Polski i wiedząc, że sezon NBA zaczyna się pod koniec października, początek listopada powiedziałem, że chcę wracać 6.11. Też trochę ryzykowałem, bo równie dobrze Kings mogli zacząć sezon od np. 5 meczy wyjazdowych i wtedy na pewno do 6.11 nie zagraliby meczu u siebie, ale z drugiej strony przy odrobinie szczęścia mogłem się np. załapać na 2 mecze, a nie na 1 (tak też się stało, ale o tym w dalszej części opowiadania).
W czerwcu (dokładnie 22.06) odbył się nasz (leciałem z kuzynem) długo wyczekiwany lot na Alaskę. Pierwszym moim przystankiem na drodze od upragnionego celu była miejscowość (chociaż trudno nazwać to miejscowością) Naknek, gdzie pracowałem od 24.06 do 20.07. Następnie było przepiękne miasteczko Whittier, gdzie zostałem od 25.07 do 31.08. Trzecim i ostatnim miejscem na Alasce była miejscowość położona niedaleko Kanady Ketchikan, gdzie mieszkałem od 1.09 do 15.10.
Pracując w Whittier nadeszła długo oczekiwana przeze mnie wiadomość, a mianowicie liga NBA jak co roku w granicach 10.08 ogłosiła terminarz rozgrywek, kto z kim i kiedy będzie grał. Pamiętam, że podczas zaledwie 10 minutowej przerwy w pracy (do dnia dzisiejszego nie wiem jakim cudem), wszedłem szybko na stronę internetową www.kings.com i zobaczyłem z kim i przede wszystkim kiedy Sacramento zagrają pierwszy mecz przed własną publicznością w nowym sezonie NBA 2010/2011.


Serce waliło mi jak szalone,  nigdy wcześniej czegoś takiego nie miałem. Szczerze mówiąc rywal dla mnie nie miał znaczenia, czy Kings będą grać z najgorszą drużyną, czy najlepszą. Dla mnie liczyło się osiągnięcie celu, być tam wśród innych fanów i wspierać, dopingować  naszą drużynę do walki. Nagle przed moimi oczami ukazały się dwie magiczne daty 1.11- Sacramento zagrają w pierwszym meczu przeciwko drużynie z Kanady- Toronto Raptors (którzy w lato stracili najlepszego gracza Chrisa Bosha, który przeniósł swoje talenty na słoneczną Florydę do Miami), następną datą była 3.11- a przeciwnikiem okazał się zespół, uwaga – Los Angeles Lakers. Gdy to zobaczyłem po prostu nie mogłem w to uwierzyć, do tego stopnia, że kilka razy sprawdziłem jeszcze czy nie popełniono błędu na stronie. Najlepsza drużyna w NBA, jedna z najlepszych w historii, z jednym z najlepszych koszykarzy na świecie Kobe Bryantem, najwięksi rywale Kings przyjeżdżają do Sacramento na mecz i ja mam szansę być uczestnikiem takiego wydarzenia? Po prostu coś NIESAMOWITEGO. Po takiej wiadomości nic i nikt nie był wstanie popsuć mi znakomitego humoru. Jedyną rzeczą, której się obawiałem było to, że mogę nie dostać biletów na to święto koszykówki w stolicy Kalifornii, bo wiedziałem, że będą rozchodzić się jak świeże bułeczki. Ale byłem dobrej myśli, bardzo pozytywnie nastawiony do najpiękniejszej chwili w moim życiu i mogę teraz powiedzieć z ręką na sercu, że to było kluczowe podejście.
Jeśli chodzi o samą pracę na Alasce to były chwilę, że myślałem, że to koniec. Praca 15 , a nawet czasami więcej godzin dziennie dawała (nie tylko mi) się we znaki (mój rekord bodajże 19 godz. na nogach). Do tego z każdym dniem dochodziły u mnie co raz silniejsze krwotoki z nosa oraz nieustające bóle głowy. Musiałem zacisną pasa i robić swoje, gdyż miałem marzenie do spełnienia, cel do osiągnięcia i to mnie niesamowicie motywowało, a wiadomo, że dobra motywacja jest kluczem do sukcesu, bez niej prawdopodobnie nie dał bym rady. Brałem rzecz jasna leki co zmniejszyło nieco moje krwotoki z nosa, ale nadal nie czułem się swobodnie.
Zbliżał się październik, gdzie większość moich znajomych, których poznałem na Alasce, była już w domu, natomiast ja byłem miesiąc od upragnionego celu.
Ryb już miałem serdecznie dość z każdym dniem co raz bardziej, w końcu siedziałem w nich od końca czerwca do połowy października. Nadeszła data 18.10 i nasz długo oczekiwany trip po Kalifornii, nie mogliśmy być bardziej szczęśliwi z kuzynem. Przed Kalifornią zaliczyliśmy jeszcze Seattle, potem odwiedziliśmy Los Angeles, San Diego i San Francisco. 28.10 rozdzieliliśmy się z kuzynem, on został w San Francisco, ja natomiast spakowałem się i pojechałem pociągiem (swoją drogą niesamowicie luksusowe pociągi są w USA) ku spełnieniu moich marzeń, po najpiękniejsze chwile w moim życiu do Sacramento.
Kluczowym dla mnie momentem było poznanie w Ketchikan Patricii, która jest mieszkanką Sacramento i była niesamowicie szczęśliwa, że jestem fanem drużyny z jej miasta i była pełna podziwu dla mnie, że przyjechałem pracować na Alaskę, żeby spełnić swoje marzenie.


