Copyright Czwarta-Kwarta.com   Wszelkie prawa zastrzeżone
STRONA GŁÓWNA         KONTAKT
4.02.2007
Halftime
- połowa sezonu 2006/07
Przed sezonem postawa Wolves była sporą zagadką. Wiadomo było, że muszą dostać się do playoffs, bo w innym wypadku perspektywa odejścia Garnetta z klubu stałaby się jeszcze bardziej realna. Ale w czasie wakacji nie pozyskali zawodników, którzy mogliby zagwarantować miejsce w najlepszej szesnastce drużynie z Minnesoty.
Ważnym elementem ich sukcesów jest bardzo dobra gra zespołowa, co obrazuje chociażby średnia asyst (24.7 asyst, 2 miejsce w NBA), a także skuteczność z gry (47.7%, także druga pozycja). Kolejną ich silną stroną jest walka na tablicach, przeciwnicy Jazz zbierają średnio zaledwie 36.9 piłek (najlepszy wynik w lidze). Największy problem mają natomiast ze skutecznością rzutów za 3 punkty (są najgorsi pod tym względem - 32.1%). Jest to trochę dziwna sytuacja, bo Jazz mają kilku zawodników potrafiących dobrze rzucać z dystansu. Jednak skoncentrowali się na grze blisko kosza i jak widać są tego duże korzyści.
Jazz są na pewno jedną z drużyn, która najbardziej zaskoczyła swoją dobrą postawą. Jeszcze rok temu mieli problemy z kontuzjami najważniejszych zawodników i zajmowali odległe miejsce w konferencji zachodniej. Obecne rozgrywki zaczęli już zdrowi i pokazali jak duży mają potencjał. Ale największym zaskoczeniem jest fakt, że grają tak dobrze pomimo słabej dyspozycji Kirilenki. To on był uznawany za lidera tego zespołu. Wydawało się, że to jego powrót do zdrowia i gra na najwyższym poziomie są kluczem do sukcesów drużyny z Utah. Ale ten sezon dla AK47 jest najgorszym w jego karierze. Wszystkie statystyki ma dużo niższe niż w ostatnich latach, a Jazz mimo wszystko wygrywają. I coraz częściej mówi się, że nie jest on już potrzebny w drużynie. Co oczywiście nie jest prawdą, bo jego wkład, zwłaszcza w obronie jest bardzo ważny. Okazało się, że świetna gra Boozera i Williamsa to najważniejszy powód tak dobrej postawy Jazz. Kirilenko stał się tylko ich uzupełnieniem.
W poprzednim sezonie pod wodzą rewelacyjnie grającego debiutanta, występy Hornets były znacznie lepsze niż można było oczekiwać. Sezon 2006/07 miał być już na tyle dobry by zagwarantować im miejsce w playoffs. Pozyskano strzelca dystansowego - Stojakovica i solidnego gracza na pozycję cztery/ pięć - Chandlera. Jednak z powodu kontuzji cały plan legł w gruzach. Stojakovic dotychczas rozegrał zaledwie 14 spotkań, Paul pauzował z powodu kontuzji w 17 meczach, także West, który był objawieniem zeszłorocznych rozgrywek, dopiero ostatnio wrócił do gry. Z powodu kontuzji ich podstawowego playmakera, średnia asyst zespołu z Nowego Orleanu spadła do 17.3 (co jest najgorszym wynikiem w lidze). Hornets mają także spore problemy ze zdobywaniem punktów, maja najniższą średnią (90.6) i najniższą skuteczność rzutów z gry (43.5%) spośród wszystkich drużyn. W dużej mierze spowodowane jest to kontuzjami gwiazd zespołu. Pozostali zawodnicy starają się nadrabiać braki, ale nie grają na takim poziomie by odnotować lepsze statystyki. Kolejnym słabym punktem drużyny są straty, średnio 29 (29 miejsce w NBA).

