• Strona główna
  • 4kwarta News
  • Market
  • Redakcja
  • Współpraca
  • Archiwum
  • TRADE RUMORS

Archiwum miesięczne Listopad, 2010

NIT Season Tip-off – podsumowanie

lis30
2010
Dodaj komentarz Kosi

Kosi

Kończy się listopad, a wraz z nim liczne turnieje rozgrywane w ramach sezonu zasadniczego. Przez najbliższe dni postaram się więc opisać krótko kilka wybranych. Niektóre zakończyły się dopiero parę dni temu, a inne były rozgrywane przed 2 tygodniami, jednak tak naprawdę to nie wyniki spotkań i same turnieje, a drużyny w nich uczestniczące będą głównym tematem poszczególnych wpisów. W skrócie chodzi o krótkie przybliżenie rozkładu sił oraz najlepszych zawodników i dlatego będę opisywał po cztery zespoły biorące udział w najważniejszej rozgrywce każdego eventu.

Wyniki:

Półfinały – 24.11.2010 r.
Villanova – UCLA 82:70
VCU – Tennessee 72:77

Mecz o trzecie miejsce – 26.11.2010 r.
UCLa – VCU 85:89

Finał – 26.11.2010 r.
Villanova – Tennessee 68:78

Najlepszy zawodnik

Scotty Hopson – w półfinale zdobył 18pkt i 11zb na boisku spędzając tylko 24 minuty ze względu na problemy z faulami, a dwa dni później ponownie rzucił 18 oczek dodając 3 zbiórki. Choć miewał momenty kiedy był zupełnie niewidoczny lub popełniał proste błędy, w obu meczach był wyraźnym liderem Volunteers trafiając ważne rzuty w końcówkach. Przede wszystkim bardzo dobrze „wjeżdża” pod kosz i nie ważne ile obrońców jest pod koszem, jeśli tylko znajdzie małą lukę zazwyczaj albo zdobywa punkty albo wymusza faule. Rzutowo również nie wypada źle, jednak znacznie więcej daje drużynie jeśli stara się kończyć akcję bliżej kosza. Dzięki dobrym warunkom fizycznym także w defensywie jest bardzo przydatny, co szczególnie było widoczne w finale, w którym to wspólnie z innymi obwodowymi zatrzymali trio Maalik Wayns-Corey Fisher-Corey Stokes na 25 punktach (w półfinale ta sama trójka zdobyła 61 oczek).

Draft

Tobias Harris – może jego statystyki nie imponują, jak u innych najlepszych pierwszoroczniaków, ale i tak zdobywa średnio solidne 16pkt oraz 6zb. Także sama jego gra nie zawsze będzie nas porywać i ciężko oczekiwać efektownych wsadów lub innych highlightów. Harris to typ zawodnika, który potrafi znaleźć się w dobrym miejsce w odpowiednim czasie. To gracz, który zamiast spróbować wsadzić piłkę do kosza pod naciskiem obrońca woli rzucić o tablice z faulem i zakończyć akcją 2+1. W skrócie jest inteligentnym zawodnikiem i świetnie czyta grę w ofensywie.

Jednak wciąż jest młody i należy to brać pod uwagę gdy popełnia proste błędy albo pudłuje z łatwych pozycji. Także w obronie miewa czasem problemy i obecnie nad tym elementem powinien najbardziej pracować.

Tyler Honeycutt – atletyczny zawodnik, który jeszcze musi sporo udowodnić, by być poważnie traktowanym. Na chwilę obecną wiemy, że bardzo dobrze zbiera oraz blokuje, a i w ataku jest groźny. Potrafi zagrać bliżej kosza, ale także rzucić z półdystansu i dystansu. Średnie na poziomie 15pkt i 8zb wyglądają dobrze, ale w tym chłopaku wciąż jest sporo ukrytego potencjału. Wystarczy tylko to potwierdzić i pokazać na boisku.

Reeves Nelson – średnie 17.6pkt i 10.4zb wskazuję, że nie można go lekceważyć, jednak na mnie nie zrobił większego wrażenia. Tak naprawdę to wyróżnia go waleczność oraz wyczucie do zbiórek i właśnie dzięki temu zdobywa sporo punktów. Poza tym w ataku nie wypada najlepiej i jedynie dobra obrona trochę poprawia ogólną ocenę.

Można by tu jeszcze wspomnieć kilku innych zawodnikach, ale mają oni raczej niewielkie szanse na wybór w pierwszej rundzie. Hopson w NCAA wygląda fajnie, ale w NBA już tak dobrze być nie powinno. Malcolm Lee przeplata lepsze spotkania z gorszymi, a Corey Fisher może podzielić los swojego byłego kolegi z drużyny – Scottie’go Reynoldsa.

Drużyny

UCLA
Bruins na papierze wyglądają co najmniej nieźle, a na pewno zdecydowanie lepiej niż w zeszłym sezonie, jednak wciąż ich gra nie wygląda tak, jak powinna. Do tej pory wygrywali tylko z wyraźnie słabszymi rywalami, a przeciwko lepszym rywalom pojawiały się już problemy, co najlepiej pokazuję ten turniej. Wyraźnie brakuję lidera i tzw. „go-to-guy’a”, którym na pewno nie jest Nelson. Takim zawodnikiem mógłby być Malcolm Lee, ale wciąż boryka się z problemami zdrowotnymi i nie może wrócić do formy z poprzednich rozgrywek. Także nieco zawodni freshman Joshua Smith. Z powodu problemów z faulami na boisku spędza niewiele czasu i tym samym nie zawsze ma okazję dobrze się pokazać.

UCLA stać na awans do NCAA Tournament, bo w składzie ciekawych nazwisk nie brakuje. Jeśli tylko Lee wróci do pełni sił, a Freshmani przestawią się na grę w NCAA drużyna Bena Howlanda może sprawić nie jedną niespodziankę. Przed coachem Bruins trudne zadanie, bo jak wiadomo posiadanie dobrych zawodników to jedno, a dobre wyniki to drugie.

VCU
Jeden z faworytów konferencji Colonial i po prostu dobrze poukładany zespół. Cała gra opiera się na czterech zawodników i jeśli oni nie zawodzą to cała drużyna też nie. Za rozgrywanie odpowiedzialny jest niski Joey Rodriguez, który do niedawana był najlepszym podającym ligi. Na obwodzie wspiera go strzelec Bradford Burgess rzucający z 50% skutecznością zarówno za dwa i za trzy, a pod koszem jest nieprzewidywalny Jamie Skeen. To wszystko bardzo dobrze dopełnia rezerwowy, ale jednocześnie najlepszy punktujący w zespole Brandon Rozzell.

Rams jak na razie przegrali tylko jedno spotkanie i to z późniejszymi zwycięzcami turnieju, co chyba najlepiej obrazuję potencjał drzemiący w zespole. Pod warunkiem, że czwórka najważniejszych graczy wytrzyma trudy sezonu i przez cały sezon będzie grała na podobnym poziomie Virginia Commonwealth zobaczymy w MM.

Villanova
Miało być inaczej, a wyszło jak zawsze. Atak Wildcats ponownie opiera się niemal tylko na zawodnikach obwodowych i jeśli oni grają dobrze (przeciwko UCLA) drużyna wygrywa, gdy zaś grają słabiej (przeciwko Tennessee) przegrywa. Należy jednak dodać, że Antonio Pena oraz Mouphtaou Yarou nie do końca spełniają pokładanych w nich nadziei i dopiero od niedawana ten drugi zaczyna grać na miarę oczekiwań. W dwóch turniejowych meczach zebrał 21 piłek i rzucił 28 punktów, ale wciąż nie zdobył odpowiedniego zaufania kolgów.

Dlatego trener Jay Wright koniecznie musi wprowadzić jakieś zmiany. Prawdopodobnie ‘Nova ponownie zaliczy sporo zwycięstw, ale za każdym razem gdy na przeciwko stanie zespół z dobrą obroną cała ich gra podupadnie. W drużynie brakuje strzelca, a wszyscy obwodowi są produktywni tylko wtedy gdy mogą mijać swoich rywali i kończąc spod kosza. Dobra defensywa Tennessee w finale na to im nie pozwoliła i od razu odbiło się to na wyniku.