Niesamowicie mi się poszczęściło, gdyż mogłem u Patricii zamieszkać przez cały mój pobyt w Sacramento (ponad tydzień). Mieszkałem w najbogatszej dzielnicy miasta, do swojej dyspozycji miałem  wille z basenem, byłem nieco zdziwiony , że ona wraz z Jeffem (jej mąż) tak szybko mi zaufali, zostawiając klucze do swojego domu kiedy wyjechali w interesy do Indiany. Traktowali mnie jak członka swojej rodziny, jakbyśmy się znali co najmniej kilkanaście ładnych lat. Naprawdę dało się wyczuć ich sympatie i pozytywne nastawienie do mojej osoby.
Wielkimi krokami zbliżała się pierwsza z dwóch magicznych dat. Można było zauważyć podekscytowanie mieszkańców miasta, że wielka koszykówka NBA debiutuje w Sacramento w nowym sezonie 2010/2011. Na ulicach można było spotkać fanów ubranych w barwy drużyny, którzy także mieli wymalowane farbami na twarzy barwy Kings. Chodząc ulicami Sacramento ludzie zagadywali do mnie pytali się o szanse Kings w nowym sezonie, jak widzę wkomponowanie  do drużyny debiutanta DeMarcusa Cousinsa. Wchodząc do sklepu sprzedawcy mówili do mnie:
,,Witamy Kings Fana”, kiedy mówiłem im, że przyleciałem z odległej Polski spełnić swoje marzenie, byli wręcz pod wielkim wrażeniem i mówili, że szanują takich fanów jak ja, którzy nie boją się wyzwań i nie boją się spełniać swoich marzeń. Spotkałem też się z opinią niektórych, co mówili, że powinienem dostać bilet na mecz za darmo, na to ja odpowiedziałem, że pracowałem całe lato, żeby spełnić swoje marzenie i nie miałbym tej satysfakcji jakby ktoś mi go podarował.
Nadszedł ten jakże długo wyczekiwany przez mnie dzień, 1.11 i mecz Sacramento Kings – Toronto Raptors. Spotkanie miało się odbyć o 19:00, przyszedłem 2 godziny przed meczem i dokładnie obszedłem dookoła Arco Arena (hala Kings) robiąc zdjęcia i nakręcając filmy. W pewnym momencie stanąłem na wprost  hali przed ogromnym napisem Arco Arena, łzy same poleciały mi po policzku i powiedziałem sobie: „Udało mi się po prostu się udało, to jest mój czas, osiągam swój zamierzony cel, spełniam swoje marzenie”, po chwili podeszła do mnie starsza kobieta (Fanka Kings) i zapytała się mnie co mi się stało, że płacze, a ja do niej, to łzy szczęścia, bo dzisiaj się spełnia mój sen, do którego dążyłem od 1 dnia pobytu na Alasce.
Podobno prawdziwi mężczyźni nigdy nie płaczą, jednak zdecydowanie się z tym nie zgadzam i uważam, że prawdziwi mężczyźni w chwili wzruszenia nie wstydzą się okazać swoich uczuć, swojej wrażliwości.
To było dla mnie jak sen, z którego nie chciałem się obudzić. Zwykle mecze Sacramento oglądam w Polsce przez internet, u nas wtedy jest 3, 4 w nocy, więc to było dla mnie niesamowite przeżycie, że obejrzę mój team na żywo w akcji.
Z każdą minutą przybliżającą mecz dało się zauważyć coraz więcej fanów. Po chwili wszedłem do środka hali i obejrzałem rozgrzewkę graczy, miałem spore szczęście, gdyż podczas rozgrzewki zawodnicy rozdawali autografy swoim fanom, mam autograf od Darella Jacksona, Beno Udriha oraz Omri Casspiego. Udało mi się także zamienić parę słów z właścicielem Kings – Gavinem Maloof i zrobić pamiątkowe zdjęcie, które widzimy poniżej.

