Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
autorem wszystkich tekstów jest Adam Szczepański
NBA FINALS 2008 - GAME 4
Where
NBA 2007/08
happens.
13.06.08
To był bez wątpienia najciekawszy mecz tej rywalizacji i prawdopodobnie najlepszych w tegorocznych playoffs. Po pierwszej połowie wydawało się, że Lakers mają już pewne zwycięstwo i mogą być prawie pewni doprowadzenia do remisu w tej serii. Jednak Celtics wykonali fantastyczny comeback i już tylko jedno zwycięstwo dzieli ich od tytułu.
Bohater meczu: James Posey
Po tak niesamowitym występie Celtics trudno wybrać jednego zawodnika, który w największym stopniu przyczynił się do ich zwycięstwa. Każdy z trójki liderów w drugiej połowie zagrał fantastycznie, ale mieli również wsparcie z ławki. Podczas, gdy kontuzji doznał Perkins, a Rondo nie był pełni zdrowia po urazie z ostatniego spotkania, Celtics potrzebowali rezerwowego, który ich skutecznie zastąpi. W tej roli świetnie spisał się Posey. W całym spotkaniu zdobył 18 punktów, w tym 12 zza linii trzech punktów (trafił 4 z 8 rzutów). Posey po raz kolejny pokazał, że jest idealnym zawodnikiem na tak ważne mecze. W 2006 rewelacyjnie grał przeciwko Nowitzkiemu przyczyniając się do zwycięstwa Heat, teraz ponownie bardzo pomógł swojej drużynie. Świetnie grał w defensywie i dobijał rywali w ataku. Kluczowe były jego rzuty za trzy w czwartej kwarcie. To po jego 'trójce' Celtics zmniejszyli przewagę Lakers do jedynie jednego punktu w połowie decydującej kwarty. Natomiast celny rzut na nieco ponad minutę do końca dał drużynie z Bostonu pięciopunktową przewagę i zbliżył ich do zwycięstwa. Jego występ potwierdził to co było widomo już od dawna, że w najważniejszych meczach niezastąpieni są weterani z mistrzowskim doświadczeniem.
Decydujące elementy:
Druga połowa
Po pierwszej kwarcie Lakers prowadzili przewagą 21 punktów. W tej części grali fantastycznie, przeprowadzali efektowne akcje zespołowe w ataku i nie pozwalali Celtics na zdobywanie punktów. Byli nie do zatrzymania, trafiając właściwie z każdej pozycji. Ich skuteczność z gry w tej kwarcie wyniosła 64.7%, w tym 60% za trzy. Podczas gdy goście trafiali jedynie 27.3% swoich rzutów i zaledwie 1 z 7 zza linii trzech punktów.
Kolejne 12 minut nie były już tak fantastyczne dla Lakers, ale utrzymywali wysokie prowadzenie. Po pierwszej połowie gospodarze schodzili do szatni z 18 punktami przewagi. Świetnie grali Odom, Gasol, Radmanovic i Fisher, dlatego zupełnie nie było widać, że gorszy dzień ma Bryant (3 punkty w pierwszej połowie). Mogło się wtedy wydawać, że grając tak skutecznie bez swojego lidera, Lakers są nie do pokonania. I można było się domyślać jak wysoko pokonają Celtics jeśli w dalszej części Kobe bardziej zaangażuje się w ataku. Jednak gracze z Bostonu wcale nie mieli zamiaru oddawać tego meczu gospodarzom. W drugiej kwarcie znacznie poprawili swoją grę w ofensywie, trafiając z 46.7% skutecznością z gry. To dało im nadzieję, że nie jest to jeszcze przegrane spotkanie.