Tennessee
Na chwilę obecną moim zdaniem jest to jedna z 10 najlepszych ekip w lidze i to wszystko za sprawą bardzo dobrej obrony. W drużynie Bruce’a Pearla nie ma czasu na odpoczywanie i od każdego zawodnika wymaga całkowitego zaangażowania. Bardzo chętnie rotuję składem i żaden z zawodników nie gra średnio więcej niż 28 minut w każdym meczu. Także nie jest obcym obrazkiem jednoczesna zmiana 3-4 zawodników, a aż 10 regularnie pojawia się na parkiecie. Nie wgłębiając się jednak za bardzo w szczegóły defensywy Volunteers warto zwrócić uwagę na nacisk na rozgrywających rywali. Agresywna obrona duetu Melvin Goins i Trae Golden potrafi zniechęcić grę każdemu.

W ataku najważniejsze role odgrywa trójka Hopson, Harris, Tatum, jednak każdy z nich gra na innej pozycji oraz jest zupełnie innym typem zawodnika i dlatego tak ciężko ich zatrzymać. Jeśli jeden gra słabiej, kolejny bierze ciężar gry na swoje barki i na odwrót. 11 grudnia czeka ich ciężki pojedynek z Pittsburgh i wtedy przekonamy się na co naprawdę stać ten zespół.


NBA

Kategoria: NCAA

W Chinach też mają już dość Marbury’ego

lis30
2010
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

W wakacje pojawiła się informacja, że Marbury podpisał 3-letni kontrakt z drużyną Shanxi Zhongyu, w której występował w poprzednim sezonie. Na mocy tego kontraktu władze drużyny miały również pomóc Marbury’emu w promocji jego marki ‘Starbury’. Wszystko pięknie wyglądało, ale kilka dni temu Stephon wrócił z Chin i już wiadomo, że z umowy nic nie wyszło.

Według generalnego managera Shanxi Zhongyu, nigdy nie podpisali oni nowego kontraktu z Marbury’m, jedynie ustalili jego warunki. A jako, że Stephon miał co chwilę jakieś nowe zachcianki, do finalizacji umowy ostatecznie nie doszło.

Podobno, po ustaleniu wszystkich szczegółów umowy w wakacje, Marbury wrócił do Stanów, a następnie przesłał drużynie nową wersję kontraktu, zawierającą dodatkowe wymagania. Przede wszystkim Stephon oczekiwał od swojej chińskiej drużyny podpisania nowej umowy z Maurice’m Taylorem. Razem grali w zeszłym sezonie w Shanxi, a wcześniej półtora roku spędzili wspólnie w Knicks. Ale na tym oczekiwania Marbury’ego się nie kończyły. Zarówno on jak i Taylor mieli być zakwaterowani w 5-gwiazdkowym hotelu w najlepszych apartamentach, a do dyspozycji mieli mieć prywatnego kucharza i sprzątaczki. Oczywiście wszystko na koszt drużyny.


Po otrzymaniu tych dodatkowych żądań, przedstawiciele drużyny spotkali się z Marbury’m w Las Vegas. Bardzo zależało im na osiągnięciu porozumienia, dlatego dodali do umowy współpracę biznesową i pomoc w promowaniu marki ‘Starbury’ w Chinach. To miało pokazać ich dobrą wolę i przekonać amerykańskiego gwiazdora do przyjęcia ich warunków. Stephon jednak długo nie zadowolił się tymi ustaleniami i przesłał Shanxi kolejne wymagania – ubezpieczenie na kwotę $30 tysięcy dla jego, jego żony i dzieci, a także opłacenie biletów lotniczych dla całej rodziny Marbury’ch do Chin i z powrotem.

Władze klubu obawiały się, że jeśli nie spełnią jego oczekiwań, stracą swoją gwiazdę, dlatego opłacili mu bilety lotnicze i zorganizowali kolejne spotkanie, w którym wzięli udział również przedstawiciele głównego sponsora drużyny. Ostatecznie jednak po długich negocjacjach Shanxi poddali się i zrezygnowali z Marbury’ego. Jego oczekiwania były zbyt wygórowane. Shanxi chociażby nie mieli zamiaru zatrudniać Taylora na kolejny rok, ponieważ w zeszłym sezonie jego gra nie była dla nich zadowalająca.

Jak widać, Marbury nic nie stracił ze swojego gwiazdorstwa. Nadal jest tym samym Starbury’m, którego świetnie znamy. I teraz ponownie jest bezrobotny.

Może zdecyduje się pójść śladami Antonie Walkera?

Walker, mający problemy finansowe i ogromne długi, chce wrócić do NBA. Już w wakacje próbował dostać się chociażby na obóz przygotowawczy którejś z drużyn, ale nie został zaproszony nawet przez Bobcats, gdzie ma wielu dobrych kolegów, w tym właściciela klubu. Jednak 34-letni Walker nie poddaje się i próbuje dalej. Teraz ma zamiar dostać się do NBA przez D-League. W najbliższym czasie ma podpisać kontrakt z drużyną Idaho Stampede. Podobno intensywnie trenował przez całe wakacje i chce udowodnić wszystkim, że jest w znacznie lepszej formie niż wtedy, gdy nie potrafił utrzymać się w składzie zespołu z ligi portorykańskiej.

Marbury’emu w Chinach nie wyszło, chociaż w zeszłym sezonie był tam prawdziwą gwiazdą. Iverson próbuje swoich sił w Turcji, ale póki co nie błyszczy. Walker wybrał jeszcze inną drogę, zobaczymy jak mu pójdzie.


NBA

Kategoria: różne

Setna wygrana i problemy trenera Spo

lis30
2010
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

Po serii rozczarowujących spotkań i porażkach, Heat w końcu zanotowali pewne zwycięstwo. Przed własną publicznością pokonali Wizards, którzy w tym sezonie jeszcze nie wygrali na wyjeździe, a w dodatku grali bez Walla. Gdyby w dotychczasowych 18 meczach Heat częściej spotykali z takimi rywalami, ich bilans wyglądałby zupełnie inaczej. Podobnie jak Hawks, Heat bardzo dobrze radzą sobie z pokonywaniem znacznie słabszych przeciwnków. Dzięki wygranej z Wizards nie trzeba już mówić, że przed tym spotkaniem Heat przegrali 4 z 5 meczów. Teraz Heat mają na swoim koncie 2 zwycięstwa w ostatnich 3 meczach. I to jakie zwycięstwa, z dwiema najgorszymi drużynami wschodu.

We wczorajszym spotkaniu Wielka Trójka zdobyła w sumie aż 76 punktów, tym samym wyrównali swój rekord sezonu. Poprzednim razem Trójka Heat miała 76 punktów w przegranym starciu z Jazz, ale wtedy większość należała do Wade’a, który zdobył 39. Teraz ta zdobycz była rozłożona znacznie bardziej równomiernie i każdy z gwiazdorów zanotował co najmniej 20 punktów. Pierwszym strzelcem był James z dorobkiem 30 punktów (55.6% z gry), z czego aż 20 zdobył w pierwszej połowie. Poza tym zaliczył 6 zbiórek i 5 asyst, ale też popełnił 7 strat. LeBron błyszczał w pierwszej połowie, natomiast druga należała do Wade’a (może to nowy pomysł Heat na podział ról, pierwsza połowa jest Jamesa, druga Wade’a?). Zdobył wtedy 22 ze swoich 26 punktów (47% z gry), w tym 15 w samej trzeciej kwarcie. Na swoim koncie miał jeszcze 8 zbiórek, 6 asyst i 4 przechwyty. Najmniej punktów zdobył Bosh (20), ale też miał największe problemy z celnością (14 oddanych rzutów, trafił tylko 5).

Heat zakończyli mecz z dorobkiem 105 punktów i zakończyli serię 6 spotkań, w których nie udało im się osiągnąć bariery 100. Mają powody do radości, ich atak się rozkręcił. I co z tego, że udało im się to dopiero przeciwko słabo broniącym Wizards, którzy we wcześniejszych 7 meczach wyjazdowych, 5 razy tracili ponad 110 punktów.