Pytał się mnie jak zaczęła się moja PASJA do Sacramento, którego gracza lubię najbardziej, powiedział, że chyba jestem pierwszym fanem z tak daleka co przyjechał wspierać swoją drużynę, podziękował mi za moją lojalność w stosunku do drużyny, powiedział również, że Kings z roku na rok będą coraz lepsi i będą wspinać się coraz wyżej w tabeli NBA, na końcu pozdrowił wszystkich fanów NBA w Polsce. Po rozgrzewce zawodników udałem się do mojego miejsca i z niecierpliwością oczekiwałem prezentacji graczy. Zanim to nastąpiło, na środek parkietu wyszedł najlepszy gracz Sacramento Kings – TYREKE EVANS i zaprezentował swoją nagrodę ROOKIE OF THE YEAR dla najlepszego debiutanta NBA za sezon 2009/2010. Wszyscy Fani wstali z miejsc i nagrodzili Evansa kilkuminutowym aplauzem i okrzykami radości, również ja biłem brawo jak najmocniej się da i uśmiech z mojej twarzy nie schodził ani na chwilę.  Tych przeżyć nigdy w życiu nie zapomnę! Evans jest prawdziwą gwiazdą w mieście, ludzie oszaleli na jego punkcie, panuję tu prawdziwa Evansomania. W hali był komplet fanów a więc 17 317. Nagle w Arco Arena zgasły wszystkie światła i spiker rozpoczął prezentację pierwszej piątki, która zagra w tym meczu. Wszystko to działo się oczywiście przez niesamowitych okrzykach Fanów, którzy przywitali pierwszy oficjalny mecz w nowym sezonie NBA 2010/2011 w słonecznej stolicy Kalifornii Sacramento.
Sam mecz zaczął się niespodziewanie od ataków gości z Kanady, którzy, ku niezadowoleniu miejscowych fanów odskoczyli na kilkanaście punktów już po 1 kwarcie. Toronto wychodziło praktycznie wszystko, czego nie można  powiedzieć o graczach Kings. W 2 kwarcie Raptors dalej kontrolowali przebieg meczu, prowadząc nawet w pewnym momencie 20 pkt. Natychmiast przypomniało mi się spotkanie sprzed roku, gdzie Kings przegrywali w Chicago w 3 kwarcie meczu 35 punktami i potrafili wygrać. Po zmianie stron gospodarze zaczęli odrabiać straty, co zapowiadało niesamowite emocje w ostatniej 4 kwarcie meczu. Wierzyłem w tą drużynę od pierwszego gwizdka do ostatniego, jak Kings zaczęli odrabiać straty moja ekscytacja jak i innych fanów nie miała końca, cieszyliśmy się czy nawet wzajemnie uściskaliśmy. Mecz był niezwykle emocjonujący i końcowy wynik brzmiał 111:108 dla Sacramento. Podczas spotkania prawdziwą furorę wśród innych fanów zrobił mój transparent, który trzymałem wysoko w górze. Napisałem na nim : ,,THIS SEASON WILL BELONG TO SACRAMENTO KINGS,  BARTOSZ FROM POLAND – WROCLAW”. Odwróciłem się i zaprezentowałem wszystkim fanom mój transparent i Ci nagrodzili mnie za niego brawami, po prostu coś niesamowitego. Po zakończeniu spotkania wszyscy fani wstali z miejsc i podziękowali drużynie za wysiłek, za walkę, że włożyli serce w grę (no może w 2 połowę:)) Chwilę po meczu przeżyłem prawdopodobnie jedną z najpiękniejszych chwil, jaką może przeżyć fan. Wiadomo, że 2 dni później Sacto mieli grać z Lakers, wiec dosłownie cała hala wstała ze swoich miejsc i zaczęła niesamowicie głośno skandować BEAT LA, BEAT LA, BEAT LA, BEAT LA. To po prostu trzeba przeżyć samemu, fani zachowali się wręcz niesamowicie, wiadomo, że Lakers i Kings to najwięksi rywale, a wszystko zaczęło się w 2002 jak Shaq O’Neal (obecnie gracz Boston Celtic) powiedział, że Sacramento grają tak miękko jak Queens (królewny), a nie tak twardo jak Kings (królowie). Z tego powodu, będąc w Los Angeles miałem małe nieprzyjemności chodząc ubrany w barwach Kings, gdzie ludzie mówili o mnie o idzie Fan Queens. Po samym spotkaniu gdy wychodziłem na zewnątrz hali moje oczy zobaczyły Izraelskiego skrzydłowego Kings Omri Casspiego w towarzystwie dwóch ochroniarzy. Natychmiast podszedłem do niego, pogratulowałem dobrej dzisiejszej gry, trochę porozmawialiśmy i na końcu zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie. Powiedział mi także, że niedługo wybiera się do Polski, bo ma tam znajomych.
Następnego dnia tj 2.11 jak już nieco emocje opadły poszedłem zwiedzać miasto i oczywiście nie omieszkałem zahaczyć o Arco Arena i zrobić zakupy w klubowym sklepiku Kings. Wychodząc ze sklepu miałem ogromne szczęście, gdyż akurat Sacramento mieli trening przed jutrzejszym meczem z Lakers. Najpierw zobaczyłem Centra Kings pochodzącego z Haiti – Samuela Dalemberta jak wychodzi na zewnątrz, nie zastanawiając się nawet przez chwilę podszedłem do niego, przywitałem się, powiedziałem skąd pochodzę, trochę porozmawialiśmy i na końcu zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie.

