Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
17.05.2008
D'Antoni w Nowym Jorku
D'Antoni jest znacznie lepszym trenerem niż Thomas
Największym problemem Knicks ostatnich lat był Isiah Thomas. Teraz nie jest już ani generalnym managerem ani trenerem, co oznacza nowy rozdział w historii drużyny z Nowego Jorku. Natomiast ciężar odbudowy wielkości Knicks spoczął na Walshu, który jest doświadczonym GM i wie jak buduje się silne drużyny w NBA. Ale by to osiągnąć potrzebny był klasowy szkoleniowiec. Suns pod wodzą D'Antoniego w minionych sezonach grali rewelacyjnie. Nie tylko ich styl był najbardziej widowiskowy, ale przekładał się on również na wiele zwycięstw. To przekonało Walsha by ściągnąć go do Nowego Jorku. D'Antoniego natomiast przekonały pieniądze, $24 miliony za cztery lata, dzięki czemu stał się jednym z najlepiej opłacanych trenerów. Wiadomo, że Knicks nie oszczędzają i bez problemu wydają pieniądze, rzadko jednak udaj im się je wydać mądrze. Tym razem to dobra inwestycja, która rozpocznie proces przebudowy drużyny.
D'Antoni musi udowodnić swoją klasę
Jest on już sześć sezonów trenerem w NBA. W sumie odnotował bilans 267 zwycięstw w 439 meczach (60.8%) i cztery raz doprowadzał swoją drużynę do playoffs. Jednak wszystkie jego sukcesy osiągnął w Suns z Nashem w składzie. Przed przełomowymi rozgrywkami 2004/05, D'Antoni odnotował bilans 14-36 z Nuggets i 21-40 z Suns. Dopiero gdy liderem jego drużyny został Nash okazało się, że szybki styl gry może zapewniać zwycięstwa. W Nowym Jorku będzie musiał udowodnić swoje umiejętności trenerskie. Dopiero w przyszłych sezonach okaże się czy rzeczywiście jest on wybitnym head coachem czy może większość osiągnął dzięki Nashowi i dobremu składowi Suns. Knicks w ostatnich latach nie mieli szczęścia do zawodników, którzy u nich mieli potwierdzić swoją wartość. Podam tu ekstremalny przykład Jerome Jamesa. Po świetnych playoffs 2005 miał pokazać, że jest dobrym centrem i wszyscy wiemy jak to się skończyło. Oczywiście nie porównuje D'Antoniego do tego zawodnika, ale on także musi teraz udowodnić swoją klasę i pokazać, że zasługuje na ogromne pieniądze. Z całym szacunkiem do tego co osiągnął w Suns, zbudował tam naprawdę rewelacyjną drużynę, ale dopiero teraz pokaże na co go stać. Tym bardziej, że skład będzie miał znacznie gorszy i trudniejszych zawodników do powadzenia. Musi przygotować się na kilka lat ciężkiej pracy by w końcu zacząć odnosić sukcesy.
Marbury to nie Nash
Warto przypomnieć, że D'Antoni współpracował już z Marbury'm. Było to w pierwszym roku D'Antoniego w Phoenix w sezonie 2003/04. Wtedy drużyna z Arizony pod jego wodzą w 61 meczach odniosła 21 zwycięstw. Marbury spisywał się bardzo dobrze zdobywając średnio 20.8 punktów i 8.3 asyst. Wniosek jest z tego oczywisty: Starbury nie jest liderem, który mógłby poprowadzić drużynę. Dopiero, gdy oddano go do Knicks i podpisano kontrakt z Nashem, Suns zaczęli wygrywać. Nie ma wątpliwości, że Marbury jest świetnym zawodnikiem i ma duże umiejętności, ale nie potrafi ich wykorzystać dla dobra zespołu. D'Antoni nie zmienił tego podczas ich współpracy w Suns i tym razem także tego nie osiągnie. Bo Marbury nie jest zawodnikiem zespołowym i udowodnił to już nie raz. Oczywiście nie musi on być pierwszym rozgrywającym, ale i tak pozostaje wtedy problem braku lidera. A to głównie dzięki takiemu zawodnikowi, jakim jest Nash, D'Antoni odnosił sukcesy. Jeśli chce w Nowym Jorku grać nadal szybką i skuteczną koszykówkę będzie potrzebował zawodnika, który wykreuje taką grę i poprowadzi zespół.
