Copyright Czwarta-Kwarta.com   Wszelkie prawa zastrzeżone
STRONA GŁÓWNA         KONTAKT         ARCHIWUM
autorem wszystkich tekstów jest Adam Szczepański
NBA FINALS 2008 - GAME 6
Where
NBA 2007/08
happens.
18.06.08
Mecz numer 6 był już tylko i wyłącznie popisem Celtics. Przed tym spotkaniem kibice Lakers mogli mieć jeszcze nadzieję, że powalczą oni o zwycięstwo, jednak gospodarze szybko tej nadziei ich pozbawili. Celtics wiedzieli, że to jest ich dzień i nie mogło się to inaczej zakończyć niż świętowaniem 17 mistrzostwa w historii klubu. Lakers zostali zupełnie rozbici i musieli przez prawie całą drugą połowę oglądać cieszący się Boston. Na pewno tak końca tej rywalizacji sobie nie wyobrażali. To spotkanie pokazało ogromną przewagę jaką mieli Celtics nad Lakers. Drużyna z Los Angeles świetnie grała we wcześniejszych rundach, jednak w finale nie potrafili się odnaleźć. Wygrali dwa mecze u siebie, ale to było maksimum na co ich było stać. Gracze Celtics mimo, że musieli rozegrać aż 26 spotkań w playoffs do końca zachowali siły, pokazali swój charakter i wolę walki. Dlatego Pierce, Garnett i Allen mogą teraz fetować zdobycie pierwszego tytułu. I bez wątpienia na to zasłużyli. Nie tylko tym rewelacyjnym sezonem, ale także całą swoją karierą.


Mistrzowie
Najdłuższa w historii droga w playoffs do mistrzostwa - 26 meczy. Tylko dwa dzieliły ich od maksymalnej ilości spotka
ń jakie w tej fazie sezonu można rozegrać. Mogłoby się wydawać, że tak duża liczba spotkań pozbawi ich sił na samym finiszu. Jednak Celtics byli fantastycznie przygotowani i zmobilizowani do wywalczenia tego tytułu.

To na pewno nie była łatwa droga do mistrzostwa. Na samym początku, kiedy w Bostonie stworzono wielką trójkę mogło się wydawać, że tytuł mają prawie pewny. Jednak po zastanowieniu można było sobie przypomnieć wiele drużyn z wielkimi zawodnikami, które nie potrafiły osiągnąć najważniejszego celu. Dlatego Celtics od początku musieli udowadniać, że oni będą w stanie zdobyć tytuł. Po sezonie zasadniczym byli na najlepszej drodze by to osiągnąć zajmując pierwsze miejsce w lidze. Ale już pierwsza rudna playoffs pokazała, że nie będzie łatwo. Nie potrafili wygrać na wyjeździe co zmusiło ich do rozegrania aż siedmiu spotka
ń ze słabymi Hawks. Potem czekali na nich znacznie silniejsi Cavs, z którymi toczyli jeszcze bardziej wyrównany pojedynek zakończony również po maksymalnej liczbie spotkań. To wtedy zawodził Allen i wielu zastanawiało się czy będzie on w stanie odbudować się by poprowadzić Celtics do finałów. W kolejnej rundzie doświadczeni Pistons bardzo szybko pokazali im co znaczą finały konferencji wygrywając drugi mecz w Bostonie i tym samym odbierając Celtics przewagi własnego boiska. Wtedy jednak Celtics pokazali swoją klasę i po raz pierwszy wygrali na wyjeździe. Później już nie mieli problemów z powtórzeniem tego w meczu numer 6 w Detroit eliminując gospodarzy z dalszej gry. W finałach natomiast drużyna z Bostonu od początku do końca grała na najwyższych obrotach udowadniając, że to oni najbardziej zasługują na mistrzostwo w tym sezonie. Mimo, że co chwilę któryś z podstawowych graczy doznawał różnego rodzaju urazów, nie poddawali się i dawali z siebie wszystko. Drużyna przez całe playoffs budowała się, nabierała charakteru i to pomogło im ostatecznie wywalczyć tytuł.

Wielka trójka
Pierce, Garnett i Allen w tym sezonie pokazali, że potrafią razem świetnie współpracować, wygrywać mecze i zdobyć mistrzostwo. W trakcie tegorocznych rozgrywek wiele mówiło się o tym, że to trójka fantastycznych zawodników, ale zawodników nie potrafiących zwyciężać najważniejszych spotka
ń. Playoffs udowodniły, że nie jest to prawdą. Sami jako liderzy zespołów rzeczywiście zawiedli nie awansując nawet do wielkiego finału. Ale razem stworzyli bardzo silny zespół i razem poprowadzili Celtics do mistrzostwa. Bardzo dobrze, że dano im taką możliwość wspólnej gry i walki o tytuł. Dzięki temu nie będzie kolejnych trzech wielkich zawodników bez mistrzowskiego pierścienia. Między innymi Barkley'owi i Malone'owi się to nie udało, chociaż oni też grali w 'drużynach gwiazd' (Barkley w Rockets z Olajuwonem i Pippenem, Malone w Lakers z O'Nealem, Bryantem i Paytonem). Te przykłady pokazują jak trudno jest zdobywać tytuły nawet z teoretycznie bardzo silnymi zespołami. Dlatego tym bardziej trzeba docenić Celtics i to co zrobili w tym roku.

