• Strona główna
  • 4kwarta News
  • Market
  • Redakcja
  • Współpraca
  • Archiwum
  • TRADE RUMORS

Archiwum miesięczne Październik, 2010

Lista przeboy’ów #1

paź31
2010
4 komentarzy Dawid Księżarczyk

Dawid Księżarczyk

Jestem! A razem ze mną przywiozłem naprawdę fajne towarzystwo! Raz w tygodniu, w każdą niedzielę, przygotuję dla Was listę top20 prze-boyów, którzy swoimi występami w ciągu tygodnia chociaż raz zasłużyli na miano prze-kozaka! Zawodnicy oceniani będą wg mojego systemu podliczania i oceniania, tak więc możecie śmiało zapomnieć o obiektywności. Każdego ranka skrupulatnie notuję statystyki i najważniejsze osiągnięcia, aby potem móc to wszystko wrzucić do openoffice’a, podliczyć i opisać.

Czym ten ranking będzie się różnił od innych? Otóż, po pierwsze – przede wszystkim interesuje mnie tygodniowy całokształt zawodnika, a nie pojedyncze występy. Tak więc ci, którzy grali częściej będą wyżej notowani niż ci, którzy zagrali raz w tygodniu i udało im się psim swędem przekroczyć 50 punktów.

Po drugie – co z tego, że zawodnik ma wybitne osiągnięcia, skoro jego drużyna przegrała wszystkie mecze w tygodniu (vide Scola w tym zestawieniu). Ciężko będzie takiemu zawodnikowi wejść na sam szczyt notowania. Do tego, wprowadziłem dodatkowy system bonusów dla zawodników za zwycięstwo – najwięcej punktów za wygraną z finalistami, nieco mniej z finalistami konferencji itd. Wygrana mistrzów z ostatnią drużyną ubiegłego sezonu będzie zdecydowanie mniej punktowana, niż wygrana Nets z Lakersami.

No i w końcu po trzecie – Lista przeboy’ów będzie kontynuowana przez cały sezon zasadniczy. Zawodnicy będą otrzymywali punkty za każdy występ w notowaniu – 20 punktów za 1 miejsce, 19 za drugie itd. Ostateczna klasyfikacja będzie weryfikowana na podstawie sumy zdobytych punktów.

Bez zbędnego przedłużania – oto pierwsze wydanie listy za miniony niepełny tydzień:

20. Jason Kidd (1 punkt)
Niby nic specjalnego nie pokazał, ale 18 asyst i 12 punktów w pierwszym wygranym meczu spowodowało, że jakoś zwróciłem na niego uwagę. Jestem pewien, że 1 punkt i 4 zbiórki więcej w meczu z Memphis przerzuciłyby go do pierwszej dziesiątki.

19. Brandon Jennings (2 punkty)
Pomimo fatalnej skuteczności i porażek w dwóch pierwszych meczach, ostatnie triple-double i wygrana dała mu miejsce w inauguracyjnym notowaniu. Średnia 9 asyst i tylko nieco ponad 1 strata na mecz to liczby, które zaimponowały mi najbardziej.

18. Lamar Odom (3 punkty)
Walnie przyczynił się do dwóch wygranych, totalnie dominując na deskach. Ostatni występ na poziomie 18/17/5 przy rewelacyjnej skuteczności pozwoliło mu dostać się do mojej listy. Poza tym, tylko Noah miał w tym tygodniu więcej zbiórek w jednym meczu (19).

17. Russell Westbrook (4 punkty)
Grzmoty zaczęły od dwóch ważnych wygranych i wiele zawdzięczają Westbrookowi, który jest niesamowicie agresywny od samego początku sezonu (aż 23 oddane wolne). Do tego średnie bliskie triple-double – aż się dziwię, że dałem go tak nisko.

16. Tim Duncan (5 punktów)
Zawiódł w przegranym meczu z Szerszeniami, ale za to zachwycił w debiucie z Indianą. Z przybywającym wiekiem pewnie wiąże się to, że od czasu do czasu jakieś  spotkanie mu nie wyjdzie, ale mimo wszystko można liczyć na solidne double-double co spotkanie.

15. Amare Stoudemire (6 punktów)
Jedna wygrana na trzy mecze to nie jest spektakularne osiągnięcie, nie mniej jednak Amare sprawia wrażenie zawodnika, który dobrze czuje się w udziwnionej ofensywie prowadzonej przez D’Antoniego. Szkoda tylko, że rozciąganie parkietu i uciekanie na obwód (już 5 oddanych trójek!) odbija się na jego walce na deskach.

14. Derrick Rose (7 punktów)
Gdyby nie dzisiejsze prawie quadruple-double (39/7/6/7 strat) pewnie nie byłby tak wysoko. Strasznie kłuje w oczy również fatalna skuteczność (14 i 19 pudeł w dwóch meczach).

13. Wilson Chandler (8 punktów)
Dwa solidne mecze, 22pkty i 16 zbiórek z ławki i średnio 3 bloki na mecz wyglądają świetnie. Pozostaje tylko poczekać na to, czy naprawdę tak solidnie przepracował wakacje, czy to po prostu chwilowa nadwyżka formy.

12. Brandon Roy (9 punktów)
3 wygrane na dzień dobry. 50% skuteczność za trzy. Średnio 25/6/6. Pierwszy tydzień cała drużyna PTB może zaliczyć do udanego, z niemałą zasługą swojego obrońcy.

11. Brook Lopez (10 punktów)
Prochorow płaci Lopezowi nieco ponad 2 miliony za ten sezon, a Brook gra póki co tak, jakby dostawał co najmniej 5 razy więcej. Nets zaczęli od dwóch wygranych, a Brook ociera się siurem nie tylko o średnią 30 punktów, ale i o TOP10 dzisiejszej listy.

10. Kobe Bryant (11 punktów)
Jeszcze daleki od mistrzowskiej formy, ale już na szczęście zapomniał o tym, jak grał w pre-season. Zaliczył zwycięską asystę w meczu z Houston, a w Phoenix po raz pierwszy od dawien dawna udało mu się trafić za trzy. Tydzień na pewno udany.

9. Devin Harris (12 punktów)
W New Jersey jest ktoś, kto grał w tym tygodniu lepiej od Lopeza. Gra jak zwykle zespołowo, a do tego trafia z 60% skutecznością z gry. I dobrze, bo gdyby nie on, Rondo i Paul zbyt szybko mogliby się ogłosić najlepszymi rozgrywającymi ligi.

8. Paul Pierce (13 punktów)
Kolejny, po Hillu i Wójciku w WKK Wrocław przykład na to, że stary człowiek też może. Dalej zadziwia pewnością siebie, skutecznością, a do tego jeszcze walczy na deskach.

7. Dwyane Wade (14 punktów)
Niby statystycznie nie zachwyca, Miami też póki co sprawia wrażenie drużyny, której potrzeba naprawdę dużo czasu, ale widać już, że Wade pozostał liderem. I chociaż nie wiadomo, czy LeBron z Boshem nie przejmą pałeczki w kolejnym tygodniu, można śmiało powiedzieć, że ten tydzień należał do niego.

6. Dirk Nowitzki (15 punktów)
Czasem pojawi się taki zawodnik, którego drużyna przegrywała, ale on i tak znalazł się wysoko. Dirk jest pierwszym przykładem. Skuteczniejszy niż niejeden niemiecki snajper zdobywa średnio 27,5 punktów przy 79% skutecznościa z gry i do tego zbiera średnio 10 piłek na mecz. Szkoda tylko tej jednej porażki z Memphis.

5. Chris Paul (16 punktów)
Zdecydowanie drugi rozgrywający NBA w tej chwili. Płakał, narzekał, chciał odejść, ale póki co gra jak z nut. 3-0 NOH pewnie też bardzo mu sie podoba. Mi jak zwykle zaimponował dwoma rzeczami – skutecznością z gry i stosunkiem asyst do strat (9-1).

4. Rajon Rondo (17 punktów)
Zdecydowanie i bezapelacyjnie mój pierwszy rozgrywający ligi w pierwszym tygodniu. Prawie 17 asyst na mecz po trzech meczach? Triple double z 24 asystami? Poważnie!? Jak tylko ograniczy straty i zacznie albo mniej rzucać, albo częściej trafiać i zrobi się maszyną do zabijania.

3. Luis Scola (18 punktów)
Wiem, wiem, houston przegrało wszystkie mecze w tygodniu. Ale to, co robi indywidualnie przechodzi ludzkie pojęcie – gra jak maszyna pod koszem, trafia jak szalony, zbiera i dominuje na deskach tak bardzo, że aż chce mi się oglądać mecze znienawidzonych Rakiet. I wszystko to dla jednego zawodnika.

