Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
8.02.2007
Halftime
- połowa sezonu 2006/07
Magic bardzo dobrze zaczęli ten sezon i wydawało się, ze mogą być tą drużyną, która będzie największym objawieniem sezonu. Jednak z każdym kolejnym tygodniem grają słabiej i nie wygrywają już tylu spotkań, co na początku. Chociaż ich obecna pozycja numer 7 na wschodzie nie jest tak wysoka jak wcześniej, kiedy byli w ścisłej czołówce, to jest to dobre miejsce. Patrząc na ich możliwości przed sezonem nie byli typowani jako pewni playoffs. Teraz mimo, ze grają słabiej to ciągle wydaje się, że nie powinni mieć aż tak dużego kryzysu by się do rozgrywek posezonowych nie zakwalifikować.
Celtics w tym sezonie stali się jedną z najgorszych drużyn w NBA. Obecnie tylko Grizzlies mają więcej porażek od nich. I tak samo jak w zespole z Memphis, Celtics zaczęli przegrywać, kiedy z powodu kontuzji stracili swoją gwiazdę. Pierce opuścił już 24 spotkania, a drugi strzelec drużyny, Szczerbiak, pauzował w 18 meczach. To na pewno poważne osłabienie dla zespołu, ale mają oni sporo młodych graczy, którzy w tegorocznych rozgrywkach poczynili widoczne postępy. Jefferson, Gomes i West stali się najważniejszymi zawodnikami Celtics, także Green gra coraz lepiej. Również tegoroczni debiutanci spisują się całkiem nieźle, zawodzi natomiast pozyskany z Blazers, Telfair. Ta gwiazda szkół średnich nie potrafi rozwinąć swojego talentu w NBA. Wydawało się, ze przeprowadzka z Portland, pomoże mu, a w nowym klubie zacznie w końcu grać na miarę swoich możliwość. Jednak tak się nie stało, a Telfair powoli schodzi na pozycję trzeciego rozgrywającego, ponieważ coraz lepiej spisuje się Rondo. Fatalna postawa Celtics to także wina trenera Riversa, który nie ma pomysłu na grę drużyny. I nawet, gdy miał do dyspozycji zdrowego Pierce'a, na początku sezonu, to jego zespół nie prezentował się znacznie lepiej.
Trzeci rok z rzędu Nash rozgrywa rewelacyjny sezon, a Suns są jedną z najsilniejszych drużyn. Wszystko wskazuje na to, że obecne rozgrywki mogą być dla nich nawet lepsze od sezonu 2004/ 05, kiedy wygrali 62 spotkania i zapewnili sobie miejsce numer jeden w NBA. Teraz nie wiadomo, czy uda im się zająć pierwszą pozycję, bo o nią będą musieli stoczyć zacięty bój z Mavs, ale na pewno mają szansę wygrać więcej meczy niż wtedy. Suns mimo, że rok temu zdobywali bardzo dużo punktów w tym roku jeszcze bardziej poprawili swoje osiągnięcia. Obecnie mają ich średnio 111.3, przy rewelacyjnej skuteczności z gry 49.8% i 39.8% za trzy. A co najważniejsze, przy wzroście zdobywanych punków, przeciętnie tracą ich tyle samo, co w ubiegłym sezonie. Przy takich osiągnięciach ten sezon to może być rok Suns. Potwierdziły to dwie serie zwycięstw, 15 i 17 wygranych z rzędu.
Na pewno bardzo ważnym elementem sukcesu drużyny z Phoenix jest powrót Stoudemire'a. Po tym jak stracił cały sezon, nie było wiadomo czy od razu będzie potrafił odbudować swoją wysoką formę. Po pierwszych meczach sezonu, kiedy rzeczywiście grał słabo, szybko stał się pierwszym strzelcem zespołu. Oczywiście nie jest to ten sam Amare co dwa lata temu, ale po tak długiej przerwie można było tego oczekiwać. Zaskakujące jest natomiast to, że dwukrotny MVP, Nash rozgrywa najlepszy sezon w swojej karierze. Kiedy dostawał drugą z rzędu nagrodę dla najwartościowszego gracza wyglądało na to, że jego gra jest na tak wysokim poziomie, że już lepiej nie będzie w stanie grać. Jednak Nash po raz kolejny udowadnia swoją wielkość. Ważnym czynnikiem jest także fakt, że aż pięciu zawodników zdobywa średnio ponad 15 punktów, co się bardzo rzadko zdarza. A tuż za nimi jest Diaw, który ma średnio ponad 10 punktów.