Następnie zauważyłem wychodzącego z Arco Arena debiutanta Kings DeMarcusa Cousinsa i z nim także zrobiłem sobie zdjęcie. Ostatnim graczem, który wychodził z hali był skrzydłowy Kings Donte Greene i tu była ta sama sytuacja co z poprzednimi koszykarzami. Ciężko było mi uwierzyć, że jednego dnia spotkałem 3 moich idoli. Wszyscy trzej koszykarze  byli pod ogromnym wrażeniem, że przyleciałem z odległej Polski wspierać swoją drużynę, że nie spotykają na co dzień takich fanów jak ja.

(druga i trzecia część relacji przed meczem Kings-Lakers)

W końcu nadszedł ten dzień (3.11), na który wszyscy tu w Sacramento czekali no i przede wszystkim ja, czyli mecz z wielką drużyną jaką niewątpliwie są Los Angeles Lakers. Tego dnia wstałem wyjątkowo wcześnie, koło 8 i jak możecie się domyśleć byłem niesamowicie podekscytowany. Do Arco Arena przybyłem wyjątkowo wcześnie, gdzieś 3 godziny przed rozpoczęciem meczu. Fanów z każdą minutą przybliżającą do spotkania było co raz więcej. Ogromnym moim zdziwieniem był fakt (co widać na poniższym filmiku), że jest bardzo dużo fanów Lakers. Bilety na mecz rozeszły się w błyskawicznym tempie i nie było szans dostać ich przed spotkaniem. Nakręciłem trochę filmików z jakże ważnego wydarzenia w moim życiu, po czym wszedłem do środka hali i oglądałem rozgrzewkę graczy obu drużyn.