2. Pau Gasol (19 punktów)
Nie pojechał na mistrzostwa, odpoczął i rządzi. Jeszcze kilka takich tygodni jak ten i oficjalnie będę mógł napisać, że Lakers to teraz jego drużyna.

1. Monta Ellis (20 punktów)
Zwycięzca pierwszej edycji listy. Mimo tego, że w drugim meczu oddał dwa razy mniej rzutów niż w pierwszym, kiedy wystrzelił na 46 punktów, dalej był dominującym zawodnikiem na parkiecie. GSW dawno nie miało tak dobrego startu, a ja dawno nie widziałem zawodnika, który przekraczałby średnią 30 punktów na mecz przy prawie 70% skutecznościa z gry.

Kolejna edycja listy przeboy’ów już w przyszłą niedzielę. Wtedy też nastąpi pierwsza drobna zmiana – w pierwszej części tekstu pojawi się zestawienie za miniony tydzień, natomiast w drugiej będzie ogólne zestawienie listy TOP20 po dwóch tygodniach.


NBA

Kategoria: Lista przeboy'ów

Dwayne Timberlake

paź31
2010
Dodaj komentarz Maciej Jamrozik

Dwayne Wade zaraz po zwycięstwie z Orlando Magic (26pkt) pojechał wraz ze swoją dziewczyną Gabrielle Union na imprezę dla przebierańców. I za kogo się przebrał? Za Justina Timberlake’a. Podobny, no nie?


NBA

Kategoria: Heat

Sobota w NBA

paź31
2010
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

Amare Stoudemire – w swoim pierwszym meczu w MSG, Amare nie dał zwycięstwa swojej nowej drużynie. W starciu z Blazers miał na swoim koncie 18 punktów, ale też popełnił 6 strat.

Wilson Chandler – sezon dopiero się zaczął, ale już mamy pierwszego poważnego kandydata do nagrody dla najlepszego rezerwowego. We wczorajszym spotkaniu z Blazers, wchodzący z ławki Chandler był najlepszym strzelcem i najlepszym zbierającym Knicks. Zdobył 22 punkty i zebrał 16 piłek, a do tego dołożył też 3 bloki. Po trzech meczach jego średnie są imponujące, wynoszą 21 punktów, 10 zbiórek i 3 bloki.

Brandon Jennings – dokładnie rok temu Jennings zadebiutował w NBA, miał wtedy 17 punktów, 9 asyst i 9 zbiórek. Był o krok od triple-double, ale dopiero rok po tym wydarzeniu osiągnął pierwsze w swojej karierze triple-double. Poprowadził Bucks do pierwszego zwycięstwa w tym sezonie odnotowując 20 punktów (6/8 z gry, w tym 3/3 za trzy), 10 asyst i 10 zbiórek.

DJ Augustin – dostosowuje się on do nowej roli podstawowego rozgrywającego i z każdym spotkaniem prezentuje się coraz lepiej. W pierwszy meczu miał tylko 8 punktów (2/10 z gry), później zaliczył 17 punktów i 5 asyst, natomiast wczoraj był już najlepszym strzelcem swojej drużyny z dorobkiem 26 punktów (5/6 za trzy) i zaliczył też 5 asyst. Niestety Bobcats po raz 3 przegrali.

Rudy Gay – w wakacje podpisał duży kontrakt i w pierwszych meczach widocznie chce potwierdzić, że zasłużył na nie. Wczoraj poprowadził Grizzlies do drugiego zwycięstwa odnotowując 25 punktów, 6 zbiórki, 5 asyst i 4 przechwyty. Natomiast jego średnie po 3 spotkaniach wynoszą 22.3 punktów, 8 zbiórek, 3.3 asysty i 2.7 przechwytów. Jak na razie Grizzlies mogą być zadowoleni, że wydali na niego te $80 milionów.

Mike Conley – on natomiast walczy o nowy kontrakt i w pierwszych meczach tego sezonu prezentuje się bardzo dobrze. Na otwarcie zdobył 25 punktów, natomiast wczoraj imponował wszechstronnością. W meczu z Wolves zaliczył 14 punktów, 11 asyst, 7 zbiórek i aż 7 przechwytów. To w dużej mierze dzięki niemu Grizzlies przechwycili w sumie aż 22 piłki, co jest rekordowym osiągnięciem w historii klubu.

Derrick Rose – w pierwszym meczu w tym sezonie w United Center, Rose poprowadził Bulls do zwycięstwa  wyrównując swój rekord kariery z 39 punktami na koncie. Do tego zaliczył też 7 asyst, 6 zbiórek, a także po 2 bloki i przechwyty. W dużej mierze dzięki niemu Bulls zupełnie zdominowali czwartą kwartę i pokonali w niej Pistons 34-9. Ostatnie 12 minut wygrane 25 punktami to najwyższa przewaga w historii Bulls w czwartej kwarcie.

Joakim Noah – w pierwszym meczu zaliczył 18 punktów i 19 zbiórek, wczoraj miał 15 punktów i 17 zbiórek. Bulls mogą się cieszyć, że przedłużyli z nim kontrakt. Jak widać, ta inwestycja na pewno się zwróci.

Ben Gordon – rezerwowy Pistons w Chicago, gdzie grał przez większość swojej kariery, rozegrał świetną pierwszą połowę. Zdobył wtedy 21 punktów trafiając wszystkie 5 rzutów z gry i 10 wolnych. Jednak już w drugiej połowie nie powiększył swojego dorobku i spudłował 5 rzutów. Pistons po raz kolejny przegrali przez fatalną końcówkę. Ulegli Bulls mimo że w trzeciej kwarcie prowadzili 21 punktami, a czwartą rozpoczynali z 15 punktami przewagi. Była to trzecia porażka Pistons. Z Nets przegrali mimo że prowadzili 7 punktami na minutę i 40 sekund przed końcem meczu, a o zwycięstwie Thunder przesądził Green trafiając spod kosza na 2.5 sekundy przed końcem.

John Wall – po problemach z celnością w swoim debiucie, we wczorajszym meczu z Hawks radził sobie o wiele lepiej. Trafił 53% rzutów z gry, w tym 2 z 3 za trzy. Ostatecznie zdobył 28 punktów, zebrał 5 piłek i tak jak w poprzednim spotkaniu, miał również 9 asyst. To był bardzo dobry występ młodego lidera Wizards, niestety nie przełożył się na zwycięstwo jego drużyny.

Joe Johnson – Hawks rozegrali wczoraj pierwszy mecz przed własną publicznością. Ostatni raz na parkiecie w Atlancie kibice oglądali jak Magic po raz czwarty pokonują ich drużynę i zapewniają sobie awans do finału wschodu. Johnson w tamtej serii grał fatalnie, ale teraz rozpoczyna się nowy sezon i JJ zrobił znacznie lepsze wrażenie. Poprowadził Hawks do zwycięstwa zdobywając aż 14 ze swoich 25 punktów w czwartej kwarcie.

Luis Scola – Argentyńczyk gra rewelacyjnie. W spotkaniu z Nuggets zdobył 28 punktów trafiając 75% swoich rzutów z gry, a do tego zebrał 10 piłek. Było to jego trzecie double-double w trzecim meczu (średnio odnotowuje 27.3pts/ 14reb), jednak nie uchroniło Rockets przed trzecią porażką. Rockets po raz pierwszy od sezonu 1999/00 rozpoczynają rozgrywki od 0-3, a po raz pierwszy od 2000/01 przegrali swój pierwszy mecz w Houston.

Chris Paul – ponownie zagrał bardzo dobrze i poprowadził Hornets do trzeciego zwycięstwa z rzędu. Warto przypomnieć, że w poprzednim sezonie, trzecie zwycięstwo Hornets zapewnili sobie dopiero w ósmym meczu. Wczoraj Paul zaliczył 25 punktów, 7 zbiórek i 5 asyst. Zdecydowanie wygrywał pojedynek z Parkerem (13pts/ 4ast), któremu zepsuł świętowanie nowego 4-letniego kontraktu na $50 milionów.

Tim Duncan – rozegrał fatalny mecz przed własną publicznością. Przez 27 minut gry zdobył zaledwie 7 punktów pudłując 8 z 10 rzutów z gry i zebrał 7 piłek.

Daniel Gibson – po odejściu LeBrona i podczas nieobecności Williamsa okazję do pokazania się dostał Gibson i bardzo dobrze ją wykorzystuje. Co prawda Cavs przegrali wczoraj z Kings, ale ponownie w hali Q Arena świetnie zagrał Gibson. W pierwszym meczu miał 16 punktów, teraz zdobył ich 20 (w tym 3/6 za trzy).

