Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
5.05.2007
Sensacja w pierwszej rundzie
Finaliści 2006 polegli i to już w pierwszej rundzie playoffs. Tego chyba się nikt się nie spodziewał. Niektórzy, co prawda przewidywali, że Heat przegrają z Bulls. Ale sporą niespodzianką było odpadniecie mistrzów już po czterech spotkaniach. Ale przy tym, co stało się na zachodzie cztery łatwe wygrane Bulls to nic nadzwyczajnego.
Heat w końcu osłabieni byli brakiem zdrowego Wade'a, który nie zdążył wrócić do formy po niedawnej kontuzji. Cały zespół z Miami był zmęczony sezonem pełnym kontuzji i nie wystarczyło im sił na pokonanie młodych i głodnych zwycięstwa Bulls. Byki wyrwały zawodnikom Heat 'serce mistrza' i swoją skuteczną grą pozbawili ich szans na obronę tytułu.
Tym czasem na zachodzie Mavs zaczęli playoffs jako najlepsza drużyna ligi, ich najważniejsi zawodnicy byli zdrowi i grali przeciwko zespołowi, który w ostatnim momencie zagwarantował sobie miejsce w ósemce. Mimo to nie zdołali pokonać Warriors i zostali największymi przegranymi nie tylko playoffs, ale i całego tegorocznego sezonu.
Właściwie nie ma nawet sensu analizować, dlaczego Mavs przegrali. Ponieważ grając tak fatalnie we wszystkich elementach gry nie mogło się to zakończyć dla nich inaczej. Zawiodła zarówno ich obrona jak i atak. W rywalizacji z Warriors zdobywali średnio 1.5 punktów mniej i tracili ich aż 12.4 więcej niż w sezonie regularnym. Jednak głównym i najczęściej wymienianym argumentem tak słabych występów najlepszej drużyny sezonu zasadniczego jest postawa ich lidera.
Nowitzki w tegorocznych rozgrywkach był prawdziwą gwiazdą nie tylko swojej drużyny, ale i całej ligi. Po tym, jak rok temu nie potrafił zapewnić Mavs zwycięstwa w decydujących o mistrzostwie meczach finałowych, teraz miał udowodnić, że potrafi poprowadzić swoją drużynę. Stało się jednak inaczej. Pokazał, że nie ma psychiki prawdziwego lidera, który potrafi pociągnąć w najtrudniejszych momentach swój zespół i wygrywać mecze. To właśnie Nowitzki grał najsłabiej, zupełnie nie przypomniał Dirka z części regularnej. Miał fatalne statystyki, zaledwie 19.7 punktów przy skuteczności 38.3% z gry, a za trzy trafiał ze skutecznością 21.1%. Jeśli tak gra najlepszy zawodnik drużyny to nie można się dziwić, że Mavs nie potrafili poradzić sobie z teoretycznie znacznie słabszymi Warriors.
Jeszcze niedawno pisałem, że to właśnie Nowitzki powinien zostać MVP tego sezonu. Jego występy w pierwszej rundzie tegorocznych playoffs, pokazały, że nie zasługuje on na tą nagrodę. Oczywiście MVP zostaje się ze część regularną a nie playoffs. Ale wiadomo, że postawa w pierwszej rundzie rozgrywek posezonowych ma jakiś, chociaż minimalny wpływ na wybierających zwycięzcę. I po tym jak grał Dirk przeciwko Warriors nie powinien on zostać mianowany najwartościowszym zawodnikiem, bo nim po prostu nie jest.
Ale poza Nowitzkim, cała drużyna Mavs grała słabo i przegrali to zespołowo. Nawet tak wybitny trener, jakim jest Johnson, nie potrafił odnaleźć sposobu na pokonanie swojego niedawnego nauczyciela. Już od pierwszego meczu to właśnie Nelson narzucił warunki gry, a Johnson próbował się do nich dostosować. A powinno być zupełnie inaczej. Trener Mavs nie potrzebnie w pierwszym meczu obniżył wyjściowy skład, aby zagrać tak jak Warriors - small ball. To Mavs byli tu faworytami i to oni powinni grać swoje, tak jak przez cały sezon. Jednak nie zrobili tego. A Nelson udowodnił swoja wyższość nad Johnsonem.
Nawet w wygranych meczach, Mavs nie grali swojej normalnej gry. W piątym spotkaniu o zwycięstwie drużyny z Teksasu decydowały dopiero ostatnie sekundy. Poza tym jeszcze tylko meczu numer cztery był wyrównany. Ale wtedy właśnie, bardzo ważne niecelne rzuty Nowitzkiego zadecydowały o trzeciej porażce. W pozostałych meczach łatwo ulegali Warriors. Średnio w czterech przegranych meczach drużyna z Golden State miała 14.8 punktów przewagi. Jest to bardzo duża różnica pokazująca jak rozbici zostali Mavs w tej serii.
Warriors natomiast pokazali świetną postawę i zespołową grę. A swoją klasę udowodnił Davis, który był właśnie takim liderem, jakim miał być Nowitzki. To dwójka weteranów, Davis i Jackson, poprowadziła swój zespół do tego sukcesu. Zwłaszcza w ostatnim meczu, gdy Davis nabawił się urazu nogi, a mimo wszystko grał na 'jednej nodze' i skutecznie pomagał drużynie, pokazał swoja determinację i wielkość jako lidera drużyny. W tym trudnym momencie, dla Warriors świetnie zagrał również Jackson, który wziął na siebie ciężar zdobywania punktów.
Zespół z Kalifornii swoją grą w pełni zasłużył by przejść do historii NBA, jako pierwsi pokonując drużynę numer jeden w pierwszej rundzie w serii do czterech zwycięstw. I po raz kolejny przekonujemy się, że sezon regularny nie ma znaczenia w playoffs. To jest zupełnie inna gra. Nikt nie mógł przepuszczać, że rywalizacja pierwszej i ósmej drużyny zachodu może przynieść taką niespodziankę.
Zarówno w przypadku Heat jak i Mavs, można powiedzieć, że zaczęli oni tak samo ten sezon jak go zakończyli. Heat w pierwszym meczu zostali rozgromieni przez Bulls, teraz łatwo ulegli im w playoffs. Mavs natomiast po pierwszych sześciu spotkaniach części zasadniczej mieli bilans 2-4 i takim samym wynikiem przegrali rywalizację z Warriors.