To spotkanie było transmitowane na całe USA, była TV ESPN z jej komentatorem Markiem Jacksonem (byłym graczem NBA, który swój szczyt kariery osiągnął grając w Indiana Pacers). Na tym spotkaniu można było spotkać ważne postacie, takie jak burmistrza Sacramento – Kevina Johnsona (byłego gracza NBA, który grał w latach 90–tych w Phoenix Suns z Charlsem Barkleyem), byłego już gubernatora Kalifornii – Arnolda Shwarzeneggera (od stycznia zastąpił go na tym stanowisku demokrata Jerry Brown, Arni na co dzień mieszka w Sacramento i jest uważany za największego Fana Kings na świecie), rapera Snoop Dogga (wielkiego fana Lakers) oraz piosenkarkę Shakirę (która miała swój koncert w Arco Arena 19.10). Wszyscy oczywiście siedzieli w 1 rzędzie, gdzie spiker ich osobiście przedstawiał, a publiczność zgromadzona w Arco Arena nagrodziła ich brawami.
Podczas rozgrzewki byłem dosłownie gdzieś z 5, może 6 metrów od samego Kobe Bryanta i po chwili odważyłem się krzyknąć głośno w jego stronę: ,,NO THIS TIME KOBE”, ten na mnie spojrzał, lekko się uśmiechnął i dalej rozgrzewał się z resztą swoich kolegów. Tym razem miałem inny transparent a mianowicie taki: „BARTOSZ FROM POLAND SAID  BEAT LA  AND BEAT KOBE!!!”.


Hala może pomieścić 17 317 fanów i rzecz jasna była wypełniona po brzegi, ale ku niezadowoleniu fanów Kings bardzo dużo było fanów Lakers. Po chwili zaczęła się prezentacja graczy co można zobaczyć w moim filmiku. Kiedy gracze Lakers wyszli na parkiet rozległy się głośne gwizdy fanów Kings, natomiast kiedy wyszli na parkiet koszykarze Sacramento publika przywitała ich okrzykami i brawami. W poprzednim spotkaniu jak i w tym, kibice zgromadzeni w Arco Arena mieli przeróżne transparenty, które pokazywały jaka świetna jest relacja na linii Fan – drużyna. Zdarzały się też takie, które może nie obrażały przeciwnika, ale wyraźnie pokazywały że Fani L.A jak i drużyna Lakers nie są mile widziana w Sacramento.
Samo spotkanie od początku było dość wyrównane z lekką przewagą Lakers. Dopiero po przerwie Lakers przypomnieli wszystkim dlaczego są najlepszą drużyną w NBA i systematycznie powiększali przewagę nad momentami bezradnymi graczami Kings. Mimo, że w 4 kwarcie wynik spotkania był już rozstrzygnięty na korzyść Lakers, to fani dalej dopingowali swoich pupili. Końcowy wynik meczu to 100:112 dla Kobego i spółki. Mimo porażki, Sacramento momentami grali naprawdę ładną widowiskową dla oka koszykówkę. Po meczu wychodziłem głuchy, gdyż doping fanów Sacto był tak głośny, tak niesamowity, że coś pięknego, oraz ze straconym głosem, bo sam również z wielką Pasją, sercem dopingowałem moją drużynę. Po spotkaniu, gdzie już większość fanów opuściła halę,  zostałem i porobiłem sobie pamiątkowe zdjęcia, oglądając przy tym dokładnie obiekt moich marzeń.
W USA panuje taka zasada. Jeśli Twoja drużyna wygrywa, to fani się cieszą, świętują, natomiast jeśli przegrywa to w ogóle się nie załamują i to mi się bardzo podoba.
Radość, satysfakcja, spełnienie, wzruszenie i wiele jeszcze innych słów, które opisują co czułem podczas meczu.
Po spotkaniu długo nie mogłem dojść do siebie, w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Pamiętam, że do domu wróciłem wyjątkowo późno, gdyż z innymi Fanami Sacramento, których poznałem na meczu wybraliśmy się do pobliskiego baru i długo omawialiśmy mecz i mimo porażki każdy z nas (najbardziej ja co oczywiste) był zadowolony, że uczestniczył w takim spotkaniu. Wszyscy się mnie pytali o nasz kraj, jak się tam żyje, czy kiedyś jeszcze zamierzam wrócić do Sacramento. Nawet dostałem zaproszenie od paru mieszkańców, że jak będę jeszcze kiedyś w mieście, to żebym się do nich odezwał. Pytali się mnie też o Marcina Gortata, czy jest popularny w Polsce itd. Szczerze mówiąc chciałbym kiedyś zobaczyć Gortata grającego dla Kings i to bardzo, od razu w Polsce było by większe zainteresowaniem meczami Sacramento, no cóż, może kiedyś:)
Co dobre szybko się kończy i tym razem nie było żadnych wyjątków. Mój wyjazd do Polski zbliżał się wielkimi krokami.
Podsumowując wszystko, wydaje mi się, że jestem dobrym przykładem tego, że marzenia jednak się spełniają i przekonałem się o tym na własnej skórze, że to od nas tak naprawdę zależy czy wykorzystamy szanse, którą dostajemy od życia.
Z autopsji wiem, że jak się osiąga cel, spełnia marzenie, to Twoje poczucie własnej wartości, pewność siebie momentalnie wzrasta, aż chcesz wykrzyczeć całemu światu jaki to jesteś szczęśliwy. Skoro spełnił się mój sen o pobycie na meczu Sacramento, to wierze że spełnią się i inne moje marzenia,  które teraz są związane z moim życiem osobistym i nieważne jest co ludzie mówią o Tobie, bo wiem, że byli też tacy, którzy na wstępie mi mówili, że nie mam szans znaleźć się w Sacramento na meczu.
Ludzie też się mnie pytali, czy nie bałem się być sam w obcym kraju, obcym mieście, na to ja odpowiadałem – nieważne co robimy, strach jest zawsze i wszędzie, nie da się go pokonać, natomiast można się nauczyć działać, pomimo występującego strachu i zawsze staram się tak robić, do odważnych świat należy.
Samolot do Polski z lotniska w Sacramento miałem 6.11 i tego dnia też spotkałem się z moim kuzynem i razem wróciliśmy do kraju.
Jedynie czego żałuje, to tego, że w najpiękniejszych chwilach w moim życiu nie mogła być ze mną moja najbliższa rodzina, ale wiem, że byli ze mną duchem i czułem ich wsparcie na każdym moim kroku. Dzięki niej było mi łatwiej osiągnąć mój cel, spełnić moje marzenie.
Teraz już wiem, że nie należy nigdy rezygnować ze swoich marzeń w obawie przed przegraną. Brałem pod uwagę każdą możliwość (mogłem np. nie dostać biletów), ale pozytywne nastawienie, nie załamywanie się pomogło mi bardzo.
Mogę śmiało powiedzieć, że warto było pracować na Alasce po kilkanaście godzin dziennie, żeby przeżyć tak wspaniałe chwile jakie przeżyłem, bo dla fana swojej ulubionej drużyny nie ma nic przyjemniejszego w życiu, jak oglądać mecz na żywo i wspierać swój team, nawet z odległej Polski.