Dla trenera Spoelstry była to setna wygrana w jego karierze (ma teraz bilans 100-82), jednak zbytnich powodów do zadowolenie mieć nie może. W ostatnich dniach bardzo dużo mówi się o nim i w większości są to negatywne opinie. Największym problemem Erika jest porozumienie z zawodnikami. Zwłaszcza relacje Spoelstra-James są intensywnie komentowane po słynnym już  „The Bump”:


Chociaż zarówno Spoelstra jak i LeBron jednym głosem mówią, że to było przypadkowe i nie ma żadnego znaczenia. (w czymś się jednak zgadzają, nie jest tak źle, może się jakoś dogadają)

Spoelstra nie ma za sobą kariery zawodniczej w NBA, nie ma wielu lat doświadczeń w roli head coacha i nie ma też sukcesów, którymi mógłby się pochwalić. Dlatego nie można się dziwić, że 40-letni trener, dla którego jest to dopiero 3 sezon w NBA, nie jest wielkim autorytetem dla gwiazdorów Heat. Oni w tej lidze byli już pierwszoplanowymi postaciami, kiedy Spoelstra był jeszcze asystentem trenera. Dlatego też musi on zyskać ich uznanie i szacunek, ale tego nie da się zrobić jeśli drużyna ciągle przegrywa. Póki co, Spoelstra bardziej naraża się swoim zawodnikom, niż przekonuje ich, że jest odpowiednim człowiekiem, który może poprowadzić ich do mistrzostwa. Zawodnicy Heat najbardziej skarżą się na ofensywę Spoelstry, że jest zbyt prosta i oparta przede wszystkim na pick&rollach, co uniemożliwia im wykorzystanie pełni ich możliwości. Do tego Spoelstra często krytykuje swoich zawodników, a jak można krytykować tak wielkie gwiazdy? Najgłośniejszym przykładem jest jego krytyka Jamesa podczas jednego z treningów. Przy całej drużynie miał powiedzieć LeBronowi, żeby był on bardziej poważny. Dlatego też James jak na razie nie bawi się najlepiej w Miami i nie ma radości z gry, bo nie może być sobą. Stąd też właśnie o relacjach pomiędzy Jamesem a trenerem mówi się najczęściej. Może ta sytuacja trochę się poprawi, ponieważ przed wczorajszym meczem obaj panowie odbyli półgodzinne spotkanie. Zobaczymy czy wszystko sobie wyjaśnili, czy przy okazji kolejnego trudnego meczu LeBron znowu nie będzie zauważał trenera na swojej drodze.

Nie ma wątpliwości, że Heat są teraz w trudnym momencie i bardzo potrzebowaliby lidera albo trenera, który potrafiłby dobrze poprowadzić zespół. Ale i z liderem i z trenem jest problem. Trener nie ma szacunku zawodników i nic nie wskazuje, żeby to miało się zmienić. Natomiast prawdziwego lidera w Miami po prostu nie ma. Prze sezonem spekulowano czy LeBron i Wade nie będą sobie wchodzić w drogę walcząc o pozycję numer jeden. Teraz problem jest inny. Nie wchodzą sobie w drogę, obaj oddają pole swojemu koledze, żaden z nich nie chce rządzić, bo w końcu są Wielką Trójką i wspólnie mają prowadzić Heat, a w rezultacie nikt nie jest liderem.

Na pewno Pat Riley, 5-krotny mistrz NBA w roli head coacha, cieszyłby się o wiele większym szacunkiem i z nim gwiazdorzy liczyliby się znacznie bardziej. Ale pojawiają się głosy, że powrotu Riley’a i jego rygoru treningowego nie chce przede wszystkim Wade. Dlatego taka zmiana też może nie być najlepszym rozwiązaniem.

I jeszcze na koniec przepychanka podczas meczu Heat-Wizards, tym razem jednak nie pomiędzy zawodnikiem a trenerem Heat. Ostry faul Armstronga na Anthony’m i reakcja Howarda. Zapewne Juwan przez przypadek popchnął Hiltona, podobnie jak LeBron przez przypadek szturchnął Erika.

Pozostałe wydarzenia dnia:
♦ Hornets mają widoczną zadyszkę, przegrali już po raz 4 w ostatnich 5 meczach, po tym jak rozpoczęli sezon od bilansu 11-1. W meczu z Thunder nie pomogło im 17 punktów, 14 asyst i 5 przechwytów Paula i 20 punktów Westa, w końcówce spotkania zostali zdominowani przez rywali, podobnie jak to miało miejsce w starciu ze Spurs. Warto zauważyć, że ten spadek formy Hornets nastąpił po transferze z Raptors. Odkąd Jack gra w barwach drużyny z Nowego Orleanu, jego nowy zespół ma bilans 1-4. To już lepiej radzą sobie w Toronto, po wymianie wygrali 2 z 4 spotkań. Może rzeczywiście Hornets pospieszyli się z tym transferem?

♦ O zwycięstwie Thunder w ostatnich minutach przesądził Westbrook. Rozgrywający gospodarzy spudłował 10 ze swoich pierwszych 15 rzutów i popełnił 8 strat, ale w końcówce zagrał jak przystało na prawdziwego lidera. Zdobył 12 punktów (4/4 z gry) podczas kluczowej serii 14-0. Ostatecznie miał ich na swoim koncie 25 (31.8% z gry), a do tego dołożył 11 asyst, 5 zbiórek i 5 przechwytów. Durant zanotował 26 punktów (47.4% z gry, 0/5 za trzy) i 11 zbiórek.

♦ Pokonując Rockets, Mavs przedłużyli swoją serię zwycięstw do 6. W drużynie z Dallas najlepiej zagrał Nowitzki, zdobył 20 punktów (62.5% z gry), zebrał 10 piłek i zaliczył 3 bloki. Dobrze spisał się również Butler, który zaliczył 13 ze swoich 19 punktów w decydującej trzeciej kwarcie.

♦ Serię 6 zwycięstwa mają również Jazz, którzy pokonali Bucks. Williams zanotował 22 punkty (66.7% z gry), 10 asyst i 5 zbiórek. Po raz 3 w ostatnich 4 meczach miał na swoim koncie statystyki na poziomie 20-10. Bardzo dobrze zagrał także Jefferson, miał 22 punkty (78.6% z gry), 11 zbiórek i 4 bloki.

♦ Dla Bucks, osłabionych brakiem Boguta, Maggette’go, Delfino i Goodena, była to już 6 porażka w ostatnich 7 meczach. Nie pomógł im kolejny dobry występ Jenningsa. Zdobył on 27 punktów, po raz 4 w ostatnich 5 meczach zanotował ich co najmniej 25.

Najlepsze akcje:


NBA

Kategoria: NBAcodziennie

Zrób sobie plakat (19)

lis29
2010
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Fantastyczny wsad Westbrooka. Zdjęcie tego nie oddaje, to trzeba obejrzeć.


NBA

Kategoria: zrób sobie plakat

Mavs i Spurs pokazali klasę

lis29
2010
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

Najważniejsze wydarzenia weekendu:

♦ W piątek Mavs pokonali Spurs w AT&T Center i przerwali ich serię 12 zwycięstw. Była to najdłuższa seria w historii, jaką Mavs udało się zakończyć. Drużynę z Dallas do wygranej poprowadził świetnie grający Nowitzki, który trafił 12 z 14 rzutów z gry i zdobył 25 punktów. Poza tym, zaliczył 8 zbiórek i 5 asyst. Skutecznie wspierali go Chandler z dorobkiem 19 punktów i 8 zbiórek, a także Marion, który zdobył 11 ze swoich 19 punktów w czwartej kwarcie. Dzień później Mavs czekał kolejny trudny pojedynek, przed własną publicznością spotkali się z Heat. Ponownie pokazali swoją wyższość i przedłużyli serię zwycięstw do 5. Nowitzki po raz ósmy z rzędu zdobył ponad 20 punktów (22), ale tym razem miał znacznie gorszą skuteczność i trafił tylko 39% swoich rzutów. W ataku pomagał mu jednak Butler, który pod względem strzeleckim rozegrał swój najlepszy mecz sezonu. Butler zdobył 23 punkty (60%, w tym 3/3 za trzy), po raz pierwszy osiągając granicę 20. Bardzo dobrze spisywał się również Chandler, zanotował 14 punktów, 17 zbiórek i 3 bloki.

♦ Porażka z Mavs była dopiero drugą w sezonie dla Spurs. Natomiast w niedzielę spotkali się z Hornets, z którymi przegrali swój pierwszy mecz. Mimo że w Nowym Orleanie po pierwszej połowie Spurs przegrali 17 punktami, to ostatecznie udało im się zrewanżować za wcześniejszą porażkę i pokonali gospodarzy. Zawodnicy z San Antonio w drugiej połowie pokazali grę na najwyższym poziomie, zdobyli wtedy aż 65 punktów ze skutecznością 60.5% z gry, a swoich rywali ograniczyli do zaledwie 34 punktów. To była pierwsza porażka Hornets przed własną publicznością, podczas gdy Spurs pozostają niepokonani na wyjeździe. Wygrywając 7 pierwszych spotkań na obcych parkietach, Spurs wyrównali swój najlepszy start sezonu w meczach wyjazdowych (poprzednim razem w 2005/06 rozpoczęli od 7-0). Natomiast z bilansem 14-2 nadal mają swój najlepszy początek rozgrywek w historii.