Najlepsze akcje


NBA

Kategoria: NBAcodziennie

Derby Florydy dla Heat

paź30
2010
1 komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

W Miami, Magic mieli udowodnić gwiazdom Heat, że do stworzenia zgranego zespołu potrzeba dużo czasu, a same wielkie nazwiska jeszcze nic nie znaczą. Jednak to gospodarze grali w tym meczu znacznie lepiej, dobrze ze sobą współpracowali i grali o wiele bardziej zespołowo. Podczas gdy goście przypominali drużynę złożoną z przeciętnych zawodników otaczających jednego gwiazdora.

Przez cały offseason mówiło się, że największą słabością Heat jest pozycja środkowego. Dlatego Magic, mając najlepszego centra w NBA, musieli to wykorzystać. Od początku grali w ataku na Howarda i w pierwszej kwarcie zdobył on 13 punktów. To jednak wiele nie dało i po 12 minutach był remis. Schodząc na przerwę gwiazdor z Orlando miał na swoim koncie 19 punktów, ale będąc bardziej widocznym w ataku, był mniej skuteczny w walce na tablicach i ostatecznie zebrał 7 piłek. Natomiast w trzeciej kwarcie szybko złapał faule i musiał usiąść na ławce. A przecież to rywale z Miami mieli mieć problem z jego zatrzymaniem i w efekcie z faulami swoich podkoszowych. Było zupełnie inaczej. Heat pozwolili Howardowi zdobyć punkty w pierwszej połowie, ale wyeliminowali pomoc jego partnerów. W drugiej połowie Dwight nie powiększył już swojego dorobku, a Heat zupełnie zdominowali to spotkanie. Rozpoczęli trzecią kwartę od serii 14-0, po której Magic już się nie podnieśli. Wielka Trójka prowadzona przez Wade’a (26pts/ 6reb) zaprezentowała się bardzo dobrze (James – 15pts/ 6reb/ 7ast, Bosh – 11pts/ 10reb), ale też miała spore wsparcie. Heat byli lepsi w zbiórkach (51-40), więcej razy trafili za trzy (9/18 – 4/24), zaliczyli więcej asyst (17-5), a ich rezerwowi zdobyli więcej punktów (37-33). A przecież są to elementy, w których dominują przeważnie Magic.

To było pierwsze ważne zwycięstwo Heat i kompromitacja Magic.

W drużynie z Orlando fatalnie zagrali przede wszystkim Lewis i był gracz Heat – Richardson. Obaj zdobyli zaledwie po 2 punkty i spudłowali w sumie wszystkie swoje 13 rzutów z gry (w tym 0/9 za trzy).

Oczywiście to jest dopiero początek rozgrywek, trudno jeszcze z tego meczu wyciągać daleko idące wnioski, ale wydawało się, że na początku to zgrani Magic będą lepsi, a dopiero z czasem Heat będą ich doganiać. A tu już na początek derbów Florydy swoją wyższość pokazali gwiazdorzy Heat.

Gortat grał w sumie 14 minut. Biorąc pod uwagę problemy Howarda z faulami jest to krótki czas, jednak trener Van Gundy nie zdecydował się trzymać go dłużej na boisku. Ostatecznie Marcin zdobył 2 punkty z wolnych, zebrał 7 piłek, a także zaliczył jedne blok i przechwyt.

Wielki Rondo
Rondo jest wielki i co chwilę to potwierdza. Sezon rozpoczął od świetnego wyniku 17 asyst, ale to było mało imponującym osiągnieciem w porównaniu z tym, co pokazał wczoraj w meczu z Knicks. Playmaker Celtics potwierdził, że jest jednym z najlepszych w lidze i zanotował rekordowe w swojej karierze 24 asysty. Ale na tym nie koniec, do tego dołożył jeszcze 10 punktów i 10 zbiórek. Tym samym, wyrównał rekord Isiah Thomasa, największej ilości asyst w triple-double. Ten fakt potwierdza, że był to wyjątkowy występ. Rondo asystował przy 8 z 12 celnych rzutów Garnetta, 6 z 7 trafieniach Davisa, 4 Pierce’a, 3 Allena, 2 Shaqa i jednym Danielsa. Jedynym zawodnikiem Celtics, który nie zdobył punktów po jego podaniu był Robinson. Rondo fantastycznie poprowadził grę swojej drużyny, kreował partnerów i Celtics wygrali swój drugi mecz w sezonie. Po trzech meczach Rondo ma łącznie aż 50 asyst. Wczoraj miał triple-double, natomiast Pierce i Garnett zaliczyli double-double. Pierwszy zanotował 25 punktów i 14 zbiórek, drugi 24 punkty i 10 zbiórek.

Trzeba jeszcze wspomnieć o bardzo dobrej grze wchodzącego z ławki Davisa. W spotkaniu z Knicks miał on w swoim dorobku 16 punktów i 6 zbiórek. Był to trzeci mecz sezonu, za każdym razem zdobywał on ponad 10 punktów i zbierał co najmniej 5 piłek.

1 100
We wczorajszej powtórce ostatniego finału zachodu, Lakers pokonali Suns. Była to wygrana numer 1100 dla Phila Jacksona. Jest on piątym trenerem w historii NBA, któremu udało się osiągnąć ten pułap (pozostali to Riley, Sloan, Nelson i Wilkens). Jednak Phil dotarł do tej bariery najszybciej, bo potrzebował do tego tylko 1560 spotkań.

Pierwsze od 16 lat 2-0
Warriors pokonali Clippers przed własną publicznością i była to już ich druga wygrana z rzędu. Dla drużyny z Oakland to wyjątkowa sytuacja. Przez ostatnie trzy lata Warriors przegrywali swoje 2 pierwsze mecze. Natomiast ostatni raz rozpoczęli rozgrywki od dwóch wygranych w sezonie 1994/95. Wczoraj ich najlepszym strzelcem był Wright z 24 punktami (6/8 za trzy) na koncie. Tymczasem Ellis, który poprzednio zdobył 46 punktów, tym razem skupił się na kreowaniu partnerów i zanotował 11 asyst (miał też 15 punktów).

Warriors prowadzeni przez Smarta mają powody do zadowolenia. Jednak mają też powody do obaw, ponieważ w trzeciej kwarcie odnowiła się kontuzja kostki Curry’ego, z którą miał on już problem podczas preseason.

Udany strat Nets
Również Nets wygrali swój drugi mecz. Warto przypomnieć, że zeszłym sezonie na drugie zwycięstwo musieli czekać do grudnia, natomiast ostatni raz rozpoczęli rozgrywki od 2-0 osiem lat temu. Podobnie jak w meczu z Pistons, także w spotkaniu z Kings, Nets zapewnili sobie wygraną dzięki świetnemu finiszowi. Wczorajszy mecz zakończyli serią 17-3. Ponownie też mogli liczyć na swój duet gwiazd – Lopez miał 29 punktów i 6 zbiórek, a Harris 21 punktów, 10 asyst i 5 zbiórek.

Jeszcze tylko 10 wygranych i Nets wyrównają swój wynik z zeszłego sezonu.

Zdrowy Hansbrough
Hansbrough w swoim pierwszym sezonie zmagał się poważnymi problemami zdrowotnymi, ale teraz ma już je za sobą i drugi sezon rozpoczyna się dla niego bardzo dobrze. W spotkaniu z Bobcats, rozgrywanym w Charlotte gdzie Hansbgough grał na uniwersytecie Północnej Karoliny, zapewnił Pacers pierwsze zwycięstwo w tych rozgrywkach. Tyler nie miał imponujących statystyk (12 punktów i 4 zbiórki), ale odegrał kluczową rolę w końcówce. Najpierw rzutem z półdystansu zdobył punkty na minutę przed końcem, a później zebrał bardzo ważną piłkę po pudle Thomasa i sfaulowany, wykorzystał oba wolne na 10 sekund przed końcem. Tymczasem najlepszym strzelcem Pacers był Granger, który zdobył dla swojej drużyny 33 punkty trafiając 6 z 11 rzutów za trzy.

Niezłe numery
Milicic spudłował wczoraj wszystkie 6 rzutów, ale wyrównał swój rekord bloków – 5. W dwóch pierwszych meczach zaliczył w sumie 9 bloków.

Shelden Williams
świetnie wykorzystuje szansę dłuższej gry, by potwierdzić, że jest wartościowym podkoszowym. W drugim meczu zebrał 13 piłek. Tak więc łącznie pod dwóch meczach ma 29 zbiórek na koncie.