Autor: Bartosz Maciejasz 26 lat
Bielany wrocławskie

SACRAMENTO KINGS FAN – SINCE 2002 TO FOREVER

PASSION FOR PURPLE


NBA

Kategoria: różne
SHARE THIS Twitter Facebook Delicious StumbleUpon E-mail

18 Comments

  1. Links's Gravatar Links
    13-02-2011 at 15:46 | Permalink

    GO KINGS!

  2. Tyrion's Gravatar Tyrion
    13-02-2011 at 16:58 | Permalink

    Swietna sprawa- gratuluje spełnienia marzenia i podziwiam konsekwencje w dazeniu do swego celu- fajnie sie czytalo i to nawet z perspektywy zagorzalego fana Lakers ;)

  3. kamilq8's Gravatar kamilq8
    13-02-2011 at 17:56 | Permalink

    Aż ciarki przechodzą gdy się czyta takie rzeczy. Marzenia to jednak potęga. Wielki szacunek dla autora tego tekstu i mam nadzieję że kiedyś poczuję to co on będąc na meczu Mavs, bądź jakiegokolwiek NBA…

  4. UpTown's Gravatar UpTown
    14-02-2011 at 19:48 | Permalink

    Fajna relacja. Super by było gdybyś dopisał takie rzeczy, które na pewno ułatwiłyby innym planowanie wycieczki do USA np. jak załatwiłeś sobie nocleg u tego małżeństwa w Sacramento, wynajmowali pokój czy jak, ile kosztował bilet lotniczy, ile kosztowały bilety na mecz i jak je zdobyłeś skoro przed meczem brakło, ile wydałeś kasy na noclegi i utrzymanie w czasie pobytu w Sacramento, itp. ?