♦ Gortat w ostatnich dwóch meczach nie dostał wiele minut, a jak już grał, to w ataku miał problemy z celnością. W spotkaniu z Cavs spędził na parkiecie 13 minut, zdobył 2 punkty trafiając tylko 1 z 4 rzutów z gry, do tego dołożył 4 zbiórki i 2 asysty. W Waszyngtonie ponownie spudłował 3 z 4 rzutów i miał 2 punkty, ale tym razem grał tylko 7 minut. Poza tym zaliczył 2 zbiórki, asystę i blok. Był to 4 mecz z rzędu, w którym Gortat zdobył 2 punkty, natomiast dla Magic była to już 7 wygrana w ostatnich 8 spotkaniach. Howard w starciu z Wizards zanotował 32 punkty – najwięcej w sezonie i 11 zbiórek. Tym samym, w 6 kolejnych meczach miał statystkami na poziomie 20-10 i jest to jego druga najdłuższa taka seria w karierze.

♦ W spotkaniu ze słabymi Sixers, Heat przerwali serię 3 porażek. Jednak wygrana 9 punktami z najgorszą drużyną wschodu nie była niczym imponującym. Warto dodać, że Wielką Trójkę w tym meczu dobrze wspierał Arroyo, zdobył 17 punktów trafiając między innymi 3 z 4 trójek. Następnie Heat polecieli do Dallas na spotkanie z Mavs i po raz kolejny nie potrafili pokonać drużyny mającej dodatni bilans. Każdy z Trójki zdobył ponad 20 punktów, ale to było znacznie za mało na świetnie funkcjonujący zespół gospodarzy. LeBron miał 21 punktów, jednak zaliczył je z bardzo słabą skutecznością wynoszącą ledwie 26.3%, a do tego popełnił 5 strat. Wade zanotował 7 strat i tak samo jak Bosh zdobył 22 punkty. Dla zawodników z Miami był to kolejny rozczarowujący występ, który tylko nasilił ich frustracje, co świetnie było widać kiedy James schodząc na ławkę szturchnął swojego trenera (niby przypadkiem). Po tej już czwartej porażce w ostatnich pięciu meczach miało miejsce 45-minutowe spotkanie samych zawodników, na którym podobno każdy mógł się wypowiedzieć i wszystko sobie wyjaśnić. Gwiazdorzy Heat zgodnie uznali, że było to bardzo potrzebne spotkanie, które pomoże wszystkim lepiej rozumieć się na parkiecie i w końcu zacząć wygrywać. Tak skomentowali to spotkanie:

James: “It was a well-needed team meeting where everybody got an opportunity to get off what they had in their chest or what they had in their head about us figuring things out. Right now we are a 9-8 team and we have to own up to that. Does our record speak of what team we can become? No, I don’t think so. We’re 9-8 because we’ve been playing like that and we have to figure things out, which we will.”

Bosh: “We were just looking at each other and being honest, that’s what it’s all about. I think when you’re in situations like these and around guys all the time, you need to be honest with each other. Just talk and put our foot down about the season and put it in minds that we’re better than this, and we’re going to do better than this.”

Wade: “This is a new team, a new group of guys. Guys need to understand and know each other and get to hear each other talk. And I think we all feel better after the talk we have.”

♦ W sobotnim meczu z Wolves do gry wrócił Lee i Warriors przerwali swoją serię 5 porażek. W sumie, pod nieobecność Lee jego drużyna zanotował ledwie jedną wygraną w 8 meczach. W Minneapolis David miał tylko 10 punktów (33.3% z gry) i 6 zbiórek, ale jego obecność bardzo dobrze wpłynęła na pozostałych zawodników gości. Fantastycznie zaprezentował się przede wszystkim Wright, który trafił 9 z 12 rzutów za trzy i był to już jego 3 mecz w tym sezonie z co najmniej 6 celnymi trójkami. Ostatecznie Wright zdobył 30 punktów. Ellis miał ich 26, a do tego dołożył 10 asyst i aż 7 przechwytów. Natomiast Curry zaliczył 20 punktów i 7 asyst. Biedrins zakończył spotkanie mając na swoim koncie 2 punkty i 12 zbiórek. Było to dzień po tym, jak w spotkaniu z Grizzlies zanotował 28 punktów i 21 zbiórek.

♦ Wolves przegrali z Warriors, ale po raz kolejny błyszczał ich gwiazdorski duet. Love zdobył 21 punktów (37.5% z gry) i zebrał 22 piłki. Po raz 4 w tym sezonie zanotował statystyki na poziomie 20-20 i udało mu się to w ciągu jednego miesiąca. Ostatnim zawodnikiem, który w miesiąc 4 razy zaliczył 20-20 był Kevin Willis w 1991 roku. Natomiast Beasley w starciu z Warriors zaliczył 28 punktów i 9 zbiórek.

♦ W meczu z Bulls, Anthony zdobył 22 punkty i przesądził o zwycięstwie swojej drużyny trafiając buzzer beatera. Już wtedy nie czuł się najlepiej, a w spotkaniu z Phoenix właśnie z powodu choroby zdołał rozegrać niespełna 3 minuty i musiał opuścić parkiet. Mimo braku swojego lidera, Nuggets pokonali Suns i przedłużyli swoją serię zwycięstw do 4. Na szczęście, po kilku meczach nieobecności wrócił Billups i od razu zagrał na wysokim poziomie zaliczając 25 punktów (4/6 za trzy) i 8 asyst. Pierwszym strzelcem Nuggets był natomiast wchodzący z ławki Smith, który zdobył 30 punktów (6/11 za trzy). Ostatecznie rezerwowi drużyny z Denver mieli aż 70 punktów.

♦ W Denver nie wystąpił Rose, mający problemy zdrowotne, ale po raz kolejny rozgrywający Bulls miał na swoim koncie 30 punktów. Tym razem był to zastępujący Rose’a, Watson. Zdobył on 33 punkty trafiając 50% swoich rzutów z gry. Dzięki niemu drużyna z Chicago prowadziła wyrównany pojedynek z gospodarzami, ale ostatecznie przegrała jednym punktem. Dzień później Bulls pojechali do Sacramento i już mogli liczyć na swojego lidera. Rose zaliczył 30 punktów, 7 zbiórek i 7 asyst, a Bulls wygrali czwartą kwartę 27-9. Warto dodać, że goście ograniczyli swoich rywali do zaledwie 28 punktów w drugiej połowie, podczas gdy w pierwszej i drugiej kwarcie Kings zdobywali odpowiednio 28 i 29 punktów.

♦ Knicks znacznie lepiej radzą sobie na wyjazdach niż przed własną publicznością. W sobotę przegrali w MSG z Hawks, natomiast w niedzielę zanotowali 5 z rzędu wyjazdową wygraną, pokonując po dwóch dogrywkach Pistons. W Detroit najlepiej spisywał się Stoudemire, który zanotował 37 punktów, 15 zbiórek i 7 asyst. Ale cała pierwsze piątka drużyny z Nowego Jorku zagrała bardzo dobrze i aż czterech zdobyło przynajmniej 20 punktów (czterech też grało ponad 50 minut). Chandler i Gallinari mieli po 20 punktów i obaj trafiali 4 razy za trzy. Felton zaliczył 23 punkty, 11 asyst i 5 zbiórek, a Fileds 16 punktów, 11 zbiórek i 6 asyst. Knicks o swoim zwycięstwie przesądzili dopiero w drugiej dogrywce, którą rozpoczęli od 4 celnych trójek. Ostatecznie goście z Nowego Jorku trafili 15 rzutów zza łuku (38 oddanych), podczas gdy Pistons oddali tylko 13 rzutów za trzy, z których 5 wpadło do kosza. W drużynie gospodarzy świetne spotkanie rozegrał Prince. Zdobył aż 21 ze swoich 31 punktów w czwartej kwarcie i dogrywkach, do tego dołożył 8 zbiórek i 7 asyst. W ataku skutecznie wspierał go Stuckey (29pts), a z ławki dobrą zmianę dał McGrady, dla którego był to najlepszy występ w tym sezonie. T-Mac zakończył go z 13 punktami (po raz pierwszy zdobył ponad 10 punktów), 6 zbiórkami i 3 asystami.