Bardzo prawdopodobne, że Suns będą mieli kolejną fantastyczną serię zwycięstw i ostatecznie uda im się pokonać Mavs w walce o pierwsze miejsce. Pozostaje tylko pytanie czy atakiem można wygrać mistrzostwo. Ostatnie lata pokazywały, że nie do końca. Teraz Suns będą mieli kolejną szansę by potwierdzić swoją teorię, że ofensywą nie tylko wygrywa się sezon zasadniczy. A ich obecna siła ataku pozwala sądzić, za mają oni spore szansę, aby udowadniać, że się nie mylą.
Jednak Warriors ciągle nie byli drużyną, która byłaby w stanie grać jak równy z równym z najlepszymi zespołami zachodu. Dlatego zdecydowano się na wymianę z Pacers. Pozbyto się Dunleavy'ego, który grał znacznie poniżej oczekiwać i zarobków. W taktyce Nelsona także nie potrafił się odnaleźć, dlatego dla Warriors najlepszym rozwiązaniem było jego oddanie. W wymianie stracili także Murphy'ego, który jest solidnym zawodnikiem na pozycję cztery/ pięć, ale również nie do końca pasował do nowej koncepcji trenera. Najciekawszą decyzją generalnego managera, Mullina, związaną z tą wyminą była zgoda na włącznie w nią Diogu. Rok temu wybrał go bardzo wysoko w drafcie (numer 9), i pomimo, że w tym sezonie niczym szczególnym się nie wyróżniał, to wiadomo, że jest to gracz przyszłościowy. Już w poprzednich rozgrywkach nie raz potwierdzał swój talent i ma potencjał, aby stać się naprawdę dobrym graczem podkoszowym w przyszłości. I to właśnie jego oddanie może być największą stratą w tej wymanianie z perspektywy czasu dla Warriors.
Z Indiany dostali Harringtona, o którego walczyli w czasie letniej przerwy. Wtedy nie udało im się go pozyskać, ale widać sporą determinację GM w walce o tego zawodnika. Ostatecznie udało mu się go sprowadzić go do Golden State. Jest to gracz, który potrafi grać w szybkim ataku, może walczyć pod koszem z wyższymi zawodnikami, a także potrafi dobrze zbierać. Taktyka Warriors powinna pasować Harringtonowi, pozowali mu ona dobrze wykorzystać jego umiejętności i grać na prawdę efektywnie. Kolejny zawodnik, Jackson, to ważny gracz pod względem jego doświadczenia. Drużyna walcząca o playoffs potrzebuje takiego weterana, który wie jak się wygrywa najważniejsze mecze i potrafi trafić ważne rzuty. Warriros dostali także Jasikeviciusa, który nie umiał wykorzystać swojego talentu w Indianie. Pod wodzą Nelsona, jest szansa, że zacznie w końcu grać lepiej. Ten sezon potwierdził, że w jego taktyce prawdziwe talenty potrafią się rozwinąć. Może Sarunas też na tym skorzysta i stanie się kluczowym rezerwowym.
Warriors mają silną drużynę, która spokojnie może myśleć o playoffs. Na pewno będą się liczyć w walce o miejsce w najlepszej ósemce do samego końca. Jednak prawdopodobnie w tym sezonie nie uda im się tego osiągnąć. Ponieważ drużyny bezpośrednio z nimi rywalizujące o to miejsce, są od nich w tym momencie silniejsi. Ale widać, że drużyna jest mądrze budowana i staje się coraz lepsza.
