Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
28.04.2007
Finaliści 2006 mają problemy
Heat - Bulls 0-3
Rok temu playoffs należały do dwóch drużyn Heat i Mavs, które w finale stoczyły pasjonującą walkę o tytuł. Niestety tegoroczne rozgrywki posezonowe zaczęły się dla nich bardzo słabo. W znacznie gorszej sytuacji są mistrzowie, których tylko jedna porażka dzieli od wyeliminowania. Tym czasem Mavs przegrywając 2 mecze z Warriors również sprawili sporą niespodziankę.
Wiadomo było, że pojedynek z Bulls będzie dla mistrzów bardzo ciężki i będzie wymagał od nich gry na najwyższym poziomie. Ale mało kto mógł przypuszczać, że po trzech meczach drużyna z Chicago będzie prowadzić 3-0. Po dwóch porażkach na wyjeździe, Heat przed własną publicznością mieli powrócić do swojej mistrzowskiej gry i przedłużyć tą serię. Jednak nawet w Miami nie potrafili odnaleźć swojej siły z ubiegłego roku. Świetnie grający Bulls zdominowali ich swoją skuteczną defensywą i świetną grą w ataku.
W trzech spotkaniach Heat zdobywali średnio zaledwie 92 punkty. Głównie z powodu fatalnej gry graczy drugoplanowych. Wade nie jest jeszcze w formie i nie jest zaskoczeniem, że zdobywa tylko 23.3 punkty. Właśnie, dlatego bardzo ważne było dla mistrzów 2006, aby pozostali zawodnicy potrafili go odpowiednio wesprzeć. Ponieważ nie wypełni zdrowia Wade i O'Neal zdobywający 19 punktów to za mało by pokonać Bulls. Najbardziej zawodzi rozgrywający Williams, który ma średnio 6 punktów przy skuteczności 22.7% z gry, ma on także problemy z kreowaniem partnerów odnotowując 3.3 asysty na mecz. Ale słabo grają również: Jones (3.3pts - 22.2%), Kapono (5.7pts, w całej serii oddał na razie tylko dwa rzuty za trzy i trafił jeden z nich), Haslem (7.3pts, największą słabością w jego grze są zbiórki - 3.7, w sezonie regularnym był on pierwszym zbierającym swojej drużyny) i Mourning (3.7pts/ 2reb).
Również obrona Heat pozostawia wiele do życzenia, tracą średnio ponad 102 punkty, pozwalając na fantastyczne popisy strzeleckie Deng'owi (średnio 27pts) i Grodon'owi (26pts).
Teraz pozostał im ostatni mecz, w którym mogą pokazać, chociaż przez chwilę, że nadal potrafią grać jak mistrzowie i wygrać mecz numer 4. Sprawi to jedynie, że nie odpadną po kompromitujących 4 spotkaniach. Bo na to, że w tym roku Heat będą grać dalej już nie można liczyć.

Mavs - Warriors 1-2
Ciekawsza sytuacja ma miejsce natomiast na zachodzie. Rywalizacja drużyny numer jeden z ósmą, najczęściej wygląda tak jak to ma miejsce w serii pomiędzy Pistons i Magic. Łatwej wygranej najlepszej drużyny konferencji tym bardziej można oczekiwać, gdy w czasie sezonu zasadniczego miała ona aż o 25 wygranych więcej niż zespół zajmujący pozycję ósmą. Jednak w tegorocznym pojedynku pomiędzy Mavs i Warriors zupełnie nie ma to znaczenia.
Od początku było wiadomo, że prowadzeni przez Nelsona Warriors nie będą wygodnym przeciwnikiem dla Mavs. Chociaż po najlepszej drużynie sezonu, można było oczekiwać, iż mimo to nie będą mieli bardzo dużych problemów z pokonaniem ich. W końcu przez całą część zasadniczą udowodnili, że potrafią wygrywać z każdym.
Pierwszy mecz wygrany przez Warriors był sporą niespodzianką. Ale nie pierwszy raz zdarzyło się, że do meczu otwarcia faworyci nie podeszli odpowiednio skoncentrowani i przegrali. Dlatego łatwe zwycięstwo Mavs w spotkaniu numer 2 mogło utwierdzić większość kibiców w przekonaniu, że był to jeden słabszy mecz i teraz wszystko wraca do normy. Jednak to, że ubiegłoroczni finaliści przegrali także spotkanie numer trzy nie jest już niespodzianką, a wręcz sensacją. Przed rozpoczęciem playoffs niektórzy przewidywali, że Warriors mogą wygrać w tej serii dwa mecze, ale chyba nikt nie oczekiwał, że po trzech spotkaniach będą prowadzić 2-1.