♦ Reggie Evans w spotkaniu z Celtics złamał prawą stopę i czeka go dłuższa przerwa od gry. Warto przypomnieć, że w poprzednim sezonie stracił pierwsze miesiące rozgrywek przez kontuzję lewej stopy i ostatecznie rozegrał tylko 28 spotkań. Jest to ogromna strata dla Raptors, bo Evans spisywał się rewelacyjnie w walce pod koszami i z średnią 12.1 jest trzecim najlepszym zbierającym w lidze. Natomiast poza nim, w Toronto nikt nie zbiera nawet 6 piłek.

♦ W meczu z Pacers, Westbrook rozegrał fantastyczne spotkanie i ustanowił swój rekord strzelecki zdobywając 44 punkty. 29 z nich zaliczył w drugiej połowie i dogrywce, a do tego na swoim koncie miał jeszcze 8 zbiórek, 8 asyst i 3 przechwyty. Kluczową rolę w ostatecznym zwycięstwie Thunder odegrał również Durant, który przez ostatnie 2 minuty czwartej kwarty i w dogrywce zdobył w sumie 11 ze swoich 25 punktów. Jednak już w niedzielnym spotkaniu w Houston, drużyna z Oklahomy okazała się gorsza od gospodarzy. Westrbook zagrał bardzo dobrze odnotowując 23 punkty i 10 asyst, ale znacznie gorzej spisywał się Durant. Zdobył tylko 18 punktów i spudłował rzut w ostatnich sekundkach meczu, który mógł dać jego drużynie zwycięstwo. Był to drugi mecz w tym sezonie, w którym Kevin miał mniej niż 20 punktów. Oba Thunder przegrali.

♦ W weekend Jazz rozprawili się z drużynami z Los Angeles. Najpierw przed własną publicznością pokonali Lakers znowu wygrywając mecz, w którym ich rywale mieli już znaczące prowadzenie (Jazz tracili 19 punktów w pierwszej połowie). Następnie w LA, Jazz byli lepsi od Clippers przedłużając swoją serię zwycięstw do 5. W obu meczach bardzo dobrze zagrał Williams, miał kolejno 29pts/ 12ast i 26pts/ 9ast.

♦ Blake Griffin rozegrał kolejny fantastyczny mecz. W starciu z Jazz miał na swoim koncie 35 punktów, 14 zbiórek i 7 asyst. Był to już jego 5 występ z rzędu ze statystykami na poziomie co najmniej 20 punktów i 10 zbiórek. Dzięki temu, po 18 meczach sezonu jego statystyki prezentują się imponująco: 20.2pts i 11.6reb.

♦ 31 punktów Bryanta w Salt Lake City i 41 punktów w starciu z Pacers w LA, nie wystarczyły Lakers i oba mecze przegrali. Dla drużyny z Indiany zwycięstwo w Staples Center nie tylko było ważnym wydarzeniem ze względu na to, że pokonali obrońców tytułu, ale przede wszystkim dlatego, że poprzednim razem wygrali z Lakers na ich parkiecie w lutym 1999.

♦ W meczu z Raptors, Smith poprowadził Hawks do zwycięstwa zaliczając triple-double, trzecie w swojej karierze. Na swoim koncie miał 12 punktów, 13 zbiórek i 10 asyst.

♦ Richardson zdobył w Denver 39 punktów (62.5% z gry, z czego 7/10 za trzy) i zebrał 10 piłek, ale nie wystarczyło to, by zapewnić Suns zwycięstwo. Był to kolejny bardzo dobry występ Richardsona, który w piątek miał 29 punktów (63.2% z gry, 5/8 za trzy) w wygranym meczu z Clippers.

♦ Roy wrócił do gry po 3 meczach absencji, ale mimo dobrej gry nie udało mu się zapewnić Blazers zwycięstw. W spotkaniu z Hornets zdobył 29 punktów, a przeciwko Nets 21. Blazers oba mecze przegrali i mają obecnie serię 3 porażek.

Najlepsze akcje niedzieli:


NBA

Kategoria: NBAcodziennie

Tak rodzi się historia

lis28
2010
2 komentarzy Kamil Timoszuk

Kamil Timoszuk

Lata 80-te to czas kiedy swoje kariery rozpoczynało wielu zawodników którzy cieszyli i zarazem zarażali miłością do basketu w latach 90-tych fanów na całym świecie. Jednym z takich graczy, dla wielu ludzi najwybitniejszym z nich był niewątpliwie Michael Jordan. To właśnie wtedy rozgrywał on swoje pierwsze mecze, które już na zawsze będą częścią pięknej historii ligi NBA.

Jednym z takich meczów na pewno będzie ten który dziś mam przyjemność wam udostępniać. W głosowaniu w sondzie na tym blogu dokonaliście wyboru że tym meczem będzie drugi mecz Playoffs z 1986 roku pomiędzy Boston Celtics a Chicago Bulls. Według mnie to doskonały wybór. Nie zdradzę chyba żadnej tajemnicy jeśli powiem, że to właśnie wtedy Michael jordan rzucił swym rywalom 63 punkty wprawiając wszystkich oglądających w osłupienie. Tak ten mecz opisuje autor polskiej strony o Michaelu Jordanie www.23.pl:

Mecz nr 2 – Boston Celtics pokonali Chicago Bulls 135:131 (2 OT). Jordan zdobył 63 punkty ustanawiając rekord playoffs. Trafiał z nieprawdopodobnych pozycji – padając na ziemię, ogrywając trzech czy czterech Celtów. W jednym momencie zakozłował między nogami, minął Birda, oszukał Dennisa Johnsona, ograł Kevina McHale’a i po podwójnym zwodzie rzucił koło bezradnego Parisha… Larry Bird grający dla Celtów powiedział po meczu: „To był Pan Bóg przebrany za Michaela Jordana„. Jordan zaś odpowiedział : „Oddałbym wszystkie punkty za trafienie tego rzutu z końcem pierwszej dogrywki – jak mogłem chybić z 4,5 metra ?”

Czy potrzeba jeszcze kogoś zachęcać do obejrzenia tego niewiarygodnego spektaklu?

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

DOWNLOAD

Kolejny upload raczej na pewno nie pojawi się za tydzień tak jak to ma miejsce od jakiegoś czasu, ponieważ w tym czasie będę testował bardzo solidnie jakość polskiej służby zdrowia w jednym ze szpitali. Jednak naturalnie pod tą notką jak zawsze możecie wpisywać swoje typy na kolejne uploady, a gdy wrócę coś się wymyśli aby tą przerwę w jakiś sposób wynagrodzić.


NBA

Kategoria: Torrenty

Nie głosuj na Gortata

lis27
2010
1 komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

Mieliśmy już Polaka w pierwszej piątce drużyny NBA, mieliśmy Polaka w playoffs, mieliśmy też Polaka w wielkim finale, ale nie mieliśmy jeszcze Polaka w All-Star Game.

Już od ponad tygodnia można głosować na pierwsze piątki do Meczu Gwiazd 2011. Swój głos można oddać na każdego zawodnika ligi, dlaczego więc nie wybrać Gortata? Niedawno ruszyła strona glosujnagortata.pl i rozpoczęła się akcja zachęcania polskich kibiców do głosowania na Marcina. Może w Los Angeles Polak wyjdzie w pierwszej piątce drużyny wschodu? Czy nie brzmi to interesująco? Przecież my też chcemy mieć swojego człowieka w tym wielkim święcie NBA i wspólnie możemy o to powalczyć. Pozostaje tylko pytanie, czy to ma sens? (w tym momencie naiwnie zakładam, że jest możliwe, by Gortat naszymi głosami dostał się do ASG)

Po pierwsze, kogo chcemy zobaczyć w Meczu Gwiazd? Jak sama nazwa wskazuje, w Meczu Gwiazd powinny zagrać największe gwiazdy ligi. Taka jest idea. Gortat bez wątpienia jest gwiazdą w Polsce, ale też bez wątpienie nie jest nią w NBA. Z drugiej strony, każdy głosuje na swoją ulubioną gwiazdę, a jeśli u nas to Marcin jest najpopularniejszy, dlaczego nie mamy na niego głosować? To jest nasz gwiazdor i my chcemy go obejrzeć w ASG. Teraz pojawia się kolejne pytanie – czy chcielibyśmy, aby Mecz Gwiazd był meczem lokalnych gwiazd? Czy ma decydować wyłącznie popularność zawodnika, a nie to, jak prezentuje się na parkiecie? Przecież od ASG oczekujemy widowiska na najwyższym poziomie, chcemy obejrzeć w jednym meczu wszystkich najlepszych graczy NBA i stworzone przez nich wspaniałe show. Jeśli tak, to z całym szacunkiem dla Gortata, ale dla niego miejsca w tym Meczu po prostu nie ma. Tak więc, po co mamy na niego głosować? Czy gdybyśmy realnie mogli ‘wstawić’ go do ASG, rzeczywiście byśmy to zrobili? Czy dla zaspokojenia własnych patriotycznych aspiracji bylibyśmy skłonni zniszczyć to niesamowite widowisko jakie tworzą najlepsi podczas ASG? Bo przecież, gdybyśmy my wybrali Gortata, to samo mogliby zrobić na przykład Turcy wybierając Turkoglu, Australijczycy Davida Andersena, Kanadyjczycy Joela Anthony’ego czy Chińczycy przegłosowując nie tylko Yao, ale i Yi. Czy to nadal byłby Mecz Gwiazd?