Najlepsze akcje


NBA

Kategoria: NBAcodziennie

Grupa Archeo: Walt Bellamy

paź29
2010
1 komentarz Dawid Księżarczyk

Dawid Księżarczyk

Nowy sezon rozpoczął się tak nagle i niespodziewanie, że nawet nie zdążyłem się przystosować do nowego trybu życia. Żona jeszcze narzeka, że musi jeść sama śniadania kiedy ja przeglądam boxscory i oglądam skróty spotkań w zaciszu domowego biura. Za karę muszę zadowalać się zimnymi obiadami albo przegotowanym makaronem, ale w sumie wszystko to idealnie dopasowuje się do kategorii rzeczy, które mężczyzna musi znieść z zaciśniętymi zębami i ewentualnie wylać swoje żale na koszykarskim blogu.

Wykorzystując wolną chwilę w urodzinowe, piątkowe popołudnie doszedłem do wniosku, że czegoś we wszechobecnej koszykarskiej literaturze mi brakuje. Są teksty o nadchodzących/minionych spotkaniach, są statystyki, analizy, podsumowania, opisy debiutantów, zapowiedzi przyszłych debiutantów i wiele, wiele innych. Chciałbym, w miarę możliwości czasowych, wypełnić lukę czasową i co jakiś czas dostarczyć informacji na temat zawodników, którzy budowali ligę niejako od podstaw. Pojawią się mniej lub bardziej znane nazwiska, których jedną z cech wspólnych będą czarno-białe zdjęcia i brak filmików z TOP10 na youtubie.

Na pierwszy rzut, zupełnie przypadkowo, trafi człowiek, którego edytor Billa Simmonsa określił jako zawodnika, który miał najmniejszą głowę ze wszystkich graczy mierzących ponad 210cm wzrostu. Dodatkowo, podobno nie tylko miał budowę jak Pomnik Waszyngtona, ale miał również gibkość i niespotykaną grację, jak gdyby byli zbudowani z tego samego materiału. Mowa o urodzonym w 1939 Walcie Bellamy, który w 61 został wybrany z numerem pierwszym w drafcie przez Chicago Packers.

Bellamy był dziwnym graczem – z jednej strony jego statystyki powalają na ziemię. W ciągu kariery trwającej pełne 13 sezonów + 1 mecz z 14, zdobywał średnio 20,1 punktów i zbierał 13,7 piłek. Jest też jednym z 9 zawodników, którzy w ciągu kariery zdobyli ponad 20,000 punktów i zebrali więcej niż 14,000 piłek.  Za swoje boiskowe osiągnięcia został nawet wybrany do Galerii Sław w 1993.

Mało kto jednak wie o tym, że jego osiągnięcia systematycznie spadały z roku na rok – nie wiadomo, czy to za sprawą co raz to lepszych przeciwników, czy też z powodu jego wiecznie gasnącej motywacji (tzn. wiadomo dlaczego, ale napiszę o tym dopiero na końcu, żeby nie psuć jeszcze w miarę dobrego wrażenia). W swoim pierwszym sezonie był fenomenalny – zdobywał 31,6 punktów (przy 52% skuteczności) i zbierał 19 piłek. Tylko Wilt i Elgin Baylor mieli w tym sezonie lepsze średnie punktowe. Nie mniej jednak, w Chicago nic nie zdobył – w ważnych momentach tak bardzo potrafił się wyluzować, że odmawiał wejścia na parkiet.

W Wietrznym Mieście są mu jednak wdzięczni za jedną rzecz – gdyby nie on, Jerry Krause być może nigdy nie pojawiłby się na koszykarskich arenach. Krause, tuż po ukończeniu studiów, szukał pracy jako scout i wysłał swoje dokumenty do Packers. Jego główną cechą charakterystyczną jako scouta było to, że analizował i oceniał zawodników licząc, ile razy zdobywali kosze dostając piłkę z prawej strony, a ile otrzymując podanie z lewej. Metoda ta była podobno idealna do oceniania produktywności Bellamy’ego, stąd Jerry dostał pierwszą pracę w NBA.

Bellamy ma na swoim koncie jeszcze dwa ciekawe osiągnięcia:

1 – grając w Chicago był ważną częścią pierwszej drużyny w NBA, która wystawiła wyjściowy skład złożony wyłącznie z czarnoskórych zawodników,

2 – kiedy został oddany z Nowego Jorku do Detroit, udało mu się zagrać rekordowe 88 spotkać w trakcie sezonu zasadniczego.

Brak odpowiedniego zaangażowania w grę był jednym z głównych powodów częstych transferów. Drużyny w których grał wygrały w sumie tylko dwa mecze play-off . W sumie w swojej karierze rozegrał mecze w barwach 7 różnych drużyn. W 14 sezonów zagrał w 1043 meczach na 1055 możliwych (czyli w 98%), a kiedy kończył karierę w 1974 był szósty na liście strzelców wszech czasów (20,941 punktów) i trzeci w zbiórkach (14,241).

Porównanie do Pomnika Waszyngtona nie jest przypadkowe – Walt większość punktów zdobywał dzięki fizycznej przewadze nad większością zawodników i niezbyt często kończył akcje w finezyjny czy wyszukany sposób. Dzięki temu, kiedy liga zaczęła zmieniać kolor z białego na czarny, kiedy zawodnicy zaczęli robić się więksi i ciężsi, Bellamy praktycznie przestał istnieć. Dla przykładu, Wilt Chamberlain tak nim pomiatał, że kiedyś przed meczem podał mu rękę i obiecał, że go zniszczy. Przez całą pierwszą połowę dotrzymywał słowa i robił z nim co chciał, a przed wznowieniem drugiej połowy powiedział z uśmiechem: „OK, teraz możesz zdobyć punkty.” Podobno krąży dodatkowa plotka, mówiąca o tym, że w tym samym meczu Wilt zablokował wszystkie 9 pierwszych rzutów Walta.

I tak to mniej więcej będzie wyglądało. Krótka notka pozwalająca na to, aby na chwilę przestać marudzić o tym, jak to w lidze teraz jest fatalnie, bo nie można machać rękami, nosić opasek do góry nogami i skarpetek na lewą stronę. Cieszmy się tym, co mamy. Zawsze wszystko może wyglądać tak, jak na filmie poniżej. Ale jak to się mówi – 750 słów nie zastąpi 4 minut na youtube…


NBA

Kategoria: Archeobasketologia

Czas na zmianę

paź29
2010
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

Nuggets rozpoczęli sezon pewnym zwycięstwem nad Jazz przed własną publicznością. Był to bardzo udany powrót na ławkę trenera Karla, który stracił końcówkę poprzednich rozgrywek zmagając się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Wygrał walkę z rakiem i teraz wrócił do pracy, by ponownie poprowadzić Nuggets na szczyt zachodu. Mogłoby się wydawać, że to dobry początek, by w tym sezonie drużyna z Denver mogła liczyć na znaczący sukces. Ale na to się nie zapowiada, ponieważ ta drużyna jest jednym wielkim znakiem zapytania. Oczywiście najbardziej niepewna jest przyszłość Anthony’ego. Karl niedawno powiedział, że zamierza udowodnić swojemu gwiazdorowi, że Denver jest najlepszym miejscem dla niego. Jednak Melo raczej nie planuje swojej przyszłości w Nuggets, o czym może świadczyć chociażby ta wypowiedź:

„They [Nuggets management] want to sit down and talk, but my thing is it’s way beyond this year. It ain’t got nothing to do with the new GM, Josh [Kroenke], the players. For me, I feel it’s a time for change.”

Czas na zmianę – czy takie słowa mogą sugerować coś innego niż to, że Melo odejdzie z Denver? Przecież nie mówi tutaj o ogólnych zmianach. Nie odnosi się do zmian w zespole, np. poprzez wzmocnienie składu. Melo mówi, że jest to czas na zmianę dla niego. To znaczy: czas przeprowadzić się do Nowego Jorku i zostać wielką (medialną) gwiazdą.

”If I do nothing now, I’m never going to do anything. I feel like my time is now to make a decision if I want to leave or if I want to stay.”

Anthony musi podjąć decyzję. Oficjalnie. Nieoficjalnie prawdopodobnie już dawno ją podjął i najpóźniej w przyszłoroczne wakacje zmieni barwy klubowe.

Ale Melo to nie jedyne zmartwienie właścicieli klubu z Kolorado. W pierwszym meczu, a także i w kolejnych Nuggets muszą radzić sobie bez Andersena i Martina. Obaj wracają do zdrowia po operacji kolana. Karl powiedział, że oczekuje powrotu Andersena na początku grudnia, a następnie na początku stycznia Martina. To była normalna wypowiedź trenera, informująca kiedy można spodziewać się jego zawodników w grze. A jak zareagował na to Martin?