  5. rehe@interia.pl's Gravatar rehe@interia.pl
    14-02-2011 at 22:49 | Permalink

    O stary, pamietam Cie, bylismy razem na obozie jezykowym nad morzem jakos po 4 klasie ,gralismy jako nieliczni w basket. stary odezwij sie pogramy cos

  6. Tyreke Evans's Gravatar Tyreke Evans
    14-02-2011 at 23:44 | Permalink

    Bilety kupiłem przez internet będąc jeszcze na Alasce, 150$ za każdy z nich, a miejsca miałem naprawdę dobre:) Tak jak pisałem w relacji Patricie poznałem na Alasce i zgodziła bezinteresownie mnie przenocować na ponad tydzień czasu. W Sacramento wydawałem kasę na jedzenie, jakieś imprezy, wiadomo:), a lotniczy bilet na Alaske, i powrót przez Kalifornie kosztował mnie koło 4 tyś zł w obie strony.

  7. Pawcio's Gravatar Pawcio
    15-02-2011 at 10:14 | Permalink

    szacun , pozdrawiam i zyczę powodzonka z kolejnymi marzeniami

  8. ncl's Gravatar ncl
    15-02-2011 at 12:14 | Permalink

    Jestem pod ogromnym wrażeniem. Gratuluję spełnienia marzeń :). Do odważnych świat należy.

  9. CelticFan's Gravatar CelticFan
    15-02-2011 at 19:00 | Permalink

    podpisuje się pod kolegą kamilq8, ciargi przechodzą i myśle ze nie tylko rodzina jest z ciebie dumna. My wszyscy cieszymy sie z Twojego szczecia ;)
    Dałeś swietny przyklad innym takze i mnie ze warto ciezko pracowac zeby cos osiagnac.
    Świetnie sie czyta prace i czekam na nastepne relacje :)

    Szanuje Kings, jak i reszte zespołów ;)

    GO CELTIC! :)

  10. Tyreke Evans's Gravatar Tyreke Evans
    16-02-2011 at 06:23 | Permalink

    Wielkie dzięki chłopaki:)

  11. Polonia Warszawa's Gravatar Polonia Warszawa
    26-02-2011 at 00:09 | Permalink

    Bardzo fajnie !

  12. szacun's Gravatar szacun
    26-02-2011 at 09:15 | Permalink

    mój ziom z WSH!

  13. oki's Gravatar oki
    11-03-2011 at 23:55 | Permalink

    gratujacje!!! mi jako fanowi Lakersow dane bylo jak narazie zobaczyc tylko ich pokazowy mecz z Minnesota w pazdzierniku 2010…ale od czego trzeba zaczac ;)

  14. Krzywo's Gravatar Krzywo
    12-03-2011 at 09:33 | Permalink

    Gratuluje.Fajny opis,i genialna sprawa ,że udało CI się być na takich meczach.Fajnie,że znalazłeś miejsce do spania u życzliwych ludzi,w Polsce takie coś jest nie do pomyślenia.

  15. radek's Gravatar radek
    12-03-2011 at 15:12 | Permalink

    ile taki wyjazd ciebie kosztował?? ja tez chce kiedys chce spelnic takie same marzenie!!:) koralgul@o2.pl prosze o odpowiedź :)

  16. bigapple's Gravatar bigapple
    13-03-2011 at 13:34 | Permalink

    To sie nazywa byc kibicem a no i widze ze tez podobaja Ci sie azjatki :) szkoda ze wiekszosc z nich to fani Lakers.Poczules klimat NBA wiekie gratulacje :)

  17. Tyreke Evans's Gravatar Tyreke Evans
    17-05-2011 at 19:49 | Permalink

    moje relacje:
    2 godziny przed meczem: http://www.youtube.com/watch?v=5ZWQc9uOU4Q&feature=player_embedded

    Przed meczem Sacramento Kings – Los Angeles Lakers Part1
    http://www.youtube.com/watch?v=pQWAkW8rzF8&feature=mfu_in_order&list=UL

    Przed meczem Sacramento Kings – Los Angeles Lakers Part 2
    http://www.youtube.com/watch?v=x6-o0FEA5Rw&feature=mfu_in_order&list=UL