Może władze NBA powinny poważnie rozważyć rozgrywanie corocznego meczu pomiędzy drużyną gwiazd amerykańskich a drużyną gwiazd międzynarodowych? Wtedy jak najbardziej byłbym za głosowaniem na Gortata i chciałbym zobaczyć go w takim spotkaniu. Jadnak w obecnej formule, chciałbym obejrzeć najlepszych zawodników, a nie tych, którzy mają dużo kibiców, ale na parkiecie nie błyszczą lub są tylko rezerwowymi. Przypomnijmy, że w zeszłym roku do pierwszej piątki wschodu wybrano Iversona. Jest oczywiste, że AI na występ w Meczu nie zasłużył, nie tylko nie grał jak gwiazda, ale też nie zachowywał się jak przystało na gwiazdę i lidera zespołu. Ma on jednak wielu kibiców, którzy po powrocie Iversona do Sixers przypomnieli sobie o jego dawnych, wspaniałych latach i oddawali na niego swoje głosy. Ostatecznie Iverson w Dallas nie wystąpił, ale nie dlatego, że na to nie zasłużył. Poza tym, o mało co do pierwszej piątki zachodu trafiłby McGrady. Mimo że w pierwszej części minionego sezonu prawcie wcale nie grał, na początku stycznia w głosowaniu był drugi na liście obrońców, tylko za Bryantem. Na szczęście ostatecznie kibice się opamiętali, T-Mac znalazł się poza pierwszą piątką i automatycznie poza ASG. Natomiast w głosowaniu w 2009 wśród skrzydłowych zachodu tuż za Stoudemire’m, znalazł się Bruce Bowen. To jest dopiero gwiazdor. Zabrakło mu niespełna 70 tysięcy głosów, by wyprzedzić Amare i zagrać w Meczu. Tymczasem na wschodzie trzeci wśród skrzydłowych był wtedy Yi. Gdyby Chińczycy trochę bardziej się postarali i zmobilizowali do głosowania na Yi, mógłby on wyprzedzić Garnetta.

System głosowania na piątki do ASG nie jest najlepszy, skoro zamiast prawdziwych gwiazd w tym prestiżowym Meczu mogą znaleźć się zawodnicy na to nie zasługujący. Chciałbym, żeby w ASG grali tylko zawodnicy, którzy na to w pełni zasługują – najlepsi w danym sezonie. Oczywiście zawsze pojawiać się będą jakieś kontrowersje, dlaczego jeden zawodnik został wybrany a inny pominięty. Ale jeśli jest to wybór pomiędzy dwoma świetnymi zawodnikami, nie ma problemu i można dyskutować. Gorzej jeśli nie ma miejsca w składzie dla prawdziwej gwiazdy, bo zajął je zawodnik niezasługujący na występ w ASG, ale przegłosowany przez kibiców.

Dlatego też nie chciałbym żeby Polacy przyczynili się do psucia ASG i ‘wstawiania’ tam swojego zawodnika, bez względu na wszystko. Oczywiście inną sprawą jest to, że i tak nie uda się przegłosować Gortata. MG13 nie zdobędzie większej ilości głosów niż Howard, nawet jeśli akcja ‘głosuj na Gortata’ będzie cieszyła się dużą popularnością w Polsce. Wiadomo, że Marcin w Meczu Gwiazd nie zagra, ale zawsze fajnie jest pomarzyć i głosując, wybrać też w dodatkowym polu „write in vote” – Gortat, Marcin, Orlando. Dlatego akcja ‘głosuj na Gortata’ jest zapewne dobrą akcją promocyjną. Ktoś, kto nie za bardzo zna się na NBA, może pomyśleć, że na Marcina można głosować, ponieważ jest on aż tak dobry. I pod tym względem warto robić takie akcje, przypominać Polakom, że nasz człowiek jest w NBA i radzi tam sobie całkiem dobrze.

Domyślam się, że pomysłodawcy tej akcji nie zakładają, że Gortata rzeczywiście można naszymi głosami ‘wstawić’ do pierwszej piątki. Domyślam się, że celem jest to, aby Gortat w ogóle zaistniał w wynikach głosowania. Ale patrząc na to z punktu widzenia kibica NBA, który w lutym chce obejrzeć wspaniałe widowisko, ta akcja jest po prostu bez sensu. Bo bez sensu jest w ogóle rozmawianie o tym, że rezerwowy grający średnio 15 minut mógłby znaleźć się w ASG. Wierząc w siłę swojego głosu, kibic powinien wybierać jego zdaniem najlepszych zawodników. A mimo wszystko, nawet mając ogromne chęci, nie można uznać Gortata za jednego z 24 najlepszych w NBA.

Nie wiem czy w Chinach też rozpoczęła się już akcja ‘głosuj na Yao i Yi’, ale jestem pewien, że Yao znajdzie się na pierwszym miejscu wśród centrów zachodu. Nawet jeśli nadal miałby problemy zdrowotne i do lutego nie pojawiłby się na parkiecie. Zwłaszcza, że na zachodzie nie ma obecnie środkowego, który gra na poziomie All-Star. Niestety. Miejmy tylko nadzieję, że ani Yi, ani McGrady, ani żaden inny ‘gwiazdor’, który gwiazdorem nie jest, nie zostanie przegłosowany.

Take your talents to South Beach, czyli Mam Talent w Miami
W tym tygodniu, po raz pierwszy w historii Mam Talent w Miami, zwycięzcą został cały zespół. Przeważnie znacznie bardziej zwraca się uwagę na indywidualne występy, ale tym razem Pacers przyćmili wszystkich. Nie tylko pokonali Heat na ich parkiecie, ale co najważniejsze, pokonali ich aż 16 punktami, co jest jak na razie najdotkliwszą porażką drużyny z Miami. Pacers zmusili swoich rywali do skuteczności rzutów z gry na poziomie zaledwie 38.7% i pozwolili im zdobyć tylko 77 punktów. A trzeba zauważyć, że poza meczem otwarcia, w którym Heat zostali ograniczeni do 80 punktów przez Celtics, w pozostałych spotkaniach zdobywali co najmniej 93. Pacers zniszczyli swoich rywali, przyćmili tercet gwiazd i jednogłośnie zostali wybrani przez jury zwycięzcami tego odcinka Mam Talent w Miami. Doceniono nie tylko ten efektowny występ, ale i duże postępy w defensywie, jakie w tym sezonie poczynili zawodnicy Pacers – tracą średnio tylko 95.5 punktów, czyli aż o 8.3 mniej niż rok temu. W zeszłym sezonie byli na 23 pozycji w całej lidze pod względem liczby traconych punktów, a teraz są na siódmym miejscu.


