Copyright Czwarta-Kwarta.com   Wszelkie prawa zastrzeżone
STRONA GŁÓWNA         KONTAKT
2.02.2007
Halftime
- połowa sezonu 2006/07
Drużyna z Atlanty jest obecnie jedną z najgorzej grających w ataku. Zdobywają średnio zaledwie 92.1 punktów (pod tym względem są na 29 miejscu w lidze). Jest to przyczyna fatalnej skuteczności z gry - 43.7% (również 29 pozycja w NBA). Patrząc na składa Hawks, mających chociażby tak wybitnego strzelca jak Johnson, wydaje się, że powinni znacznie lepiej prezentować się w ofensywie.

Władze klubu powinny zastanowić się nad sensem trzymania w roli głównego trenera Woodsona. Zmiana szkoleniowca mogłaby odmienić grę drużyny, a potencjał graczy w końcu mógłby przełożyć się na wyniki zespołu. Jeśli tak się nie stanie w tym sezonie nic się nie zmieni. Kluczowe będą wtedy decyzje kadrowe po tych rozgrywkach, powinni pozyskać trenera, który będzie potrafił stworzyć tutaj silny zespół.
Hawks kolejny sezon mają słaby i nie widać żeby coś miało się zmienić. Mimo, że zawodnicy zespołu z Atlanty grają coraz lepiej i znacznie poprawiają swoje osiągnięcia statystyczne. Nie przekłada to się jednak na wyniki drużyny. Jest to już trzeci sezon trenera Woodsona na ławce Hawks i każde kolejne rozgrywki są teoretycznie lepsze od poprzednich. Drużyna wygrywa kilka meczy więcej i robi postępy. Jednak nie są one współmierne z rozwojem zawodników i wzmacnianiem zespołu nowymi graczami. Mają potencjał znacznie większy niż poziom, na którym grają, ale trener nie potrafi odpowiednio tego wykorzystać.
Sytuacje w Grizzlies może się jeszcze pogorszyć, ponieważ Gasol poprosił o transfer. Jeśli będą zmuszeni oddać swojego najlepszego zawodnika, spowoduje to, dłuższą niż roczną przerwę w walce o playoffs. Ponieważ zmusiłoby to zespół do znacznej przebudowy. Tym bardziej, że w tego typu transferach rzadko dostaje się w zamian równie dobrych zawodników. Mając w swoich szeregach Gasola mogą mieć nadzieję, że jeśli uda im się zatrudnić dobrego trenera i pozyskać kilku solidnych zawodników, mogą szybko zapomnieć o tym fatalnym sezonie. Dziwna jest jednak postawa samego Gasola, który jest liderem zespołu od kilku lat. Z jednej strony można zrozumieć jego prośbę o wymianę, ponieważ chce walczyć chociażby o playoffs. Jednak to w znacznej części jego brak był przyczyną słabej postawy Grizzlies. Po powrocie Gasol powinien udowodnić wszystkim, że jest prawdziwą gwiazdą tej ligi i pomóc swojej drużynie wygrywać. A on gra dobrze, ale ciągle nie jest w najwyższej formie. Gdyby zdobywał ponad 25 punktów i 10 zbiórek, a mimo to jego drużyna by przegrywała, jego prośba była by bardziej zrozumiała. Zawodnicy proszący o transfer w takich sytuacjach to przeważnie gracze z dużym dorobkiem, którzy osiągają lub osiągnęli już szczyt swoich możliwości i chcą w końcu zdobyć mistrzostwo. Pau jest jeszcze młodym zawodnikiem, proszenie o transfer jest pójściem na łatwiznę i pokazuje, że nie chce walczyć on dla swojej drużyny w tej bardzo trudnej dla nich sytuacji. A to właśnie charakteryzuje wybitnych zawodników, robią, co mogą by pomóc zespołowi. Jeśli uzna, że nie jest w stanie nic więcej osiągnąć odchodzi, ale raczej w czasie letniej przerwie, a nie w trakcie sezonu. I na pewno nie po pół roku tak słabej gry drużyny, tym bardziej, że sam Gasol rozegrał nieco ponad 20 spotkań.

Kolejnym zawodnikiem, który chciał opuścić ten tonący w tym roku statek był Eddie Jones. I ostatecznie mu się to udało, jego kontrakt został wykupiony. Jednak w jego wypadku to rozwiązanie może okazać się korzystne dla obu stron. Grizzlies da to możliwość większej ilości gry dla młodych zawodników, którzy powinni rozwinąć swój talent na, tyle aby w przyszłym roku być już w stanie poprowadzić drużynę znacznie wyżej. Natomiast dla weterana gra w najgorszej drużynie ligi nie jest mobilizująca, tym bardziej, że nie był już w stanie znacznie im pomóc. Jones mógłby przydać się Grizzlies na ważne mecze w playoffs, to jednak im nie grozi w tym sezonie.

