Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
11.06.2007
Finał NBA 2007
Dlaczego Spurs prowadzą 2-0?
Najważniejsze elementy, które zadecydowały o dwóch pewnych zwycięstwach Spurs i porażkach Cavs:
Wielkie trio
Duncan, Parker i Ginobili w tegorocznych finałach zdobywają razem średnio ponad 72 punkty. Jest to zabójcze dla Cavs, którzy nie potrafią znaleźć sposobu na powstrzymanie żadnego z nich. Było to widoczne zwłaszcza w drugim spotkaniu, gdy każdy z tej trójki miał na swoim koncie ponad 20 punktów. Parker swoimi świetnymi i efektownymi wjazdami pod kosz zapewnia potrzebną w grze Spurs energię. Jego dobra postawa już od pierwszych minut daje impuls partnerom do szybkiej i aktywnej gry w ataku. Duncan jak zawsze jest mniej widoczny, ale zabójczo skuteczny. Zdobywa bardzo ważne punkty, zbiórki, a także blokuje rzuty przeciwników zniechęcając ich do gry podkoszowej. Ginobili natomiast wchodząc z ławki dobija Cavs rzucając ze skutecznością 63.6% za trzy.
James
Gra LeBrona jest chyba największym rozczarowaniem pierwszych dwóch spotkań. Głównie, dlatego, że oczekiwania były bardzo duże. W pierwszym meczu zagrał fatalnie trafiając tylko 4 z 16 oddanych rzutów. Było to w dużej mierze wynikiem wyśmienitej obrony Spurs. Bowen zmuszał Jamesa do ciężkiej pracy w ataku, co przyczyniło się do sporej ilości wymuszonych i niecelnych rzutów z dystansu. Grę Bowena świetnie uzupełniała zespołowa defensywa mistrzów zachodu. Gdy gwiazdor Cavs mijał swojego rywala od razu znajdowali się gracze Spurs podwajający go. James próbował w tych sytuacjach odgrywać, jednak jego koledzy także byli dobrze kryci, co w rezultacie przyczyniło się do 6 strat LeBrona.
W drugim spotkaniu James grał już znacznie lepiej, częściej wchodził pod kosz i zdobywał łatwe punkty lub wymuszał faule przeciwników. Ale to ciągle nie był ten King James, którego potrzebują, Cavs aby podjąć wyrównaną walkę. Trochę przypomina to sytuację z finału wschodu, gdy w pierwszych dwóch meczach James także nie błyszczał, a w kolejnych grał już rewelacyjnie. Fani Cavs na pewno wierzą, że i tym razem będzie tak samo. I jest na to duża szansa, ponieważ przed własną publicznością będzie mu się na pewno grało łatwiej.
Mimo bardzo młodego wieku i niewielkiego doświadczenia w playoffs James jest dojrzałym zawodnikiem. Jednak musi się jeszcze sporo nauczyć, by potrafić utrzymać wysoką formę w każdym meczu. Zwłaszcza, gdy gra w finałach NBA.
Hughes
W finałach Hughes spisuje się fatalnie. Po pierwsze jego gra w obronie jest słaba. Oczywiście powstrzymanie Parkera nie jest łatwe, ale Hughes nawet nie potrafi ograniczyć skutecznej gry Francuza. Ale jeszcze gorzej spisuje się w ataku. W dotychczasowych meczach zdobył zaledwie 2 punkty przy skuteczności z gry równej 10% i 2 asysty. A to właśnie on wychodzi w pierwszej piątce, jako rozgrywający, wiadomo, że nie jest play makerem, ale 2 asysty w dwóch spotkaniach to bardzo słaby wynik.
Ilgauskas
Center Cavs był bardzo ważnym punktem swojego zespołu w rywalizacji z Pistons. W poprzednich rundach zdobywał średnio ponad 12 punktów i 9 zbiórek. Teraz jego średnie kształtują się na poziomie 5.5 punktów i 5 zbiórek. Jest to zbyt mało by przeciwstawić się graczom podkoszowym Spurs.
Zbiórki
Wiąże się to między innymi ze słabą postawą Ilgauskasa. Przez cały sezon i playoffs siłą drużyny z Cleveland była przewaga w walce na tablicach. W finałach to Spurs są lepsi w tym elemencie. W pierwszym meczu Cavs zebrali aż o 11 piłek mniej niż gospodarze, w drugim spotkaniu było już lepiej, bo tylko 4 mniej, ale ciągle to ciągle Spurs dominują pod koszami.
Asysty
Defensywa Spurs, tak samo jak we wcześniejszych rundach, działa bardzo dobrze, osłabiając grę zespołową przeciwników. Sprawili oni, że Cavs nawet nie próbują grać między sobą. W ich atakach jest bardzo mało podań. A w momencie, kiedy piłka nie przemieszcza się między graczami ataku, nie ma szans na skuteczne rozciągnięcie obrony przeciwników i wykreowanie wolnych pozycji. Efektem tego jest bardzo mała ilość asyst Cavs, w pierwszym meczu 9, w drugim 15. W tym czasie Spurs grają bardzo zespołowo i dzięki temu rozbijają obronę mistrzów wschodu.
Horry
Jak zawsze w tym czasie sezonu Horry wchodzi do gry. Może nie ma on zdumiewających statystyk, ale jego wkład do gry Spurs jest bardzo duży. Potrafi on wejść z ławki i zrobić, co do niego należy, aby pomóc zespołowi. W pierwszym meczu robił to kreując partnerów, czego efektem było 6 asyst. W drugim skupił się na zbiórkach (9) i obronie (miał aż 5 bloków). W obu spotkaniach trafił także po jednym rzucie za trzy, w ważnym momencie gry.
Dwa pierwsze spotkania tegorocznych playoffs pokazały bardzo widoczną przewagę zespołu Spurs nad młodymi i niedoświadczonymi Cavs. W obu tych meczach widocznie dominowali zarówno w ataku jak i w obronie. Mimo, że ostateczne wyniki nie pokazują bardzo dużej różnicy punktowej, to cały obraz meczu uwidacznia dominację Spurs. Grają oni mistrzowską koszykówkę, której nikt nie może sie przeciwstawić.
Chociaż czwarta kwarta drugiego spotkania pokazała, że już zbyt pewnie poczuli się w tej serii. Na szczęście dla nich nic poważnego się nie stało i wygrali ten mecz. Jednak to, co wydarzyło się w ostatniej części gry było dla tak doświadczonej drużyny nie dopuszczalne. Ostatnie 12 minut gry rozpoczynali z 27 punktową przewagą, a na 5 minut i 34 sekundy do końca prowadzili już tylko 9 punktami. Spurs widocznie stracili wtedy koncentracje, uznali ten mecz za wygrany, a trener wystawił rezerwowy skład. Zapomnieli, że są to finały NBA, a przeciwko nim gra drużyna, która cały czas walczy o zwycięstwo w tej rywalizacji i łatwo się nie podda. Ta sytuacji może okazać się dobrym doświadczeniem dla Spurs przed meczami w Cleveland. Uświadomiła ona im, że do zdobycia tytułu jeszcze długa droga i dopiero, gdy wygra się czwarty mecz można pozwolić sobie na rozluźnienie. Bardzo możliwe, że dzięki temu nie popełnią błędu Mavs z ubiegłego roku. Kiedy po dwóch łatwych wygranych w Dallas zaczęto planować paradę mistrzowską.