Rivers
Przed sezonem uważałem, że Celtics nie zdobędą tytułu właśnie przez niego. W swojej dotychczasowej karierze nigdy nie osiągnął nic więcej niż udany sezon zasadniczy. Przed obecnymi rozgrywkami cztery razy jego drużyny występowały w playoffs i za każdym razem odpadały w pierwszej rundzie. Dwa razy był bardzo blisko awansu do dalszej gry, w 2003 jego Magic mimo, że zaczynali z ósmej pozycji przegrali dopiero po siedmiu meczach z Pistons. Natomiast w 2005 już jako trener Celtics, wywalczył ze swoją drużyną trzecie miejsce na wschodzie, a następnie przegrał po siedmiu meczach z szóstymi Pacers. To było dowodem na to, że nie jest to head coach na playoffs, ponieważ nie potrafił wygrać decydujących spotka
ń. Okazało się jednak, że mając odpowiedni zespół jest w stanie zajść bardzo daleko. Po problemach w pierwszej rundzie radził sobie coraz lepiej i w finałach zupełnie nie było widać, że jest on mniej doświadczonym trenerem niż Jackson. Wygrał ten prestiżowy pojedynek szkoleniowców i to on ostatecznie zdobył tytuł. Udowodnił tym samy, że jest odpowiednim head coachem dla drużyny posiadającej trzech wielkich graczy. Potrafił ich świetnie ustawić we wspólnej grze, dobrze zgrał z pozostałymi zawodnikami, a w decydującym momencie poradził sobie z kontuzjami ważnych graczy, wprowadzając odpowiednich rezerwowych. Mówiąc o trenerze trzeba także docenić rolę Toma Thibodeau, asystenta Riversa. To jemu w dużej mierze Celtics zawdzięczają tą niesamowitą obronę, która dała im mistrzostwo. Thibodeau świetnie wspierał Riversa i jemu też należy się duże uznanie.

Weterani
Posey i Brown pokazali co znaczą weterani w playoffs. Ci dwaj zawodnicy w największym stopniu wspierali graczy pierwszej piątki. Może nie w każdym meczu mieli statystyki, którymi mogliby sie pochwalić, ale w każdym spotkaniu wykonywali ogromną pracę by pomóc zespołowi. Walczyli o każdą piłkę na całym parkiecie, świetnie bronili, a także zdobywali ważne punkty. Posey w największym stopniu przyczynił się do zwycięstwa w kluczowym meczu numer 4 w rywalizacji z Lakers. Jak przystało na weterana, w tym bardzo ważnym spotkaniu zagrał rewelacyjnie i bardzo pomógł Celtics w odniesieniu zwycięstwa. Brown natomiast swój najlepszy występ odnotował w siódmym meczu serii z Cavs. Zdobył wtedy kilka kluczowych punktów w ko
ńcówce i rewelacyjnie walczył na tablicach. Właśnie takich zawodników potrzebuje drużyna chcąca wywalczyć mistrzostwo. Nie w każdym meczu są oni widoczni, ale za każdym razem robią to co do nich należy, a w najważniejszych momentach potrafią pociągnąć drużynę. Teraz wiemy dlaczego tak ważne było pozyskanie Browna i Cassella w trakcie sezonu. Wtedy wnieśli do zespołu niewiele, ale w playoffs bardzo się przydali. Cassell w mniejszym stopniu, ale także ma swój udział w sukcesie Celtics.

Rezerwowi
Byli kluczowym elementem finałowej rywalizacji. Grali bardo dobrze w każmy meczu, wspierając podstawowych zawodników nie tylko w obronie, ale także istotnie pomagali w ofensywie. Średnia punktów rezerwowych drużyny z Bostonu w finale wyniosła 29.2. W sumie w całych playoffs bilans Celtics, kiedy rezerwowi zdobywali ponad 20 punktów wyniósł 11-3. To pokazuje jak istotny był udział graczy z ławki.

Obrona
Na sam koniec najważniejszy element sukcesu Celtics. To defensywą zdobywa się mistrzostwa, a drużyna z Bostonu miała w tym roku najlepszą obronę w NBA. Potwierdzili to w playoffs i dzięki temu mogą cieszyć się teraz z tytułu.



Lakers
Bardzo długo będą jeszcze w Los Angeles wspominać mecz numer 4 finałowej rywalizacji. Mieli pewne prowadzenie i powinni byli to spotkanie wygrać. Gdyby nie pozwolili wtedy Celtics na odrobienie strat to prawdopodobnie wracaliby do Bostonu z prowadzeniem 3-2, kto wie jakby wtedy to sie sko
ńczyło. Ale to już historia. Lakers byli w wielu elementach widocznie słabsi od Celtics i nie mieli z nimi szans. Przed finałami wydawało się, że doświadczenie Jacksona plus rewelacyjna dyspozycja Bryanta zapewnią im tytuł. Jednak tak się nie stało.