Przyjście do Golden State Dona Nelsona znacząco zmieniło grę Warriors. Otworzyli się na atak, grają znacznie lepiej i skuteczniej niż rok temu, okazało się także, że w składzie mają dużo więcej przydatnych zawodników niż można był przypuszczać. Ellis, Biedrins, Pietrus i Barnes to objawienia tego sezonu w ekipie Warriors. W dużej mierze dzięki ich postępowi drużyna gra znacznie lepiej, a trener Nelson ma długą ławkę rezerwowych.
Wizards są obecnie drugą najlepiej grającą drużyną w ataku. Ich ofensywa nie opiera się na trzech super strzelcach. Arenas, Butler i Jamison zdobywają razem średnio ponad 70 punktów. Ale oczywiście liderem i główną gwiazdą zespołu jest 'Agent 0'. Jego zdaniem został on niedoceniony najpierw przez trenerów podczas wyboru do All-Star Game 2006 (wybrał go dopiero Stern na miejsce kontuzjowanego J. O'Neala), potem nie dostał powołania na mistrzostwa świata. To było dla Arenasa bardzo mobilizujące i teraz rozgrywa najlepszy sezon w swojej karierze, udowadniając, że rzeczywiście jest prawdziwą gwiazdą NBA. Rewelacyjnie gra także Butler, który odnotował widoczny postęp w większości swoich statystyk i stał się drugim strzelcem Wizards. Trochę słabiej pod względem swoich zdobyczy gra natomiast Jamison, ale jest to spowodowane głównie większym udziałem w grze Butlera.
Wizards są obecnie tylko za Suns pod względem zdobywanych punktów (107). Ale skoncentrowanie się na ataku spowodowało duże pogorszenie w defensywie. Obecnie tracą średnio 106.2 punktów, co daje im 29 najgorszą obronę pod tym względem. Jednak jest to normalne w sytuacji, gdy drużyna w tak dużym stopniu decyduje się kłaść nacisk na atak. Na razie ta taktyka przynosi pozytywne efekty, dlatego słabość obrony nie jest w tym momencie dla nich dużym problemem.
Trio gwiazd drużyny z Waszyngtonu ma także solidne wsparcie. Bardzo dobrym wzmocnieniem okazało się pozyskanie Stevensona. Jest on czwartą opcją w ataku i dobrze sobie radzi u boku Areansa, jako jedynko-dwójka. Tak samo jak w poprzednim sezonie najlepszym rezerwowym jest Daniels. Dobrze grają także zawodnicy podkoszowi, Haywood i Thomas, którzy mają dobre osiągnięcia w zbiórkach i punktach. Zwłaszcza walka na tablicach jest w taktyce Wizards bardzo istotna, przy tak dużej ilości rzutów, zbiórki i ponowienia akcji są dla nich bardzo istotne.
Problemy drużyny spowodowały ich najgorszą w historii klubu serię porażek, obecnie mają na koncie 16 kolejnych meczy bez zwycięstwa. Powrót Pierce'a już nie wpłynie na znaczną poprawę gry Celtics. Na pewno wygrają więcej spotkań, ale nie na tyle, aby zająć chociażby pozycję w pierwszej dziesiątce. Dlatego muszą teraz pomyśleć o przyszłości zespołu.
W poprzednim sezonie czołowym zawodnikiem drużyny z Golden State był Richardson, zdobywał ponad 20 punktów i wydawało się, że tymi występami zapewnił sobie pewne miejsce numer jeden w zespole. Jednak tegoroczne rozgrywki zaczął bardzo słabo, a kontuzja zmusiła go do opuszczenia już 26 spotkań. Jest to kolejny sezon, w którym tacą swojego ważnego gracza. Rok temu gwiazda Warriors, Davis, opuścił prawie 30 meczy. Teraz jest on zdrowy i ponownie stał się pierwszoplanową postacią zespołu. W tym sezonie ma on także bardzo dobre wsparcie. Tuż obok niego gra młody Ellis, który staje się coraz ważniejszym zawodnikiem.