Pozytywnym aspektem dla Grizzlies jest fakt, że w tegorocznych rozgrywkach kilku młodych zawodników potwierdziło swój spory potencjał. Warrick, Johnson, Jones czy Roberts mogą być bardzo ważnymi graczami w przyszłości, jeśli Grizzlies chcą powrócić do czołowej ósemki zachodu. Niestety Gay nie jest obecnie tym graczem, jakiego wszyscy oczekiwali. W czasie draftu mówiło się, że jest on jednym z najlepiej przygotowanych debiutantów do profesjonalnej gry. Okazało się, że potrzebuje więcej czasu, aby się przystosować do NBA. Jednak już nie raz potwierdził swój ogromny talent, rozgrywając kilka razy rewelacyjne spotkania.

W tym sezonie Grizzlies już więcej nie osiągną, ale powinni teraz spokojnie i mądrze działać, aby w przyszłym roku ponownie mieć szansę by być liczącym się zespołem.
Powrót do gry Gasola i nowy trener nie pomogły Grizzlies. Ciągle częściej przegrywają i tylko sporadycznie udaje im się wywalczyć zwycięstwo. W momencie, gdy odchodził trener Fratello w Memphis było jasne, że zespół na pewno nie będzie już liczył się w tym sezonie. Ich obecnym celem jest przeczekanie tego roku i nadzieja na wysoki numer w drafcie. Jednak można było oczekiwać, że powrót najlepszego zawodnika Grizzlies pomoże im trochę odbić się od dna. Aby chociażby nie być ostatnia drużyną w lidze. Ale nic nie wskazuje na to, że będą walczyć o wyższą pozycję niż numer 30.
Rok temu Clippers byli objawieniem sezonu. W czasie przerwy między rozgrywkami udało im się zatrzymać wszystkich czołowych zawodników w składzie, dodając do nich jeszcze jednego przydatnego gracza - Thomasa. Wydawało się, że jest to wystarczające, aby ponownie bez problemów zagwarantować sobie miejsce w playoffs. A potem może powalczyć o jeszcze lepszy wynik niż w poprzednim sezonie. Jednak pierwsza część tegorocznych rozgrywek nie jest tak dobra jak się spodziewano. Clippers ciągle balansują na granicy pierwszej ósemki zachodu. I będą musieli rozegrać bardzo dobrą drugą cześć sezonu, aby zapewnić sobie w najlepszej szesnastce.

W drugiej części sezonu Clippers muszą udowodnić, że zeszłoroczny sukces to nie była chwilowa zwyżka formy, ale przebicie się do elity NBA na dłużej. Mają duże szansę zająć pozycje gwarantującą im grę w palyoffs, bo ciągle mają zawodników, którzy potrafią zapewnić drużynie zwycięstwa. Ale nie będzie to łatwe, bo o to miejsce będą musieli walczyć z Warriors i Wolves.
 
 
Spurs w tym sezonie, mimo, że jak zawsze mają solidny skład i grają skutecznie, nie wyglądają na tak silnych jak wcześniej. Może spowodowane jest to rewelacyjną postawą ich bezpośrednich rywali na zachodzie, Mavs i Suns. Drużyna z San Antonio jest obecnie w ich cieniu, są na trzecim miejscu, nie dominują tak jak chociażby rok temu. Wtedy w sezonie regularnym ostatecznie wygrali z Mavs pierwszą pozycję na zachodzie. Jednak w ubiegłym roku 14 porażek mieli dopiero po 65 spotkaniach, teraz już prawie 20 meczy wcześniej.