„George is not my doctor. George is a great basketball coach. George is not my doctor … The only person who knows when I’m coming back is Dr. Steadman.”

Jest to dość dziwna reakcja. Przecież Karl nie nakazał mu, że w styczniu ma grać i być w 100% formie. Po prostu trener powiedział, kiedy oczekuje swojego bardzo istotnego zawodnika. To skąd ta reakcja K-Marta? Jak dobrze pamiętacie, w wakacje Martin stwierdził, że nie zamierza spieszyć się z powrotem do gry, ponieważ Nuggets nie spieszą się z zaproponowaniem mu nowego ko

ntraktu. I nadal się tego trzyma, a wypowiedź Karla uznał najwidoczniej za nacisk na jak najszybszy powrót. A on przecież nie może ryzykować kolejnej kontuzji w swoim contract year. Martin dodał, że dopiero pod koniec listopada spotka się z lekarzem, który go operował i do tego czasu nie można określić, kiedy będzie gotowy do gry.

Tak więc Nuggets nie tylko nie wiedza jak długo w ich barwach będzie grał Melo, ale także nie mogą przewidzieć od kiedy będą mogli liczyć na Martina. Skoro termin styczniowy wzbudził taką reakcje, możliwe, że K-Mart poczeka znacznie dłużej.

I jak w tej sytuacji Nuggets mogą liczyć na dobry wynik w obecnym sezonie?
Melo miał rację, najwyższy czas na zmiany. Również w drużynie z Denver.


NBA

Kategoria: Nuggets

Magic zepsuli debiut Walla

paź29
2010
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

Magic rozpoczęli sezon zasadniczy, ale ich pierwszy mecz właściwie nie różnił się od niedawnych spotkań preseason. Tak samo jak w siedmiu meczach fazy przygotowawcze, także wczoraj w starciu z Wizards szybko osiągnęli dużą przewagę i pewnie wygrali. Już po pierwszej połowie prowadzili 24 punktami, a po trzeciej ich przewaga wzrosła do 31 i przez ostatnie 12 minut gospodarze mogli grać już wyłącznie rezerwowymi. To był start sezonu w bardzo dobrym stylu. Magic świetnie radzili sobie w ataku (55.8% z gry, 112pts), bardzo skutecznie grali w obronie (Wiazrds 37.2% z gry, 83pts) i zupełnie zdominowali walkę na tablicach, zbierając aż 28 piłek więcej (53-25).

Najlepiej zaprezentował się Howard, który nie tylko był najlepiej zbierającym (10) i blokującym (3), ale też i pierwszym strzelcem (23). Dwight trafił 7 z 9 rzutów z gry, a na linii rzutów wolnych stawał aż 19 razy, wykorzystał jednak tylko 9 z nich. Chociaż trzeba dodać, że w ofensywie kluczową rolę odgrywał dopiero w trzeciej kwarcie, gdy mecz był już właściwie rozstrzygnięty i zdobył wtedy 14 punktów. Poza nim, wyróżnić trzeba jeszcze Cartera (18pts/ 5reb) i Nelsona (16pts/ 6ast).

Szybko rozstrzygnięty mecz był okazją dla rezerwowych, trener Saunders dał szansę pokazania się wszystkim swoim 12 zawodnikom, natomiast w Magic przede wszystkim dłużej pograć mógł Gortat. W sumie spędził on na parkiecie 18 minut (w drugiej kwarcie i całą czwartą). Zaprezentował się bardzo dobrze i był najlepszym rezerwowym swojej drużyny, zdobył 8 punktów (3/4 z gry) i zebrał 7 piłek.

Dzisiaj Magic czekają derby Florydy i starcie z Heat w Miami. Tydzień temu w preseason nie doszło do tego spotkania z powodu śliskiego parkietu. Ale z parkietem w American Airlines Arena na pewno problemu nie będzie i czeka nas wspaniałe widowisko. Podstawowi zawodnicy Magic mogli wczoraj sporo odpoczywać (najdłużej grał Howard – 30 minut, pozostali nie spędzili na boisku więcej niż 24 minuty), dlatego zachowali dużo sił na ten mecz. Magic od samego początku preseason prezentują wspaniałą grę i będę zdeterminowani żeby w Miami potwierdzić, że to oni są lepszą drużyną, a Heat to na razie tylko trzy gwiazdy i nic więcej.

„Honestly, I’m sick of listening every hour about Miami — Miami that, how great they are, how big they are, what kind of record they gonna have. I get every day interviews back in Poland, people calling me about Miami, Miami, what you think about Miami? What you think about Big Three? I’m going to say the same thing: they are a great team, they have three superstars, they got a couple good role players on the team. They looking good on the paper, but they got to start winning.” powiedział Gortat po meczu z Wizards.

Zobaczymy kto wyjdzie zwycięsko z tego pojedynku. Ale niezależnie od wyniku, Bosh na pewno będzie zadowolony. Dlaczego? Bo mecz jego drużyny będzie pokazywany w ESPN. Wczoraj CB ujawnił, jaki był jeden z ważniejszych powodów jego przeprowadzki do Miami:

“Really, it’s all about being on TV at the end of the day. Seriously. A guy can average 20 (points) and 10 (rebounds), and nobody really cares. If you don’t see it (on U.S. national TV), then it doesn’t really happen.”

Grając w Rapotrs, Bosh nie miał wielu okazji pokazania swoich umiejętności szerokiej amerykańskiej publiczności. Natomiast teraz aż 2 z 3 pierwszych meczów Heat budzą ogromne zainteresowanie i są pokazywane przez ogólnokrajową telewizję. Dlatego grając w barwach Heat, Bosh ma pewność, że bardzo często będzie w telewizji. Jedyny problem jest taki, że jeśli szeroka publiczność nie widziała jak w Toronto odnotowuje on średnio te 20 punktów i 10 zbiórek, to teraz też tego nie zobaczy, ponieważ w Miami CB nie ma szans na takie osiągnięcia.

Zdjęcie dnia
Magic zepsuli debiut Johna Walla. Nie tylko spowodowali, że rozpoczyna on swoją przygodę z NBA od porażki, ale też sprawili, że była to najwyższa porażka w historii (-29pts), jaką zanotowała drużyna z debiutantem wybranym z pierwszym numerem w drafcie w pierwszym meczu sezonu. Wall w Orlando miał bardzo duże problemy z trafieniem do kosza. W całym spotkaniu oddał 19 rzutów, a trafił tylko 6 z nich, co daje mu kiepską skuteczność wynoszącą 31.6%. Ostatecznie jednak jego statystyki wyglądały całkiem nieźle – 14 punktów, 9 asyst i 3 przechwyty i bezsprzecznie był najlepszym zawodnikiem swojej drużyny. Pokazał próbkę swoich możliwości, ale nie był to tak dobry występ, jaki zaliczył w swoim debiucie jego główny rywal do nagrody ROY, Griffin. W kolejnych spotkaniach na pewno będzie lepiej.

Druga porażka Jazz
Po dwóch meczach, Jazz mają na swoim koncie dwie porażki. A przecież w preseason spisywali tak dobrze i po raz pierwszy w swojej historii wygrali wszystkie spotkania. Dobra passa zakończyła się wraz z rozpoczęciem sezonu. Najpierw przegrali w Denver, a wczoraj przed własną publicznością 14 punktami ulegli Suns. Ponownie nie najlepiej zaprezentował się Williams. Tak samo jak w pierwszym meczu, miał problemy ze skutecznością i tym razem trafił tylko 3 ze swoich 12 rzutów z gry. Tak więc po dwóch meczach jego skuteczność wynosi zaledwie 27%. Całe spotkanie D-Will zakończył z dorobkiem 13 punktów i 6 asyst. Jazz nie pomógł bardzo dobry występ ich duetu podkoszowego – Jefferson zdobył 20 punktów i zebrał 8 piłek, a Millsap zaliczył 19 punktów i 13 zbiórek.

Tymczasem Suns mogli liczyć nie tylko na Nasha (18pts/ 5ast), ale również na swoich świetnych rezerwowych. Zawodnicy z ławki zdobyli dla nich aż 50 punktów, o 34 więcej niż zmiennicy Jazz. Najbardziej wyróżniającym się rezerwowym był Warrick, który zanotował 18 punktów i 11 zbiórek. Grał pick&rolle z Nashem niczym Stoudemire i miał kilka akcji zakończonych bardzo efektownymi wsadami. Poza nim, bardzo dobrze zagrali także Dragic (11pts/ 6ast) i Frye (14pts).