Trzecią kwartę Celtics zaczęli bardzo dobrze, kończąc punktami swoje trzy pierwsze akcje w ataku. Jednak Lakers także skutecznie grali w ofensywie nie pozwalając rywalom na znaczące odrobienie strat. Dlatego do połowy kwarty utrzymywali wysokie poradzenie. Przełom nastąpił gdy do końca tej części pozostały 4 minuty i 33 sekundy, a Lakers prowadzili 15 punktami. Do końca kwarty gospodarze zdobyli tylko jeden punkt z rzutu wolnego, wykorzystali to Celtics niwelując przewagę przeciwników do 2 punktów. Gracze z Bostonu niesamowicie zagrali w defensywie pozwalając Lakers zdobyć tylko 15 punktów, przy skuteczności z gry 27.8%. W ataku natomiast trafiali 61.1% rzutów z gry.
W tym momencie było wiadomo, że w czasie ostatnich 12 minut może zdarzyć się wszystko. Ale do objęcia prowadzenia Celtics musieli czekać jeszcze prawie 8 minut ostatniej kwarty. Dopiero na nieco ponad 4 minuty przed zakończeniem spotkania, po rzucie House'a, goście po raz pierwszy wyszli na prowadzenie i nie oddali go już do końca.
Drugie 24 minuty meczu były prawdziwym popisem drużyny Celtics. Pokazali swój charakter i wolę walki. Rewelacyjnie bronili i skutecznie kończyli akcje w ataku. Lakers zupełnie nie przypominali drużyny z pierwszej połowy. Ponownie grali tak słabo jak w meczach rozrywanych na początku serii w Bostonie.
I połowa LAL 58 - 40
Lakers: z gry 19-38 (50%), za trzy 6-13 (46.2%)
Celtics: z gry 13-37 (35.1%), za trzy 4-14 (28.6%)
II połowa BOS 57 - 33
Lakers: z gry 13-39 (33.3%), za trzy 0-8(0%)
Celtics: z gry 20-36 (55.6%), za trzy 4-8 (50%)
Wielka trójka + Posey
W pierwszej połowie ta czwórka zdobyła 31 punktów z 40 całej drużyny. Mimo, że nie grali w tej części dobrze to jedynie oni utrzymywali wynik dla swojego zespołu. Wsparcie od pozostałych zawodników było minimalne. Z wielkiej trójki najlepiej zagrał Allen zdobywając 9 punktów, skutecznie wspierał go Posey z 10 na swoim koncie. KG i Pierce zdobyli zaledwie po 6 punktów. Dopiero druga część gry była prawdziwym popisem ich umiejętności. W sumie zdobyli 42 punkty podczas gdy cała drużyna Lakers miała ich na swoim punkcie tylko 33. Najskuteczniejszym strzelcem okazał się Pierce z 14 punktami, ale popisywał się również fantastyczną grą w defensywie przeciwko Bryantowi. Decydujący rzut oddał jednak Allen. Tak samo jak w poprzednim spotkaniu, błąd obrony zadecydował o bardzo ważnych punktach. W meczu numer 3 to Celtics popełnili błąd podwajając Bryanta, który odegrał do wolnego Vujacica. Teraz Allen został sam na sam z Vujacicem, łatwo go minął i zdobył punkty layupem.
Bryant
To był fatalny mecz dla Bryanta. W pierwszej połowie świetna gra całego zespołu spowodowała, że jego punkty nie były potrzebne, ale w drugiej części to on powinien poprowadzić zespół. Co prawda w czwartej kwarcie starał się pomóc swojej drużynie w zdobywaniu punktów, odnotowując ich 10. Ale to było za mało i za późno. W trzeciej kwarcie, gdy Celtics odrabiali straty, Kobe trafił jedynie dwa rzuty i to na samym początku. W całym meczu miał fatalną skuteczność - 31.6%. Pozytywnym aspektem jego gry mogłyby być jego statystyki asyst. W sumie miał ich 10, ale aż 7 odnotował do połowy trzeciej kwarty, gdy jeszcze Lakers prowadzili. Potem on, tak jak cała drużyna, zawodził. W ostatnich skudach, kiedy decydowały się losy spotkani również nie potrafił się odnaleźć. W swojej karierze już nie raz trafiał ważne rzuty, które dawały Lakers zwycięstwa w decydujących momentach. Teraz jednak nie był w stanie zapewnić swojej drużynie wygranej.