Największym problemem Mavs w pierwszych meczach była fatalna skuteczność rzutów z gry. W dwóch przegranych spotkaniach wyniosła ona: w meczu numer jeden - 35.3%, numer trzy - 38.8%. Natomiast, gdy pokonywali Warriors trafiali ze skutecznością 48.7%. Pokazuje to jak ważnym elementem jest to, do odniesienia sukcesu w tej rywalizacji.
Tym bardziej, że defensywa Mavs także nie działa najlepiej. W starciu z drugą najlepiej grającą w ataku drużyną, tracą średnio 101.7 punktów. Jest to oczywiście mniej niż Warriors zdobywali w części zasadniczej, ale nie wystarczająco by ich pokonać. A do tego zespół z Golden State w każdym spotkaniu rzucał ze skutecznością ponad 43%. Dlatego Mavs muszą zarówno znaleźć sposób jak zatrzymać ten bardzo skuteczny atak Warriors, a także poprawić swoja grę w ofensywie.
W meczu numer 2, Mavs wygrali właśnie dzięki dobrej obronie (mieli 14 przechwytów i wymusili 24 straty przeciwników) i skutecznej ofensywie (48.7%).
Innym ważnym elementem gry są punkty z szybkiego ataku. Gdy Mavs w drugim meczu mieli ich tyle samo, co Warriors (28) wygrali. W przegranych spotkaniach to drużyna z Kalifornii dominowała w tym elemencie gry (mecz 1: GSW 24pts-DAL 10, mecz 3: GSW 26-DAL 13). Pokazuje to, że Mavs muszą zatrzymać kontrataki ósmej drużyny zachodu, aby ich pokonać, a także sami powinni zacząć częściej w ten sposób kończyć akcje.
Oprócz słabych statystyk w osiągnięciach zespołowych, liderzy Mavs mają również problem ze słabą grą indywidualną. Nowitzki zdobywa średnio zaledwie 19 punktów ze skutecznością 38.3%. Tylko w wygranym meczu zagrał lepiej, trafiając ze skutecznością 46.7% i mając na swoim koncie 23 punkty. Zawodzi także pierwszy rezerwowy, Stackhouse, który w trzecim spotkaniu nie trafił żadnego z sześciu rzutów, dwóch w pierwszych dwóch meczach miał słabą 33% skuteczność. Terry (19.7pts/ 3.3ast) i Howard (21pts/ 11reb) spisują się lepiej niż lider zespołu z Dallas, ale ciągle nie jest to gra która umożliwiłaby Mavs wygranie tej serii.
Natomiast po stronie Warriors, świetnie spisują się wszyscy najważniejsi zawodnicy drużyny:
Davis - 23.3pts (50%)/ 5ast/ 5reb
Jackson - 23pts (47.8%)/ 3.7ast/ 5.3reb
Richardson - 19pts (52.2%)/ 1.7ast/ 8reb
Ellis - 13.7pts (48.5%)/ 2.7reb
Drugi mecz w Oracle Arena będzie testem wartości najlepszej drużyny sezonu regularnego, który prawdopodobnie zdadzą. Mavs są doświadczonym zespołem, który potrafi wygrywać ważne spotkania, dlatego powinni wyrównać rywalizację do stanu 2-2. Jednak przegrywając dwa mecze z Warriors już sprawili sobie sporo kłopotów. Wyczerpująca walka w pierwszej rundzie jest bardzo nie korzystna biorąc pod uwagę, że jeśli awansują czekają ich jeszcze trudniejsi rywale. Pocieszeniem może być jedynie, że pozostałe serie na zachodzie także szybko się nie zakończą. Na ekipie Mavs ciąży teraz ogromna presja, ponieważ muszą oni nie tylko wygrać mecz numer cztery, ale także zacząć wreszcie grać tak dobrze jak w części zasadniczej. Warriors nie mają nic do stracenia, nie są faworytami i grają swoje, dlatego są niewygodnymi przeciwnikami. Mavs prawdopodobnie tą serię wygrają i nadal będą jednymi z głównych faworytów do mistrzostwa. Ale ta rywalizacja pokazuje, że ciągle mają oni sporo słabych punktów. Obecna postawa zespołu z Dallas także podważa umiejętności Nowitzkiego jako prawdziwego lidera. W tych meczach, kiedy drużyna ma problemy, to on powinien wziąć na siebie ciężar gry i pociągnąć za sobą zespół. Jednak to właśnie jego gra najbardziej rozczarowuje i w dużej mierze przyczynia się do porażek.