W tej sytuacji Hornets nie mieli szans odnotować lepszego bilansu w trudnej konferencji zachodniej. Aby nowe gwiazdy drużyny dobrze zgrały się, potrzebny jest czas, przez kontuzje czas na stworzenie solidnej drużyny znacznie się przedłuży.
Pozytywnym zaskoczeniem tego sezonu jest postawa Chandlera, który spisuje się bardzo dobrze pod koszami, odnotowując ponad 11 zbiórek i prawie 2 bloki na mecz. Jest do świetne wsparcie dla grającego na obwodzie Stojakovica i rozgrywającego Paula. Jeśli w drugiej części sezonu podstawowi gracze Hornets wrócą do zdrowia mają spore szansę, aby zacząć w końcu wygrywać. Ale na pewno będą potrzebowali trochę czasu, aby stworzyć drużynę na miarę pierwszej ósemki. Jednak w tym sezonie nie osiągną już tego, co mogło się wydawać realnym celem na początku sezonu. Za rok będą już liczącą się siłą na zachodzie. Tym bardziej, że poza wcześniej wymienioną czwórką, Hornets zyskali kilku solidnych zawodników. Mason, Brown, Bulter czy Pargo udowodnili, że mogą być dobrym wsparciem i uzupełnieniem dla gwiazd.
Ale poza tą trójką Mavs mają sporo zawodników odpowiednio ich wspierających. Harris, Stackhouse, Dampier, George, Buckner to gracze, którzy w każdym meczu potrafią pomóc drużynie odnosić kolejne zwycięstwo. Dzięki głębi składu trener Johnson nie musi się martwić, kiedy gorsze spotkanie rozgrywa któryś z liderów. Pozostali zawodnicy w tym momencie niwelują powstałe braki i właściwie nie ma to wpływu na postawę drużyny.

Dzięki świetnym występom gwiazd drużyny, długiej ławce rezerwowych i zbilansowanej grze, Mavs mogą spokojnie dominować przez cały sezon. Daje to im też możliwość utrzymania bardzo wysokiej formy w playoffs. Najważniejsi gracze Mavs nie muszą być maksymalnie wykorzystywani w każdym meczu, dlatego będą mogli spokojnie przygotować się do rozgrywek posezonowych. Nie muszą obawiać się takiej sytuacji, jaką rok temu mieli Pistons, którzy wygrywali wszystko w sezonie regularnym, a w palyoffs zupełnie stracili swoja siłę. Mavs są i będą głównym kandydatami do mistrzostwa w tym sezonie.
Mavs w poprzednim sezonie byli naprawdę silni. Mieli fantastyczny skład, taktykę i właściwie wszystko by zdobyć mistrzostwo. To niestety się to nie udało. Teraz są jeszcze lepszą drużyną, która właściwie nie ma słabych stron. W pierwszej części sezonu są razem z Suns najlepszą drużyną ligi. Jednak w odróżnieniu od Suns, Mavs mają znacznie lepszy bilans pomiędzy atakiem i obroną, a także lepsze wsparcie z ławki dla podstawowych zawodników.
Bobcats powoli i systematycznie budują swoją drużynę. Z każdym rokiem ich zawodnicy nabierają doświadczenia i stają się coraz lepsi. Jednak sporym problemem są dla nich ciągłe kontuzje. Rok temu Okafor i May stracili większość sezonu, także Wallace musiał opuścić sporo spotkań. W obecnych rozgrywkach problemy ze zdrowiem mają Brezec i Knight.
Pierwsza część sezonu pokazała, że dobry wynik drużyny Wolves jest jednak możliwy. Pomimo, że James nie jest tak skuteczny jak rok temu grając w Raptors. To jest przydatnym partnerem dla Garnetta. Poza tym lepiej niż można było oczekiwać spisuje się Blount, a także debiutanci Foye i Smith. Kiedy władze Wolves zdecydowały się na wyrzucenie trenera Casey'a, byli na ósmym miejscu na zachodzie.

Ich pozycja nie jest pewna i ciągle muszą walczyć o miejsce gwarantujące im grę w playoffs. Dlatego bardzo dziwna był decyzja władz o wymianie trenera. Tym bardziej, że nowy szkoleniowiec, Wittman, nie ma na swoim koncie znaczących sukcesów. Dwa lata spędził w Cavs wygrywając w sumie 62 mecze. Nie są to wybitne osiągnięcia, a tym bardziej, żeby zostać trenerem drużyny walczącej o playoffs. Casey miał tą przewagę, że wprowadził swoje pomysły do gry drużyny i powoli było widać efekty jego pracy. Oczywiście można powiedzieć, że oczekiwania były większe, ale z takim składem obecny wynik Wolves jest bardzo dobry. Więcej nie byli w stanie wygrać, a zwłaszcza w konferencji zachodniej. Zmiana trenera jest dobrym rozwiązaniem dla drużyny, która przegrywa i chce zmienić swoją sytuacje. Mogłaby być ona także zrozumiała, jeśli nowym trenerem maiłaby zostać doświadczony i uznany szkoleniowiec. W tej sytuacji jest to decyzja zupełnie bez sensowna. Wolves powinni dać szansę dotychczasowemu trenerowi do końca rozgrywek. W tym momencie sezonu nie ma czasu, aby wprowadzać nową taktykę, nowe pomysły do drużyny znajdującej się na krawędzi playoffs. Stabilna sytuacja w zespole byłaby znacznie lepszym rozwiązaniem. Teraz drużyna musi przystosować się do nowego trenera.