Pierwszoplanową gwiazdą zespołu z Orlando jest oczywiście Howard, który z każdym sezonem gra coraz lepiej i staje się jednym z najlepszych środkowych w NBA. Jednak poza swoimi rewelacyjnymi statystykami zbiórek i bloków, jego słabością są zdobycze punktowe. Ma on bardzo wysoką skuteczność rzutów z gry i ma możliwości, aby dominować pod koszem także w ataku. Ale musi być lepiej wykorzystywany przez partnerów i lepiej kreowana powinna być dla niego gra. Ważna jest tu pozycja rozgrywającego, Nelson gra bardzo dobrze i jest solidnym punktem drużyny. Jednak nie jest on typem playmakera, który potrafiłby w każdym meczu odnotować ponad 10 asyst. A raczej combo guardem, który nieraz woli sam rzucić niż podać. I przynajmniej na razie nie potrafi skuteczniej kreować lidera Magic. Dla zespołu z Orlando, w tym sezonie dużym wzmocnieniem jest zdrowie Hilla. Ostatnio znowu musi pauzować w kilku meczach, ale wiadomo, że nie jest on już w stanie rozegrać w sezonie 82 spotkań. W tym roku rozegrał większość meczy i jest bardzo ważnym zawodnikiem, jeśli drużyna maja odnieść sukces. Jest on najbardziej doświadczonym graczem i niezbędnym liderem dla młodszych partnerów.
Magic mają trzecią najlepszą defensywę pod względem traconych punktów (średnio 92.8), a zarazem trzecią najsłabszą ofensywę zdobywając ich zaledwie 94.1. Bilans pomiędzy atakiem i obroną jest bardzo potrzebny, jeśli chcą zapewnić sobie stałe miejsce w elicie wschodu. Jednak ich potencjał w ataku nie jest na tyle duży by móc w tym sezonie to zmienić. Magic potrzebują klasycznego strzelca, który pomoże im zdobywać więcej punktów, albo bardziej aktywnego w tym elemencie Howarda.
Drużyna z Orlando gra w tych rozgrywkach seriami, zaczęli od 13 zwycięstw w 17 meczach. Potem, w następnych 14 spotkaniach odnieśli zaledwie cztery zwycięstwa, następnie mieli serię pięciu wygranych, a w ostatnim czasie odnotowali bilans 3-10. Jeśli ich wahania będą trwać dalej, wygląda na to, że teraz przyjdzie czas na zwycięstwa i umocnienie swojej pozycji w najlepszej ósemce wschodu. Powinni zakwalifikować się do playoffs, co w porównaniu z oczekiwaniami przedsezonowymi jest znacznie lepszym wynikiem niż można było oczekiwać.
Mogą podjąć decyzje i działania, które pomogą im za rok powrócić do playoffs. Mówi się, że do Bostonu w ramach wymiany może zostać pozyskany Gasol, co dałoby Pierce'owi naprawdę silne wsparcie. Ale to na razie pozostaje w sferze spekulacji. Jednak wiadomo, że Pierce chciałby, aby władze Celtics wykorzystały fakt, że będą mieli wysoki numer draftu 2007 i wymienili go za uznanego zawodnika. I wydaje się, że byłoby to bardzo rozsądne rozwiązanie dla zespołu z Bostonu. Mają oni już sporo młodych graczy, a kolejny tylko przedłużyłby czas budowy silnej drużyny. Nawet bardzo dobry debiutant nie pomógłby Pierce'owi poważnie myśleć o walce w playoffs. Pierce dostałby partnera, z którym mógłby już teraz stworzyć silnych Celtics, ponieważ nie ma on już czasu, aby czekać aż jego młodzi partnerzy staną się gwiazdami.
Obecnie Wizards są drudzy na wschodzie. Jednak kontuzja Jamisona, która wykluczy go z gry na kilka tygodni, trochę osłabi ich siłę. Może to spowodować, że ostatecznie stracą tą pozycję. Ale mają dużą szansę na utrzymanie czołowego miejsca i prawdopodobnie będą w pierwszej czwórce.