NBA

Kategoria: Airball spod kosza

Rookies (3) – Blake rządzi

lis26
2010
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

To był tydzień Griffina. Lider Clippers od samego początku sezonu prezentuje się bardzo dobrze, a w ostatnich meczach wniósł się na wyżyny. Rozpoczął od niesamowitego występu w starciu z Knicks. 44-15-7 to imponujące statystyki, jakimi w historii mało który debiutant mógł się pochwalić. Szkoda tylko, że ten niesamowity popis Griffina nie przełożył się na zwycięstwo jego drużyny. Ale to, co nie udało się w meczu z Knicks, udało się już w kolejnym spotkaniu z Hornets. Clippers zaskoczyli liderów zachodu i wygrali, a następnie pokonali też Kings. Wreszcie Griffin nie tylko miał świetne statystyki indywidualne, ale mógł też cieszyć się ze zwycięstw. Przez minione 7 dni Clippers rozegrali 3 mecze, a Griffin w każdym z nich miał co najmniej 24 punkty, 13 zbiórek i 4 asysty. To pokazuje, jak wysoką i równą formę prezentował w tym czasie. Nie ma wątpliwości, że jest to materiał na wielką gwiazdę. Jest liderem, jakiego w LA bardzo brakowało. Jeśli tylko kontuzje mu nie przeszkodzą (i złe decyzje kadrowe), rzeczywiście może sprawić, że Clippers już niedługo przestaną być najgorszą drużyną ligi.

Świetna gra Griffina i nieobecność Wall w 4 meczach sprawiły, że Blake wysunął się na pierwsze miejsce w wyścigu o miano ROY. Wall musi teraz nadrobić zaległości. W tym tygodniu nie brałem go pod uwagę wybierając najlepszą trójkę, ponieważ wystąpił tylko w dwóch spotkaniach. Oba rozpoczął bardzo słabo, w starciu z Sixers spudłował pierwsze 5 rzutów, a pierwsze 7 w pojedynku z Hawks. W spotkaniu z Sixers było o wiele lepiej w dalszej części, w trzeciej i czwartej kwarcie zdobył aż 25 punktów i pomógł Wizards doprowadzić do dogrywki. Jednak w Atlancie cały mecz miał kiepski i zakończył go z 10 punktami (najmniej w sezonie). Poza tym, warto odnotować, że od początku sezonu za każdym razem Wall ma na swoim koncie co najmniej 6 asyst.

Fields w ostatnich dniach nie imponował już tak jak tydzień temu, ale był ważną postacią Knicks i miał swój udział w ich 5-meczowej serii zwycięstw. Najlepsze spotkanie rozegrał w pojedynku z Bobcats, kiedy zaliczył 14 punktów i 7 zbiórek. Poza tym, w ostatnich 3 meczach za każdym razem miał co najmniej 2 przechwyty. W tych 3 meczach zaliczył 6 przechwytów, podczas gdy we wcześniejszych 13 spotkaniach miał ich w sumie 8.

Kolejnym debiutantem, który zasłużył na wyróżnienie jest Cousins. Jest on bardzo przydatny w walce pod koszami i mimo że mecze rozpoczyna na ławce, jest drugim najlepiej zbierającym wśród pierwszoroczniaków z średnią 6.9. Ma jednak problemy ze skutecznością swoich rzutów i w ostatnich 4 meczach trafił tylko 13 z 40 (32.5%). W minionym tygodniu najlepiej zaprezentował się w Salt Lake City, gdzie ustanowił swój rekord zdobywając 18 punktów, a do tego dołożył 9 zbiórek.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o debiutancie Spurs. W ostatnią sobotę Splitter po raz pierwszy w swojej karierze w NBA spędził na parkiecie ponad 20 minut i zaprezentował się z bardzo dobrej strony. Spotkanie z Cavs zakończył z dorobkiem 18 punktów (7/10 z gry), 5 zbiórek, 2 bloków i 2 przechwytów. Następny mecz już cały przesiedział na ławce, ale występ przeciwko Cavs pokazał jego możliwości i jak tylko przystosuje się do gry w NBA, na pewno będzie bardzo istotnym wsparciem dla ekipy z San Antonio.

Podium, czyli trójka najlepszych w minionym tygodniu:

1. Blake Griffin – 31pts (60% z gry)/ 14.3reb/ 5.3ast
2. Landry Fileds – 9.5pts (48.3% z gry)/ 6.7reb/ 1.5ast
3. DeMarcus Cousins – 10pts (32.5% z gry)/ 7.5reb/ 1ast

Rookie of the Year ranking:
1. Blake Griffin – 19.3pts (51.1%)/ 11.3reb/ 2.4ast
2. John Wall – 18pts (42.7% z gry)/ 3.6reb/ 9.1ast
3. Landry Fields – 10.5pts (55.9% z gry)/ 6.7reb/ 1.4ast
4. DeMarcus Cousins – 10.6reb (38.5% z gry)/ 6.9reb/ 1.1ast
5. Eric Bledsoe – 8.9pts (47.2% z gry)/ 3.8reb/ 5.1ast


NBA

Kategoria: Rookies

Jastrzębie biją tylko słabszych od siebie

lis26
2010
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

Hawks bardzo łatwo poradzili sobie ze słabymi Wizards, pokonując ich 20 punktami przed własną publicznością. Była to ich 9 wygrana w sezonie, kolejna wygrana w starciu z drużyną mającą ujemny bilans. Trzeba pamiętać, że Hawks rozpoczęli rozgrywki od 6-0, ale szybko okazało się, że główną zasługą tego nie była wcale ich niezwykle wysoka forma, a przede wszystkim korzystny rozkład meczów. Wtedy grali przeciwko słabym przeciwnikom, natomiast od tamtego czasu mają już znacznie bardziej wymagających rywali i w kolejnych 10 meczach przegrali aż 7 razy. Hawks jak na razie tylko raz pokonali zespół, który obecnie ma dodatni bilans (Pacers 7-6). Na swoim koncie mają też ledwie jedno zwycięstwo z drużyną, która w zeszłym sezonie grała w playoffs i byli to Cavs, którzy obecnie z awansem do playoffs będą mieli duży problem. Tak więc Hawks, trzecia drużyna wschodu zeszłego sezonu, potrafią wygrywać tylko z rywalami znacznie słabszych od siebie. Tymczasem zawodzą w pojedynkach z silniejszymi przeciwnikami i wtedy zupełnie nie przypominają jednego z najlepszych zespołów wschodu. Dlatego też, mimo imponującego 6-0 na początek, po 16 spotkaniach mają gorszy start (9-7) niż rok temu, kiedy zanotowali bilans 12-4. W zeszłym sezonie, w fazie zasadniczej, Hawks byli czołową drużyną ligi. Teraz prezentują się znacznie gorzej, mimo że utrzymali swój skład z tamtych rozgrywek.

W pojedynku z Wizards najlepszym strzelcem Hawks był Johnson, który zdobył 21 punktów. Miał bardzo dobry dzień pod względem strzeleckim, ponieważ trafił 50% swoich rzutów z gry, w tym 3 na 5 za trzy. We wcześniejszych 15 meczach, JJ aż 9 razy notował skuteczność niższą od 39%, a jego obecna skuteczność z gry to ledwie 41.7%. Poza tym, po raz pierwszy w tych rozgrywkach Joe miał 3 celne rzuty za trzy. Jak na razie zza łuku też bardzo rzadko trafia, tylko 28.2% jego trójek wpada do kosza i jest to o 8.7% mniej niż rok temu. W poprzednim sezonie trafiał 45.8% rzutów z gry, 36.9% za trzy i zdobywał 21.3 punktów. Teraz jego średnia punktów to tylko 17.8. Są to bardzo kiepskie osiągnięcia jak na zawodnika, który w offseason dostał kontrakt na $120 milionów i z pensją ponad $16 milionów jest w czołówce najlepiej opłacanych zawodników tego sezonu. Było wiadomo, że Hawks go znacząco przepłacili, ale przede wszystkim ze względu na to, że nie jest on prawdziwym liderem i zawodzi w playoffs. W fazie zasadniczej dotychczas prezentował się bardzo dobrze, ale póki co, nawet teraz nie gra na wysokim, gwiazdorskim poziomie.

Znacznie słabiej niż rok temu spisuje się również drugi strzelec Hawks poprzedniego sezonu i najlepszy rezerwowi ligi. Crawford, tak samo jak JJ, ma problemy ze zdobywaniem punktów. W tym momencie jego średnia to tylko 13.7 (42.3% z gry), dlatego wczorajszy mecz może uznać za udany, ponieważ zdobył ‘aż’ 15 punktów. Niedawno Jamal przyznał, że jego słaba dyspozycja jest związana z tym, że jest to jego contract year. W tym roku powinien grać na najwyższych obrotach, żeby wywalczyć dla siebie jak najlepszy kontrakt, jednak za bardzo chce i za dużo o tym myśli:

„I’m overthinking. I think with everything going on, I’m just thinking too much and not just playing basketball. … I’d be lying if I said it hasn’t crossed my mind, you know, the future. … Everything’s been a little bit of a distraction.”