Trójka liderów Spurs: Duncan, Ginobili, Parker; gra właściwie na stałym, bardzo wysokim poziomie. Mały problem pojawia się z zawodnikami, którzy w zeszłym roku najskuteczniej ich wspierali. Zawodzi Finley, słabiej gra Bowen i Horry. Ale dla Spurs ciągle to nie jest powód do słabszej gry, bo skład mają rzeczywiście głęboki, i zawsze znajdą się gracze potrafiący odpowiednio uzupełnić liderów drużyny. Mimo, że pogorszyła się także ich obrona, tracą 2 punkty więcej niż rok temu, to i tak ciągle są w ścisłej czołówce drużyn z najlepszą defensywą. Spurs nawet, jeśli teoretycznie wyglądają na słabszych, to ciągle trzeba pamiętać o ich doświadczeniu i umiejętności wygrywania najważniejszych spotkań.
Wydaje się, że Spurs nie będą walczyć w tym sezonie o wyższą pozycję niż numer trzy. W ich interesie na pewno nie jest walka z Suns czy Mavs, ponieważ są oni praktycznie nie do wyprzedzenia. Jednak słabszy sezon zasadniczy nie znaczy właściwie nic dla Spurs, dla nich gra zacznie się dopiero w playoffs. A w tej części rozgrywek oni wiedzą najlepiej jak grać i wygrywać, będą wtedy na pewno gotowi i silni, jak co roku.
Cavaliers w pierwszej części sezonu właściwie nie różnili się swoja grą od ich zeszłorocznych występów. Chociaż po świetnej grze przeciwko Pistons w playoffs, można było oczekiwać, że w tym sezonie będą czołową drużyną na wschodzie. Są oni wśród najlepszych zespołów w konferencji, ale nie potrafią zdominować swoich przeciwników. Rewelacyjny sezon 2005/06 dla LeBrona mógł wskazywać, że następne rozgrywki będą jeszcze lesze, a James będzie głównym kandydatem do MVP. Jednak, co zaskakujące, gra on słabiej niż w poprzednim sezonie. Słabiej tutaj w żadnym wypadku nie znaczy słabo, ale jego statystyki są trochę gorsze. Po przebiegu jego dotychczasowej kariery spodziewać się można było kolejnego sezonu, w którym King James będzie miał jeszcze lepsze osiągnięcia indywidualne.
 
 
 
Joe Johnson ma naprawdę rewelacyjny sezon, stał się prawdziwym liderem drużyny i jej pierwszoplanową gwiazdą. Poza nim jeszcze pięciu graczy zdobywa średnio ponad 11 punktów. Postępy poczynili Lue, Smith i Childress. Także drugoroczniak Williams gra coraz lepiej. Po początkowych problemach z kontuzją, wrócił do pełni zdrowia. Jego występy są na dobrym poziomie i zaczyna w końcu grać na miarę drugiego numeru draftu. Niestety pozyskani w czasie wakacji zawodnicy, Calxton i Wright, zawodzą i nie grają tak dobrze jak w poprzednich zespołach. Na pewno ich lepsza postawa znacząco pomogłaby Hawks.
Postawa Jamesa, wszechstronna gra, w dużym stopniu pomaga partnerom grać lepiej. Dzięki temu Cavs zyskali kilku zawodników, którzy świetnie tworzą dwór King Jamesa. Jones, Marshall, Varejao czy Pavlovic grają lepiej i skuteczniej wspierają podstawowych graczy. Dlatego nawet słabsza gra Ilgauskasa nie wpływa na osłabienie drużyny. Bardzo dobrze natomiast spisuje się Gooden. Dobra gra zawodników podkoszowych skutkuje w świetnych osiągnięciach Cavs pod względem zbiórek, są obecnie czwartą drużyną mającą najwyższą ich średnią (43.4). Natomiast zdrowy Hughes nie jest na razie wybitnym partnerem dla LeBrona, który pomógłby wywalczyć Cavs pierwsze miejsce na wschodzie, ale jest bardzo przydatny i ważny nie tylko w defensywie drużyny. W tym sezonie lepiej działa zespół, poprawiła się ich gra zespołowa. Dlatego James może pozwolić sobie na słabsze statystyki, bo ma solidne wsparcie.

Z każdym kolejnym tygodniem Cavs powinni umacniać swoja silną pozycję na wschodzie. Ale prawdopodobnie nie będą w stanie wyprzedzić Wizards, Pistons czy Bulls. W dużej mierze zależy to od gry Jamesa, wiadomo, że w każdym meczu może on właściwie w pojedynkę zapewnić Cavs wygraną. Ale ich celem jest walka w playoffs, w ubiegłym roku udowodnili sobie, że są w stanie w tej części rozgrywek sporo osiągnąć. I będą chcieli to potwierdzić w tym roku.
Nie można się jednak dziwić słabszym wynikom drużyny z LA, skoro wszyscy gracze podstawowej piątki mają gorsze osiągnięcia niż w poprzednim sezonie. Natomiast nadzieja Clippers, Livingston, mimo, że odnotował postęp to nie jest on na tyle znaczący, aby było to widać w wynikach drużyny. Pogarszając swoje osiągnięcia ofensywne, gracze Clippers także stracili na swojej obronie. Chociaż są obecnie najlepiej blokującą drużyną (średnio 6.31 bloków na mecz), to tracą prawie 2 punkty więcej niż w ubiegłym sezonie. W ataku największym problemem Clippers są rzuty za trzy, ich skuteczność w to zaledwie 32.3% (co daje im 29 miejsce w NBA w tej kategorii). Dużym problemem zespołu jest także gra na wyjazdach, w tych spotkaniach maja bilans 6-14. W Los Angeles wygrywają większość meczy, ale nie są w stanie nadrobić tymi zwycięstwami porażek na wyjeździe. Rok temu ich bilans na obcych parkietach był także ujemny, ale tylko o jedną porażkę (20-21).