Problem ze składem Knicks
Po pierwsze w Knicks nie ma lidera. Pod drugie, mają zawodników, którzy zupełnie nie pasują do stylu run'n'gun, na czele z Randolphem i Curry'm. Nie są to gracze potrafiący szybko biegać do kontrataku. Co prawda D'Antoniemu udało się wkomponować O'Neala do Suns, ale trudno porównać Shaqa z Curry'm. Nie chodzi tylko o klasę zawodnika, ale także o fakt, że Curry na pewno nie będzie chciał poświęcać swojej gry w ataku dla dobra drużyny. Natomiast Randolphowi jest bardzo daleko od fizyczności Stoudemire'a, a ma on ogromny kontrakt na jeszcze cztery lata. Curry także może zostać w Knicks na taki sam okres jeśli w sezonie 2009/10 wykorzysta swoją opcję przedłużenia umowy. A po tym jak się ostatnio spisuje trudno przewidywać żeby zrezygnował z dużych pieniędzy, bo nikt już mu tyle nie zapłaci. Poza nimi w Nowym Jorku są jeszcze Marbury (umowa do końca sezonu 2008/9) , Richardson (2009/10), Crawford (2010/11), Jeffries (2010/11) i James (2009/10). To zawodnicy z dużymi kontraktami, grający znacznie poniżej sowich możliwości. Przynajmniej połowa z nich powinna jak najszybciej odejść z Knicks żeby móc tu budować silną drużynę. Oddanie ich nie będzie jednak łatwe. Bo chyba nie znajdzie się naiwny, który weźmie któregoś z nich razem z ogromnym kontraktem. Dopiero w ostatnim roku, kończące sie umowy mogą być zachętą dla innych drużyn do transferów z Knicks. Dlatego proces przebudowy zespołu będzie trwał kilka sezonów i trudno powiedzieć jak odnajdzie się w tym D'Antoni. W przyszłych rozgrywkach Knicks na pewno będą grać bardziej efektownie, ale raczej nie przełoży się to na znacznie lepsze wyniki. Nie wiadomo także jak długo wytrzyma właściciel Knicks, czy po jednym/ dwóch słabszych sezonach nie postanowi zmienić trenera. Tak jak to miało miejsce w przypadku Larryego Browna, z którym podpisano długoletni kontrakt po czym zwolniono go po pierwszym słabym roku. Nadzieją, że tym razem będą bardziej cierpliwi jest na pewno Walsh.
Styl gry D'Antoniego może przekonać zawodników do przyjścia do Nowego Jorku
Celem Knicks w najbliższych latach będzie pozbycie się grających na średnim poziomie zawodników z ogromnymi kontraktami. Ale oprócz transferów i prób oddawania graczy będzie trzeba pozyskać nowych, lepiej pasujących do koncepcji D'Antoniego. I to właśnie postać trenera może przekonać kilku klasowych zawodników by będąc wolnymi agentami wybrali Knicks. Wielu lubi szybką grę, gdzie liczy się głównie zdobywanie punktów. D'Antoni i jego styl run'n'gun będą magnesem dla nowych graczy. Wiadomo, że najważniejszym celem Knicks będą wakacje 2010, gdy wolnymi agentami będą mogli zostać między innymi James i Wade. Oni na pewno nie wybiorą drużyny bez trenera gwarantującego im sukces. Dlatego D'Antoni może bardzo pomóc Walshowi w przebudowie składu i przyciągać odpowiednich zawodników do Knicks.