Pierwsze mecze z nowym szkoleniowcem Wolves grali przeciwko słabym Blazers i Sonics, oba te spotkania przegrali. Ostatnio pokonali Suns i przerwali ich serię zwycięstw. W tych meczach widać spore wahania, zdążają im się takie ważne zwycięstwa jak z Suns i porażki z dużo słabszymi rywalami. Dotychczasowy bilans pod wodzą nowego coacha to 2-4, spadli na 9 miejsce i są tuż przed Warriors. Trudno powiedzieć czy ostatecznie uda im się wywalczyć miejsce w playoffs. Nie będzie to na pewno łatwe i wydaje się, że po zmianie trenera trochę osłabili swoje szansę. Ale możliwe, że geniusz Garnetta spowoduje, że w drugiej części sezonu wygrają jednak większość spotkań i zagwarantują sobie pozycje numer osiem, co byłoby sporym sukcesem.
Wiadomo było od początku sezonu, że Bobcats nie będą w stanie przebić się do czołówki w tym roku. Ich skład opiera się na grupie młodych zawodników, którzy za kilka lat będą pierwszoplanowymi gwiazdami NBA. Teraz mają czas by się zgrać i rozwinąć, i wygląda na to, że dobrze go wykorzystują. Okafor, Felton i May mają lepszy sezon niż rok temu. Morrison nie jest jeszcze super strzelcem na miarę gwiazdy NBA, ale już nie raz potwierdzał swój ogromny talent. Jego występy ciągle nie są na stabilnym poziomie, ale może już w niedługim czasie pomóc Bobcats powalczyć o playoffs. Objawieniem sezonu dla drużyny z Charlotte jest niezaprzeczalnie Matt Carroll, który w swoim trzecim sezonie poczynił widoczny postęp, zdobywając średnio ponad 11 punktów (prawie o 4 więcej niż rok temu, poprawił także skuteczność rzutów z gry i rzutów z trzy). Ale te statystyki nie pokazują tego jak gra w styczniu. W ostatnim czasie już sześć razy zdobywał ponad 20 punktów, w tym miał dwa świetne występy przeciwko Lakers, które Bobcats wygrali. Jest to kolejny ważny zawodnik, dobrze pasujący do zespołu i świetnie uzupełniający młode gwiazdy.

Druga część sezonu nie powinna znacznie różnić się od pierwszej. W 2005/06 wygrali 26 spotkań, wszystko wskazuje na to, że w tym roku będzie lepiej. Systematyczny i widoczny postęp - to jest cel Bobcats i jest on przez nich realizowany.
Niestety dla Jazz znowu powtarza się sytuacja z ubiegłych sezonów i problemy z kontuzjami. Coraz częściej ich gwiazdy narzekają na problemy zdrowotne. A poważniejszej kontuzji nabawił się ostatnio lider zespołu - Boozer i będzie musiał pauzować co najmniej jeszcze trzy tygodnie. To może być powód trochę słabszych występów Jazz. Tym bardziej, że w ich dywizji są doganiani przez Nuggets. Dlatego nie będzie im łatwo utrzymać pozycji w pierwszej czwórce zachodu. Aby to osiągnąć potrzebne jest im zdrowie podstawowych zawodników. Jeśli nie będą mieli poważnych problemów z kontuzjami mają duże szansę na wysokie miejsce w konferencji. W najgorszym wypadku spadną o kilka pozycji, ale spokojnie zakwalifikują się do playoffs.
Nowitzki w tym sezonie gra równie dobrze jak rok temu, ciągle jest najlepszym zawodnikiem z Europy w NBA i kandydatem do nagrody MVP. Główną siłą zespołu z Dallas jest trójka Nowitzki, Howard i Terry. Dla Howarda rozgrywki 2006/07 są najlepsze w jego karierze. Poprawił swoje statystyki w punktach, zbiórkach i przechwytach. I jest idealnym partnerem dla Dirka. Także Terry poprawił swoją grę w porównaniu z ubiegłym sezonem. Zdobywa średnio mniej punktów, ale co ważniejsze, odnotowuje więcej asyst. Staje się powoli takim rozgrywającym, jakiego Mavs potrzebują, aby zdobyć tytuł. W finałach to właśnie nie najlepsze decyzje Terry’ego i jego niepotrzebnie oddawane rzuty były jedną z przyczyn porażki ekipy z Dallas.