Najlepsze akcje


NBA

Kategoria: NBAcodziennie

Najpopularniejsza drużyna w Cleveland

paź28
2010
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

W drugi dzień nowego sezonu rozegrano aż 13 spotkań, tak więc już 28 drużyn ma za sobą pierwszy mecz. Jedynie Magic i Wizards, którzy zmierzą się dzisiaj, czekają na rozpoczęcie sezonu.

Początek sezonu to przede wszystkim debiuty i to nie tylko pierwszoroczniaków, ale też i zawodników i trenerów w nowych drużynach. Dlatego dzisiaj skupię się właśnie na debiutach.

Najbardziej udany początek w swojej nowej drużynie zaliczył trener Scott, którego Cavs pokonali wczoraj Celtics. Po odejściu LeBrona Cavs zostali automatycznie uznani za jedną z najgorszych drużyn w lidze i zapewne ostatecznie rozgrywki zakończą na dnie tabeli, ale początek mają bardzo dobry. Pokonali Celtics, którzy dzień wcześniej okazali się lepsi od drużyny, do której przeniósł się ich były lider. A do tego, to właśnie Celtics wyeliminowali ich z zeszłorocznych playoffs, kiedy jeszcze James był w Cleveland. Teraz wygrali Cavs i nie potrzebowali do tego LeBrona. Nie potrzebowali nawet Williamsa i Jamisona. Pierwszy nie grał w tym meczu, a drugi wchodząc z ławki nie odegrał kluczowej roli (4pts/ 4reb). Do zwycięstwa poprowadził ich młody Hickson, 21 punktów i 6 zbiórek, a także Gibson, który zdobył wszystkie swoje 16 punktów w drugiej połowie. Scott może być dumny ze swojej drużyny, a Dan Gilbert już przewiduje świetny sezon Cavs – „Ta drużyna na pewno dostanie się do playoffs, a może i osiągnie coś więcej. Nie mogę się doczekać, żeby to zobaczyć. Mamy kilku naprawdę bardzo dobrych zawodników i kilku bardzo dobrych wchodzących z ławki. Niewiele drużyn ma tak wartościowych zmienników jak Jamison i Gibson. Kiedy myślisz o tym pod tym względem, i masz tak wartościowego trenera jakiego my mamy, wszystko się może zdarzyć.” Tak więc oczekujmy wielkich rzeczy po Cavs. Chociaż w Cleveland mają oni teraz bardzo silną konkurencję, którą są… Celtics. Po meczu Rivers słusznie stwierdził – „Myślę, że obecnie jesteśmy najpopularniejszą drużyną w Cleveland. Pokonaliśmy Miami i przegraliśmy z Cavs”. Rzeczywiście, po tych dwóch dniach sezonu trudno w Ohio nie lubić Bostończyków. Postarali się, by poprowadź humor wszystkimi kibicom Cavs, tak boleśnie doświadczonym podczas wakacji.

Jednak nie tylko Scott dobrze rozpoczął swoją przygodę z nową drużyna. Zwycięstwo w pierwszym meczu w roli trenera Nets zanotował Johnson. Jego drużyna prowadzona przez duet liderów pokonała Pistons. Lopez zagrał tak jak tego można było oczekiwać i był najlepszym zawodnikiem gospodarzy z dorobkiem 25 punktów, 9 zbiórek i 3 bloków. Ale świetnie zagrał również Harris, który w tym roku ma wrócić do poziomu All-Star. Po tym pierwszym występie można oczekiwać, że to będzie dla niego dobry sezon. Wczoraj miał na swoim koncie 22 punkty, 9 asyst i 2 przechwyty. Tak więc teraz Nets mają już zwycięstwo po pierwszym meczu, a rok temu musieli rozegrać aż 19, by w końcu cieszyć się z wygranej.

Dla Scotta i Johnsona były to pierwsze mecze w nowych drużynach, natomiast dla Monty’ego Williamsa wczorajszy mecz był debiutem w roli head coacha. Dzięki fantastycznej grze Paula, karierę trenerską rozpoczął od zwycięstwa nad Bucks. Lider Hornets zaliczył 17 punktów i 16 asyst, a skutecznie wspierał go West, który miał 22 punkty i 7 zbiórek, a grał tylko 27 minut ponieważ miał problemy z przewinieniami. Udany debiut w roli głównego trenera zaliczył również Larry Drew. Coach Hawks w Memphis mógł liczyć nie tylko na Johnsona (22pts/ 7ast), ale też i na świetną grę rezerwowych, którzy zdobyli 50 punktów (o 22 więcej niż zmiennicy Grizzlies). Najlepszym zmiennikiem Hawks nie był jednak Crawford (13pts), a Pachulia – 17 punktów, 11 zbiórek i 2 bloki.

Kolejnym trenerem, który prowadzenie drużyny rozpoczął od zwycięstwa jest Keith Smart. Pod jego wodzą nie zmienił się ofensywny styl gry Warriors i wczoraj zaprezentowali rewelacyjny atak zdobywając aż 132 punkty. Imponował przede wszystkim Ellis, który na otwarcie sezonu w Oakland ustanowił swój nowy rekord kariery – 46 punktów. Warto dodać, że zaliczył je z bardzo wysoką skutecznością 75% z gry. Świetnie zaprezentował się również Curry, który miał 25 punktów i 12 asyst, a także debiutujący w barwach Warriors Lee (17pts/ 15reb/ 6ast).

Ale nie wszystkim trenerom rozpoczynającym pracę w nowej drużynie, udało się rozpocząć sezon od zwycięstwa. Porażki zanotowali Thibodeau, Del Negro i Collins.

Bulls okazali się gorsi od Thunder w Oklahomie. Zawodnicy z Chicago muszą jeszcze nauczyć się defensywy swojego nowego trenera. Na razie mieli duże problemy z zatrzymaniem rywali i co chwilę ich faulowali, dając okazję Thunder do łatwych punktów. W sumie gospodarze zdobyli 38 punktów z wolnych (47 oddanych rzutów), podczas gdy Bulls na linii rzutów wolnych stawali tylko 22 razy, a trafili 13 z nich. Dlatego nie pomógł im nawet fantastyczny występ Noah (18pts/ 19reb/ 2blk), a także bardzo dobra gra Gibsona (16pts/ 11reb), zastępującego w pierwszej piątce kontuzjowanego Boozera. Tymczasem Rose zdobył ostatecznie 28 punktów, ale miał problemy z celnością i żeby zaliczyć swoje punkty musiał oddać aż 31 rzutów z gry (trafił 12).

Doug Collins, nowy trener Sixers, ma dobrą wymówkę, ponieważ przegrał z Heat. W drużynie z Philly bardzo słabo zagrała pierwsza piątka, a przede wszystkim trójka: Kapono, Hawes i Holiday, którzy łącznie zdobyli 8 punktów trafiając ledwie 3 z 16 rzutów z gry. Również Del Negro przegrał swój pierwszy mecz w roli szkoleniowca Clippers i on także miał problemy z bardzo słabą grą podstawowych zawodników. Trójka Davs-Kaman-Gomes spudłowała łącznie aż 27 z 35 rzutów (19 punktów). Zarówno w Clippers jak i w Sixers trenerzy przegrali swoje debiuty, ale za to w obu drużynach bardzo dobrze zaprezentowali się pierwszoroczniacy.


Wspaniały Griffin
W LA bardzo długo czekali na debiut Griffina, ale w końcu się doczekali. Nowy gwiazdor Clippers nie zawiódł i świetnie rozpoczął swoją karierę w NBA. Rozpoczął od dwóch efektownych wsadów, poza tym fantastycznie radził sobie w walce na tablicach, a raz nawet przeprowadził kontrakt i skutecznie podał do Gordona. Ostatecznie zdobył 20 punktów (8/14 z gry), zebrał 14 piłek i zaliczył 4 asysty. To jest debiut godny zawodnika aspirującego do miana ROY. Po raz kolejny, ale po raz pierwszy w meczu sezonu regularnego, Griffin pokazał, że jest wybitnym zawodnikiem i będzie prawdziwą gwiazdą.