Jackson
Jackson przegrał pojedynek z Riversem i drugi raz z rzędu zako
ńczył rywalizację w finale bez mistrzostwa. Wcześniej dziewięć razy doprowadzał swoje drużyny do wielkiego finału i za każdym razem wygrywał. Teraz nie tylko ta seria został przerwana, ale można powiedzieć, że jest już nowa seria przegranych finałów. Tylko jeden tytuł dzieli go od tego by stać sie najbardziej utytułowanym trenerem w historii. Ciągle jednak pozostaje na równi z wielkim Auerbachem z dziewięcioma tytułami na koncie i musi poczekać przynajmniej jeszcze jeden sezon by wygrać po raz dziesiąty.  

Bryant
Defensywa Celtics bardzo negatywnie wpłynęła na jego osiągnięcia. Po trzech rundach playoffs i wygraniu konferencji zachodniej Kobe miał średnią ponad 30 punktów. W rywalizacji z Celtics spadła ona do 25.7. Natomiast skuteczność z gry, która wcześniej wynosiła 50.9% spadła aż do 40.5%. To pokazuje jak bardzo Bryant musiał się namęczyć żeby zdobywać punkty w tych finałach. Tym bardziej było to trudne, gdy nie miał wsparcia partnerów w ofensywie. Wtedy cała obrona koncentrował się na nim i jeszcze ciężej było mu prowadzić zespół. Najgorsze spotkanie rozegrał w meczu numer 4. Wtedy, w drugiej połowie, gdyby zdobył kilka punktów może uchroniłby Lakers od porażki. MVP sezonu mimo wszystko zawiódł i defensywa Celtics nie może być dla niego usprawiedliwieniem. Jako lider nie potrafił poprowadzić drużyny do zwycięstw. Nadal musi czekać na swoje pierwsze mistrzostwo bez Shaqa. Teraz może docenić jak wtedy było łatwo, gdy miał odpowiedniego partnera, który potrafił grać w finałach, nie tak jak Gasol i Odom.

Gasol
Ściągnięty w trakcie sezonu sprawił, ze Lakers stali się jednymi z głównych faworytów do mistrzostwa. Jego przyjście dało dużo energii drużynie z LA i pomogło im wywalczyć pierwsze miejsce na bardzo silnym zachodzie. Przed finałami Gasol może nie grał rewelacyjnie, ale na tyle dobrze by wystarczyło to do zwycięstw. W starciu z Celtics jednak był cieniem samego siebie. Jeśli już dobrze grał to tylko w pierwszej połowie. Gdy przychodziły najważniejsze momenty meczu był przeważnie niewidoczny. Tylko w spotkaniu numer 5 zagrał na dobrym poziomie. Ale to znacznie za mało, dużo więcej wymaga się od drugiej gwiazdy zespołu. Gasol to w ko
ńcu zawodnik, który grał w All-Star Game, miał sezony z średnią 20 punktów, a już u boku Bryanta odnotowywał prawie 19 punktów i 9 zbiórek. Teoretycznie jest on gwiazdą NBA, ale jego gra w finałach tego nie potwierdziła. Był jedynie dobrym graczem pierwszej piątki, nic więcej. Po raz kolejny potwierdziła się jego słaba psychika w ważnych meczach. Z takim zawodnikiem u boku, Kobe może zapomnieć o tytule. Można jedynie mieć nadzieję, że ta porażka w finale nauczy go czegoś i za rok będzie potrafił grać jak przystało na gwiazdę zespołu z mistrzowskimi aspiracjami.  

Wsparcie
Tak jak w Celtics cała drużyna grała świetnie i nawet zawodnicy z głębokiej rezerwowy okazywali się przydatni, tak w Lakers, Kobe praktycznie nie miał wsparcia. Po dwa dobre mecze mieli Fisher i Odom, jedno świetne spotkanie rozegrał Vujacic, można jeszcze wspomnieć o niezłych występach Farmara w dwóch ostatnich spotkaniach i to właściwie wszystko co można powiedzieć o wsparciu dla Bryanta. W serii playoffs, a tym bardziej finałowej, to znacznie za mało. Bez zawodników z ławki, bez dużego udziału wszystkich zawodników pierwszej piątki nie można zdobyć mistrzostwa. Celem Lakers na tegoroczny offseason będzie pozyskanie kilku solidnych rezerwowych, w tym klasowych weteranów. Celtics pokazali jak istotni są doświadczeni zawodnicy w tym momencie sezonu, w LA ich zabrakło. Młodzi gracze nie potrafili sobie poradzić z presją finałów i zagrali znacznie poniżej oczekiwa
ń.
-
Analiza przed Finałem 2008  [4.06.08]
GAME 1  [6.06.08]
GAME 2  [9.06.08]
GAME 3  [11.06.08]
GAME 4  [13.06.08]
GAME 5  [16.06.08]