Odom i Gasol
Rozpoczęli rewelacyjnie. W pierwszej połowie Odom trafił 7 z 7 rzutów z gry zdobywając 15 punktów. Gasol w tym samym czasie miał ich na swoim koncie 10. Wiadomo było, że Lakers potrzebują ich dobrej gry chcąc odnotować drugą wygraną w tej rywalizacji. I wszystko wskazywało na to, że w końcu ta dwójka robi to co do nich należy. Jednak w drugiej połowie powtórzyło się to samo co we wcześniejszych spotkaniach. Ponowne zagrali bardzo słabo przyczyniając w się w dużej mierze do porażki swojej drużyny. Odom w ciągu 24 minut drugiej części spotkania oddał cztery rzuty z gry trafiając tylko jeden. Gasol wypadł trochę lepiej, ale jego 7 punktów to także znacznie za mało by Lakers ten mecz mogli wygrać.
Trzecia kwarta
Czwarty mecz z rzędu Celtics wygrali znacząco trzecią kwartę i tylko w poprzednim spotkaniu nie dało im to zwycięstwa. W całej rywalizacji drużyna z Bostonu wygrała tą część gry 116-73, co daje średnio 10.5 punktów więcej w każdym meczu w trzeciej kwarcie.
Rezerwowi
Kolejny raz kluczową rolę odegrali rezerwowi. W poprzednim meczu znacznie lepiej zagrali zawodnicy z ławki Lakers i dało im to zwycięstwo. Teraz jednak ponownie zaprezentowali się słabo. Bohater meczu numer 3, Vujacic, zdobył zaledwie 3 punkty trafiając tylko jeden z dziewięciu rzutów z gry. Rezerwowi Lakers zdobyli w sumie 15 punktów, podczas gdy zawodnicy z ławki Celtics mieli ich aż o 20 więcej.
Celtics
Mecz numer 4 pokazał prawdziwą siłę tej drużyny. Mimo, że nie mogli skorzystać ze swoich podstawowych zawodników, Rondo i Perkinsa, udało im się wygrać. Nie tylko trójka liderów zagrała bardzo dobrze, ale najważniejsze, że mieli wsparcie z ławki. Ponownie wykonali swój plan wygrywając mecz w LA. Teraz już tylko jedna wygrana dzieli ich od mistrzostwa. Nawet jeśli nie uda im się pokonać Lakers w kolejnym spotkaniu, to trudno sobie wyobrazić by zmarnowali szansę na zdobycie tytułu w Bostonie.
Lakers
Kibice Lakers czekali trzy mecze serii finałowej żeby zobaczyć wreszcie swoją drużynę grającą tak skutecznie jak we wcześniejszych rundach. I w pierwszej połowie spotkania numer 4 rzeczywiście mogliśmy oglądać fantastycznie grających Lakers. Ale nie potrafili tego utrzymać i skończyło się to dla nich fatalnie. Przegrali mecz, który powinni i mogli wygrać. Jest to duży cios dla drużyny, który udowodnił im, że w tym roku nie mają szans na tytuł. Nawet jeśli wygrają kolejny mecz to tylko przedłużą serię, ale tak grając na pewno nie będą wstanie pokonać Celtics w Bostonie.
| 2008 |
Celtics - Lakers |
? - ? |
| 1987 |
Lakers - Celtics |
4 - 2 |
| 1985 |
Lakers - Celtics |
4 - 2 |
| 1984 |
Celtics - Lakers |
4 - 3 |
| 1969 |
Celtics - Lakers |
4 - 3 |
| 1968 |
Celtics - Lakers |
4 - 2 |
| 1966 |
Celtics - Lakers |
4 - 3 |
| 1965 |
Celtics - Lakers |
4 - 1 |
| 1963 |
Celtics - Lakers |
4 - 2 |
| 1962 |
Celtics - Lakers |
4 - 3 |
| 1959 |
Celtics - Lakers |
4 - 0 |
Historia rywalizacji
Dotychczasowy stan rywalizacji:
Celtics 8 - 2 Lakers
-