Udany występ na rozpoczęcie kariery miał także drugi pick draftu 2010. Turner w preseason grał nierówno, ale wczoraj w meczu z Heat był wyróżniającym się zawodnikiem Sixers. Wchodząc z ławki zanotował 16 punktów (7/10 z gry), 7 zbiórek i 4 asysty. Dobre spotkanie rozegrał również Cousins (14pts/ 8reb/ 5ast), który pod nieobecność Evansa pomógł Kings pokonać Wolves i po raz pierwszy od 7 lat wygrać mecz otwarcia. Tymczasem w drużynie z Minneapolis wyróżniał się Johnson, zaliczył 13 punktów i 4 zbiórki. Nie można także pominąć Favorsa, który swoją przygodę z NBA rozpoczął od 8 punktów i 10 zbiórek.

A co bardzo istotne, teogoniczni debiutanci w swoich pierwszych meczach zaprezentowali kilka bardzo efektownych akcji. Nie tylko Griffin pokazał imponujące wsady. Świetny dunk wykonał również Johnsona, a Favors mógł pochwalić się ładnie zakończonym alley oopem.

Wielkie Trójki
Zakończyliśmy kwestie debiutów, teraz skupmy się na tercetach gwiazd. Na początek wzbudzająca największe emocje Wielka Trójka Heat. Po porażce w Bostonie, wczoraj zagrali znacznie lepiej w Filadelfii, ale też i rywala mieli znacznie łatwiejszego. W pierwszym meczu w trójkę spędzili na parkiecie w sumie ponad 29 minut, a Heat w tym czasie byli 8 punktów na minusie. Teraz grali razem niespełna 25 minut, a ich drużyna była wtedy 5 punktów na plusie. Najlepiej zagrał Wade, który słabo spisał się w Bostonie. Pojedynek z Sixers zakończył z 30 punktami, 7 zbiórkami, 4 asystami, 3 przechwytami i 2 blokami. LeBron miał 16 punktów, 7 asyst i 6 zbiórek, ale ponownie miał też problem ze stratami i popełnił ich aż 9. Natomiast Bosh zanotował 15 punktów i 9 zbiórek.

Jednak to nie trójka z Miami błyszczała wczoraj najjaśniej. Znacznie lepiej zagrał młody gwiazdorski tercet z Oklahomy. Przede wszystkim Durant potwierdził, że rzeczywiście w tym sezonie będzie głównym kandydatem do MVP (30pts/ 7reb/ 3stl). Do tego Westbrook popisał się swoja wszechstronnością (28pts/ 10reb/ 6ast), a Green skutecznie ich wspierał (21pts). Z tak świetnie grającymi liderami, Thunder nie mogli przegrać z Bulls.

Kolejną trójką gwiazd, która poprowadziła swoją drużynę do zwycięstwa był doświadczony tercet Spurs. Duncan trafił aż 10 z 12 rzutów z gry zdobywając 24 punkty, do tego dołożył 12 zbiórek i 4 bloki. Parker zaliczył 20 punktów i 9 asyst, a Ginobli aż 5 razy trafiał za trzy (22 punkty). Dzięki temu drużyna z San Antonio rozpoczęła sezon od popisu ofensywnego i 122 punktów w starciu z Pacers. W drużynie z Indiany również bardzo dobrze zagrała trójka zawodników – Granger (26pts), Hibbert (28pts/ 9reb/ 3blk) i Collison (19pts/ 7ast).

Kto jeszcze się wyróżnił?
W Heat gwiazdami są James, Wade i Bosh, ale we wczorajszym meczu wyróżniającą się postacią był również James Jones. Pod nieobecność Millera, gra on znacznie więcej i dobrze wykorzystuje tą szansę do pokazania swojej wartości. Wchodząc z ławki w meczu z Sixers zdobył 20 punktów, trafił 70% swoich rzutów z gry, w tym aż 6 z 9 trójek. Kluczową rolę odegrał w drugiej kwarcie, kiedy trafił 4 razy za trzy podczas serii 16-2 dla Heat.

Chandler w tym sezonie został przesunięty na ławkę Knicks, a w pierwszej piątce zastąpił go debiutujący Landry Fields. W roli szóstego zawodnika zaprezentował się bardzo dobrze i w meczu z Raptors był pierwszym strzelcem swojej drużyny. Zdobył 22 punkty, zebrał 8 piłek i zaliczył 2 bloki.

Mavs rozpoczęli sezon od pewnej wygranej nad Bobcats. Rewelacyjnie zagrali Nowitzki i Kidd. Dirk miał 28 punktów (11/13 z gry) i 13 zbiórek, a J-Kidd 12 punktów i aż 18 asyst (przy tylko jednej stracie).

Do zwycięstwa nad Jazz drużynę z Denver w największym stopniu poprowadzili Anthony (23pts) i Afflalo (22pts). Ale ważną rolę odegrał też Shelden Williams, który zaliczył bardzo udany debiut w barwach Nuggets. Wyszedł w pierwszej piątce i przez 28 minut zebrał 16 piłek, a także zdobył 8 punktów.

Preseason nic nie znaczy
Jazz i Grizzlies zakończyli preseason z bilansem 8-0, ale pierwszy mecz sezonu już przegrali. Grizzlies grali bez Gasola, a do tego w tracie meczu stracili Randolpha z powodu urazu pleców i ulegli Hawks. Jest to już ich 10 z rzędu przegrana na rozpoczęcie sezonu. Od czasu przeprowadzki do Memphis jeszcze nigdy nie wygrali swojego pierwszego meczu. Natomiast Jazz okazali się gorsi od Nuggets i przegrali aż 22 punktami. Nowy nabytek drużyny z Utah, Jefferson (6pts/ 7reb) potrzebuje jeszcze sporo czasu, by przystosować się do swojej nowej drużyny.

Nie najlepiej sezon zaczęli także Rockets, są pierwszą drużyną, która po dwóch meczach ma bilans 0-2. W Oakland grali bez Yao, który nie będzie występował w meczach rozgrywanych dzień po dniu. Drużynie z Houston nie pomógł fantastyczny występ Scoli i dobry mecz Martina. Argentyńczyk zdobył aż 36 punktów i zbierał 16 piłek. Natomiast Martin miał problemy ze skutecznością z gry (5/14), ale na linii był nieomylny i trafił wszystkie 17 prób, a ostatecznie miał na swoim koncie 28 punków.

Najlepsze akcje:


NBA

Kategoria: NBAcodziennie

Album rodzinny (2)

paź27
2010
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

To zdjęcie zostało zrobione przed sezonem 2002/03. W Memphis było wtedy czterech zawodników spoza Stanów. Wśród nich debiutanci: Cezary Trybański z Polski, Goran Giricek z Chorwacji i Robert Archibald ze Szkocji, a także drugoroczniak Pau Gasol z Hiszpanii. To był pierwszy sezon, w którym mieliśmy swojego reprezentanta w najlepszej lidze świata.

Po 8 latach, z tej czwórki w lidze gra nadal tylko Gasol. Jest on obecnie jednym z czterech Hiszpanów w NBA. Polacy na szczęście też mają swojego zawodnika, a do tego Gortat reprezentuje nasz kraj o niebo lepiej niż Pan Czarek. Natomiast następców Giriceka i Archibalda w tym roku nie ma.

Gasol i Gortat to dwójka z 84 zawodników z 38 krajów poza USA, którzy w tym sezonie znaleźli się w składach 28 drużyn NBA (tylko Pacers i Clippers nie mają graczy międzynarodowych – oczywiście Kaman grał dla Niemiec, ale nie jest on liczony jako międzynarodowy zawodnik, podczas gdy np. Duncan reprezentujący USA jest już międzynarodowy, ponieważ urodził się na Wyspach Dziewiczych). Jest to rekord NBA, poprzedni ustanowiono na starcie rozgrywek 2006/07, kiedy w lidze było 83 zawodników z 37 krajów. Obecnie najwięcej swoich reprezentantów mają Francuzi, aż 11, a kolejni na liście Turcy – 5. Natomiast najbardziej międzynarodową drużyną są w tym sezonie Raptors. W ich składzie, poza Amerykanami, jest 6 zawodników z 6 różnych krajów – Australia (Andersen), Brazylia (Barbosa), Hiszpania (Calderon), Litwa (Kleiza), Nigeria (Alabi) i Włochy (Bargnani).


NBA

Kategoria: album rodzinny

Sezon 10/11 wystartował

paź27
2010
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Adam Szczepański

Doczekaliśmy się! Wreszcie nadszedł ten dzień/noc i rozpoczął się nowy sezon NBA. W końcu na boisko wyszli zawodnicy i grali o coś.

Na początek mieliśmy 3 mecze. Pierwszym był oczywiście pojedynek na szczycie wschodu i pierwszy występ Wielkiej Trójki Heat w komplecie. Na zachodzie Lakers odebrali swoje mistrzowskie pierścienie, a w spotkaniu budzącym najmniejsze zainteresowanie Blazers łatwo rozprawili się drużyną Suns-bez-Amare.