    Przed meczem Sacramento Kings – Los Angeles Lakers Part 3
    http://www.youtube.com/watch?v=51drVTeVbzU&feature=mfu_in_order&list=UL

    Przed meczem Sacramento Kings – Los Angeles Lakers Part 4
    http://www.youtube.com/watch?v=UbTQaeWbcpI&feature=mfu_in_order&list=UL

    Rozgrzewka (tak blisko parkietu byłem:))
    http://www.youtube.com/watch?v=YX4E-aLl3xg&feature=mfu_in_order&list=UL

    Nagrana przeze mnie Prezentacja graczy :
    http://www.youtube.com/watch?v=WytFGTSZmJQ&feature=mfu_in_order&list=UL

    Wyjście graczy Kings na parkiet i mój okrzyk radości ,,dzisiaj się spełnia moja marzenie”
    http://www.youtube.com/watch?v=zC9Sw39aVfI&feature=mfu_in_order&list=UL

    Chwilę przed meczem Kings – Lakers:
    http://www.youtube.com/watch?v=Xe08hT0QuFc&feature=mfu_in_order&list=UL

    Wyjście na parkiet graczy Lakers i zasłużone gwizdy:
    http://www.youtube.com/watch?v=F60MA_PKkCc&feature=mfu_in_order&list=UL

    Rozgrzewka zawodników:
    http://www.youtube.com/watch?v=bJJBrfshHF4&feature=mfu_in_order&list=UL

  18. MIRO ALSAKA :)'s Gravatar MIRO ALSAKA :)
    12-07-2011 at 20:58 | Permalink

    BRAWO BART !!!!

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*

* Skopiuj ten kod:

* Wpisz lub wklej kod:

4,180 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

4kwarta NEWS

  • NBA playoffs Top 5 (17.05)
  • NBA playoffs Top 5 (16.05)
  • NBA playoffs Top 10 (15.05)
  • Small Market, Big Heart
  • NBA playoffs Top 5 (14.05)
  • Przed drugą rundą – zachód
  • NBA playoffs Top 5 (13.05)
  • NBA playoffs Top 5 (12.05)
  • Przed drugą rundą - wschód
  • NBa playoffs Top 5 (11.05)
  • NBA playoffs Top 10 (10.05)
  • NBA playoffs Top 5 (9.05)

Blog

  • NBAcodziennie
  • Archeobasketologia
  • Power Ranking
  • NCAA
  • Podcast
  • TRADE RUMORS
  • Airball spod kosza
  • NCAA od podstaw
  • Skarb Kibica NBA 2011/12
  • Overtime
  • Archiwum

Warto przeczytać

  • Airball spod kosza: 44 mecze pierwszej rundy
  • Smaczki i krzaczki – pierwsza runda
  • O Drafcie, NCAA i limicie wiekowym
  • Airball spod kosza: Mistrzowie na wakacjach, myślą o przyszłości
  • Przygotowania Olka Czyża do Draftu
  • Rookie Ranking vol.4
  • Nagrody 4kwarty za sezon 2011/12
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: straty
  • O Rajonie ciąg dalszy
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: bloki

W halach NBA (galeria)

Wyniki

Dołącz do nas

Współpraca

Linki

  • about NCAA
  • MVP Magazyn
  • NBA & NCAA na DVD
  • PolskiKosz.pl
  • RotoStrefa. Nasz Punkt Widzenia.
  • Sport24.pl
  • Typy NBA
  • widziane z półdystansu
  • wyniki na żywo

Szukaj

buttony

blog Czwarta Kwarta - to co najważniejsze o NBA Cavs.e-nba.pl - serwis poświęcony Cleveland Cavaliers Daveknot Enbiej.pl - NBA, koszykówka HORNETS.PL IVERSON.probasket.pl Nasz Kosz NBA Every Day - NBA, NCAA, koszykówka NBAonline Denver Nuggets poprostubasket.bloog.pl – Koszykarski blog Slamdunk League ToplistaNBA Typer - zabawa bukmacherska Wysoko nad obręczą – Koszykówka w szerokiej perspektywie Zawsze po pierwsze Koszykówka

EvoLve theme by Theme4Press  •  Powered by WordPress Czwarta-Kwarta.com
to co najważniejsze o NBA

Switch to our mobile site