Jeśli szybko nie odzyska swojej wysokiej formy, będzie mógł zapomnieć o pieniądzach, jakie dostałby po poprzednim sezonie, kiedy mógł pochwalić się mianem najlepszego zmiennika. W tym momencie jego wartość spada i Hawks mogą się cieszyć, że nie podpisali z nim nowej, wysokiej umowy. Chociaż z drugiej strony, może gdyby Crawford dostał nowy kontrakt, nie musiałby teraz martwić się o pieniądze i mógłby skupić się wyłącznie na grze? Spokojny o swoją finansową przyszłość jest Horford, który niedawno dostał nowy kontrakt, a teraz potwierdza, że warto było w niego zainwestować. Wczoraj Al zanotował 15 punktów i 13 zbiórek, było to jego 9 double-double w sezonie. Horford z każdym sezonem robi postępy i w tym nie jest inaczej. Obecnie jest drugim strzelcem Hawks z średnią 16.4 punktów i jest najlepszy w całej NBA pod względem skuteczności rzutów z gry – 61.5%. Pieniądze wydane na jego kontrakt, to dobrze wykorzystane pieniądze. Trudno to natomiast powiedzieć w przypadku Johnsona.

♦ 4 minuty na parkiecie spędził rezerwowy center Hawks Jason Collins. W tym krótkim czasie zdążył zdobyć 7 punktów trafiając między innymi rzut za trzy. Była to jego siódma celna trójka w karierze (31 prób), poprzednim razem udało mu się trafić zza łuku w kwietniu 2006.

♦ W drużynie z Waszyngtonu słabo zagrał Wall, który spudłował swoje pierwsze 7 rzutów z gry. Ostatecznie zdobył 10 punktów (3/12 z gry) i zaliczył 7 asyst. Najlepszym strzelcem Wizards był Arenas z dorobkiem 21 punktów (4/9 za trzy), Poza tym, miał on na swoim koncie 8 asyst, 6 zbiórek i 3 przechwyty. Warto także wspomnieć o Youngu. Wchodząc z ławki Nick zdobył wczoraj 20 punktów (57.1% z gry) i już po raz 5 w ostatnich 6 meczach miał ich co najmniej 18.

♦ Po zaskakującym zwycięstwie nad Hornets, Clippers pokonali Kings. Do drugiej wygranej z rzędu i trzeciej w sezonie poprowadził ich rewelacyjnie grający Griffin. Zdobył 25 punktów (63.6% z gry), zebrał 15 piłek i zaliczył 5 asyst. Warto dodać, że w ostatnich 3 meczach Griffin za każdym razem miał na swoim koncie co najmniej 24 punkty, 13 zbiórek i 4 asysty. Poza nim, świetnie spisywał się także Gordon, który zanotował 28 punktów i 6 asyst.

♦ Evans, zeszłoroczny ROY, który rywalizowałby o tę nagrodę z Griffinem, gdyby zawodnik Clippers nie doznał kontuzji, zagrał bardzo słabo w LA. Spudłował pierwsze 8 rzutów z gry i przez 25 minut był bez punktu. Ostatecznie zaliczył 8 punktów z fatalną skutecznością 15.4% i 5 asyst.


NBA

Kategoria: NBAcodziennie

Griffin show

lis25
2010
2 komentarzy Adam Szczepański

Adam Szczepański

Gdyby przyznawano nagrodę dla najlepszego in-game dunkera, w tym sezonie bez wątpienia zgarnąłby ją Blake Griffin. Młody lider Clippers w dotychczasowych 15 meczach popisał się już wieloma bardzo efektownymi wsadami i jest chyba najczęściej pojawiającym się zawodnikiem w codziennych highlightach. Jego dunki są spektakularne i jest ich dużo. Obecnie Griffin jest na pierwszym miejscu pod względem liczby wykonanych wsadów w tym sezonie. Miał ich już 30, tym samym wyprzedza Stoudemire’a i McGee, którzy zanotowali po 26 dunków.

Oglądając mecze Clippers nie można liczyć na popis wielkiej koszykówki w wykonaniu zawodników drugiej drużyny z LA, którzy seryjnie przegrywają, ale zawsze można liczyć na Griffina. On przypomniał o showtime’ie, królującym w Los Angeles w latach 80-tych. Oczywiście teraz jest to zupełnie inne show, trudno porównywać dzisiejszych Clippers do tamtych Lakers. Jest to show tylko jednego aktora, ale bardzo widowiskowe show.

W dotychczasowych 15 meczach, tylko w trzech Griffin nie wykonał efektownego wsadu, który znalazłby się wśród najlepszych zagrań dnia lub na youtube (przynajmniej tylko z tych trzech meczów nie znalazłem takiej akcji). Nie udało mu się to w Denver, Salt Lake City, a także w starciu z Nets, chociaż gdyby nie Harris, zapewne obejrzelibyśmy kolejny ładny dunk. W pozostałych 12 meczach, Griffin za każdym razem miał co najmniej jeden widowiskowy wsad:
vs. Balzers
@ Warriors
vs. Mavs
vs. Spurs
vs. Thunder
@ Hornets
@ Spurs
vs. Pistons
@ Wolves
@ Pacers
vs. Knicks
vs. Hornets

Zwłaszcza w swoim najlepszym meczu, przeciwko Knicks, zaprezentował nam prawdziwy slam dunk show:

Ciekawe czy Griffin wystąpi w Slam Dunk Contest? Mógłby liczyć na doping swoich kibiców, bo przecież ASW 2011 odbędzie się w Los Angeles. Na pewno ma możliwości, żeby taki konkurs wygrać. Z drugiej strony, w zeszłym sezonie też oglądaliśmy wiele wspaniałych wsadów w wykonaniu Shannona Browna, ale tylko w trackie spotkań, w SDC rozczarował i nie pokazał właściwie nic.


NBA

Kategoria: Clippers
« Older Entries

4kwarta NEWS

  • NBA playoffs Top 5 (17.05)
  • NBA playoffs Top 5 (16.05)
  • NBA playoffs Top 10 (15.05)
  • Small Market, Big Heart
  • NBA playoffs Top 5 (14.05)
  • Przed drugą rundą – zachód
  • NBA playoffs Top 5 (13.05)
  • NBA playoffs Top 5 (12.05)
  • Przed drugą rundą - wschód
  • NBa playoffs Top 5 (11.05)
  • NBA playoffs Top 10 (10.05)
  • NBA playoffs Top 5 (9.05)

Blog

  • NBAcodziennie
  • Archeobasketologia
  • Power Ranking
  • NCAA
  • Podcast
  • TRADE RUMORS
  • Airball spod kosza
  • NCAA od podstaw
  • Skarb Kibica NBA 2011/12
  • Overtime
  • Archiwum

Warto przeczytać

  • Airball spod kosza: 44 mecze pierwszej rundy
  • Smaczki i krzaczki – pierwsza runda
  • O Drafcie, NCAA i limicie wiekowym
  • Airball spod kosza: Mistrzowie na wakacjach, myślą o przyszłości
  • Przygotowania Olka Czyża do Draftu
  • Rookie Ranking vol.4
  • Nagrody 4kwarty za sezon 2011/12
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: straty
  • O Rajonie ciąg dalszy
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: bloki

W halach NBA (galeria)

Wyniki

Dołącz do nas

Współpraca

Linki

  • about NCAA
  • MVP Magazyn
  • NBA & NCAA na DVD
  • PolskiKosz.pl
  • RotoStrefa. Nasz Punkt Widzenia.
  • Sport24.pl
  • Typy NBA
  • widziane z półdystansu
  • wyniki na żywo

Szukaj

buttony

blog Czwarta Kwarta - to co najważniejsze o NBA Cavs.e-nba.pl - serwis poświęcony Cleveland Cavaliers Daveknot Enbiej.pl - NBA, koszykówka HORNETS.PL IVERSON.probasket.pl Nasz Kosz NBA Every Day - NBA, NCAA, koszykówka NBAonline Denver Nuggets poprostubasket.bloog.pl – Koszykarski blog Slamdunk League ToplistaNBA Typer - zabawa bukmacherska Wysoko nad obręczą – Koszykówka w szerokiej perspektywie Zawsze po pierwsze Koszykówka

EvoLve theme by Theme4Press  •  Powered by WordPress Czwarta-Kwarta.com
to co najważniejsze o NBA

Switch to our mobile site