Ruszył sezon, dlatego rusza też NBAcodziennie i tak jak w poprzednim sezonie, także teraz będę codziennie opisywał najciekawsze wydarzenia dnia. Jako, że byliśmy świadkami pierwszego dnia sezonu warto podsumować co zobaczyliśmy na otwarcie:

♦ Rondo potwierdził, że jest jednym z najlepszych playmakerów w lidze i zanotował aż 17 asyst. Jest to trzecia najwyższa liczba asyst w historii ligi na otwarcie sezonu (wyrównał osiągniecie Oscara Robertsona, przed nimi są Tim Hardaway z 18 i John Stockton z 19 asystami). Poza tym, Rondo utrzymał swój nowy boiskowy image, który mogliśmy już zobaczyć w preseason. Gra bez opaski, w której występował od początku kariery. W pewnej części jest to związane z nowymi wytycznymi ligi. Nie można już mieć opaski odwróconej, tak że logo NBA jest do góry nogami, a tak właśnie swoją nosił Rondo.

♦ Najstarszy zawodnik obecnego sezonu, Shaq nadal potrafi biegać do kontry i kończyć ją efektownym wsadem.

♦ Trójka gwiazd z Miami w pierwszym meczu ograniczyła się do jednej gwiazdy – King Jamesa. Wade po kontuzji jeszcze nie wrócił do swojej normalnej dyspozycji, a Bosh ciągle przegrywa rywalizację z KG. W rezultacie, w debiucie w barwach Heat, LeBron zdobył 31 punktów, z czego 15 w trzeciej kwarcie, kiedy pomógł swojej nowej drużynie odrobić część strat. Póki co ten pierwszy mecz bardziej przypomniał LeBrona w Cavs, niż w gronie gwiazd. Wielka Trójka potrzebuje jeszcze trochę czasu, żeby nauczyć się skutecznie współpracować i wykorzystać swój ogromny potencjał.

♦ LeBron dogonił Iversona. Po raz siódmy w karierze miał mecz, w którym zdobył co najmniej 30 punktów, ale też popełnił przynajmniej 8 strat. Od sezon 2003/04 Iverson i teraz LeBron zanotowali 7 takich występów, za nimi jest Bryant z sześcioma.

♦ Heat nie zakończą sezonu z bilansem 82-0, Wade przeprasza – „ To jeden mecz z 82. Przepraszam jeśli wszyscy myśleli, że idziemy po 82-0. To się nie stanie.”

♦ Ilgauskas powinien być startowym zawodnikiem Heat i grać dłużej. Dlaczego? Wczoraj na boisku spędził tylko 11 minut, a w tym czasie jego drużyna była 17 punktów na plusie (poza nim w Heat dodatni wskaźnik +/- miał jeszcze tylko James: +1).

♦ Pojedynek Wielka Trójka Celtics vs. Wielka Trójka Heat był ostatecznie bardzo wyrównany. Celtics: 49 punktów (48.4% z gry), 20 zbiórek, 7 asyst, 4 przechwyty, 0 bloków, 11 strat – Heat: 52 punkty (35.4% z gry), 16 zbiórek, 11 asyst, 5 przechwytów, 3 bloki, 15 strat. Jednak wczoraj najlepszą trójkę gwiazd mieli Lakers, Bryant, Gasol i Odom zanotowali łącznie – 70 punktów (49% z gry), 26 zbiórek, 10 asyst, 2 przechwyty, 2 bloki i 8 strat.

♦ Słaby preseason nic nie znaczy dla Kobe’go, w sezonie znowu pokazał klasę, chociaż nadal miał problemy ze skutecznością. Na swoim koncie miał 27 punktów (8/20 z gry), 7 asyst i 5 zbiórek.

♦ Zawodnicy Lakers odebrali mistrzowskie pierścienie, a następnie pokazali swój mistrzowski charakter. Po pierwszej połowie przegrywali z Rockets 11 punktami, ale rozegrali świetną drugą połowę i skutecznie egzekwowali ostatnie akcje.

♦ Nowy w barwach Lakers – Blake już w pierwszym meczu pokazał, że jest właściwym zawodnikiem do tej drużyny i w decydującym momencie potrafił zdobywać ważne punkty. W sumie trafił 3 trójki na 4 próby i miał 10 punktów.

♦ Scola utrzymał wysoką formę, którą prezentował podczas Mistrzostw Świata. W LA zdobył 18 punktów i zebrał aż 16 piłek.

♦ Yao nie utrzymał się na parkiecie 24 minuty, które miał grać. Z powodu 6 fauli spędził na boisku 39 sekund krócej niż jego limit. Zaprezentował się jednak bardzo dobrze jak na zawodnika wracającego po rocznej przerwie – 9 punktów, 11 zbiórek i 2 bloki.

♦ Turkoglu to nie Stoudemire. W swoim pierwszym meczu w Suns w roli silnego skrzydłowego Hedo miał tylko 6 punktów (2/7) i 3 zbiórki przez 27 minut gry.

♦ Suns nadal mogą liczyć na Nasha. W Portland był najlepszym strzelcem swojej drużyny z dorobkiem 25 punktów. Jednak Nashowi widocznie brakuje Stoudemire’a. Zaliczył tylko 6 asyst, a popełnił aż 9 strat.

♦ W Blazers nadal numerem jeden jest Roy (24 punkty i 6 asyst), ale to Batum był gwiazdą wczorajszego meczu. Drużyna gospodarzy zakończyła spotkanie z Suns serią 18-1, z czego aż 11 punktów w tym czasie należało właśnie do Francuza. Ostatecznie Batum miał ich 19, do tego dołożył 11 zbiórek.

Zdjęcie dnia

Phil odebrał wczoraj swój 11 pierścień. Wszystkie palce ma już zajęte, dlatego ten będzie musiał chyba zakładać na stopę. Warto dodać, że podczas ceremonii wręczenia pierścieni zawodnicy Lakers przedstawiali siebie nawzajem. Warto obejrzeć.

Najlepsze akcje


NBA

Kategoria: NBAcodziennie
« Older Entries

4kwarta NEWS

  • NBA playoffs Top 5 (17.05)
  • NBA playoffs Top 5 (16.05)
  • NBA playoffs Top 10 (15.05)
  • Small Market, Big Heart
  • NBA playoffs Top 5 (14.05)
  • Przed drugą rundą – zachód
  • NBA playoffs Top 5 (13.05)
  • NBA playoffs Top 5 (12.05)
  • Przed drugą rundą - wschód
  • NBa playoffs Top 5 (11.05)
  • NBA playoffs Top 10 (10.05)
  • NBA playoffs Top 5 (9.05)

Blog

  • NBAcodziennie
  • Archeobasketologia
  • Power Ranking
  • NCAA
  • Podcast
  • TRADE RUMORS
  • Airball spod kosza
  • NCAA od podstaw
  • Skarb Kibica NBA 2011/12
  • Overtime
  • Archiwum

Warto przeczytać

  • Airball spod kosza: 44 mecze pierwszej rundy
  • Smaczki i krzaczki – pierwsza runda
  • O Drafcie, NCAA i limicie wiekowym
  • Airball spod kosza: Mistrzowie na wakacjach, myślą o przyszłości
  • Przygotowania Olka Czyża do Draftu
  • Rookie Ranking vol.4
  • Nagrody 4kwarty za sezon 2011/12
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: straty
  • O Rajonie ciąg dalszy
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: bloki

W halach NBA (galeria)

Wyniki

Dołącz do nas

Współpraca

Linki

  • about NCAA
  • MVP Magazyn
  • NBA & NCAA na DVD
  • PolskiKosz.pl
  • RotoStrefa. Nasz Punkt Widzenia.
  • Sport24.pl
  • Typy NBA
  • widziane z półdystansu
  • wyniki na żywo

Szukaj

buttony

blog Czwarta Kwarta - to co najważniejsze o NBA Cavs.e-nba.pl - serwis poświęcony Cleveland Cavaliers Daveknot Enbiej.pl - NBA, koszykówka HORNETS.PL IVERSON.probasket.pl Nasz Kosz NBA Every Day - NBA, NCAA, koszykówka NBAonline Denver Nuggets poprostubasket.bloog.pl – Koszykarski blog Slamdunk League ToplistaNBA Typer - zabawa bukmacherska Wysoko nad obręczą – Koszykówka w szerokiej perspektywie Zawsze po pierwsze Koszykówka

EvoLve theme by Theme4Press  •  Powered by WordPress Czwarta-Kwarta.com
to co najważniejsze o NBA

Switch to our mobile site